Polska chciała ceł od emisji CO2 na granicach UE. Udało się. Ale jest jeden haczyk…4
Chiny chcą mocnego ożywienia gospodarczego – węgla będzie brakowało 5
Tereny pogórnicze: szanse i wyzwania 6
Czy spółdzielnia energetyczna pozwala oszczędzać energię? 8
Famur mocniej stawia na transformację energetyczną i zmienia nazwę 9
Rzutem na taśmę wprowadzane są zmiany w uchwałach antysmogowych 11
Specustawa w sprawie atomu – radykalne przyspieszenie? 14
Dąbrowa Górnicza tylko z nazwy? 15
Wojna na algorytmy 16
Po co komu grunt ze szkodami górniczymi w pakiecie? Bo chce budować domy…18
Eko-Plus, czyli jak funkcjonuje mała kopalnia węgla kamiennego 22
PGE inwestuje w gigantyczną farmę fotowoltaiczną. Prąd trafi do 50 tys. gospodarstw domowych 24
Ważne zmiany własnościowe w polskim górnictwie i energetyce 25
Ucieczki górników na Zachód 26
Podziemny Olkusz z górniczymi akcentami 27
Elektromobilność samorządów pod coraz większym znakiem zapytania? 29
Rozbark – 100 lat pamięci o największej górniczej tragedii 30
Obrazy z ukrytych światów 31
Górniczy Koncert Noworoczny 34
Famur będzie działał w nowej strukturze biznesowej Grupy TDJ, którą nazwano Grenevia. Ma to sygnalizować szybsze przejście w kierunku zielonej transformacji i mocniejsze postawienie na energetykę słoneczną, wiatrową oraz baterie do pojazdów elektrycznych. Nie zapomniano jednak o sektorze górniczym.
Spółka Famur po zmianie nazwy na Grenevia będzie integrowała i rozwijała działalność czterech segmentów biznesowych: fotowoltaiki wielkoskalowej i rozwiązań fotowoltaicznych dla biznesu skoncentrowanych w spółce Projekt Solartechnik; systemów bateryjnych, magazynów energii i elektromobilności w ramach firmy Impact Clean Power Technology; urządzeń z zakresu automatyki dla przemysłu, jak również rozwiązań dla sektora dystrybucji energii na bazie spółki Elgór+Hansen; z kolei technologie i produkty dla sektora wydobywczego i energetyki wiatrowej pozostaną w ramach Famur.
Przyspieszenie realizacji zielonej transformacji
– Nowa struktura oraz nazwa to efekt przyspieszenia realizacji zielonej transformacji Grupy. Celem długoterminowym Grenevii jest wsparcie budowy niskoemisyjnej i zrównoważonej gospodarki – wyjaśnia grupa. Grupa ogłosiła również Strategię Zrównoważonego Rozwoju na lata 2023-2030. W horyzoncie do roku 2030 Grenevia zredukuje w ramach aktualnej działalności emisję gazów cieplarnianych o 40 proc. i jednocześnie – w efekcie rozwoju nowych segmentów biznesowych – uniknie emisji nawet do 2,3 mln ton CO2. Do końca 2024 r. spółka zamierza także osiągnąć ok. 70 proc. przychodów z innych źródeł niż sektor węgla energetycznego oraz zmienić swój miks energetyczny, który w ok. 35 proc. będzie oparty o OZE.
Transformacja grupy Famur trwa już kilka lat
Na podstawie ogłoszonych w 2021 r. nowych kierunków strategicznych, grupa Famur zdywersyfikowała swoją działalność biznesową, przekształcając się w holding inwestujący w zieloną transformację. Pierwszym krokiem było wejście w 2021 r. w sektor fotowoltaiki wielkoskalowej oraz rozwiązań fotowoltaicznych dla sektora B2B. W 2022 r. zaangażowała się z kolei w obszar energetyki wiatrowej, opierając się o wieloletnie doświadczenie i kompetencje w projektowaniu i budowie urządzeń dla przemysłu. W tym samym roku grupa zainwestowała także w kolejny perspektywiczny obszar OZE – systemy bateryjne, elektromobilność i magazyny energii. Rok 2022 to również dywersyfikacja biznesowa Elgór+Hansen. Spółka weszła w obszar rozwiązań dla sektora dystrybucji energii, budując m.in. stacje transformatorowe dla OZE. W ten sposób powstał wieloobszarowy holding, którego rozwój wymagał zdefiniowania nowych ram organizacyjnych.
