Brak spisu treści.
ransformacja energetyczna a światowe trendy
Wbrew pozorom to nie świat odchodzi od węgla, ale Unia Europejska.
Konferencja pt. „Proces ›› sprawiedliwej transformacji energetycznej ‹‹ w UE a światowe trendy” a zaraz później panel dyskusyjny „Możliwości wykorzystania polskiego węgla do stabilizacji podaży energii i rozwoju nowoczesnych technologii. Szanse i bariery” zostały zorganizowane przez Górniczą Izbę Przemysłowo-Handlową.
Oba wydarzenia miały miejsce podczas Targów Górnictwa, Przemysłu Energetycznego i Hutniczego „Katowice 2019”, które odbyły się w dniach 10-13 września br. Konferencja i panel były okazją do dyskusji o przyszłości i roli węgla w transformacji energetycznej. Konferencję otworzył Adam Gawęda, wiceminister energii, obecnie wiceminister aktywów państwowych. Jak podkreślił ogromne znaczenie dla branży węglowych w najbliższych latach powinien mieć rozwój czystych technologii węglowych. Zwrócił tutaj uwagę na doświadczenia japońskie, czyli rozwój energetyki w oparciu o zgazowanie węgla, dzięki której możliwe jest osiągnięcie wyśrubowanej unijnej normy emisji 550 g CO2/kWh. Pierwszy filar to niskoemisyjna energetyka. Natomiast drugi to możliwość uzyskania z gazu syntezowego wytworzonego z węgla innych nośników energii i produktów chemicznych oraz paliw przyszłości, np. wodoru – podkreślił Gawęda.
Liczby nie kłamią
O sytuacji na rynku węgla na świecie mówił Janusz Olszowski, prezes Górniczej Izby Przemysłowo-Handlowej. Produkcja węgla na świecie w ostatnich czterech latach oscyluje wokół 7 mld ton i systematycznie wzrasta. W tej sytuacji trudno mówić o odchodzeniu od węgla i jego schyłkowej roli – zaznaczył. Olszowski przytoczył również dane, z których wynika, że od 2000 do 2018 r. światowa produkcja węgla wzrosła z 3,64 mld ton do 7,04 mld ton, a ilość energii wyprodukowanej z węgla w tym okresie podwoiła się. Od początku tego wieku zwiększyła się również liczba państw, które wykorzystują węgiel do produkcji energii – z 66 w 2000 r. do 78 w 2018 r. Kolejnych 16 państw planuje rozwój energetyki opartej na węglu. Rosną również inwestycje w produkcje tego surowca. W ujęciu globalny pomiędzy 2017 a 2018 r. był to wzrost o 2 proc. Jak zaznaczył prezes GIPH, zmniejszenie produkcji i zużycia węgla w USA i Europie z naddatkiem równoważy wzrost w takich krajach jak Chiny czy Indie. Prognozy wyraźnie mówią, że jeszcze przez wiele dekad węgiel będzie ważnym źródłem i nośnikiem energii, więc polityka dekarbonizacyjna UE nie ma żadnego znaczenia – dodał Olszowski. Jednym z uczestników konferencji był również Brian Ricketts, sekretarz generalny Europejskiego Stowarzyszenia Węgla Kamiennego i Brunatnego Euracoal. Ricketts przypomniał, że wg szacunków transformacja energetyczna Unii Europejskiej ma kosztować ok. 10 bilionów dolarów. Jak ocenił, pomimo ogromnych kosztów i wysiłków, zamierzony efekt obliczony na powstrzymanie zmian klimatycznych będzie jednak znikomy.
Komisja Europejska nie widzi przyszłości dla węgla. Jednak biorąc pod uwagę fakt, że rocznie na świecie zużywa się ponad 7 mld ton węgla, to osiągnięcie jakiegoś efektu klimatycznego nie jest w żaden sposób możliwe bez rozwoju czystych technologii węglowych oraz technologii wychwytywania CO2 – podkreślił.
Specyfika państw
Ricketts odniósł się również do zapowiedzi przyszłej szefowej Komisji Europejskiej, która ogłosiła, że w ciągu pierwszych stu dni swojego przewod- nictwa, czyli do 10 lutego 2020 r., ma powstać plan ograniczenia emisji CO2 „Green Deal”. Zdaniem sekretarza Euracoal, branża górnicza od 1990 r. wniosła już najwięk- szy wkład w redukcję CO2, która sięgnęła 50 proc. Jak podkreślił, nakładając na poszczególne kraje coraz większe wymogi w ograniczeniu emisji powinno się zwrócić uwagę na specyfikę państw. Trzeba pamiętać o tym, że biorąc pod uwagę ograniczenie CO2 nie każdy zaczyna z tego samego poziomu. To szczególnie ważne w sytuacji Polski powiedział Ricketts. Następnie podczas panelu dyskusyjnego, polscy menedżerowie-praktycy, rozmawiali o aktualnych trendach światowych w górnictwie. Zwrócili uwagę na specyficzne krajowe uwarunkowania górnictwa. Piotr Bojarski, wiceprezes ds. produkcji Polskiej Grupy Górniczej, zaakcentował m.in. trudność odpowiedzialnej restrukturyzacji zatrudnienia. Nie sztuka powiedzieć ludziom, że mają odejść. Trzeba ich jeszcze dokądś posłać – mówił. Na przykładzie trwającej od 2012 r. inwestycji PGG w kopalni Jankowice (pogłębianie szybu 8 do pozio- mu 1103,7 m) zauważył też specyficzną dla górnictwa węglowego „nieprzewidywalność”: w czasie długoletniego projektu, który zaplanowano do 2023 r., doświadczana jest aktualnie czwarta już zmiana koniunktury rynkowej. W takich warunkach pewnym wzorcowym punktem odniesienia dla perspektyw polskiego węgla może być transformacja w Niemczech, którą zaplanowano i prowadzono przez ok. trzy dekady.
