W NUMERZE:
Podczas tegorocznego Europejskiego Kongresu Gospodarczego jedna z najważniejszych sesji poświęcona była „górnictwu przyszłości”. Z wypowiedzi większości panelistów wynikało, że przyszły przemysł wydobywczy będzie skupiał się prawie wyłącznie na pozyskiwaniu surowców krytycznych (głównie pierwiastków ziem rzadkich) oraz kopalin z dna morskiego.
Tymczasem w ubiegłym roku na świecie wydobyto aż 9,1 mld ton węgla, a globalne zapotrzebowanie przekroczyło rekordowe 8,8 mld ton. Rekordy produkcji notowano w Chinach i Indiach, a Indonezja z wynikiem na poziomie niemal 800 mln otarła się o rekord z roku 2024. Stabilny, wysoki wolumen wydobycia zanotowały nawet Stany Zjednoczone (524 mln ton). Globalnie ok. 36% energii elektrycznej pochodziło z węgla i w wielu innych regionach, jak np. w Azji Południowo-Wschodniej czy też Afryce, dalej stanowi i będzie stanowił on główny filar systemu energetycznego.
Również w Europie, gdzie silna presja klimatyczna i regulacyjna w sposób sztuczny pomniejsza udział węgla w miksie energetycznym, obowiązująca antywęglowa narracja stopniowo traci impet. I choć sam kurs transformacji sektora paliwowo-energetycznego w kierunku dominacji źródeł odnawialnych wydaje się nieunikniony, na negocjacyjnym stole coraz częściej pojawiają się postulaty o spowolnienie jej tempa. Do refleksji w tej sprawie usposabiają ostatnie, niezwykle silne turbulencje geopolityczne i ich gospodarcze konsekwencje: szybujące ceny ropy i gazu oraz ograniczona podaż tych surowców. Coraz więcej osób dostrzega – oczywisty skądinąd – fakt, iż jeszcze przez długi czas udział węgla w miksie energetycznym będzie konieczny. Ba, może okazać się on kluczowy dla naszego wspólnotowego bezpieczeństwa, bowiem jest niezawodnym stabilizatorem systemów energetycznych w okresie przejściowym do gospodarki bezemisyjnej. Mało kto wierzy w tani gaz i szybki start polskiej energetyki jądrowej (a od jej startu do rozwinięcia skali działalności daleka droga). Infrastruktura sieci przesyłowych oraz zdolność do magazynowania energii wyprodukowanej z OZE rozwija się wolniej niż przypuszczano. Pytanie nie dotyczy więc tego „czy” węgiel będzie potrzebny, lecz ile i jak długo będziemy go potrzebować (ciągle brakuje rzetelnych estymacji i prognoz w tym zakresie), skąd i jakim kosztem będziemy go czerpać oraz w jaki sposób będzie produkowany?
W tej ostatniej kwestii rozwój technologii otwiera przed nami całkiem nowe perspektywy dla węglowego górnictwa przyszłości.
Cyfryzacja i sztuczna inteligencja (w tym coraz bardziej popularne modele predykcyjne), „digital twins” dla kopalń, wykorzystanie OZE na terenie zakładów górniczych, automatyzacja i robotyzacja wydobycia prowadzące do konceptu „górnictwa bez ludzi”, zdalne sterowanie kopalnią z centrów operacyjnych – to tylko kilka pierwszych z brzegu przykładów. Niektóre z tych idei są w zaawansowanej fazie koncepcyjnej, inne – na etapie testów, jednak spora część jest wdrażana w praktyce, a wiele już teraz funkcjonuje (również w Polsce) i przynosi wymierne efekty.
Skok technologiczny przekłada się na wzrost efektywności wydobycia i redukcję kosztów operacyjnych, lepsze zarządzanie zasobami i logistyką kopalń, zwiększenie precyzji eksploatacji (dokładne mapowanie złóż, ograniczenie strat surowca i minimalizacja ryzyka szkód górniczych), optymalizację pracy maszyn i urządzeń (w tym szybsze wykrywanie awarii i zagrożeń), ale też poprawę bezpieczeństwa pracy i ograniczenie liczby wypadków, zmniejszenie energochłonności procesów wydobywczych oraz ograniczenie emisji i wpływu na środowisko.
Na świecie o węglu coraz śmielej mówi się także w kontekście rozwiązywania problemu ubóstwa energetycznego w krajach rozwijających się, gdzie w sytuacji, gdy 730 mln ludzi żyje całkowicie bez prądu, rozwój mocy bezemisyjnych jest pieśnią odległej przyszłości. Transformacja trwa nadal, ale jej tempo hamuje i nagina się do realiów świata, w którym przyszło nam żyć – nie odwrotnie (cóż za niespodzianka!).
W tych warunkach debata dotycząca roli węgla zaczyna się od nowa. Jej pytanie założycielskie nie będzie brzmiało „jak najszybciej wyjść z węgla?”, ale raczej: jak pogodzić ambicje klimatyczne z wymogami bezpieczeństwa energetycznego i konkurencyjności gospodarki? Wachlarz możliwości, jakie w tej kwestii ma do zaoferowania górnictwo 5.0. wydaje się nad wyraz szeroki. Jeśli do tego przyszłościowego konceptu uda nam się przekonać politycznych decydentów, wzrośnie również rola całego naszego silnego zaplecza branży, które rozciąga się od instytucji badawczych i producentów maszyn oraz urządzeń po specjalistyczne firmy usługowe. Bez niego na pewno nie jest możliwe istnienie „węglowego górnictwa przyszłości”.
Janusz Olszowski
Prezes GIPH
Pani Rzecznik, jak to jest być kobietą i pracować w górnictwie? Dla outsiderów sektora węglowego te dwie rzeczy wydają się trudne do pogodzenia…
Tak, to prawda. Górnictwo to zdecydowanie męski zawód, kobiety stanowią ok. 10% pracowników Polskiej Grupy Górniczej. Większość pracuje na powierzchni, natomiast mamy też kobiety stale pracujące pod ziemią, m.in. nadsztygarki czy mierniczki. Niektóre pracują bardzo ciężko fizycznie – np. panie pracujące na przeróbce, podziwiam je za ich determinację. Kobiety w górnictwie są silne i zdecydowane. Z wielką przyjemnością rozmawiam z nimi, spotykając je na kopalniach. Muszę też przyznać, że zawsze dobrze pracowało mi się z mężczyznami – więc te proporcje nie są dla mnie żadnym problemem. Zresztą często powtarzam, że chciałabym, by ludzie byli oceniani (i sama też chcę być oceniana) przez pryzmat kompetencji zawodowych, a nie płci. My kobiety nie potrzebujemy taryfy ulgowej – świetnie sobie radzimy bez niej.