– Nowa struktura i nazwa holdingu to otwarcie kolejnego etapu naszej historii, w który wkraczamy z jasną wizją, kim chcemy być i jak zamierzamy osiągać stawiane sobie cele. W tej klarownej strukturze chcemy skoncentrować się na budowie wartości poszczególnych segmentów i tym samym aktywnie wspierać budowę niskoemisyjnej gospodarki. Nazwa z kolei wprost nawiązuje do zielonej (Grene) drogi (via), jaką idziemy jako firma w związku z nowym kierunkiem ogłoszonym w maju 2021 r. – mówi Mirosław Bendzera, prezes Famur SA.
Atrakcyjna platforma dla inwestorów
– Mamy świadomość odpowiedzialności organizacji w wymiarze społecznym, środowiskowym i gospodarczym oraz obecnej sytuacji makroekonomicznej, tym samym ogłoszona Strategia Zrównoważonego Rozwoju jest wyrazem naszych ambicji oraz deklaracją aktywnych działań w zakresie zrównoważonego rozwoju, które pozostają spójne ze strategią biznesową naszej Grupy – dodaje Mirosław Bendzera.
Grenevia ma ambicje być atrakcyjną dla inwestorów giełdowych platformą do lokowania swoich środków w projekty korzystające z trendu zielonej transformacji. Grupa będzie jednocześnie kontynuować pozyskiwanie zielonego finansowania, korzystając z optymalnych, dostępnych na rynku rozwiązań. Grenevia będzie przykładała szczególną wagę do realizacji dalszej transformacji równomiernie uwzględniającej aspekty ekonomiczne, środowiskowe i społeczne. Działając w oparciu o zasady zrównoważonego inwestowania, będzie wspierać spółki portfelowe w zakresie finansowym, organizacyjnym, a także w realizacji kolejnych transakcji przejęć i akwizycji. Przykładem tego może być chociażby pozyskanie i uruchomienie finansowania typu project finance na budowę farm fotowoltaicznych dla spółki Projekt-Solartechnik.
– TDJ będąc stabilnym i długoterminowym inwestorem grupy Famur, przez lata skutecznie wspierał ją w osiągnięciu pozycji lidera na rynku maszyn górniczych. Przyszedł czas na nowe cele. Od dwóch lat wspieramy spółkę w procesie jej zielonej transformacji. Dzisiaj jest symboliczny dzień, w którym nadajemy tej nowej, zielonej drodze imię – Grenevia. Chcemy, aby spółka stała się wzorowym przykładem zaplanowanej i wdrożonej transformacji, gdzie z szacunkiem i troską o istniejących klientów, koncentrujemy się na budowie zupełnie nowego biznesu, z korzyścią dla środowiska, pracowników i akcjonariuszy – komentuje Tomasz Domogała, przewodniczący rady nadzorczej i właściciel TDJ.
Strategia zrównoważonego rozwoju
Realizacja Strategii Zrównoważonego rozwoju ma pomóc w osiągnięciu takich celów jak uniknięcie emisji do roku 2030 nawet do 2,3 mln ton CO2 w efekcie rozwoju nowych segmentów biznesowych. Zaplanowano redukcję emisji gazów cieplarnianych o 40 proc. do 2030 r. (w stosunku do roku 2021), założono również zmianę miksu energetycznego Grupy – ok. 35 proc. wykorzystywanej energii ma do końca 2024 pochodzić z OZE. Ulec ma także zmiana struktury przychodów – do końca 2024 ok. 70 proc. przychodów ma nie być związanych z sektorem węgla energetycznego, głównie dzięki rozwojowi nowych segmentów biznesowych. Jak wyjaśniono, wybór tych celów jest konsekwencją dogłębnej analizy globalnych megatrendów, na czele z paradygmatem redukowania emisji oraz odpowiedzialnego wykorzystania zasobów będących katalizatorami dla transformacji energetycznej światowej gospodarki. Strategia w bezpośredni sposób wspiera Cele Zrównoważonego Rozwoju ONZ, wzmacniając zaangażowanie Grupy w rozwiązywanie globalnych problemów. W ramach strategii zdefiniowano 22 projekty wdrożeniowe. W proces opracowania Strategii Zrównoważonego Rozwoju Grupy Grenevia na lata 2023-2030 zaangażowana była firma doradcza EY.
