W NUMERZE:
Panie Marszałku, dzień przed naszą rozmową zapytałem Chata GPT z czym kojarzy się Śląsk. Cytuję odpowiedź: „z przemysłową historią, kopalniami węgla kamiennego, szybami, hałdami oraz familokami z czerwonej cegły”. Podejrzewam, że pytając większość zamiejscowych znajomych, uzyskalibyśmy dość podobne odpowiedzi. Jednym słowem – górniczy świat. To przeszłość, teraźniejszość, a może jeszcze pod pewnymi względami… przyszłość?
To zależy z jakiego punktu widzenia na to patrzymy. Jeśli z punktu widzenia kogoś, kto wychował się na Śląsku i żyje tu od kilkudziesięciu lat (a takich ludzi jest sporo), to kojarzy im się często właśnie z tym. Plus jeszcze niekiedy z sadzami na parapetach… Młodsze pokolenia znają jednak już całkiem inny Śląsk – z górniczą symboliką, ale jednocześnie rozwijający się, zielony, nowoczesny. Jeśli chodzi o ludzi spoza regionu to – nawet jeśli mają głęboko zakorzenione górnicze wyobrażenie Śląska – ich postrzeganie kompletnie zmienia się, gdy rzeczywiście tutaj przyjeżdżają i widzą, że przez ostatnie dziesięciolecia zmieniło się praktycznie wszystko… Dlatego – odpowiadając na Pana pytanie – wydaje mi się, że skojarzenia z górnictwem to przeszłość przemieszana z teraźniejszością.
Natomiast – uprzedzając być może kolejne pytania – absolutnie nie uważam, że powinniśmy od tego uciekać. Górnictwo i związane z nim asocjacje to jest też pewien rodzaj naszego śląskiego DNA i coś, co nas wiąże z przeszłością. Te skojarzenia zresztą są bardzo szerokie. Jest wśród nich etos pracy, przywiązanie do tradycji, czy zdolność do adaptacji w zmieniających się warunkach. To fundament, na którym możemy budować też przyszłość – w tym również przyszłość i dalsze funkcjonowanie w nadchodzących latach sektora górnictwa. A sektor ten – o czym często zapominamy – to przecież nie tylko kwestia eksploatacji, ale też cały szereg zagadnień związanych z naszym bezpieczeństwem energetycznym. Bez węgla nie ma energetyki węglowej, która jeszcze przez wiele lat będzie podstawą naszego systemu energetycznego. Górnictwo to także ludzie, którzy w nim pracują i którzy mają często unikatowe kompetencje i umiejętności. To również rozwój innych, zależnych od niego rodzajów działalności. To kwestia uczelni i instytutów naukowych oraz opracowywania w ich murach nowoczesnych technologii. To cały kompleks zagadnień związanych z rekultywacją i transformacją terenów pokopalnianych, które z powodzeniem można wykorzystać na nowe cele. To w końcu lokalne społeczności, których życie przez wiele dekad skupiało się wokół górnictwa. Górnictwo zatem – obecne w tej czy innej formie – nie zniknie z mapy Śląska, a przynajmniej nie stanie się to w najbliższym czasie.
W najbliższym czasie kontynuowana będzie natomiast polityka ograniczania wydobycia, dlatego też chciałem zapytać o aspekt gospodarczy. Przez wiele dekad prężnie działający sektor wydobywczy budował wyobrażenie Śląska jako czarnego Eldorado. Za pracą, płacą i lepszym życiem napływała tu ludność z całej Polski. Strumień środków, którym – w postaci podatków i innych danin publicznych – górnicze spółki zasilały budżet województwa i lokalnych miast decydował o obliczu tego regionu. Na ile (i czy w ogóle) dziś, w stadium zaawansowanej transformacji, Śląsk jest zależny gospodarczo od wpływów generowanych przez sektor górnictwa?
Górnictwo jest ciągle ważnym elementem lokalnej gospodarki. W dużej mierze dzięki wpływom z sektora w roku 2023 województwo śląskie uplasowało się na drugim miejscu w rankingu wkładu poszczególnych województw w polski PKB. Dość wspomnieć, że w latach 2022-2025 płatności publicznoprawne samej Polskiej Grupy Górniczej opiewały na kwotę 18 miliardów zł! Należy jednak pamiętać, że lepsze liczby górnictwa w ostatnich latach wynikały głównie z rosnących cen węgla i sytuacji na międzynarodowych rynkach. Samo wydobycie, a za nim wpływ sektora górniczego (w tym czołowych spółek węglowych jak PGG, Węglokoks Kraj czy Południowy Koncern Węglowy) oraz powiązanych z nim firm, w najbliższych latach będzie z pewnością się zmniejszał. I tu pojawia się najważniejsze wyzwanie, jakie przed nami stoi. W górnictwie i jego otoczeniu działa wiele podmiotów zatrudniających setki tysięcy ludzi. Likwidacja przedsiębiorstw górniczych i sektora okołogórniczego przełoży się na spadek wpływów z CIT czy PIT, jak również z innych podatków, co pośrednio osłabić może cały lokalny ekosystem gospodarczy. To oznacza mniejsze środki w budżetach gmin i miast oraz ryzyko powstania istotnej luki dochodowej. Czym ją zasypiemy i z czego będą zaspokajane rosnące potrzeby finansowe samorządów? Oto pytanie, z którym musimy się zmierzyć. Potrzebujemy zmian w systemie dochodów jednostek samorządu terytorialnego, ale także wdrożenia nowych mechanizmów kompensacyjnych na miarę funkcjonującego ciągle jeszcze Funduszu Sprawiedliwej Transformacji. Bez środków finansowania z poziomu krajowego (jak choćby z ETS) trudno będzie w obliczu nieuchronnej dekarbonizacji utrzymać dochodowość oraz konkurencyjność regionu.
