Brak spisu treści.
Od dekady Górnicza Izba Przemysłowo-Handlowa mozolnie buduje polską redutę w starciu z dekarbonizacją w Unii Europejskiej
Antywęglowy projekt polityczno-gospodarczy Unii Europejskiej nie przypomina już monolitu, jakim był jeszcze na początku 2015 r., przed prezydenturą Trumpa w USA i poważnymi wątpliwościami Niemców co do powodzenia Energiewende, z najambitniejszymi na świecie celami redukcji emisji, które okazały się kompletnie niemożliwe do wykonania.
W przededniu szczytu klimatycznego COP24, który odbędzie się w grudniu w Katowicach, nikt w Europie głośniej niż Polska nie upomina się o zrównoważony model walki o środowisko i ograniczanie emisji. Bez postulatu dekarbonizacji gospodarek, który m.in. dzięki Polsce i racjonalnej większości państw-stron konwencji klimatycznej – wykreślono oficjalnie z dokumentów programowych historycznego porozumienia paryskiego 2015 r. Pęknięcia i rysy pojawiają się na uporze Komisji Europejskiej, która (wbrew rosnącej w siłę grupie „węglowych” członków UE) nadal beztrosko przeciwstawia się zużyciu węgla w energetyce.
Europa musi zweryfikować kurs
– Chcemy, aby usłyszano nasz głos. Europa musi zweryfikować kurs polityki klimatycznej, nie dlatego, że my tak mówimy, ale ponieważ procesy ekonomiczne zaczynają wymuszać zmianę podejścia do węgla – mówił wiceminister energii Grzegorz Tobiszowski podczas konferencji programowej Społeczny PRE_COP24 na początku października w Parlamencie Europejskim w Brukseli.
Przyszłość pokaże, czy ideologia ostatecznie skapituluje przed realiami. Pewne jest jednak, że odwrót od absurdalnej polityki klimatycznej UE nie byłby wcale do pomyślenia, gdyby nie mozolna budowa polskiej reduty węglowej, która pozwala wbijać kliny w projekt KE i wyhamowywać walec dekarbonizacji. Od co najmniej dekady środowisko branżowe w kraju w swoich wysiłkach jednoczy się dzięki takim ośrodkom idei i koordynacji, jak Górnicza Izba Przemysłowo-Handlowa w Katowicach.
W przededniu szczytu klimatycznego COP24, który odbędzie się w grudniu w Katowicach, nikt w Europie głośniej niż Polska nie upomina się o zrównoważony model walki o środowisko i ograniczanie emisji.
Pierwszy z głośnych alertów
W 2009 r. to właśnie z Izby, w okresie walki o racjonalizację ciężarów fiskalnych dla górnictwa, rozbrzmiał pierwszy z głośnych alertów – o wygaśnięciu z końcem 2010 r. unijnego rozporządzenia z 2002 r. o pomocy publicznej dla przemysłu węglowego. Kalendarz realizacji zapisów nowej wersji dokumentu UE pokrywał się z dynamiką likwidacji kopalń węgla w Niemczech. Ich wdrożenie groziło Polsce całkowitym zakazem wspierania branży w przyszłości. Katowicka GIPH aktywnie działała przy tworzeniu koalicji państw członkowskich UE, aby przedłużyć stary dokument do 2027 r.
Właśnie w Katowicach w 2011 r. na Międzynarodowych Targach Górnictwa, Przemysłu Energetycznego i Hutniczego na konferencji Coal Meeting po raz pierwszy wyraźnie ostrzeżono przed groźbą unijnej polityki dekarbonizacji. Rok później na forum Komitetu Górnictwa PAN przedstawiciele Izby publicznie demaskowali proces czarnego PR w UE wokół górnictwa węglowego. Posłowie Parlamentu Europejskiego wezwani zostali oficjalnym apelem do sprzeciwu wobec pomysłów Komisji na administracyjne zawyżanie ceny uprawnień emisyjnych w systemie ETS (przez tzw. backloading). Nikt w Polsce nie przewidywał jeszcze ostrego kryzysu krajowego sektora węglowego, a w Europie nikt nie rwał jeszcze włosów z głowy nad galopadą cen uprawnień i drożyzną energii, gdy pisma polskiej organizacji górniczego samorządu gospodarczego do władz KE i poszczególnych komisarzy ostrzegały przed wadliwością reformy ETS, wzywały do rzetelnych analiz celowych i wetowały metodyczne odcinanie przemysłu węglowego od finansowania przez Bank Światowy, Europejski Bank Inwestycyjny czy EBOiR.
