Historia zatoczyła koło. Na Śląsku znów swoją siedzibę ma resort odpowiedzialny za górnictwo. Kierownictwo nad Ministerstwem Przemysłu – bo taki jest jego oficjalny szyld – objęła prof. Marzena Czarnecka, kierowniczka katedry Transformacji Energetycznej Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach. Za swoje najważniejsze zadanie uznała doprowadzenie do notyfikacji pomocy publicznej zapisanej w umowie społecznej dotyczącej transformacji sektora górnictwa węgla kamiennego.
W gestii nowego resortu jednak nie tylko górnictwo i energetyka węglowa
Formalnie Ministerstwo Przemysłu zostało powołane 1 marca, niespełna dwa tygodnie po tym jak stosowne rozporządzenie w tej sprawie przyjęła Rada Ministrów. W praktyce minister Czarnecka swoje pierwsze działania oraz decyzje personalne podejmowała już wcześniej.
– Ministerstwo ma się zajmować kopalinami, czyli górnictwem jako takim i energetyką w zakresie paliw kopalnych – zakomunikowała pod koniec grudnia w trakcie swego debiutanckiego briefingu dla mediów prof. Czarnecka. Od razu pojawiły się komentarze, że to nie tyle resort przemysłu, ile ledwie dwóch jego (i to niekoniecznie najbardziej perspektywicznych) gałęzi. Wkrótce okazało się jednak, że nie jest to jeszcze pełny zakres kompetencji nowego resortu.
– Na konferencji uzgodnieniowej w kancelarii premiera ustalono pomiędzy ministerstwami, że moje ministerstwo będzie się zajmować nie tylko górnictwem i hutnictwem, ale również atomem, ropą naftową i gazem. Będzie to ministerstwo, które będzie zajmować się surowcami energetycznymi – usłyszeli dziennikarze dwa miesiące później przy okazji kolejnego briefingu, tym razem odbywającego się go w budynku Polskiej Grupy Górniczej.
To właśnie bowiem w gmachu przy ul. Powstańców w Katowicach swoją siedzibę znalazł kierowany przez prof. Czarnecką resort. Można powiedzieć, że historia zatoczyła koło. Wszak w tym budynku, wzniesionym jeszcze przed I wojną światową jako Dyrekcja Kopalń Księcia Pszczyńskiego, od roku 1949 do 1987 mieścił się resort odpowiedzialny za sektor górnictwa (wielokrotnie w tym czasie zmieniał swą nazwę, ale podstawową sferą odpowiedzialności zawsze pozostawał sektor węglowy).
– Jestem bardzo dumna, że administracja centralna wraca na Śląsk. To podniesie rangę regionu na arenie nie tylko europejskiej, ale również międzynarodowej – podkreślała minister Czarnecka.
Warszawscy urzędnicy wyjechali do pracy na Śląsk
Nowy resort jest raczej kameralny. Jego zespół na początku liczył raptem 35 osób. Kadry dla niego dostarczyło Ministerstwo Aktywów Państwowych, z którego wyłączono komórki organizacyjne zajmujące się gospodarką złożami kopalin oraz Ministerstwo Klimatu i Środowiska, z którego z kolei przejęto Departament Ropy i Gazu, a także Departament Energetyki Jądrowej. Swego rodzaju ciekawostką jest fakt, że część „przejmowanych” urzędników zdecydowała się przy tej okazji na przeprowadzkę z Warszawy na Śląsk. Pozostali pracować będą zdalnie ze stolicy.
Choć w gestii Ministerstwa Przemysłu znalazło się m.in. górnictwo, to nadzór nad spółkami wydobywczymi zachował Minister Aktywów Państwowych i to on będzie głównym rozgrywającym jeśli idzie o władze tychże koncernów. Minister Przemysłu podlegają natomiast: Główny Instytut Górnictwa – Państwowy Instytut Badawczy, Instytut Techniki Górniczej Komag, Instytut Technologii Paliw i Energii, „Poltegor-Instytut” Instytut Górnictwa Odkrywkowego i Prezes Wyższego Urzędu Górniczego.
Umowa społeczna zostaje, zmian wymaga jednak wniosek o jej notyfikację
– Najpilniejsze zadanie to zatwierdzenie wniosku notyfikacyjnego dotyczącego pomocy dla spółek węglowych – tak swój priorytet podczas pierwszego briefingu wskazała minister Czarnecka.
Przypomnijmy, że wspomniany wniosek o notyfikację pomocy publicznej „zaszytej” w podpisanej w maju 2021 r. umowie społecznej dotyczącej transformacji sektora górnictwa węgla kamiennego został wysłany przez stronę polską do Komisji Europejskiej w marcu 2022 r. Od tamtego czasu nie udało się uzyskać dla niego „zielonego światła” z Brukseli, co jednak nie przeszkodziło w przekazywaniu przez państwo subwencji górniczym koncernom tytułem dopłat do redukcji wydobycia. Budziło to wiele obaw co do legalności tych poczynań, a perspektywa uznania ich za niedozwoloną pomoc publiczną jak miecz Damoklesa stale wisiała nad sektorem.
Krok w kierunku wyjaśnienia kłopotliwej sytuacji został uczyniony 5 lutego, kiedy to minister Czarnecka wspólnie z Borysem Budką, Ministrem Aktywów Państwowych spotkali się w tej sprawie w Brukseli z unijnymi komisarzami: Margrethe Vestager i Marošem Šefčovičem.
