Biuletyn Górniczy 10-12 (350-352)

  1. Konsekwencje likwidacji kopalń węgla dla sektora okołogórniczego – 4
  2. Polska ma wreszcie politykę energetyczną – 6
  3. Centrum Rozwoju Kompetencji na miarę nowych czasów – 8
  4. Literacki i kuźniczy geniusz z Roździenia – 10
  5. Morska energetyka wiatrowa dobra dla węgla koksowego – 12
  6. Azot, hel i siarka z odwiertów ropno-gazowych – 14
  7. Elektrownie węglowe czekają zmiany – 15
  8. Dolomit dla rolników, kolejarzy i narciarzy – 16
  9. Kletno pod znakiem uranu i fluorytu – 18
  10. Odrodzenie hutnictwa po kryzysie – 19
  11. Restrukturyzacja górnictwa węglowego w krajach Europy Zachodniej – 20
  12. Restrukturyzacja górnictwa węglowego we Francji – 20
  13. Restrukturyzacja górnictwa węglowego w Belgii – 22
  14. Wadium w nowym Prawie zamówień publicznych – 24
  15. Górniczy Sukces Roku 2020 – wyniki konkursu – 25
  16. Antysmogowy wyścig z czasem napędzi rynek urządzeń grzewczych – 27
  17. Górnicy oddają krew i osocze – 30

Wyjrzeć poza Europę… Dwa słowa o węglu tutaj i tam na koniec roku 2024

Szanowni Państwo,

Lada dzień przyjdzie nam przewrócić kartki w kalendarzach i rozpocząć nowy, 2025 rok. Czas biegnie szybko, o czym kto jak kto, lecz my w branży górniczej, wiemy przecież aż nazbyt dobrze. W każdej chwili słyszymy jak tyka zegar dekarbonizacji, a co poniektórzy bez przerwy przypominają nam, że nasze dni są policzone. W zgiełku alarmistycznych pokrzykiwań łatwo przeoczyć, że w wielu miejscach globu wciąż na dużą skalę wydobywa się węgiel, czyni się go elementem strategii energetycznych państw, a branża węglowa daje zatrudnienie milionom pracowników. Co z tego wszystkiego wynika dla nas – w Polsce i w Europie? Czego możemy się spodziewać w nadchodzących miesiącach? O co możemy (i powinniśmy!) walczyć? Na co, w końcu, możemy mieć nadzieję? W przeddzień Barbórki i nadchodzących Świąt, nim udamy się do rodzin, by zakosztować zasłużonego odpoczynku, warto postawić te pytania, jak również pokusić się o krótkie résumé roku mijającego.

Czy rzeczywiście od stycznia jako ludzkość zrobiliśmy milowy krok w stronę końca ery węglowej? Patrząc przez pryzmat lokalnej, europejskiej perspektywy, rzeczywiście można odnieść takie wrażenie. W drugim kwartale 2024 r. udział energii z OZE po raz pierwszy przekroczył barierę 50% w miksie energetycznym państw Unii Europejskiej, przewyższając udział paliw kopalnych. Produkcja energii z węgla kamiennego spadła o 26%, a z węgla brunatnego o 13% w porównaniu z analogicznym okresem poprzedniego roku. Według różnych danych, w Polsce OZE odpowiadały w tym czasie za produkcję niemal 30% energii, co także stanowi historyczną cezurę. Unijni politycy coraz śmielej przebąkują, że osiągniecie „neutralności klimatycznej” w 2050 r. (co jest założeniem pakietu „Fit for 55”) to… pesymistyczny scenariusz. Lawina domniemanych nieszczęść dla branży węglowej zdaje się nie mieć końca. Formułując jednak jakiekolwiek ogólne wnioski w temacie kondycji górnictwa, warto sięgnąć wzrokiem nieco dalej niż za sąsiedzką miedzę. Na świecie wszak są jeszcze inne kontynenty…

W raporcie Międzynarodowej Agencji Energetycznej z lipca br. można przeczytać, że w Chinach, Indiach oraz w krajach Azji Południowo-Wschodniej (ASEAN) zarówno w okresie 2022-2023 jak i w latach 2023-2024 zużycie węgla rosło. W Stanach Zjednoczonych zmniejszyło się minimalnie, a w „reszcie świata” było na niemal identycznym poziomie. W samym Państwie Środka w roku obecnym wydobyto po wielokroć więcej tego surowca niż w całej Europie! Zarówno w Australii, jak i w Rosji wolumen ten w połowie roku był dwukrotnie wyższy niż w dwóch państwach liderujących pod tym względem w UE (Polska i Niemcy) razem wziętych! Europa staje się „zielona” – to fakt, ale świat nie rezygnuje przez to z czarnego złota. Czy wobec tego jej (i nasze…) wysiłki na rzecz zahamowania negatywnych zmian klimatu mogą odnieść pozytywny skutek? Retoryczne pytanie…

Odniosą natomiast z dużym prawdopodobieństwem skutek negatywny w kwestii naszego bezpieczeństwa energetycznego. Jak prognozują autorzy opracowania „Rynek Energii w Polsce w 2024 roku”, które ukazało się nakładem uznanej amerykańskiej firmy konsultingowej Arthur D. Little, w kolejnych latach popyt na energię elektryczną w Polsce (nie inaczej rzecz przedstawia się w innych państwach UE) wzrośnie z ok. 156 TWh w 2023 r. do ok. 215 TWh w 2040 r. Czy energia pozyskiwana ze słońca, wody i – miejmy nadzieję… – atomu będzie w stanie zapewnić takie moce przy założeniu, że na ten moment 61% krajowego zapotrzebowania pokrywa energia wyprodukowana z węgla (kamiennego – 37%, oraz brunatnego – 24%)? Czy OZE wytrzymają zderzenia z niestabilnymi warunkami pogodowymi, z czym były problemy w poprzednich latach? Czy zdążymy zbudować niezbędną infrastrukturę krytyczną, w tym tysiące magazynów energii? Czy gra va banque na źródła „bezemisyjne” zapewni nam stabilność energetyczną w obliczu możliwych wstrząsów geopolitycznych? Jak brak konkurencji dla OZE wpłynie na ceny energii i poziom ubóstwa energetycznego? Jedno jest pewne: w Pekinie, Dżakarcie i Sydney tych pytań nikt nie musi sobie zadawać… A przynajmniej jeszcze nie teraz.