– Jesteśmy dumni, że mogliśmy wspierać spółkę w jej przełomowym procesie transformacji. Jest to jeden z pierwszych projektów w regionie, który w tak kompleksowy sposób i jednoznacznie wpisuje zrównoważony rozwój w DNA i sposób działania organizacji. A jednocześnie jasno wskazuje, jak Grupa chce budować długoterminową wartość dla biznesu i interesariuszy, przyczyniając się do poprawy jakości funkcjonowania otoczenia w jakim żyjemy. Wierzymy, że rozpoczęte już wdrożenie Strategii Zrównoważonego Rozwoju, ugruntuje pozycję Grupy jako lidera zielonej transformacji i będzie punktem odniesienia dla innych – mówi dr Marcin Witkowski, menedżer EY.
Dobre wyniki finansowe pomimo kłopotów Rosji
Grupa Famur nie przedstawiła jeszcze wyników finansowych za cały rok 2022. Ich prezentacja jest zaplanowana na kwiecień 2023 r. Możemy sprawdzić na razie wyniki Famuru za pierwsze trzy kwartały 2022 r. W tym okresie grupa wypracowała 857 mln zł przychodów, co oznacza wzrost o 18 proc. względem tego samego okresu roku 2021. Przeważająca większość – bo 818 mln zł – to przychody w segmencie maszyn górniczych (12 proc. wzrostu rok do roku). Grupa miała także 39 mln zł przychodów z segmentu fotowoltaiki. Rok 2022 to pierwszy pełny okres konsolidacji segmentu. W okresie pierwszych dziewięciu miesięcy 2022 r. grupa Famur miała 283 mln zł zysku EBITDA, o 22 proc. więcej niż rok wcześniej. Spadł jednak zysk netto: z 99 mln zł w okresie pierwszych trzech kwartałów 2021 r. do 70 mln zł w tym samym okresie roku 2022. Famur tłumaczy, że spadek zysku netto to efekt straty z działalności zaniechanej, głównie w wyniku utraty kontroli operacyjnej nad rosyjską spółką zależną OOO FAMUR w drugim kwartale 2022 r.
Dariusz Ciepiela
Autor jest dziennikarzem portalu WNP.PL i magazynu Nowy Przemysł
Jak Śląsk długi i szeroki, inwestorzy starają się omijać działki dotknięte szkodami górniczymi, choć nie zawsze im się ta sztuka udaje. Tak przynajmniej było do tej pory. Niedawno jednak pojawiła się firma, która w całym regionie takiej właśnie „roztrzęsionej” nieruchomości poszukiwała. Znalazła ją w Bytomiu, a historia może mieć swój finał na dalekiej Islandii. Co taki scenariusz mógłby oznaczać dla Śląska, dla tutejszego budownictwa oraz dla samych górniczych spółek?
„Wnioskodawca (…) zainteresowany jest zawarciem umowy dzierżawy nieruchomości położonej na obszarze, na którym występują szkody górnicze, w celu przeprowadzenia projektu badawczo-rozwojowego polegającego na budowie na tego typu obszarze budynku wielomieszkaniowego o konstrukcji szkieletowej drewnianej, z zastosowaniem rozwiązań konstrukcyjnych zapewniających stabilność i wytrzymałość na naprężenia wywołane przez wstrząsy sejsmiczne” – tak brzmi pierwsze zdanie uzasadnienia do uchwały przyjętej w grudniu przez radę miasta Bytomia. Uchwały, na mocy której samorząd Bytomia wydzierżawił krakowskiej spółce Modular Wood na okres 15 lat zajmującą 2000 m. kw. działkę w dzielnicy Miechowice.
Krakowska firma na całym Śląsku szukała „roztrzęsionej” działki
Jeśli po cytacie z uzasadnienia uchwały ktoś jeszcze nie dowierza, to śpieszymy wyjaśnić i zarazem rozwiać wszelkie wątpliwości – tak, krakowski inwestor chciał postawić budynek mieszkalny właśnie na gruncie wystawionym na działanie szkód górniczych.