– Podczas tych spotkań ustaliliśmy, że umowa społeczna jest nadal aktualna, ale wniosek, który został złożony w sprawie notyfikacji pomocy publicznej jest źle sporządzony i wymaga korekty. To dotyczy formalnych kwestii. Ten wniosek jest po prostu sporządzony w taki sposób, który jest niemożliwy do procedowania w Brukseli, biorąc pod uwagę procedury występujące w Komisji Europejskiej – przekazała po powrocie dziennikarzom minister Czarnecka. Jak kilkakrotnie podkreśliła, sama treść umowy (tj. zapisany w niej mechanizm subwencji, czy harmonogram likwidacji polskich kopalń) nie będzie podlegał zmianom. Zmian wymaga tylko sam wniosek.
– Korekta wniosku będzie składana w marcu i w kwietniu. Mamy nadzieję, że zakończymy procedowanie do 30 czerwca – powiedziała minister Czarnecka.
Zarządy spółek mają szukać oszczędności, a energetyka odbierać węgiel z kopalń
– Kopalnie będą funkcjonować tak długo jak będą zasoby w tychże kopalniach. To jest nasze zapewnienie ze strony ministerstwa przemysłu – tak podczas grudniowego briefingu prof. Czarnecka odpowiedziała na pytanie o możliwe zmiany w kalendarzu wygaszania kopalń. W lutym zastrzegła jednak, że trzeba dokonać korekty w zakresie funkcjonowania kopalń w związku z energetyką konwencjonalną.
– Co do szczegółów, ustalimy nową strategię w zakresie i wydobycia i wytwarzania energii do 30 czerwca – zapowiedziała. Przy okazji przypomniała też, że do końca czerwca przyszłego roku Polska ma przedstawić Politykę Energetyczną Państwa do roku 2040, w której znajdą się szczegóły dotyczące udziału w miksie energetycznym poszczególnych surowców energetycznych.
Odnosząc się do tematu wysokości dopłat do redukcji wydobycia węgla kamiennego, minister Czarnecka zwróciła uwagę, że kwota zapisana w ustawie okołobudżetowej jest kwotą maksymalną.
– Postaramy się doprowadzić do tego, żeby te kwoty zmniejszać. Zmieniamy w tej chwili zarządy (spółek – przyp. red.) i myślę, że mamy narzędzia o charakterze przepisów kodeksu spółek handlowych, które pozwalają na zmniejszenie tej „dziury” – stwierdziła.
Na konieczność ograniczania „niepotrzebnych kosztów” w spółkach zwrócił uwagę także Borys Budka, Minister Aktywów Państwowych. Przy okazji odbywającej się 1 marca w Katowicach oficjalnej inauguracji Ministerstwa Przemysłu szef MAP-u stanowczo zapowiedział także, iż oczekuje ścisłej współpracy nowych zarządów spółek energetycznych z nowymi zarządami spółek węglowych.
– Dopóki polska energetyka korzysta z węgla, dopóty powinna korzystać z węgla wydobywanego w Polsce. Nie wyobrażam sobie, żeby było tak, jak przez ostatnie lata. Żeby węgiel z polskich kopalni trafiał na zwały, a jednocześnie był importowany węgiel ze wschodu. To rzecz niedopuszczalna, aby jedna spółka państwowa ściągała węgiel wątpliwej jakości, a spółki tu na Śląsku nie mogły swojego węgla sprzedać – zakomunikował minister Borys Budka.
Rozmowy z przedstawicielami branży i związkowcami
Na początku marca Marzena Czarnecka spotkała się też z przedstawicielami największych krajowych spółek energetycznych i węglowych. Celem rozmów było wypracowanie skutecznego modelu współpracy między energetyką zawodową a górnictwem węgla kamiennego, by unormować sytuację związaną z odbiorami węgla z kopalń przez elektrownie i elektrociepłownie. Było to pierwsze spotkanie w tak dużym gronie, gdzie przy jednym stole usiedli przedstawiciele energetyki i górnictwa. Planowana jest seria rozmów, kolejne wkrótce.
W spotkaniu uczestniczyli reprezentanci Tauron Polska Energia, Enea, Polskiej Grupy Energetycznej (PGE) i Polskich Sieci Elektroenergetycznych (PSE), a ze strony producentów i dostawców węgla – przedstawiciele Jastrzębskiej Spółki Węglowej (JSW), Polskie Grupy Górniczej (PGG), LW Bogdanka, Węglokoks Kraj i PGE Paliwa.
Kilka dni później Marzena Czarnecka spotkała się ze stroną społeczną Polskiej Grupy Górniczej. Rozmawiano m.in. o pracach nad unormowaniem odbiorów węgla. Minister odniosła się także do sprawy notyfikacji umowy społecznej i potwierdziła, że trwa redagowanie nowego wniosku, który zostanie złożony w Brukseli. Związkowcy dopytywali m.in. o bieżące funkcjonowanie PGG.
Bez wątpienia minister Marzena Czarnecka nie mogła liczyć na spokojny rozbieg resortu, sektory górnictwa węgla kamiennego, energetyki i pokrewne dostarczają wielu wyzwań, którymi trzeba się pilnie zająć.
