Biuletyn Górniczy 7-9 (371-373)

SPIS TREŚCI

  • CO, GDZIE, KIEDY?
  • 35 lat wspólnego głosu branży. XXXIX Walne Zgromadzenie Członków GIPH w Katowicach
  • Znamy energetyczną strategię Polski: mniej węgla, więcej OZE
  • Ministerstwo Energii: nas nie stać na przyspieszoną transformację energetyczną
  • Minister Domański: System ETS nie może być podatkiem nałożonym na produkcję
  • Dobre informacje z JSW: nowa koncesja i pożyczka na 824,13 mln zł
  • Bruksela zwija górniczym regionom spadochron. Niestety w trakcie lotu
  • Tysiące górników opuszczają kopalnie. PGG i JSW ograniczają zatrudnienie. Tempo jest rekordowe!
  • Górnicza Polska pod lupą – pięć twarzy transformacji
  • Zielone cele Europy, czerwone światło dla hut. Nowe benchmarki ETS wywołały burzę
  • Transformacja zapisana w przestrzeni. Wnioski z wizyty studyjnej w holenderskim Randstadzie
  • Tereny pogórnicze stają się dźwignią rozwoju
  • Bezpieczna energetyka to warunek bezpiecznego państwa
  • USA mocno inwestują w węgiel. Trump: potrzebna nam taniej energii. „Czysty, piękny węgiel!”
  • Niegotowi na odejście od węgla
  • Druga elektrownia atomowa – decyzje najpóźniej do 2027 r.
  • Nawet 231 mld zł na transformację ciepłownictwa
  • Mocno rośnie import gazu ziemnego do Polski
  • Jawne płace w firmach. Czy dowiem się, ile zarabia kolega z biurka obok?
  • Górnictwo przechodzi do cyfrowego świata. W nim przetrwa historia i tradycja, ale też wiedza cenna dla przyszłych pokoleń
  • Czego uczą w szkołach o górnictwie?
  • Rondo imienia górników
  • Tunele pod nadzorem organów górniczych
  • Koleje Śląskie wjadą na Pole Bojków
  • Od ziemianina do przemysłowca
  • Historyczne związki jaworznickich kopalń z kopalnią soli w Wieliczce
  • Zamówienia publiczne bez schematów. XVII Szkoła Zamówień Publicznych za nami
  • Oferta i oferent, który spełnia oczekiwania zamawiającego

Future Mining Forum & Expo

Przyszłość ma być cyfrowa, niskoemisyjna i naszpikowana technologią. Po drogach mają jeździć samochody elektryczne, energię mają produkować turbiny i panele słoneczne, a przemysł ma korzystać z robotów oraz sztucznej inteligencji. Brzmi imponująco. Jest tylko jeden szczegół, o którym w politycznych deklaracjach mówi się zaskakująco rzadko: żadnej z tych technologii nie da się zbudować bez surowców. A te nie powstają ani w laboratoriach, ani w komputerowych chmurach. Trzeba je znaleźć, wydobyć
i przetworzyć.

Innymi słowy: tak jak powiedział fizyk i noblista Max Planck „Górnictwo nie jest wszystkim, ale bez górnictwa wszystko jest niczym”

Możemy dyskutować o tym, jakie górnictwo będzie nam w przyszłości potrzebne i jak ograniczać jego wpływ na środowisko. Nie sposób jednak poważnie twierdzić, że nowoczesna gospodarka doprowadzi do zaniku sektora wydobywczego. Będzie raczej odwrotnie.

Dlatego Future Mining Forum & Expo, które odbędzie się we wrześniu w Katowicach, jest wydarzeniem niezwykle potrzebnym. Pomimo, że projekt wyrasta z ponad 40-letniej tradycji targów górniczych, nie ma być spojrzeniem wstecz. Powinien stać się miejscem rozmowy o tym, jak doświadczenie budowane przez dekady wykorzystać wobec nadchodzących wyzwań. Górnicza Izba Przemysłowo-Handlowa zaangażowała się w jego organizację jako Główny Partner Instytucjonalny, bowiem przyszłości branży nie można projektować bez udziału tych, którzy znają ją od podszewki.

Katowice są naturalnym miejscem tej debaty. To stolica regionu zbudowanego na górnictwie, energetyce i przemyśle, który dziś mierzy się ze spadkiem wydobycia, przebudową gospodarki, ochroną miejsc pracy oraz potrzebą znalezienia nowych rynków dla firm okołogórniczych. Trudno o lepszą lokalizację, by połączyć górnicze DNA z technologiami przyszłości.

Rozmowa nie może jednak sprowadzać się do pytania, kiedy zamkniemy ostatnią kopalnię węgla. To perspektywa zbyt wąska i gospodarczo krótkowzroczna. Górnictwo to również rudy metali, kruszywa, sól oraz surowce krytyczne, bez których nie będzie transformacji energetycznej, przemysłu obronnego, elektroniki ani elektromobilności.

Europa coraz boleśniej przekonuje się, że posiadanie nowoczesnych technologii nie wystarczy, jeżeli dostęp do surowców potrzebnych do jej produkcji kontrolują inne, poza-unijne państwa. Przez lata wierzono, że wszystko można sprowadzić, a globalny rynek zawsze zapewni dostawy po akceptowalnej cenie. Wojny w Ukrainie i na Bliskim Wschodzie oraz wywołane nimi zaburzenia łańcuchów dostaw i napięcia handlowe pokazały, jak złudne było to przekonanie. W czasach pokoju import bywa wygodny. W kryzysie staje się narzędziem nacisku.

Dotyczy to przede wszystkim surowców energetycznych, w tym węgla. Jego udział w polskiej oraz unijnej energetyce będzie malał i nikt rozsądny nie powinien temu zaprzeczać. Nie oznacza to jednak, że możemy likwidować krajowe moce, zanim powstaną ich stabilne odpowiedniki. W systemie elektroenergetycznym nie ma miejsca na „jakoś to będzie”. Prąd musi być dostępny niezależnie od pogody, pory dnia i sytuacji geopolitycznej.

Blackout na Półwyspie Iberyjskim w ubiegłym roku pokazał, jak poważne mogą być skutki utraty stabilności energetycznej (co zresztą skrzętnie zamieciono pod dywan). Wniosek jest prosty: rozbudowa samych OZE nie może być oderwana od innych, niezwykle kosztownych i długoterminowych inwestycji. 