W grudniu prezydent Karol Nawrocki podpisał tzw. ustawę górniczą, która osobom pracującym w likwidowanych kopalniach gwarantuje pewien poziom bezpieczeństwa socjalnego. A co z przedsiębiorstwami górniczymi? Czy przyjęte rozwiązania wystarczą, by uratować JSW? I czy na stole mamy jakieś pomysły, które mogą rzeczywiście doprowadzić do skutecznych restrukturyzacji w sektorze? Jeden z moich rozmówców stwierdził, że transformacyjne projekty sprowadzają się zwykle do poszukiwania mniej dolegliwych form likwidacji górnictwa – tyle i tylko tyle…
Jeśli chodzi o JSW to w mojej ocenie ani objęcie grupy zapisami ustawy (o co jako samorząd wnioskowaliśmy) ani porozumienie, które zostało ostatnio zawarte przez zarząd JSW, same w sobie nie uratują sytuacji tej spółki. Potrzebna jest głęboka restrukturyzacja, w wyniku której w perspektywie długoterminowej koszty nie będą przewyższały przychodów spółki. To samo, nawiasem mówiąc, tyczy się PGG i Południowego Koncernu Węglowego. Sytuacji na pewno nie poprawia fakt, że zapotrzebowanie na węgiel ze strony energetyki zawodowej spada o wiele szybciej, niż przewidywano. PGG wydobywa i sprzedaje teraz tyle węgla, ile według założeń miała wydobywać i sprzedawać w połowie lat 30. Przy obecnym poziomie zatrudnienia utrzymanie rentowności może okazać się niemożliwe. To pokazuje, że musimy – o co wielokrotnie już apelowałem – rzetelnie, tj. bez polityki i okłamywania się, policzyć ile tego węgla i kiedy będziemy potrzebować (analogicznie: ile będzie nam potrzebne energii ze słońca, wiatru, gazu, czy – w przyszłości – atomu) i dopiero w oparciu o takie prognozy planować wydobycie i zatrudnienie.
Sama transformacja, choć niesie za sobą ograniczanie wydobycia paliw kopalnych, nie oznacza likwidacji potencjału przemysłowego. Przeciwnie, jej celem jest modernizacja i dywersyfikacja przemysłu oraz tworzenie nowych rynków zbytu. Potrzebna jest gruntowna przebudowa gospodarcza regionu. Przez lata rzeczywiście dużo mówiło się o pakietach osłonowych, które niewątpliwie są konieczne, jednak problem jest znacznie szerszy. Należy zrobić wszystko, aby zakłady górnicze nie były likwidowane bez uprzedniego przygotowania alternatyw gospodarczych, w tym także nowych miejsc pracy. Proces dekarbonizacji musi być skoordynowany z projektami inwestycyjnymi, a ponadto odpowiednio rozłożony w czasie. Tereny pokopalniane i inne należące do spółek górniczych można zagospodarować pod działalność przemysłową i energetyczną, włączając w ten proces także byłych pracowników sektora. Ale zmiana przeznaczenia infrastruktury i transfer kompetencji wymaga mechanizmów wsparcia i stabilnych narzędzi finansowania w regionach górniczych.
Czy zapowiadany koniec wsparcia z FST zmienia w sposób istotny perspektywy i rokowania transformacji sektora węglowego? Kto będzie finansował ten proces po roku 2027?
Jako Województwo Śląskie przygotowujemy się na różne scenariusze. Na wypadek gdyby wsparcie z FST nie było kontynuowane (nie jest to jeszcze przesądzone), upominamy się już teraz o stworzenie alternatywnych instrumentów wsparcia sprawiedliwej transformacji. Chodziłoby o mechanizm zapewniający w budżecie europejskim środki na ten cel oraz definiujący konkretne obszary wsparcia. Idealnie gdyby środki te były zarządzane z poziomu regionu, a nie z poziomu centralnego.
Postulujemy też wyodrębnienie jako osobnego celu szczegółowego wsparcia procesów transformacji w zakresie łagodzenia społecznych, gospodarczych i środowiskowych skutków realizacji unijnych celów w zakresie energii i klimatu.
Trwają prace nad ustanowieniem energetycznych obszarów strategicznej interwencji w ramach Strategii Rozwoju Polski do 2035 r., w które wpisuje się 7 naszych podregionów górniczych objętych wsparciem z FST. To może mieć przełożenie na późniejszą alokację środków.
Musimy też stworzyć katalog narzędzi prawnych i organizacyjnych umożliwiający skuteczne sterowanie tym, w jaki sposób przebiega transformacja oraz próbować – na tyle, na ile jest to możliwe – zmniejszać jej zależność od stałego dopływu środków z zewnątrz. Nie ukrywam, że liczymy tutaj na bliską współpracę z resortami, zwłaszcza Ministerstwem Energii.
Łatwo zapominamy, że transformacja polskiego sektora wydobywczego nie rozpoczęła się w poprzedniej ani obecnej perspektywie budżetowej…
Transformacja górnictwa trwa praktycznie od czasu… transformacji ustrojowej. Nawet jeśli różnie ją nazywano w ostatnim czterdziestoleciu. Jasne, ostatnie lata i te, które przed nami to znaczne przyspieszenie związanych z nią procesów, a środki unijne istotnie pomagają nam ograniczać jej nieuniknione negatywne (szczególnie w perspektywie krótko i średnioterminowej) następstwa, ale nie możemy traktować ich jako pewnik czy jako swego rodzaju „być albo nie być” transformacji.
Chciałem też zapytać o podmioty zależne od górnictwa, w tym przede wszystkim o cały sektor firm okołogórniczych. Czy władze województwa monitorują sytuację tej grupy? Kilkukrotnie spotykałem się z zarzutami, iż ta grupa interesariuszy transformacji nie znajduje się w ogóle na radarach instytucji, które ją realizują.
Nic podobnego. Dostrzegamy ogromny potencjał branży okołogórniczej. Z różnych źródeł – w tym z raportów GIPH i Uniwersytetu Ekonomicznego – znamy liczby i jesteśmy świadomi skali problemu. Już w ramach pierwszej edycji projektu Regionalnego Obserwatorium Procesu Transformacji w 2023 r. badaliśmy postawy, potrzeby, umiejętności oraz bariery kompetencyjne pracowników kopalń oraz właśnie sektora okołogórniczego. Na bieżąco współpracujemy z organizacjami reprezentującymi to środowisko, w tym z GIPH, Regionalną Izbą Gospodarczą czy związkami zawodowymi. Tematyka sektora zależnego górnictwa często pojawia się na forum Regionalnej Rady ds. Sprawiedliwej Transformacji.
A czy jest Pan w stanie wskazać konkretne działania, projekty czy wsparcie finansowe dla sektora okołogórniczego?