Michał Wroński, dziennikarz regionalnego serwisu SlaZag.pl
Dariusz Ciepiela, dziennikarz portalu WNP.PL i magazynu Nowy Przemysł
Gospodarka, a szczególnie budownictwo, potrzebuje stabilności i przewidywalności, co w ostatnim czasie wydaje się być marzeniem ściętej głowy. Po kryzysie ekonomicznym z lat 2008-2012 skutkującym negatywnymi konsekwencjami również dla firm budowlanych, przez stosunkowo krótki czas było w miarę stabilnie. Niestety w roku 2019 rozpoczęła się pandemia wywołana SARS-CoV-2, a w lutym 2022 r. Federacja Rosyjska zaatakowała Ukrainę, co wywołało szereg negatywnych zjawisk zarówno makro, jak i mikroekonomicznych.
Sytuacje kryzysowe nie sprzyjają rozwojowi gospodarczemu, wręcz można zaryzykować stwierdzenie, że są czynnikami hamującymi i destabilizującymi. W tych niesprzyjających realiach przyszło realizować obecnie umowy w sprawie zamówień publicznych, co stanowi ogromne wyzwanie zarówno dla zamawiających, jak i dla wykonawców. Ocena długofalowych skutków wojny w Ukrainie i ich wpływu na krajowy rynek zamówień publicznych będzie możliwa dopiero po zakończeniu zmagań na frontach, a data pozostaje ciągle nieznana. Na obecną chwilę sensowną wydaje się więc jedynie analiza skutków krótkotrwałych, tj. możliwych do zaobserwowania i doświadczanych przez ten dwuletni okres.
Odpowiedź na pytanie, jak wojna w Ukrainie wpłynęła na polski rynek zamówień publicznych, będzie złożona z uwagi na obszerność tego zagadnienia. Z jednej strony mieliśmy i mamy do czynienia z nieoczekiwanym i masowym odpływem pracowników fizycznych w związku z ogłoszeniem powszechnej mobilizacji obywateli Ukrainy, którzy stanowili znaczną część zasobów pracowniczych na polskich budowach, z drugiej strony ceny materiałów wzrosły do poziomów, jakich nie osiągały nigdy dotąd (mowa tutaj np. o cenach stali, czy innych kluczowych dla sektora budownictwa materiałów), z trzeciej zaś strony wprowadzano regulacje prawne mające zapobiegać pogłębianiu negatywnych zjawisk, takich jak sankcje gospodarcze wobec Rosji (w ujęciu ogólnoeuropejskim), czy krajowe zmiany ustawowe.
ODPŁYW PRACOWNIKÓW Z UKRAINY
Niepewna sytuacja związana z pracownikami-obywatelami Ukrainy spowodowała szereg negatywnych konsekwencji dla firm budowlanych korzystających z tego potencjału. Z dnia na dzień zmalały liczby brygad pracowniczych, co obniżyło efektywność firm, a dłuższej perspektywie spowodowało wydłużenie czasu realizacji określonych inwestycji. W związku z tym polscy przedsiębiorcy zaczęli sięgać po pracowników innych narodowości, mieszkańców Białorusi, czy Mołdawii. Coraz więcej pracowników przybywa z Azji Centralnej, Azji Południowej i okolic Kaukazu. Należy jednak zaznaczyć, że w przypadku tych pracowników problemem niejednokrotnie jest bariera językowa. Trudno jest wytłumaczyć pracownikowi, który w ogóle nie posługuje się językiem polskim lub angielskim, jak i w jakim okresie ma wykonać określoną pracę.
W branży budowlanej obserwuje się jeszcze jedno negatywne zjawisko związane z odpływem pracowników z Ukrainy. Związek Przedsiębiorców i Pracodawców opublikował raport pt. „I wojna światowa o imigrantów z Ukrainy. Polska przegrywa”, z którego wynika, że obywatele Ukrainy coraz częściej wybierają kraje takie jak Niemcy, czy Kanada. Przyczyną tego stanu rzeczy jest fakt, że bogatsze kraje oferują imigrantom z Ukrainy korzystniejsze warunki pobytu (świadczenia socjalne, wyższe wynagrodzenia, itd.). Raport kończą rekomendacje określające kierunki działań koniecznych dla odwrócenia istniejącej tendencji, takich jak uproszczenie regulacji prawnych dot. statusu uchodźców z Ukrainy, czy zrewidowanie rynku pracy w taki sposób, by ułatwić imigrantom dostęp do tego rynku[1].
WZROSTY CEN KLUCZOWYCH MATERIAŁÓW
Według Światowego Stowarzyszenia Stali (Worldsteel), Rosja to piąty pod względem wielkości producent stali na świecie. W 2021 r. wartość produktów stalowych dostarczanych z Rosji do Europy wyniosła około 7,4 mld euro, co lokowało ją na drugim miejscu, po Turcji. Czwarty pakiet sankcji Unii Europejskiej na Rosję wprowadził m.in. zakaz importu wyrobów stalowych. Reakcja rynków europejskich, w tym hut, była natychmiastowa[2].
Polscy dostawcy stali stanęli w obliczu kryzysu. W dobrej sytuacji byli ci, którzy zapełnili magazyny „na zapas”. Niestety poziom wzrostów cen był tak drastyczny i gwałtowny, że nawet działający z należytą starannością, doświadczony podmiot, nie był w stanie go przewidzieć.