Kolejność działań ma w tym przypadku znaczenie fundamentalne. Najpierw powinniśmy zbudować bezpieczne źródła zastępcze, w tym np. energetykę jądrową, rozbudować sieci przesyłowe i stworzyć zdolności magazynowania energii. Dopiero później można odpowiedzialnie wyłączać źródła konwencjonalne. Nie na odwrót! Rozbieranie mostu przed ukończeniem przeprawy zastępczej to nie transformacja, lecz proszenie się o katastrofę.

Racjonalne wykorzystanie rodzimego węgla w okresie przejściowym nie oznacza obrony technologicznego status quo. Górnictwo przyszłości musi być bezpieczniejsze, bardziej efektywne i przyjaźniejsze dla środowiska. Autonomiczne maszyny, roboty pracujące w strefach zagrożenia, cyfrowe modele złóż, inteligentna wentylacja i sterowanie produkcją przez sztuczną inteligencję nie są już futurystycznymi hasłami. To rozwiązania rozwijane w polskich firmach i instytutach.

Mamy w tej dziedzinie duży potencjał. Polska pozostaje jednym z ostatnich państw Unii Europejskiej z tak rozbudowanym zapleczem producentów maszyn i urządzeń, jednostek badawczych, uczelni i specjalistów pracujących na rzecz górnictwa. Nasze kopalnie są wymagającym poligonem doświadczalnym, a zdobyta w nich wiedza może być z powodzeniem wykorzystywana na całym świecie.

Tego kapitału nie wolno tracić wraz z ograniczeniem krajowego wydobycia. Przedsiębiorstwa okołogórnicze muszą odważniej wychodzić na rynki zagraniczne. Nie zawsze wygramy ceną, ale możemy jakością, niezawodnością i doświadczeniem. Polskie firmy nadal dysponują kompleksową ofertą. Potrafią nie tylko dostarczyć maszynę, lecz także rozpoznać złoże, zaprojektować cały system wydobywczy, przeszkolić załogę
i zapewnić serwis.

Właśnie temu powinno służyć Future Mining Forum & Expo: pokazaniu światu, że potrafimy budować górnictwo 4.0, a nawet 5.0. Liczę, że obok debat odbędą się tam spotkania z delegacjami zagranicznymi, rozmowy biznesowe i prezentacje prowadzące do nowych kontraktów. Potrzebujemy również większego zaangażowania państwa w promocję polskich technologii i wsparcia eksportu.

Przyszłość górnictwa nie sprowadza się bowiem do wyboru między kurczowym trwaniem przy przeszłości, a bezwarunkowym podporządkowaniem się każdemu transformacyjnemu hasłu. Możemy rozwijać energetykę opartą o inne, niż obecnie, nośniki energii, a jednocześnie korzystać z naszego węgla tak długo, jak będzie potrzebny dla bezpieczeństwa energetycznego Polski. Możemy przy tym jeszcze bardziej chronić środowisko, nie rezygnując z własnego przemysłu, kompetencji i surowcowej niezależności.

O tym powinniśmy rozmawiać we wrześniu w Katowicach – bez uprzedzeń
i ideologicznych klisz. Czterdzieści lat tradycji zobowiązuje, ale nie do oglądania się za siebie, lecz do patrzenia w przyszłość, bo trzeba ją przecież z czegoś zbudować. 



Rząd przyjął Krajowy Plan w Dziedzinie Energii i Klimatu. Będzie on wyznaczał kierunki zmian w polskiej energetyce na najbliższe 15 lat. Plan przewiduje zmniejszenie roli węgla w energetyce i ciepłownictwie oraz rozwój energetyki jądrowej i odnawialnej. Tylko w latach 2026-2030 realizacja KPEiK może kosztować w przedziale 1039-1128 mld zł.

– Krajowy Plan w dziedzinie Energii i Klimatu pokazuje, jak wiele dokonaliśmy już w polskiej energetyce, ale także to, jak wiele jeszcze możemy zrobić. Mądrze poprowadzona transformacja energetyczna to ogromna szansa dla Polski i silnik naszego dalszego rozwoju. Dokument przygotowany przez Ministerstwo Energii wskazuje, jak zamienić ambitne cele polskiej energetyki w konkretne i długofalowe korzyści dla gospodarki, przedsiębiorców i polskich rodzin. Przyjęcie KPEiK przez Radę Ministrów otwiera nam drogę do kolejnych inwestycji, które zwiększą nasze bezpieczeństwo energetyczne, ale także umocnią bardzo silną pozycję Polski na międzynarodowym rynku – mówi Miłosz Motyka, minister energii.

Cele transformacji energetycznej i gospodarczej Polski

Resort energii tłumaczy, że Krajowy Plan w dziedzinie Energii i Klimatu (KPEiK) to strategiczny dokument określający kierunki transformacji energetycznej Polski na najbliższe dekady. Wyznacza cele w zakresie struktury wytwarzania energii, redukcji emisji gazów cieplarnianych oraz rozwoju nowoczesnej gospodarki.

KPEiK obejmuje wszystkie najważniejsze sektory krajowej gospodarki: elektroenergetykę, ciepłownictwo, przemysł, transport, budownictwo i rolnictwo. Prognozy uwzględniają zarówno zapotrzebowanie na energię i surowce, rozwój poszczególnych technologii, jak też skutki makroekonomiczne i społeczne.

Ministerstwo Energii podkreśla, że dokument tworzy fundamenty dla kształtowania programów sektorowych (jak np. Strategii transformacji ciepłownictwa, Programu polskiej energetyki jądrowej, Krajowego Planu Renowacji Budynków, Polskiej Strategii Wodorowej, aktualizacji Polityki energetycznej Polski i innych). Plan będzie także istotnym punktem odniesienia przy kształtowaniu strategii wydatkowania funduszy unijnych w ramach nowej perspektywy finansowej. 

Oprócz uwarunkowań gospodarczych dokument uwzględnia także kwestie środowiskowe. Wskazuje działania potrzebne do ograniczenia emisji gazów cieplarnianych, zwiększenia udziału odnawialnych źródeł energii (OZE) czy poprawy efektywności energetycznej zgodnie z celami UE.

Dwa scenariusze rozwoju polskiej energetyki

Aktualizacja KPEiK zakłada głęboką elektryfikację gospodarki, wzrost udziału OZE, rozwój energetyki jądrowej oraz modernizację sieci przesyłowych i dystrybucyjnych w perspektywie do 2040 r. Dokument zawiera dwa scenariusze analityczne:

  • WEM (ang. With Existing Measures), czyli scenariusz referencyjny opierający się na istniejących już politykach i środkach. Jego wyniki stanowiły podstawę do określenia zrównoważonych i realnych celów dla Polski w ujęciu: technicznym, organizacyjnym i ekonomicznym.
  • WAM (ang. With Additional Measures), czyli scenariusz przyspieszonej transformacji zakładający wdrożenie dodatkowych działań i większą realizację celów klimatyczno-energetycznych UE, w tym założeń pakietu Fit for 55. Pokazuje on skalę wyzwań związanych z transformacją, uwzględniając jednocześnie specyfikę i możliwości polskiej gospodarki.