My natomiast zamierzamy indagować z nich zarówno europejskich dygnitarzy, jak i przedstawicieli polskiego rządu. Będziemy słuchać i analizować odpowiedzi oraz przedstawiać własne rozwiązania. Będziemy rozliczać z obietnic i mówić „sprawdzam”. Dopóki nieuchronna, lecz realizowana w gwałtowny, biurokratyczny, a niekiedy i bezmyślny sposób, transformacja sektora paliwowo-energetycznego nie otrzyma bardziej odpowiedniej i przyjaznej formy. Rozumiem przez to uwzględnienie w jej implementacji także interesów producentów węgla, wytwórców maszyn i urządzeń górniczych, dostawców usług z tego sektora, jak również ludności i regionów związanych z górnictwem. Uwzględnienie – na równych prawach!

Nim jednak u progu 2025 r. rzucimy się w wir pracy, by stawić czoła tym (oraz innym) wyzwaniom, pragnę z okazji zbliżających się uroczystości barbórkowych oraz – nieco wolniejszym krokiem – Świąt Bożego Narodzenia, przekazać na Państwa ręce najserdeczniejsze życzenia. Niech ten świąteczny czas przyniesie spokój i radość, kojące ciepło domowego ogniska oraz chwilę wytchnienia od wszelkich codziennych trosk. Mam również nadzieję, że nowy rok, który powitamy już za kilka tygodni, obrodzi w moc sukcesów i przysporzy nam wszystkim więcej powodów do zadowolenia niż odchodzący z wolna do lamusa rok 2024.

 

Janusz Olszowski, Prezes GIPH

KPEiK (Krajowy Plan w dziedzinie Energii i Klimatu) z założenia ma być strategicznym dokumentem opracowywanym przez państwa członkowskie Unii Europejskiej, w którym określają one założenia, polityki i działania podejmowane, aby sprostać unijnym celom klimatyczno-energetycznym. Chodzi w szczególności o kwestie związane z osiągnięciem neutralności klimatycznej do 2050 r.

Do niedawna trwał proces określany konsultacjami nowego KPEiK, tj. jego bardziej ambitnej wersji niż formalnie złożona do Komisji Europejskiej (KE) w 2019 r. (z późniejszą korektą z lutego 2024 r.). Transformacja krajowej energetyki i ciepłownictwa, w tym z oczywistych powodów górnictwa, nie podlega dyskusji co do kierunku. Musi jednak pogodzić wymogi planu UE i cele klimatyczne ze stanem i potrzebami polskiej gospodarki oraz interesem społecznym. Deklarowane w KPEiK cele powinny brać pod uwagę całościowy wpływ na gospodarkę i jakość życia obywateli. Muszą także uwzględniać korektę pierwotnych założeń sprzed pandemii oraz późniejsze załamanie rynków paliw i energii. Wreszcie, nie mogą abstrahować od zdarzeń i zagrożeń po agresji Rosji na Ukrainę. W czasie chaosu i zawirowań politycznych, własne zasoby węgla, które łatwo zamienić na ciepło i energię elektryczną, okazują się na wagę złota. Nie tylko w Polsce, ale także w naszym otoczeniu międzynarodowym. Konieczne zatem wydaje się zachowanie stosownej części suwerenności energetycznej, w tym krajowych zasobów surowcowych i wytwórczych na wypadek zagrożeń zewnętrznych.

Pomysłodawcy i orędownicy KPEiK nie zauważają tych faktów, jak również wynikającej z nich potrzeby skorygowania projektowanej długookresowej strategii oraz polityki energetycznej UE. Bez tej korekty opiniowanie planu staje się bezzasadne, a dalsze procedowanie w przedstawianym kształcie nie ma większego sensu. Nie spełni on bowiem wymogu konstytucyjnej odpowiedzialności państwa za bezpieczeństwo energetyczne Polski.

Istotne dla KPEiK, a nie do końca znane i artykułowane, są priorytety Komisji Europejskiej w obszarze gospodarki i przemysłu na obecną kadencję. Dotyczy to m.in. szczegółów zapowiedzianego nowego planu dla dekarbonizacji gospodarki europejskiej (Clean Industry Deal). Bez odpowiedzi jak na razie pozostaje pytanie o to jak UE zareaguje na wnioski z niedawnego raportu Mario Draghiego, który owszem, postuluje dokończenie zielonej transformacji, ale warunkuje to utrzymaniem jej konkurencyjności. Sygnalizuje również niebezpieczeństwa związane z nieuchronnym do pewnego stopnia uzależnieniem dostaw zielonych technologii od dostawców wysokiego ryzyka. Wszystko to wskazuje jednoznacznie na potrzebę korekty obecnie obowiązującej strategii.

W ostatnich dniach przeciwko Polsce i dwunastu innym krajom, które również nie zaktualizowały jeszcze planów klimatycznych, zostało wszczęte postępowanie. KE wykazuje zniecierpliwienie, bo dokumenty te mają być kluczowe przy kreśleniu planów działań na rzecz klimatu, które mają umożliwić realizację zaostrzonych unijnych celów klimatycznych i energetycznych do 2030 r. Zamiary na 2030 r. są ostrzejsze i bardziej kosztowne niż te przyjęte wcześniej dla tego roku w ramach strategii do 2050 r. Dla wielu gospodarek wspólnoty ich realizacja może okazać się o wiele trudniejsza niż planowano. Dla Polski także, a może nawet w jeszcze większym stopniu.

Rodzi się również pytanie o kolejność stanowienia planów klimatycznych UE z konsekwencją legislacyjnych wymuszeń ich realizacji. KE ponagla do aktualizacji KPEiK, co sugeruje iż ma być od początków jego tworzenia dokumentem stanowiącym podstawę dla korekty scenariuszy rozwoju energetyk krajowych zgodne z ambicjami klimatycznymi Unii, co musi budzić sprzeciw.