Od wybuchu wojny w Ukrainie rosły ceny nie tylko stali. Poszybowały w górę ceny m.in. paliw, energii, gazu, cementu, kruszyw, asfaltu, aluminium, drewna, wszystkich kluczowych dla segmentu budownictwa surowców. Spowodowało to konieczność ponoszenia przez wykonawców nieplanowanych dodatkowych kosztów. Wg danych z raportu branżowego przygotowanego przez CCM pt. „Wybuch wojny w Ukrainie a wzrost kosztów realizacji inwestycji budowlanych w Polsce”, na pytanie: „o ile procent wzrosły koszty realizowanych przez Państwa kontraktów budowlanych, począwszy od momentu eskalacji zbrojnego konfliktu w Ukrainie”, odpowiedzi „powyżej 20%” udzieliło aż 56% respondentów.
Wzrost cen materiałów kluczowych dla procesu budowlanego, a zatem dla realizacji także umów zawieranych na podstawie przepisów PZP, spowodował, że generalni wykonawcy zaczęli masowo występować do zamawiających z wnioskami o podwyższenie wynagrodzenia umownego, zaś dostawcy materiałów kierowali takie wnioski do generalnych wykonawców. Były to albo powiadomienia i roszczenia oparte na klauzuli Siły Wyższej (w przypadku kontraktów opartych o FIDIC), albo wnioski o zmianę umowy na podstawie przepisów o zamówieniach publicznych. W przypadku umów zawierających klauzulę waloryzacyjną, były to wnioski waloryzacyjne. Niestety doświadczenia pokazały, że obowiązujące po wybuchu wojny w Ukrainie limity waloryzacji (1-5% w zależności od kontraktu, zamawiającego), okazały się niewystarczające dla kosztów, jakie ponoszono. Zaczęto więc dyskusje branżowe, powstały opinie i rekomendacje, w konsekwencji czego wprowadzono nowe przepisy opisane poniżej.
NOWE REGULACJE MAJĄCE POMÓC
Jak zastosować regulacje?
W związku z opisanymi powyżej nowymi przepisami rozpoczął się wymagający okres zarówno dla wykonawców, jak i zamawiających. Zmiany limitów waloryzacji z 5 do 10%, okazały się jednak „kroplą w morzu potrzeb” wykonawców ponoszących koszty, jakich nie byli w stanie przewidzieć na etapie składania ofert. Jak wynika z danych opublikowanych w maju 2023 r.[4], limit waloryzacji określony na poziomie 10% jest niewystarczający, biorąc pod uwagę tempo i poziom wzrostów kosztów realizowanych inwestycji. Na 35 przeanalizowanych kontraktów realizowanych w ramach programu budowy dróg krajowych, w 13 przypadkach, a więc więcej niż w 1/3, limit waloryzacji został już przekroczony, mimo że realizacja zadań wciąż trwa i (zwiększone) koszty nadal są ponoszone. Średnie przekroczenie limitu według stanu na 1 maja 2023 r. wyniosło 4,22%. Według wyliczeń, gdyby nie było górnego limitu, waloryzacja na koniec lutego 2023 r. powinna wynosić 19,89%.
Co to oznacza w praktyce? Może się okazać, że wykonawcy ponoszący straty finansowe będą występować z pozwami o sądową zmianę wynagrodzeń (na podstawie art. 3571, czy art. 632 kodeksu cywilnego, w zależności od rodzaju wynagrodzenia). Klauzula rebus sic stantibus i zastosowanie jej w obecnym stanie faktycznym jest zagadnieniem ciekawym i również złożonym, w związku z czym można byłoby mu poświecić odrębną analizę.
Wojna w Ukrainie i jej skutki wypełnia przesłanki właściwe dla siły wyższej zdefiniowanej dla przykładu w FIDIC, jako wydarzenie: (i) na które strona umowy nie miała wpływu, (ii) przed którym strona umowy nie mogłaby się rozsądnie zabezpieczyć na etapie postępowania przetargowego, (iii) które, gdyby wystąpiło, nie można byłoby go przezwyciężyć, czy uniknąć oraz (iv) którego nie można przypisać drugiej stronie umowy. W kontraktach realizowanych na podstawie przepisów o zamówieniach przyjęło się określanie skutków wojny w Ukrainie jako okoliczności zewnętrznych, niemożliwych do przewidzenia przez podmioty działające z należytą starannością, i niezależne od nich.
Rzeczywistość pokazała, że dotychczasowy wpływ wojny w Ukrainie na rynek zamówień publicznych jest boleśnie odczuwalny przede wszystkim przez wykonawców, podwykonawców i dostawców. Od wybuchu wojny podmioty te ponosiły koszty przekraczające zwykłe ryzyko kontraktowe, co w przypadku znacznej części powodowało generowanie strat finansowych. Branża boryka się z problemem niewystarczającego poziomu waloryzacji, który dla przypomnienia, jest znacznie niższy niż rzeczywisty poziom wzrostów cen materiałów i kosztów związanych z realizacją przedsięwzięć budowlanych. Poza tym pojawiają się dyskusje o tym dlaczego ryzyko związane ze skutkami wojny jest dzielone po równo pomiędzy wykonawcę a zamawiającego. Nierozwiązana w dalszym ciągu pozostaje kwestia braku waloryzacji w umowach o projektowanie i nadzór. Na pewno jako korzystną należy ocenić zmianę polegającą na wprowadzeniu obowiązkowej waloryzacji do umów, których przedmiotem są dostawy, czy usługi.