Z dokumentu wynika, że realizacja scenariuszy WEM i WAM tylko w latach 2026–2030 będzie wymagała inwestycji w przedziale 1039-1128 mld zł. Największe inwestycje spodziewane są w sektorze elektroenergetycznym, w segmentach przesyłu i dystrybucji energii elektrycznej oraz budowy mocy wytwórczych – tutaj w latach 2026-2030 wartość inwestycji może sięgnąć 390-486 mld zł.

Spadek zapotrzebowania na węgiel

KPEiK przewiduje redukcję zapotrzebowania na węgiel kamienny. W scenariuszu WEM zapotrzebowanie na węgiel kamienny energetyczny w 2030 r. ma być na poziomie 28 mln ton, a w scenariuszu WAM 19 mln ton. Głównym źródłem pokrycia popytu na węgiel kamienny energetyczny w okresie transformacji będzie wydobycie krajowe, a import powinien mieć jedynie charakter uzupełniający, dlatego priorytetem jest zapewnienie możliwie najwyższej ekonomiki wydobycia surowca w kraju.

Z Planu wynika, że zakończenie krajowej eksploatacji węgla kamiennego energetycznego nastąpi najpóźniej w 2049 r. Podkreślono przy tym, że priorytetem jest wyeliminowanie wykorzystania węgla w budynkach mieszkalnych najpóźniej do 2040 r.

W scenariuszu WEM założono wykorzystanie węgla w ciepłownictwie do 2040 r. Natomiast w scenariuszu WAM w latach 30-tych przewidywany jest systematyczny spadek udziału węgla, utrzymanie wykorzystania gazu ziemnego oraz stopniowy wzrost znaczenia pomp ciepła, kotłów elektrycznych i gazów odnawialnych, np. biometanu. W długoterminowej perspektywie rosnąć będzie znaczenie ciepła odpadowego, odzyskiwanego z procesów przemysłowych, instalacji komunalnych i sektora informatycznego.

Górnictwo węglowe i energetyka oparta na węglu stanowią stosunkowo duży segment krajowej gospodarki, dlatego sposób przeprowadzania transformacji musi przebiegać również z uwzględnieniem sprawiedliwego wymiaru przekształcania regionów węglowych.

W zakresie wykorzystania węgla brunatnego kluczowe decyzje dotyczące wygaszania jednostek wytwórczych opartych o ten surowiec będą uwzględniać potrzeby bilansowania systemu oraz aspekt społeczny dla regionu wydobywczego. Przewiduje się, że rola tego surowca ok. 2035 r. będzie niewielka. W Polsce wykorzystanie węgla brunatnego w gospodarce będzie spadać. Nadal działające kopalnie mają określony plan odstawienia bloków, przy czym zakończenie pracy elektrowni może nastąpić wcześniej niż wyczerpanie złóż.

Więcej energii ze źródeł odnawialnych

Zgodnie z prognozami KPEiK, do 2030 r. moc zainstalowana w krajowym systemie elektroenergetycznym (KSE) wzrośnie do ponad 90 GW, a do 2040 r. podwoi się względem 2025 r.

Wdrażanie KPEiK prowadzić będzie do sukcesywnego zmniejszania zależności importowej w zakresie dostaw surowców energetycznych, a tym samym do redukcji kosztów związanych z nabyciem importowanych paliw i wypływem środków poza nasz kraj. Do 2040 r. saldo importowo-eksportowe nośników energii ulegnie obniżeniu o ok. 11 proc. według scenariusza WEM (z ponad 45 Mtoe w 2020 r. do ok. 41 Mtoe w 2040 r.) oraz o ok. 27 proc. według scenariusza WAM (tj. do ok. 33 Mtoe w 2040 r.).

W zależności od przyjętego scenariusza transformacji udział OZE w strukturze produkcji energii wzrośnie do 51,6–53,2 proc. w 2030 r. oraz do 65,6–68,9 proc. w 2040 r. (WEM–WAM). Kluczową rolę w tym procesie odegrają: energetyka wiatrowa na lądzie i morzu, fotowoltaika oraz wykorzystanie gazów odnawialnych. W bilansowaniu systemu i zapewnieniu bezpieczeństwa dostaw istotną rolę będzie odgrywał gaz ziemny, który w kolejnych latach będzie zastępowany przez gazy zdekarbonizowane i odnawialne. 

Natomiast w ciepłownictwie i chłodnictwie udział OZE może wynieść w 2030 r. 31,6-36,5 proc., a w 2040 r. ok. 43,5-56,7 proc.

Udział polskich firm w rozwoju energetyki odnawialnej

Zdaniem autorów dokumentu rozwój energetyki niskoemisyjnej w Polsce może stać się jednym z najważniejszych impulsów dla krajowej gospodarki w najbliższych dekadach. W przypadku morskich farm wiatrowych zakłada się osiągnięcie poziomu local content na poziomie ok. 40 proc. Przy inwestycjach rzędu blisko 274 mld zł w latach 2026-2040 oznacza to, że ok. 110 mld zł pozostanie w portfelach krajowych przedsiębiorców, a więc w krajowej gospodarce.

Jeszcze większe znaczenie dla gospodarki ma lądowa energetyka wiatrowa. Dzięki wyższemu udziałowi krajowych dostawców i usług local content w tym segmencie może wynieść ok. 60 proc. Przy nakładach inwestycyjnych na poziomie ok. 210 mld zł przełoży się to na ponad 125 mld zł wartości generowanej w Polsce.

Istotnym elementem transformacji będzie także rozwój energetyki jądrowej. Przy założonym poziomie local content rzędu 40 proc. przy pierwszym reaktorze (45 proc. przy drugim i 50 proc. przy trzecim) oraz nakładach inwestycyjnych sięgających ok. 223 mld zł, krajowa gospodarka i rodzime przedsiębiorstwa mogą uzyskać dodatkowo ok. 100 mld zł.

Transformacja energetyczna to nie tylko skala inwestycji, ale przede wszystkim realny impuls dla przemysłu, rynku pracy, kompetencji i innowacyjności. Korzyści obejmują rozwój krajowych firm produkcyjnych i usługowych, tworzenie nowych miejsc pracy oraz wzrost wartości dodanej w całej gospodarce.