Odmienność węgla koksowego
Włodzimierz Hereźniak, prezes JSW, ocenił, że ze względu na odmienność węgla koksowego, który figuruje m.in. na liście 26 surowców strategicznych UE i jest jak na razie niezbędny do produkcji stali (a zatem warunkuje też rozwój instalacji OZE w UE), Jastrzębska Spółka Węglowa ma przed sobą bardzo dobre perspektywy. Odkąd osłabła czeska konkurencja, JSW w regionie ma praktyczny monopol na produkcję surowca. Strategiczne plany spółki w 30-letniej perspektywie przewidują wzrostowy trend wydobycia (do 18 mln ton rocznie). Służyć temu będzie m.in. uruchominie nowej kopalni Bzie-Dębina, z której pierwszy węgiel pojawi się w 2023 r. Obiecująco zapowiada się projekt eksploatacji w ścianach o miąższości aż 3,5 m w kopalni Budryk na nowym poziomie 1290 m przy pomocy nowoczesnego kompleksu ścianowego Becker Warkop – wyliczał prezes JSW. W ocenie Artura Wasila, prezesa kopalni Bogdanka, najbardziej palącym problemem kopalń będzie brak kadr. Powinniśmy zbadać, czy dlatego, że ludzie nie chcą już węgla, czy może wynagrodzenia okazują się nie dość atrakcyjne? – pytał prezes Bogdanki. Akcentował, że bez poważnych inwestycji w wiedzę i umiejętności górników (szczególnie kierowników odpowiedzialnych pod ziemią za sprzęt ogromnej wartości i pokaźne zespoły pracowników) nie da się mówić o perspektywach branży.
Nowocześniejszy model zarządzania
Musimy otworzyć głowy na inny, nowocześniejszy model zarządzania, bo nowe technologie nie pomogą górnictwu bez kadr przygotowanych do ich obsługi – ocenił. Postulował też gruntowne zmiany podejścia do myślenia o złożu: dzisiaj prawo górnicze nakazuje kompletnie wyeksploatować surowiec, ale projekty zagranicznych spółek, jak np. Praire Mining (która zmierzała kotwić stropy wyrobisk przy pozostawieniu aż 80-metrowych filarów) pokazują, że potrzebujemy dyskusji o tym, co w górnictwie jest stratą, a co zyskiem. Podobnym wyzwaniem jest dla polskich kopalń wyższy niż dzisiaj poziom tzw. predykcji, czyli przewidywania procesów produkcyjnych i ich kosztów w długim rozrachunku (np. pozornie kosztowna częstsza wymiana elementów maszyn albo zakup droższego sprzętu mogą okazać się w perspektywie korzystniejsze finansowo dla kopalni niż doraźne oszczędzanie).
Zagrożenie ze Wschodu
Artur Wasil uznał, że jednym z podstawowych realnych zagrożeń, z którymi muszą liczyć się polskie spółki, jest import z Rosji, który gwałtownie zwiększa wydobycie węgla. Tomasz Heryszek, prezes Węglokoksu podkreślał, że polski rynek węgla to zaledwie 0,8 proc. światowego. Dlatego sytuacja na nim musi być pochodną procesów na świecie. Nie jesteśmy i nigdy nie będziemy w stanie konkurować z odkrywkowymi kopalniami węgla w innych krajach. Nie przeskoczymy kosztów na poziomie 15-18 dolarów za tonę z dotowanym w dodatku transportem – mówił Tomasz Heryszek. Zwrócił uwagę, że wbrew pozorom „nie świat odchodzi od węgla, ale Unia Europejska”. Daleki Wschód, Japonia, Chiny, Indie czy Korea importują oddzielnie setki milionów surowca i można być pewnym, że węgiel będzie tam podstawą energetyki jeszcze przez dziesiątki lat. W Polsce – niezależnie od tego, czy udział węgla w miksie wyniesie ostatecznie 25 czy 40 proc. – zachowany zostanie obecny wolumen pro- dukcji krajowych kopalń uzupełniony importem. Tomasz Heryszek podkreślał, że światowi producenci węgla (w tym Rosja) aktywnie inwestują w zwiększenie zdolności produkcyjnych węgla (na poziomie 80 mld dol. rocznie). Z powątpiewaniem o deklaracjach Unii Europejskiej, która zamierza prze- znaczyć dla 41 regionów górniczych (ok. 230 tys. pracowników górnictwa) ok. 44 mld euro, mówił Piotr Bojarski. Podkreślił, że utworzenie alternatywnego miejsca pracy dla zwalnianego górnika musi kosztować (według obliczeń ekono- mistów) 200-300 tys. euro. Unia deklaruje pomoc, ale kto ją naprawdę sfinansuje? – pytał retorycznie przedstawiciel PGG, który dodał, że polska spółka nie może liczyć na żadne unijne dotacje. Piotr Bojarski zwrócił uwagę na kwestię drastycznego drożenia obowiązkowych opłat za emisje CO2. Opłata ta w rzeczywistości ma charakter podatku i jest przedmiotem spekulacyjnych praktyk ze strony potężnych instytucji bankowych.