Węgiel systemowym stabilizatorem
Izba w wymiarze międzynarodowym zaczęła współpracować z Europejskim Stowarzyszeniem Węgla Kamiennego i Brunatnego Euracoal. W tym czasie powstał raport Europejskiej Komisji Ekonomiczno- Społecznej dla Komisji Europejskiej, w którym udowodniono znaczenie węgla dla bezpieczeństwa energetycznego Unii oraz jego stabilizującą przydatność w modernizacji systemów energetycznych.
W Niemczech nikt nawet nie przebąkiwał – jak dzisiaj już jawnie – że cele emisyjne wzięto z sufitu i nie są realne, kiedy Górnicza Izba Przemysłowo-Handlowa wysłała szefom wszystkich państw UE apel o nieprzyjmowanie przez Radę Unii Europejskiej pomysłu komisarzy na aż 40-procentowy cel redukcyjny gazów cieplarnianych w UE do 2030 r.
Równoległą batalię toczono o kształt Europejskiego Systemu Handlu Emisjami (ETS), sprzeciwiając się ręcznemu pobudzaniu cen uprawnień emisyjnych przez brukselskich urzędników. Izba prowadziła zdecydowana kampanię przeciwko wycofaniu z rynku uprawnień do emisji CO2 oraz zmianom w systemie handlu, w tym wprowadzeniu rezerwy stabilizacyjnej. Wezwanie do sprawiedliwszego podejścia w sprawie zakupów praw do emisji dwutlenku węgla skumulowało się w tzw. Deklaracji Katowickiej z 2015 r. Wtedy na wspólnym seminarium z Euracoalem z udziałem wszystkich górniczych państw UE zaapelowano do KE, PE i innych ciał UE o politykę klimatyczną akceptowalną dla wszystkich. Postulat ten (zamieszczony też w stanowisku Euracoal na szczyt klimatyczny COP21 w 2015 r.) zwyciężył w Porozumieniu Paryskim (choć komisarze UE wciąż fakt ten ignorują).
Ciągła presja
Prezes GIPH Janusz Olszowski w ostatnich latach nie osłabiał presji na weryfikację treści decyzji Rady UE 787 o pomocy państwa dla zamykanych kopalń. Stawką było w 2016 r. przetrwanie lub likwidacja konkretnych zakładów.
– Decyzja absolutnie nie przystaje do naszych polskich warunków. Zawiera przepisy, które zostały napisane na potrzeby niemieckiego górnictwa, o którym postanowiono, że będzie dotowane do końca 2018 r. Przepis ten skutecznie nam przeszkadza i krępuje nas. Obawiam się, że i w przyszłości będzie jeszcze niejeden taki przypadek, iż uda nam się skutecznie zrestrukturyzować kopalnię, która zacznie osiągać odpowiednie wyniki, lecz niestety z powodu udzielenia jej pomocy publicznej będzie musiała zostać zlikwidowana, bo takie stworzono prawo, zupełnie absurdalne. Podnoszę ten problem już wiele lat, jak dotąd nieskutecznie, ale zachęcam, abyśmy doprowadzili do skorygowania przedmiotowej Decyzji UE – przekonywał prezes Olszowski na Wojewódzkiej Radzie Dialogu Społecznego we wrześniu 2016 r.
Ideę pobudzania do okresowych przeglądów i zmian szeregu unijnych dyrektyw Izba realizowała w następnych latach. Wytykała m.in. proceduralną wadliwość przygotowania reformy EU ETS, które de facto ruguje węgiel z miksów energetycznych. Usilnie dopingowała rząd, posłów i eurodeputowanych, by wykorzystać każdą sposobność do zablokowania zapisów szkodzących polskiej energetyce węglowej.