– W ramach projektu chcielibyśmy zrealizować dwa budynki mieszkalne trzykondygnacyjne: pierwszy prototypowy na Śląsku na terenach obciążonych sejsmicznie, aby sprawdzić jak „pracuje obiekt” i drugi referencyjny na terenach bez aktywności sejsmicznej – potwierdza Agnieszka Theuer, architekt z krakowskiej firmy. Jak dodaje, zapytania z prośbą o wskazanie potencjalnej nieruchomości nadającej się do takiego zadania spółka wysłała praktycznie do wszystkich gmin górniczych w regionie. Pozytywnie odpowiedział tylko Bytom sugerując jako „poligon” działkę o II i III kategorii szkód górniczych położoną przy ul. Elektrownia w Miechowicach (w rejonie tym fedruje należąca do Grupy Węglokoks kopalnia Bobrek-Piekary).
– W Miechowicach mamy czynny obszar górniczy, są i będą jeszcze występowały oddziaływania górnicze – tłumaczył podczas grudniowej sesji Włodzimierz Drogoś, naczelnik wydziału obrotu nieruchomościami bytomskiego ratusza.
W rzeczy samej, skutki oddziaływań górniczych w tej części miasta widać, chociażby w postaci ostrzeżeń przy DK 88, tworzących się po deszczach zalewisk, czy spękanych ścian kamienic, choć jeśli ktoś spodziewa się akurat przy wspomnianej ul. Elektrownia znaleźć ledwo trzymające się, podparte stemplami budynki, to może poczuć się nieco rozczarowany. Po jednej stronie ulicy znajdzie kilkupiętrowe, pozbawione takiej „dekoracji” bloki oraz czynne zakłady produkcyjne, a po drugiej zaś stronie jego oczom ukażą się nieużytki. Nic do czego można by z miejsca doczepić etykietkę „walącego się w gruzy Bytomia”. Aczkolwiek warto zaznaczyć, że wydana dekadę temu koncesja na wydobycie węgla ze złoża Bobrek-Miechowice 1 obowiązywać ma do roku 2040. Tak więc krajobraz w rejonie wytypowanej do testów działki może się jeszcze zmienić.
Chcą zacząć z projektem w Bytomiu, a skończyć na… Islandii
Po co budować dom na działce ze szkodami górniczymi? Niejeden z nas (zwłaszcza jeśli miał okazję mieszkać w budynku, gdzie krzywe ściany i podłogi były normą, a kołyszący się co jakiś czas żyrandol i trzęsące się szklanki w szafce nikogo nie dziwiły) na taki pomysł mógłby znacząco się postukać w czoło.
Kluczem do odpowiedzi na to pytanie jest profil zainteresowanej „roztrzęsioną” działką firmy. Jak tłumaczą jej przedstawiciele, specjalizuje się ona w budowie drewnianych domów prefabrykowanych dla krajów skandynawskich. Co istotne, wywodzi się z firmy Yabimo, która od wielu lat znana jest głównie w Islandii, Norwegii oraz Szwecji, specjalizując się w konstrukcjach stalowych. Oba te podmioty (tj. Modular Wood we współpracy z Grupą Yabimo) chcą pozyskać z funduszy europejskich wsparcie na projekt badawczo-rozwojowy zakładający budowę wielokondygnacyjnych obiektów mieszkalnych. –
– Celem projektu jest opracowanie technologii do produkcji drewnianych lub mieszanych modułów szkieletowych przeznaczonych na cele mieszkalne z zastosowaniem rozwiązań konstrukcyjnych zapewniających stabilność, wytrzymałość na naprężenia sejsmiczne oraz ich optymalizację do transportu lądowego i morskiego – informuje nas Agnieszka Theuer.
Jak można usłyszeć w firmie, testowane w Bytomiu domy, o ile zdałyby ten praktyczny „egzamin, mogłyby następnie zostać skierowane do sprzedaży na Islandii. I w tym momencie wszystko zaczyna się układać w logiczną całość. Położona na północnym Atlantyku Islandia znana jest bowiem nie tylko z pięknych, surowych krajobrazów, zorzy polarnej, kulinarnych osobliwości, utworów ekscentrycznej piosenkarki Björk, ale także z dużej aktywności sejsmicznej. Wynika to z położenia tej wyspy na styku dwóch płyt tektonicznych – eurazjatyckiej i północnoamerykańskiej. Efekt? Liczba wstrząsów potrafi tam osiągać kilkaset tygodniowo, a kilka tysięcy rocznie. Choć bywają również takie okresy, kiedy ziemia jest jeszcze bardziej roztrzęsiona – dość powiedzieć, że zimą i wiosną 2021 r. w ciągu kilku zaledwie tygodni odnotowano na Islandii kilkadziesiąt tysięcy wstrząsów, z których najsilniejsze miały siłę ponad 5 stopni w skali Richtera. Tak silne ruchy stanowią margines, większość jest znacznie słabsza (część z nich są w stanie zarejestrować tylko sejsmografy), co czyni je podobnymi do wstrząsów znanych ze „śląskiego podwórka”.
