W NUMERZE:
9 września 2025 r. Ministerstwo Energii opublikowało długo wyczekiwany przez branżę węglową projekt „ustawy górniczej”. Dokument będący nowelą do ustawy o funkcjonowaniu górnictwa węgla kamiennego, ma wprowadzić w życie zapisy tzw. umowy społecznej dotyczącej wygaszania polskiego górnictwa. 11 września projekt został przyjęty do dalszego procedowania przez Stały Komitet Rady Ministrów.
Gorączkowe wyczekiwanie
Na „nową” ustawę górniczą czekano w atmosferze napięcia i niepewności, co nie może dziwić w przypadku projektu, który miał umożliwić restrukturyzację sektora wydobywczego, ograniczyć jej koszta społeczne oraz poprawić nienajlepszą sytuację finansową branży.
Do przygotowywanej noweli uwagi zgłaszali właściciele kopalń, przedstawiciele związków zawodowych i strony społecznej, poszczególne gminy, a nawet Prokurator Generalny. Po długich i burzliwych konsultacjach projekt ślimaczył się w rządzie, co podgrzewało atmosferę i podsycało spekulacje.
– Minęły cztery lata, a my wciąż jesteśmy w punkcie wyjścia. Ustawa miała być gotowa już dawno, tymczasem słyszymy tylko kolejne obietnice. To jest gra na czas – utyskiwał jeszcze niedawno Dominik Kolorz, przewodniczący śląsko-dąbrowskiej „Solidarności”.
Związkowi liderzy przypominali, że bez odpowiednich przepisów górnicy nie mają żadnej pewności, że obietnice, jakie usłyszeli, zostaną dotrzymane. – Umowa społeczna istnieje, ale to umowa wirtualna. Dopóki nie zostanie wpisana do prawa, nie chroni nikogo – podkreślał Jarosław Grzesik z górniczej „Solidarności”.
Jeden z działaczy z KWK „Piast-Ziemowit” zwracał z kolei uwagę, że – Ludzie pytają, co będzie za rok, dwa, pięć. Odpowiedzi nie ma. A przecież mówimy o tysiącach miejsc pracy i o całych rodzinach.
W wypowiedziach związkowców nie raz pojawiało się złowróżbne słowo „strajk”.
Ministerstwo Energii ujawnia projekt
9 września na stronach Rządowego Centrum Legislacji opublikowana została wreszcie nowa wersja dokumentu.
W komunikatach dla mediów Minister Energii Miłosz Motyka wspomniał, że ustawa wprowadza jasne ramy prawne dla realizacji transformacji polskiego sektora górniczego, zapewniając przedsiębiorcom narzędzia do sprawnego przeprowadzenia likwidacji zakładów, a pracownikom niezbędną ochronę.
– Wprowadzamy rozwiązania, które zabezpieczają interesy ludzi, gospodarki i państwa, realizując postanowienia Umowy Społecznej – przekonywał minister Motyka.
Choć ton komentarzy do noweli nie jest jednoznaczny, jednego ministerstwu odmówić nie można – na stole w końcu pojawiły się konkretne rozwiązania.
Garść konkretów dla strony społecznej
W przepisach uwzględniono większość zapisów, które pojawiły się w kwietniowej odsłonie projektu. Zwiększają one wysokość jednorazowych odpraw górniczych ze 120 do 170 tys. zł, a do ich otrzymania konieczny będzie trzyletni staż pracy. Co ważne, odprawy nie będą opodatkowane.
Nowelizowane przepisy wprowadzają również pięcioletnie urlopy górnicze dla osób przed osiągnięciem wieku emerytalnego (czteroletnie przewidziano dla zatrudnionych przy przeróbce mechanicznej węgla). Ich wysokość będzie opiewała na 80% wynagrodzenia ustalanego na podobnych zasadach jak przy urlopach chorobowych.
W ustawie uwzględniono możliwość przenoszenia pracowników między zakładami górniczymi. Pierwszeństwo zatrudnienia w aktywnych kopalniach przypadnie zatrudnionym wcześniej w zakładach likwidowanych.
Ustawa ma objąć ok. 45 tys. pracowników Polskiej Grupy Górniczej oraz innych spółek, a jej realizacja w okresie 2026-2035 ma kosztować ponad 9 mld zł, z czego 8,3 mld zł to koszt dla budżetu państwa, 183 mln zł dla NFOŚiGW, a na 595 mln zł wyceniono utracone dochody instytucji państwa.
Wsparcie obejmie również likwidowane podmioty górnicze
Zmiany mają umożliwić spółkom górniczym samodzielną likwidację kopalń. Tym samym z procesu wyłączona zostanie Spółka Restrukturyzacji Kopalń. W procesie likwidacji zakłady będą miały możliwość korzystania ze środków publicznych przekazywanych w ramach celowych dotacji.
Zmieniona ustawa pozwala przekazywać pogórnicze nieruchomości i ruchomości w ręce podmiotów z sektora publicznego na realizację celów publicznych lub na cele budowy, rozbudowy oraz utrzymywania systemów odwadniania zamykanych zakładów.
Novum stanowi zezwolenie górniczym przedsiębiorcom na pozyskiwanie metanu z pokładów węgla kamiennego. Na ten cel nie będzie konieczności otrzymania koncesji, co pozwoli ominąć zawiłe i żmudne często procesy administracyjne.