Spora część środków z FST trafia do sektora okołogórniczego. W ramach działań 10.03 i 10.04 mówimy o kwocie 2,2 mld zł. Finansujemy projekty dywersyfikacyjne i modernizacyjne – od wejścia w OZE i elektromobilność, przez automatykę i cyberbezpieczeństwo, a od niedawna także w „zbrojeniówkę” czy obronność. Z naszego wsparcia skorzystały już takie podmioty jak FASING, Grenevia, COIG, Carboautomatyka, Centrum Badań i Dozoru Górnictwa Podziemnego i wiele innych.
Chciałem też zapytać o pewien paradoks. Z jednej strony o górnictwie na Śląsku mówi się obecnie dużo w kontekście procesów tożsamościowych i dziedzictwa historycznego, które należy zachować. Z drugiej coraz częściej pojawiają się głosy zniechęcenia, niekiedy nawet otwartej wrogości. Na cenzurowanym są górnicze emerytury, roszczenia związków zawodowych i szkody środowiskowe. Czy wokół przemysłowej spuścizny Śląska można dalej z powodzeniem budować tożsamość regionu?
Element tożsamości jest ważny, bo górnictwo i związane z nim symbole oraz wartości są wpisane w nasze śląskie DNA. To dziedzictwo to nie tylko muzea tworzone w obiektach pogórniczych i poprzemysłowych (w tym Szlak Zabytków Techniki), czy górniczych izbach pamięci, ale też żywe ciągle tradycje jak choćby Barbórka. Mamy aktywne orkiestry górnicze, kwitnie literatura i sztuka poświęcona tej tematyce. Nawet jeżeli sam zawód górnika nie jest już przekazywany z pokolenia na pokolenie, dalej dokonuje się transfer wartości takich jak etos pracy, solidarność, dbałość o bezpieczeństwo załogi i tak dalej. To grunt, na którym śmiało, bez poczucia wstydu, a nawet dumą, możemy budować nową tożsamość i przyszłość Śląska. Nieprzychylne głosy związane z bieżącą sytuacją ekonomiczną sektora oddzieliłbym zatem od kwestii tożsamościowych.
Natomiast uważam, że mamy niewątpliwie problem z tym, jak komunikujemy o Śląsku. Jeżeli gros komunikatów to żądania dopłat do sektora i inne roszczenia finansowe, którym towarzyszą w dodatku różne katastroficzne wizje (jak nam nie dacie, to upadniemy…), to nie dziwi mnie jakoś szczególnie, że potem kojarzymy się z problemami… Spójrzmy jak robi to chociażby Tauron, wielki gracz na rynku energetyki węglowej, którego komunikacja idzie w zupełnie innym kierunku. Moim zdaniem, sektor górniczy powinien silniej i na konkretnych danych akcentować niewątpliwe korzyści, jakie generuje (lub może generować), zamiast skupiać się wyłącznie na eksponowaniu zagrożeń i finansowych tarapatów.
Z perspektywy „insidera” kreowany sukcesywnie przez ostatnie dekady nowy wizerunek Śląska, którego nie daje się już zredukować do węglowej monokultury, jest trudny do przeoczenia. Czy jednak widać go też w stolicy i innych częściach kraju?
Tu muszę zacząć od dygresji. Niedawno miałem prezentację w Nadrenii Północnej-Westafalii, gdzie opowiadałem o naszej śląskiej transformacji. Pokazywałem również zdjęcia Śląska dziś i w latach 90. Nadrenia Północna-Westfalia była dla nas przez długi czas wzorcem do naśladowania jeśli chodzi o efekty transformacji regionów węglowych. I co się okazało? Większość obecnych była zaskoczona tym, co udało nam się osiągnąć, rozmachem realizowanych projektów, ewolucją krajobrazów. Można było odnieść wrażenie, że role się odwróciły. Gdy przechodziłem ulicami Essen oglądając pogórnicze dzielnice, czułem się przez chwilę jakbym przeniósł się w czasie do mojego rodzinnego Knurowa z lat dzieciństwa. Dziś łatwiej natknąć się na klasyczne familoki w niezmienionej formie w Essen niż Knurowie. To pokazuje jak długą drogę już przeszliśmy… I teraz wracając do Pana pytania – to właśnie jest nasze zadanie. Ciągle uczymy się jak opowiadać o Śląsku, by pokazywać go takim, jakim obecnie jest i jakim się staje. Udało nam się to w Niemczech, więc dlaczego miałoby się nie udać i w Polsce?
Co musiałoby się znaleźć w takiej „opowieści”, aby stereotyp skruszał?
Tych elementów jest bardzo wiele, ale warto położyć na stół kilka faktów.
Biorąc pod uwagę przeciętny dochód rozporządzalny na mieszkańca, jesteśmy jako województwo na drugim miejscu w kraju. Owszem, płace w górnictwie i przemyśle zawyżają te wartości, ale wynagrodzenia w rosnących sektorach innowacyjnych coraz częściej opiewają na podobne lub nawet wyższe kwoty. Mamy stabilną, niską stopę bezrobocia wynoszącą 4,7% (przy średniej krajowej na poziomie 6%), choć naturalnie na obrzeżach metropolii jest ona wyższa niż w Katowicach.
W latach 2014-2022 województwo śląskie (obok pomorskiego i dolnośląskiego) rozwijało się najszybciej w Polsce, a przecież startowało z o wiele wyższego poziomu niż regiony uboższe.
Mamy największą w Polsce i drugą w Europie Środkowo-Wschodniej pulę gotowych terenów inwestycyjnych – od w pełni uzbrojonych typu „greenfield” po liczne „brownfieldy” czekające na rewitalizację. Powstaną tu miejsca pracy, edukacji, rozrywki.
Dołóżmy do tego prężnie rozwijające się sektory usług okołobiznesowych, technologii informacyjnych i komunikacyjnych czy energetyki plus wykształcone kadry, a otrzymamy obraz regionu gotowego na inwestycje i wzrost gospodarczy.
Cały czas poprawia się stan środowiska i jakość powietrza.
W 2025 r. w rankingu Business Insidera Katowice zostały uznane za najlepsze miasto do życia w Polsce, zostawiając za plecami Poznań, Wrocław czy Gdańsk.
Musimy tylko umieć to wszystko pokazać.