Biorąc pod uwagę te uwarunkowania, są powody, by sądzić, że uzyskane w trakcie bytomskiego pilotażu wyniki (wywołujące medialne poruszenie wstrząsy, do jakich doszło w tym mieście w roku 2008, czy 2019 r. sięgały 3,7 stopnia w skali Richtera) mogą faktycznie wzbudzić na Islandii pewne zainteresowanie. Być może zresztą nie tylko tam. Szkieletowe drewniane konstrukcje domów stosowane są bowiem także w Japonii i podczas występujących tam trzęsień ziemi podobno w miarę nieźle wytrzymują małe i średnie wstrząsy. Poszukiwania rozwiązań konstrukcyjnych zapewniających budynkom odporność na ruchy sejsmiczne prowadzone są również w amerykańskiej Kalifornii, we Włoszech czy na Tajwanie.
Przebieg pilotażu uważnie obserwować będą nie tylko naukowcy
Budowa pilotażowego domu na „roztrzęsionej” działce w Miechowicach miałaby się rozpocząć w przyszłym roku, albowiem najbliższe miesiące upłyną pod znakiem dopinania niezbędnych formalności i wyczekiwania na ogłoszenie konkursów w programach, gdzie dystrybuowane będą fundusze z UE. Kiedy już stanie się ona faktem, zachowanie się 3-piętrowej konstrukcji uważnie monitorować mają naukowcy z Politechniki Krakowskiej.
– W zależności od tego w jaki sposób projekt zostanie zrealizowany i czym się zakończy, inwestor zakłada przekazanie nam tego obiektu po zakończeniu okresu dzierżawy z możliwością jego zasiedlenia jeśli wyniki przeprowadzonych badań będą pozytywne – przekazał radnym w trakcie grudniowej sesji naczelnik Drogoś.
Można przypuszczać, że zachowaniu się budynku przyglądać się będą nie tylko naukowcy z krakowskiej Politechniki. Pomysł stworzenia domu odpornego na wstrząsy akurat na Śląsku musi budzić zainteresowanie także osób spoza środowiska nauki: budowlańców, architektów, zarządców nieruchomości oraz rzecz jasna mediów i zwykłych mieszkańców. Trudno zresztą, aby było inaczej. Nie jest to bowiem bynajmniej „akademicki” temat. Jeszcze przed niespełna dekadą obszary będące pod wpływem eksploatacji górniczej stanowiły około 22 proc. powierzchni Bytomia, co miało swoje oczywiste konsekwencje. Kilka lat temu w Miechowicach ponad 40 budynków ze względu na szkody górnicze objętych zostało specjalnym nadzorem. Mieszkańcy zastanawiali się wtedy, czy ich udziałem nie stanie się historia, która na początku minionej dekady rozegrała się na terenie sąsiadującej z Miechowicami dzielnicy Karb. Z uszkodzonych na skutek szkód górniczych budynków (dochodziło w nich do pękania i przesuwania ścian oraz uszkodzeń w przewodach kominowych) trzeba było tam wykwaterować kilkaset osób. O sprawie było głośno w całej Polsce. Rozwój wypadków w Bytomiu relacjonowały wszystkie stacje i serwisy informacyjne w kraju, a usuwaniu szkód górniczych w mieście zaczęła przyglądać się Najwyższa Izba Kontroli. Dzisiaj po ewakuowanych wówczas budynkach nie ma już żadnego śladu – wobec skali zaistniałych w nich deformacji po prostu zostały rozebrane. Sam temat uciążliwości związanych z fedrowaniem jednak nie zniknął. Od listopada w Karbiu trwa remont zabytkowego, wzniesionego na początku XX w., kościoła pw. Dobrego Pasterza, który od lat boryka się ze skutkami szkód górniczych.