Trudne pytania i nierozwiązane problemy
Choć w branży słychać sporo głosów zadowolenia lub częściowej choćby satysfakcji, nie brakuje również głosów krytycznych.
Kierujący związkiem zawodowym Sierpień 80, Bogusław Ziętek obawia się prezydenckiego weta popartego argumentem, że projekt wprowadza dla górników specjalne przywileje.
Zdaniem rozmówcy portalu WNP, największe niebezpieczeństwo kryje się jednak gdzie indziej:
– Można by powiedzieć: nareszcie i odetchnąć z ulgą, bo projekt przewiduje uruchomienie urlopów górniczych, urlopów przeróbkarskich i jednorazowych odpraw, gdyby nie to, że zawiera ogromny błąd. (…) Z pakietu dobrowolnych odejść nie będą mogli bowiem skorzystać górnicy z innych kopalń niż kopalnie spółek objętych systemem wsparcia. A to oznacza, że na przykład górnicy z Jastrzębskiej Spółki Węglowej nie będą mieli tej możliwości, choć wielu z nich chciałoby z niej skorzystać.
Przewodniczący Sierpnia 80 przewiduje, że w przyszłym roku wielu pracowników JSW czekają zwolnienia w zwykłym trybie, gdyż artykuł piąty ustawy zablokuje im możliwość skorzystania ze wspomnianych świadczeń osłonowych.
Wiceprzewodniczący Związku Zawodowego Górników Arkadiusz Siekaniec ostrzega w rozmowie z portalem Business Insider, że podobny los może dotknąć członków załóg Lubelskiego Węgla Bogdanki oraz Przedsiębiorstwa Górniczego „Silesia”. W tym gronie widzi również zatrudnionych w firmach zaplecza górniczego, przede wszystkim zaś górników pracujących w firmach prywatnych, które wykonują w warunkach podziemnych roboty górnicze zlecane przez spółki węglowe.
Osobny wątek stanowi brak „pozytywnego” aspektu dekarbonizacji, szczególnie impulsu na rynku pracy. Jak ubolewa wiceprzewodniczący Siekaniec: — Niestety większość projektów tworzonych w ramach środków na sprawiedliwą transformację nie generuje miejsc pracy w potrzebnych liczbach, nie mówiąc już o jakości. Związkom zależy na tym, żeby przyszłe pokolenia Ślązaków oraz mieszkańców innych regionów węglowych miały gdzie znaleźć godne zatrudnienie — mówi.
Te i inne postulaty będą z pewnością jeszcze powracać na forum Rady Dialogu Społecznego.
Czas na wagę złota
Nowela ma wejść w życie 1 stycznia 2026 r., a na jej szybkie przyjęcie naciska sam minister energii Miłosz Motyka, który zwraca uwagę na terminy spłat zobowiązań finansowych zakładów górniczych wobec Funduszu Pracy oraz Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych. W obecnym stanie prawnym upływają one z końcem 2025 r. Projekt przewiduje prolongatę tego terminu do 2027 r., co w wielu przypadkach może okazać się rodzajem tarczy chroniącej przed bankructwem.
Na finał procedowania dokumentu zainteresowane strony czekają długo, bo od maja 2021 r., gdy rząd podpisał ze stroną społeczną porozumienie, w którym określono zasady stopniowego zamykania kopalń do 2049 r. Dokument gwarantuje górnikom m.in. osłony socjalne, urlopy przedemerytalne i jednorazowe odprawy. Skierowanie gotowego projektu na Stały Komitet Rady Ministrów to z pewnością ważny krok w stronę realizacji sporej części z tych gwarancji, ale na finał, czyli uchwalenie przez Sejm i podpis Prezydenta, trzeba będzie z pewnością jeszcze trochę poczekać.
Jarosław Adamski
Równowaga w energetyce to podstawa – mówią eksperci. Blackout w kwietniu tego roku, jaki dotknął Hiszpanię i Portugalię, ale także cześć Francji, wprost powiązano z całkowitym przejściem na energię pozyskiwaną z odnawialnych źródeł energii (OZE). Prawda jest bardziej skomplikowana, ale oparcie systemu energetyki wyłącznie o OZE, bez odpowiednich magazynów energii i przygotowania infrastruktury niesie kłopoty. Implikuje też koszty, o których warto pamiętać.
Według ustaleń ekspertów bezpośrednią przyczyną kryzysu było nagłe wyłączenie kilku źródeł energii w regionie Grenady. Utrata mocy sięgnęła około 2,2 GW. To wywołało gwałtowne wahania częstotliwości w systemie i doprowadziło do odłączenia Hiszpanii i Portugalii od francuskiej sieci przesyłowej. W efekcie Półwysep Iberyjski został na kilka godzin odizolowany od reszty Europy i nie poradził sobie z utrzymaniem równowagi.
Kraj pogrążył się w chaosie. Nie można było skorzystać ze stacji benzynowych, bo nie można było zapłacić, nawet jeśli klient posiadał gotówkę. Cały system oparty jest na urządzeniach, które stale potrzebują prądu. Stanęły lotniska, szkoły, szpitale. Nie funkcjonowała komunikacja kolejowa.
Eksperci podkreślają, że zawiodły zabezpieczenia sieciowe, a elektrownie konwencjonalne – głównie gazowe – nie były w stanie zareagować wystarczająco szybko, by ustabilizować sytuację. Nie były, bo z roku na rok są coraz bardziej marginalizowane w miksie energetycznym, nie tylko w Hiszpani.
