Przez ostatnie lata Polska wschodnia masowo kupowała węgiel z Rosji. Po importowane z tego kraju paliwo sięgali odbiorcy indywidualni, ale też ciepłownie. Teraz i jedni i drudzy zostali zmuszeni do całkowitej zmiany kierunku dostaw i to w warunkach ostrego kryzysu na rynku paliw. Deficyt węgla, jego wysokie ceny i upływający nieubłaganie czas budzą spore obawy w perspektywie kolejnej zimy.
Ściana wschodnia bez alternatywy. Producenci i dystrybutorzy są zgodni w ocenie
– Nasze podejście jest w pierwszej kolejności jakościowe, czyli uwzględniamy ścianę wschodnią – odbiorców, którzy tradycyjnie do tej pory odbierali i zużywali węgiel rosyjski. Naszym zadaniem będzie, aby przekierować na ten rynek węgiel celem zaspokojenia ich potrzeb. A to z tego powodu, że oni nie mają innego, alternatywnego źródła energii – tak mówił Tomasz Rogala, prezes Polskiej Grupy Górniczej podczas odbywającej się w ramach Europejskiego Kongresu Gospodarczego debaty poświęconej perspektywom górnictwa. Mówił to 27 kwietnia, kilkanaście dni po tym jak weszła w życie ustawa przewidująca m.in. embargo na import do Polski i tranzyt przez jej terytorium węgla pochodzącego z Rosji i Białorusi.
Motywacja dla tego kroku, w kontekście rosyjskiej napaści na Ukrainę, była oczywista. Oczywiste były też niestety jego skutki uboczne. Jeśli w ubiegłym roku do Polski, wedle danych katowickiego oddziału Agencji Rozwoju Przemysłu, sprowadzono z Rosji niemal 6 mln ton węgla kamiennego (w doniesieniach mediów pojawia się często wielkość rzędu 8 mln ton), to po zablokowaniu importu z tego kierunku koniecznym stało się zrównoważenie tego ubytku co najmniej analogiczną ilością surowca z innych źródeł. W przeciwnym razie na rynku pojawi się deficyt tego paliwa ze wszelkimi tego konsekwencjami – wysokimi cenami oraz paniką wśród odbiorców. I taki scenariusz póki co się realizuje. Z tym, że – jak twierdzą przedstawiciele branży – nie wszędzie z jednakową intensywnością. Są regiony, gdzie jest po prostu źle i takie, gdzie jest… bardzo źle.
– Na pewno będzie duży problem na ścianie wschodniej, gdyż większość tamtejszych ciepłowni, z przyczyn logistycznych, bazowała w dużym stopniu na węglu importowanym ze wschodu. Wiele z tych ciepłowni nie ma nawet podpisanych umów z krajowymi producentami – stwierdził na początku maja podczas rozmowy w studio SlaZag.pl Łukasz Horbacz, prezes Izby Gospodarczej Sprzedawców Polskiego Węgla.
Jak widać, zarówno producenci, jak i dystrybutorzy wskazali na Polskę wschodnią jako ten region, w którym z zabezpieczeniem dostaw węgla będą w najbliższym czasie największe kłopoty. Kogo one jednak konkretnie dotkną i w jakim stopniu? Dokładne ustalenie tego wymagałoby zakrojonych na szeroką skalę badań ankietowych na terenie praktycznie połowy kraju, lecz już analiza lokalnych mediów, wypowiedzi samorządowców i przedstawicieli podległych im zakładów ciepłowniczych, a także przegląd zawartości Biuletynów Informacji Publicznej tychże przedsiębiorstw (zwłaszcza postępowań przetargowych), pozwala wyrobić sobie pogląd w tej sprawie.
Węgiel z Zagłębia Kuzbaskiego ogrzewał Suwałki i Olsztyn. Teraz szykują się podwyżki opłat
– Wszystkie łańcuchy dostaw, które były do tej pory naszymi normalnymi łańcuchami dostaw paliw do spółki zostały załamane i na pewno będą musiały być zmienione – przyznał już w pierwszych dniach kwietnia na antenie lokalnego radia Michał Buczyński, prezes Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej w Suwałkach. Nie krył też, że zmiana taka będzie wiązać się z drastycznym wzrostem cen paliwa.
– Do tej pory tona paliwa węglowego kosztowała nas ok. 350-390 złotych, a tona paliwa, które byłoby zaimportowane np. z Kolumbii to jest koszt niemalże 1500 zł za tonę – wyliczał prezes suwalskiego PEC-u tłumacząc zarazem, że polski węgiel, ze względu na wyższą zawartość popiołu i siarki, raczej nie wchodzi w grę jako substytut, ponieważ mogłoby to generować problemy dla zakładowych instalacji oczyszczania spalin. Dlatego już w kwietniu przedsiębiorstwo wystąpiło do Urzędu Regulacji Energetyki o zmianę obowiązującej taryfy (nowe stawki weszły w życie od 1 czerwca). Ale to nie koniec, gdyż po pierwszej podwyżce opłat spółka zamierza wystąpić o „zielone światło” na kolejną.