Górnicza Izba Przemysłowo-Handlowa stanowczo przypomina gwarancje traktatów akcesyjnych do swobodnego kształtowania przez członków UE swoich miksów paliwowych i energetycznych.
Bezkompromisowe stanowisko
Nieustanny nacisk na negocjatorów wywierała GIPH w sprawie osławionego standardu
emisyjności 550 kg CO2/MWh, który w praktyce eliminuje elektrownie konwencjonalne z unijnego rynku mocy. Pożądany punkt odniesienia wyznaczało też bezkompromisowe stanowisko Izba w przepisach referencyjnych BAT dla tzw. dużych obiektów energetycznego spalania. Recenzując pakiet nowych ustaw energetyczno-klimatycznych pakietu „Czysta energia” w UE za każdym razem Izba, jako jedna z pierwszych, alarmowała głośno o pułapkach ukrytych w propozycjach KE. Owa presja i konsekwentne trzymanie ręki na pulsie wydarzeń doprowadziły m.in. do zaskarżenia w 2017 r. przez rząd w Warszawie, Euracoal i niemieckich producentów energii niekorzystnych regulacji klimatycznych do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości.
Najświeższe wystąpienia Izby górniczej, tak w wymiarze instytucjonalnym jak i poprzez przedstawicieli, koncentrują się m.in. na coraz głośniejszym ostrzeganiu przed konsekwencjami problemu carbon leakage. Wobec uporu ośrodków decyzyjnych w Brukseli, w świetle rzeczowych danych ekonomicznych, dotychczasowe potyczki o przemysł górniczy w Polsce zaczęły zlewać się z poważną batalią europejskiego przemysłu – a szerzej całej gospodarki unijnej – o uratowanie konkurencyjności w starciu z rynkami azjatyckim, amerykańskim czy australijskim, które wypowiadają posłuszeństwo niszczącej dekarbonizacyjnej doktrynie polityki klimatycznej z UE w roli prymusa-samobójcy.
Na tle unijnej praktyki ucierania decyzji i kompromisów postawa przedstawicieli Izby na niezliczonych debatach i konferencjach w Polsce i na forum międzynarodowym, wciąż ostrzega przed propozycjami, których – ukrytym, jak okazuje się często post factum – celem jest dekarbonizacja. GIPH stanowczo przypomina gwarancje traktatów akcesyjnych do swobodnego kształtowania przez członków UE swoich miksów paliwowych i energetycznych. Współbrzmiące z takim pryncypialnym stanowiskiem wypowiedzi przedstawicieli Polski przed szczytem klimatycznym COP24 pozwalają wierzyć, że wieloletnia praca katowickiej Górniczej Izby Przemysłowo-Handlowa nie była jednak „wołaniem na puszczy”.
Witold Gałązka
Publicysta portalu netTG.pl Gospodarka
i Ludzie oraz tygodnika Trybuna Górnicza
Rozmowa z ADAMEM FRUŻYŃSKIM, starszym kustoszem, kierownikiem Działu Historii Górnictwa i Techniki Górniczej Muzeum Górnictwa Węglowego w Zabrzu

Fot. Jolanta Talarczyk
Zapewne możemy uznać Powstania Śląskie za patriotyczny zryw zainicjowany wieloma czynnikami. Trudno jednak powiedzieć, czy to był cud. Raczej splot różnych okoliczności, które doprowadziły do upadku państw zaborczych. Pojawiło się wówczas okienko w historii umożliwiające odzyskanie przez Polskę niepodległości. Klęska państw centralnych i upadek caratu w Rosji miały w tym procesie najważniejsze znaczenie. Skutki I wojny światowej: polityczne, ekonomiczne, militarne, gospodarcze, oczywiście przy ogromnym wysiłku i aktywności różnych polskich ugrupowań, skupionych wokół wielu liderów, poczynając od Józefa Piłsudskiego, a kończąc na Romanie Dmowskim, przyniosły odrodzenie polskiej państwowości. Data 11 listopada 1918 r. jest umowna. Odzyskiwanie niepodległości zaczynało się od października, od rozpadu Austro-Węgier, rewolucji w Rosji, upadku cesarstwa w Niemczech. 11 listopada ustanowiono tak zwaną Republikę Pokoju, czyli Niemcy podpisali z państwami Ententy rozejm kończący I wojnę światową. Tego samego dnia w Warszawie Rada Regencyjna, pełniąca rolę tymczasowej władzy państwowej, przekazała zwierzchnictwo nad wojskiem polskim Józefowi Piłsudskiemu, który dzień wcześniej przyjechał do stolicy po swoim zwolnieniu z więzienia w Magdeburgu. Trzy dni później Rada Regencyjna rozwiązała się i ustanowiła urząd naczelnika państwa. 18 listopada Józef Piłsudski powołał pierwszy rząd Rzeczpospolitej Polskiej.