W zakresie modnych lub pożądanych obecnie innowacji PGG zdecydowała się inwestować w fotowoltaikę, aby pokazać, że „jest nowoczesną organizacją, która rozumie potrzeby czasu i nie boi się ich”. Aktywnie zagospodarowuje też kopalniany metan. Chodzi o podwojenie opartych na tym gazie mocy do 22 MW, czyli 8-10 proc. zapotrzebowania firmy na elektryczność.
Od węgla po wodór
Dla JSW zagospodarowanie metanu (ze 180 mln m3 do 300 mln m3) jest jednym ze znaków firmowych. Natomiast przełomowy będzie także projekt zagospodarowania gazu koksowniczego, który – jak tłumaczył Włodzimierz Hereźniak – wpisuje się w historyczny cykl zamiany podstawowych paliw: od węgla przez ropę po wodór. Sądzimy, że przyszłością nie jest elektromobilność, lecz właśnie napęd wodorowy oraz włókna węglowe. Zapotrzebowanie na włókna jest niesamowite, wciąż rośnie, na razie w motoryzacji. Staną się one na pewno materiałem konstrukcyjnym przyszłości – mówił prezes JSW. Prezes Bogdanki zaznaczył, że sztandarowym nowoczesnym projektem Bogdanki jest elektrownia gazowa o mocy 500 MW o znakomitej sprawności, która wykorzystywać ma paliwo ze zgazowania węgla energetycznego w reaktorach naziemnych.
Jerzy Dudała
Dziennikarz magazynu Nowy Przemysł i portalu wnp.pl.
Ratownictwo górnicze ostatnią deską ratunku
Rozmowa z dr. inż. PIOTREM BUCHWALDEM, Prezesem Zarządu Centralnej Stacji Ratownictwa Górniczego SA w Bytomiu
Warunki geologiczno-górnicze w polskim górnictwie są coraz trudniejsze i lepsze nie będą. Podkreśla Pan ten fakt od dawna. Czy ten rok jest trudniejszy od poprzedniego pod względem interwencji ratowniczych i jakich zagrożeń najczęściej dotyczyły?
Do końca roku zostało kilka tygodni, czyli na podsumowanie jeszcze zbyt wcześnie, bo trudno przewidzieć, co jeszcze może się wydarzyć. Chciałbym, aby obecny stan się utrzymał. Tak to się układa od kilku lat, że liczba trudnych w prowadzeniu akcji ratowniczych utrzymuje się na porównywalnym poziomie. W 2018 roku było ich 13 i tyle samo jest w bieżącym roku, na koniec października. Były to generalnie akcje pożarowe, w których nie doszło do najgorszych sytuacji, bo górnicy nie zostali poszkodowani. Natomiast w ubiegłym roku, w maju mieliśmy tąpnięcie i duży wypływ metanu w Zofiówce, w której pięć osób straciło życie i dwóch górników zostało ciężko poszkodowanych. Akcja w Zofiówce, w skrajnie trudnych warunkach trwała aż 12 dni. Grudzień 2018 roku przyniósł katastrofę górniczą w Stonawie w Czechach. Na polecenie Pana Premiera w akcji tej brały udział między innymi zastępy ratownicze pogotowia zawodowego CSRG. W Stonawie pod wpływem wybuchu metanu zginęło 13 górników, w tym 12 Polaków, a innych 10 osób zostało rannych. Takich ekstremalnych zdarzeń w bieżącym roku nie było i mam nadzieję, że św. Barbara będzie miała nas wszystkich w swojej opiece.
Tegoroczne interwencje ratownicze to głównie akcje pożarowe. Czy pożary endogeniczne są aktualnie największym zagrożeniem w polskich kopalniach?
To zależy według jakich kryteriów mielibyśmy oceniać skalę zagrożeń i ustalać ich gradację. Ja mówiłem tylko o częstotliwości ich występowania w korelacji z liczbą naszych akcji. Z analizy tegorocznych zgłoszeń wynika, że dominują pożary endogeniczne. Mówiłem już wcześniej, iż w Polsce prowadzimy eksploatację w większości kopalń w dosyć trudnych warunkach geologiczno-górniczych. Uważam, że w końcu powinniśmy przyjąć pewne zasady „zdrowego” fedrowania. Czy należy się pchać w każdą partię pokładu? Są kopalnie, które rzeczywiście mają ogromne problemy wydobywcze. One nie wynikają z braku umiejętności co do prowadzenia danej eksploatacji, one wynikają z przyjęcia rygorystycznych zasad w prowadzeniu eksploatacji w partiach resztkowych, poprzecinanych starymi wyrobiskami, nieodpowiednio zlikwidowanymi, na dodatek z występującymi licznymi uskokami i krawędziami. Krótko mówiąc, to są poważne zaszłości eksploatacyjne, na które nie możemy być obojętni. Bardzo często powtarzam to z dużą mocą. W kopalniach powinna prowadzona być skuteczna działalność prewencyjna (profilaktyczna). Dobór samych metod profilaktycznych też nie jest łatwy. To nie może być sztuka dla sztuki. Pewne zasady prowadzenia profilaktyki też się wykluczają, np. to co jest skuteczne w profilaktyce tąpaniowej, w wielu przypadkach jest nieodpowiednie uwzględniając metody zabezpieczenia przeciwpożarowego, biorąc oczywiście pod uwagę sposób rozcięcia pokładu i sposób przewietrzania tych wyrobisk.