Gaz ziemny i energetyka jądrowa

Ministerstwo Energii podkreśla, że w obliczu starzejącej się infrastruktury wytwórczej oraz skokowo rosnącego popytu na energię (stymulowanego m.in. przez elektryfikację sektorów, rozwój centrów danych czy technologii wykorzystujących sztuczną inteligencję), duże znaczenie ma posiadanie stabilnych oraz elastycznych źródeł mocy dyspozycyjnej.

Z KPEiK wynika, że gaz ziemny stanowić będzie narzędzie bilansujące sektor w okresie przejściowym, w którym odnawialne źródła energii nie osiągną jeszcze elastyczności pozwalającej na samodzielne funkcjonowanie w sieci. Jak zapewniono, energetyka jądrowa będzie rozwijana jako stabilne i zeroemisyjne źródło energii wspierające bezpieczeństwo dostaw energii w kolejnych dekadach. Uruchomienie w drugiej połowie lat trzydziestych pierwszych bloków elektrowni jądrowej oraz małych reaktorów modułowych (SMR) zapewni ok. 40 TWh energii wytwarzanej w podstawie systemu.
Zgodnie z aktualizacją KPEiK system energetyczny zmierzać będzie ku zwiększeniu mocy zainstalowanej z ponad 77 GW w marcu 2026 r. do ok. 128-156 GW (scenariusze WEM-WAM) w 2040 r.

Prognozuje się, że do 2040 r. moce OZE wzrosnąć mogą do poziomu ok. 84-92 GW (zatem więcej niż obecnie cały KSE). W 2040 r. moce OZE odpowiadać będą za prawie 60 proc. całkowitych mocy zainstalowanych w systemie. Istotne znaczenie będą miały moce wiatrowe, które mogą sięgnąć nawet 47 GW (WAM), z dalszym potencjałem do wzrostu. Udział OZE w produkcji energii elektrycznej wzrośnie do ok. 52-53 proc. w 2030 r. oraz do ok. 66-69 proc. w 2040 r. (WEM–WAM).

Rozwój gospodarczy Polski

W KPEiK założono, że rozbudowa sieci przesyłowych i dystrybucyjnych oraz rozwój magazynów energii umożliwią integrację rosnącego udziału OZE i zwiększą odporność systemu energetycznego. Równolegle przewiduje się modernizację i rozwój systemów ciepłowniczych, w tym ich dekarbonizację oraz integrację z odnawialnymi źródłami energii i magazynami ciepła, co przyczyni się do zwiększenia efektywności i bezpieczeństwa dostaw ciepła.

Resort energii deklaruje, że realizacja KPEiK będzie wspierać wzrost gospodarczy, tworzenie nowych miejsc pracy oraz stopniowe obniżanie rachunków za energię. Koszty wytwarzania energii mogą spaść o ok. 8 proc. do 2030 r. i o 18 proc. do 2040 r. względem poziomu z 2025 r. Wzmocni to konkurencyjność polskich przedsiębiorstw i przyniesie korzyści odbiorcom indywidualnym.

Jak dodano, do 2040 r. odsetek gospodarstw domowych wydających ponad 10 proc. dochodów na energię może spaść o 30-55 proc., zależnie od scenariusza transformacji. Z kolei, odsetek gospodarstw, których dochody kształtują się na poziomie poniżej minimum socjalnego po opłaceniu rachunków za energię, do 2040 r. zmaleje o ok. 31-55 proc. w zależności od przyjętego wariantu – WAM albo WEM.

Jeszcze niedawno popularnym słowem używanym do opisywania różnych planów energetyczno-dekarbonizacyjnych było słowo „ambitne“ – pasuje ono także do przedstawionego KPEiK. Jak będzie z jego realizacją, przekonamy się za kilka lat. Z pewnością wyzwaniem w realizacji KPEiK będzie pogodzenie olbrzymich wydatków, w wysokości ponad 1000 mld zł z zapowiadanym spadkiem cen energii.


Dariusz Ciepiela
dziennikarzem portalu WNP.PL

W czerwcu 2026 ukazał się projekt rozporządzenia Komisji Europejskiej ustalający nowe wartości wskaźników emisyjności, tzw. benchmarków, używanych w unijnym systemie ETS na potrzeby przydziału bezpłatnych uprawnień do emisji na okres 2026-2030. 

Czym są benchmarki? To referencyjny wskaźnik emisji CO₂ dla danej produkcji, oparty na wynikach oceny dziesięciu procent najbardziej efektywnych instalacji w Unii Europejskiej. Te punkty odniesienia emisji pozwalają na wyliczenie, ile bezpłatnych uprawnień do emisji dwutlenku węgla dostaną określone instalacje przemysłowe w kolejnym okresie rozliczeniowym. W tym przypadku nie chodzi o ranking firm, tylko o techniczny wskaźnik – jeśli instalacja emituje mniej niż ustalony benchmark, jest uznawana za bardziej efektywną. Im niższy benchmark, tym mniej darmowych uprawnień ETS otrzyma przedsiębiorstwo.

Komisja aktualizuje te wartości co pięć lat, aby system odzwierciedlał aktualny poziom technologii. Nowe wartości benchmarków ustalane są na podstawie bieżących danych o najlepszych instalacjach w danej branży. To oznacza, że jeśli sektor staje się bardziej efektywny, benchmark zwykle zaostrza się, czyli spada dopuszczalny poziom emisji na jednostkę produktu. W praktyce oznacza to, że jeśli emisje firmy nie spadają tak szybko, jak benchmark, różnica musi być pokrywana zakupem uprawnień. Jeśli benchmark dla produktu wynosił 1 tonę CO2 na tonę produktu, a po aktualizacji spadł do 0,8, instalacja o tej samej produkcji dostanie mniej darmowych uprawnień niż wcześniej, bo punkt odniesienia stał się bardziej wymagający. Ponieważ zaktualizowane wskaźniki benchmarków wpływają na podział darmowych uprawnień, mają duże znaczenie finansowe dla przedsiębiorstw, szczególnie z energochłonnych branż, takich jak hutnictwo.