Poprzednia wersja KPEiK z 2019 r. uległa znacznej dezaktualizacji. Wpływ na to miały zarówno zdarzenia zewnętrzne, jak i zmiany naszych uwarunkowań. Nie uwzględniała ona dynamicznego rozwoju OZE w Polsce, nowych celów redukcyjnych wyznaczanych przez UE czy wpływu agresji Rosji na Ukrainę na zmiany kierunków dostaw paliw i wpływu na europejski rynek energii. Poza jej polem widzenia znalazły się także problemy naszego krajowego systemu energetycznego oraz potrzeby inwestycyjne dla zrównoważonej transformacji energetyki w Polsce. Pomijała ona inwestycje w infrastrukturę energetyczną nie tylko sieciową oraz kwestię wzmożonej cybernetyzacji, bez której trudno będzie zarządzać i rozliczać w czasie rzeczywistym tysiące nowych producentów energii działających w głębokim rozproszeniu. Ignorowała, w końcu, problem zagrożeń w sferze utrzymania ciągłości dostaw energii z niedostatków mocy. Konsultowany projekt jest w aktualnie forsowanej wersji znacznie „ambitniejszy”. Stąd również – trudny do przyjęcia. Tym bardziej, że stanowisko największych emitentów gazów cieplarnianych na listopadowej konferencji COP-29 w Baku wyraźnie usztywniło się. Zwracali oni uwagę na szereg wyzwań, którym w nadchodzących latach będą musieli stawić czoła. Na pierwszy plan wysuwała się kwestia rozchwiania geopolitycznego oraz bezpieczeństwa narodowego (szczególnie w kontekście m.in. możliwego rozszerzania się różnych „ognisk zapalnych”). W dużym stopniu dotyczy to

także państw Unii Europejskiej, a dla nas przede wszystkim ze względu na zagrożenie agresją zza wschodniej granicy i koniecznością obrony państwowej suwerenności.

Biorąc pod uwagę powyższe, nie można opiniować projektu KPEiK przed skorygowaniem i przyjęciem Polityki Energetycznej Polski do 2040 r. Jej podstawą powinna być wizja uwzględniająca obowiązek zapewnienia bezpieczeństwa energetycznego kraju w długoletniej perspektywie.

Krajowa produkcja energii elektrycznej opiera się w przeważającej części na węglu kamiennym i brunatnym. Rozwój energetyki nieemisyjnej odnawialnej, zależnej od warunków pogodowych, może okazać się niewystarczający w kontekście rosnącego zużycia końcowego. To ostatnie jest zabezpieczone głównie działaniem bloków węglowych, które stanowią także najtańszą rezerwę Krajowego Systemu Elektroenergetycznego (KSE) na czas transformacji. Tak będzie co najmniej do lat czterdziestych trwającego stulecia. Stanowią one jednocześnie swego rodzaju polisę ubezpieczeniową na czas tworzenia źródeł oraz infrastruktury OZE. Konieczne jest stworzenie „rezerwy bilansowo-strategicznej” dla regulacji krótkookresowej i na czas zagrożeń zewnętrznych, a tego nie da zrobić się bez zapewnienia dostaw węgla, najlepiej z zasobów własnych. Powinna do tego wzywać, to zakładać i strukturyzować strategia dla górnictwa w Polsce, wraz z programem jego restrukturyzacji (z zachowaniem zdolności wydobywczych dla energetyki i pozostałej części krajowego rynku), rozłożonym na kolejne lata w proporcji do zmian potrzeb z transformacji energetyki i zmian w gospodarce. Również zagrożenie agresją zewnętrzną wymaga zmian projektu wykorzystania potencjału wydobywczego węgla i potencjału generacji z niego energii w rozumieniu rezerwy strategicznej.

Te i wiele innych istotnych kwestii znalazło się jednak poza nawiasem KPEiK, który nie bierze wymienionych faktów pod uwagę. Należy pilnie opracować i przyjąć program restrukturyzacji górnictwa, uwzględniający wspomniane zapotrzebowania. Tylko wówczas opiniowanie KPEiK będzie miało sens.

Przyjęty w przedstawionym projekcie wariant aktywnej transformacji – WAM (With Additional Measures) – zakłada wcześniejsze odejście od węgla. Proponowana dynamika tego procesu do roku 2030 jest nierealna z przyczyn stanu krajowego systemu energetycznego i potrzeb rynku krajowego poza energetyką. Odbiega ona znacząco nie tylko od faktów, ale i od porozumienia społecznego w sprawie likwidacji górnictwa węglowego w Polsce. Bez uzgodnienia zmian w tym dokumencie, KPEiK wprowadzi znaczny i kosztowny chaos. Dopiero po ich wprowadzeniu w uzgodnionym kształcie, opiniowanie KPEiK będzie miało rację bytu.

KPEiK jest również zbyt ogólny i nie zawiera załączników ze szczegółowymi analizami, w tym z danymi wsadowymi, co pozwalałoby ocenić jakość przyjmowanych założeń i na koniec – wyników analiz. Powinno być więcej scenariuszy, z oceną wrażliwości na zmiany kluczowych parametrów przyjmowanych do wyliczeń takich jak ceny paliw, CO2, czy koszt pieniądza. W załączniku dotyczącym finansowania brakuje opisu przyszłych źródeł pochodzenia środków na transformację, takich jak choćby fundusze związane z wprowadzeniem systemu ETS2 dla transportu drogowego i budynków. Dla podmiotów gospodarczych z sektora górnictwa i jego otoczenia decyzje inwestycyjne bez jasnej projekcji wymogów tego systemu praktycznie będą obarczone ryzykami, które nie pozwolą na angażowanie środków finansowych. Nie tylko dla niezbędnych inwestycji, ale i projekcji gospodarczych krótkookresowych. Bez tego kontynuowanie działalności górniczej stanie wobec zagrożenia totalnym chaosem. Przytoczone zaś dane ogólne rodzą domniemanie, że w większej mierze służą kreowaniu pozytywnej narracji dla dokumentu niż potrzebie odniesienia się do całości skutków z proponowanych zapisów. Retoryka klimatyczna zdaje się zastępować w nim rzetelne i odpowiedzialne prognozy gospodarcze

Podsumowując, KPEIK nie uwzględnia – a powinien – odpowiedniej gradacji i chronologii dokumentów strategicznych. Na pierwszym miejscu powinna być polityka gospodarcza, potem podporządkowana jej polityka energetyczna i program dla górnictwa, dla których priorytetem musi być zapewnienie ciągłej dostawy energii elektrycznej o niskim śladzie węglowym i konkurencyjnej cenie. Na bazie tych polityk powinny być podejmowane konkretne zobowiązania wobec instytucji UE. Przeciwna kolejność podważa wiarygodność dokumentu i wskazuje na radykalny odwrót od realiów, nie tylko naszej gospodarki (w tym także dotyczących górnictwa i energetyki).