– Zaczniemy od wykonania dwóch podstawowych rzeczy: żelbetowej opaski wokół kościoła, żeby go choć trochę ustabilizować, i naprawy, stabilizacji murów kościoła – wyjaśniał wiernym ksiądz Konrad Krzyż, proboszcz parafii pw. Dobrego Pasterza, gdy ruszały prace remontowe. W kolejnych etapach ma zostać przeprowadzone umocnienie fundamentów w celu zabezpieczenia świątyni na wypadek ewentualnych przyszłych szkód górniczych, naprawa wież i dachów, a zwieńczeniem całości mają być inwestycje zmierzające do zapewnienia kościołowi energetycznej niezależności. O skali całego przedsięwzięcia najlepiej niech świadczy fakt, że jego przeprowadzenie może zająć od czterech do pięciu lat.
Konstrukcja wytrzyma o ile zadba się o odpowiednie fundamenty
Na ile ewentualny sukces zapowiadanego przez krakowską firmę pilotażu mógłby odmienić realia funkcjonowania budownictwa mieszkaniowego na Górnym Śląsku i Zagłębiu? Wizja odpornych na wstrząsy domów jest niezwykle kusząca ze względu rozległość obszarów, gdzie szkody górnicze występują oraz fakt, że nawet definitywne zakończenie eksploatacji w jakimś miejscu nie oznacza jeszcze ustania deformacji na powierzchni. Kusząca dla deweloperów i osób marzących o własnym M, ale też kusząca dla samych spółek wydobywczych, które na usuwanie szkód górniczych regularnie wydają niemałe kwoty. Dość zresztą powiedzieć, że w 2020 r. kopalnie samej tylko Jastrzębskiej Spółki Węglowej wydały na ten cel 100 mln złotych. Jeszcze więcej, bo przeszło 130 mln zł w tym samym roku na usuwanie szkód górniczych i zabezpieczanie budynków przed wpływami eksploatacji przeznaczyła Polska Grupa Górnicza, a w kolejnych latach kwota ta jeszcze wzrosła, sięgając 152,5 mln zł w roku 2022 (łącznie w latach 2020-2022 PGG wydała na ten cel niemal 421 mln zł).
Oczywiście, sztuka zabezpieczania budynków przed negatywnymi skutkami wydobycia węgla kamiennego „kwitnie” od dziesięcioleci. Obejmuje ona przede wszystkim analizę nachylenia terenu i uwzględniające ten czynnik odpowiednie zaprojektowanie konstrukcji obiektu (szczególny nacisk kładziony jest na symetryczny kształt i stałą wysokość, w razie potrzeby zapewnienie dylatacji), a także umieszczenie dodatkowych zbrojeń żelbetowych fundamentów, wieńców i nadproży. Nie jest więc tak, że do tej pory budowano nie próbując zabezpieczać powstających obiektów przed skutkami podziemnej eksploatacji. Inna sprawa, że o efektach tych zabiegów pewnie można by dyskutować. Eksperci pytani o to, czy szkieletowe konstrukcje drewniane mogą otworzyć w tej sztuce „nowy rozdział” są (co nie dziwi) dosyć ostrożni.
– Owszem, możliwe jest stosowanie takiej konstrukcji na terenach objętych szkodami górniczymi, gdyż konstrukcja drewniana jest na tyle wiotka, że łatwo dopasowuje się do deformacji, przy czym wymaga to zastosowania odpowiednich fundamentów. I te ograniczenia trzeba brać pod uwagę – tłumaczy prof. Leszek Szojda z Katedry Inżynierii Budowlanej Wydziału Budownictwa Politechniki Śląskiej. Jak doprecyzowuje, fundamenty musiałyby być w takiej sytuacji odpowiednio masywne, gdyż o ile sama konstrukcja z drewna może wiele naprężeń znieść bez ryzyka wystąpienia deformacji, to już elementy wykończeniowe takiego budynku mogłyby się okazać podatne na wstrząsy.
– Co samo w sobie nie stanowiłoby zagrożenia dla konstrukcji, ale nie byłoby tolerowane przez użytkowników takiego budynku – mówi prof. Szojda.