Od lat z satysfakcją obserwuję jak rośnie w Polsce zainteresowanie Śląskiem oraz śląską kulturą. Powieści Szczepana Twardocha, reportaże Zbigniewa Rokity, obecnie także kontrowersyjny pod wieloma względami serial „Ołowiane dzieci” w reżyserii Macieja Pieprzycy, który w dwa tygodnie po premierze obejrzało kilkadziesiąt tysięcy widzów. Z drugiej strony, jeśli spojrzeć na gospodarkę, obraz wydaje mi się jednak niejednoznaczny. Jak Pan już wspomniał, obserwujemy dynamiczy rozwój nowych sektorów, mamy niskie bezrobocie, wysoką podaż mieszkań itd. Ale mamy też ujemne saldo migracji zewnętrznych, odpływ młodych do Małopolski i innych województw, pogłębianie się nierówności między centrum i peryferiami. Jak odwrócić te trendy?
To są problemy, z którymi zmagamy i będziemy zmagać się w najbliższych latach. Do niekorzystnych trendów demograficznych dodałbym jeszcze niską dzietność i szybkie starzenie się populacji województwa, co rodzi wyzwania w zakresie instytucji opieki czy przystosowania infrastruktury do potrzeb i możliwości osób starszych. Ale wracając do tematu. Zaadresowania wymagają wszystkie kwestie, które decydują o jakości życia i atrakcyjności Śląska jako miejsca zamieszkania. Mam tu na myśli szerokie (ale też jakościowe) portfolio ofert zatrudnienia w regionie, dostępność mieszkań (również pod względem ekonomicznym), czy poprawę estetyki przestrzeni miejskich. Wierzę, że lokomotywą, która „ciągnie” za sobą większość z tych elementów jest rozwój i wzrost gospodarczy. Wystarczy spojrzeć na przykład Wrocławia, który zyskał reputację miejsca dobrego do życia w ślad za napływem kapitału, inwestycji (w tym międzynarodowych) i rozwojem nowych, innowacyjnych sektorów gospodarki. Nie bez znaczenia jest też to, o czym mówiliśmy wcześniej, czyli kwestia wizerunkowa i sukcesywne budowanie nowego wizerunku Śląska.
Zanim węgiel popadł w niełaskę, cały fedrujący Śląsk jawił się jako region strategiczny dla Polski. O ile nie wątpię w to, że transformacja może pomóc nam wyjść bez większych wstrząsów społecznych i gospodarczych z epoki węglowej, zastanawiam się czy mamy szansę utrzymać rangę regionu i jak to zrobić…
Oparcie się po raz kolejny na jednej gałęzi gospodarki raczej nie wchodzi w grę. Silny i strategiczny dla Polski i Europy Śląsk może się ziścić tylko jeśli odpowiednio zdywersyfikujemy lokalną gospodarkę. Musimy rozwijać szerokie spektrum projektów, pośród których jest miejsce zarówno dla innowacyjnego przemysłu, logistyki, jak i dla branży IT oraz nowoczesnych technologii.
OZE, elektromobilność, obronność – to tylko kilka pierwszych z brzegu „buzzwordów”, jakie słyszę w dyskusjach o nowym obliczu gospodarczym Śląska…
Te sektory już są na Śląsku dobrze zakorzenione, a mogą się jeszcze rozwinąć. W sektorze okołogórniczym inwestowanie w energetykę odnawialną oraz niskoemisyjną jest bardzo popularne. Mówimy tu nie tylko o projektach związanych z pozyskiwaniem energii słonecznej (np. wielkopowierzchniowe farmy fotowoltaiczne), ale także z magazynowaniem energii czy odzyskiem ciepła z wód kopalnianych.
Jeśli chodzi o obronność, w województwie mamy zarówno firmy produkujące tradycyjny sprzęt wojskowy (np. należące do Polskiej Grupy Zbrojeniowej zakłady Rosomak czy gliwickie Zakłady Mechaniczne „Bumar-Łabędy” produkujące i serwisujące sprzęt opancerzony), jak i pojazdy specjalistyczne czy bezzałogowe systemy powietrzne. Mamy też – w przeciwieństwie do wielu innych regionów kraju – niezbędne do tego zaplecze w postaci hutnictwa, produkcji komponentów czy odpowiednio wykwalifikowanej siły roboczej.
A inne rosnące i/lub dobrze prosperujące sektory?
Mocno stoi sektor usług medycznych – zarówno publicznych, jak i prywatnych, co przekłada się na wysoką dostępność opieki medycznej i ogólna jakość życia.
Rośnie cały czas sektor cyfrowy. Podejmujemy działania, aby rozszerzyć listę ośrodków objętych Krajowym Programem Wsparcia Komputerów Dużej Mocy o Górnośląsko-Zagłębiowską Metropolię. W maju 2025 r. Politechnika Śląska uruchomiła w Katowicach pełnoprawne Centrum Obliczeniowe z takim komputerem (Centrum Technologii i Nauk Obliczeniowych – CETINO).
Spójrzmy też na nowy przemysł, robotykę i automatykę, gdzie także mamy już sporo sukcesów. Jako przykład można tu wskazać platformę Silesia Smart Systems wspierającą przemysł w transformacji cyfrowej w obszarach robotyzacji, cyberbezpieczeństwa i technologii przyrostowych.
Mimo zawirowań, ciągle nieźle prosperuje sektor automotive. Tu warto wspomnieć o projekcie hubu produkcyjno-rozwojowego w Jaworznie, który zakłada budowę fabryki samochodów elektrycznych o zdolności produkcyjnej na poziomie 300 tys. pojazdów rocznie, w modelu joint venture z globalnym partnerem. To nie jest projekt „polskiego auta”, lecz budowa polskiego przemysłu motoryzacyjnego nowej generacji.
Obok niego kwitnie logistyka. Nie zawsze się tym chwalimy, ale województwo posiada rozwinięty system powiązań transportowych. Mówimy o dobrych połączeniach między miastami jak i rozwiniętej infrastrukturze transportowej – od sieci dróg po sieci kolejowe i transport lotniczy. Na agendzie jest rozbudowa lotniska w Pyrzowicach tak, by mogło obsługiwać do 10 mln pasażerów i 100 tys. ton cargo roczne. Wszystko to przekłada się na napływ inwestorów z branży logistycznej, którzy chętnie lokują tutaj swoje magazyny.