Herbert Leopold Gabryś

KPEiK (Krajowy Plan w dziedzinie Energii i Klimatu) z założenia ma być strategicznym dokumentem opracowywanym przez państwa członkowskie Unii Europejskiej, w którym określają one założenia, polityki i działania podejmowane, aby sprostać unijnym celom klimatyczno-energetycznym. Chodzi w szczególności o kwestie związane z osiągnięciem neutralności klimatycznej do 2050 r.

Do niedawna trwał proces określany konsultacjami nowego KPEiK, tj. jego bardziej ambitnej wersji niż formalnie złożona do Komisji Europejskiej (KE) w 2019 r. (z późniejszą korektą z lutego 2024 r.). Transformacja krajowej energetyki i ciepłownictwa, w tym z oczywistych powodów górnictwa, nie podlega dyskusji co do kierunku. Musi jednak pogodzić wymogi planu UE i cele klimatyczne ze stanem i potrzebami polskiej gospodarki oraz interesem społecznym. Deklarowane w KPEiK cele powinny brać pod uwagę całościowy wpływ na gospodarkę i jakość życia obywateli. Muszą także uwzględniać korektę pierwotnych założeń sprzed pandemii oraz późniejsze załamanie rynków paliw i energii. Wreszcie, nie mogą abstrahować od zdarzeń i zagrożeń po agresji Rosji na Ukrainę. W czasie chaosu i zawirowań politycznych, własne zasoby węgla, które łatwo zamienić na ciepło i energię elektryczną, okazują się na wagę złota. Nie tylko w Polsce, ale także w naszym otoczeniu międzynarodowym. Konieczne zatem wydaje się zachowanie stosownej części suwerenności energetycznej, w tym krajowych zasobów surowcowych i wytwórczych na wypadek zagrożeń zewnętrznych.

Pomysłodawcy i orędownicy KPEiK nie zauważają tych faktów, jak również wynikającej z nich potrzeby skorygowania projektowanej długookresowej strategii oraz polityki energetycznej UE. Bez tej korekty opiniowanie planu staje się bezzasadne, a dalsze procedowanie w przedstawianym kształcie nie ma większego sensu. Nie spełni on bowiem wymogu konstytucyjnej odpowiedzialności państwa za bezpieczeństwo energetyczne Polski.

Istotne dla KPEiK, a nie do końca znane i artykułowane, są priorytety Komisji Europejskiej w obszarze gospodarki i przemysłu na obecną kadencję. Dotyczy to m.in. szczegółów zapowiedzianego nowego planu dla dekarbonizacji gospodarki europejskiej (Clean Industry Deal). Bez odpowiedzi jak na razie pozostaje pytanie o to jak UE zareaguje na wnioski z niedawnego raportu Mario Draghiego, który owszem, postuluje dokończenie zielonej transformacji, ale warunkuje to utrzymaniem jej konkurencyjności. Sygnalizuje również niebezpieczeństwa związane z nieuchronnym do pewnego stopnia uzależnieniem dostaw zielonych technologii od dostawców wysokiego ryzyka. Wszystko to wskazuje jednoznacznie na potrzebę korekty obecnie obowiązującej strategii.

W ostatnich dniach przeciwko Polsce i dwunastu innym krajom, które również nie zaktualizowały jeszcze planów klimatycznych, zostało wszczęte postępowanie. KE wykazuje zniecierpliwienie, bo dokumenty te mają być kluczowe przy kreśleniu planów działań na rzecz klimatu, które mają umożliwić realizację zaostrzonych unijnych celów klimatycznych i energetycznych do 2030 r. Zamiary na 2030 r. są ostrzejsze i bardziej kosztowne niż te przyjęte wcześniej dla tego roku w ramach strategii do 2050 r. Dla wielu gospodarek wspólnoty ich realizacja może okazać się o wiele trudniejsza niż planowano. Dla Polski także, a może nawet w jeszcze większym stopniu.

Rodzi się również pytanie o kolejność stanowienia planów klimatycznych UE z konsekwencją legislacyjnych wymuszeń ich realizacji. KE ponagla do aktualizacji KPEiK, co sugeruje iż ma być od początków jego tworzenia dokumentem stanowiącym podstawę dla korekty scenariuszy rozwoju energetyk krajowych zgodne z ambicjami klimatycznymi Unii, co musi budzić sprzeciw.

Poprzednia wersja KPEiK z 2019 r. uległa znacznej dezaktualizacji. Wpływ na to miały zarówno zdarzenia zewnętrzne, jak i zmiany naszych uwarunkowań. Nie uwzględniała ona dynamicznego rozwoju OZE w Polsce, nowych celów redukcyjnych wyznaczanych przez UE czy wpływu agresji Rosji na Ukrainę na zmiany kierunków dostaw paliw i wpływu na europejski rynek energii. Poza jej polem widzenia znalazły się także problemy naszego krajowego systemu energetycznego oraz potrzeby inwestycyjne dla zrównoważonej transformacji energetyki w Polsce. Pomijała ona inwestycje w infrastrukturę energetyczną nie tylko sieciową oraz kwestię wzmożonej cybernetyzacji, bez której trudno będzie zarządzać i rozliczać w czasie rzeczywistym tysiące nowych producentów energii działających w głębokim rozproszeniu. Ignorowała, w końcu, problem zagrożeń w sferze utrzymania ciągłości dostaw energii z niedostatków mocy. Konsultowany projekt jest w aktualnie forsowanej wersji znacznie „ambitniejszy”. Stąd również – trudny do przyjęcia. Tym bardziej, że stanowisko największych emitentów gazów cieplarnianych na listopadowej konferencji COP-29 w Baku wyraźnie usztywniło się. Zwracali oni uwagę na szereg wyzwań, którym w nadchodzących latach będą musieli stawić czoła. Na pierwszy plan wysuwała się kwestia rozchwiania geopolitycznego oraz bezpieczeństwa narodowego (szczególnie w kontekście m.in. możliwego rozszerzania się różnych „ognisk zapalnych”). W dużym stopniu dotyczy to

także państw Unii Europejskiej, a dla nas przede wszystkim ze względu na zagrożenie agresją zza wschodniej granicy i koniecznością obrony państwowej suwerenności.