Na podobne zagrożenia zwracają uwagę eksperci także w Polsce.
– Pod względem bezpieczeństwa energetycznego znajdujemy się na równi pochyłej. Jeśli dalej będzie brakowało nam spójnej polityki energetycznej, to możemy również spodziewać się podobnego blackoutu w Polsce – podkreśla prezes Górniczej Izby Przemysłowo-Handlowej Janusz Olszowski.
Przypomnijmy, że wszystko działo się w momencie, kiedy Hiszpania niemal całkowicie swój miks energetyczny oparła o źródła odnawialne.
Okazało się także, że system z dużym udziałem OZE może działać stabilnie, o ile ma odpowiednie magazyny energii, rezerwy i mechanizmy bilansowania. Brak takich rozwiązań sprawia, że każda większa awaria techniczna niesie ryzyko poważnych zakłóceń.
Tyle że magazyny energii, o których mowa wciąż mają zbyt ograniczoną pojemność, by gromadzić w nich energię wtedy, gdy świeci słońce i wieje wiatr, a oddawać ją, gdy ani wiatru, ani słońca nie ma. To nie wystarczy.
Po kwietniowej awarii oba kraje ogłosiły programy wzmacniające swoje systemy elektroenergetyczne. Portugalia zapowiedziała inwestycje rzędu 400 milionów euro w rozwój magazynów energii o mocy 750 MW oraz nowoczesne systemy zarządzania siecią. Hiszpania przyjęła tymczasowe przepisy zwiększające kontrolę nad działaniem operatora i procedurami kryzysowymi.
To wyraźny sygnał, że przyszłość energetyki nie zależy już od pytania „czy OZE są stabilne?”, ale „czy sieci przesyłowe są gotowe na erę odnawialnych źródeł?”.
Pojawia się też pytanie o koszty. Okazuje się, że tania energia ze źródeł odnawialnych wcale taka tania nie jest. I wciąż wymaga subwencji ze strony państw.
Blackout w Hiszpanii i Portugalii jest przestrogą nie tylko dla Półwyspu Iberyjskiego, ale i dla całej Unii Europejskiej. W Polsce, Niemczech czy Francji rosnący udział OZE stawia przed systemem podobne wyzwania. Potrzebne są większe magazyny energii, elastyczne źródła rezerwowe, cyfrowe systemy sterowania i lepsza współpraca międzynarodowa.
Przypomnijmy, że w tej sprawie do prezydenta apelował m.in. prezes GIPH Janusz Olszowski. W przesłanym stanowisku przekonywał, że – (…) w obliczu niedawnych blackoutów oraz niepewności towarzyszącej sezonowi letniemu ochrona Obywateli i zapewnienie stabilnych dostaw energii muszą być absolutnym priorytetem państwa. W czasach dynamicznych procesów dekarbonizacji i transformacji energetycznej apelujemy o odpowiedzialność i rozsądek – transformacja nie może odbywać się kosztem bezpieczeństwa energetycznego i społecznego.
Dlatego, zdaniem ekspertów, w miksie energetycznym nie wolno zapominać o atomie, węglu, czy gazie. I do czasu aż w Polsce elektrowni atomowej nie będzie pozbywanie się z miksu energetycznego węgla może stanowić zagrożenie dla naszego bezpieczeństwa energetycznego oraz całej naszej gospodarki.
Jarosław Adamski
Północna Anglia – niegdyś potęga przemysłowa, dziś laboratorium procesu transformacji. To właśnie tutaj delegacja przedstawicieli projektu Regionalne Obserwatorium Procesu Transformacji 2.0 (ROPT 2.0) odbyła w lipcu br. wizytę studyjną, by przyjrzeć się z bliska, jak dawne regiony górnicze radzą sobie z dziedzictwem górnictwa. Śląsk i hrabstwo Durham dzieli ponad 1500 kilometrów, ale łączy podobna historia. Oba regiony przez dekady rozwijały się w cieniu kopalnianych szybów, oba dziś mierzą się z wyzwaniami gospodarczymi i społecznymi po zamknięciu zakładów górniczych.
Pierwsze spotkania z brytyjskimi partnerami miały wymiar symboliczny – rozmowy były prowadzone w historycznych budynkach związkowych i instytutach naukowych, które kiedyś były centrum życia przemysłowego. 10 lipca 2025 r. odbyły się warsztaty w North England Institute of Mining and Mechanical Engineers w Newcastle upon Tyne. Ross Forbes, były dyrektor programowy Redhills oraz profesor John Tomaney z University College London i profesor Andy Pike z Uniwersytetu w Newcastle przypomnieli dramatyczną historię wzlotu i upadku północnoangielskiego zagłębia, wskazując jednocześnie, jak trudna bywa droga od monokultury przemysłowej do nowej, zrównoważonej gospodarki. W czasie dyskusji wymieniano uwagi na temat obecnej sytuacji województwa śląskiego oraz stanu postępu procesu transformacji na Śląsku.