Sporo osób, słysząc zbitkę „kobiety górnictwa”, myśli o nazwiskach pań, które w sektorze zrobiły imponujące kariery. Ale kobiety górnictwa to przecież także inna grupa. Kobiety doskonale niewidoczne, pozostające w cieniu swoich mężów, matki i żony górników, siłaczki, dzięki którym śląskie rodziny przez pokolenia mogły normalnie funkcjonować…
Myślę, że tych kobiet, które zrobiły, jak Pan wspomina „imponujące kariery”, też nie ma zbyt wiele. Kiedy bywam na konferencjach czy spotkaniach, najczęściej 80-90% to są mężczyźni, w panelach kongresowych także, a przecież kobiety również mają dużą wiedzę, doświadczenie. Usłyszałam jakiś czas temu od jednej osoby piastującej wysokie stanowisko w branży, że kobiety się do tego nie nadają. Bardzo to jest smutne i staram się walczyć jak mogę z takimi stereotypami. Realizowaliśmy w ubiegłym roku projekt „Portrety z kopalni” i pokazywaliśmy w nim także kobiety – na 60 portretów było ich 21. Nie możemy deprecjonować tego, że kobiety w górnictwie są i także ciężko pracują. Byliśmy także jako PGG zaangażowani w projekt Muzeum Górnictwa Węglowego „Pamiętniki kobiet z rodzin górniczych”, pokazujący inne oblicze kobiet górnictwa – matki, żony i córki górników. Nie pracowały w kopalniach, ale miały na życie górników duży wpływ i nadal mają. Kobiety są więc nierozerwalną częścią męskiego górniczego świata.
Śledząc komunikację medialną Polskiej Grupy Górniczej, można odnieść wrażenie, że próbujecie regularnie pokazywać nieco inną twarz sektora węglowego niż tę, którą znamy z mainstreamu. Mnie ono dopadło właśnie gdy oglądałem „Portrety z kopalni”. Zastanawiałem się, czy rzeczywiście w PGG pracuje tyle kobiet…
Cieszę się, że zauważył Pan zmianę. Wielu osób słyszy o górnictwie, gdy był wypadek lub gdy odbywały się strajki – obraz palonych opon w Warszawie wszyscy mamy przed oczami. Od momentu przyjścia do PGG (w sierpniu miną 2 lata) zależało mi na tym, by komunikować regularnie, otwarcie oraz by pokazywać też inne oblicze górnictwa, bo za każdą pracą stoją ludzie, a nasza spółka to ponad 33 tys. pracowników. Osób mających swoje pasje, zaangażowanych. Pokazujemy ich, piszemy o nich, angażujemy się w różne projekty, w których do tej pory nie było górnictwa. Miałam na przykład okazję opowiedzieć o kobietach w górnictwie podczas wydarzenia organizowanego w Muzeum Śląskim. Często słyszę od dziennikarzy czy osób zajmujących się komunikacją, że widać ogromną zmianę w tym co i jak komunikujemy. Bardzo jestem dumna z tego, bo razem z moim zespołem wkładamy wiele pracy i wysiłku w to, by teksty, posty, zdjęcia były profesjonalne i zrozumiałe dla odbiorcy. Doceniam też bardzo to, że nasi pracownicy sami się do nas zaczęli zgłaszać, mówiąc nam o tym, co robią – to też zmiana. Liczba obserwujących profil PGG w kilkanaście miesięcy wzrosła z 9 do prawie 22 tys. – to też pokazuje pracę, jaką wykonaliśmy. Ważna jest także komunikacja trudnych tematów związanych z transformacją. Nasza spółka jest w bardzo ważnym momencie – uruchomiliśmy JOP-y, urlopy górnicze – pracownicy szukają informacji, a my powinniśmy im je dostarczyć.
Wrócę na moment do portretów z omawianej wystawy. Zwraca uwagę, że większość pracowników wydaje się zadowolona z wykonywanej pracy i miejsca zatrudnienia. Branżowe media piszą jednak ostatnio o „widmie upadłości największej spółki węglowej w Polsce”. W kwietniu związki zawodowe uruchomiły pogotowie strajkowe. W piśmie skierowanym do premiera i ministra energii przekonują, że pieniędzy w spółce wystarczy do czerwca. Jak wygląda obecnie sytuacja rynkowa PGG?
Sytuacja spółki, ale także całej branży górniczej, jest bardzo trudna. Spójrzmy chociażby na to, co się dzieje w JSW. Zarząd PGG działa w warunkach ciągłej niepewności i zmienności – to wszystko jest ogromnym wyzwaniem. Wprowadziliśmy już ponad rok temu program oszczędnościowy, ograniczamy koszty, szukamy dywersyfikacji przychodów.
Według zapowiedzi z początku roku, PGG zamierza zredukować zatrudnienie o ok. 14%. Te plany są już realizowane?
Tak, konsekwentnie i sprawnie wdrażamy w PGG programy osłonowe przewidziane w ramach znowelizowanej ustawy o funkcjonowaniu górnictwa węgla kamiennego. Do tej pory z odpraw pieniężnych i urlopów górniczych skorzystało 1750 pracowników spółki. Zgodnie z założeniami w 2026 r. redukcja zatrudnienia w spółce ma wynieść łącznie 4,3 tys. osób, z czego 3,6 tys. osób obejmą pracownicze programy odejść, a około 700 osób odejdzie na emerytury.
To głównie osoby pracujące w podziemiach, w administracji, czy może w zarządzie?
Nie, w zarządzie nie. Sprzedaż, produkcja, restrukturyzacja i sprawy finansowe – to są bardzo ważne obszary, które muszą być zarządzane i nadzorowane. Natomiast jeśli chodzi o pracowników centrali, naszych kopalń i zakładów to, poza wyjątkowymi sytuacjami (gdy nie jest niezbędny dla funkcjonowania spółki), to każdy, kto spełnia kryteria i chce odejść, ma taką możliwość. Mam na myśli zarówno osoby pracujące pod ziemią, jak i te w administracji.