– Widząc to, co dzieje się na rynku i to, jakie ceny nośników energii w tej chwili nas dotykają, można spodziewać się, że będzie to powyżej 10 proc. – ocenił łączny bilans tych podwyżek prezes Buczyński.
Ustalić, że wśród dostawców węgla dla suwalskiego PEC-u znajdowały się ostatnimi laty takie firmy jak KTK Polska (jej właścicielem jest Kuzbaska Kompania Paliwowa), czy zarejestrowana w Bielsku Podlaskim spółka Krex (z dostępnych w internecie informacji handlowych wynika, że 90 proc. oferowanego przez nią węgla pochodziło z Zagłębia Kuzbaskiego) nie jest rzeczą trudną. Podobnie jak to, że pierwsza z tych firm wygrała również przetarg na dostawę 54 tys. ton miału węglowego w sezonie grzewczym 2021/2022 dla PEC-u w Olsztynie. Co prawda, stolica Warmii od kilku lat systematycznie dywersyfikuje swój miks ciepłowniczy stawiając mocno m.in. na spalarnie biomasy i odpadów, ale z węglem jeszcze się ostatecznie nie pożegnała. Przy czym – jak widać – był to węgiel z rosyjskim paszportem. Podobnie jak w Suwałkach, tak i tutaj odbiorcy mogą spodziewać się w tym roku wyraźnego wzrostu opłat za ciepło. Podwyżka może wynieść nawet 30 proc., co raczej nie zostanie spokojnie przyjęte. Zwłaszcza, że w ubiegłym roku ceny ciepła w tym mieście poszły już dwa razy w górę.
Z ofertą nikt się nie zgłasza, prezydent miasta dzwoni „po prośbie” na Śląsk
Dwie podwyżki cen ciepła weszły w życie w tym roku także w Białej Podlaskiej (jak skwapliwie wyliczają opozycyjni radni, od lipca ubiegłego roku jego ceny w sumie wzrosły aż czterokrotnie). Tamtejszy PEC w 2019 r. wypowiedział umowę z Polską Grupą Górniczą (okres wypowiedzenia upłynął z końcem 2021 r.) argumentując, że była ona dla niego niekorzystna. Wówczas uznano, że korzystniej jest sprowadzać paliwo ze wschodu. Teraz – jak donosi Dziennik Wschodni – PEC podjął decyzję o awaryjnym skupie węgla, lecz na zapytania ofertowe skierowane do 11 firm odpowiedziała tylko jedna, zaś cena paliwa wzrosła niemal trzykrotnie w stosunku do tego, ile trzeba było za nie jeszcze niedawno zapłacić.
– Ja dzisiaj po znajomości dzwonię do prezydentów miast kopalnianych i proszę o to, żeby mi pomogli zorganizować 1000-2000 ton węgla, aby mieszkańcy mogli mieć ciepło w kaloryferach – z rozbrajającą szczerością wyznał prezydent Ełku, Tomasz Andrukiewicz podczas zorganizowanego na początku czerwca przez Związek Miast Polskich spotkania samorządowców w sprawie rosnących cen prądu, gazu i węgla.
Niestandardową inicjatywę włodarza tego mazurskiego miasta łatwo zrozumieć jeśli spojrzy się na finał ogłoszonego przez tamtejszy PEC przetargu na dostawę 5 tys. ton węgla. „Przedmiotowe postępowanie podlega unieważnieniu, gdyż nie złożono żadnej oferty nie podlegającej odrzuceniu” – zakomunikowało pod koniec kwietnia przedsiębiorstwo, któremu w minionych latach także zdarzało się kupować ten surowiec od firm sprowadzających go z Rosji. W zrozumieniu prezydenta Andrukiewicza pomaga też protest, jaki z początkiem maja zorganizowali lokatorzy jednej z ełckiej spółdzielni mieszkaniowych w reakcji na wysokie podwyżki m.in. opłat za ogrzewanie. Spółdzielcy pikietowali wówczas przed siedzibą spółdzielni, a organizacyjną pomoc zaoferował im właśnie prezydent miasta. Gdzie jednak pójdą protestować lokatorzy zasobów komunalnych jeśli podobne podwyżki opłat staną się również ich udziałem?
