Biuletyn Górniczy Nr 11-12 (233-234)

Brak informacji.

Bez aktywnego działania ze strony państwa nie wszystkie firmy dotrwają do kolejnej dobrej koniunktury

 

Trudna sytuacja finansowa rodzimych producentów węgla wpłynęła m.in. na fakt, iż znacząco ograniczyli oni swe nakłady inwestycyjne. To może się zemścić. W górnictwie efekty inwestowania nie są natychmiastowe. A rezultaty realizowanych obecnie inwestycji mogą być widoczne za pięć, sześć lat.

Brak pieniędzy, braki w inwestycjach

Drastyczne ograniczenie nakładów na inwestycje to więc nic innego, jak klasyczny gol samobójczy. W 2012 r. na inwestycje spółki węglowe przeznaczyły 3,7 mld zł, a w 2013 r. 3,3 mld zł. Natomiast za trzy kwartały tego roku jest to tylko 1,8 mld zł. Zaledwie tyle polskie górnictwo węglowe ogółem wydało na inwestycje. Jeszcze gorzej wygląda to w przypadku inwestycji w maszyny i urządzenia.

– W roku 2012 na maszyny i urządzenia spółki węglowe przeznaczyły 1,7 mld zł, a w 2013 r. już tylko 1,1 mld zł, co daje kwotę 14,70 zł na tonę węgla – podkreśla Józef Wolski, prezes zarządu Kopeksu. – Natomiast w trzech kwartałach tego roku jest to zaledwie 11 zł na tonę.

W samym trzecim kwartale na maszyny i urządzenia wydano 143 mln zł, co daje kwotę 7,73 zł na tonę wydobytego węgla. W trzecim kwartale mamy do czynienia ze spadkiem nakładów inwestycyjnych na maszyny i urządzenia o prawie 50 proc. rok do roku. To się musi zemścić w przyszłości.

Przykładowo Lubelski Węgiel Bogdanka w ciągu trzech kwartałów tego roku przeznaczył na inwestycje 403 mln zł. A zatem w tych trzech kwartałach mieliśmy w przypadku Bogdanki kwotę 61 zł inwestycji ogółem na tonę węgla. W całym 2014 r. Bogdanka zamierza ponieść nakłady inwestycyjne w wysokości 708 mln zł, przy rocznym wydobyciu na poziomie około 9 mln t węgla. A zatem będzie to 79 zł na tonę. Tyle, że Bogdanka stanowi pozytywny wyjątek. A niskie nakłady inwestycyjne przekładają się na niższą wydajność w polskim górnictwie.

– Za trzy kwartały 2014 r. wyniosła ona 517 t na pracownika – poinformował prezes Kopeksu. Nastąpił spadek w porównaniu do trzech kwartałów ub.r. W całym 2013 r. wydajność na pracownika nie przekroczyła 700 t. Spada m.in. ze względu na brak środków na inwestycje. I tak to błędne koło się zamyka.

Niestety prognozy co do 2015 r. są kiepskie. Na pewno nie będzie on lepszy od roku bieżącego. Możliwe, że ceny węgla jeszcze się obniżą.

– Bez inwestycji i modernizacji kopalnie niszczą swoją przyszłość – mówi Tomáš David, dyrektor generalny EP Energy, szef rady nadzorczej Przedsiębiorstwa Górniczego Silesia. – Jeżeli nawet nastałaby dobra koniunktura, te firmy nie będą mogły z niej skorzystać, gdyż będą niedoinwestowane. Obcinanie inwestycji w kopalniach dotyka również branży zaplecza górniczego, czy produkującego na rzecz kopalń.

Stabilizator społeczny, czy rynkowy gracz?

W Polsce schodzimy coraz głębiej z wydobyciem, co oznacza wzrost kosztów. Tym bardziej, że w śląskich kopalniach występuje wiele różnego rodzaju zagrożeń, z zagrożeniem metanowym na czele. Znaczący spadek cen węgla na rynku światowym spowodował, że staliśmy się niekonkurencyjni.