Nowe benchmarki ETS na lata 2026-2030 oznaczają, że większość polskich instalacji hutniczych, chemicznych i cementowych otrzyma mniej bezpłatnych uprawnień do emisji CO₂, ponieważ Komisja Europejska uznała, że najlepsze zakłady w UE stały się bardziej efektywne emisyjnie. Najsilniej odczuje to hutnictwo i cementownie, gdzie możliwości szybkiej redukcji emisji są ograniczone, a koszty zakupu dodatkowych uprawnień ETS mogą wyraźnie wzrosnąć. Przemysł hutniczy w latach 2021-2025 na produkcję jednej tony stali węglowej otrzymywał 0,217 ton CO₂ na tonę produktu (Mg CO₂/t) w ramach darmowych emisji. Propozycja na kolejne pięć lat została obniżona aż o 34 procent, bowiem Komisja Europejska „wyceniła” benchmark na 132 Mg CO₂/t koksu i obniżyła poziom emisyjności produkcji do wartości 0,143 Mg CO₂/t. Przy obecnych cenach uprawnień oznacza to dodatkowy koszt około 55 euro do każdej wyprodukowanej tony stali. W praktyce oznacza to, że wszystkie zakłady, a szczególnie zakłady z dużym udziałem starszych instalacji wielkopiecowych, takie jak np. ArcelorMittal, będą musiały dokupować uprawnienia na rynku. A trzeba pamiętać, że produkcja koksu jest oficjalnie zaliczana do sektorów narażonych na ucieczkę emisji, więc branża powinna być chroniona mechanizmem podatku CBAM i otrzymywać sto procent bezpłatnych uprawnień do emisji. 

Podobnie sytuacja wygląda w sektorze cementowym i chemicznym, gdzie możliwości redukcji emisji są ograniczone. Proponowany przez KE spadek benchmarku oznacza dla największych polskich producentów (takich jak Cemex czy Ożarów) zdecydowanie mniejszy bezpłatny przydział emisji przy podobnej wielkości produkcji. Polskie cementownie będą musiały w większym stopniu polegać na zakupie uprawnień na aukcji oraz na zwiększonych inwestycjach w obniżenie emisyjności, bo margines poprawy efektywności w klasycznym procesie produkcji klinkieru jest ograniczony. Z uwagi na spadek benchmarków dla amoniaku i wodoru mniejsze darmowe przydziały ETS szykują się też dla branży chemicznej i producentów nawozów. 

Uwagi i protesty do proponowanych benchmarków wystosowały już organizacje producentów i branżowe organizacje związkowe sektora hutniczego i koksochemicznego. Wszyscy zgodnie zwracają uwagę na wzrost kosztów, zagrożenie miejsc pracy, ale też sprzeczność z polityką surowcową UE. Zgodnie z unijnym aktem w sprawie surowców krytycznych, węgiel koksowy jest przecież oficjalnie uznany za surowiec strategiczny, niezbędny do funkcjonowania łańcucha dostaw stali, tak istotnej dla transformacji energetycznej. 

Przedstawiciele branży hutniczej uważają, że obecnie nie ma możliwości technicznych wypełnienia obowiązków w zakresie benchmarków dla koksu, a żadna z modernizowanych instalacji nie spełni nowych wymogów. Proponowany benchmark 0,143 Mg CO₂/t koksu jest niemożliwy do osiągnięcia ze względów technologicznych. Potwierdzają to inwestycje w koksowni w Częstochowie i uruchamiana nowa bateria w Koksowni Przyjaźń, gdzie, jak szacują eksperci, wskaźnik emisyjny wyniesie nieco poniżej 0,200 Mg CO₂/t koksu. 

Polscy eksperci zwracają też uwagę na brak przejrzystości szacowania benchmarku, a więc potrzebę ujawnienia tych najbardziej efektywnych instalacji, które stanowiły próbę referencyjną z lat 2021–2022, na podstawie której dokonano nowej wyceny. Komisji zarzuca się również błędy metodologiczne. Obniżenia benchmarków dokonano wyłącznie w oparciu o zebrane dane statystyczne, bez analizy emisyjności poszczególnych procesów produkcyjnych i bez dialogu z przedstawicielami branży koksowniczej w Polsce. Podkreśla się, że spadek emisji CO₂ w latach 2021-2022 nie wynikał z realnego postępu technologicznego, ale był konsekwencją epidemii COVID i skutkiem wojny na Ukrainie, jak również recesji i likwidacji przemysłu, bo zlikwidowano koksownie w Polsce, ale też w Czechach, na Węgrzech i w Rumunii. 

 

Sylwia Jarosławska-Sobór

To miał być swoisty „plaster” na bolączki towarzyszące transformacji. Płynące z Brukseli do polskich regionów węglowych miliardy euro miały złagodzić społeczno-gospodarcze skutki zamykania kopalń i bloków węglowych w elektrowniach, a także kłopoty, jakie ten proces niesie dla tysięcy kooperujących z sektorem węglowym małych i średnich firm czy dla budżetów gmin górniczych. Miały pozwolić na zbudowanie fundamentów nowego modelu regionalnej gospodarki. Dziś wygląda na to, że unijny Fundusz Sprawiedliwej Transformacji okazał się jednorazowym eksperymentem, a górniczym regionom Wspólnoty przyjdzie zmagać się ze skutkami ubocznymi transformacji już bez tego plastra. 

Wsparcie z unijnego budżetu miało nie dopuścić do powtórzenia się scenariusza z Wałbrzycha i Bytomia

– W sercu tego Funduszu są obywatele. Ci ludzie nie chcą nowych kopalń, smogu, zapadających się od szkód górniczych domów, ale nie chcą też wybierać między ochroną klimatu i pracą. Chcą dobrej przyszłości – dla siebie, swoich dzieci, regionu – tak sześć lat temu, w maju 2021 r. mówił prof. Jerzy Buzek, wówczas deputowany Parlamentu Europejskiego, komentując fakt przyjęcia przez ten organ porozumienia ustanawiającego Fundusz Sprawiedliwej Transformacji.

Fundusz ten pomyślany był jako swego rodzaju „spadochron” dla tych regionów Wspólnoty, których gospodarki wciąż jeszcze związane były z górnictwem węgla kamiennego i oparte na tym surowcu energetyce. Ale wiadomo było, że ten model funkcjonowania dożywać tam będzie swych dni. Ustanowiony w Brukseli mechanizm miał złagodzić społeczno-gospodarcze skutki likwidacji kopalń i elektrowni węglowych, pozwolić kooperującym z tymi zakładami podmiotom znaleźć nowe nisze dla swych produktów oraz usług, pomóc w przekwalifikowaniu odchodzących pracowników i wykształceniu wchodzących na rynek pracy roczników pod kątem nowych, obiecujących sektorów, a także wspierać rozwój przedsiębiorstw z takich właśnie branż. 