Czy te osoby będą mogły skorzystać z zabezpieczeń, jakie wprowadza np. znowelizowana ustawa górnicza? A może spółka wspiera je w inny sposób?
Nasi pracownicy mogą skorzystać z programów osłonowych przewidzianych w znowelizowanej ustawy o funkcjonowaniu górnictwa węgla kamiennego. Dlatego też tak bardzo czekaliśmy, aż ustawa wejdzie w życie, by mieć narzędzia i rozpocząć realizację programów osłonowych – Jednorazowych Odpraw Pieniężnych, urlopów górniczych i urlopów przeróbkarskich dla pracowników Przeróbki Mechanicznej Węgla.
Jak zamierzacie uniknąć losów JSW, która obecnie znajduje się w dramatycznym położeniu?
Nasza sytuacja jest inna. Jesteśmy objęci umową społeczną, Nowym Systemem Wsparcia (w niezbędnym zakresie możemy korzystać z dopłat na redukcję mocy produkcyjnych oraz środków na likwidację), produkujemy węgiel odpowiadający wymaganiom wszystkich odbiorców rynku: energetyki zawodowej, ciepłownictwa, przemysłu, gospodarstw domowych, które ogrzewają się węglem opałowym. Pracujemy też stale nad kosztami i przychodami.
W ubiegłym roku spółka otrzymała z budżetu państwa pomoc rzędu 5,2 mld zł. Co jest finansowane z tych środków?
Mówiąc precyzyjnie, PGG otrzymała na 2025 r. zatwierdzony plan pomocy z budżetu państwa na poziomie 5,6 mld zł (plus 800 mln zł zaoszczędzone w 2024 r.). Dzięki działaniom optymalizacyjnym PGG wykorzystała w 2025 r. 5,2 mld zł oraz 0,8 mld zł, a to znaczy, że zaoszczędzone 400 mln zł można będzie wykorzystać w 2026 r. Nowy System Wsparcia dla górnictwa węgla kamiennego pozwala przeznaczyć środki z pomocy publicznej na „redukcję zdolności produkcyjnych przedsiębiorstwa górniczego” – w praktyce celem jest wygaszanie wydobycia węgla. Harmonogram likwidacji kopalń do 2049 r. uzgodniony został w podpisanej w 2021 roku umowie społecznej dla górnictwa. Budżet państwa pokrywa straty państwowych kopalń (PGG, PKW i Węglokoks Kraj), które powstają nieuchronnie jako różnica między szybko malejącymi przychodami ze sprzedaży węgla a kosztami działalności kopalń, które w 50-60 proc. są stałe, niezależne od wielkości produkcji (np. utrzymanie wyrobisk, szybów, systemu wentylacji i zasilania, niemożność szybkiej i proporcjonalnej do spadku wydobycia redukcji zatrudnienia) i znikają dopiero po wieloletnim procesie likwidacji zakładu górniczego.
Czy opłaca się jeszcze w ogóle inwestować w węgiel?
Myślę, że musimy na to spojrzeć nie pod kątem opłacalności sensu stricte, ale znacznie szerzej – biorąc pod uwagę koszty bezpieczeństwa energetycznego i społeczno-gospodarczego. Moim zdaniem, do momentu uruchomienia w Polsce energetyki atomowej węgiel będzie nam niezbędny, bo zapewnia nam bezpieczeństwo energetyczne. A dziś nie wiemy dokładnie kiedy atom będziemy w Polsce mieli. Jak ważnym jest, by skorelować te terminy, pokazuje aktualne wyliczenie Urzędu Regulacji Energetyki, według którego każda doba blackoutu, czyli rozległej awarii krajowego systemu elektroenergetycznego, kosztowałaby w Polsce mieszkańców, przedsiębiorców, instytucje (np. sektor bankowy, placówki ochrony zdrowia), transport itd., około 40 mld zł. Zagrożenie utratą stabilności systemu z powodu wzrostu udziału niestabilnych i niesterowalnych źródeł OZE jest realne (do tego typu zdarzeń doszło np. niedawno w Hiszpanii).
Drugim elementem jest ten społeczno-gospodarczy. Niekontrolowana likwidacja zakładów górniczych, które odpowiadają np. za utrzymanie ponad 100 tys. miejsc pracy w otoczeniu, czy za przepływy finansowe do firm usługowo-produkcyjnych w regionie na poziomie 10 mld zł rocznie, oznaczałaby wyjątkowo kosztowną katastrofę społeczną i gospodarczą. W umowie społecznej z 2021 r. uzgodniono, że państwu opłaca się przeprowadzić proces likwidacji kopalń w zaplanowany i kontrolowany sposób.
Natomiast gdy spojrzymy na to, co się dzieje na świecie, obserwujemy, wzrost inwestycji w budowę nowych kopalń węgla i nowych węglowych aktywów energetycznych, a globalnie notujemy obecnie historyczne rekordy wolumenu wydobycia i popytu na węgiel na poziomie ok. 9 mld ton rocznie, głównie w Azji (Chiny czy Indie), USA, Australii oraz Rosji.
Jeden z Pani poprzedników, rozmawiając ze mną, stwierdził, że branża górnicza w Polsce ma ogromny problem z komunikacją, co jest źródłem niechęci opinii publicznej i napięć w relacjach z rządem. Zgadza się Pani z tą diagnozą?
Uważam, że takie postrzeganie branży to efekt wielu lat bardzo ograniczonej komunikacji, braku tłumaczenia procesów i decyzji. Byłam zaskoczona, gdy przyszłam do PGG i słyszałam często w odpowiedzi na moją prośbę o informacje (bo jakiś temat mnie zainteresował i chciałam o tym napisać), że lepiej nie, że lepiej zostawić. To przysłowiowe „chowanie głowy w piasek” jest problemem, a przecież jest wiele projektów, którymi możemy się pochwalić, opowiedzieć o czymś. Uważam, że nawet bardzo trudny temat można wytłumaczyć i powinno się to robić. Sporo czasu zajmowało mi przekonywanie do większej otwartości i odwagi (na szczęście łatwo się nie poddaję i wiele się zmieniło w tej kwestii). Tłumacząc procesy i rolę, jaką odgrywa górnictwo, byłoby łatwiej zmniejszać negatywne nastawienie opinii publicznej. Powinniśmy działać jak spółki branży energetycznej, ale nie mamy dziś takich pieniędzy jak one, by zwiększać aktywność, dotarcie i wspierać finansowo media, szczególnie te internetowe.