W spółkach węglowych mówią, że skoro nasze górnictwo ma być efektywne, to potrzebne są zmiany regulacji. W ożywioną ostatnio dyskusję o roli, jaką ma pełnić górnictwo, wpisuje się m.in. temat deputatów węglowych. Zarząd Kompanii Węglowej wskazywał wielokrotnie, że podjęcie uchwały o zaprzestaniu wypłat tzw. deputatów węglowych dla emerytów, rencistów i innych uprawnionych od stycznia 2015 r. podyktowane było trudną sytuacją ekonomiczno-finansową spółki. Nie jest ona w stanie dalej zaliczać tego świadczenia w ciężar swych kosztów. W KW podkreślają, że szanują prawa nabyte emerytów i rencistów do bezpłatnego deputatu węglowego. Wskazują przy tym, że Kompania nie może jednak ponosić dalej kosztów tego świadczenia. To jest obowiązek państwa, które te prawa przyznało i gwarantuje. Tę wielką presję w górnictwie na podnoszenie wydajności i poprawę konkurencyjności, przy jednoczesnym pełnieniu roli stabilizatora społecznego, dostrzegają również przedstawiciele górniczych związków zawodowych.

– Świadczenia te powinny być wypłacane z budżetu państwa jako część świadczeń emerytalnych i powinny zostać wykupione przez państwo – uważa Bogusław Ziętek, przewodniczący Sierpnia 80.

– Rząd musi się zdecydować, czy chce, żeby spółki węglowe działały jak normalne spółki prawa handlowego, czy będą też one wypełniać pewne obowiązki socjalne państwa, a takim jest wypłata deputatu węglowego dla emerytów i rencistów. I wówczas wkalkulowane to będzie w ich wyniki finansowe.

Zarząd Kompanii Węglowej jest rozliczany za wyniki finansowe. Musi dbać o zachowanie miejsc pracy i chronić spółkę przed upadłością. Ale równocześnie zarząd Kompanii musi w zastępstwie państwa wypłacać deputaty węglowe dla 160 tys. emerytów i rencistów. Według Bogusława Ziętka może to robić, ale pod warunkiem, że będzie miał na to środki z budżetu.

– W skali spółki 260 mln zł to duże pieniądze – mówi Ziętek. – W skali budżetu państwa 260 mln zł dla 160 tysięcy emerytów i rencistów, to wydatek niewielki.

W poprzednich latach mieliśmy do czynienia ze wzrostem cen węgla. Dzięki niemu mogły one utrzymać rentowność. Przy wysokich cenach surowca były też w stanie regulować zobowiązania, których regulowanie jest dla nich teraz problemem, jak wspomniane deputaty. Trudno by było inaczej w sytuacji niskich cen węgla i jego nadpodaży na światowym rynku.

Ten zabójczy fiskalizm

Żeby więc dało się to polskie górnictwo racjonalnie zmieniać, nie wystarczą zabiegi managementu górniczego, czy strony społecznej. Potrzeba przede wszystkim aktywnych działań rządu. W środowisku górniczym od dłuższego już czasu wskazują, że gdyby fiskalizm wobec górnictwa zmniejszono na czas dekoniunktury, to mogłoby to poprawić sytuację sektora.

Szef Górniczej Izby Przemysłowo-Handlowej Janusz Olszowski uważa, że należy wesprzeć górnictwo jako branżę strategiczną, oddziałującą na pozostałe dziedziny gospodarki. I przypomina, że w 2013 r. pomoc udzielona różnym przedsiębiorstwom wyniosła 22,7 mld zł. W tej kwocie znalazło się 16,5 mld zł tzw. pomocy publicznej. Aż 84 proc. z ogólnej kwoty pomocy stanowiło wsparcie dla firm prywatnych.

– W gronie największych beneficjentów pomocy nie było żadnego producenta węgla, ale były za to m.in. Polskie LNG, Polskie Sieci Elektroenergetyczne, czy Elektrownia Pątnów – mówi prezes Janusz Olszowski. – Jeżeli wsparcie mają takie firmy, to również górnictwo powinno je otrzymać. Na razie jednak się na to nie zanosi. Aby dało się odstąpić od eksploatacji w miejscach nierentownych, należy stworzyć nowe alternatywne miejsca pracy – trzeba zatem inwestować w nowe kopalnie.