Przetargi prowadzą przez Warmię, Pomorze, Podlasie, Mazowsze…
Przeglądając dostępne w sieci rozstrzygnięcia postępowań przetargowych lokalnych PEC-ów (ale też urzędów gmin, świetlic, czy szkół) w poszukiwaniu śladów rosyjskiego węgla można praktycznie przejść całą Polskę na wschód od Wisły. Dotrzemy do Ostrowca Świętokrzyskiego (wśród dostawców dla Miejskiej Energetyki Cieplnej na ubiegły sezon znalazła się m.in. KTK Polska; warto zarazem odnotować, że w postępowaniu na zakup i dostawę węgla w sezonie grzewczym 2022/2023 nie wpłynęła żadna prawidłowo złożona oferta), Mrągowa (w lipcu ubiegłego roku w przetargu na dostawę „orzecha” dla tamtejszego MEC-u za najkorzystniejszą wybrano ofertę firmy Dameta z Bartoszyc – na swej stronie internetowej jasno wskazuje Rosję jako kraj pochodzenia oferowanego przez siebie paliwa), Elbląga (na przestrzeni dwóch ubiegłych lat w przetargu dla tamtejszego PEC-u wygrywała firma reklamująca się m.in. jako „bezpośredni importer” węgli z zagłębia Kuzbas), Łap, Darłowa, czy Grajewa.
– Kupujemy węgiel wysokojakościowy z importu zza wschodniej granicy, który ma niższą zawartość siarki i popiołu w porównaniu do węgli krajowych (…) Jeśli możemy korzystać z węgla o lepszej jakości i w niższej cenie, to patrząc na sytuację ekonomiczną i ochronę środowiska spółka korzysta z węgla importowanego – tak jeszcze niespełna rok temu na łamach lokalnego dwutygodnika mówił Marek Zawadka, prezes PEC-u Żyrardów (woj. mazowieckie). Dziś ten sam prezes mówi w radiowej rozmowie, że stara się robić „ukłon” w stronę polskich kopalń i dostawców celem pozyskania paliwa na następny sezon grzewczy, gdyż jest ono zdecydowanie tańsze od tego importowanego z innych, aniżeli rosyjski, kierunków. Przy czym on też nie pozostawia złudzeń co do tego, że ceny ciepła dla jego odbiorców wzrosną.
W ciepłownictwie zabraknie 2 mln ton. Do kotłów będzie trafiać „wszystko”?
Takie przykłady można by mnożyć jeszcze długo. Nie w tym jednak rzecz, aby wytykać teraz palcem kolejne przedsiębiorstwa ciepłownicze kupujące w przeszłości rosyjski węgiel, czy sprowadzające legalnie go z tamtego kierunku firmy (polscy importerzy są obecnie na skraju upadłości, a wraz z nimi cała masa ich kooperantów). Rzecz raczej w tym, aby uzmysłowić sobie zakres koniecznej interwencji. Choć sami ciepłownicy wydają się być przekonani, że mimo działań własnych i tych podejmowanych przez rząd (z początkiem czerwca Ministerstwo Klimatu i Środowiska podało, że Polska ma zabezpieczone ponad 8 mln ton węgla, głównie z Kolumbii, USA, RPA, Australii oraz Indonezji), przed zimą nie uda się zgromadzić odpowiednich zapasów.
– Będą braki. Zrobiliśmy analizę odnośnie luki węglowej w ciepłowniach i wyszło nam, że będzie brakowało ok. 2 mln ton w tym roku – stwierdził podczas przywoływanego już spotkania samorządowców Jacek Szymczak, prezes Izby Gospodarczej Ciepłownictwo Polskie. Dlatego też apelował o pilną nowelizację rozporządzenia Rady Ministrów w sprawie ograniczeń w dostawach ciepła pod kątem kolejności limitowania dostaw dla różnych kategorii podmiotów, co miałoby pozwolić na racjonalizację zużycia węgla. Namawiał zarazem, aby zawiesić obowiązywanie standardów emisyjnych dla źródeł ciepła „Ponieważ będziemy musieli spalać wszystko, co tylko da się w kotłach spalić. Ani siarka, ani zawartość popiołu, ani kaloryczność nie będzie tak istotna” – prognozował Szymczak.
Nastroje wśród ciepłowników są tym bardziej ponure, że problem z dostępnością i ceną węgla to kolejny cios, jaki w ciągu ostatnich lat otrzymała branża. Rosnące ceny certyfikatów za emisje CO2 (wedle danych IGCP – o 162 proc. między początkiem roku 2021 a kwietniem roku 2022) i niechęć banków do kredytowania inwestycji w przedsiębiorstwach wykorzystujących paliwa kopalne już wcześniej postawiły pod znakiem zapytania ich rentowność, jak też zdolność do finansowania koniecznej transformacji. Teraz ich sytuacja jeszcze się pogorszyła.