W Newcastle uczestnicy odwiedzili również Gateshead Minewater Heat and Energy Centre, Baltic Solar Farm. Pracuje tu sieć ciepłownicza wykorzystująca ciepło pozyskane z wód kopalnianych z zamkniętej kopalni Gateshead. Jest to największa sieć korzystająca z ciepła z wody kopalnianej w Wielkiej Brytanii i jedna z największych w Europie. Obecnie zapewnia bezpieczne, niskoemisyjne ogrzewanie 350 domów oraz kilku budynków użyteczności publicznej (m.in. Gateshead College i budynków biurowych). Zaplanowane jest już powiększenie sieci o kolejnych 270 prywatnych domów, nowe centrum konferencyjne i kompleks hotelowy. Projekt Gateshead Minewater jest przykładem udanego partnerstwa publiczno-prywatnego z włączeniem organów rządowych, władz lokalnych i przedstawicieli branży energetycznej.
11 lipca 2025 r. wszyscy uczestnicy wizyty studyjnej wzięli udział w okrągłym, otwartym stole zorganizowanym przez europejską organizację IndustriAll Europe. Rozmowy dotyczyły kwestii społecznych oraz sprawiedliwej transformacji. Wymiana międzynarodowych doświadczeń skupiała się na aktualnych realiach funkcjonowania społeczności regionów węglowych i przemysłowych w okresie transformacji. IndustriAll Europe jest federacją europejskich związków zawodowych zrzeszających pracowników w sektorze energetycznym, wydobywczym, metalowym, chemicznym, tekstylnym, odzieżowym i obuwniczym oraz w powiązanych branżach. W sumie stoi na straży interesów 7 milionów zatrudnionych, zjednoczonych w 200 krajowych związkach zawodowych w 39 krajach europejskich. W czasie spotkania dyskutowano także o wyzwaniach stojących przed Śląskiem i Europą w związku z wykorzystaniem terenów poprzemysłowych. Spotkanie z Andym Lockiem z Coalfields Regeneration Trust pokazało, jak ważne jest wspieranie lokalnych społeczności w rozwijaniu nowych kompetencji i wykorzystywaniu zidentyfikowanych po ich stronie potencjałów. Region Północnej Anglii, w przeszłości silnie zależny od górnictwa i węgla, wciąż przechodzi głębokie przemiany gospodarcze i zmaga się z licznymi problemami związanymi z kwestiami zatrudnienia oraz zachowania kultury i lokalnej tożsamości. Rozmowy przedstawicieli projektu ROPT 2.0 z zagranicznymi ekspertami często dotyczyły podobieństw procesów angielskiej transformacji z tymi, która obecnie toczą się w województwie śląskim.
Spotkania pokazały również, jak ważne są unikalne potrzeby i kultura regionów górniczych. Dlatego też zakończeniem wizyty studyjnej w Północnej Anglii był udział w Gali Górniczej w Durham. Durham Miners Gala to coroczne, celebrowane w tym mieście od 1871 r., święto przypadające w drugą sobotę lipca. To jedno z największych i najbardziej kolorowych świąt na świecie organizowane jest przez Durham Miners’ Association (DMA), związek zawodowy założony w Wielkiej Brytanii w 1869 r. Gala upamiętnia bogate dziedzictwo górnictwa węglowego hrabstwa Durham, silnie związane z tutejszymi związkami zawodowymi. W szczytowym okresie, kiedy jeszcze funkcjonowały angielskie kopalnie, w latach 50. i 60. ubiegłego wieku w gali uczestniczyło ponad 300 tys. ludzi. W dobie współczesnej uczestniczy w nim zwykle ok. 200 tys. osób. Dla uczestników z Polski była to lekcja, jak historia i kultura mogą stać się fundamentem budowania nowej tożsamości regionu w czasach przemian.
Głównym elementem Gali jest parada sztandarów i orkiestr górniczych, która idzie przez całe miasto. Przed County Hotel zespoły zatrzymują się, aby wystąpić dla dygnitarzy obserwujących przemarsz z balkonu. Kulminacją marszu jest piknik na starym torze wyścigów konnych, gdzie w przemówieniach politycznych pobrzmiewają echa aktywistycznych korzeni Gali. Ważnym elementem jest też nabożeństwo górnicze w katedrze w Durham, podczas którego odbywa się poświęcenie nowych sztandarów. Każdy baner jest ręcznie malowany na jedwabiu, a jego koszt to około 10 tys. funtów (składa się na niego cała gmina).
Ale Gala to coś więcej niż parada banerów. To poruszająca opowieść o społecznościach i pamięci. Razem idą pokolenia dawnych górników, młodzież, dzieci, rodziny – ludzie, których łączy poczucie więzi i tożsamość. To również coś więcej niż wiec związkowy – to wielki piknik i spotkanie przyjaciół, a młodzi ludzie niosą sztandary trzymane kiedyś przez przedstawicieli poprzednich generacji. Dużą rolę w podtrzymywaniu tej tradycji odgrywają „marras”. Ten termin to lokalny przydomek dla przyjaciół lub sympatyków Gali. Wywodzi się z lokalnego dialektu hrabstwa Durham, w którym „marra” dosłownie oznacza kumpla i odnosi się do osób, które nie są związane z górnictwem, ale wspierają wydarzenie i pomagają je organizować.
Wizyta studyjna w Anglii była jedną z pięciu wizyt zaplanowanych w ramach projektu ROPT 2.0, współfinansowanego przez Unię Europejską z Funduszu na rzecz Sprawiedliwej Transformacji. Jej celem była nie tylko obserwacja zagranicznych doświadczeń, ale także budowanie międzynarodowej sieci współpracy, która pozwoli regionom węglowym wspólnie szukać odpowiedzi na wyzwania przyszłości. Bo transformacja to nie tylko zmiana technologii czy gospodarki. To przede wszystkim proces społeczny, w którym najważniejsi są ludzie, ich praca, tradycje i poczucie, że w nowej rzeczywistości wciąż mają swoje miejsce.