Działamy na wielu frontach – docelowo chcemy elastycznej gospodarki, która łatwo dostosowuje się do zmieniających się potrzeb mieszkańców oraz rynków i nie jest zakładnikiem pojedynczego sektora.
Transformacyjni sceptycy wytykają niekiedy władzom województwa problemy z pozyskiwaniem strategicznych inwestycji. To przesadzone opinie? Ma Pan w zanadrzu jakiś wabik na dużych inwestorów?
Nie tyle wabik, ile pakiet konkretnych narzędzi. Dzięki Polskiej Strefie Inwestycji i wsparciu Katowickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej inwestorzy mogą uzyskać zwolnienia podatkowe sięgające nawet 50-70% kosztów kwalifikowanych, szczególnie na terenach objętych FST. To realna przewaga kosztowa… Mamy tereny inwestycyjne, a w tej puli 8 tys. hektarów terenów pogórniczych i poprzemysłowych czekających na zagospodarowanie. Oferujemy brownfieldy z infrastrukturą, przyłączami i wsparciem administracyjnym. O logistyce, transporcie i udogodnieniach komunikacyjnych już wspominałem. Do tego, jak wiadomo, inwestycje lubią inwestycje, a u nas już dużo w tym temacie się dzieje. O wielu mówiłem wcześniej, ale możemy rozwinąć to w liczbach. Sam hub produkcyjno-rozwojowy w Jaworznie to projekt o wartości 8 mld zł i potencjalne 7 tys. miejsc pracy!
Nowe możliwości mogłoby otworzyć przed nami uchwalenie osobnej specustawy dedykowanej stworzeniu zachęt do lokowania inwestycji w regionie z wykorzystaniem terenów poprzemysłowych. Duży całościowy mechanizm oferujący preferencje dla inwestorów z jednoczesnym zabezpieczeniem ryzyka działania w trudnych warunkach terenowych.
Będziemy też aktywnie upominać się o uwzględnienie potencjału regionu w kontekście rozwoju sztucznej inteligencji oraz usług, w których znajduje ona zastosowanie. Mam tu na myśli m.in. uwzględnienie regionu w Polskim Ekosystemie AI.
Nie zapominajmy, w końcu, że Śląsk to 4,3 mln mieszkańców, wykwalifikowani pracownicy dostępni na miejscu, ogromny rynek i rozwinięta infrastruktura techniczna. To również fakty zapraszające inwestorów.
Katowicki Hub Gamingowo-Technologiczny stanie się symbolem transformacji Śląska?
Bez wątpienia ma taki potencjał. Z jednej strony uosabia nowoczesność i rozwój, czyli kierunek, w którym zmierzamy, z drugiej natomiast jest wznoszony w przestrzeni byłej kopalni KWK „Wieczorek” (z zachowaniem znacznej części infrastruktury). Stanowi pomost między górniczym dziedzictwem i gospodarką opartą na wiedzy i nowoczesnej technologii.
Ale Hub to nie tylko symbol, bo ma też swój wyraźny wymiar gospodarczy i społeczny. Z uwagi na swój profil, może przyciągać inwestorów, startupy i projekty badawczo-rozwojowe, wzmacniając tym samym konkurencyjność Śląska. Młodzi utalentowani ludzie tutaj właśnie będą mogli realizować swoje ambicje i rozwijać kariery, bez konieczności opuszczania regionu.
Brzmi jak sen o śląskiej Silicon Valley…
„Think big” – jak mawiają za oceanem. Wierzę, że to nie sen, ale realny projekt.
Dziękuję za rozmowę
rozmawiał Marcin Hylewski
Krajowy Plan w Dziedzinie Energii i Klimatu – co czeka Polaków?
W grudniu 2025 r. Ministerstwo Energii opublikowało projekt Krajowego Planu w dziedzinie Energii i Klimatu do 2030 r. z perspektywą do roku 2040. Dokument precyzuje cele związane z osiągnięciem przez Polskę neutralności klimatycznej do 2050 r., ale też wyznacza konkretne działania mające na celu zmianę polskiego miksu energetycznego. Jakie zatem konsekwencje przyniesie realizacja Planu dla Polaków? Co oznacza dla nas stopniowe odchodzenie od węgla i jak to wpłynie to na nasze portfele?
Projekt zakłada ambitną transformację energetyczną, która polega na drastycznym wzroście udziału odnawialnych źródeł energii (OZE) w krajowym miksie energetycznym. Główne cele przyjęte w Planie to spadek emisji gazów cieplarnianych oraz wzrost udziału odnawialnych źródeł energii do ponad 50% w miksie energetycznym, a w długoterminowej perspektywie, do 2040 r. do 65-68%. Polski. Kluczową rolę odegrają energetyka wiatrowa i fotowoltaika. Aby te cele osiągnąć, możliwe są dwie drogi dojścia do nich: scenariusz przyspieszonej transformacji WAM, który zakłada dodatkowe działania umożliwiające realizację części zobowiązań pakietu Fit for 55, oraz scenariusz zrównoważonej transformacji WEM, który jest oparty na funkcjonujących obecnie instrumentach prawnych i finansowych.
Zgodnie z prognozami zapotrzebowanie na węgiel kamienny spadnie do 2030 r. do poziomu 28,4 mln t (według scenariusza zrównoważonej transformacji) lub do poziomu 19,4 mln t (w scenariuszu przyspieszonej transformacji). Do 2040 r. prognozy KPEiK przewidują dalszy spadek zużycia tego surowca do 10,1 mln t (w wersji zrównoważonej) lub zaledwie 0,7 mln t (w scenariuszu przyspieszonej transformacji). Podstawą pokrycia zapotrzebowania ma być krajowe wydobycie węgla.
W tym kontekście KPEiK wskazuje na konieczność przeprowadzenia szerokiej transformacji regionów węglowych, takich jak Śląsk, gdzie odchodzenie od węgla będzie miało największy wpływ na życie mieszkańców i rynek pracy. Plan przewiduje wsparcie regionów węglowych i ochronę miejsc pracy zgodnie z przyjętą umową społeczną. Działania dotyczące wsparcia obejmują m.in. programy szkoleniowe i umożliwiające przekwalifikowanie, programy rozwoju lokalnego, partnerstwa i współprace. Ale finansowanie tych działań nie jest do końca jasne, bo jak zapisano w Planie, „Działanie będzie realizowane z wykorzystaniem dostępnych funduszy”.