Trzeba jednak pamiętać, że metody profilaktyczne przestają być skuteczne, gdy sytuacja wymyka się spod kontroli. A bywa, że kopalnie starają się jak najdłużej zdławić zagrożenie własnymi siłami. Nie wiem, czy wynika to z oszczędności, czy przeceniania własnych możliwości. Uważam, że nie ma ekonomicznego sensu w zwlekaniu z wezwaniem pomocy specjalistycznego ratownictwa, bo my oferujemy pracodawcom metody, które są niewykonalne siłami kopalnianymi. Szybkie podanie gazów inertnych skraca czas zagrożenia pożarowego, a to ma przełożenie na wyniki produkcyjne. A my pracujemy już nad sposobem podawania gazów inertnych o mieszanym składzie, które nie tylko wypierają tlen z wyrobiska, ale także obniżają temperaturę, co jest szybszą i skuteczniejszą metodą gaśniczą.
Obecnie w polskim górnictwie mamy do czynienia z zagrożeniami skojarzonymi. Ten zlepek dużych trudności, wymaga od kadry inżynieryjno-technicznej kopalń głębokich przemyśleń w podejmowaniu zdroworozsądkowego fedrowania.
Mówił mi Pan kiedyś, że ratownictwo górnicze ma cztery filary: interwencyjny, prewencyjny, szkoleniowy i innowacyjny. Jak te filary wyglądają w pań- skiej ocenie na koniec 2019 roku i jakich zmian oczekuje Pan w najbliższych latach?
Niczego nie odpuszczamy. A zatem te cztery filary są ciągle mocnym fundamentem funkcjonowania zawodowego ratownictwa górniczego. Staramy się ciągle unowocześniać nasze wyposażenie, ponieważ co kilka lat sprzęt zużywa się technicznie, wchodzą nowe rozwiązania, a ratownicy muszą mieć to, co jest aktualnie najlepsze i najskuteczniejsze. Jednym z największych zakupów będzie bardzo nowoczesny wóz bojowy, dłuższy od dotychczasowych, który będzie w stanie zabrać znacznie więcej sprzętu potrzebnego do akacji w kopalniach. W zakresie efektywności szkoleń stale podnosimy poprzeczkę, zmieniając metodykę i warunki, w jakich są prowadzone, żeby były jak najbardziej zbliżone do tego, z czym ratownicy mogą się spotkać w prawdziwych akcjach. Prowadzimy duże projekty badawcze, które przyczynią się nie tylko do zwiększenia skuteczności podejmowanych przez nas akcji, ale również pomogą przedsiębiorcom w prowadzeniu odpowiednich działań profilaktycznych.
No dobrze, ale pytam o marzenia szefa polskiego ratownictwa górniczego. Gdyby miał Pan nieograniczone możliwości organizacyjne i finansowe, to jakie byłyby zmiany?
Chciałbym posiadać więcej środków finansowych z przeznaczeniem na badania, wtedy moglibyśmy inicjować więcej projektów badawczych, służących nie tylko ratownikom, ale także całemu górnictwu. Marzy mi się więcej sukcesów na miarę łączności bezprzewodowej czy odzieży ochronnej dla pracujących w ekstremalnie trudnych warunkach. Realia są takie, że musimy zabiegać o środki zewnętrze, w tym z Unii Europejskiej, ale i tak zawsze potrzebne są pieniądze na tak zwany wkład własny. W tej chwili prowadzimy badania w ramach konsorcjów. Aktualnie w realizacji mamy trzy duże projekty badawcze. Wspólnie z kilkoma partnerami, w tym z Politechniką Śląską oraz informatykami Cargo-Jaworzno, pracujemy nad symulatorem w systemie 3D do prowadzenia i kierowania akcją ratowniczą. Dwa projekty dotyczą zagrożenia pożarowego, które materializują się przy współpracy z Głównym Instytutem Górnictwa. Ich celem są szybsze od dotychczasowych sposoby gaszenia pożarów podziemnych, z wykorzystaniem nie tylko gazów inertnych, takich jak azot czy dwutlenek węgla, ale ich mieszanek, w konfiguracji z argonem czy parą wodną. Przypomnijmy, że azot nie gasi pożaru. On tworzy otulinę rejonu zagrzanego, odcina i wypycha z niego powietrze, ale nie obniża temperatury. A taki może być efekt zastosowania mieszanki gazowej z argonem lub parą wodną, odpowiednio schłodzoną. Trzeba opracować jej optymalny, najbardziej skuteczny skład w szybkim zadławieniu pożaru. Te projekty wchodzą już w fazę praktycznych testów w Kopalni Doświadczalnej Barbara i CSRG SA. Skuteczność mieszanek gazowych będzie także sprawdzana w warunkach rzeczywistych w wytypowanych kopalniach. Wszystkie aktualnie prowadzone tematy innowacyjne powinny być finalizowane na przełomie 2021 i 2022 roku.