Mówiąc obrazowo, miał nie dopuścić, by w przyszłości powtórzyły się takie scenariusze, jakie w nieodległej przeszłości ziściły się w Wałbrzychu, czy Bytomiu, gdzie nagła likwidacja działających tam kopalń węgla kamiennego i innych zakładów przemysłu ciężkiego doprowadziła do katastrofalnej zapaści lokalnej gospodarki i ciągnących się później przez lata poważnych problemów społecznych (zakres wsparcia Funduszu obejmował też takie kwestie, jak walka z ubóstwem energetycznym, rozwój ciepłownictwa, ekologiczny transport miejski i innowacje cyfrowe, rozwój odnawialnych źródeł energii, technologie magazynowania energii, czy poprawa efektywności energetycznej).

Święty Graal warty miliardy euro. Osobna linia budżetowa dla łagodzenia skutków ubocznych transformacji miała funkcjonować przez wiele lat

Miękkie lądowanie górniczym regionom Europy miało zapewnić ponad 17,5 mld euro, jakie popłynąć miały do nich w latach 2021-2027. Największą część tej kwoty (3,85 mld euro) przeznaczono na transformację pięciu regionów węglowych w Polsce (samo tylko województwo śląskie otrzymało ponad 2,2 mld zł; dużo mniejsze kwoty trafiły do województw: dolnośląskiego, łódzkiego, wielkopolskiego i małopolskiego). Aby móc po nie sięgnąć, każdy z tych regionów (konkretnie zaś ich samorządy wojewódzkie) musiał przygotować Terytorialny Plan Sprawiedliwej Transformacji, przedstawiający plan swej społeczno-gospodarczej transformacji.

– Dla województwa śląskiego to jest święty Graal. Zawsze nam brakowało właśnie takiego funduszu jak  Fundusz na rzecz Sprawiedliwej Transformacji, bo jesteśmy w permanentnym procesie transformacji i on naprawdę odpowiada na potrzeby województwa śląskiego – mówiła pod koniec zeszłego roku na posiedzeniu sejmowej Podkomisji stałej do spraw Sprawiedliwej Transformacji Małgorzata Staś,  Dyrektor Departamentu Rozwoju i Transformacji Regionu Urzędu Marszałkowskiego Województwa Śląskiego.

Można zapewne dyskutować, czy wykorzystanie środków z FST było optymalne względem potrzeb i czy wszyscy potencjalnie tracący za sprawą likwidacji sektora węglowego we wspomnianych regionach faktycznie zdołali się już pod owym „parasolem” schronić (a także: czy wszyscy z tego wsparcia korzystający akurat najbardziej go potrzebują?). Podczas wspominanego powyżej posiedzenia sejmowej podkomisji burmistrz dolnośląskiego Zgorzelca otwarcie stwierdził, że ocieplanie budynków i kupowanie elektrycznych autobusów to załatwianie problemów samorządu, a nie żadna transformacja, zaś Michał Hetmański, prezes Fundacji Instrat, wytknął, że nowe tworzone miejsca pracy pozostają kompletnie w oderwaniu od tych, które są likwidowane. Nie ulega natomiast wątpliwości, że zainteresowanie tym mechanizmem wsparcia było ogromne. Dość powiedzieć, że tylko w województwie śląskim wartość złożonych wniosków o dofinansowanie sięgała 13,5 mld zł, czyli o ponad 40 proc. przekraczała wartość puli FST dla tego regionu. Wątpliwości nie ulegało także, iż pomoc dla regionów węglowych będzie kontynuowana latami, w miarę jak trwać będzie ich transformacja. 

– Teraz przed nami 2 kluczowe zadania. Po pierwsze – wdrożyć FST w sposób zgodny z planami i oczekiwaniami społeczności lokalnych i regionalnych. I po drugie – pamiętać, że cała transformacja potrwa co najmniej 30 lat. Osobna linia budżetowa, finansująca ten Fundusz, potrzebna będzie więc także w kolejnych 3-4 wieloletnich budżetach Unii – podkreślał w maju 2021 r. prof. Jerzy Buzek. 

Nowy unijny budżet już bez „znaczonych” pieniędzy dla regionów węglowych. Bo zmieniły się priorytety? 

Tak się jednak nie stanie. Propozycja nowych ram finansowych na lata 2028–2034, którą w połowie ubiegłego roku przedstawiła Komisja Europejska, nie przypomina pod względem struktury i sposobu realizacji dotychczasowych budżetów Wspólnoty. Jak podczas wspomnianego posiedzenia sejmowej Podkomisji przekazała Agnieszka Kapciak, zastępca dyrektora Departamentu Strategii Ministerstwa Funduszy i Polityki Regionalnej, Komisja zaproponowała swego rodzaju fundusz parasolowy, który obejmować ma dotychczasowe polityki i fundusze realizowane w zarządzaniu dzielonym.

– W ramach funduszu parasolowego będą realizowane różne cele, natomiast nie będzie takiego stricte podziału, jaki mieliśmy w tej chwili, że na określony fundusz jest ustalona  pula pieniędzy i te pieniądze są realizowane zgodnie z zasadami dotyczącymi tego funduszu – tłumaczyła Agnieszka Kapciak.

– Nie ma w tej nowej propozycji oddzielnego Funduszu na rzecz Sprawiedliwej Transformacji, natomiast cel dotyczący sprawiedliwej transformacji się tam znajduje, czyli cel związany właśnie ze sprawiedliwą transformacją, z transformacją w kierunku neutralności klimatycznej. Od nas będzie zależało, w jaki sposób ten cel będzie realizowany – dodała. 

Odejście od „znaczonych pieniędzy” w ramach takich narzędzi jak FST ma jakoby zapewnić państwom Wspólnoty większą elastyczność w wydatkowaniu otrzymywanych z unijnego budżetu środków. Nie brak jednak opinii, że KE po kilku latach funkcjonowania FST po prostu zrewidowała swoje priorytety. 

– Kiedy startowaliśmy z tym funduszem, głównym, żeby nie powiedzieć jedynym, celem była transformacja energetyczna i neutralność klimatyczna Unii Europejskiej do 2050 r. Wiemy, co się wydarzyło w międzyczasie: od pandemii, zerwanych łańcuchów dostaw, przez pełnoskalową rosyjską wojnę w Ukrainie, wszystkie napięcia geopolityczne, które teraz mamy. Na pierwszy plan zaczęła wybijać się, z jednej strony, potrzeba odporności gospodarki i pewnej niezależności nie tylko energetycznej, ale w ogóle gospodarczej, a z drugiej strony konkurencyjność, a więc kwestia cen energii, na czym w tej chwili Unia powinna się koncentrować – ocenił w trakcie odbywającej się podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego debaty Ryszard Pawlik, szef brukselskiego biura Polskiego Komitetu Energii Elektrycznej, a w przeszłości asystent i doradca prof. Jerzego Buzka (także w czasie, gdy przygotowywano ramy FST). Jak dodał, w tej nowej sytuacji trzeba myśleć o tym, jak sprawiedliwą transformację wpisać w tak określone cele. 