Spółka rozważa otwarcie się na nowe technologie i branże, mniej czułe na zmiany w górnictwie?
Analizujemy różne opcje, jednak z uwagi na Nowy System Wsparcia mamy ograniczone możliwości, bo de facto powinniśmy się skupić na ograniczeniu wydobycia i wygaszaniu kopalń. Udało nam się sprzedać teren po dawnym szybie Bojków Kolejom Śląskim. Powstanie tam Centrum Serwisowe Kolei Śląskich. Uzyskaliśmy od Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji koncesję na wytwarzanie i obrót materiałami wybuchowymi, bronią, amunicją oraz wyrobami i technologią o przeznaczeniu wojskowym lub policyjnym. Dzięki temu bieruński Zakład Remontowo-Produkcyjny, który jest częścią PGG S.A., może realizować projekty dla zbrojeniówki.
Na ile sposób i tempo, w jakim realizowana jest w Polsce i Europie transformacja sektora paliwowo-energetycznego rzutuje na kondycję PGG?
Przede wszystkim transformacja przebiega szybciej, niż zakładano. Z danych wynika, że OZE wypiera z rynku węgiel, a to ma swoje konsekwencje, bo mniej węgla jest potrzebnego na rynku, zmniejszamy więc wydobycie, które dziś jest na poziomie ok. 15 mln. Takie zgodnie z POK-ami powinno być w 2032-33 r. czyli wtedy gdy nie mielibyśmy już trzech kopalń, które dziś funkcjonują.
Gdyby mogła Pani – jako insiderka sektora górniczego – poprawić transformację, jakie zmiany poszłyby na pierwszy ogień?
To trudne pytanie. Na pewno nie pomaga ciągła zmienność sytuacji rynkowej, przepisów i rozproszenie kompetencji na zbyt wiele podmiotów. Trudno też spółkom planować działania, gdy nie wiemy, ile węgla będzie potrzebne na rynku, ile energii elektrycznej – to wszystko powoduje, że zarządy spółek muszą działać w warunkach dużej niepewności. Więc na pewno, mając więcej informacji, byłoby łatwiej zarządzać transformacją sektora górniczego. Ważna jest także zmiana myślenia o transformacji górnictwa – planowanie jej jeszcze za “życia” kopalń. To już się zmienia – nie czekamy, aż kopalnia zostanie zamknięta, tylko z wyprzedzeniem szukamy najlepszego wykorzystania kopalnianej infrastruktury, terenu i – co ważne – nowych możliwości pracy dla górników i mieszkańców. Na pewno warto byłoby też jeszcze bardziej zwiększyć poziom edukacji i informacji o transformacji – tego, czym jest, dlaczego jest konieczna i jakie będą jej konsekwencje. To ważne dla lepszego zrozumienia tego procesu, szczególnie przez pracowników sektora górniczego i mieszkańców regionu.
Praca rzecznika spółki węglowej to dziś niełatwy kawałek chleba. Czy i jak udaje się Pani złapać dystans od codziennych wyzwań?
Zarządzanie komunikacją w spółce węglowej to niemal nieustanne zarządzanie kryzysowe. Ale ja lubię wyzwania i uważam, że to wielki przywilej móc obserwować z bliska sektor, do którego wielu ludzi z zewnątrz nie ma w ogóle dostępu, zjeżdżać pod ziemię w kopalniach, które za kilka czy kilkanaście lat mogą być zamknięte, rozmawiać z górnikami – często wybitnymi fachowcami – i mieć wpływ na spółkę w tak ważnym i jednocześnie trudnym okresie jej funkcjonowania. To dla mnie wielkie wyzwanie, bardzo zajmujące, ale staram się wywiązywać ze swoich obowiązków najlepiej jak umiem i muszę przyznać, że daje mi to dużo satysfakcji.
Dziękuję za rozmowę.
Marcin Hylewski
Ursula von der Leyen, przewodnicząca Komisji Europejskiej, zapowiedziała reformę unijnego systemu handlu emisjami ETS. Zmiany mają koncentrować się przede wszystkim na przeznaczeniu większej części wpływów z opłat za emisję CO2 na rozwój czystych technologii i dekarbonizację europejskiego przemysłu.
– Unia Europejska powinna rozpocząć drogę wychodzenia z ETS, ponieważ jest on głównym powodem tego, że nie tylko mamy wysokie rachunki, ale większość przemysłu i gospodarki wycofuje się nie tylko z Polski, ale również z Europy – mówił kilka dni temu prezydencki minister Karol Rabenda.
Jednocześnie prezydent Karol Nawrocki złożył jedną – odrzuconą przez Senat RP – propozycję referendum w sprawie polityki klimatycznej UE. A za chwilę złoży kolejny wniosek o referendum, tym razem ze zmienionym pytaniem. Czy w tej sytuacji Senat zgodzi się na referendum? Trudno orzec.
Jedno jest pewne: unijna polityka w kontekście działań Chin, Indii, USA czy państw rozwijających się oznacza jedno – Europa ogranicza skutecznie swój przemysł i dusi go dodatkowymi opłatami.
Efekt? Produkcja ucieka z Unii Europejskiej na inne kontynenty. Unia traci gospodarczo na znaczeniu. Proces dotyka szczególnie Polskę, wciąż opierającą swoją energię na tanim węglu.
Prezydent przypomniał, że na początku maja złożył wniosek o przeprowadzenie ogólnokrajowego referendum w sprawie unijnej polityki klimatycznej, który został odrzucony przez Senat. Prezydent podkreślił również, że w środę ulicami Warszawy przeszedł protest organizowany przez NSZZ „Solidarność”.