– W wielu firmach był dylemat – albo zapłacić za miał, albo kupić certyfikaty. I właściciele firm ciepłowniczych będą mieli teraz ogromny problem jak pokryć straty i jak uzupełnić te ujemne wyniki – ostrzegał prezydent Ostrowca Świętokrzyskiego, Jarosław Górczyński.
W największej potrzebie są gospodarstwa domowe
Zakłady ciepłownicze i odbiorcy produkowanego przez nich ciepła to tylko jedna grupa poszkodowanych przez obecne perturbacje na rynku węgla. Drugą stanowią – co bardzo jasno wynika ze statystyk dotyczących importu tego surowca – klienci indywidualni, do których w ubiegłym roku trafiła większa część węgla sprowadzonego spoza granic Polski. Ze statystyk nie dowiemy się, do których konkretnie regionów trafił importowany z Rosji węgiel, choć adresy zajmujących się tym dilerów wskazują, że także w tym przypadku sporą część odbiorców stanowili mieszkańcy terenów na wschód od Wisły.
Na dziś wiedzą oni dokładnie tyle, co wszyscy inni indywidualni odbiorcy węgla w Polsce – rząd gotów jest dołożyć im się w tym roku do trzech ton tego paliwa o ile znajdą handlarzy skłonnych im je sprzedać w cenie nie wyższej niż 996,60 zł brutto za tonę. Jako że rządowa dopłata miałaby wynosić maksymalnie 750 zł do tony, więc sprzedawcy musieliby inkasować w sumie (od klienta i od państwa) nie więcej niż 1746,60 zł za tonę. Czy tak się stanie, pozostaje kwestią otwartą – z początkiem czerwca, gdy rząd przedstawiał swój projekt, stawki widniejące w cennikach dilerów węgla znacząco odbiegały od powyższej kwoty.
Oczywiście, by dyskusja o cenie transakcji miała jakikolwiek sens musi istnieć sam przedmiot transakcji, czyli węgiel, który w przypadku Polski wschodniej musi zostać dostarczony bądź to z krajowych kopalni, w większości zgrupowanych na Śląsku, bądź z położonych nad Bałtykiem portów. A zarówno jedno, jak i drugie rozwiązanie mają swoje ograniczenia. I być może właśnie dlatego podejmowane są inicjatywy takie jak majowa decyzja władz Lasów Państwowych dotycząca ułatwienia zakupu przez odbiorców indywidualnych drewna do celów opałowych, co – jak otwarcie przyznało Ministerstwo Klimatu i Środowiska – stanowiło reakcję na „wzrost cen energii oraz materiałów opałowych”.
– Ma to szczególne znaczenie dla mieszkańców terenów wiejskich, małych miasteczek, których gospodarstwa domowe nie są włączone do gminnych lub miejskich systemów ciepłowniczych – stwierdził wówczas resort.
Węgiel z Rosji stanowił ponad połowę całego importu
Rosyjski węgiel stanowił w ubiegłym roku ponad 61 proc. całego importu tego paliwa do naszego kraju, przy czym w kategorii węgla energetycznego (a cały wolumen rosyjskich dostaw to był właśnie węgiel energetyczny) jego odsetek wynosił już 87 proc. Jego odbiorcami były głównie przedsiębiorstwa ciepłownicze i klienci indywidualni.
Pierwszy kwartał tego roku przyniósł – według danych katowickiego oddziału ARP – import na poziomie 2,84 mln ton (w tym 2 mln węgla energetycznego), z czego niemal 1,2 mln ton przyjechało do Polski z Rosji (tj. 41,6 proc. ogółu i ponad 58 proc. węgla energetycznego). Biorąc pod uwagę, że od wybuchu wojny handel z tamtego kierunku i tak niemal ustał, to można uznać, że tyle węgla w gruncie rzeczy trafiło do Polski w ciągu dwóch pierwszych miesięcy roku. Było to nieco mniej aniżeli w analogicznym okresie roku ubiegłego (wówczas z Rosji sprowadzono niemal 1,3 mln ton, co stanowiło 54 proc. ogółu importu), choć warto odnotować, że ogólna wielkość importu w 1 kwartale br. była w sumie o prawie pół miliona ton wyższa aniżeli rok wcześniej.
Michał Wroński, dziennikarz serwisu SlaZag.pl
Pierwszy kwartał 2022 r. przyniósł zróżnicowane wyniki finansowe dla polskich producentów maszyn górniczych. Niektóre z nich zanotowały gorsze wskaźniki niż rok temu. Branża wskazuje na rosnące ceny surowców do produkcji i możliwe przerwy w dostawach ze wschodu. Kolejne miesiące powinny być jednak bardziej udane.
Optymistyczny początek
Największą polską grupą produkującą maszyny dla górnictwa jest Famur. Pierwszy kwartał 2022 r. pod względem wyników finansowych był dla grupy Famur bardzo podobny do pierwszego kwartału 2021 r. Skonsolidowane przychody ze sprzedaży, podobnie jak rok temu, osiągnęły poziom 274 mln zł.