W podobnym duchu wypowiadają się również urzędnicy z Ministerstwa Funduszy i Polityki Regionalnej, próbując dać nadzieję, że sprawa nie wygląda tak źle, jak się na pierwszy rzut oka wydaje. 

– I tak jakieś pieniądze, czy to w kopercie krajowej, czy w ogólnej, będą zapisane na sprawiedliwą transformację – zapewnił  wiceminister resortu Jacek Karnowski podczas posiedzenia sejmowej Podkomisji, obiecując, że nawet jeśli nie będzie kopert regionalnych z poziomu Brukseli, to będą podkoperty regionalne w Polsce.

– Sprawiedliwa transformacja pojawia się w kilku miejscach jako jeden z obszarów realizacji programu, czyli te decyzje będą bardziej zapadać na poziomie krajowym niż unijnym – uzupełnił Piotr Zygadło, dyrektor Departamentu Programów Regionalnych MFiPR.

Innymi słowy, po pieniądze na transformację można będzie sięgnąć, o ile wykaże się, że działanie, na wsparcie którego chce się to dofinansowanie uzyskać, wpisuje się w nowe „strategiczne cele”, a na dodatek dysponowanie tymi pieniędzmi odbywać się będzie centralnie, a nie na poziomie regionów, których te kwestie bezpośrednio dotyczą. 

Porozumienie ponad podziałami. Posłowie zgodnie zaapelowali do rządu

Padające ze strony ministerialnych urzędników zapewnienia niespecjalnie podziałały. Jeszcze w listopadzie sejmowa Komisja ds. Unii Europejskiej zgodnie, ponad partyjnymi podziałami (co raczej mało kiedy się zdarza) przyjęła projekt dezyderatu skierowanego do minister funduszy i polityki regionalnej w sprawie zapewnienia kontynuacji wsparcia dla regionów górniczych w ramach sprawiedliwej transformacji po roku 2027.

– Oczekuje się przygotowania na poziomie krajowym, w ścisłej współpracy z regionami, mechanizmu wsparcia sprawiedliwej transformacji finansowanego w ramach dostępnych środków unijnych, według wstępnych propozycji Komisji Europejskiej w wysokości 123,3 mld euro dla Polski na lata 2028–2034 – głosi tekst przyjętego przez posłów dezyderatu. Jako priorytet uznano w nim wyodrębnienie budżetu dla sprawiedliwej transformacji w Polsce na poziomie wyższym niż w perspektywie 2021–2027.

– W trakcie negocjacji rozporządzeń unijnych oraz w dokumentach krajowych zasadne jest jednoznaczne wskazanie władz regionalnych jako wiodących w przygotowaniu terytorialnych strategii sprawiedliwej transformacji oraz zagwarantowanie im możliwości pełnienia funkcji instytucji zarządzających środkami na ten cel – podkreślono.

Śląscy samorządowcy alarmują i… ostrzegają unijnych decydentów przed wystawieniem na szwank zaufania społecznego do instytucji Wspólnoty

Wśród samych samorządowców wiadomość o końcu FST wywołała nie lada konsternację, by nie powiedzieć popłoch. Z ich punktu widzenia brak tego funduszu oznacza bowiem, że skutki uboczne towarzyszące działalności kopalń (szkody górnicze, zaburzone stosunki wodne) zostają, dochodzą nowe, choć dobrze znane problemy społeczno-gospodarcze związane z likwidacją niemałej puli dobrze płatnych miejsc pracy, dochody (chociażby związane z udziałami w PIT) spadają, natomiast „spadochron” mający łagodzić skutki twardego lądowania zostaje po pierwszej fazie lotu zwinięty. A tłumaczenie, że wobec braku „znaczonych” pieniędzy na transformację w regionie będą mogli szukać ich gdzieś na poziomie krajowym, bynajmniej nie brzmi zachęcająco. 

Stąd już pod koniec marca zarząd Śląskiego Związku Gmin i Powiatów (zrzesza on ponad 170 jednostek samorządu terytorialnego z obszaru woj. śląskiego) opublikował stanowisko wyrażające „głębokie zaniepokojenie” możliwością „istotnego ograniczenia przyszłego kształtu polityki wsparcia Unii Europejskiej wobec tzw. regionów węglowych, znajdujących się w procesie transformacji energetycznej”. Podkreślono w nim, że dla województwa śląskiego proces tej transformacji ma wyjątkowy charakter w skali całej wspólnoty, zarówno pod względem skali, jak i złożoności. 

– To właśnie w naszym regionie – wedle analiz Komisji Europejskiej sprzed kilku lat – mieliśmy do czynienia z największą intensyfikacją zatrudnienia w górnictwie i przemyśle okołogórniczym, istniało najwięcej gospodarczych powiązań z sektorem górniczym, ale również obserwowano najwięcej negatywnych skutków środowiskowych i społecznych – podkreślono w stanowisku ŚZGiP. Jako przykład wskazano Rudę Śląską, gdzie wartość prac naprawczych związanych z usuwaniem skutków szkód górniczych oraz przywróceniem właściwych stosunków wodnych oszacowano w 2020 r. na ponad miliard złotych. 

Śląscy samorządowcy kategorycznie stwierdzili, że aby „zaufanie i zaangażowanie mieszkańców w procesy transformacyjne nie zostało utracone, niezbędne jest kontynuowanie rozpoczętych działań i zapewnienie stabilnego i długofalowego wsparcia, które będzie wdrażane przez sprawdzoną i skuteczną partnerską współpracę samorządu województwa oraz lokalnego”. Zwrócili też uwagę, że kontynuacja dotychczasowego mechanizmu wsparcia jest niezbędna do osiągnięcia założonych celów ekologicznych, klimatycznych, gospodarczych i społecznych, oraz ostrzegli Brukselę przed pochopną zmianą reguł gry w trakcie jej trwania.

– Utrzymanie wiarygodności deklaracji decydentów unijnych w zakresie długofalowego charakteru tego instrumentu (…) może mieć istotne znaczenie dla zachowania, podważanego w ostatnim czasie, zaufania społecznego wobec instytucji Unii Europejskiej w regionach przechodzących te trudne procesy – ostrzegli w swoim stanowisku samorządowcy (na zależność tę wskazywał też publicznie marszałek województwa śląskiego, Wojciech Saługa). Ich głos wybrzmiał w mediach głośno, ale głucha cisza, jaka później wokół tematu zapadła, nie wskazuje, aby cokolwiek miało się jeszcze w sprawie pieniędzy na transformację regionów węglowych zmienić.  