Sylwia Jarosławska-Sobór
Pani Profesor, nie mogę nie rozpocząć tego wywiadu pytaniem, które na początek naszych rozmów usłyszały również Pani poprzedniczki, prof. Monika Hardy-Góra i Prezes Ewa Piotrowska-Małek. Jak to się stało, że los związał Pani karierę zawodową z branżą tak silnie zmaskulinizowaną i – według powszechnych wyobrażeń – niemającą kobietom zbyt wiele do zaoferowania?
Wychowałam się w domu, gdzie temat górnictwa był wszechobecny. Moi rodzice to absolwenci studiów górniczych na Politechnice Śląskiej, choć tylko tata pozostał wierny wybranemu kierunkowi i przez lata jako pracownik naukowy rozwijał tematy związane z prewencją zagrożeń naturalnych w górnictwie. Z pasji do nauk przyrodniczych oraz fascynacji rolą człowieka w środowisku pracy – co pewnie zaszczepiono mi w domu –wybrałam studia górnicze o specjalności Technika i Organizacja Bezpieczeństwa i Higieny Pracy. Wybór nie był łatwy, ale z perspektywy czasu, dzięki wsparciu mentorów i ciekawym wyzwaniom, które stanęły przede mną, udało mi się odnaleźć moje miejsce – zarówno w Głównym Instytucie Górnictwa-Państwowym Instytucie Badawczym, jak i na arenie międzynarodowej. Lubię moją pracę i cieszę się, że badania, jakie rozwijam, przynoszą wymierne korzyści w tak trudnym okresie transformacji sektora górniczego.
Do tematów związanych z węglem i transformacją sektora za chwilę wrócimy, ale wcześniej chciałbym zapytać o kobiety w górnictwie i przemyśle – w Polsce i Europie. Od 17 czerwca ubiegłego roku piastuje Pani urząd Prezydenta Europejskiego Stowarzyszenia na rzecz Węgla Kamiennego i Brunatnego EURACOAL, a od dłuższego czasu uczestniczy także w pracach ważnych organizacji oraz instytucji zajmujących się górnictwem (jak chociażby Grupa Doradcza ds. Węgla przy Komisji Europejskiej czy Międzynarodowy Komitet Organizacyjny Światowego Kongresu Górniczego). U nas sektor górniczy ciągle wydaje się w jakimś stopniu zdominowany przez mężczyzn. Widać to w obsadach stanowisk kierowniczych branżowych spółek, narracjach związków zawodowych, czy nawet w płci dziennikarzy piszących na tematy górnicze i okołogórnicze. Czy na Zachodzie (mam tu na myśli np. państwa należące do tzw. „starej” Unii) odsetek kobiet jest wyższy niż w Polsce i czy cieszą się one większym zaufaniem?
Wybór na Prezydenta stowarzyszenia EURACOAL traktuję jako wielkie zobowiązanie oraz motywację do dalszego budowania dialogu europejskiego, promowania innowacji i działań na rzecz zrównoważonej transformacji branży. Wybór pierwszej kobiety na to stanowisko jest dla mnie symbolem zmiany, wyrazem dużego zaufania branży górniczej, ale też znakiem, że górnictwo otwiera się na liderki, a kobiety coraz częściej odgrywają kluczowe role w międzynarodowych organizacjach sektora. W krajach „starej” Unii udział kobiet w branży górniczej jest wyższy niż w Polsce, ale nadal daleki od parytetu. Moje doświadczenia pokazują, że na Zachodzie kobiety nie tylko częściej zajmują stanowiska menedżerskie, ale i cieszą się większym zaufaniem w zakresie innowacji czy zarządzania projektami. Polska podąża w tym kierunku, ale zmiana jest procesem wymagającym konsekwencji i wsparcia na szczeblu politycznym oraz społecznym. Dziś od kobiet wymaga się nie tylko profesjonalizmu, ale i odporności na presję, która w tej branży jest duża.
Wyższy odsetek kobiet występuje w instytutach naukowych i badawczych specjalizujących się w naukach o górnictwie, energetyce czy trendującej ostatnio automatyce przemysłowej. To chyba dobry moment, żeby porozmawiać o nauce właśnie, a w szczególności o naukach o górnictwie. Jako profesor katowickiego Głównego Instytutu Górnictwa – Państwowego Instytutu Badawczego (GIG-PIB) oraz profesor wizytujący Uniwersytetu w Oviedo aktywnie uczestniczy Pani w życiu naukowym. Czy w kontekście przyspieszającej dekarbonizacji nauki o górnictwie mają przed sobą przyszłość?
Odpowiedzialna transformacja przemysłu górniczego nie jest możliwa bez nauki. Nasza dziedzina zmienia się dynamicznie – digitalizacja, automatyzacja, rekultywacja terenów pogórniczych czy produkcja wodoru z wykorzystaniem infrastruktur pogórniczych to tylko część współczesnych priorytetów badawczych. Nauka o górnictwie adaptuje się do nowych realiów i skupia na wsparciu dekarbonizacji – jest to ogromne wyzwanie, ale i szansa na rozwój innowacji.