Biorąc pod uwagę powyższe, nie można opiniować projektu KPEiK przed skorygowaniem i przyjęciem Polityki Energetycznej Polski do 2040 r. Jej podstawą powinna być wizja uwzględniająca obowiązek zapewnienia bezpieczeństwa energetycznego kraju w długoletniej perspektywie.

Krajowa produkcja energii elektrycznej opiera się w przeważającej części na węglu kamiennym i brunatnym. Rozwój energetyki nieemisyjnej odnawialnej, zależnej od warunków pogodowych, może okazać się niewystarczający w kontekście rosnącego zużycia końcowego. To ostatnie jest zabezpieczone głównie działaniem bloków węglowych, które stanowią także najtańszą rezerwę Krajowego Systemu Elektroenergetycznego (KSE) na czas transformacji. Tak będzie co najmniej do lat czterdziestych trwającego stulecia. Stanowią one jednocześnie swego rodzaju polisę ubezpieczeniową na czas tworzenia źródeł oraz infrastruktury OZE. Konieczne jest stworzenie „rezerwy bilansowo-strategicznej” dla regulacji krótkookresowej i na czas zagrożeń zewnętrznych, a tego nie da zrobić się bez zapewnienia dostaw węgla, najlepiej z zasobów własnych. Powinna do tego wzywać, to zakładać i strukturyzować strategia dla górnictwa w Polsce, wraz z programem jego restrukturyzacji (z zachowaniem zdolności wydobywczych dla energetyki i pozostałej części krajowego rynku), rozłożonym na kolejne lata w proporcji do zmian potrzeb z transformacji energetyki i zmian w gospodarce. Również zagrożenie agresją zewnętrzną wymaga zmian projektu wykorzystania potencjału wydobywczego węgla i potencjału generacji z niego energii w rozumieniu rezerwy strategicznej.

Te i wiele innych istotnych kwestii znalazło się jednak poza nawiasem KPEiK, który nie bierze wymienionych faktów pod uwagę. Należy pilnie opracować i przyjąć program restrukturyzacji górnictwa, uwzględniający wspomniane zapotrzebowania. Tylko wówczas opiniowanie KPEiK będzie miało sens.

Przyjęty w przedstawionym projekcie wariant aktywnej transformacji – WAM (With Additional Measures) – zakłada wcześniejsze odejście od węgla. Proponowana dynamika tego procesu do roku 2030 jest nierealna z przyczyn stanu krajowego systemu energetycznego i potrzeb rynku krajowego poza energetyką. Odbiega ona znacząco nie tylko od faktów, ale i od porozumienia społecznego w sprawie likwidacji górnictwa węglowego w Polsce. Bez uzgodnienia zmian w tym dokumencie, KPEiK wprowadzi znaczny i kosztowny chaos. Dopiero po ich wprowadzeniu w uzgodnionym kształcie, opiniowanie KPEiK będzie miało rację bytu.

KPEiK jest również zbyt ogólny i nie zawiera załączników ze szczegółowymi analizami, w tym z danymi wsadowymi, co pozwalałoby ocenić jakość przyjmowanych założeń i na koniec – wyników analiz. Powinno być więcej scenariuszy, z oceną wrażliwości na zmiany kluczowych parametrów przyjmowanych do wyliczeń takich jak ceny paliw, CO2, czy koszt pieniądza. W załączniku dotyczącym finansowania brakuje opisu przyszłych źródeł pochodzenia środków na transformację, takich jak choćby fundusze związane z wprowadzeniem systemu ETS2 dla transportu drogowego i budynków. Dla podmiotów gospodarczych z sektora górnictwa i jego otoczenia decyzje inwestycyjne bez jasnej projekcji wymogów tego systemu praktycznie będą obarczone ryzykami, które nie pozwolą na angażowanie środków finansowych. Nie tylko dla niezbędnych inwestycji, ale i projekcji gospodarczych krótkookresowych. Bez tego kontynuowanie działalności górniczej stanie wobec zagrożenia totalnym chaosem. Przytoczone zaś dane ogólne rodzą domniemanie, że w większej mierze służą kreowaniu pozytywnej narracji dla dokumentu niż potrzebie odniesienia się do całości skutków z proponowanych zapisów. Retoryka klimatyczna zdaje się zastępować w nim rzetelne i odpowiedzialne prognozy gospodarcze

Podsumowując, KPEIK nie uwzględnia – a powinien – odpowiedniej gradacji i chronologii dokumentów strategicznych. Na pierwszym miejscu powinna być polityka gospodarcza, potem podporządkowana jej polityka energetyczna i program dla górnictwa, dla których priorytetem musi być zapewnienie ciągłej dostawy energii elektrycznej o niskim śladzie węglowym i konkurencyjnej cenie. Na bazie tych polityk powinny być podejmowane konkretne zobowiązania wobec instytucji UE. Przeciwna kolejność podważa wiarygodność dokumentu i wskazuje na radykalny odwrót od realiów, nie tylko naszej gospodarki (w tym także dotyczących górnictwa i energetyki).

Herbert Leopold Gabryś

Dekarbonizacja polskiej energetyki nabiera tempa. Deklaracje przedstawicieli spółek energetycznych jasno wskazują, że sektor górniczy tracić będzie w tym sektorze kolejnych odbiorców dla fedrowanego w kopalniach węgla. W tym kontekście zwraca uwagę projekt zakładający dekarbonizację „od węgla do atomu”, czyli przekształcenie wybranych „węglówek” w elektronie jądrowe. Taka transformacja miałaby ograniczyć wydatki na uruchomienie nowych „atomówek”, a jednocześnie umożliwić zagospodarowanie pracowników zatrudnionych dotychczas przy obsłudze bloków węglowych.

Produkcja energii z węgla to sposób na straty. Koncerny bez sentymentów

Przypadek elektrowni Rybnik można uznać za symbol i zarazem zapowiedź. To swoisty symbol polityki koncernów energetycznych, które w imię własnych wyników finansowych coraz szybciej prą do rozbratu z węglem.

– Nie mamy innego wyjścia. Z punktu widzenia rynkowego nie ma uzasadnienia ekonomicznego dla jej dalszej pracy – tak o rybnickiej „węglówce” w trakcie październikowego posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Energetyki oraz Transformacji Energetycznej i Górniczej w Polsce mówił Paweł Stępień, dyrektor departamentu inwestycji Polskiej Grupy Energetycznej.