Zysk operacyjny wyniósł 54 mln zł w zestawieniu z 44 mln zł zysku przed rokiem. Zysk EBITDA (zysk operacyjny przedsiębiorstwa przed potrąceniem odsetek od zaciągniętych zobowiązań oprocentowanych) sięgnął 95 mln zł wobec 91 mln zł rok wcześniej.
W pierwszych trzech miesiącach 2022 r. Famur odnotował 39 mln zł skonsolidowanego zysku netto przypisanego akcjonariuszom jednostki dominującej w porównaniu do 39 mln zł rok wcześniej.
– Pierwszy kwartał 2022 r. rozpoczął się dość optymistycznie. W kolejnych krajach znoszone były restrykcje związane z COVID-19, a portfel zamówień grupy Famur zaczął się stopniowo odbudowywać. Jednak zakończyliśmy ten okres w zupełnie nowej rzeczywistości gospodarczo-politycznej. Swoje piętno odcisnęły na niej wojna w Ukrainie, powrót pandemii w Chinach i wprowadzane w związku z tym blokady, a także ryzyka spowolnienia aktywności ekonomicznej przy jednoczesnej eskalacji wzrostu cen. Mimo niesprzyjających warunków pierwszy kwartał zamykamy z solidnymi wynikami finansowymi – komentuje Mirosław Bendzera, prezes Famur SA.
Rosyjskie kontrakty
W segmencie maszyn górniczych przychody spółki w pierwszym kwartale 2022 r. były mniejsze o 10 mln zł, co stanowi spadek o 4 proc. względem analogicznego okresu ubiegłego roku. Działalność tego obszaru była ściśle powiązana z wybuchem wojny w Ukrainie. Z jednej strony konflikt spowodował wzrost cen paliw kopalnych do rekordowych poziomów, z drugiej wywołał poważne zakłócenia w łańcuchu dostaw, a także gwałtowny skok cen innych surowców, w tym m.in. wyrobów hutniczych i komponentów pochodnych, które stanową istotny składnik produkcji wykonywanej przez grupę Famur.
W następstwie wybuchu wojny grupa podjęła decyzję o wstrzymaniu do odwołania ofertowania na nowe maszyny i urządzenia górnicze na terenie Federacji Rosyjskiej i solidarnie dostosowała się do wprowadzanych sankcji wynikających z decyzji administracyjnych polskiego rządu i Unii Europejskiej.
– Na początku kwietnia tego roku zawarliśmy porozumienie o odstąpieniu od realizacji szeregu umów na dostawy sprzętu do Rosji, zawartych pod koniec 2021 r., o łącznej wartości ok. 130 mln zł. Wynikający z ich rozwiązania poziom kosztów do pokrycia przez grupę Famur nie ma istotnej wartości – zapewnia Mirosław Bendzera.
Jak zaznacza, w segmencie maszyn górniczych, Famur będzie skupiać się na poszukiwaniu nowych rynków zbytu i zamówień w innych krajach, aby w jak największym stopniu wypełnić lukę po utraconym rynku rosyjskim.
Jak informuje Famur, w pierwszym kwartale 2022 r. polskie spółki węglowe nadal skupiały swoją aktywność inwestycyjną głównie na części odtworzeniowej, m.in. odnawiały umowy dzierżawy oraz zamawiały usługi posprzedażowe. Od stycznia do marca 2022 r. grupa Famur pozyskała ok. 152 mln zł nowych zamówień z kraju i zagranicy.
Łączny portfel zamówień na 31 marca 2022 r., rozumiany jako dostawy maszyn i urządzeń oraz dzierżawy zgodnie z terminami obowiązywania umów, wyniósł ok. 592 mln zł.
Rozwój energetyki odnawialnej
Głównym celem przyjętych w maju 2021 r. nowych kierunków strategicznych grupy jest budowa holdingu inwestującego w zieloną transformację. Jednym z kluczowych elementów strategii jest rozwój Famuru w sektorze wielkoskalowych projektów fotowoltaicznych. Spółka realizuje przyjęte założenia, m.in. kontynuując budowę farm solarnych o mocy 134 MW, oraz jednocześnie aktywnie poszukując dla nich nabywcy.
W marcu 2022 r. Famur zawarł umowę kredytową typu project finance z limitem w wysokości 428 mln zł przeznaczonym na finansowanie i refinansowanie kosztów budowy farm fotowoltaicznych.