Co to oznacza dla Polaków?
Z jednej strony, rosnący udział odnawialnych źródeł energii w dłuższej perspektywie ma obniżyć koszty energii, ale w krótkim okresie spodziewany jest wzrost cen związany z transformacją sieci, inwestycjami w wytwarzanie energii oraz dodatkowymi opłatami wynikającymi z systemu handlu emisjami CO2 ETS-2, który ma wejść w życie w 2027 (lub – jeśli ceny paliw i energii będą zbyt wysokie w obecnym 2026 r. – w 2028 r.).
Do 2028 r. paliwa kopalne, w tym węgiel i gaz, będą obciążone dodatkowym kosztem emisji, który przeniesie się na ceny energii i paliw kopalnych. Wprowadzenie ETS-2, który obejmie również sektory budownictwa i transportu, może wpłynąć na dalszy wzrost kosztów życia. Wyższe koszty paliw będą miały wpływ na domowe budżety. W szczególności osoby mieszkające w gminach poza głównymi miastami, które zależą od transportu indywidualnego, mogą odczuć znaczące podwyżki cen paliw. Aby minimalizować skutki, Plan kładzie nacisk na rozwój transportu publicznego oraz inwestycje w alternatywne formy mobilności.
Najbardziej zauważalną zmianą dla mieszkańców będzie jednak przejście na inne źródła ogrzewania, w tym elektryczność i OZE. Do 2030 r. w miastach ma zostać zakończona era węgla w ogrzewaniu indywidualnym, a do 2040 r. także na obszarach wiejskich. W słabo ocieplonych budynkach przejście na ogrzewanie elektryczne może być wyzwaniem, a bez termomodernizacji realne jest ryzyko wzrostu kosztów ogrzewania. Dla wielu gospodarstw domowych będzie to wiązało się z koniecznością wymiany pieców oraz termomodernizacji budynków. Dlatego KPEiK przewiduje mechanizmy wsparcia dla osób wrażliwych, m.in. poprzez inwestycje w efektywność energetyczną oraz czasowe osłony, które pomogą złagodzić skutki ubóstwa energetycznego. Choć dokument deklaruje ochronę wrażliwych gospodarstw, to nie zawiera jednak szczegółowych informacji na temat mechanizmu ochrony rachunków i jasnej definicji kto i kiedy dostaje pomoc. Wszystko będzie więc zależeć od późniejszych ustaw i skali dostępnych środków z UE.
Plan kładzie duży nacisk na rozwój rynku prosumentów, dzięki fotowoltaice i innym odnawialnym źródłom energii. Jednak dostęp do nowych technologii, takich jak fotowoltaika czy pompy ciepła stanowi największe wyzwanie. W regionach wiejskich, zwłaszcza na terenach słabo skomunikowanych, gdzie brak dostępu do sieci ciepłowniczej i gazowej, koszty transformacji mogą być trudne do udźwignięcia dla wielu rodzin.
Krajowy Plan w Dziedzinie Energii i Klimatu to transformacja, która wymaga dużych inwestycji w sieci i wytwarzanie. Przy szybkim wzroście OZE istnieje ryzyko wąskich gardeł w sieciach, co może utrudniać przyłączanie i utrzymanie stabilnych cen. Kluczem do sukcesu będzie wsparcie dla osób wrażliwych oraz odpowiednie inwestycje w efektywność energetyczną. Według Planu łączne nakłady inwestycyjne na transformację energetyczną Polski w latach 2026-2040 wyniosą od około 2,7 biliona złotych do około 3,5 biliona złotych, w zależności od scenariusza. Największa część przypadnie właśnie na elektroenergetykę.
Eksperci i analitycy branżowi uważają, że szybkie przyjęcie KPEiK jest ważne, aby dać sektorowi energetycznemu i przemysłowemu jasne ramy do inwestycji i planowania. Zwracają uwagę, że przewidywany spadek udziału węgla i konieczność odpowiedzialnych działań w regionach węglowych to elementy, które będą warunkować ocenę Planu ze strony branży górniczej i okołogórniczej.
Sylwia Jarosławska-Sobór
W dość powszechnym wyobrażeniu polskie górnictwo węgla kamiennego jawi się jako swego rodzaju „czarna dziura”, zasysająca miliardy złotych z budżetu państwa (czyli kieszeni podatnika). Pieniądze te znikają w niej bez śladu i bez pożytku dla kogokolwiek poza, rzecz jasna, górniczymi spółkami oraz załogami kopalń. Rzeczywistość tymczasem jest o wiele bardziej złożona. Wiodące spółki wydobywcze co roku odprowadzają do państwa, a przede wszystkim do gospodarki, kwoty wyraźnie przekraczające to, co trafia do nich w ramach systemu wsparcia.
Pieniądze z PGG w zdecydowanej większości trafiają do polskich firm
To nie będzie tekst o tym, że fedrowanie węgla kamiennego w Polsce jest świetnym biznesem, a tylko opinia publiczna jeszcze tego nie dostrzegła. Suche dane dotyczące chociażby kosztów wydobycia zestawianych z uzyskiwanymi ze sprzedaży tego surowca wpływami oraz dramatyczne sygnały płynące na przestrzeni ostatnich miesięcy ze spółek górniczych jasno pokazują, jaka jest sytuacja branży. Będzie to natomiast tekst o tym, że rozpatrując rzecz w kontekście całej gospodarki, obraz jest bardziej skomplikowany, a przepływy finansowe w sektorze mają bardzo wielu adresatów.
– Co roku oddajemy ok. 10 mld zł na rzecz państwa i firm okołogórniczych – zakomunikował prezes Polskiej Grupy Górniczej, Łukasz Deja, przy okazji konferencji zorganizowanej w ramach IV Ogólnopolskiego Barbórkowego Spotkania Gwarków na Politechnice Śląskiej w Gliwicach.
Konkretnie tytułem czynności cywilnoprawnych, bo o nich w tym momencie mówił prezes Deja, kierowana przez niego spółka odprowadziła w 2024 r. kwotę 9,7 mld zł, z czego niemal 2/3 zostało w województwie śląskim, a niemal całość (99 proc.) popłynęła do firm mających mających siedzibę w Polsce (w kontekście toczącej się od roku dyskusji o patriotyzmie gospodarczym i tzw. local contencie można zauważyć, że wiele innych branż podobnym stopniem polonizacji swojego zaplecza nie może się wykazać).