– Źródła, które w koszcie produkcji są drogie poprzez koszt emisji CO2 czy koszt paliwa są wypychane z rynku energii elektrycznej. Na produkcji jednej MWh tracimy 200 złotych na samym koszcie zmiennym, nie wspominając o koszcie stałym i kapitałowym – przyznał przedstawiciel PGE, tłumacząc powody, dla których grupa PGE (a ściślej mówiąc PGE Górnictwo i Energetyka Konwencjonalna) chce już z końcem przyszłego roku wygasić w Rybniku produkcję energii elektrycznej z węgla, a w sierpniu 2026 r. – także ciepła, zastępując bloki węglowe budowanym właśnie blokiem parowo-gazowym, największą w Polsce i jedną z większych w Europie tego typu instalacją. Z górniczego punktu widzenia oznaczać to będzie eliminację z rynku dużego odbiorcę, konsumującego rocznie 1,5 mln ton węgla. Niemało, zwłaszcza jeśli wpisać to w kontekst spadającej sprzedaży i wydobycia, a także „starego jak świat” kłopotu z odbiorem przez energetykę krajowego węgla.

O Rybniku jest dzisiaj głośno, lecz sygnały płynące z branży energetycznej nie pozostawiają wątpliwości co do tego, że takich sytuacji będzie w najbliższym czasie więcej. Zwłaszcza wobec nadchodzącego w przyszłym roku schyłku funkcjonowania aukcji w ramach rynku mocy, będącego dla elektrowni węglowych swego rodzaju „premią za gotowość”. To właśnie dzięki niemu swoje „200-tki” utrzymywała Grupa Tauron. W przyszłym roku jednak aż 10 z 12 bloków 200 MW Tauronu zostanie takiego wsparcia pozbawionych i władze koncernu nie pozostawiają złudzeń jak zareagują na ten fakt.

– Gdy rynek mocy wygaśnie, zasadność ekonomiczna funkcjonowania tych jednostek nie będzie miała miejsca. Te jednostki bez rynku mocy będą wyłączone. Ta zmiana to nie jest kwestia przyszłości, ale kwestia czwartego kwartału tego roku, pierwszego kwartału przyszłego roku – jasno stwierdził podczas odbywających się w Katowicach Energy Days Grzegorz Lot, prezes Grupy Tauron. Jak wyjaśnił dwie pozostałe 200-ki objęte będą rynkiem mocy do roku 2028 i „do tego czasu będą funkcjonowały”, bo przy pracy w granicach 1000-2000 godzin rocznie „nie ma możliwości, żeby pokryć koszty i uzyskać jakąś marżę na energii elektrycznej”.

Zdaniem prezesa Lota sprawa najbliższej przyszłości wyglądałaby zupełnie inaczej, gdyby mechanizm rynku mocy został utrzymany na kolejne kilka lat, co zresztą energetycy proponowali. Zamiast tego będą roczne aukcje uzupełniające, w których o wsparcie zabiegać może 41 jednostek z całego kraju.

– Część wygra i otrzyma wsparcie na kolejny rok, a część nie. Z moich analiz wynika, że jednostki, które nie otrzymają tego wsparcia, zostaną wyłączone – ocenił prezes Tauronu.

A gdyby tak w miejsce bloku węglowego uruchomić reaktor jądrowy? Trwają takie analizy

I w takim właśnie kontekście do dyskusji publicznej coraz części przebija się pomysł adaptacji kończących swój żywot elektrowni węglowych na elektrownie jądrowe, co oficjalnie określane jest analizą potencjału transformacji „coal-to-nuclear” w Polsce (a bardziej urzędniczo jako „sformułowanie planu dekarbonizacji krajowej energetyki na drodze modernizacji z wykorzystaniem reaktorów jądrowych generacji III/III+ oraz IV”).

Ramy naukowe dla takich analiz stanowi program „DeSire”. Jego liderem jest Politechnika Śląska, ale wśród partnerów znajdziemy także Ministerstwo Klimatu i Środowiska, Energoprojekt-Katowice, Instytut Chemii i Techniki Jądrowej, czy Instytut Sobieskiego. W toku prowadzonych prac oceniany jest potencjał techniczny, ekonomiczny, poziom akceptowalności społecznej oraz przygotowania kadr dla takiej transformacji.

Podstawowym argumentem na rzecz prowadzenia w ogóle takich studiów jest… program polskiej energetyki jądrowej. Zakłada on bowiem budowę w naszym kraju od 6 do 9 GW zainstalowanej mocy jądrowej, a tymczasem łączna moc trzech reaktorów, które jako pierwsze mają stanąć w Choczewie na Pomorzu, wynosić ma 3,7 GW. Wniosek jest oczywisty – konieczne będą kolejne bloki jądrowe. Otwartą kwestią pozostaje jedynie ich lokalizacja. A że przez ostatnie miesiące wokół tematu budowy elektrowni atomowej w Koninie panowała (i do tej pory tak naprawdę nie opadła) istna „mgła informacyjna”, więc tym bardziej pole do takiej dyskusji istnieje.

– Kolejna lokalizacja powinna być lokalizacją śródlądową, gdyż wiele ogólnych, niekorzystnych aspektów uda nam się pokonać. Bardzo bym sobie życzył, aby odczarować pogląd, że atom może się wydarzyć tylko w północnej części Polski. On się może wydarzyć także w południowej części Polski. Co więcej, może się wydarzyć także w pewnej odległości od największych aglomeracji. Te aglomeracje potrzebują nie tylko energii, ale także pracy – stwierdził podczas jednej z sesji w ramach Energy Days prof. Łukasz Bartela z Wydziału Inżynierii Środowiska i Energetyki Politechniki Śląskiej.

Program „DeSire” ma się zakończyć w przyszłym roku. W pierwszej jego fazie analizowano 23 potencjalne lokalizacje, w drugiej mowa jest już o ośmiu (w dotychczasowych rozmowach z uczestnikami projektu można było usłyszeć m.in. o Bełchatowie, Opolu, Kozienicach, Jaworznie, ale też Łagiszy, Łaziskach, Rybniku, czy Połańcu).

