Biuletyn Górniczy 4-6 (344-346)

  1. Konsekwencje likwidacji kopalń węgla dla sektora okołogórniczego – 4
  2. Polska ma wreszcie politykę energetyczną – 6
  3. Centrum Rozwoju Kompetencji na miarę nowych czasów – 8
  4. Literacki i kuźniczy geniusz z Roździenia – 10
  5. Morska energetyka wiatrowa dobra dla węgla koksowego – 12
  6. Azot, hel i siarka z odwiertów ropno-gazowych – 14
  7. Elektrownie węglowe czekają zmiany – 15
  8. Dolomit dla rolników, kolejarzy i narciarzy – 16
  9. Kletno pod znakiem uranu i fluorytu – 18
  10. Odrodzenie hutnictwa po kryzysie – 19
  11. Restrukturyzacja górnictwa węglowego w krajach Europy Zachodniej – 20
  12. Restrukturyzacja górnictwa węglowego we Francji – 20
  13. Restrukturyzacja górnictwa węglowego w Belgii – 22
  14. Wadium w nowym Prawie zamówień publicznych – 24
  15. Górniczy Sukces Roku 2020 – wyniki konkursu – 25
  16. Antysmogowy wyścig z czasem napędzi rynek urządzeń grzewczych – 27
  17. Górnicy oddają krew i osocze – 30

Przed firmami z górniczego zaplecza jedno z najtrudniejszych wyzwań w całej ich historii: przygotowanie się do funkcjonowania w rzeczywistości „po węglu”. Stawką jest ich dalsze przetrwanie na rynku i utrzymanie tysięcy miejsc pracy. Część z tych przedsiębiorstw już rozpoczęło dywersyfikację swej działalności. Szukają one szansy na jej kontynuację w nowym, zdekarbonizowanym modelu gospodarki. Sama wola zmiany to jednak zbyt mało. Potrzebne są pieniądze oraz pozafinansowe wsparcie ze strony instytucji państwa.

Po lewej stronie górnicze kombajny, po prawej elementy turbin wiatrowych

– Ten trend jest bezdyskusyjny, już nikt go nie podważa. Rola energetyki odnawialnej staje się coraz istotniejszym elementem transformacji sektora energetycznego i powinniśmy się skupić na tym, aby jak najlepiej wykorzystać tę zmianę. Tak, aby przełożyła się ona również na zmianę naszej gospodarki i firm, które mogą w tej zmianie uczestniczyć – tak podczas poświęconej energetyce wiatrowej debaty na tegorocznej edycji Europejskiego Kongresu Gospodarczego mówił Mirosław Bendzera, prezes katowickiego Famuru.
Firma, która od ponad 100 lat specjalizuje się w produkcji maszyn i urządzeń górniczych, zaopatrując kontrahentów na całym świecie w kompleksy ścianowe, maszyny i urządzenia do użytkowania w systemach chodnikowych, a także elektrotechnikę i aparaturę górniczą, obecnie dokonuje „zielonego zwrotu”. Kilka lat temu zmieniła swój szyld, ale co istotniejsze zmienia także swoje portfolio, które dziś obejmuje – poza tradycyjnymi urządzeniami dla sektora górniczego – także wielkoskalową fotowoltaikę, systemy bateryjne, rozwiązania dla sektora dystrybucji energii oraz energetykę wiatrową.

– Dzisiaj wchodząc na halę produkcyjną naszego głównego zakładu w Piotrowicach po lewej stronie hali zobaczą państwo kombajny górnicze, a po prawej remontowane przekładnie dla turbin wiatrowych – mówił podczas wspomnianej debaty Bendzera.

Famur jest jednym z ośmiu przedsiębiorstw z branży górniczej i okołogórniczej, którym jesienią ubiegłego roku zarząd województwa śląskiego przyznał dofinansowanie w łącznej kwocie niemal 126 mln zł na wsparcie projektów, których celem jest dywersyfikacja „działalności uzależnionej od sektora górnictwa węgla kamiennego i energetyki konwencjonalnej oraz utrzymanie lub utworzenie nowych miejsc pracy”.

Przez lata żyli z węgla. Teraz stawiają na budowlankę, drogownictwo, logistykę, czy energię odnawialną

– Wybrane projekty to prawie 1000 miejsc pracy, które przełożą się również na zmianę profilu działalności firm i wprowadzenie nowych, ulepszonych i pozytywnych dla klimatu produktów, usług, procesów. Dzięki tym zmianom firmy z regionu staną się bardziej konkurencyjne, co pozwoli im na zdobywanie nowych rynków – mówił Jakub Chełstowski, ówczesny marszałek województwa śląskiego.