W 2018 roku ratownictwo górnicze zmieniło strukturę organizacyjną, liczbę okręgów, powołało własną służbę psychologiczną. Każda ze zmian jest trudna, czasami wręcz źle przyjmowana przez środowisko, którego dotyka. Jak to zadziałało w ratownictwie górniczym?
O potrzebie reorganizacji mówiło się od lat, a zatem nie było zaskoczenia i oporu w urzeczywistnianiu nowej struktury organizacyjnej. Nie było też kadrowego trzęsienia ziemi. Zlikwidowaliśmy jedną okręgową stację w Bytomiu, ponieważ w tym miejscu zlokalizowana jest CSRG z całym swoim zapleczem sprzętowym, więc nie było sensu dublowania podmiotów w tym samy rejonie. Potrzebna jest za to stacja w Zagłębiu Lubelskim, obsługiwanym dotychczas przez zastępy ratownicze OSRG z Jaworzna, a to jest niewystarczające. Rozpoczęliśmy już budowę Okręgowej Stacji Ratownictwa Górniczego w Zagłębiu Lubelskim, która powinna być oddana do użytku za 2,5 roku. Stacja ta ma zaplanowane lądowisko dla śmigłowca ratowniczego, co jest już normą na przykład przy szpitalach i ratownictwo górnicze także powinno być przygotowane na ewentualność szybkiego transportu poszkodowanych czy dostarczenia potrzebnego sprzętu. Kadrowo stacja w Zagłębiu Lubelskim będzie bazowała na ratownikach już zatrudnionych w Bogdance, którzy przeprowadzili się tam kilka lat temu, wrośli w tamtejsze środowisko i mają wieloletnie doświadczenie ratownicze. Oczywiście będziemy musieli pozyskać także nowych ratowników, zainteresowanych pracą bezpośrednio w Zagłębiu Lubelskim i w nowej okręgowej stacji. Reasumując reorganizacja ratownictwa górniczego nie została zakończona i potrwa, jak przypuszczam, jeszcze około trzech lat.
Nie wszyscy wiedzą, że od blisko roku CSRG SA jest przedsiębiorstwem o szczególnym znaczeniu gospodarczo-obronnym, a od 2013 roku jednostką Krajowego Systemu Ratowniczo-Gaśniczego. Co taka przynależność oznacza w codziennym funkcjonowaniu?
Sporo się zmieniło. Włączenie do Krajowego Systemu Ratowniczo-Gaśniczego umożliwiło nam wspólne ćwiczenia z innymi służbami ratowniczymi, a to jest wymiana doświadczeń, wiedzy i podpatrywanie innych metod rozwiązywania krytycznych problemów. Nigdy nie unikaliśmy zadań nie związanych bezpośrednio z górnictwem, że wspomnę nasze zaangażowanie przy usuwaniu skutków katastrofy budowlanej hali Międzynarodowych Targów Katowickich sprzed 13 laty. W ramach krajowego systemu wielopłaszczyznowe współdziałanie różnych służb ratowniczych jest szerokie, wynikające z procedur, a nie organizowane ad hoc. Jest systemowe, a nie doraźne. Nasz zastęp alpinistyczny nie tylko uczestniczy w szkoleniach GOPR, ale także podejmuje wspólne akcje, jak na przykład niedawno w Jaskini Wielkiej Śnieżnej w Zakopanem. Status przedsiębiorstwa o szczególnym znaczeniu gospodarczo-obronnym otworzył możliwości CSRG na współpracę m.in. z Marynarką Wojenną w podnoszeniu kwalifikacji naszych nurków. Wykonujemy zadania wchodzące w zakres kompetencji kilku resortów: energii, ochrony środowiska, spraw wewnętrznych i administracji, obrony narodowej. Dlatego też wymogi, jakie nam się stawia, są bardzo wysokie i dotyczą szerokich kompetencji.
Jak Pan ocenia stan BHP w kopalniach, w kontekście najpoważniejszych zagrożeń z punktu widzenia ratowników, którzy są ostatnią deską ratunku, gdy wszystko inne zawiedzie?
Aktualnie najwięcej do czynienia mamy w naszych kopalniach z zagrożeniami: metanowym, tąpaniowym i pożarowym. Równocześnie nie należy bagatelizować zagrożenia klimatycznego i to nie zmieni się w najbliższych latach. Prawdopodobnie coraz więcej kłopotów przysparzać będzie zagrożenie klimatyczne związane z rosnącą temperaturą wraz ze schodzeniem eksploatacji na coraz większe głębokości. Przełomem w przeciwdziałaniu zagrożeniu pożarowym mogą być wyniki projektów badawczych dotyczących mieszanek gazów inertnych, o których wspominałem. Mam nadzieję, że sukcesem w zwalczaniu zagrożenia metanowego okaże się wspólny projekt PGNiG i PGG zmierzający do odmetanowania złóż z powierzchni przed rozpoczęciem eksploatacji. Nakłady na BHP w górnictwie są ogromne, ale tak to musi być, biorąc pod uwagę odniesienie do bardzo trudnych warunków górniczo-geologicznych prowadzonego wydobycia.
Jakie sukcesy znajdą się w podsumowaniu tegorocznej działalności CSRG SA?