O wejściu w segment produkcji węgla myśli m.in. Grupa Fasing, będąca jednym z największych producentów specjalistycznych łańcuchów na świecie. W ciągu dwóch planuje ona uruchomić wydobycie w nieczynnej obecnie kopalni Barbara- Chorzów. Spółka zamierza wydobywać 1,5 mln t węgla rocznie przy zatrudnieniu ok. 700–800 osób. Kopalnia Barbara-Chorzów została zamknięta w 1999 r., mimo że jej wysokiej jakości złoża nie zostały wyczerpane. Fasing spodziewa się, że wydobycie w kopalni zostanie wznowione w latach 2015–2017. Przyjmuje, że zysk brutto przypadający na spółkę z tytułu eksploatacji kopalni wyniesie według szacunków ok. 50 mln zł brutto rocznie. Fundamentem działalności Grupy Fasing obecnie jest produkcja specjalistycznych łańcuchów. Są to wyroby przede wszystkim dla górnictwa, energetyki i rybołówstwa. Z łańcuchów Grupy Fasing korzysta ponad 2000 użytkowników w 33 krajach. W 2013 r. Fasing wyprodukował ponad 8 tys. t łańcuchów.

W ocenie Fasingu w kopalni Barbara- Chorzów można będzie wydobywać do 2029 r. 15 mln t węgla. Istnieje również możliwość wydobycia kolejnych 30 mln t w kolejnych 20 latach, po przedłużeniu koncesji. Dzięki tego typu projektom pracę w nowych kopalniach będą mogli znaleźć górnicy obecnie zatrudnieni w kopalniach trwale nierentownych.

– Właśnie w tym kierunku należy podążać, realizować inwestycje udostępniające pokłady bardziej efektywne – uważa szef Kopeksu Józef Wolski.

Restrukturyzacji poszczególnych spółek

Na koniec 2012 r. krótkoterminowe zadłużenie górnictwa wynosiło 9,7 mld zł, natomiast w roku 2013 było to już 11,9 mld zł. W pierwszym półroczu 2014 r. sprzedano węgiel za 9,5 mld zł przy kosztach 10,6 mld zł. A zobowiązania krótko- terminowe przekroczyły 13 mld zł.

W drugim kwartale br. akumulacja ujemna wyniosła prawie 50 zł na tonie. Rodzime górnictwo ledwie zipie. Przychody sektora ze sprzedaży węgla wyniosły po dziewięciu miesiącach 2014 r. 13,8 mld zł. Były o 2,7 mld zł niższe niż rok wcześniej przy kosztach wynoszących 15,4 mld zł. W trakcie dziewięciu miesięcy 2014 r. zdołano u nas wydobyć 52 mln t węgla, z czego 43,1 mln t przypada na węgiel energetyczny, a 8,9 mln t na koksowy. W porównaniu z analogicznym okresem roku 2013 wydobycie było niższe o 6,7 proc. Wydobycie węgla energetycznego zmniejszyło się o 8 proc., natomiast koksowego nieznacznie wzrosło o 0,7 proc. Jeżeli chodzi o sprzedaż węgla, to spadła ona o przeszło 10 proc., do poziomu 49,5 mln t. W trakcie trzech kwartałów br. na rynku krajowym zdołano ulokować 43,5 mln t węgla – nastąpił spadek o 7,2 procent. Z kolei za granicę wyeksportowano około 6 mln t. Nastąpił spadek o 28,3 proc. W końcu września zalegało na przykopalnianych zwałach aż 8,4 mln t węgla. Przychody sektora ze sprzedaży węgla wyniosły po dziewięciu miesiącach 13,8 mld zł. Były o 2,7 mld zł niższe niż rok wcześniej. Przy kosztach wynoszących 15,4 mld zł spowodowało to stratę na sprzedaży węgla wynoszącą 1,6 mld zł. A więc kopalnie do jednej tony wydobytego węgla dokładały średnio 32,76 zł.