Jak podkreślano, była to pierwsza transza projektów, które otrzymają z będącego w gestii urzędu marszałkowskiego Funduszu Sprawiedliwej Transformacji wsparcie na zmianę profilu działalności. Pierwsza, ale nie ostatnia, gdyż pod koniec ubiegłego roku rozpoczęła się preselekcja projektów, poprzedzająca ogłoszenie kolejnego naboru dla tego typu przedsięwzięć. Zainteresowanie przedsiębiorców z regionu było spore – zgłoszeń było ponad 40, przy czym marszałkowscy urzędnicy nie chcą na razie jeszcze ujawniać ile firm dostało „zielone światło” do wzięcia udziału w samym naborze.

Wśród owej ósemki przedsiębiorstw z zeszłorocznego naboru – prócz Famuru – znalazły się jeszcze m.in. Centrum Badań i Dozoru (do niedawna jeszcze CBiD Górnictwa Podziemnego), katowicki COIG (kiedyś Centralny Ośrodek Informatyki Górnictwa), Fabryka Sprzętu i Narzędzi Górniczych Fasing, Przedsiębiorstwo Kompletacji i Montażu Systemów Automatyki „Carboautomatyka” z Tychów oraz specjalizująca się w projektowaniu i produkcji elementów obudów górniczych spółka Europejskie Technologie Górnicze. Właśnie tej ostatniej przyznano największe dofinansowanie (blisko 49 mln zł) na dywersyfikację jej działalności produkcyjnej.

– Planowana do realizacji w ramach projektu inwestycja (…) ma na celu poszerzenie portfolio oferowanych przez spółkę produktów, tj. m.in. gotowych wyrobów metalowych wykorzystywanych w branży budowlanej (…), sektora drogownictwa (m.in. konstrukcje nośne wiaduktów, przejazdów i maty drogowe) oraz sektora tunelowego (m.in. konstrukcje nośne tunelu i obudowy tunelowe –sztywne). Wytwarzane będą również (…) blachy i taśmy stalowe, kształtowniki zamknięte wykonane na zimno i rury precyzyjne – czytamy w opublikowanym przez Śląski Urząd Marszałkowski opisie projektów, objętych dofinansowaniem. Jak wskazano, realizacja tego projektu pozwoli nie tylko utrzymać obecnych 46 miejsc pracy w samej firmie oraz pośrednio u jej kontrahentów, ale też stworzyć kolejne 40 stanowisk. Biorąc pod uwagę, że same tylko PKP Polskie Linie Kolejowe planują w ramach budowy nowej trasy z Krakowa do Nowego Sącza wydrążenie niemal 4-kilometrowego, najdłuższego w Polsce tunelu, można spodziewać się, że zapotrzebowanie na tego typu usługi będzie w najbliższych latach spore.

Z tego samego źródła można dowiedzieć się, że specjalizujący się obecnie w produkcji łańcuchów ogniwowych, m.in. dla górnictwa węgla kamiennego, Fasing (największa tego typu firma w tej części Europy) poprzez zakup nowych maszyn, zmianę technologii produkcji i przekwalifikowanie swoich obecnych pracowników produkcyjnych, chce wejść na rynek producentów łańcuchów wykorzystywanych w halach przemysłowych, na magazynach, w portach, bocznicach, składowiskach, itd. Carboautomatyka planuje budowę nowoczesnego zakładu produkcji urządzeń i aparatury elektrycznej (projekt obejmuje ponadto realizację komponentu badawczo-rozwojowego, mającego na celu opracowanie i wprowadzenie do oferty spółki nowych produktów), zaś Famur chce wykorzystać to wsparcie na rozwój nowych technologii i usług związanych z energią odnawialną, w szczególności produkcją i naprawą elementów turbin wiatrowych i przekładni.

Polski wiatrak w dwa lata? Ambitne plany katowickiej firmy

– Bylibyśmy w stanie wybudować w Polsce turbinę wiatrową, która byłaby alternatywą dla tych, które są obecnie proponowane przez duże międzynarodowe koncerny – zakomunikował w trakcie poświęconej energetyce wiatrowej debaty na EEC Mirosław Bendzera.