Ścieżka „coal to nuclear” to także optymalizacja kosztów i szansa na zatrudnienie dla pracowników

Zdaniem urzędników z Ministerstwa Przemysłu przeprowadzone analizy wykazały, że transformacja „coal to nuclear” pozwoliłaby na kilkuprocentowe oszczędności w stosunku do inwestycji realizowanej od podstaw, co przy ogólnych kosztach idących w dziesiątki miliardów złotych może przełożyć się na kwoty rzędu setek milionów złotych. Jak wskazuje Wojciech Wrochna, Pełnomocnik Rządu do Spraw Strategicznej Infrastruktury Energetycznej oraz sekretarz stanu w Ministerstwie Przemysłu:

– To bardzo dobry kierunek. Technologicznie zastąpienie w systemie elektrowni węglowych elektrowniami jądrowymi ułatwia proces inwestycyjny. Nie musimy budować potężnych linii, które będą wyprowadzać moc z tych elektrowni, bo one są już gotowe. To obniża koszty systemu, a w konsekwencji ogólne koszty energii elektrycznej. Kolejną rzeczą jest to, że z perspektywy ciągłości pracy systemu pozwala to na w miarę efektywne zagospodarowanie i wykorzystanie mocy węglowych tak długo, aż pojawi się energetyka jądrowa w systemie i w płynny sposób zastąpi możliwość dostarczenia mocy do systemu. Jedne i drugie typy elektrowni są elektrowniami, które mogą pracować systemowo i stabilizować pracę systemu, więc to jest również rozwiązanie dobre z perspektywy systemowej. I wreszcie jest to rozwiązanie dobre dla regionu i dla kraju dlatego, że możemy w sprawny sposób zastępować tych, którzy dzisiaj pracują w szeroko rozumianym sektorze wydobycia i zagospodarowania węgla kamiennego pracą w sektorze technologicznie wysoko rozwiniętym energetyki jądrowej.

Na opłacalność takiej transformacji zwracają uwagę także przedstawiciele firmy Bechtel (to właśnie ona razem z Westinghouse Electric Company ma zbudować na Pomorzu pierwszą w Polsce elektrownię jądrową). Leszek Hołda, prezes Bechtel Polska przywołuje w tym kontekście wyniki amerykańskich analiz wskazujących, że miejsca, gdzie dziś pracują elektrownie węglowe, są bardzo korzystne do lokalizowania elektrowni jądrowej.

– Po pierwsze jest to optymalizacja kosztów infrastruktury towarzyszącej – cały przesył jest gotowy, drogi dojazdowe, potencjalnie kolej. Około 30 proc. tych kosztów można zoptymalizować poprzez taką lokalizację. Po drugie, zasoby ludzkie. De facto wszystkie zasoby, które są i pracują w elektrowni węglowej, mogą być wykorzystane w elektrowni jądrowej. Pojawiają się też nowe role, które są lepiej płatne, więc zwiększa się atrakcyjność danego miejsca jako miejsca pracy. Po trzecie, zwiększa się przychód na mieszkańca i przychód z podatku – wyliczał Bechtel.

– Widzieliśmy na świecie kilka takich przypadków, że zamykano elektrownię węglową, w okolicy była elektrownia jądrowa i operator podkupił tych zwalnianych ludzi, trochę ich podszkolił i teraz pracują w tej elektrowni jądrowej – przyznał w trakcie tej samej dyskusji Andrzej Sidło, radca ministra z Departamentu Energii Jądrowej Ministerstwa Przemysłu.

Oczywiście z wszystkich tych przytoczonych powyżej argumentów nic nie musi wyniknąć. Mogą – jak wiele innych wcześniej – pozostać w sferze pomysłów „ciekawych, ale nie realizowanych”. Nawet sami orędownicy transformacji „od węgla do atomu” podkreślają, że kluczowe decyzje w tej kwestii powinny należeć do operatora sieci elektroenergetycznych. Z drugiej strony waga tych argumentów i ranga stojących za tymi analizami podmiotów każą jednak potraktować je poważnie.

Michał Wroński, dziennikarz regionalnego serwisu SlaZag.pl

Pani Prezes, za 2 lata upłyną trzy dekady od utworzenia NAT. Od tego czasu ewoluowała oferta, a także zmieniał się profil i zasięg działalności agencji. Czy może Pani przybliżyć naszym czytelnikom czym jest NAT i jaką drogę przeszła od swego zarania w 1996 r. do dnia dzisiejszego?

Nadwiślańska Agencja Turystyczna Sp. z o.o. – jako organizator wypoczynku – działa na rynku od 1997 r. Początkowo ściśle związana z branżą górniczą i Górnym Śląskiem, a dziś – jedna z największych krajowych sieci hoteli i ośrodków wypoczynkowych, funkcjonujących pod marką NAT.

Spółka powstała w 1996 r. jako inicjatywa Nadwiślańskiej Spółki Węglowej S.A., która w ramach restrukturyzacji sektora górniczego przekazała aportem piętnaście ośrodków wypoczynkowych, tworząc bazę dla nowej spółki turystycznej. Oficjalna działalność NAT rozpoczęła się 1 lutego 1997 r. na bazie pięciu obiektów, a wcześniejsze starania o jej utworzenie zostały sfinalizowane 16 grudnia 1996 r., kiedy to spółka została wpisana do rejestru przez Sąd Rejonowy w Katowicach.

Od momentu powstania NAT konsekwentnie rozwijała swoją działalność. Obecnie zarządza 17 obiektami wypoczynkowymi, na które składa się 10 hoteli oraz 7 ośrodków wypoczynkowych, a także Stacją Narciarską Cieńków w Wiśle. W ciągu ponad dwóch dekad działalności NAT zbudował swoją pozycję w polskiej turystyce, oferując bogatą ofertę pobytów rekreacyjnych i prozdrowotnych, jednocześnie pozostając wiernym tradycjom związanym z sektorem górniczym.

Oferta sieci obejmuje wypoczynek rodzinny, pobyty prozdrowotne i promujące aktywne spędzanie wolnego czasu na Pomorzu, Mazurach, Ziemi Kłodzkiej, w Beskidach i na Podhalu.

Jakim zapleczem może się pochwalić NAT jeśli chodzi o infrastrukturę, bazę noclegową, itd.?