Sytuacja w naszym regionie była typowa dla terenów pogranicza. Było wewnętrzne ciśnienie, chęć oderwania się od Niemiec i przyłączenia do Polski, ale nie wszyscy mieli takie aspiracje. Podziały polityczne były nie tylko w miastach, dzielnicach i wioskach, ale także w rodzinach. Wszak bliscy sobie krewni leżeli w okopach wcieleni do armii trzech zaborców. Na te świeże wspomnienia nakładała się międzynarodowa polityka. Wielka Brytania nie chciała zbyt mocno karać Niemiec, Francja przeciwnie, dążyła do radykalnego uszczuplenia ich potęgi. Do tego dochodził konflikt o Śląsk Cieszyński czyli Zaolziański. Czesi, budując swoją świeżo odzyskaną państwowość, dokonali ofensywy i zajęli tereny zamieszkałe w większości przez Polaków, gdy odrodzona Polska zaangażowana była w wojnę z Armią Czerwoną.
Na pewno był znaczący, ale nie ma twardych danych liczbowych. W Powstaniach Śląskich walczyło 123 tysiące osób, a górnicy to byli ludzie odważni, zaprawieni w walce, a duża ich część przeszła przeszkolenie wojskowe w armii niemieckiej, i co istotne mieli dostęp do materiałów wybuchowych stosowanych w kopalniach. Zdecydowana większość mieszkańców Górnego Śląska utrzymywała się wówczas z pracy w górnictwie. Niemal w każdej rodzinie byli powstańcy. W pruskim okręgu węglowym mieszkało około 500 tysięcy Niemców i 1,5 miliona Polaków, jak można wnioskować z pruskiego spisu w 1910 r. Ci ludzie mieli świadomość swojej odrębności narodowej, mowy, kultury, a na to nakładała się bardzo trudna sytuacja polityczna i gospodarcza. Działaniom zbrojnym towarzyszyły masowe strajki, które od początku 1919 r. przetaczały się przez cały region. W tamtych czasach kopalnia to nie było tylko miejsce pracy, ona miała ogromne znaczenie aprowizacyjne, zaopatrywała rodziny pracownicze w żywność, ubrania i wszystko co niezbędne do życia. A gdy nie spełniała swoich zwyczajowych funkcji, co w chaosie powojennym było powszechne, wybuchały strajki.
Autorzy Encyklopedii Powstań Śląskich podkreślają powszechny charakter poparcia dla idei przyłączenia tych ziem do Polski. Mają sporo racji, pisząc, że Powstania Śląskie, jak żadne z polskich powstań narodowych, charakteryzowały się masowym i plebejskim charakterem oraz dużą konsekwencją i skutecznością. Oczywiście skutecznością polityczną, ponieważ sukcesy militarne nie były znaczące. Pierwsze Powstanie było spontaniczną reakcją na masakrę górników kopalni Mysłowice, którzy 15 sierpnia 1919 r. domagali się zaległych wypłat, a niemieckie wojsko otworzyło do nich ogień i zastrzeliło 10 osób, w tym 13-letniego chłopca. Trwało dziewięć dni, począwszy od nocy z 16 na 17 sierpnia i zakończyło się masową ucieczką powstańców do Polski. Z obozów tymczasowych powrócili dopiero po 1 października 1919 r., czyli po podpisaniu porozumienia polsko-niemieckiego, w myśl którego mieli nie ponosić konsekwencji za swoje wystąpienia. Terror niemiecki przybierał jednak na sile, mnożyły się mordy polityczne. Jednym z najsłynniejszych było zabicie przez niemieckich bojówkarzy lekarza i działacza narodowego Andrzeja Mielęckiego, który 17 sierpnia 1920 r. opatrywał rannych na ulicy podczas zamieszek w Katowicach. Wkrótce po tym morderstwie, nocą z 19 na 20 sierpnia wybuchło II Powstanie, na czele którego stanął Wojciech Korfanty. Było ono masowym protestem przeciwko działaniom rzekomo bezstronnej policji bezpieczeństwa, tak zwanej Sipo, która rozpędzała polskie wiece i zaatakowała m.in. Polską Komisję Plebiscytową w Bytomiu. Powstańcy zajęli znaczny obszar przemysłowego terenu, a powszechne strajki sparaliżowały cały region, niemiecka policja została rozbrojona. Likwidację niemieckiego aparatu kontroli nad obszarem plebiscytowy usankcjonowała Komisja Międzysojusznicza.