Jak zwrócił uwagę prezes Famuru, bazując na założeniach Polityki Energetycznej Państwa, można szacować, że do roku 2040 w naszym kraju trzeba będzie postawić tylko w energetyce wiatrowej lądowej ok. 2300-2500 nowych turbin wiatrowych o mocy 4 MW, które w następnych latach trzeba będzie serwisować, obsługiwać, remontować, nadzorować i na bieżąco utrzymywać w pełnej sprawności.

– Dobrze by było, żebyśmy jak najwięcej tego komponentu, zarówno usługowego, jak i przemysłowego zostawili w Polsce. Analizując cały ciąg dostaw związany z produkcją polskiego wiatraka, zidentyfikowaliśmy, że prawie 70-75 proc. elementów, zarówno tych produkcyjnych, jak i tych związanych z częścią usługową jesteśmy w stanie uplasować wewnątrz kraju, w oparciu o naszych dostawców, naszych producentów i usługodawców – stwierdził Bendzera podkreślając znaczenie, jakie uruchomienie takiej produkcji miałoby zarówno dla transformacji regionu tak mocno związanego do tej pory z tradycyjną energetyką jak Śląsk, jak też i dla aktywizacji tych sektorów gospodarki, które dziś pozostają w Polsce praktycznie nieaktywne.

– Potencjał inżynieryjny i techniczny, którym dysponujemy, a który może być przekierowany z technologii tradycyjnych na technologie związane z zielonymi rozwiązaniami jest bardzo duży. Jestem zwolennikiem tego, żeby w jak największym stopniu wykorzystać te doświadczenia, bazę produkcyjną, bazę potencjału ludzkiego do tego, żeby przejść w płynny sposób z kompetencji, które były ukierunkowane do tej pory na energetykę konwencjonalną do energetyki odnawialnej – tłumaczył później Bendzera.

Wedle kierownictwa Famuru polski wiatrak mógłby doczekać się realizacji w ciągu dwóch lat pod warunkiem, że katowickiej firmie udałoby się podjąć współpracę z którymś z dużych graczy w sektorze energetyki, aby móc praktycznie zweryfikować funkcjonowanie tego urządzenia.

Duże pieniądze na wsparcie transformacji, ale potrzeby jeszcze większe

Zdecydowana większość firm z górniczego zaplecza, które w zeszłorocznym naborze uzyskały dofinansowanie dla działań dywersyfikujących profil ich działalności, już podpisało stosowne umowy ze Śląskim Centrum Przedsiębiorczości, pełniącym rolę instytucji pośredniczącej dla Programu Fundusze Europejskie dla Śląskiego 2021-2027. Wycofał się jedynie Tauron Polska Energia, który miał otrzymać blisko 9,5 mln zł na utworzenie Centrum Nowych Kompetencji świadczącego usługi szkoleniowe z zakresu OZE i cyfryzacji w energetyce. Oznacza to tyle, że pieniądze te wracają do puli i będą mogły trafić do podmiotów, które wezmą udział w kolejnych naborach.

– To jest źródło, które może pozytywnie stymulować rozwój technologii związanych z zieloną energetyką. Powinniśmy z tego korzystać. Te środki przeznaczone są właśnie na przyspieszenie tego typu rozwoju – mówi w kontekście środków z Funduszu Sprawiedliwej Transformacji prezes Famuru, Mirosław Bendzera.

Można oczywiście dyskutować na ile z owego źródła czerpią faktycznie wszyscy ci, którzy tego najbardziej potrzebują. Na transformację przedsiębiorstw okołogórniczych przeznaczono w aktualnym programie regionalnym dla województwa śląskiego prawie pół miliarda złotych (po zeszłorocznym naborze w puli do podziału zostało jeszcze ok. 316 mln zł, a uwzględniając niepodpisanie przez Taurona umowy kwota ta sięga ok. 325 mln zł). To na pierwszy rzut oka może robić wrażenie, choć biorąc pod uwagę skalę tego sektora w regionie (o czym więcej w ramce obok) można już poważnie zastanawiać się na ile odpowiada ona rzeczywistym potrzebom. Dla przypomnienia, cały budżet Funduszu Sprawiedliwej Transformacji w woj. śląskim sięga 2,2 miliarda… euro, co oznacza, że udział środków przeznaczonych na wsparcie uciekających spod topora firm z górniczego zaplecza stanowi nieco ponad 5 proc. z całej puli.