Wspomniane przez Pana Oviedo jest stolicą niegdyś górniczego rejonu Asturii w północnej Hiszpanii. Cieszę się, że od lat wspólnie z Uniwersytetem Oviedo realizujemy projekty badawcze wspierające transformację. Jest to świetna platforma wymianu doświadczeń między dwoma regionami górniczymi transformacji (tj. hiszpańską Asturią i naszym Śląskiem) będącymi na różnych etapach. Warto uczyć się na cudzych błędach, ale też implementować działania, które wcześniej przyniosły pozytywne rezultaty. Z większością wyzwań, przed którymi stoi obecnie polska gospodarka (czy Śląsk jako region górniczy) już wcześniej mierzyły się przecież inne kraje europejskie.
Dużo dzieje się ostatnio w dyscyplinach, wokół których – obok wątków górniczych – ogniskują się Pani naukowe zainteresowania – w inżynierii środowiska i energetyce. Jakie problemy obecnie pochłaniają Pani naukową uwagę?
Obecnie koncentruję się na modelach zamykania kopalń, zagospodarowaniu terenów pogórniczych oraz aspektach ekonomicznych wdrażania nowych modeli biznesowych na bazie likwidowanych zakładów górniczych. Ważnym tematem są również ryzyka środowiskowe związane z transformacją energetyczną oraz implementacja odnawialnych źródeł energii w regionach górniczych. Kluczowe jest dla mnie efektywne wykorzystanie infrastruktury poprzemysłowej dla projektów zielonej energii. Wspomnę tutaj o takich projektach jak: REM (redukcja emisji metanu), MINE-TO-H2 (ponowne wykorzystanie kopalni do produkcji zielonego wodoru dla sektora transportu i ciepłownictwa w oparciu o gospodarkę obiegu zamkniętego), CRMsDataSpace (przestrzeń danych o surowcach krytycznych, potencjał odzysku z zamkniętych obiektów unieszkodliwiania odpadów wydobywczych). Obecnie jednak najważniejszy jest dla mnie kończący się projekt GreenJOBS, który dotyczy wykorzystania przewagi konkurencyjnej kopalń wycofywanych z eksploatacji w celu maksymalizacji tworzenia wysokiej jakości „zielonych” miejsc pracy. Projekt ten ma służyć jako kompendium wiedzy dla likwidowanych kopalń na temat nowych modeli biznesowych opartych o OZE i założenia gospodarki obiegu zamkniętego . Naszym obiektem badań jest przewidziana do likwidacji kopalnia węgla kamiennego Bobrek, przed którą otwierają się możliwości wdrożenia nowego modelu biznesowego… Do tego potrzebna będzie jednak tzw. nowa Ustawa Węglowa, mająca umożliwić tego rodzaju działania.
Jak ocenia Pani stan badań prowadzonych w Polsce na tle realizowanych w USA, Wielkiej Brytanii, Niemczech czy Chinach – krajach, które zdominowały współczesną naukową mapę świata? Czy zniwelowaliśmy już ten dystans do mitycznego Zachodu, z którym zostawił nas jeszcze poprzedni ustrój?
W ostatnich latach polska nauka dynamicznie się rozwija, zwłaszcza w zakresie energetyki i inżynierii środowiska. Jesteśmy coraz bardziej widoczni w międzynarodowych konsorcjach badawczych, co potwierdzają projekty takie jak EPOS czy międzynarodowe inicjatywy GIG-PIB. Wciąż odczuwalny jest niedosyt w zakresie finansowania i infrastruktury badawczej, ale równość naukowa jest coraz bardziej osiągalna.
Zauważalnie poprawiła się też sama jakość badań oraz ilość wdrożeń przemysłowych. Dynamicznie rośnie aktywność międzynarodowa polskich zespołów badawczych. GIG-PIB to doskonały przykład instytutu, który nie tylko prowadzi badania, lecz także wdraża innowacje w sektorze górniczo-energetycznym i środowiskowym, współpracując równolegle z biznesem i samorządami.
A jak, Pani zdaniem, kształtują się obecnie relacje pomiędzy nauką a biznesem – to dalej dwie odrębne sfery, czy może jednak interakcje między nimi gęstnieją w ostatnim czasie? Gdzie dzisiaj w większym stopniu rodzą się wynalazki i nowe technologie?
W tej chwili większość innowacji powstaje na styku nauki i biznesu. Współpraca instytutów badawczych z przedsiębiorstwami stale się zacieśnia – powstają wspólne centra badawcze, programy pilotażowe i platformy transferu technologii. Przykładem są granty wdrożeniowe oraz partnerstwa publiczno-prywatne, dzięki którym przedsięwzięcia naukowe nabierają praktycznego wymiaru. Warto tutaj wspomnieć międzynarodowe projekty badawcze z udziałem polskich przedsiębiorców górniczych, takie jak: REM, GI-MINE czy RECOVERY. Wszystkie współfinansowane ze środków unijnych, przy wsparciu Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego.