Powyżej wymienione zostały jedynie wybrane skutki wojny w Ukrainie na rynek zamówień publicznych. Zagadnienie ma charakter złożony i rozwojowy. Zarówno kompleksowa jego analiza, jak i udzielenie odpowiedzi na pytania czy wprowadzone regulacje należy oceniać pozytywnie i jakie inne wnioski należy wyciągnąć z tych doświadczeń, będą możliwe dopiero po zakończeniu działań wojennych, kiedy nastąpi względna stabilizacja rynku, o której pisałam na wstępie. Jest jeden warunek: nie pojawi się kolejny kryzys, którego wpływ może być znamienny dla tego rynku. W tym kontekście należy zwrócić uwagę na stanowisko przewodniczącego Federacji Przedsiębiorców Polskich – Pana Marka Kowalskiego, który podczas debaty eksperckiej „Szanse i zagrożenia dla polskiego budownictwa – czy grozi nam zapaść w branży budowlanej i widmo upadłości firm” mówił o potrzebie zmiany przepisów o zamówieniach publicznych poprzez dodanie rozdziału pt. „Kryzys”, który określiłby warunki realizacji zamówień publicznych w czasach nagłych zmian warunków rynkowych[5].
Może takie rozwiązanie jest konieczne i miałoby korzystny wpływ na realizację umów o zamówienia publiczne? Czas pokaże, w jakim kierunku pójdą dyskusje i działania organizacji branżowych i jaki będą mieć wpływ na kształt zamówień publicznych.
Anna Sala – prawnik w ZABOROWSKA Kancelaria Adwokacka, specjalistka prawa budowlanego, FIDIC i zamówień publicznych
[1] Źródło: 11.08.2023-I-Wojna-Swiatowa-o-imigrantow-z-Ukrainy.-Polska-przegrywa.pdf (zpp.net.pl)
[2] Źródło: Wojna w Ukrainie zatrzęsła rynkiem stali. Oto co nas czeka (businessinsider.com.pl)
[3] Dopuszczalnosc-zmiany-umowy-w-sprawie-zamowienia-publicznego-na-podstawie-art.-455-ust.-1-pkt-1-i-4-oraz-art.-455-ust.-2-ustawy-Pzp.pdf (uzp.gov.pl)
[4] Co trzeci kontrakt drogowy przekroczył limit waloryzacji – Rynek Infrastruktury
[5] Źródło: Marek Kowalski: do ustawy o zamówieniach publicznych trzeba dodać rozdział pt. „Kryzys” (portalsamorzadowy.pl)
Pani Prezes, w tym roku mija 25 rocznica funkcjonowania GZUG-u. Niewiele firm z sektora wydobywczego i okolic – a mówimy także o wielkich spółkach i renomowanych szyldach – może się pochwalić tak długim stażem w branży. Dlatego też obok przekazania zasłużonych gratulacji z okazji jubileuszu, chciałbym, abyśmy pomówili o ostatnim ćwierćwieczu GZUG-u, obecnej sytuacji, ale też o Waszych planach na najbliższe lata. Na początek cofnijmy się jednak do korzeni – mam na myśli rok 1999, gdy zaczęła się Wasza historia. W jakich okolicznościach powstał GZUG?
W następstwie rządowego programu „Reforma górnictwa węgla kamiennego w Polsce w tatach 1998-2002” zaszła konieczność dostosowania polityki zatrudnienia i wielkości wydobycia Gliwickiej Spółki Węglowej S.A. do jego wytycznych. Wyczerpywanie zasobów węgla spowodowało przyspieszenie terminu likwidacji kopalni Gliwice. W miarę jej postępów wystąpiły nadwyżki zatrudnienia w oddziałach robót przygotowawczych i likwidacyjnych, co bardzo szybko stało się palącym problemem…
Jego rozwiązanie wymagało całkiem nowej formuły i instrumentów… Nowopowstały GZUG miał stać się panaceum na nadwyżki zatrudnienia.
Taka była idea. Chodziło przy tym zarówno o rozwiązanie trudnego problemu redukowania zatrudnienia w likwidowanej kopalni, jak i stworzenie miejsc pracy dla górników chcących kontynuować pracę w górnictwie, przy równoczesnym zapewnieniu wykonawstwa niezbędnych robót udostępniających i przygotowawczych w kopalniach Gliwickiej Spółki Węglowej S.A. Podjęto więc decyzję o stworzeniu podmiotu gospodarczego o nazwie Gliwicki Zakład Usług Górniczych. W chwili powstania spółki zarząd był trójosobowy, na jego czele stanął mgr inż. Andrzej Szumny. Przewodniczącym Rady Nadzorczej był wtedy mgr inż. Janusz Imiela.
U progu nowego milenium polskie górnictwo znajdowało się w zupełnie innym momencie swojej historii, niż ma to miejsce w kilku ostatnich latach. Czy firmie łatwo było złapać wiatr w żagle? Jakie były największe wyzwania i problemy, przed jakimi stanęliście?