Rok ubiegły przyniósł dość wyraźny spadek, ale w dalszym ciągu w ramach płatności cywilnoprawnych PGG wpompowała do różnego rodzaju podmiotów gospodarczych 7,8 mld zł. W sumie zaś, w latach 2022-2025 łączna kwota zapłacona przez największą polską spółkę górniczą z tego tytułu sięgnęła 36 mld złotych. Odbiorcami tych pieniędzy było ok. 3500 dostawców zatrudniających ok. 100 tys. osób (w 99,6 proc. krajowych), spośród których 68 proc. prowadzi swą działalność na terenie województwa śląskiego. To właśnie w kontekście tych liczb należy czytać często wyciągany argument o tym, że jedno miejsce pracy w górnictwie przekłada się na cztery w branżach z nim kooperujących.
Górniczy koncern podzielił się zyskiem zostając sponsorem nowych dróg
To jednak nie jedyne liczby, jakie przedstawiła PGG, chcąc bronić się przed tezą, że wyłącznie jest biorcą środków z publicznej kasy. Tytułem płatności publiczno-prawnych, w latach 2022-2025 spółka odprowadziła 18 mld zł (z czego 3,7 mld zł tylko w samym roku 2025). Pieniądze te trafiły w formie podatków do budżetu państwa (w roku 2024 było to o tyle istotne, że ponad 38 proc. pobranego z terenu danej gminy PIT-u wracało następnie do budżetu tejże gminy; w przypadku miast na prawach powiatu było to jeszcze więcej), a w formie opłat środowiskowych do Wód Polskich, Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej oraz województwa śląskiego. W puli tej znalazły się jeszcze składki do Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych oraz Zakładu Ubezpieczeń Społecznych (oczywiście w tym momencie można by napisać, że odprowadzanie składek do ZUS powinno stanowić standard, a nie powód do chwały, choć rzesze tych, którzy w różnych branżach przez całe lata pracowali na podstawie nieoskładkowanych umów cywilnych, z pewnością uznaliby ten „drobiazg” za bardzo pożądaną w swoim zawodowym losie odmianę).
I na koniec „wisienka na torcie”. W latach 2023-2024 PGG wpłaciła ok. 228 mln zł na Rządowy Fundusz Rozwoju Dróg (dawniej znany jako Fundusz Dróg Samorządowych), czyli mechanizm wsparcia jednostek samorządu terytorialnego poprzez dotacje celowe z budżetu państwa na dofinansowanie ich zadań własnych w zakresie budowy, przebudowy lub remontu dróg powiatowych i gminnych. A wpłaciła, gdyż zgodnie z ustawą o RFRD jego środki pochodzą m.in. z wpłat jednoosobowych spółek Skarbu Państwa w wysokości 7,5 proc. ich zysku po opodatkowaniu podatkiem dochodowym. Przelane w 2024 r. na rzecz Funduszu przez PGG 187 mln zł stanowiło 49 proc. ogółu wpłat spółek Skarbu Państwa. W skali ogólnej kwoty dofinansowania dla wszystkich objętych takim wsparciem zadań w kraju (niemal 4,6 mld zł) być może nie robi to jeszcze wrażenia, ale już w zestawieniu z pulą dla samego województwa śląskiego (w 2004 r. było to 235,6 mln zł) wygląda to znacząco. Jest też zresztą większa niż ogólna wartość dofinansowania z programu dla województwa opolskiego, lubuskiego, czy zachodniopomorskiego.
– Połowa obwodnic, która obecnie jest budowana za środki z tego budżetu, jest finansowana przez Polską Grupę Górniczą – stwierdził nie bez satysfakcji prezes Łukasz Deja.
Najwyższe pensje tam, gdzie węgiel kopią. Centra usług dla biznesu i nowe technologie nie zapewniły takiego efektu
Przedstawione przez PGG wyliczenia (zwłaszcza te dotyczące płatności cywilnoprawnych) zwracają uwagę na rzecz wydawałoby się oczywistą, ale czasem umykającą w analizach – z górnictwa żyją nie tylko sami pracownicy górniczych koncernów, lecz również cała masa współpracujących z nimi kooperantów (szacunki dotyczące liczby zatrudnianych przez nie pracowników są bardzo rozbieżne, w wersji maksymalnej mówią nawet o 300 tys. osób). Kto wie, czy to nie oni zresztą trzymają dziś najmocniej kciuki za możliwie jak najdłuższą przyszłość sektora wydobywczego w Polsce, mając świadomość, że jadą z nim „na jednym wózku”, będąc jednocześnie pozbawionymi – w przeciwieństwie do górniczych spółek – jakichkolwiek państwowych instrumentów wsparcia.
Owszem, rola górnictwa w gospodarce regionu systematycznie maleje, ale nie wszędzie ten spadek dokonuje się w równym tempie. Są gminy, gdzie po kopalniach zostało wspomnienie i ewentualnie ślady w miejskich herbach (np. Zagłębie Dąbrowskie); są takie, gdzie branża stanowi już tylko uzupełnienie dla innych, bardziej perspektywicznych sektorów; ale nadal są również takie, gdzie wciąż pozostaje liczącym się elementem lokalnego ekosystemu gospodarczego. Same kopalnie są tu kluczowym elementem chociażby ze względu na stosunkowo dużą liczbę dobrze płatnych miejsc pracy (a z połączeniem obu tych czynników, czyli liczby i odpowiedniej jakości miejsc pracy niejedna branża wciąż ma jeszcze problem). To nie jest przypadek, że od wielu lat najwyższe przeciętne wynagrodzenia w województwie śląskim notowane są nie w stołecznych Katowicach z ich rozlicznymi centrami usług dla biznesu, nie w Gliwicach z ich firmami technologicznymi, motoryzacyjnymi i rosnącym w siłę sektorem lotniczym, ale w położonym na obrzeżu regionu Jastrzębiu-Zdroju, mieście w swym aktualnym kształcie ukształtowanym przez wydobycie węgla kamiennego. Ze względu na obecny system finansowania samorządów (otrzymują one 7 proc. udziału w dochodach mieszkańców), owa stosunkowo duża liczba dobrze płatnych miejsc pracy ma bezpośrednie przełożenie na dochody lokalnego samorządu i jakość oferowanych przez nie usług publicznych, w jakimś tam stopniu konserwując jeszcze blednący obraz gruby–żywicielki.