Strata górnictwa węgla kamiennego po trzech kwartałach 2014 r. wyniosła 531,9 mln zł. Z uwagi na rozwiązanie przez spółki węglowe rezerw była niższa od tej na koniec sierpnia, kiedy przekroczyła 910 mln zł. Zobowiązania górnictwa na koniec września br. wyniosły 12,8 mld zł, czyli o 2,8 mld zł więcej niż rok wcześniej.

– Bez pomocy publicznej procesów restrukturyzacyjnych w polskim górnictwie nie da się przeprowadzić – twierdzi Janusz Steinhoff, były wicepremier i minister gospodarki. – Trzeba myśleć o działaniach restrukturyzacyjnych, a te są kosztowne, na przykład programy dobrowolnych odejść. Pomoc publiczna może być udzielona za zgodą Komisji Europejskiej. Trzeba jej zatem przedstawić programy restrukturyzacji spółek węglowych. Nie trzeba mówić o restrukturyzacji całego górnictwa, tylko o restrukturyzacji poszczególnych spółek. Mamy nadprodukcję miałów energetycznych, których nie możemy sprzedać. A brakuje nam węgla grubego, który musimy importować – podkreśla Janusz Steinhoff.

I przypomina, że chodzi o szybkie działania. Nie ma już czasu na niekończące się dyskusje. Najbliższe tygodnie pokażą, czy zostaną podjęte konkretne działania w branży, w tym w największej spółce, czyli Kompanii Węglowej. Niedawno powołany pełnomocnik rządu ds. restrukturyzacji górnictwa węgla kamiennego Wojciech Kowalczyk ma być odważny w działaniu i skuteczny. Jak będzie – zobaczymy, podobnie, jak przekonamy się o tym, co w obliczu niepopularnych posunięć postanowią przedsięwziąć górnicze związki zawodowe.

– Oprócz kwestii walki o rynki trzeba także stale mieć na uwadze koszty – podkreśla Janusz Piechociński, wicepremier i minister gospodarki. – Kiedy jest zysk i koniunktura, powinna to również pozytywnie odczuć załoga. Natomiast kiedy jest dekoniunktura i generowane są straty, to trzeba przede wszystkim myśleć o ochronie miejsc pracy – podsumowuje.

Jerzy Dudała
Publicysta miesięcznika Nowy

Przemysł i portalu wnp.pl

Rozmowa z JAROSŁAWEM ZAGÓROWSKIM, prezesem zarządu Jastrzębskiej Spółki Węglowej

 

Co musi się stać, albo jakie kroki należałoby podjąć, aby Jastrzębska Spółka Węglowa wróciła do dodatnich dynamik w wynikach finansowych?

– Naszym priorytetem w 2015 r. jest zrównoważenie budżetu. To oznacza, że wydatki nie mogą być wyższe niż zakładane wpływy. Górnictwo na świecie wciąż znajduje się w niekorzystnej fazie cyklu koniunkturalnego i spółki wydobywcze muszą wprowadzać radykalne formy oszczędności, jeśli chcą przetrwać. W JSW jasno określiliśmy strategię działania, dlatego m.in. ograniczamy inwestycje do tych koniecznych, które zapewnią nam fronty wydobywcze na najbliższe dwa lata. Chcemy przy tym zachować produkcję na poziomie 16,8–17,2 mln t węgla rocznie. Do tego dochodzi konieczność istotnego i trwałego obniżenia kosztów i uelastyczniania wynagrodzeń. Takie działania nie tylko pozwolą spółce przetrwać trudny okres, ale także poprawić efektywność.
Czy rzeczywiście los górnictwa jest w rękach związkowców?