Początek milenium to okres głębokiej restrukturyzacji polskiego górnictwa. To przecież uruchomienie pakietu osłon górniczych. W GZUG wielu pracowników odeszło wówczas na urlopy górnicze, a poziom zatrudnienia obniżył się do 125 osób. W pierwszym roku swej działalności spółka zatrudniała 146 osób, podczas gdy docelowo miała mieć na pokładzie 500 pracowników.
Problemem były strajki, które skutecznie blokowały przejścia pracowników z restrukturyzowanych kopalń. Problemem były również zatory płatnicze i wynikający z tego bardzo długi okres zapłaty należności za usługi sięgający nawet 100 dni! Bieżące pozyskiwanie środków było naprawdę istotnym czynnikiem z uwagi na specyfikę spółki, gdzie koszty wynagrodzeń oraz świadczeń pracowniczych stanowią 80% środków natychmiastowej wymagalności.
Do rozchwianej płynności finansowej spółki, dodajmy szczątkowe, a wręcz symboliczne nakłady inwestycyjne. Był nawet okres, kiedy na realizację zobowiązań spółka musiała sprzedawać węgiel, który otrzymywała od zleceniodawcy za wykonane usługi górnicze.
Podsumowując, na początku naprawdę nie było kolorowo…
A jednak udało Wam się przetrwać, a nieco później rozwój GZUG nabrał rozpędu. Co okazało się punktem zwrotnym?
Pamiętajmy, że w tym trudnym czasie – na bazie doświadczonych brygad do samodzielnego prowadzenia robót górniczych – spółce udało się zbudować mocny potencjał zawodowy, pozyskać wysoko wykwalifikowaną kadrę kierowniczą oraz rozwinąć umiejętność fizycznego przemieszczania pracowników pomiędzy kopalniami w zależności od ich potrzeb ruchowych. To, w połączeniu z niezwykłą determinacją ówczesnego kierownictwa, zaprocentowało w kolejnych latach.
Za przełomowy dla GZUG można uznać rok 2003, kiedy powstała Kompania Węglowa S.A., tworząc dla naszej spółki nowe warunki funkcjonowania. Istotny był także rok 2004, gdy w drodze następstwa prawnego KW S.A. przejęła cały majątek spółki wraz z udziałami po Gliwickiej Spółce Węglowej S.A.
Rok później pojawiła się wyjątkowa koniunktura na węgiel, co spowodowało wzrost cen. Stanowiło to oczywiście korzystną bazę rozwoju Kompanii Węglowej S.A., co przełożyło się na poprawę warunków funkcjonowania w naszej spółce, będącej spółką zależną ze stuprocentowym udziałem Kompanii.
Doszło wtedy do istotnego rozszerzenia wachlarza świadczonych usług, a liczba pracowników wzrosła do 382 osób. Wtedy udało się w drodze aportu nabyć co prawda używane, ale jednak maszyny górnicze takie jak kombajn chodnikowy AM-50 czy też ładowarka ŁBS-1200, a także podnieść kapitał zakładowy.
À propos świadczonych usług, o których Pani wspomniała. Czym dokładnie zajmuje się Wasz zakład?
Obecnie GZUG zatrudnia prawie 400 osób, a do podstawowych obszarów działalności naszej spółki należy niezmiennie:
● drążenie podziemnych wyrobisk kamiennych, kamienno-węglowych
i węglowych,
● przebudowa wyrobisk górniczych,
● wyposażenie wyrobisk górniczych w urządzenia techniczne oraz demontaż wyposażenia,
● remontowanie budowli podziemnych,
● prowadzenie robót wiertniczych pod ziemią,
● wykonywanie samodzielnej obudowy kotwowej oraz iniekcji stropu,
● wykonywanie oraz przebudowa skrzyżowań wielkogabarytowych.
Czy taka oferta wytrzyma próbę czasu? A może planujecie uzupełnianie jej o nowe pozycje? Pytam, ponieważ polityka klimatyczna Unii Europejskiej zmierzająca – przynajmniej na poziomie deklaracji – do gospodarki zeroemisyjnej kosztem dekarbonizacji zmienia krajobraz i perspektywy polskiego sektora górniczego i okołogórniczego, co przekłada się nieuchronnie na działalność branżowych firm, do których kierujecie swoją ofertę.
Nie chcemy bazować na kierunkach obieranych przez inne podmioty. Jesteśmy spółką, która doskonale zna kierunki i otoczenie górnicze, a także potrafi reagować na zmiany.
Owszem – Polska odchodzi powoli od górnictwa, warto jednak spojrzeć na wytyczne z Umowy Społecznej oraz pakiet „Fit for 55”, którego celem jest zmniejszenie emisji gazów cieplarnianych w UE o 55% względem roku 1990 – i to ma się stać do roku 2030, by następnie do roku 2050 osiągnąć neutralność klimatyczną. To jasno wskazuje, że nasza polityka energetyczna musi zostać skierowana w stronę odnawialnych źródeł energii – a dla nas to dobry czas na transformację i rozwój innych obszarów wpisujących się w wytyczne, o których wspomniałam.