Mówiąc wprost, mogłoby się okazać, że z punktu widzenia potencjalnego lokatora mieszkanie w takim budynku wiązałoby się z analogicznymi niedogodnościami dnia codziennego z jakimi borykają się lokatorzy budynków wykonanych w tradycyjnych technologiach, które stoją na terenach objętych szkodami górniczymi (np. zarysowania gładzi, czy płyt gipsowych w pomieszczeniach). Określenie tego, jak masywny musiałby być fundament takiego modułowego budynku stanowiłoby pewnie jedno z praktycznych wyzwań, z jakimi zmierzyć musieliby się projektanci takiego obiektu. Zwłaszcza że – jak nam tłumaczy naukowiec – wspomniana wiotkość konstrukcji z drewna sprawia, że trudniej „skłonić je do współpracy” z dużymi sztywnymi fundamentami. To jeszcze bynajmniej nie przekreśla pomysłu, ale siłą rzeczy wymusza postawienie pytania o ekonomiczny aspekt takiej inwestycji. Czyli, jak w wielu przypadkach, koniec końców pada pytanie: kto i ile jest w stanie za dane rozwiązanie zapłacić?
Ponad tysiąc wstrząsów rocznie. Redukcja wydobycia nic nie zmieniła
O skali roztrzęsienia ziemi na terenie Górnośląskiego Zagłębia Węglowego najlepiej świadczą dane zbierane przez Górnośląską Regionalną Sieć Sejsmologiczną (tworzy ją kilkanaście stacji pomiarowych rozmieszczonych w całym województwie śląskim i zachodniej Małopolsce). Wynika z nich, że w latach 1974-2006 zarejestrowanych zostało ponad 65 tysięcy wstrząsów o energii E ≥ 105 J. Szczególną intensywnością tych zjawisk charakteryzowały się lata 70-te i 80-te XX wieku, kiedy to liczba wysokoenergetycznych wstrząsów wynosiła średnio 3500 rocznie (wywołujących szkody w infrastrukturze tąpnięć bywało ponad 20). Później, aż do końca XX stulecia liczby te malały, by na przełomie XX i XXI w. sięgnąć ok. 1100-1200 wstrząsów i 3-4 tąpnięć. Kolejne lata nie przyniosły jednak pod tym względem dalszego spadku, mimo że sama wielkość wydobycia w polskim górnictwie systematycznie malała. Ba, zdarzały się wręcz lata kiedy liczba tych zjawisk wyraźnie rosła jak w roku 2014 kiedy zanotowano 1765 takich wstrząsów (rekord od początku bieżącego stulecia), czy w roku 2020 kiedy to na obszarze działania polskich kopalń węgla kamiennego ich liczba sięgnęła blisko 1600, będąc o prawie 22 proc. od tej zanotowanej rok wcześniej (do tego trzeba jeszcze dołożyć ok. 500 wstrząsów w kopalniach miedzi). Eksperci tłumaczą to tym, że rosło wydobycie z pokładów zagrożonych tąpaniami, więc wstrząsów nie ubywało, a w ramach ogólnej ich liczby przybywało tych o największej energii.
Michał Wroński, dziennikarz regionalnego serwisu SlaZag.pl
Rok 2023 r. to okres dużych zmian w strukturze właścicielskiej polskiego górnictwa węglowego i energetyki. Zmiany dotyczą m.in. Tauron Wydobycie oraz elektrowni węglowych należących do grup Enea, Energa, PGE i Tauron.
Dosięgły one już Tauron Wydobycie. Z dniem 31 grudnia 2022 r. doszło do przeniesienia prawa własności akcji spółki Tauron Wydobycie z Tauron Polska Energia na Skarb Państwa. Przypomnijmy, że w skład Tauron Wydobycie wchodzą zakłady górnicze Sobieski, Janina i Brzeszcze.