 

Michał Wroński
dziennikarz portalu WNP.PL

 

Polska transformacja energetyczna nie może przebiegać w tempie oderwanym od możliwości krajowego systemu elektroenergetycznego i gospodarki. Takie stanowisko przedstawił wiceminister energii Marian Zmarzły, wskazując, że zbyt szybkie ograniczanie wykorzystania węgla mogłoby oznaczać dla Polski poważne konsekwencje gospodarcze i energetyczne.

Wiceminister energii Marian Zmarzły ocenił, że na realizację scenariusza przyspieszonej transformacji energetycznej, przewidzianego w Krajowym Planie w dziedzinie Energii i Klimatu (KPEiK), Polski raczej nie stać.

– W tych scenariuszach pokazana jest albo przyspieszona transformacja, na którą raczej nas nie stać, bo jej koszty odczuwamy i są one bardzo wysokie, natomiast WEM to scenariusz przez nas przyjęty, pokazujący odchodzenie od węgla stopniowo, z udziałem węgla i innych źródeł w miksie energetycznym w 2030 r. i 2040 r. – mówił Zmarzły.

Problem nie dotyczy samego węgla. Chodzi przede wszystkim o tempo zastępowania istniejących mocy nowymi źródłami.

Węgiel nadal potrzebny systemowi

Polska energetyka przez dziesięciolecia była budowana wokół węgla. W efekcie elektrownie węglowe wciąż stanowią istotną część krajowych mocy wytwórczych. Ich znaczenie jest szczególnie widoczne w okresach wysokiego zapotrzebowania na energię, kiedy produkcja z fotowoltaiki może być niewielka, a wiatr nie zawsze zapewnia wystarczającą ilość energii.

To właśnie dlatego proces odchodzenia od węgla nie może być sprowadzony do prostego zamykania kolejnych bloków energetycznych.

Każda wyłączana elektrownia musi mieć odpowiednik w postaci nowych mocy. Jeżeli zastępowanie starych bloków nie będzie następowało odpowiednio szybko, może pojawić się problem z pokryciem zapotrzebowania.

Wiceminister energii zwraca uwagę właśnie na ten aspekt transformacji. Jego zdaniem Polska powinna prowadzić ją w sposób dostosowany do rzeczywistych możliwości gospodarki i systemu energetycznego.

OZE rosną, ale potrzebują wsparcia

Odnawialne źródła energii są jednym z najważniejszych elementów przyszłego miksu energetycznego Polski. Fotowoltaika i energetyka wiatrowa rozwijają się bardzo szybko, a kolejne inwestycje zwiększają udział energii produkowanej bez spalania paliw kopalnych.

Problemem pozostaje jednak ich zmienność.

Instalacja fotowoltaiczna produkuje najwięcej energii w ciągu dnia, a jej produkcja spada wieczorem. Zimą, kiedy zapotrzebowanie na energię jest wysokie, warunki dla fotowoltaiki są znacznie gorsze. Podobnie jest z energetyką wiatrową. Turbiny mogą produkować bardzo dużo energii podczas silnego wiatru, ale w okresach bezwietrznych ich produkcja gwałtownie spada.

Dlatego zwiększanie udziału OZE wymaga jednoczesnego rozwoju magazynów energii, sieci przesyłowych i dystrybucyjnych oraz źródeł stabilizujących system.

Bez tych elementów szybkie wycofywanie mocy węglowych może stworzyć lukę, której same odnawialne źródła nie będą w stanie natychmiast wypełnić.

Atom ma być filarem przyszłego systemu

Jednym z najważniejszych argumentów przemawiających za stopniowym podejściem do transformacji jest harmonogram budowy polskich elektrowni jądrowych.

Pierwsza elektrownia jądrowa w Polsce ma powstać na Pomorzu. Równolegle prowadzone są przygotowania do realizacji drugiego dużego projektu atomowego. Łącznie obie elektrownie mają dostarczyć kilka gigawatów stabilnej mocy.

Atom może w przyszłości przejąć część zadań, które obecnie wykonują elektrownie węglowe. Reaktory mogą produkować energię przez całą dobę i nie są uzależnione od warunków pogodowych.

Budowa elektrowni jądrowej jest przedsięwzięciem trwającym wiele lat. Oznacza to, że Polska nie może zakładać, iż atom w krótkim czasie zastąpi wszystkie wycofywane elektrownie węglowe.

Gaz może pełnić funkcję przejściową?

Drugim elementem transformacji są źródła gazowe. Elektrownie i elektrociepłownie gazowe mogą szybko reagować na zmiany zapotrzebowania oraz wahania produkcji z OZE.

Gaz nie jest jednak rozwiązaniem całkowicie wolnym od emisji. Dlatego w długoterminowej polityce klimatycznej ma być przede wszystkim paliwem przejściowym. Tak przekonuje nas Unia Europejska. 

Koszt transformacji jest jednym z głównych problemów

Przyspieszenie transformacji oznacza również przyspieszenie inwestycji. A te będą kosztować setki miliardów złotych.

Potrzebne są nowe elektrownie, farmy wiatrowe, instalacje fotowoltaiczne, magazyny energii oraz sieci. Do tego dochodzą inwestycje w przemysł, ciepłownictwo i elektryfikację transportu.

W przypadku Polski problem jest dodatkowo związany z koniecznością modernizacji istniejącej infrastruktury. Nie wystarczy bowiem wyprodukować więcej energii z OZE. Trzeba ją jeszcze przesłać do odbiorców.

Ceny energii i bezpieczeństwo energetyczne pozostają kluczowe

W tle dyskusji o tempie odejścia od węgla znajduje się również kwestia cen energii.

Dla gospodarstw domowych przekłada się to na wysokość rachunków za prąd. Dla przemysłu jest to natomiast jeden z podstawowych kosztów prowadzenia działalności.

Energochłonne przedsiębiorstwa szczególnie mocno odczuwają każdą zmianę cen energii. Dotyczy to między innymi hutnictwa, chemii, przemysłu cementowego, papierniczego czy produkcji nawozów.

Jeżeli transformacja doprowadzi do trwałego wzrostu cen energii w Polsce, część przedsiębiorstw może stracić konkurencyjność względem firm działających w państwach, gdzie energia jest tańsza.

 

Jarosław Adamski



See other issues

There's a lot going on here.

Stay up to date.

SUBSCRIBE TO THE NEWSLETTER