Ostatnim, znaczącym wyróżnieniem jest przyznanie naszej Spółce po raz kolejny „Złotej Karty Lidera Bezpiecznej Pracy” przez Centralny Instytut Ochrony Pracy, które to wyróżnienie otrzymaliśmy 14 listopada w Warszawie. Niewątpliwym sukcesem jest pierwsze miejsce naszego zastępu podczas Międzynarodowych Ćwiczeń Ratowniczych w Austrii, w których uczestniczymy od dwóch lat i potwierdziliśmy, że identyczna lokata w ubiegłym roku była w pełni zasłużona. Austriacy wykorzystują umiejętności ratownictwa górniczego m.in. przy zawaleniach tuneli drogowych. Po stronie tegorocznych dokonań są także Centralne Zawody Ratownictwa Górniczego, bardzo dobrze oceniane przez uczestników i obserwatorów oraz na podkreślenie zasługują nasze zmodernizowane wyrobiska ćwiczebne, w których zawody odbyły się po raz pierwszy. Te wyrobiska powstawały ponad rok i są autorskim dziełem naszych ratowników i kadry inżynieryjnej. Chcemy, żeby służyły do szkoleń nie tylko zawodowych ratowników, ale również zastępów kopalnianych, ponieważ w prawdziwych akcjach ratowniczych, zastępy te współdziałają i wspierają się wzajemnie. Zatem racjonalne jest ich wspólne szkolenie służące integracji i wzajemnemu poznaniu umiejętności.
Kiedy wasze wyrobiska ćwiczebne będą dostępne dla ratowników kopalnianych i na jakich zasadach?
Za ich użytkowanie będą symboliczne opłaty, na podobnych zasadach, jak przy korzystaniu z bazy szkoleniowej w GOPR czy TOPR. Będą dostępne od przyszłego roku. Opracowujemy zasady i regulamin ich użytkowania. Do zakończenia wszystkich zaplanowanych modernizacji potrzebujemy jeszcze kilka tygodni. Rozpoczął się ich finalny etap, czyli budowa fragmentu ściany z obudową zmechanizowaną, mocno zaciśniętą, jak po wybuchu metanu lub opadzie skał przy tąpnięciu. Wykorzystujemy części obudowy wycofanej z eksploatacji w JSW SA, która je nam przekazała. Warunki wyrobisk ćwiczebnych będą zbliżone do realiów kopalnianych. Nie odtwarzają oczywiście różnicy ciśnień, ale trzeba w nich naprawdę używać urządzeń pomiarowych i sprzętu ratowniczego, trzeba się przeciskać przez zaciśnięte części wyrobiska, przy pełnym zadymieniu widoczność jest zerowa. I co istotne są one objęte pełnym monitoringiem dzięki czemu można z bazy szkoleniowej obserwować działania zastępu ratowniczego i korygować poczynania, jeśli będzie taka potrzeba.
Czy macie już listę priorytetowych zadań na przyszły rok?
Pracujemy nad tym. Na pewno na pierwszym miejscu znajdzie się budowa Okręgowej Stacji Ratownictwa Górniczego w Zagłębiu Lubelskim. Na liście priorytetów będzie zakup urządzeń i nowego sprzętu ratowniczego. Zakupy będziemy realizowali ze środków własnych oraz dzięki wsparciu Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej.
Czego Pan życzy ratownikom i górnikom oraz ich pracodawcom na progu Nowego Roku?
Życzę całej Braci górniczej i naszej rodzinie ratowniczej, górniczego szczęścia i opatrzności Świętej Barbary w każdym dniu pracy oraz wielu radości w życiu rodzinnym. Szczęść Boże.
Rozmawiała: Jolanta Talarczyk
Na Lubelszczyźnie przemysł wydobywczy uważają za szansę i nie zamierzają blokować budowy kopalń.
Trudno prowadzić biznes wbrew lokalnej społeczności. I na odwrót – tam, gdzie przedsiębiorca może liczyć na wsparcie, bądź przynajmniej „życzliwą neutralność” samorządów i mieszkańców, interes kręci się znacznie sprawniej. Potwierdzeniem tej reguły są perypetie górnictwa, które skutkiem społecznych protestów ma „pod górkę” w swym śląskim mateczniku, podczas gdy na Lubelszczyźnie traktowane jest jako koło zamachowe lokalnej gospodarki. A skoro tak, to nikt pod te „koła” kłód rzucać nie zamierza. Wręcz przeciwnie. Samorządy i politycy z obu stron barykady raz za razem pokazują, że widzą w górnictwie partnera, a nie zagrożenie.
Na ścianie wschodniej nikt nie chce przeszkadzać w fedrowaniu
My uważamy górnictwo za szansę. Stąd u nas nie ma i myślę, że nigdy nie będzie pomysłów, aby blokować tego typu inwestycje – mówił Zdzisław Krupa, wójt położonej w powiecie chełmskim gminy wiejskiej Rejowiec Fabryczny, pytany przez PortalSamorzadowy.pl o to, czy podziela obawy samorządowców ze Śląska na temat górniczej specustawy, której projekt został przedstawiony w połowie września.
Moim zdaniem taka specustawa w naszym przypadku jest niepotrzebna – stwierdził wójt, co jednak oznaczało nie to, iż jest jej przeciwny, ale że w realiach województwa lubelskiego nie widzi potrzeby tworzenia dodatkowych mechanizmów broniących interesów branży węglowej.