– Jeżeli związkowcy będą bronić za wszelką cenę przywilejów, to z pewnością pogrążą polskie górnictwo. Jeśli nie będzie przyzwolenia na zmiany, żadna spółka węglowa nie będzie przynosiła zysków i nie przetrwa trudnego okresu. Zwracam uwagę, że zdaniem ekspertów, poprawy na rynku cen węgla należy spodziewać się w II połowie 2015 r. Ale i tak zastrzegają, że ten wzrost może być niewielki. W 2011 r. jedna tona węgla koksowego kosztowała niemal 240 dolarów, dziś ponad połowę mniej. Związkowcy dążą oczywiście do zachowania rozbudowywanych branżowych przywilejów, które narastały przez lata. Niestety w obecnych warunkach rynkowych są one być zbyt dużym obciążeniem finansowym dla spółek górniczych. Wierzymy jednak, że dojdziemy do kompromisu ze związkowcami ze względu na wspólny interes, bo w końcu wszystkim nam zależy na utrzymaniu miejsc pracy i pomyślnej przyszłości branży.
W których segmentach kosztowych tkwi jeszcze potencjał do cięć?

– Największy potencjał kryje się w likwidacji wspomnianych pozapłacowych przywilejów pracowniczych i emerytalnych. Na te przywileje, które nie są w ogóle powiązane z efektywnością i rachunkiem ekonomicznym, spółki górnicze wydają setki milionów złotych. Pracujemy nad takim programem racjonalnych oszczędności, aby w trudnym okresie skutecznie uwolnić spółkę od tego swoistego balastu, a docelowo uzależnić dodatkowe elementy pozapłacowe od wyniku ekonomicznego. To powinno w przyszłości pozwolić nam bezpiecznie przechodzić przez okresy spowolnienia gospodarczego.
Receptą na wyjście z kryzysu ma być podobno zmiana sposobu zarządzania w JSW. O jakie zmiany chodzi?

– Działania dostosowawcze są bezterminowe. Zadaniem zarządu jest takie kierowanie spółką i administrowanie jej majątkiem, aby zapewnić jej rozwój, a w trudnym okresie – przetrwać dekoniunkturę na rynku. Dlatego wprowadzenie już nie jednostkowego czy odcinkowego, ale systemowego programu poprawy efektywności daje gwarancję powodzenia. Wiem, że nasi akcjonariusze, którymi są także nasi pracownicy, oczekują gwarancji rozwoju spółki i to w długoletniej perspektywie. Dlatego będziemy podejmować także trudne decyzje i również takie, które nie podobają się związkom zawodowym. JSW będzie konsekwentnie realizować swój plan, ponieważ to jedyna droga do utrzymania płynności finansowej i zachowania miejsc pracy.
Mnożą się głosy, że branżę górniczą należałoby połączyć z sektorem energetycznym i to jest sposób na szybkie wyjście branży z kryzysu.

– Wszystko zależy od konkretnego projektu i jego uzasadnienia ekonomicznego. To powinny być rozwiązania racjonalne i trwale zapewniające rozwój kojarzonych ze sobą podmiotów. W JSW od dawna tworzymy grupę kapitałową powiązaną procesami rynkowymi. Budowa łańcucha jest na pewno dobrym pomysłem. To widać na przykładzie Taurona, któremu dostęp do własnych zasobów węgla gwarantuje stabilizację. Obawiam się jednak przerzucania problemów górnictwa na energetykę. Jeśli mamy łączyć kopalnie z sektorem energetycznym, to tylko po restrukturyzacji, bowiem pozytywny efekt da tylko łączenie zdrowych firm. To muszą być projekty czysto biznesowe, a nie realizowane na zasadzie: nie dajemy sobie rady z górnictwem, to powiążmy je z tymi, którzy mają trochę więcej pieniędzy i może gdzieś po drodze problemy znikną. Oczywiście w ramach grupy kapitałowej JSW będziemy inwestować w energetykę opartą na źródłach rozproszonych o mniejszych mocach wytwórczych, zasilanych głównie naszymi odpadami, takimi jak metan, gaz koksowniczy oraz niskiej jakości węgiel, ale realizację poszczególnych inwestycji uzależniamy od sytuacji finansowej firmy bądź znalezienia partnera, który nam w tym pomoże.