Skoro już jesteśmy przy transformacji… Obserwujemy na niezliczonych przykładach jak zmiany i kurczenie się sektora węglowego wpływają także i na to, co dzieje się po stronie pracowniczej. Czy w GZUG ten wpływ też już jest odczuwalny?
Trudna sytuacja na rynku górniczym znajduje oczywiście odzwierciedlenie w nastrojach naszego zakładu. W poszukiwaniu stabilizacji pracownicy często zmieniają miejsce pracy, co nie ukrywam, w znacznym stopniu destabilizuje prace spółki. Dlatego też przyjmujemy strategię dywersyfikacji, podpisując kontrakty nie tylko z kopalniami PGG, ale również wchodząc na rynek JSW czy też obecnego PKW. Co do pracowników – oczywiście dążą do tego, aby ich świadczenia były porównywalne do poziomu świadczeń otrzymywanych przez pracowników kopalń. Staramy się zatem podnosić zarobki, zwiększać kwotę wynikającą ze stawki za posiłek profilaktyczny itd.
Nie ukrywam, że ważną rolę w relacjach z pracownikami odgrywa strona społeczna i tu kieruję wielkie podziękowania za współpracę dla przewodniczących NSZZ Solidarność oraz Związku Zawodowego Sierpień 80 – dzięki nim, a konkretnie – ich pomocy, ta walka o dobro GZUG-u staje się łatwiejsza.
Chciałbym, abyśmy pomówili teraz o Pani roli i doświadczeniach. Jest Pani z wykształcenia prawnikiem – specjalistą z zakresu prawa cywilnego, handlowego, prawa pracy i prawa gospodarczego. Obecnie, jako jedyna kobieta w naszym kraju zasiada Pani przy sterach górniczej spółki. Jak odnajduje się Pani na tym, do tej pory zdominowanym (podobnie jak cała branża) przez mężczyzn, stanowisku?
Przyznam, że zarządzanie górniczą spółką nie należy do łatwych. Niemniej jednak moje doświadczenie prawnicze w połączeniu ze wspaniałą kadrą kierowniczą, a także doradcami, powoduje, że jesteśmy „teamem”, który potrafi skutecznie stawiać czoła nawet złożonym i skomplikowanym problemom. Ponadto jestem wykładowcą w Wyższej Szkole Bankowej w Chorzowie. Doświadczenie nabyte podczas wieloletniej pracy jako wykładowca w jakimś stopniu przekłada się na lepsze relacje z kadrą zatrudnioną w GZUG.
A co najważniejsze – na Śląsku, silni mężczyźni, a tacy są przecież górnicy, wyjątkowym szacunkiem otaczają kobiety. To można powiedzieć, zapisane jest w genach naszej społeczności. Na Śląsku generalnie przyjęte jest, że facet ma zarabiać kasę, a kobieta ma nią zarządzać. Osobiście uwielbiam ten śląski matriarchat, w którym kobiety pełnią nierzadko rolę głowy rodziny – a nasza spółka to nic innego jak jedna wielka, śląska familia.
W jakim momencie objęła Pani swoją funkcję? Jakie wyzwania na Panią czekały?
Można powiedzieć, że nie wpływałam na „nieznane wody”. Wcześniej przez dwa lata zasiadałam przecież w Radzie Nadzorczej GZUG. Wiedziałam, z jakimi firma mierzy się problemami. Tak więc celem nadrzędnym było wyprowadzenie spółki „na prostą” dzięki podpisaniu umów-kontraktów, które poprawią kondycję finansową.
Dzisiaj, dzięki ogromnej determinacji, sytuacja nasza ulega znacznej poprawie. Istotne jest podejście zleceniodawców, których postawa zmienia się na plus. To przecież realizacja kontraktów pozwala na prawidłowe funkcjonowanie GZUG-u.
Jakie decyzje i czynniki uznałaby Pani za kluczowe dla odwrócenia trendu?
Kluczowych oczywiście jest wiele czynników. Do najważniejszych zaliczyć należy postawę właściciela, który w trudnym okresie odgrywa znaczącą rolę w działalności spółki w sferze przede wszystkim finansowej.
Kolejna ważna rzecz to oczywiście rodzaje podpisanych kontraktów, których realizacja wpływa na poprawę kondycji finansowej.
Czy to już czas, w którym możemy mówić o pewnej stabilizacji?
Sytuacja spółki wydaje się dość stabilna. Jesteśmy na etapie podpisywania
i realizacji dobrych kontraktów zapewniających działalność na najbliższy okres.
Ciągle dostosowujemy nasze działania do zmieniających się zewnętrznych warunków, zarówno prawnych jak i organizacyjnych, związanych z transformacją górnictwa w Polsce.
Aktywnie uczestniczymy w przygotowaniach Spółki do skutecznej konkurencji i udziału w przetargach stanowiących podstawowy sposób zapewnienia frontów robót, a przede wszystkim dążymy do realizacji zatwierdzonego planu naprawczego na 2024 r.
Czy to prawda, że GZUG podjął się odważnego przedsięwzięcia dotyczącego współpracy z Zakładami Karnymi?
Owszem – w ostatnich latach Zarząd GZUG podjął szereg decyzji związanych z pozyskiwaniem nowych pracowników. Jednym z nich jest nawiązanie współpracy z zakładami karnymi o charakterze półotwartym. Osadzeni, najczęściej bez doświadczenia, po odpowiednim przeszkoleniu mogą stanowić dobre uzupełnienie dla załogi Spółki.