Nadwiślańska Agencja Turystyczna (NAT) to synonim wyjątkowych miejsc i wygodnego wypoczynku w Polsce. Nasze obiekty położone są w najpiękniejszych zakątkach kraju: nad Bałtykiem, przy czystych jeziorach i w otoczeniu górskich krajobrazów. Każda lokalizacja to gwarancja bliskości natury i przestrzeni idealnej do relaksu.

Posiadamy strefy wellness, gabinety zabiegowe, proponujemy profesjonalne usługi profilaktyczno-lecznicze i sanatoryjne, dostosowane także do potrzeb zdrowotnych naszych gości. Posiadamy boiska sportowe, siłownie zewnętrzne i wewnętrzne. Nie zapominamy o najmłodszych Gościach, na których czekają place i pokoje zabaw. Organizujemy także animacje.

Nasza kuchnia opiera się na polskich, domowych smakach. Większość posiłków podawana jest w formie bogatych bufetów z napojami, gdzie każdy Gość może skomponować samodzielny posiłek według swoich upodobań.

Każdy znajdzie coś dla siebie – nasze obiekty oferują standard na każdą kieszeń, zapewniając jednocześnie wygodę i staranność w realizacji oczekiwań naszych Gości.

Jesteśmy marką, która ceni uczciwość, odpowiedzialność, gościnność i bezpieczeństwo. To, co nas wyróżnia, to autentyczna pasja i zaangażowanie w turystykę. Staramy się tworzyć miejsca, do których chętnie się wraca.

Poza ofertą hoteli i ośrodków wypoczynkowych niewątpliwymi atrakcjami znajdującymi się w ofercie NAT są przystań żeglarska z wypożyczalnią sprzętu wodnego w Kalborni oraz kolej linowa Cieńków w Wiśle (zimą Stacja Narciarska Cieńków), a także wyjątkowa Restauracja a’la carte – TaTRadycja w Bukowinie Tatrzańskiej.

Swoją ofertę kierujecie do osób prywatnych, ale wiem, że z Waszych usług chętnie korzystają też firmy. Co może zaproponować NAT dla klienta biznesowego?

Tak, głównym klientem NAT są osoby prywatne, jednak z ogromnym powodzeniem obsługujemy również klientów biznesowych, zapewniając kompleksową organizację konferencji, szkoleń oraz różnorodnych eventów firmowych. Dzięki różnorodnej bazie noclegowej i rozbudowanej infrastrukturze możemy zaplanować wydarzenie, które będzie idealnie odpowiadać potrzebom każdej firmy, niezależnie od skali czy formatu.

Obiekty NAT oferują przestronne sale konferencyjne i szkoleniowe, które umożliwiają organizację spotkań dla grup liczących od 20 do 200 osób. Gwarantujemy profesjonalną obsługę na każdym etapie współpracy – od planowania aż po realizację. Nasz doświadczony zespół zadba o każdy detal, zapewniając komfortowe warunki i elastyczność w dostosowaniu oferty do indywidualnych oczekiwań.

Dużym powodzeniem na Śląsku cieszy się Hotel* NAT Ustroń i Hotel* NAT Wisła. Często w tych obiektach Gościmy grupy szkoleniowo – konferencyjne, które cenią sobie lokalizację i obsługę.

Choć mało kto o tym wie, NAT ma też dość istotne związki z górnictwem…

Nadwiślańska Agencja Turystyczna Sp. z o.o. powstała w wyniku działań restrukturyzacyjnych właśnie górnictwa, które miały na celu oddzielenie od kopalń strefy nieprodukcyjnej. Powstało wtedy kilka Spółek, których jedynym udziałowcem była Nadwiślańska Spółka Węglowa. Dziś właścicielem Spółki jest Holding KW sp. z o.o.

Czy z tej przyczyny Wasze obiekty częściej goszczą wydarzenia górnicze lub może firmy z tej branży chętniej korzystają z usług NAT?

Tak, nasze obiekty rzeczywiście często goszczą wydarzenia związane z branżą górniczą, co jest efektem długotrwałych i silnych więzi NAT z tym sektorem. Nasza oferta jest chętnie wybierana nie tylko przez firmy górnicze organizujące konferencje, szkolenia i spotkania, ale również przez gości indywidualnych. We współpracy z zakładami pracy organizujemy wczasy profilaktyczno-lecznicze. Dbamy o to, by nasze usługi odpowiadały potrzebom tej grupy, zapewniając komfort i wyjątkową atmosferę.

Nie zapominamy też o naszych korzeniach, wspierając lokalne wydarzenia związane z górnictwem oraz angażując się w inicjatywy branżowe. Często spotykamy się z sentymentem naszych gości, którzy z dumą wspominają: „To ja budowałem ten obiekt…”. To dla nas ogromny zaszczyt i motywacja, by dalej rozwijać nasze obiekty z myślą o pracownikach i sympatykach sektora górniczego.

Porozmawiajmy również o Pani roli. Od września 2024 r. kieruje Pani pracami zarządu NAT – czy przewiduje Pani istotne zmiany w funkcjonowaniu agencji? Jakie cele rozwojowe pojawiają się na horyzoncie?

28 sierpnia zostałam czasowo oddelegowana do pełnienia funkcji Prezesa Zarządu Nadwiślańskiej Agencji Turystycznej Sp. z o.o. Moim priorytetem stało się podnoszenie standardu naszych obiektów i dostosowywanie ich do zmieniających się potrzeb klientów. Planujemy szereg remontów oraz modernizacji, które znacząco podniosą komfort i jakość obsługi we wszystkich naszych lokalizacjach. Moim celem jest, aby NAT była postrzegana jako marka oferująca nie tylko doskonałą infrastrukturę wypoczynkową, ale też wyjątkowe doświadczenia dla klientów biznesowych i indywidualnych.

Na horyzoncie widzimy także rozwój naszej oferty wellness oraz wzmocnienie współpracy z lokalnymi społecznościami. Chcemy, aby NAT była symbolem jakości i przywiązania do tradycji, ale też nowoczesności, odpowiadając na potrzeby wszystkich grup naszych klientów.

Dziękuję za rozmowę i życzę wobec tego powodzenia w realizacji tych planów.

rozmawiał Marcin Hylewski

Zobacz pozostałe numery

Sporo się u nas dzieje.

Bądź zawsze na bieżąco.

ZAPISZ SIĘ DO NEWSLETTERA