Firmy okołogórnicze zatrudniają więcej pracowników niż same górnictwo

Dokładna wielkość sektora okołogórniczego nie jest dokładnie zbadana. W raporcie Regionalnego Obserwatorium Procesu Transformacji woj. śląskiego można przeczytać, że (w zależności od źródeł) liczba przedsiębiorstw tego typu waha się od ok. 370 do ponad 900 (w zdecydowanej większości są to mikro, małe i średnie firmy) i zatrudniają one od 110 tys. do 130 tys. pracowników. Niezależnie od tego, która liczba jest bliższa prawdy, nie ulega wątpliwości, że w firmach z górniczego zaplecza jest zatrudnionych ok. dwa razy więcej osób niźli w samych spółkach górniczych. Co istotne, nie są one objęte zapisami umowy społecznej, a zatem na żadne świadczenia osłonowe nie mają co liczyć. Stąd też pytani dla potrzeb tegoż raportu pracownicy sektora okołogórniczego widzą dwa możliwe skutki transformacji energetycznej: konieczność przebranżowienia się ich firmy lub jej likwidację (brak wpływu podali jedynie ci, których zakłady wcześniej przygotowały się do wyzwań związanych z tym procesem). Autorzy opracowania szacują, że w ciągu najbliższych 30 lat transformacji w przedsiębiorstwach okołogórniczych, za sprawą likwidacji kopalń, może ubyć od 26,6 tys. (w wariancie optymistycznym) do nawet blisko 76 tys. (w wariancie pesymistycznym) miejsc pracy. Za wariant „prawdopodobny” przyjęli ubytek ponad 50 tys. stanowisk. I jeszcze jedno. Jak można przeczytać w przygotowanej przez Uniwersytet Ekonomiczny w Katowicach na zlecenie Górniczej izby Przemysłowo-Handlowej ekspertyzie poświęconej sytuacji przedsiębiorstw okołogórniczych w Polsce, stopień przygotowania tychże przedsiębiorstw z perspektywy finansowej na likwidację kopalń jest niski.

– Zdecydowana większość przedsiębiorstw okołogórniczych nie tworzy rezerw, a ponad 34 proc. podmiotów nie poczyniło do tej pory żadnych inwestycji zmierzających do pozyskania nowych klientów – napisali autorzy tego opracowania.

Wiatraki szansą dla firm z sektora górniczego i samych górników?

Od dwóch lat pracownicy kopalń przeznaczonych do wygaszenia mogą przejść bezpłatne szkolenie przygotowujące do pracy w charakterze techników i serwisantów turbin wiatrowych (pierwsza tura odbyła się jesienią zeszłego roku). Program „Wiatr – kopalnia możliwości” realizowany jest we współpracy EDF Renewables Polska (spółki-córki francuskiej EDF Renewables, działającej w sektorze energetycznym spółki skarbu państwa), firmy szkoleniowej Vulcan oraz Spółki Restrukturyzacji Kopalń. Łącznie przez cały czas jego realizacji szkoleniem miano objąć od 60 do ok. 90 pracowników górnictwa. Dwutygodniowy kurs, poza częścią praktyczną, obejmuje także naukę specjalistycznych zwrotów i zagadnień w języku angielskim oraz spotkania z ekspertami sektora energetyki wiatrowej. Jak podkreślano, program szkoleniowy jest zgodny ze standardami Global Wind Organisation, Urzędu Dozoru Technicznego oraz Stowarzyszenia Elektryków Polskich, co oznacza, że osoby, które przejdą kurs, będą mogły pracować przy instalacji i serwisowaniu turbin nie tylko w Polsce, ale i na całym świecie.

Michał Wroński, dziennikarz regionalnego serwisu SlaZag.pl

Rządowy program dofinansowania wymiany starych pieców „Czyste Powietrze” przeszedł w ciągu kilku lat istnienia metamorfozę. To, co początkowo było dozwolone i dotowane, czyli montaż nowych pieców węglowych, szybko zostało wycofane z programu. Podobnego posunięcia można się spodziewać w odniesieniu do kotłów gazowych. Postronny obserwator może zadać pytanie: jak to możliwe, że rozwiązania zachwalane jeszcze kilka lat temu jako proekologiczne, z dnia na dzień stają się niedopuszczalne jako szkodliwe dla środowiska?