Pierwszy (REM) realizowany jest obecnie w JSW S.A., a jego głównym celem jest redukcja emisji metanu i zbudowanie pierwszej na świecie innowacyjnej instalacji do odmetanowania i pozyskiwania metanu ze zrobów poeksploatacyjnych kopalni. W dalszej kolejności ma on zostać wykorzystany do produkcji energii elektrycznej, redukując tym samym emisje do atmosfery. Projekt ten jest odpowiedzią na obowiązujące od 4 sierpnia 2024 r. Europejskie Rozporządzenie Metanowe (Rozporządzenie UE 2024/1787), mające na celu redukcję emisji metanu z sektora energetycznego, w tym z branży węgla, ropy naftowej i gazu ziemnego. Nakłada ono na operatorów obowiązki mierzenia, wykrywania i naprawiania wycieków metanu, a także regularnego raportowania tych działań niezależnym weryfikatorom. Rozporządzenie wprowadza również zakaz uwalniania metanu do atmosfery i spalania, a także stopniowo malejące progi emisyjne dla kopalń węgla.
Kolejny projekt (GI-MINE), realizowany wspólnie z PGG, ma za zadanie opracowanie rozwiązań, technologii i wytycznych umożliwiających optymalizację gospodarki odpadami w przedsiębiorstwach górniczych – zgodnie z zasadą gospodarki o obiegu zamkniętym. Projekt ten również dotyka aspektów metanowych, wskazując rozwiązania pozwalające na pozyskiwanie i zagospodarowanie metanu kopalnianego oraz nadwyżek energii cieplnej do celów środowiskowych i ekonomicznych.
Wreszcie, trzeci ze wspomnianych projektów (RECOVERY), zrealizowany z powodzeniem wspólnie z PKW S.A., obejmował eksperymentalne tworzenie substytutów gleb przy wykorzystaniu ubocznych produktów spalania i wydobycia, powstałych w kopalniach oraz elektrowniach. Celem było przywrócenie wartości przyrodniczej, rekreacyjnej i gospodarczej hałd oraz innych terenów po działalności górniczej poprzez inicjowanie zróżnicowanych siedlisk roślinnych oraz wdrażanie biologicznej rekultywacji na dużą skalę. W ramach projektu wypracowano nowatorski model wyceny usług ekosystemowych, wspierający optymalne planowanie rekultywacji i zagospodarowania pogórniczych terenów. Wyniki pilotażu można nadal zobaczyć na terenie Obiektu Unieszkodliwiania Odpadów Wydobywczych (OUOW) w Libiążu.
Wszystkie te inicjatywy, pośrednio lub bezpośrednio, wiążą się z trwającą transformacją sektora paliwowo-energetycznego, której celem jest przejście do tzw. zielonej gospodarki. Proces ten wymaga, jak często słyszymy, rezygnacji z nośników energii niespełniających wysokich standardów środowiskowych, w tym z węgla. Należy Pani do grupy zadaniowej ONZ ds. bezpiecznej eksploatacji i zamykania kopalń węgla kamiennego przy Europejskiej Komisji Gospodarczej Organizacji Narodów Zjednoczonych UNECE w Genewie. Czy uważa Pani, że dni węgla rzeczywiście są policzone?
W Europie los węgla jest w dużej mierze przesądzony – polityka Zielonego Ładu i klimatyczne zobowiązania Unii determinują tempo transformacji w kierunku OZE. Jednak w skali globalnej węgiel wciąż odgrywa niezwykle ważną rolę; w 2024 r. zużycie węgla w Chinach osiągnęło rekordowy poziom ponad 4,9 miliarda ton, trwa intensywny wzrost wydobycia w Indiach, a na arenie amerykańskiej temat węgla wraca w kontekście bezpieczeństwa energetycznego. Jaka jest więc przyszłość węgla w Polsce? Uważam, że powinien pozostać w naszym krajowym miksie energetycznym, ale samo górnictwo musi przejść przez etap głębokich zmian…
Wracając do wspomnianej przez Pana grupy zadaniowej: kluczowe w procesie transformacji sektora górniczego jest dzielenie się wiedzą i doświadczeniami – nie tylko w Europie, ale też na innych kontynentach, gdzie proces zamykania kopalń dopiero się rozpoczyna lub przebiega w odmiennych warunkach ekonomicznych i społecznych. Właśnie po to powołano wspomnianą grupę w ramach UNECE: aby gromadzić praktyki, analizować skutki oraz wspierać regiony górnicze w sprawnym, bezpiecznym i sprawiedliwym przechodzeniu przez etap likwidacji kopalń. Wymiana doświadczeń między Europą, Azją, Ameryką czy Afryką pozwala lepiej przygotować się na wyzwania transformacji i wypracować rekomendacje, które minimalizują ryzyka zarówno dla ludzi, jak i dla środowiska. Transformacja – w zależności od tego jak ją poprowadzimy – może mieć różne następstwa. Dotyczy to zarówno skutków negatywnych, jak i pozytywnych. Dlatego dialog i wymiana informacji w szerszym międzynardowym gronie może okazać się na wagę złota.
Niektórzy ubolewają, że transformacja jest scenariuszem napisanym w Europie i dla Europy, który stawia kwestie ekologiczne przed rozwojem gospodarczym i bezpieczeństwem energetycznym, co przy niesprzyjającej międzynarodowej koniunkturze może odbić nam się czkawką. Niedługo po swojej inauguracji prezydent Donald Trump zapowiedział, że zwiększy wydobycie węgla, ponieważ uważa, że tylko on sprosta rosnącemu zapotrzebowaniu na energię w USA. To ignorancja, demagogia, a może jednak stoi za tym jakaś – biznesowa czy geopolityczna – logika?