Związkowcy domagali się przeprowadzenia referendum właśnie w sprawie unijnej polityki, która niszczy polskie rolnictwo oraz przekłada się na wysokie rachunki za energię elektryczną, żywność i koszty prowadzenia działalności gospodarczej.
– To nie jest dyskusja tylko ekspertów, to jest głos narodu polskiego, a naród polski w referendum ma prawo powiedzieć: nie chcemy europejskiej polityki klimatycznej, nie chcemy Zielonego Ładu – zaznaczył Karol Nawrocki.
Minister Rabenda przypomniał, że „Polska rocznie wydaje na ETS 35 miliardów złotych, a po likwidacji darmowych uprawnień będzie to około 48 miliardów złotych”. Zwrócił uwagę, że w ciągu dwudziestu lat w Unii Europejskiej ograniczono emisję CO2 z około 3,7 miliarda ton o blisko 35 proc., do poziomu około 2,4 miliarda ton. – Jeśli chodzi o bilans światowy, to emisja wzrosła. Dla porównania: gospodarka chińska swoim rozwojem spowodowała wzrost o 110 proc. samej emisji – dodał.
Karol Rabenda wskazywał również na spadek produkcji przemysłowej w krajach Unii Europejskiej, co rzutuje na pozycję ekonomiczną Europy. – Dwadzieścia lat temu udział Unii Europejskiej w produkcji przemysłowej to było około 20 proc., dzisiaj jest to 17 proc. (…) Z drugiej strony mamy Chiny, które z 9 proc. dwadzieścia lat temu, podniosły udział w produkcji przemysłowej do 28 proc. – tłumaczył. Jak zaznaczył, te dane stanowią najlepszy dowód tego, jak funkcjonuje ETS, który „nie zmniejsza produkcji przemysłowej, lecz ją wypycha w inne regiony świata”.
O potrzebie reformy systemu ETS informuje polski rząd Górnicza Izba Przemysłowo-Handlowa. Jej prezes, Janusz Olszowski, w piśmie z marca tego roku przedstawił stanowisko Izby i podkreślił, że obecne regulacje coraz mocniej obciążają przemysł energochłonny i pogarszają konkurencyjność polskiej gospodarki.
Prezes Olszowski wskazuje, że wysokie ceny uprawnień do emisji CO2 przekładają się bezpośrednio na wzrost kosztów energii oraz produkcji przemysłowej. Według GIPH system ETS w obecnym kształcie wymaga korekt, które pozwoliłyby ograniczyć presję kosztową na przedsiębiorstwa działające w Polsce.
GIPH zwraca uwagę, że europejski przemysł musi konkurować z producentami spoza Unii Europejskiej, którzy nie ponoszą podobnych kosztów związanych z polityką klimatyczną. Zdaniem przedstawicieli Izby, może to prowadzić do przenoszenia produkcji poza UE i osłabienia krajowego sektora przemysłowego.
Czy politycy posłuchają ekspertów?
– ETS działa. Radykalnie obniżył nasze zapotrzebowanie na gaz. Dzięki temu zmniejszył nasze uzależnienie od importu paliw kopalnych i naszą wrażliwość (na szoki na rynkach tych paliw – red.). Był też kołem zamachowym inwestycji w energię z niskoemisyjnych źródeł, jak OZE i atom, której nie musimy importować i która daje nam niezależność – mówiła pod koniec marca po posiedzeniu Rady Europejskiej przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen.
W międzyczasie doszło jednak do lekkiej ewolucji stanowiska Brukseli.
Przewodnicząca Komisji Europejskiej poinformowała w trzeciej dekadzie maja, że projekt reformy systemu ETS ma zostać przedstawiony najpóźniej do lipca 2026 r. Jak podkreśliła, obecny system ETS przyniósł już ponad 260 mld euro dochodów, a emisje w sektorach objętych mechanizmem spadły od 2005 r. o 39 proc.
Według von der Leyen Unia Europejska musi przyspieszyć elektryfikację gospodarki i rozwój własnych źródeł energii, aby ograniczyć zależność od importowanych paliw kopalnych. Szefowa KE wskazała między innymi na rosnącą sprzedaż samochodów elektrycznych oraz konieczność inwestowania w nowoczesne sieci energetyczne i technologie niskoemisyjne.
Tymczasem komisarz UE ds. klimatu Wopke Hoekstra broni podatku.
W odpowiedzi na zapytanie jednego z europosłów przekonuje, że „ETS2 przyczyni się do tego, iż Unia będzie mniej narażona na globalne wstrząsy energetyczne” i mniej podatna „na zmienność importu paliw kopalnych”.
Przypomnijmy, że od 2028 r. system handlu emisjami ma objąć transport, budownictwo i ciepłownictwo. Dla mieszkańców Polski oznacza to wzrost kosztów życia związanych m.in. z energią i transportem.
Planowana reforma ETS ma również zwiększyć wsparcie dla europejskiego przemysłu. Komisja Europejska chce, by większa część środków uzyskiwanych ze sprzedaży uprawnień do emisji wracała bezpośrednio do sektorów inwestujących w ograniczenie emisji. Wśród rozważanych rozwiązań są także nowe kryteria dla zamówień publicznych promujące produkty niskoemisyjne.
System ETS od kilku miesięcy pozostaje przedmiotem sporów w Unii Europejskiej. Część państw członkowskich domaga się ograniczenia wpływu kosztów emisji CO2 na ceny energii i konkurencyjność gospodarki. W debacie pojawiają się propozycje uwolnienia dodatkowych uprawnień do emisji oraz zmian stabilizujących rynek.
Jarosław Adamski
– Węgiel w polskiej energetyce będzie zużywany jeszcze przez co najmniej najbliższe dwie dekady. Wielkim problemem jest to, że w Polsce nikt nie wie, ile węgla energetycznego będzie potrzeba w najbliższym czasie – mówił Janusz Olszowski, prezes Górniczej Izby Przemysłowo-Handlowej, w trakcie Europejskiego Kongresu Gospodarczego (EKG) w Katowicach.