Z perspektywy minionych 97 lat od tamtych wydarzeń trudno wejść w skórę ludzi uczestniczących w głosowaniu. To były indywidualne decyzje i kalkulacje na przyszłość. Mieszkańcy Górnego Śląska opowiadali się za nieznanym. Na wynikach na pewno zaważył niemiecki terror, propaganda, naciski administracyjne. Znaczenie miała także plebiscytowa emigracja, czyli dopuszczenie osób urodzonych w tym regionie, które z niego wyemigrowały. To był przysłowiowy strzał w stopę, bo taki wniosek zgłosiła Polska. A Niemcy skwapliwie go wykorzystali, wyszukując i zwożąc do miejscowości plebiscytowych emigrantów, którzy w przytłaczającej większości opowiedzieli się za niemiecką przynależnością regionu. Międzysojusznicza Komisja Plebiscytowa interpretując wyniki głosowania chciała przydzielić Polsce tylko dwa powiaty: rybnicki i pszczyński. Informacje o tym wraz z trudną sytuacją materialną ludności zainicjowały falę strajków. 2 maja przerodziły się one w strajk generalny, który objął 97 zakładów przemysłowych. Tego dnia nocą rozpoczęło się III Powstanie, które zakończyło się po dwóch miesiącach sukcesem politycznym. Liga Narodów wytyczyła nową granicę polsko-niemiecką. Górny Śląsk dołączył do niepodległej Polski.
Byłaby to bardzo długa lista nazwisk. W każdej kopalni byli liderzy strajków, były Rady Zakładowe, Komitety Robotnicze, do tego centrale związkowe i mnóstwo ludzi wspierających na różne sposoby powstańców oraz narodowościowe aspiracje Górnoślązaków. Nie jestem uprawniony do porównywania ich dokonań i tworzenia takiej subiektywnej listy. Zostańmy przy uznanych opracowaniach i źródłach historycznych, które wymieniają m.in. Józefa Rymera, jednego z przywódców III Powstania i późniejszego pierwszego wojewodę śląskiego.
Geologicznie to zawsze był jeden region, ale dopiero po wiekach podziałów politycznych scalony w jeden organizm gospodarczy na mocy aktu zjednoczeniowego z 16 lipca 1922 r. Górnego Śląska z Rzeczpospolitą. Województwo Śląskie miało w najwęższym miejscu zaledwie kilkanaście km szerokości i zamieszkiwało go wówczas około dwa procent ludności Polski, ale przez 15 lat zapewniało intensywny rozwój przemysłowy kraju. 80 procent eksportu II Rzeczpospolitej pochodziło z Górnego Śląska, a to się przekładało na znaczenie tego regionu dla budżetu państwa. Górnictwo było wówczas kołem zamachowym rozwoju gospodarczego. Mało kto dziś pamięta, że kolebką współczesnego gazownictwa jest Śląsk. Już w okresie międzywojennym wielu mieszkańców Katowic korzystało z gazu produkowanego z węgla. Górnictwo przyczyniło się do budowy portu w Gdyni i rozbudowy Gdańska, koncerny i spółki węglowe były armatorami, miały własne statki. Potrzebne było połączenie Górnego Śląska z innymi regionami kraju i dlatego powstała Centralna Magistrala Węglowa. Rozwój transportu kolejowego, rzecznego, morskiego to tylko jeden z efektów połączenia Górnego Śląska z Polską. Rozwój energetyki z największą w tamtym okresie elektrownią w Łaziskach, przemysłu maszynowego, chemicznego, szklarskiego był zależny od górnictwa. Nie tylko węgiel miał wtedy taką industrialną moc.100 zakładów uruchomionych w Centralnym Okręgu Przemysłowym, który był jednym z największych sukcesów II Rzeczpospolitej, nie powstałoby bez surowców ze Śląska, m.in. maszyn i urządzeń, stali, wyrobów walcowanych, cynku i ołowiu. Historycy nie mają wątpliwości, że Polska bez Górnego Śląska w okresie międzywojennym miałaby potencjał Rumunii.