– Stale powiększamy portfel projektów w obszarze fotowoltaiki poprzez rozwój własnych inicjatyw oraz zakupy z rynku. Dzięki temu z końcem pierwszego kwartału br. osiągnęliśmy poziom blisko 1,9 GW szacunkowej łącznej mocy projektów na różnym etapie rozwoju. Zgodnie z przyjętymi założeniami rozwoju segmentu fotowoltaiki planujemy również ekspansję zagraniczną i jesteśmy obecnie w trakcie organizacji struktur operacyjno-handlowych m.in. na terenie Niemiec – wyjaśnia Mirosław Bendzera.
Dobre wyniki Bumech
Udany początek roku 2022 zanotowała grupa Bumech. Skonsolidowane przychody ze sprzedaży sięgnęły 116,76 mln zł w pierwszym kwartale 2022 r. wobec 85,09 mln zł rok wcześniej.
Zysk operacyjny Bumechu w pierwszych trzech miesiącach 2022 r. wyniósł 26,04 mln zł wobec 16,31 mln zł zysku rok wcześniej.
Bumech zanotował 19,44 mln zł skonsolidowanego zysku netto w pierwszym kwartale 2022 r. wobec 1,23 mln zł zysku rok wcześniej.
W raporcie za pierwszy kwartał 2022 r. podkreślono, że zakup udziałów Przedsiębiorstwa Górniczego Silesia znacząco zmienił sytuację spółek z grupy Bumech.
– Dobra perspektywa rozwoju Bumech i jego podmiotów zależnych wynika z faktu, iż od przełomu 2020 i 2021 r. obserwowany jest zwiększony popyt na polski węgiel. Zapotrzebowanie generowane jest ze strony energetyki zawodowej, a zbiega się to ze znaczącym, administracyjnym ograniczeniem importu – podkreśla Bumech w raporcie.
Jak dodano, gospodarka zaczyna nadrabiać przestoje po stagnacji okresu pandemii, przez co popyt na energię rośnie. Należy zwrócić uwagę, że w tym samym czasie nastąpił również dynamiczny wzrost cen wspomnianego wyżej surowca na rynkach światowych. Zaistnienie tego faktu dało argument do renegocjacji cen oraz kontraktowania nowej sprzedaży węgla na wyższych poziomach.
Więcej węgla
– Mając na uwadze sytuację makroekonomiczną należy oczekiwać systematycznego wzrostu zapotrzebowania na węgiel. Polski Rząd wprowadził plan rezygnacji z importu rosyjskich węglowodorów, co znacząco poprawiło pozycję krajowych dostawców tego surowca. Należy podkreślić, że import węgla z Rosji wyniósł w 2021 r. 8 mln ton – zaznaczono w raporcie.
Dzięki wznowieniu w roku 2021 prowadzenia prac przygotowawczych, w PG Silesia aktualnie eksploatowane są trzy ściany wydobywcze, pozwalając przedsiębiorstwu wykorzystać dobrą koniunkturę na węgiel. PG Silesia generuje też duże zapotrzebowanie na roboty górnicze, a także usługi remontowe oraz serwisowe maszyn i urządzeń górniczych. Usługi te są świadczone w pierwszej kolejności przez Bumech i jego spółki zależne.
W krótkim okresie czasu możliwym stało się uzyskanie efektu synergii pomiędzy działalnością wydobywczą, a pozostałymi obszarami działalności grupy.
Nie bez znaczenia są też inwestycje, które mogą dać poprawę przyszłorocznych wyników grupy. Chodzi tu w głównej mierze o budowę instalacji kogeneracji do produkcji energii elektrycznej z metanu pochodzącego z kopalni „Silesia”, oraz modernizację i zakupy nowego sprzętu, a także modernizację zakładu przeróbki mechanicznej węgla. Jak podkreślono, konieczne będzie też usprawnienie procesów logistycznych, w związku z planowanym na przyszły rok zwiększeniem wydobycia węgla.
Także Bumech inwestuje w energetykę słoneczną.
Spółka z grupy kapitałowej Bumech-Modern Solutions for Environment w połowie czerwca 2022 r. poinformowała, że sfinalizowała zakup terenów o powierzchni 45,3 hektarów, które są zlokalizowane w bezpośrednim sąsiedztwie kopalni Silesia. Na tym terenie ma powstać farma fotowoltaiczna. Energia tam wytwarzana będzie wykorzystywana w pierwszej kolejności na potrzeby własne grupy kapitałowej. Projekt będzie realizowany w etapach, sukcesywnie do udostępniania kolejnych części nieruchomości i zmiany ich przeznaczenia.
– Oceniając aktualną sytuację finansową grupy, i tę w perspektywie najbliższych miesięcy, należy podkreślić przede wszystkim następujące zdarzenia: zwiększone zapotrzebowania na węgiel, znaczny wzrost jego ceny oraz uruchomienia początkiem 2022 r. trzeciej ściany wydobywczej na kopalni „Silesia” – podsumowano.