Zacznijmy od przypomnienia prostej prawidłowości. Skoro rząd przeznacza spore dotacje i zachęty, by dofinansować jakieś przedsięwzięcie, oznacza to, że samo w sobie jest ono kosztowne bądź też deficytowe. Nie ma potrzeby stosowania zachęt finansowych do zakupu samochodów osobowych o napędzie benzynowym, tak samo jak nie trzeba nikogo zachęcać do budowy kopalni złota tam, gdzie to złoto występuje.

Inaczej jest z piecami i ogrzewaniem domów. W Polsce, mającej największe w Europie złoża węgla kamiennego, czymś naturalnym było przez lata ogrzewanie mieszkań węglem. Wydobycie węgla było opłacalne. Do nieopłacalności wydobycia doprowadzono sztucznie m.in. metodami administracyjnymi, w tym wprowadzając system handlu uprawnieniami do emisji dwutlenku węgla. Skoro węgiel drożał, to zwłaszcza uboższa część społeczeństwa używała do ogrzewania tańszych zamienników, spalając odpady, śmieci, plastiki itp. Był to jeden z czynników wpływających na utrzymujący się zły stan powietrza w licznych miejscach na terenie kraju. W czołówce miejscowości z najgorszym stanem powietrza sytuowały się zwłaszcza te położone w kotlinach lub dolinach górskich, takie jak Nowa Ruda, Szczawno-Zdrój, Sucha Beskidzka, Nowy Targ czy Zakopane.

Zanieczyszczenie powietrza z powodu tak zwanej niskiej emisji miało więc w dużej mierze podłoże ekonomiczne. Możliwe były dwie drogi wyjścia z tej sytuacji. Pierwszą było postawienie na krajowy węgiel, czyli na nowoczesne piece o wysokiej sprawności spalania. Wymagałoby to jednak doinwestowania krajowego górnictwa węgla kamiennego, porzucenia programu likwidacji kopalń, a także rezygnacji z narzuconych zewnętrznie przez Unię Europejską ograniczeń finansowych, powodujących sztuczną nieopłacalność korzystania z paliw kopalnych.

Drugim wariantem było dopłacenie ludziom za to, aby odchodzili od węgla i montowali w swoich domach innego rodzaju źródła ogrzewania. Rząd zdecydował się na działania zgodne z wytycznymi władz Unii Europejskiej, czyli na ten właśnie model. Gdy 12 stycznia 2017 r. na konferencji prasowej Prezes Rady Ministrów Mateusz Morawiecki zapowiedział wprowadzenie programu „Czyste powietrze”, w Polsce około 40% gospodarstw domowych używało węgla kamiennego do ogrzewania. Wówczas to jeszcze całkowicie legalna była sprzedaż tych pieców węglowych, które nie spełniały najwyższej, piątej klasy parametrów emisji zanieczyszczeń do atmosfery.

Od podjęcia prac przygotowawczych na szczeblu rządowym do momentu uruchomienia programu „Czyste Powietrze” minęło półtora roku. Prace ruszyły w kwietniu 2017 r. Utworzone zostało stanowisko doradcy w randze pełnomocnika do spraw programu „Czyste Powietrze”. Został nim Piotr Woźny, wcześniej pełniący funkcję podsekretarza stanu w Ministerstwie Cyfryzacji. Początkowe założenia były pluralistyczne. Zdecydowano, że w ramach programu będzie można wymienić stare piece na jedno z kilku różnych źródeł ogrzewania. Dopuszczono więc kotły gazowe kondensacyjne, pompy ciepła, systemy ogrzewania elektrycznego, jak również kotły na paliwo stałe, w tym na węgiel lub biomasę czy kotły olejowe. Umożliwiono też, by o dofinansowanie starały się osoby wznoszące nowe budynki mieszkalne. Podkreślmy to – początkowo z rządowym dofinansowaniem możliwy był zakup pieca węglowego do nowo budowanej willi czy daczy.

Zasady programu „Czyste Powietrze” ogłoszono 7 czerwca 2018 r., oferując dofinansowanie na poziomie od 40% do 90% kosztów inwestycji. Program miał ruszyć z początkiem września, jednak jego start opóźniono i w rzeczywistości rozpoczął się w środę 19 września 2018 r. Pierwotnie składanie wniosków o dofinansowanie wymiany pieców dopuszczono w obu formach: tradycyjnej papierowej jak i elektronicznej. Warto zaznaczyć, że ta pierwsza jest bardziej zrozumiała i naturalna dla wielu osób w starszym wieku.