– Czy węgiel będzie potrzebny? Nie mamy alternatywnego nośnika energii. Jesteśmy w Unii Europejskiej i musimy przeprowadzić transformację energetyczną. Mamy określoną strukturę bilansu energetycznego i czy ktoś lubi węgiel, czy nie, to on będzie konieczny w perspektywie co najmniej najbliższych dwóch dekad. Wielkim problemem jest to, że w Polsce nikt nie wie, ile węgla energetycznego będzie potrzeba w najbliższym czasie – przekonywał Janusz Olszowski podczas debaty „Górnictwo przyszłości”, jaka odbyła się w trakcie tegorocznej edycji Europejskiego Kongresu Gospodarczego (EKG) w Katowicach.
Postulat przygotowania rzetelnego bilansu energetycznego jest powtarzany od wielu lat, ale nadal niezrealizowany.
– Mamy dwa ważne dokumenty, które powinny mówić o zapotrzebowaniu na węgiel. Pierwszy to Polityka Energetyczna Polski do 2040 r. (PEP2040), który jest przestarzały i nieadekwatny do obecnej sytuacji. W aktualnie obowiązującej Polityce zapotrzebowanie na węgiel kamienny w roku 2030 określono na 36 mln ton. To jest absurdalna wielkość. Drugi dokument to Polityka Surowcowa Państwa do 2050 r., również przestarzały. Tam jest powtórzone, że zapotrzebowanie na węgiel energetyczny będzie na poziomie do 36 mln ton – dodał prezes GIPH.
Przypomniał także, że mamy nowy dokument, Krajowy Plan na rzecz Energii i Klimatu, w który wpisano dwa scenariusze.
– Jeden z nich jest bardziej ludzki i pokazuje, że tak szybko od węgla nie odejdziemy. I słusznie. Bo na czym mamy oprzeć bezpieczeństwo energetyczne? Na energetyce jądrowej? Ale to dopiero po roku 2060. Bo cóż z tego, że do 2040 r. czy 2050 r. postawimy jedną elektrownię jądrową, która będzie kroplą w morzu potrzeb. Mamy opierać bezpieczeństwo na gazie z importu, w tym LNG, bardzo drogim i wrażliwym na sytuację geopolityczną? Nie mamy innego wyjścia: węgiel w Polsce będzie potrzebny jeszcze przez dekady. Powinniśmy zrobić wszystko, żeby to był rodzimy węgiel, a nie importowany – podsumował Janusz Olszowski.
– Europa nie może mówić o reindustrializacji bez surowców. A jak my mówimy o surowcach, to mówimy o górnictwie. Powinniśmy natomiast zdefiniować na nowo górnictwo w ramach demokratycznej, wymagającej środowiskowo i strategicznie odpowiedzialnej i świadomej polityki przemysłowej – mówiła Alicja Krzemień, prezydent Europejskiego Stowarzyszenia Węgla Kamiennego i Brunatnego EURACOAL i profesor w Głównym Instytucie Górnictwa – Państwowym Instytucie Badawczym.
Podkreśla, że posiadanie surowców (a tym samym górnictwa) to swego rodzaju ubezpieczenie.
– Tak jak płacimy za ubezpieczenie samochodu, domu, również musimy podjąć decyzję, czy jesteśmy gotowi zapłacić za to, żeby mieć własne surowce. Proszę państwa, sama Unia Europejska – w unijnym rozporządzeniu w sprawie surowców krytycznych – wyznaczając sobie cele do 2030 r., mówi, że co najmniej 10% rocznego zapotrzebowania mamy pokrywać przez własne wydobycie, 40% przez przetwarzanie i 15–25% przez recykling strategicznych surowców. Więc górnictwo staje się wyraźnym elementem europejskiej autonomii przemysłowej – tłumaczyła Alicja Krzemień.
Choć nasz kraj przyjął regulacje dotyczące górnictwa i planów zamykania kopalń, obecna sytuacja na świecie zachęca do analiz w kwestii likwidacji branży.
Marian Zmarzły, wiceminister energii odpowiedzialny za górnictwo, mówił, że musimy patrzeć, jaki mamy udział tego węgla w miksie energetycznym i czy nowe technologie do końca zapewnią nam to bezpieczeństwo energetyczne.
– Musimy patrzeć na nasze zasoby. W umowie społecznej daliśmy pewien kierunek odchodzenia od węgla, a „umowa społeczna” jest drogowskazem, który mówi, jak będziemy wygaszać polskie górnictwo i kopalnie. Natomiast z drugiej strony musimy patrzeć, jaki mamy udział tego węgla w miksie energetycznym i czy nowe technologie do końca zapewnią nam to bezpieczeństwo energetyczne – tłumaczył Marian Zmarzły.
Zwracał też uwagę, że węgiel będzie jeszcze długo stosowany.
– Patrząc jeszcze po sytuacji geopolitycznej, która ma duży wpływ na energetykę poszczególnych państw (naszą też) byłbym tutaj bardzo ostrożny w kwestii odcinania się totalnie od węgla. Kraje rozwinięte próbują łączyć węgiel z nowoczesnymi technologiami, czy to z wodorem, czy z amoniakiem, gdzie redukujemy dwutlenek węgla – dodał Marian Zmarzły. Podobnie jak Janusz Olszowski, przypomniał również, że w Krajowym Planie na rzecz Energii i Klimatu są dwa scenariusze, a w bardziej korzystnym dla węgla założono jego zużycie w 2040 r. na niemałym poziomie 10 mln ton.
W dyskusji publicznej górnictwo uznaje się często za jednorodną branżę, a przecież to ogromne nadużycie. Branża produkuje bowiem nie tylko węgiel (też zróżnicowany…), ale także surowce mineralne czy metale.
W samym węglu, oprócz kopaliny przeznaczonej dla energetyki, produkujemy również kluczowe paliwo dla hutnictwa.
– To jest inny produkt niż węgiel energetyczny. Jak wiadomo, węgiel koksowy wydobywany głównie przez kopalnie Jastrzębskiej Spółki Węglowej to surowiec niezbędny do produkcji stali. A bez stali nie ma nowoczesnego przemysłu i nie może być mowy o rozwoju chociażby branży zbrojeniowej – podkreślał Bogusław Oleksy, pełniący obowiązki prezesa Jastrzębskiej Spółki Węglowej.
Co ciekawe, Europa zdaje się nie dostrzegać znaczenia tego surowca i nie chroni go w sposób szczególny.
– Od ponad dziesięciu lat nasz węgiel jest na liście surowców krytycznych i nic z tego nie wynika – ubolewał Bogusław Oleksy.