To przede wszystkim logika gospodarcza i polityczna. Węgiel daje stabilność systemu energetycznego, szczególnie w krajach rozwijających się lub tych, które obawiają się braku alternatyw wobec gwałtownych zmian technologicznych. Jestem zdania, że dla Polski węgiel będzie paliwem bilansującym w okresie transformacji. Nie można ignorować globalnych trendów – coraz większa liczba państw i inwestorów stawia na OZE, choć transformacja wszędzie przebiega w swoim tempie, wymuszonym lokalnymi warunkami i interesami. Niestety, w przypadku systemu opartego tylko na źródłach odnawialnych widmo blackout-ów, czyli całkowitych i wielogodzinnych przerw w dostawie energii elektrycznej, jest wysokie…
No właśnie. Obrońcy węgla wysuwają argument, że jest on gwarantem stabilności systemu energetycznego, a OZE nie radzą sobie ze skrajnymi warunkami atmosferycznymi. Niekiedy wysnuwa się z tego wniosek, że węgiel powinien zostać w obiegu gospodarczym, by pełnić rolę alternatywnego paliwa, po które będzie można sięgnąć w chwilach kryzysów. Dywersyfikacja to – można usłyszeć – bezpieczeństwo energetyczne…
W czasach niepewności dywersyfikacja portfela energetycznego wydaje się uzasadniona. OZE nie są jeszcze w pełni gotowe, by przejąć całość obciążeń systemowych przy ekstremalnych warunkach pogodowych, głównie ze względu na brak wystarczających zdolności do magazynowania energii. Węgiel powinien zatem pełnić rolę paliwa bilansującego krajowy system i być zasobem strategicznym na wypadek kryzysu. To właśnie bezpieczeństwo energetyczne stanowi dla wielu krajów argument, by zachować otwartą furtkę dla tradycyjnych surowców.
Wiele zarzutów podnoszonych przez krytyków Europejskiego Zielonego Ładu dotyczy tempa transformacji energetycznej, forsowanej jakoby zbyt szybko i bez odpowiedniego przygotowania. Padają przykłady dopłat do mikroinstalacji fotowoltaicznych, których nadpodaż spowodowała problemy techniczne po stronie sieci i infrastruktury. W Polsce spółki energetyczne coraz częściej odmawiają przyłączania do sieci nowych instalacji. Ostatnio sporo słyszy się o opłacie recyklingowej, którą w formie abonamentowej będzie zmuszona uiszczać część użytkowników paneli fotowoltaicznych. W czasach, gdy decydowali się na tę formę zaopatrzenia w energię, o kosztach środowiskowych i ekonomicznych utylizacji ogniw PV nikt głośno nie mówił. Krótko mówiąc: czy nie uważa Pani, że transformacja dzieje się zbyt szybko?
Transformacja rzeczywiście przebiega bardzo dynamicznie, czasem zbyt szybko w stosunku do możliwości technicznych, regulacyjnych i infrastrukturalnych. Z drugiej strony to złożony proces, który bez odpowiedniego tempa ciężko doprowadzić do końca. Nasi niemieccy koledzy transformują się już kilka dekad, a jeszcze sporo wyzwań przed nimi…
Co do opłaty recyklingowej, o której Pan wspomina, jej wysokość może sięgnąć nawet 10-30 PLN za panel lub ok. 1 500 PLN za tonę, co znacząco wpływa na kalkulacje inwestorów. Konieczne jest lepsze planowanie, konsultacje z branżą i edukacja społeczeństwa, aby zmiany były trwałe i akceptowalne społecznie.
Muszę też zapytać o nasze krajowe podwórko. W Europie Polska to ostatni mohikanin węglowego świata. Pytanie, które często słyszę w stolicy lub innych regionach kraju, a którego tu na Śląsku nie lubimy zwykle sobie zadawać, brzmi: czy koszty utrzymania górnictwa węglowego nie są zbyt wysokie w stosunku do zysków – tych ekonomicznych i nie tylko – jakie ono generuje??
Węgiel w Polsce wciąż pełni istotną funkcję pod względem gospodarczym, strategicznym i społecznym, ale stopniowo traci na znaczeniu wobec rozwoju OZE i wymogów polityki klimatycznej UE. Może być traktowany jako rezerwa strategiczna na czas kryzysu, lecz patrząc od strony ekonomicznej, rzeczywiście jego eksploatacja w istniejących warunkach prawnych i politycznych generuje ogromne koszty. Sektor górniczy wymaga gruntownej restrukturyzacji i transformacji, a wówczas bilans zysków i strat może okazać się bardziej korzystny.
Czego brakuje lub co może pomóc w realizacji tak pojętej transformacji?
Liczę, że powstanie szczegółowa mapa drogowa transformacji, która jasno wskaże wszystkie obszary wymagające modyfikacji, co usprawni działania i pozwoli na sprawiedliwe oraz zrównoważone przejście na nowe technologie i modele gospodarcze.
Pomocne na pewno jest analizowanie i wyciąganie wniosków z doświadczeń innych państw i regionów górniczych w zakresie sposobów likwidacji kopalń, rewitalizacji terenów pogórniczych, zagospodarowania pogórniczego mienia czy adaptacji firm i pracowników do nowych realiów gospodarczych. Jeśli odrobimy tę lekcję, widmo transformacji przestanie nas przerażać, a wówczas łatwiej będzie wykorzystać szanse, jakie ona przed nami otwiera.
Dziękuję za rozmowę.