 

Rozmawiał: Kajetan Berezowski

Rozmowa z JÓZEFEM WOLSKIM, prezesem Grupy Kopex

 

Po trzecim kwartale 2014 r. wiadomo już, że dwaj flagowi producenci Kopex i Famur zdołali odnotować zyski w ciągu 9 miesięcy (odpowiednio 84,5 mln zł oraz 70,6 mln zł zysku netto).

– Od ponad roku udaje nam się wypracowywać kwartalny zysk netto na poziomie 25 mln zł lub wyższym. Te dane są bardzo dobre, zważywszy na trudną sytuację, w jakiej znajduje się górnictwo –ocenia prezes Grupy Kopex.

Według wyliczeń, które na bieżąco prowadzi Józef Wolski i zaprezentował po raz kolejny na spotkaniu najważniejszych szefów spółek zaplecza górnictwa w Katowicach, 19 listopada, kurczenie się nakładów na inwestycje w kopalniach odbiera praktycznie nadzieję, na jakąkolwiek poprawę.

Wolski przypomina, że jeszcze przed rokiem szefowie spółek wydobywczych mieli nadzieję, że uratuje ich podniesienie wydajności.

– Przy tak mizernych nakładach na maszyny i urządzenia, jakie widzimy dziś, nie wierzmy już w jakąkolwiek poprawę! Możemy tylko obserwować pogłębianie się strat górnictwa węglowego –podsumowuje pesymistycznie Wolski.
Paradoksalnie jednak największy wytwórca kombajnów i urządzeń górniczych w Polsce wcale nie ulega górniczej smucie. Dlaczego?

– Udało się nam wyraźnie obniżyć koszty. Umieliśmy ścieśnić się, zrezygnować z czegoś, żeby ratować wyniki. Restrukturyzacja majątku przebiega fizycznie: to, co nie daje przychodu, sprzedajemy. Optymalizujemy majątek produkcyjny, kapitał obrotowy, zapasy. Produkcja w toku na bieżąco dostosowywana jest do możliwości rynkowych. To powoduje, że możemy wytwarzać taniej, a zatem uzyskiwać coraz większe marże na produkcji.
Rosnące marże świadczą, że nawet na tak trudnym rynku można zwiększać element zysku?

– Wyniki ratowała i ratuje zagranica. Przede wszystkim rynek argentyński, Chiny i RPA, w których w tym roku zwiększyliśmy swoje przychody. Wzrosły nam też we Francji i łącznie na rynku niemieckim. Trzeba jednak przyznać, że są takie rynki, które bardzo poważnie poszły w dół, na przykład w Chinach ogólnie nastąpił spadek przychodów i zysków w firmach okołogórniczych aż o 50 proc. A jest to największy i bezdyskusyjnie najważniejszy rynek w branży.
Jak się robi zysk, jeśli słyszymy, że klimat dla inwestycji górniczych na świecie jest fatalny, a instytucje finansowe nie chcą korzystnie kredytować produkcji górniczej?

– Moim zdaniem po pierwsze trzeba mieć konkurencyjny produkt. To znaczy, że musi on być dobrej jakości i tani. Dlatego też tyle uwagi (a trwa to już od ponad roku) przywiązujemy do restrukturyzacji grupy. Mamy teraz 38 podmiotów a do końca roku będą tylko 34. Chcemy, aby do końca przyszłego roku zostały w grupie 22 podmioty. Przy tym samym, nie zmniejszonym potencjale produkcyjnym! Taka strategia musi odbić się na wynikach.

Na przykład rośnie nam rentowność EBIDT (zysk operacyjny przed odliczeniem podatków i odsetek – przyp. red.). Cieszymy się i chwalimy, że nasza marża, która w zeszłym roku wynosiła 6,22 proc., dziś osiąga już 10,62 proc. a w samym trzecim kwartale aż 11,95 proc.! Proszę przeliczyć: to różnica między 95 a 86 mln zł, a zatem 9 mln zł zaoszczędziliśmy na opisanych procesach restrukturyzacji i teraz możemy je pożytecznie wydać. Natomiast tylko w ostatnim kwartale jest to już 7 mln zł oszczędności! To znaczy, że zamierzony efekt dopiero zaczyna się pojawiać i przyniesie coraz większe korzyści.