Kluczowe jest tu w ogóle pytanie, czy potrzebne są zmiany regulacyjne premiujące efektywność wydobycia i racjonalność ekonomiczną przy równoczesnym wzmocnieniu bezpieczeństwa energetycznego?
– Wyzwania dla branży wynikają nie tyle z kwestii kosztów czy wolumenu, ale przede wszystkim z kwestii ceny. Jeżeli chodzi o pracę na kosztach, to my w Bogdance to umiemy robić od wielu lat i umiemy to robić także w tych trudnych okolicznościach przyrody, jakie mamy obecnie, w tym trudnym otoczeniu ekonomicznym – mówił Sławomir Krenczyk, wiceprezes do spraw rozwoju Lubelskiego Węgla Bogdanka.
Jak przyznał, to, co dzisiaj jest dla nas najtrudniejsze, to jest cena węgla energetycznego w Polsce.
– I to jest ten element, który jest dzisiaj przyduszony. Ta cena jest o 15% średnio mniej więcej niższa od benchmarku międzynarodowego. Jakbyśmy policzyli ceny z portów ARA, dodali do tego transport tego węgla do Polski, przeliczyli to na gigadżule, to jest tak mniej więcej 15% różnicy, co powoduje, że Bogdanka jest przedsiębiorstwem przygotowanym do tego, by konkurować z rynkiem międzynarodowym – dodał Sławomir Krenczyk.
Zdaniem Macieja Młynarczyka, dyrektora Departamentu Geologii Ministerstwa Klimatu i Środowiska, choć górnictwo musi walczyć z czarnym PR-em, to jednak bez nowych kopalń się w Europie nie obędzie.
– Np. mówiąc o surowcach krytycznych, to jeśli będziemy je pozyskiwać w projektach pierwotnych, to po prostu będziemy budować nowe zakłady górnicze, nowe kopalnie. Jeśli dojdzie do budowy kopalni w Nowej Soli, kopalni miedzi, to będzie to duża, głęboka kopalnia miedzi w Polsce. I jest to ogromne wyzwanie. Natomiast jeśli chodzi o górnictwo węgla, ja bym jeszcze tego górnictwa tak pochopnie nie grzebał – tłumaczył Maciej Młynarczyk.
Zdaniem posła Marka Wesołego (PiS), w przypadku górnictwa węglowego trzeba myśleć o jeszcze jednym – bezpieczeństwie dostaw węgla, bo przecież zapotrzebowanie na to paliwo wciąż będzie istniało.
– Poza dyplomacją i próbą zmiany ETS, który jest gwoździem do trumny energetyki europejskiej, local content dla JSW jest szansą na ratunek. Dla energetyki też powinien pojawić się local content na produkcję energii z polskiego surowca. To szansa na przetrwanie trudnych czasów. Jestem przekonany, że za rok, dwa będzie szansa na odrodzenie w energetyce węglowej. Trzeba utrzymać to, co mamy, i poczekać na zmianę kierunków polityki. Ktoś musi zapłacić za bezpieczeństwo. Państwo musi płacić za bezpieczeństwo energetyczne. Musimy wytrzymać, bo nie stać nas na utratę suwerenności energetycznej – podkreślał Marek Wesoły.
Europejski Kongres Gospodarczy (EKG) odbył się w dniach 22–24 kwietnia 2026 r. w Katowicach. W Kongresie wzięło udział ponad 20 tys. uczestników, w tym 15,5 tys. stacjonarnie.
Dariusz Ciepiela
dziennikarz portalu WNP.PL
Wszystko wskazuje na to, że w okolicy tegorocznej Barbórki obchody górniczego święta oraz same górnicze tradycje oficjalnie zyskają status niematerialnego dziedzictwa kulturowego ludzkości. To będzie swego rodzaju podsumowanie trwających od około dekady starań o nadanie im godnego statusu. Wpis na prowadzoną przez UNESCO Listę reprezentatywną niematerialnego dziedzictwa kulturowego ludzkości bynajmniej jednak nie kończy sprawy. Obecność w tym zestawieniu to duży sukces, ale także zobowiązanie do dbałości o trwanie i żywotność objętego wpisem elementu.
W sierpniu minie osiem lat, odkąd Barbórka górników węgla kamiennego na Górnym Śląsku trafiła na prowadzoną przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego we współpracy z Narodowym Instytutem Dziedzictwa Krajową listę niematerialnego dziedzictwa kulturowego. W 2022 r. na tej samej liście znalazły się barbórkowe obchody w Wałbrzychu, a roku później – tradycje barbórkowe oraz kult św. Kingi wśród górników solnych kopalni w Bochni i Wieliczce, zwyczaje związane z kultem św. Barbary i tradycje górników kruszcowych na ziemi tarnogórskiej, a także tradycje kulturowe górniczych orkiestr dętych z Górnego Śląska.
Niemal natychmiast po pierwszym z wymienionych wyżej wpisów zaczęły się starania, by pójść krok dalej i górnicze święto oraz tradycje tej branży (orkiestry, karczmy piwne, pieśni, folklor, mundur górniczy, tańce oraz górnicze pozdrowienia) umieścić na prowadzonej przez UNESCO Liście reprezentatywnej niematerialnego dziedzictwa kulturowego ludzkości. Obecnie Polska w tym prestiżowym zestawieniu ma siedem elementów, m.in. tradycję szopki krakowskiej, dywanów kwiatowych na procesjach z okazji Bożego Ciała oraz tańczenia poloneza. Pod koniec marca 2024 r. do sekretariatu Konwencji UNESCO 2003 oficjalnie trafił wspólny polsko-austriacko-luksemburski wniosek o wpisanie na tę prestiżową listę również Barbórki oraz górniczych tradycji.