Trzy kopalnie za 1 złotówkę
Ta transakcja to efekt podpisanej 21 października 2022 r. warunkowej umowy, którą Tauron Polska Energia zawarł z Ministerstwem Aktywów Państwowych na sprzedaży 100 proc. akcji spółki Tauron Wydobycie. Cena zbycia wyniosła 1 zł i uwzględnia długoterminowe projekcje finansowe obejmujące lata 2022-2049. Została ustalona w następstwie wyceny akcji spółki wydobywczej przez zewnętrzny, niezależny podmiot doradczy. Na razie spółka ma funkcjonować pod nazwą Tauron Wydobycie, ale jest zgoda na używanie tej nazwy tylko przez rok. Później nazwa spółki zostanie zmieniona. Wśród propozycji nowej nazwy, jest stara nazwa Południowy Koncern Węglowy, który powstał w 2005 r. W skład Południowego Koncernu Węglowego wchodziły kopalnie Sobieski i Janina, a potem, gdy grupa funkcjonowała już jako Tauron Wydobycie, dołączyła do niego kopalnia Brzeszcze, kupiona również za złotówkę. Tauron Wydobycie ma samodzielnie funkcjonować na rynku i nie ma planów, żeby połączyć go z Polską Grupą Górniczą (PGG). Pogłoski o możliwości takiej fuzji pojawiały się w środowisku górniczym. Tauron nie podał jeszcze wyników za cały 2022 r. Będą w nich uwzględnione także wyniki Tauron Wydobycie. Na razie możemy posiłkować się tylko wynikami za pierwsze dziewięć miesięcy 2022 r. Produkcja węgla handlowego w trzech pierwszych kwartałach 2022 r. w Tauronie Wydobycie wyniosła 3,4 mln ton i była o 8 proc. niższa w stosunku do analogicznego okresu 2021 r., kiedy wyniosła 3,7 mln ton. Wolumen sprzedaży węgla był w tym samym czasie niższy o 13 proc. i wyniósł 3,47 mln ton, wobec 3,99 mln ton rok wcześniej. W trzecim kwartale trzy kopalnie Taurona Wydobycie wydobyły tylko ok. 0,7 mln ton węgla. Dla porównania – w trzecim kwartale 2021 r. wydobyły one 1 mln ton. W okresie pierwszych trzech kwartałów przychody Taurona Wydobycie wyniosły 1,63 miliarda złotych, podczas gdy rok wcześniej były na poziomie 990 mln zł. Zysk EBITDA wyniósł 271 mln zł (rok wcześniej była strata 174 mln zł), a zysk operacyjny za trzy kwartały 2022 r. wyniósł 57 mln zł (rok wcześniej była strata 460 mln zł). Na inwestycje w Tauronie Wydobycie w okresie trzech kwartałów 2022 r. wydano 311 mln zł (z czego 144 mln tylko w trzecim kwartale). Najwięcej przeznaczono na przygotowanie produkcji (241 mln zł), zadania modernizacyjno-odtworzeniowe (58 mln zł) i budowę szybu Grzegorz w ZG Sobieski (8 mln zł).
Powstanie nowy gigant na polskim rynku energii
Inną, na razie planowaną zmianą, jest powstanie Narodowej Agencji Bezpieczeństwa Energetycznego (NABE). Agencja ma powstać na fundamencie PGE Górnictwa i Energetyki Konwencjonalnej (PGE GiEK). To jedna z największych spółek z grupy PGE, należą do niej m.in. elektrownie węglowe Bełchatów, Turów, Opole, Rybnik i Dolna Odra oraz kopalnie węgla brunatnego Bełchatów i Turów. Założono, że najpierw Skarb Państwa zakupi elektrownie węglowe wydzielone z grup Enea, Energa i Tauron a następnie podwyższy kapitał w spółce PGE GiEK i wniesie aportem akcje lub udziały Taurona Wytwarzanie, Enei Wytwarzanie, Enei Połaniec oraz Energi Elektrowni Ostrołęka. Potem powstanie holding. NABE początkowo miało się wyłonić do końca 2022 r., ale termin przesunięto do końca pierwszego kwartału 2023 r. Agencja ma rozpocząć działalność od 1 kwietnia 2023 r. Ma to być spółka ze 100 proc. udziałem Skarbu Państwa. Będzie to największy wytwórca energii elektrycznej w Polsce, z ok. 50 proc. udziałem w segmencie wytwarzania energii, zatrudniający nieco ponad 30 tys. pracowników. Powstanie NABE ma uwolnić grupy energetyczne od węglowych aktywów i ma im ułatwić pozyskanie pieniędzy na inwestycje m.in. w dystrybucję energii oraz odnawialne źródła energii. Wiele instytucji finansowych nie chce finansować grup energetycznych, które produkują energię z węgla.
Dariusz Ciepiela
Autor jest dziennikarzem portalu WNP.PL i magazynu Nowy Przemysł