Rozmawiała:
Jolanta Talarczyk
Polska Grupa Górnicza chce być postrzegana jako firma na miarę XXI wieku.
Organizacja ucząca się – to jedna z koncepcji, która funkcjonuje w zakresie zarządzania. Pojęcie to zaproponował Peter Senge – amerykański teoretyk zarządzania, który za swój wkład w rozwój tej dziedziny nauki został określony mianem „stratega wieku”.
Koncepcja organizacji uczącej się jest także wykorzystywana w polskim przemyśle wydobywczym. Od blisko roku jest ona wdrażana w kopalniach i zakładach Polskiej Grupy Górniczej. Jej podstawowym założeniem jest rozwój i doskonalenie funkcjonowania spółki w każdym z jej obszarów. PGG poza rozwojem organizacji stara się także zabezpieczyć przyszłość i już próbuje zapewnić sobie dopływ odpowiednio wykwalifikowanych pracowników. Spółka zaangażowała się m.in. w program „Katowice miastem fachowców” oraz podpisuje umowy stypendialne ze szkołami, w których kształci się na kierunkach pożądanych przez kopalnie.
Przede wszystkim samokształcenie
Wszystko realizujemy pod hasłem innowacyjności w naszych kopalniach. Bez tego elementu nie może funkcjonować nowoczesne przedsiębiorstwo, a takim przedsiębiorstwem chce być PGG. Chcemy być postrzegani jako firma górnicza na miarę XXI wieku, która jest w stanie wciąż się uczyć i rozwijać – ANDRZEJ SĄCZEK.
Za program „Organizacja ucząca się” w PGG odpowiada zespół 33 inżynierów, który jest wspierany przez innych pracowników spółki oraz przez Zakład Informatyki i Telekomunikacji. Partnerem tej inicjatywy jest Towarzystwo Ubezpieczeń Wzajemnych Polski Zakład Ubezpieczeń Wzajemnych i PZU LAB.
– Przede wszystkim polega to na samokształceniu. Pod tym pojęciem kryje się szukanie inspiracji, podpatrywanie pewnych rozwiązań i wymiana doświadczeń. Dlatego też odwiedzamy inne przedsiębiorstwa górnicze oraz firmy reprezentujące inne gałęzie przemysłu, np. chemię, petrochemię, energetykę czy przemysł maszynowy – wyjaśnia Andrzej Sączek, dyrektor Departamentu Wsparcia HR w PGG.
Inżynierowie odwiedzili już m.in. ruch Piekary kopalni Bobrek-Piekary należącej do Węglokoksu Kraj, Lubelski Węgiel Bogdankę, czeską kopalnię Darkov, elektrownię w Połańcu czy centrum rozwoju ABB w Krakowie. Wymiana doświadczeń ma miejsce także pomiędzy kopalniami PGG, tym bardziej, że od wiosny 2017 r. spółka funkcjonuje w powiększonym składzie, bo włączono do niej zakłady Katowickiego Holdingu Węglowego.