– W obliczu zaniku materialnego górniczego dziedzictwa kulturowego, niematerialne dziedzictwo górnicze jest głównym narzędziem utrzymania tożsamości przodków, których praca ukształtowała środowisko, w którym żyją dziś depozytariusze. W obliczu nieuniknionych zmian gospodarczych trwałość niematerialnego dziedzictwa górniczego zależy od siły jego depozytariuszy – wskazano we wniosku, w przygotowanie którego włączyli się górnicy węgla kamiennego z Górnego Śląska i Wałbrzycha, górnicy soli z Bochni i Wieliczki, potomkowie górników rud z Tarnowskich Gór i członkowie górniczych orkiestr dętych z Górnego Śląska, jak również górnicy rud metali, węgla i magnezytu z Karyntii (Bad Bleiberg) i Styrii oraz górnicy rud żelaza, miedzi i łupków z luksemburskich regionów Minett, Haut-Martelange i Stolzembourg.
W swej części Polska ujęła pięć elementów górniczego dziedzictwa: barbórkowe obchody górników węgla kamiennego na Górnym Śląsku i w Wałbrzychu, tradycje barbórkowe oraz kult św. Kingi wśród górników solnych w Bochni i Wieliczce, zwyczaje związane z kultem św. Barbary i tradycje górników kruszcowych na ziemi tarnogórskiej oraz tradycje kulturowe górniczych orkiestr dętych z Górnego Śląska.
Początkowo zakładano, że wpis nastąpi już w roku 2025. Ze względu na dużą liczbę złożonych do rozpatrzenia międzynarodowych wniosków tak się nie stało. Trzeba się było uzbroić w nieco większą cierpliwość, ale… co się odwlecze, to nie uciecze. W lutym tego roku wniosek, który w międzyczasie zweryfikowano pod względem technicznym, został zatwierdzony do procedowania na tegorocznym posiedzeniu Międzyrządowego Komitetu ds. Ochrony Niematerialnego Dziedzictwa Kulturowego. Odbędzie się ono na przełomie listopada i grudnia.
– Teraz wnioskowi przygląda się tzw. evaluation body, czyli organ oceniający. Do końca września ma on czas na ewentualne pytania kierowane do Polski, jako że to my jesteśmy w tym przypadku krajem koordynującym – tłumaczy Beata Piecha-van Schagen, kierownik Działu Historii Muzeum Górnośląskiego w Bytomiu, która jest polskim koordynatorem działań związanych z tym projektem. Jak stwierdza, zatwierdzenie wniosku do procedowania w praktyce daje niemal gwarancję tego, że faktycznie zostanie on umieszczony na Liście reprezentatywnej niematerialnego dziedzictwa kulturowego ludzkości.
– Wygląda na to, że będziemy świętować w grudniu – stwierdza.
Na samym świętowaniu jednak zakończyć się nie może. Zgodnie z konwencją w sprawie ochrony niematerialnego dziedzictwa kulturowego wnioskodawcy muszą bowiem przygotować program ochrony elementu, określający ogólne kierunki działania, a następnie podejmować inicjatywy wpisujące się w założenia tegoż programu i wypełniające go konkretną treścią.
– Wpis to nie jest nagroda za pielęgnowanie tradycji. Konwencja ma na celu podniesienie widoczności elementu. Spowodowanie, że jego depozytariusze będą odczuwać dumę ze swojego dziedzictwa, z tego, co świętują, a to powinno się przełożyć na pełną świadomość ważności elementu i konkretne działania, które będą służyły podtrzymywaniu jego żywotności przy założeniu, że niematerialne dziedzictwo kulturowe jest żywe wtedy, kiedy się zmienia i kiedy dopasowuje się do swoich depozytariuszy – zaznacza Beata Piecha-van Schagen.
Wszystko to nie są jedynie puste słowa, o których będzie można zapomnieć, skoro tylko wybrzmią okolicznościowe przemówienia i gratulacje. Z działań podejmowanych celem ochrony i podtrzymywania Barbórki oraz górniczych tradycji trzeba będzie co pięć lat składać raport do polskiego Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, a to – po uzyskaniu analogicznych raportów z Austrii i Luksemburga – przedstawić będzie musiało bilans tych poczynań w UNESCO.
To zaś oznacza, że przed tymi, którzy we wniosku jako tzw. depozytariusze (wśród nich znalazły się spółki wydobywcze, branżowe związki zawodowe, Wyższy Urząd Górniczy, lokalne stowarzyszenia, kluby emerytów, górnicze orkiestry dęte, samorządowcy i duchowni) zobowiązali się dbać o górnicze dziedzictwo sporo pracy oraz współpracy. Tak na krajowym, jak i zagranicznym „podwórku”. Część poczynań trzeba będzie koordynować z partnerami z Austrii i Luksemburga. Koordynatorka polskich działań związanych z wpisem podkreśla przy tym, że depozytariusze – a często są nimi nieformalne grupy ze średnią wieku 50+ – wobec tego obowiązku nie mogą zostać pozostawieni sami sobie.
– W obecnej sytuacji depozytariuszy konieczne będzie dla nich jakieś wsparcie systemowe. Wniosek na listę reprezentatywną wysyła bowiem państwo. We wniosku jest nawet część, w której wskazuje się, jakie będzie zaangażowanie strony państwowej – podkreśla Beata Piecha-van Schagen. Jej zdaniem dużą rolę w zapewnianiu takiego wsparcia mogłyby odegrać samorządy lokalne, ale też instytucje naukowe, czy muzealne, które z jednej strony mogłyby „ekspercko” pomóc depozytariuszom górniczego dziedzictwa w pozyskiwaniu środków finansowych na prowadzone przez siebie przedsięwzięcia, z drugiej natomiast wykazać aktywność w działaniach typowo wizerunkowych, bez których się tutaj nie obędzie. Co istotne, owo wsparcie nie może oznaczać odgórnego zarządzania, czy prób centralizacji, ponieważ zgodnie z wykładnią UNESCO jakakolwiek centralizacja elementu niematerialnego dziedzictwa jest zagrożeniem dla jego trwałości.
Reasumując, to, jak w przyszłości wyglądać będą Barbórka i górnicze tradycje, na ile będą one wciąż żywe w społecznościach, dziś jeszcze lub w przeszłości żyjących z górnictwa, zależeć będzie nie od tego, co już zostało zrobione, ale od tego, co dopiero zrobione zostanie. Od zaangażowania ludzi i wsparcia, jakie ci ludzie otrzymają ze strony państwa, samorządu, ich instytucji, a także biznesu (ze szczególnym uwzględnieniem górniczych spółek oraz ich zaplecza).
Michał Wroński
dziennikarz serwisu WNP.PL