Dla wójta liczącego nieco ponad 4 tysiące mieszkańców Rejowca Fabrycznego punktem odniesienia były nie argumenty włodarzy Imielina, Rybnika, czy Gliwic, którym nowe kopalnie jawią się jako pomysł co najmniej „kontrowersyjny”, lecz wskaźniki różniące kierowaną przez niego gminę od leżącej „za miedzą” gminy Puchaczów. A wyraźne różnice widać zaś praktycznie we wszystkim. Z danych Głównego Urzędu Statystycznego za rok 2017 wynikało, że podczas gdy w Rejowcu Fabrycznym bezrobocie wynosiło 10,6 proc., a dochody gminy w przeliczeniu na jednego mieszkańca nieznacznie przekraczały 4300 zł, to w gminie Puchaczów bez pracy było zaledwie 3,6 proc. czynnych zawodowo mieszkańców, a zestawiając dochody gminy z ogólną liczbą mieszkańców okazywało się, że „na głowę” przypadało średnio ponad 7200 zł. W Rejowcu Fabrycznym wyraźnie niższe były też wydatki gminy (w przeliczeniu na mieszkańca), liczba oddanych do użytkowania mieszkań, a nawet przyrost naturalny (czemu towarzyszył fatalny bilans salda migracji). Zbyt dużo tego, aby tak po prostu można było przejść nad tym do porządku dziennego.
Na porozumieniu skorzysta górnicza spółka oraz mieszkańcy gminy
Tym, co czyni różnicę między oboma lubelskimi gminami, była znajdująca się na terenie gminy Puchaczów kopalnia Bogdanka. Zatrudniający ponad 5500 pracowników zakład jest dla tamtejszej społeczności lokalnej tym, czym fabryka Opla dla Gliwic, czy Fiat dla Tychów. Nie tylko zresztą dla niej. Także dla będącej siedzibą powiatu i gminy miejsko-wiejskiej Łęcznej (Puchaczów leży właśnie w pow. łęczyńskim). I to też widać w podejściu tamtejszych samorządowców. Mają pełną świadomość, że – mówiąc kolokwialnie – wszyscy jadą tam na tym samym wózku. Pod koniec czerwca władze samorządowe gminy i powiatu podpisały wspólnie z przedstawicielami kopalni Bogdanka i prezesem zarządu spółki Enea Badania i Rozwój (właściciela zakładu) list intencyjny w sprawie o współpracy w zakresie „wykonania analiz i opracowań przedprojektowych dla nowej linii kolejowej”. W dokumencie jest mowa m.in. o koncepcji programowo-przestrzennej, przeprowadzeniu badań geotechnicznych, a także przygotowaniu dokumentacji geologiczno-inżynierskiej i raportu oddziaływania na środowisko dla długiej na 10 km jednotorowej linii z Łęcznej do Bogdanki (przystanki miałyby się jeszcze znajdować także w Puchaczowie i Starej Wsi). Inwestycja zapewni bezpieczne kolejowe połączenie pomiędzy Łęczną i okolicznymi miejscowościami, a LW Bogdanka i planowaną elektrownią w rejonie Łęcznej. Stanowić to będzie duże udogodnienie komunikacyjne dla mieszkańców. Nowe połączenie to też krok w walce z wykluczeniem transportowym w regionie i nowe miejsca pracy – mówił Leszek Włodarski, burmistrz Łęcznej. Szacunki wskazują, że po uruchomieniu połączenia kolejowego, korzystać z niego może aż 2 tys. osób, z czego sporą część stanowić będą właśnie nasi pracownicy, obecnie posiłkujący się własnym transportem samochodowym dodał Artur Wasil, prezes zarządu LW Bogdanka. Uruchomienie nowego połączenia kolejowego przyczyni się do rewitalizacji siatki kolejowej w województwie i stanowić będzie przyczynek do dalszych inwestycji, m.in. przyszłościowego połączenia z Lublinem i Centralnym Portem Komunikacyjnym – tak z kolei komentował sprawę obecny przy podpisaniu porozumienia Artur Soboń, sekretarz stanu w b. Ministerstwie Inwestycji i Rozwoju (sama Łęczna należy do grona około setki polskich miast pozbawionych dostępu do kolei, podobnie zresztą jak Jastrzębie-Zdrój).