Jeśli zatem w kontekście finansowej strony funkcjonowania górnictwa węgla kamiennego silić się na jakieś barwne porównania, to można raczej zaryzykować stwierdzenie, że branża nie jest studnią (bez dna), lecz dość rozbudowanym systemem rozprowadzającym pozostające w jej gestii środki pomiędzy pomniejszych odbiorców. Co oczywiście nie zwalnia od trudnych pytań o źródło środków w całym tym systemie.
Michał Wroński
dziennikarz gospodarczego serwisu WNP.PL
Światowe wydobycie węgla w 2025 r. wyniosło ok. 8,85 mld ton, co jest nowym rekordem. Międzynarodowa Agencja Energetyczna (IEA) w najbliższych latach spodziewa się wypłaszczenia popytu na węgiel.
IEA podaje, że światowe zapotrzebowanie na węgiel w 2025 r. było na rekordowym poziomie 8,85 mld ton, co oznacza wzrost o 0,5 proc. w stosunku do roku 2024.
Agencja nie podaje jeszcze pełnych informacji dot. wydobycia węgla w poszczególnych krajach w 2025 r.
Od lat największym producentem węgla są Chiny, gdzie w 2024 r. wydobyto ok. 4,78 miliarda ton. IEA wskazuje, że w 2025 r. zużycie węgla w Chinach było na poziomie zbliżonym do tego w 2024 r., czyli ok. 4,95 mld ton.
Zmiany w energetyce wpłyną na rynek węgla
Na drugim miejscu pod względem wielkości produkcji węgla są Indie, które w 2024 r. wydobyły blisko 1,05 miliarda ton. IEA podaje, że w 2025 r. w Indiach wczesny i intensywny sezon monsunowy spowodował spadek rocznego zużycia węgla po raz trzeci w ciągu pięciu dekad.
Znaczącym graczem na rynku węgla została Indonezja, która w 2024 r. wydobyła blisko 836 milionów ton węgla. To obecnie jeden z największych eksporterów węgla energetycznego na świecie. Eksport ten jest napędzany dużym popytem w Azji, głównie w Chinach, Indiach, Japonii i Korei Południowej. Do tego dochodzi duże zapotrzebowanie na węgiel na krajowym rynku.
W Stanach Zjednoczonych wyższe ceny gazu ziemnego i dxqecyzje polityczne, które spowolniły zamykanie elektrowni węglowych, zwiększyły w 2025 r. zużycie węgla, które przez ostatnie 15 lat wykazywało tendencję spadkową. W 2024 r. USA wyprodukowały około 465 milionów ton węgla.
Agencja informuje, że w 2025 r. po dwóch latach dwucyfrowych spadków, popyt na węgiel w Unii Europejskiej zmniejszył się jedynie nieznacznie.
IEA oczekuje, że do 2030 r. globalne zapotrzebowanie na węgiel nieznacznie spadnie, powracając do poziomu z 2023 r. Jest to w dużej mierze spowodowane zmianami w sektorze energetycznym, który obecnie odpowiada za dwie trzecie zużycia węgla. Wraz ze wzrostem mocy odnawialnych źródeł energii, rozwojem energetyki jądrowej i silnym rozwojem rynku skroplonego gazu ziemnego, przewiduje się spadek produkcji energii elektrycznej z węgla od 2026 r. Oczekuje się, że popyt na węgiel ze strony przemysłu pozostanie na dotychczasowych poziomach.
W Chinach, które obecnie odpowiadają za ponad połowę światowego zużycia węgla, oczekuje się nieznacznego spadku popytu do końca dekady. Kraj ten nadal dynamicznie rozwija moce wytwórcze energii odnawialnej, a rząd dąży do osiągnięcia szczytowego poziomu krajowego zużycia węgla do 2030 r.
Niepewność i wypłaszczenie
– Pomimo nietypowych trendów na kilku kluczowych rynkach węgla w 2025 r., nasza prognoza na nadchodzące lata nie zmieniła się i nadal spodziewamy się, że globalny popyt na węgiel osiągnie wypłaszczenie, a następnie spadnie do 2030 r. – powiedział Keisuke Sadamori, dyrektor ds. rynków energii i bezpieczeństwa w Międzynarodowej Agencji Energii (IEA).
Przyznaje, że istnieje wiele niepewności wpływających na perspektywy dla węgla, zwłaszcza w Chinach, gdzie rozwój sytuacji – od wzrostu gospodarczego i decyzji politycznych po sytuację na rynku energii i pogodę – będzie nadal miał ogromny wpływ na sytuację globalną.
IEA oczekuje, że największy bezwzględny wzrost zużycia węgla do 2030 r. nastąpi w Indiach, gdzie popyt ma rosnąć średnio o 3 proc. rocznie, co doprowadzi do ogólnego wzrostu o ponad 200 milionów ton. Tymczasem najszybszy wzrost prognozowany jest w Azji Południowo-Wschodniej, gdzie popyt ma rosnąć o ponad 4 proc. rocznie do 2030 r.
Jeśli Chiny odnotują szybszy niż oczekiwano wzrost zużycia energii elektrycznej, wolniejszą integrację odnawialnych źródeł energii lub duże inwestycje w gazyfikację węgla, może to spowodować wzrost globalnego popytu na węgiel powyżej prognoz, zgodnie z raportem. Na całym świecie utrzymuje się również duża niepewność co do tempa wzrostu zapotrzebowania na energię elektryczną, zarówno w gospodarkach rozwiniętych, jak i rozwijających się, a także niepewność odnośnie strategii politycznych i tempa substytucji węgla w niektórych sektorach i regionach.
W ostatnich latach chiński popyt na węgiel wzmocnił handel światowy, łagodząc wpływ spadku importu z Unii Europejskiej, Japonii, Korei i innych krajów. Jednak Chiny ograniczyły import w 2025 r. z powodu nadpodaży i słabego popytu, a trend ten ma się utrzymać do 2030 r. Ma to doprowadzić do spadku handlu węglem na całym świecie.
Według IEA, perspektywy dla węgla koksowego wydają się być lepsze ze względu na zależność Indii od importu, który wspiera rozwijający się przemysł stalowy.
Dariusz Ciepiela
Autor jest dziennikarzem portalu WNP.PL