Jak wynikało z raportu Instytutu Ekonomii Środowiska, w tamtym czasie w Polsce około 3 mln 800 tys. gospodarstw domowych używało do ogrzewania węgla. Szacunki mówiły, że było to około 70% domów jednorodzinnych. Obliczano, że z tego około 1 mln 500 tys. pieców stanowiły stare kotły zasypowe, uznawane za główne źródło zanieczyszczeń. Było więc co wymieniać.

W pierwszym roku kalendarzowym program „Czyste Powietrze” posiadał istotny mankament. Otrzymana dotacja traktowana była jako dochód, od którego trzeba było zapłacić podatek. Po kilku miesiącach zrezygnowano z tej zasady, zmieniając odpowiednio przepisy tak, aby z początkiem stycznia 2019 r. dotacja nie była zaliczana do dochodu.

Pierwsze trzy lata funkcjonowania programu pokazały, że osoby z niego korzystające wybierały różne rodzaje źródeł ogrzewania do swych domów. Jeśli chodzi o kotły na węgiel, to w latach 2018-2019 zamontowano ich 2405, a w 2020 r. znacznie więcej, bo 9069. Dla porównania, kotły olejowe cieszyły się śladową popularnością. W 2018 i 2019 r. łącznie zamontowano ich zaledwie 14, a w 2020 r. tylko 60. Mało kto też montował systemy ogrzewania elektrycznego: w latach 2018-2019 było 131 takich przypadków, a w 2020 r. – 788. Niewiele osób decydowało się na przyłączenia do sieci ciepłowniczej. Od września 2018 r. do końca 2019 r. odnotowano 33 takie przyłączenia, a w 2020 r. nieco więcej, bo 128.

Największą popularnością cieszyły się w tym okresie kotły gazowe, wybierane przez około 40% osób korzystających z „Czystego Powietrza”. Kotły na biomasę to około 25% zrealizowanych wniosków, a kotły na węgiel – 16%. Jak łatwo policzyć, tylko te trzy rodzaje kotłów na paliwa stałe obejmowały ponad 80% wniosków. Dla porównania – na pompy ciepła zdecydowało się w tym czasie 17% beneficjentów.

Niedługo potem się okazało, że 2021 r. był ostatnim, w którym montaż wysokosprawnych kotłów węglowych pozwalał na uzyskanie dofinansowania. Tylko ci, którzy zdążyli z zakupem i z fakturą za towar do 31 grudnia 2021 r., mieli na to szansę.

Wycofanie dofinansowania kotłów węglowych nie wynikało oczywiście z reakcji na opublikowanie jakichś nowych badań naukowych odnośnie szkodliwości różnych rodzajów ogrzewania dla powietrza. Była to decyzja polityczna, będąca kolejnym krokiem w stronę rugowania węgla kamiennego.

Na tym jednak może się nie skończyć. W połowie kwietnia 2024 r. prezes Narodowego Funduszu Ochrony i Środowiska Dorota Zawadzka-Stępniak w wypowiedzi dla Dziennika Gazety Prawnej odniosła się do kwestii dalszego dofinansowania pieców gazowych w ramach programu „Czyste Powietrze”. Stwierdziła, że NFOŚiGW zdaje sobie sprawę, że perspektywa ewentualnego wycofania dotacji dla pieców gazowych wywołuje niezadowolenie w społeczeństwie i to zarówno wśród producentów tego rodzaju kotłów jak i wśród ich użytkowników. Mimo tego niezadowolenia zwróciła uwagę na konieczność zastanowienia się, czy jest sens dotować technologię, od której trzeba będzie odchodzić. Jej zdaniem, rok 2024 to ostatni moment, by podjąć decyzję o dalszym dofinansowaniu pieców gazowych w ramach programu.

Innymi słowy, z piecami gazowymi trzeba się będzie pożegnać nie z powodu braku gazu, ale ze względu na zakwalifikowanie ich przez grona decyzyjne Unii Europejskiej do nieakceptowalnych źródeł ogrzewania. Z piecami gazowymi może być więc tak, jak z wysokosprawnymi piecami węglowymi. Najpierw były zachwalane jako proekologiczne, a zaledwie kilka lat później ludzie staną przed perspektywą, że po jakimś czasie będą je musieli i tak wymienić na coś innego. Jak nietrudno zgadnąć, na technologię droższą od dotychczasowych. Bo gdyby była tańsza, nikogo nie trzeba by było do niej namawiać przez system zachęt i dopłat. A te ostatnie finalnie i tak czynione są z naszych podatków.