Bez pomocy samorządu ta inwestycja nie wypali
Nową linią miałby się odbywać zarówno transport osobowy, jak i towarowy. Jej uruchomienie ma poprawić stan bezpieczeństwa na lokalnych drogach, którymi górnicy dojeżdżają do pracy w kopalni. Linia zarazem miałaby ułatwić transport węgla i innych produktów do elektrowni, wykorzystującej gaz syntezowy, którą Enea do połowy kolejnej dekady chce wybudować w pobliżu Łęcznej. Na razie nie podano z jakiego źródła miałaby pochodzić pieniądze na przyszłą budowę linii. Mocno natomiast pokreślono rolę lokalnego samorzą- du, jako podmiotu, który może przyśpieszyć pozyskiwanie gruntów pod to przedsięwzięcie. Bez aktywnej roli samorządu, na terenie którego będzie budowana linia, inwestycja nie mogłaby zostać zrealizowana. To gmina ma możliwość prze- prowadzenia wszystkich procedur i dokumentacji, które będą początkiem fizycznej budowy linii kolejowej – podkreślał w rozmowie z Radiem Lublin burmistrz Leszek Włodarski. Po ogłoszeniu porozumienia i pierwszym poruszeniu, jakie ta informacja wywołała w przestrzeni publicznej, zapadła kłopotliwa cisza, przerywana jedynie doniesieniami branżowych mediów dopytujących o szczegóły przedsięwzięcia. Zwracano uwagę, że inwestycja w powiecie łęczyńskim nie jest wpisana ani do komponentu kolejowego CPK, ani też do postulatów zgłoszonych przy okazji programu Kolej Plus, a na dodatek nic nie wiadomo na temat jej finansowania. A że wszystko to działo się na krótko przed rozpoczęciem parlamentarnej kampanii wyborczej, więc siłą rzeczy pojawiły się wątpliwości, czy cały pomysł nie jest aby tylko przedwyborczym „balonem”, po którym dzień po głosowaniu zostaną już tylko wspomnienia.
Wygląda, że obawy te były nieuzasadnione. Kiedy pod koniec listopada, czyli niemal pięć miesięcy od daty podpisania wspomnianej deklaracji, Portal Samorządowy zapytał w Łęcznej (gmina występuje w roli głównego inwestora) o konkrety burmistrz Leszek Włodarski zapewniał, że sprawy rozwijają się w dobrym kierunku. Został już wyłoniony wykonawca, który ma zrobić studium wykonalności dla inwestycji. Określi ono, czy i w jakim zakresie jest ona potrzebna. Studium ma być gotowe w pierwszym kwartale przyszłego roku – zapowiada burmistrz Łęcznej. Zwraca zarazem uwagę, że do maja przyszłego roku sejmik wo jewództwa lubelskiego powinien przyjąć strategię rozwoju regionu (obecnie jest ona w fazie konsultacji). W Łęcznej z dokumentem tym wiązane są duże nadzieje. Zwłaszcza w kontekście ewentualnego poprowadzenia linii kolejowej nie tylko do Bogdanki, ale także „w świat” (czyli w pierwszym rzędzie do Lublina). Jak można usłyszeć w rozmowie z burmistrzem wstępnie już opracowany jest przebieg trasy i analiza „skutków finansowych” przedsięwzięcia. Na razie jednak jest za wcześnie, by te ustalenia podawać do publicznej wiadomości, gdyż mogą się jeszcze zasadniczo zmienić. Władze samorządowe liczą, że pieniądze na budowę uda się znaleźć w przyszłym budżecie Unii Europejskiej. Argumentem, że tak się właśnie stanie ma być znaczenie jakie Bruksela przywiązuje do rozwoju niskoemisyjnego transportu szynowego.
Dobrą prasę po obu stronach politycznej barykady
Życzliwe podejście samorządowców z Lubelszczyzny wobec branży węglowej nie jest niczym nowym. Na „zielone światło” z ich strony może liczyć nie tylko fedrująca tam od lat Bogdanka, ale też przymierzająca się do rozpoznania części złoża „Chełm II” Jastrzębska Spółka Węglowa (wcześniej pozytywną opinię w sprawie koncesji uzyskała mająca podobne plany Kompania Węglowa). Strategia lubelskich samorządowców nie sprowadza się wyłącznie bynajmniej do życzliwej neutralności wobec planów górniczych koncernów. Nie będzie przesadą stwierdzenie, że są oni żywotnie zainteresowani rozwojem branży wydobywczej na terenie tego regionu i zamierzają ten rozwój w aktywny sposób wspierać. Dotyczy to zresztą polityków i samorządowców z obu stron politycznej barykady. Warto przypomnieć, że jeszcze przed zmianą warty we władzach województwa ze strony zarządu regionu wyszła propozycja, żeby górnicy, którzy rzucą robotę na Górnym Śląsku i pojadą pracować do kopalń na Lubelszczyźnie, dostawali za symboliczną złotówkę bezpłatny projekt tzw. domu pasywnego i działkę budowlaną. To nasza oferta dla „lubelskich emigrantów” i wykwalifikowanych pracowników m.in. przyszłych kopalni, które według założeń programu miałby powstać w naszym regionie – zapowiadał niespełna dwa lata temu Krzysztof Hetman, były marszałek województwa lubelskiego z nadania Polskiego Stronnictwa Ludowego, a obecnie reprezentujący ten region eurodeputowany. Pomysł wspierały też ówczesne władze regionu. Faktem jest, że od tamtego czasu pomysł nie doczekał się realizacji, a fala skuszonych działkami górników ze Śląska nie ruszyła pod wschodnią granicę. Być może nigdy to nie nastąpi. Być może cała inicjatywa pozostanie wyłącznie atrakcyjnie brzmiącym hasłem. Nawet jeśli jednak tak się stanie, to i tak będzie to bardzo wymowne świadectwo nastrojów panujących na ścianie wschodniej względem sektora górniczego. Nastrojów, których raczej daremnie szukać na Śląsku. Ten ostatni bowiem coraz bardziej wyłącznie za sprawą historii i utartej tradycji zasługuje jeszcze na miano zagłębia polskiego górnictwa.
Michał Wroński