Praca zespołowa
Znane powiedzenie mówi, że człowiek uczy się całe życie. Podobnie jest w przypadku projektu realizowanego w PGG. Dlatego nie określono daty jego zakończenia i jak mówi Rafał Gąsior, dyrektor Biura ds. Innowacji i Implementacji Nowych Technologii, program wpisał się już w DNA spółki. Lider projektu wyjaśnia także, że inżynierowie w niego zaangażowani pracują w zespołach branżowych: górniczym, energetycznym, mechanicznym, zagrożeń naturalnych i transportu.
– Ta praca zespołowa spowodowała, że kadry zaczęły się ze sobą integrować i poznawać się. W ten sposób przełamujemy pewną blokadę mentalną, bo jak wiadomo, łatwiej się współpracuje z kimś, kogo miało się już okazję poznać i porozmawiać. Budujemy pewien team, który w trudnych sytuacjach jest w stanie szybko reagować pomiędzy kopalniami. To kolejny atut organizacji uczącej się – mówi dyrektor Biura ds. Innowacji i Implementacji Nowych Technologii w PGG.
Lider projektu podkreśla, że rozwiązania, które udaje się wypracować, wpływają na usprawnienie organizacji pracy w kopalniach.
– Wszystkie działania, które podejmujemy w ramach organizacji uczącej się, mają za zadanie doprowadzić do wzrostu efektywności naszego podstawowego zadania, czyli produkcji węgla i tym samym zwiększenia efektu ekonomicznego. To wszystko realizujemy pod hasłem innowacyjności w naszych kopalniach. Bez tego elementu nie może funkcjonować nowoczesne przedsiębiorstwo, a takim przedsiębiorstwem chce być PGG. Chcemy być postrzegani jako firma górnicza na miarę XXI wieku, która jest w stanie wciąż się uczyć i rozwijać – podsumowuje dyrektor Andrzej Sączek.
Przyszłość w szkolnych ławkach
Poprzez wprowadzanie nowych rozwiązań oraz realizację takich projektów, jak organizacja ucząca się, PGG chce być także postrzegana jako atrakcyjny pracodawca ze szczególnym uwzględnieniem młodych ludzi, którzy są na etapie podejmowania decyzji dotyczących swojej przyszłości zawodowej. To właśnie przyszli mechanicy, elektrycy, mechatronicy i automatycy będą mieli wpływ na rozwój górnictwa i kluczową dla niego efektywność. Dlatego też PGG wraz z dziewięcioma innymi firmami zaangażowała się w program „Katowice miastem fachowców”. W jego ramach uczniowie poznawali specyfikę firm z różnych gałęzi gospodarki. Zdobyta w ten sposób wiedza ma ułatwić im podjęcie decyzji, jaki rodzaj szkoły średniej wybrać. W przypadku PGG młodzi ludzie odwiedzali kopalnie należące do spółki. Uczniowskie wizyty w zakładach Grupy zakończyły się w drugiej połowie listopada. PGG organizuje także inicjatywy skierowane w stronę tych, którzy pierwsze poważne decyzje dotyczące drogi zawodowej mają już za sobą. W listopadzie spółka podpisała bowiem 200 umów stypendialnych z rodzicami uczniów klas pierwszych z 10 szkół działających na obszarze funkcjonowania Grupy.
W ramach programu uczeń zobowiązuje się po zakończonej edukacji podjąć pracę w PGG. W zamian co miesiąc otrzymuje 200 zł stypendium oraz ma szanse na roczną nagrodę w wysokości 1000 zł. Warunkiem jest tutaj uzyskanie co najmniej średniej 4.0, dobre zachowanie oraz brak nieusprawiedliwionych obecności.
– Uroczystość i podpisanie tych stypendiów to sygnał, że trafia do państwa to, co my jako zarząd PGG oraz kadra i wszyscy pracownicy spółki staramy się robić, czyli odbudować, a w zasadzie stworzyć pozytywny wizerunek górnictwa. Ta branża przeżywała swoje trudności, ale na pewno nie jest ona zacofana i schyłkowa – mówił w listopadzie w czasie podpisania umów w Zespole Szkół Technicznych w Rybniku wiceprezes PGG Jerzy Janczewski.
Maciej Dorosiński
Dziennikarz portalu netTG.pl Gospodarka i Ludzie
oraz tygodnika Trybuna Górnicza