Dotychczasowa współpraca ze skazanymi układa się bardzo pozytywnie. Obecnie zatrudniamy prawie 50 osadzonych.
Taka sytuacja jest korzystna dla obu stron. My jako spółka pozyskujemy pracownika, o którego tak ciężko dzisiaj na rynku, z drugiej zaś strony skazany pracownik ma możliwość zdobycia nowego doświadczenia zawodowego, wyjścia poza mury więzienia oraz otrzymania skumulowanej części wynagrodzenia po zakończeniu odbywania kary. Należy podkreślić, że część tych osób po odbyciu kary kontynuuje dalszą pracę w naszej firmie.
Choć trochę już o tym powiedzieliśmy, nie mogę nie dopytać nieco bliżej o plany na przyszłość. Jakie zmiany czekają spółkę w najbliższych latach?
Jak już wcześniej wspomniałam, sytuacja górnicza w kraju ulega zmianie i my również zamierzamy dostosować swoją działalność do tych zmian.
Już dzisiaj wiemy, że chcemy rozwinąć się w branży tzw. wierceń kierunkowych, które dla kopalń stanowią istotną pomoc w zwiększeniu ilości wychwytywanego z górotworu metanu.
Zaproszeni zostaliśmy przez władze miasta Ruda Śląska (warto dodać, że dla Kopalni Ruda w Halembie świadczymy usługi górnicze) do współpracy w zakresie rozwoju technologii energetycznych i wodorowych. Z uwagi na to, że – zdaniem władz miasta – spółka nasza ma wiele do zaoferowania w tej dziedzinie, zaproponowano nam współpracę w ramach projektu „Ruda Śląska Klaster Energii i Wodoru”.
Ponadto jesteśmy otwarci na współpracę z zagranicą bądź też na uczestnictwo w realizacji projektów poza granicami naszego kraju mając oczywiście na uwadze warunki postępujących zmian klimatu czy też narastającego kryzysu energetycznego.
25 lat na rynku w konkurencyjnej, dynamicznie zmieniającej się branży pokazuje silne DNA firmy. Jaką receptę ma Pani na podtrzymanie tej tradycji w tak niespokojnych i niestabilnych dla naszego sektora czasach?
DNA naszej firmy to nic innego jak rodzaj świadczonych przez spółkę usług, na które ciągle istnieje rynkowe zapotrzebowanie.
Naszym „core businessem” pozostaje oczywiście drążenie wyrobisk górniczych kamiennych i węglowych, przebudowa wyrobisk, wykonanie skrzyżowań – często bardzo skomplikowanych o dużych gabarytach. Niemniej jednak realizowaliśmy również kontrakty związane z likwidacją szybów, zbrojeniem oraz likwidacją ścian, robotami wiertniczymi czy też pobierkami spągu.
Realizowane przez nas kontrakty stanowią bazę dla zadań wykonywanych przez kopalnie, co przekłada się bezpośrednio na utrzymanie planowanego poziomu wydobycia.
Możemy się pochwalić, że od początku istnienia GZUG wydrążyliśmy około 150 km wyrobisk, z czego ponad 90 km to wyrobiska węglowe dla eksploatacji przyszłych ścian. To przecież przygotowanie około 40 ścian wydobywczych co bezpośrednio przekłada się na wydobycie 50 mln ton węgla.
Co do stabilności sektora, zapisy Umowy Społecznej wskazują jednoznacznie na istnienie polskiego górnictwa do roku 2049. Mam nadzieję, że dopóki kopalnie będą wydobywały węgiel, będą musiały i będą chciały korzystać z usług m.in. naszej spółki.
Czego mogę Pani życzyć na najbliższe lata?
Na pewno można sobie życzyć rozwoju spółki. Na rozwój oczywiście musi wpływać ilość oraz jakość zawieranych kontraktów. Jesteśmy spółką o wieloletniej tradycji, ale również spółką o ogromnym doświadczeniu, której udało się przetrwać różne, często bardzo trudne okresy funkcjonowania. Myślę, że to dobry czas – i to jest, nie ukrywam, moje małe marzenie – aby logo spółki GZUG było postrzegane jako wizytówka jednej z najlepszych firm górniczych w Polsce. Kolejne marzenie, a raczej cel, to udana transformacja, która umożliwi działalność na rynku po odejściu od węgla.
W początkowych założeniach dla spółki podana była docelowa liczba 500 pracowników. Sądzę, że obecnie jest to wartość możliwa do osiągnięcia, tym bardziej że spółka dzisiaj oprócz działalności podstawowej mogłaby stanowić swoisty „hub” pracowników szukających zatrudnienia w spółkach węglowych, a będących w pierwszej kolejności pracownikami naszej spółki, gdzie po nabyciu praktyki i doświadczenia mogli stać się pełnowartościowymi pracownikami kopalń.
Na zakończenie chciałabym złożyć podziękowania za dotychczasowe zaangażowanie i trud dla całej załogi GZUG-u. Bez ich determinacji w pracy nie mówilibyśmy dzisiaj o jubileuszu 25-lecia.
Życzę w takim razie pomyślności w realizacji planów, a jednocześnie dziękuję za rozmowę.
Rozmawiał: Marcin Hylewski