Spadek zysku Fasing
Początek roku 2022 r. był trudny dla grupy Fasing. W pierwszym kwartale 2022 r. grupa Fasing miała przychody w wys. 49,2 mln zł, podczas gdy w tym samym okresie roku 2021 przychody sięgnęły 47,8 mln zł.
Zysk z działalności operacyjnej spadł z 3,1 mln zł w pierwszym kwartale 2021 r. do 2,1 mln zł w pierwszym kwartale 2022 r.
Zysk netto grupy Fasing w pierwszym kwartale 2022 r. był na poziomie 1,4 mln zł, a rok wsześniej wyniósł 2,3 mln zł.
Na działalność i wyniki spółki i grupy kapitałowej Fasing w okresie pierwszego kwartału 2022 r. wpływały takie czynniki jak znaczna zmienność cen materiałów i usług do produkcji wyrobów, a w szczególności drastyczne wzrosty cen stali, zarówno węglowej, jak i wysokojakościowej stali stopowej.
USA, Australia, Ukraina
Wpływ na wyniki miały również zmiany poziomu kursów walutowych, w szczególności kursu chińskiego jena a także dalszy rozwój działalności eksportowej, w tym m.in. na rynkach amerykańskim i australijskim.
Na grupę oczywiście wpłynęła także agresja Rosji na Ukrainę. W skład grupy kapitałowej Fasing wchodzą dwie jednostki zlokalizowane na terenie Ukrainy oraz Rosji, tj. OOO Fasing Ukraina oraz OOO Zavody Gornovo Oborudowanija i Instrumenta Fasing. Głównym przedmiotem działalności tych jednostek jest dystrybucja towarów Fasing na rynku rosyjskim oraz ukraińskim. Jednostki te nie produkują wyrobów, a jedynie prowadzą działalność handlową.
W obliczu wojny za wschodnią granicą Polski działalność OOO FASING Ukraina, OOO Zavody Gornovo Oborudowanija i Instrumenta FASING pozostaje ograniczona. Niemniej jednak dyrekcja tych jednostek jest w ciągłym kontakcie z klientami wyrażając swoją gotowość do podjęcia działań operacyjnych niezwłocznie po ustaniu działań militarnych.
Wschodnie ryzyko
Jak poinformowano w raporcie, zarząd grupy Fasing przeanalizował również zdolność do kontroli i utrzymania bezpieczeństwa majątku spółek zależnych zlokalizowanych w Ukrainie i Rosji. Na bazie przeprowadzonych analiz nie zidentyfikowano istotnego ryzyka w tym zakresie. Niemniej jednak zarząd nie może wykluczyć negatywnego wpływu ryzyka związanego z eskalacją działań zbrojnych na terenie Ukrainy. Jego skala i zakres będą jednakże uzależnione od tego, której części terytorium Ukrainy ewentualna eskalacja konfliktu będzie dotyczyć.
Zarząd Fasingu objął również analizą spadek przychodów ze sprzedaży na rynki wschodnie. W celu zminimalizowania jego wpływu, prowadzona jest dodatkowa sprzedaż kierowana do klientów zlokalizowanych w innych regionach. Objęto również szczegółową obserwacją należności od kontrahentów zlokalizowanych na rynkach ukraińskim, rosyjskim i białoruskim. Utworzono odpisy aktualizujące wartość należności, które w znaczącym stopniu są zagrożone brakiem zapłaty.
Po stronie kosztowej, widoczny jest znaczący wzrost cen surowców, w tym głównie stali oraz usług transportowych, co może przełożyć się na spadek rentowności sprzedawanych wyrobów, a w konsekwencji na wyniki finansowe grupy kapitałowej.
W ramach analizowanych działań przygotowywane są alternatywne źródła pozyskania surowców na wypadek trwałego zerwania łańcuchów dostaw, lub czasowego ograniczenia ich dostępności przy jednoczesnej optymalizacji kosztów ich pozyskania.
Patentus ze stratą
Nieciekawie przedstawiają się wyniki grupy Petentus. W Pierwszym kwartale 2022 r. przychody ze sprzedaży sięgnęły 13,2 mln zł i były wyraźnie mniejsze niż w pierwszym kwartale 2021 r., kiedy przekroczyły 38 mln zł.
Grupa miała 1,9 mln zł straty z działalności operacyjnej – w pierwszym kwartale 2021 r. też zanotowano stratę, ale była ona wyższa i sięgnęła 6,1 mln zł.
W pierwszym kwartale 2022 r. grupa Patentus miała 1,2 mln zł straty netto, podczas gdy w tym samym okresie roku 2021 r. strata sięgnęła 6,4 mln zł.
Zachwianie równowagi
Grupa Patentus przyznaje, że sytuacja polityczno-gospodarcza na terytorium Ukrainy doprowadziła do zachwiania równowagi na światowych rynkach. Sytuacja ta miała i nadal ma przełożenie na krajową gospodarkę.