Na koniec przypomnienie. W 2019 r. rząd szacował, że przez 10 lat funkcjonowania programu „Czyste Powietrze” zostanie wymienionych około 3 mln starych pieców w budynkach jednorodzinnych. Obecne szacunki mówią, że po pięciu latach wymieniono znacznie mniej, bo około 530 tys. pieców. Na czele klasyfikacji plasuje się miasto Rybnik, w którym do końca 2023 r. złożono 6481 wniosków o dofinansowanie. Czas płynie. Ci, którzy się dotąd nie zdecydowali, mają coraz mniejszy wybór. Pieniędzy na piec węglowy już nie dostaną, za jakiś czas zapewne i na piec gazowy…

Tomasz Rzeczycki

Barbórka i górnicze tradycje mają szansę zyskać status niematerialnego dziedzictwa kulturowego ludzkości. Wspólny polsko-austriacko-luksemburski wniosek w tej sprawie został już złożony do Sekretariatu Konwencji UNESCO 2003 i obecnie czeka na rozpatrzenie. W swej części Polska ujęła pięć punktów: barbórkowe obchody górników węgla kamiennego na Górnym Śląsku i w Wałbrzychu, tradycje barbórkowe oraz kult św. Kingi wśród górników solnych w Bochni i Wieliczce, zwyczaje związane z kultem św. Barbary i tradycje górników kruszcowych na ziemi tarnogórskiej oraz tradycje kulturowe górniczych orkiestr dętych z Górnego Śląska.

W kolejce po światowy certyfikat wyjątkowości

– W obliczu zaniku materialnego górniczego dziedzictwa kulturowego, niematerialne dziedzictwo górnicze jest głównym narzędziem utrzymania tożsamości przodków, których praca ukształtowała środowisko, w którym żyją dziś depozytariusze. W obliczu nieuniknionych zmian gospodarczych trwałość niematerialnego dziedzictwa górniczego zależy od siły jego depozytariuszy – te dwa zdania z wniosku, jaki pod koniec marca trafił do Sekretariatu Konwencji UNESCO 2003, można uznać za swego rodzaju syntezę tego, co w najbliższych latach czeka kształtowaną przez minione kilka wieków górniczą tradycję.

Czy powstałe wokół konkretnego sektora gospodarki i jego pracowników obyczaje, kultura i swoisty etos mogą przetrwać w sytuacji, gdy branża ta zakończy działalność i nie będzie już komu wykonywać związanych z nią zawodów? Sygnatariusze wspomnianego wniosku mają nadzieję, że odpowiedź na to pytanie jest twierdząca. Mają też nadzieję, że konsekwencją złożenia tego wniosku będzie wpisanie Barbórki i górniczych tradycji na prowadzoną przez UNESCO Listę reprezentatywną niematerialnego dziedzictwa kulturowego ludzkości.

To prestiżowe zestawienie, gdzie Polska ma obecnie zaledwie sześć elementów (pięć lat temu jako pierwsze trafiło tam szopkarstwo krakowskie, jako ostatni w ubiegłym roku wpisany został polonez), a wśród tradycji pochodzących z innych stron świata można znaleźć takie perełki jak brazylijska Samba de Roda, gruziński śpiew polifoniczny, japoński teatr kabuki, obchody La Día de los Muertos (Dzień Zmarłych) w Meksyku, turecki taniec derwiszów, chińska kaligrafia i teatr cieni, Festiwal Smoczych Łodzi na rzece Jangcy, hiszpańskie flamenco, sztuka tkania dywanów w Iranie, portugalskie fado, indyjska joga, kubańska rumba, czy jamajskie reggae. Mówiąc krótko, obecność na tejże liście to swoisty certyfikat wyjątkowości.

Porozumienie ponad granicami. Górnicy z trzech krajów Europy chcą chronić swą tradycję

Wniosek do UNESCO to wspólna inicjatywa Polski, Austrii i Luksemburga. Prace nad nim już pięć lat temu rozpoczęło Muzeum Górnictwa Węglowego w Zabrzu. Ta sama placówka zresztą koordynowała działania, których efektem było wpisanie w 2018 r. obchodów Barbórki górników węgla kamiennego na Górnym Śląsku na prowadzoną przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego we współpracy z Narodowym Instytutem Dziedzictwa Krajową listę niematerialnego dziedzictwa kulturowego. Cztery lata później na tej liście umieszczono barbórkowe obchody w Wałbrzychu, zaś w roku 2023 – tradycje barbórkowe oraz kult św. Kingi wśród górników solnych kopalni w Bochni i Wieliczce, zwyczaje związane z kultem św. Barbary i tradycje górników kruszcowych na ziemi tarnogórskiej, a także tradycje kulturowe górniczych orkiestr dętych z Górnego Śląska.

Wszystkie te pięć elementów stanowi polski wkład w ów wspólny, międzynarodowy wniosek do Sekretariatu Konwencji UNESCO 2003. W prace nad jego przygotowaniem włączyli się górnicy węgla kamiennego z Górnego Śląska i Wałbrzycha, górnicy soli z Bochni i Wieliczki, potomkowie górników rud z Tarnowskich Gór i członkowie górniczych orkiestr dętych z Górnego Śląska. Podobnie jak włączyli się też górnicy rud metali, węgla i magnezytu z Karyntii (Bad Bleiberg) i Styrii, a także górnicy rud żelaza, miedzi i łupków z luksemburskich regionów Minett, Haut-Martelange i Stolzembourg.

Zwrócili oni uwagę, że coroczne obchody ku czci św. Barbary „obejmują uroczystości religijne i świeckie dla górników oraz społeczności lokalnych w miejscowościach górniczych i pogórniczych”. W tym kontekście wskazali na przemarsze i parady często prowadzone przez górnicze orkiestry dęte, a także karczmy i biesiady, w trakcie których mają miejsce tradycyjne rytuały (w rodzaju „skoku przez skórę”) wprowadzające kandydatów do zawodu.

– Kultura górnicza obejmuje również socjolekt służący do komunikowania się podczas pracy oraz wyrażania więzi międzyludzkich i emocji. Jego najczęstszym przejawem są pozdrowienia używane w każdym kraju: „Szczęść Boże!”, „Glück Auf!”, „Gléck Op!”. Powszechność socjolektu przyczyniła się do powstania folkloru słowno-muzycznego. Tworzenie nowych pieśni i modyfikacja istniejących są częścią codziennych i świątecznych tradycji – czytamy we wniosku.

Wpis to dopiero początek drogi. Potrzebny jest program ochrony: lokalny, regionalny, krajowy i międzynarodowy

Spodziewany wpis na Listę reprezentatywną niematerialnego dziedzictwa kulturowego ludzkości ma nastąpić podczas sesji Komitetu Międzyrządowego ds. Ochrony Niematerialnego Dziedzictwa Kulturowego w grudniu 2025. Co potem? Pytanie to jest o tyle istotne, że dla zachowania górniczej tradycji ważny będzie nie tylko wszakże sam wpis.

– Jesteśmy przekonani, że wpis „Barbórki i tradycji górniczych” na Listę reprezentatywną niematerialnego dziedzictwa kulturowego ludzkości umocni przywiązanie do tych wartości w naszym środowisku i będzie stanowić dobry przykład dla innych tradycji w Polsce i za granicą – czytamy w deklaracjach zgody depozytariuszy załączonych do wniosku do UNESCO.

Wśród owych depozytariuszy znajdziemy spółki z sektora wydobywczego, Wyższy Urząd Górniczego, branżowe związki zawodowe, lokalne stowarzyszenia, kluby emerytów, górnicze orkiestry dęte, samorządowców oraz duchownych. Od ich postawy, aktywności i zaangażowania zależeć będzie na ile ten wyrażony na papierze optymizm znajdzie pokrycie w rzeczywistości. W ślad za ewentualnym wpisem na Listę reprezentatywną niematerialnego dziedzictwa kulturowego ludzkości będą musiały bowiem pójść konkretne działania związane z ochroną obchodów Barbórki i górniczych tradycji – dokumentowanie ich, prowadzenie badań naukowych, oparta na ich wynikach edukacja oraz popularyzacja tego święta.

– Ten program ochrony będzie musiał mieć swój wymiar lokalny, regionalny, krajowy i międzynarodowy. Co istotne, jego prowadzenie będzie monitorowane – mówi dr Beata Piecha-van Schagen z Muzeum „Górnośląski Park Etnograficzny w Chorzowie”, która opracowała wniosek wysłany do Sekretariatu Konwencji UNESCO 2003.

Michał Wroński, dziennikarz regionalnego serwisu SlaZag.pl

Zobacz pozostałe numery

Sporo się u nas dzieje.

Bądź zawsze na bieżąco.

ZAPISZ SIĘ DO NEWSLETTERA