Jak podkreślono w raporcie za pierwszy kwartał, obecnie Patentus funkcjonuje bez większych zakłóceń, jednak biorąc pod uwagę zmiany sytuacji gospodarczej, które zostały wywołane przez trwającą na Ukrainie wojnę, można, a wręcz należy zakładać, że będzie ona miała znaczący wpływ na działalność grupy.
Konflikt zbrojny spowodował postępujące zwalnianie gospodarki, zarówno w kraju, jak i na świecie, a także wzrost cen paliw i surowców, oraz potencjalne problemy z ich dostępnością, również w zakresie gotowych produktów jak np. wyroby stalowe, blachy etc., które podlegają prefabrykacji.
Jako ryzyka wpływające na bieżącą działalność grupy Patentus związane z konfliktem zbrojnym na Ukrainie wskazano ryzyko dotyczące wahań cen i dostępności stali dostarczanej z terytorium Ukrainy.
Do tego dochodzi ryzyko dotyczące wzrostu stóp procentowych oraz osłabienie kursu złotego wobec euro na skutek turbulencji gospodarczych spowodowanych trwającym konfliktem zbrojnym na Ukrainie.
Wskazano również na ryzyko związane z niedostępnością bądź utrudnioną dostępnością pracowników wskutek zarządzanej na Ukrainie powszechnej mobilizacji mężczyzn do sił zbrojnych Ukrainy.
Kolejne miesiące dla polskich producentów maszyn powinny być bardziej udane. Największa polska firma węglowa, czyli Polska Grupa Górnicza (PGG), zapowiedziała zwiększenie wydobycia węgla, czego nie uda się zrobić bez zwiększenia inwestycji. Znaczące inwestycje planują także pozostali producenci węgla, co powinno przełożyć się na wzrost zamówień dla firm produkujących maszyny górnicze. Jednocześnie polscy producenci szukają rynków zbytu poza polskim górnictwem, np. w energetyce odnawialnej i transporcie kolejowym oraz na rynkach zagranicznych.
Dariusz Ciepiela
Autor jest dziennikarzem portalu WNP.PL i magazynu Nowy Przemysł
Jak co roku w pierwszej połowie czerwca, tak i tym razem odbyła się kolejna edycja „Szkoły Zamówień Publicznych”. Organizowana cyklicznie przez Górniczą Izbę Przemysłowo-Handlową konferencja przez ostatnie lata zdążyła już zaskarbić sobie zaufanie uczestników reprezentujących różne branże i sektory gospodarki, a także wpisała się na stałe w krajową mapę i kalendarz wydarzeń szkoleniowych.
Organizatorzy, eksperci, zaproszeni goście, a także licznie zgromadzeni słuchacze tradycyjnie spotkali się w wiślańskim Hotelu Stok w dniach 6-8 czerwca br.
Patronat Honorowy nad tegoroczną, trzynastą już odsłoną Szkoły objęli Wicepremier, Minister Aktywów Państwowych Jacek Sasin oraz Prezes Urzędu Zamówień Publicznych, Hubert Nowak. Uczestników powitała obecna na miejscu Wiceprezes UZP, dr Joanna Knapińska, a wykład inauguracyjny wygłosił Naczelnik Departamentu Prawnego UZP, Karol Kacprzak.
Podobnie jak w poprzednich odsłonach konferencji, szkolenia prowadzili specjaliści reprezentujący czołowe kancelarie i firmy consultingowe doradzające podmiotom uczestniczącym w postępowaniach o zamówienia publiczne. Większość zajęć odbywała się w formule warsztatowej, co było wyrazem jednoznacznej orientacji organizatorów na praktykę.
Tegoroczna agenda objęła między innymi zyskującą na aktualności tematykę zamówień z dziedziny obrony i bezpieczeństwa, możliwości zmian w umowach o zamówienie publiczne w obliczu następstw wojny na Ukrainie, czy dość uniwersalny wątek postanowień obowiązkowych i zabronionych. Oprócz aspektów prawnych, prowadzący poruszali także bardziej ogólne tematy związane z praktyką obrotu gospodarczego w sektorze zamówień publicznych. Była mowa o konfliktach interesów, strategiach zakupowych, a także narzędziach i technikach negocjacyjnych.
O powodzeniu tegorocznej edycji świadczą także liczby. Podczas gdy w roku ubiegłym, który upłynął jeszcze pod znakiem trwającej pandemii, w Szkole udział wzięło sto osób, w trakcie XIII edycji udało się przeszkolić dwukrotnie więcej zainteresowanych. To znak, że po dwóch ciężkich latach, polska gospodarka, ale także biznes, wracają z wolna na właściwe tory.
Marcin Hylewski