Mniejszą grupą łatwiej się steruje, nadzoruje i kontroluje. Lepiej wykorzystuje się majątek. Najlepszym przykładem z ostatniego okresu jest produkcja tzw. shuttle cars (ciężarowych wozów odstawczych w kształcie rynny lub czółna, ang. shuttle, które transportują materiał wahadłowo bez zawracania – przyp. red.). Jeszcze 3 lata temu produkowaliśmy shuttle cars w naszej spółce w Australii a koszt jednego wozu wynosił ok. 1,1 mln dol. australijskich. Wtedy eksperci grupy Kopex zauważyli, że taniej możemy wyprodukować takie wozy w spółce afrykańskiej. Mimo, że koszt robocizny (istotny przy wytwarzaniu takich maszyn) był dużo niższy, okazało się że wydajność pracowników w Afryce jest niestety znacznie niższa i per saldo nie udało się obniżyć kosztu, bo nadal wynosił on ok. 1–1,1 mln. dol.

Zaczęliśmy się zastanawiać, ile kosztowałaby produkcja w Polsce. W oparciu o dokumentację doszliśmy do wniosku, że jesteśmy w stanie zrobić to znacznie taniej. Chociaż spółka, która dysponowała dokumentacją należała do grupy, musieliśmy kupić ją według rynkowej wyceny z powodu reguł obowiązujących spółki prawa handlowego. Zaczęliśmy budować wozy sami i okazało się, że koszt wyniósł… 700 tys. dolarów! Przy identycznej jakości. W dodatku teraz korzystamy z renty geograficznej, bo bliżej do rynków centralnych, rosyjskiego, nawet do Chin i innych z górnictwem filarowo-komorowym.

Spójrzmy więc na przykładzie shuttle cars, że analiza prowadząca do niższych kosztów, pozwala nam wygrać na trudnym rynku. Skoro jednak do podziału jest coraz mniej, to jeśli my zyskujemy, konkurencja musi tracić. Takie są reguły gry.
Jaką prognozę dla sektora maszyn i urządzeń przewiduje Pan w związku z dramatycznym zmniejszeniem się zamówień w polskim górnictwie?

– Zdajemy sobie sprawę, że polskie górnictwo będzie potrzebowało coraz mniej np. obudów zmechanizowanych a w dodatku przy tym produkcie konkurencja Chińczyków w Europie i w Polsce będzie rosła. Wnioskiem była decyzja o głębokiej restrukturyzacji majątku tarnogórskiej fabryki obudów Tagor. Dzisiaj pracują na tym majątku już 4 firmy grupy: Tagor, Millux Poland, Dalbie i PBSz. Pozostało nam jeszcze przenieść administrację PBSz i dzięki temu cała niewykorzystana produkcyjnie część majątku Tagoru zostanie spieniężona.

Wchodzimy w nowe technologie oraz takie, które dają dodatkowe obniżenie kosztów: myślę o przenośnikach ścianowych i podścianowych. Wzbogacamy ofertę dla KGHM i Zanamu, gdzie potrafimy zaproponować taniej to, co dotąd było domeną zachodnich producentów np. Sandvika.

Spoglądamy też na inwestycje w energetyce w Polsce, gdzie wkrótce wydanych zostanie wiele miliardów złotych: elektrownia Kozienice (1000 MW), elektrownia Opole (2 x 900 MW), elektrownia Turów (450 MW), elektrownia Ostrołęka (1000 MW), Jaworzno (900 MW), Rybnik (900 MW), elektrownia Północ (2 x 1000 MW). Naliczyliśmy prawie 10 GW! O tyle zwiększy się moc polskich elektrowni, głównie na węgiel. Rząd ma pieniądze na inwestycje i my chcielibyśmy uczestniczyć w ich podziale jako wykonawcy. Tym bardziej, że mamy produkty, które możemy już dzisiaj dostarczać do elektrowni. Chcielibyśmy osiągnąć pełne kompetencje od projektowania po wykonawstwo i zbudujemy je w ciągu pół roku. Mając doświadczenia w produkcji przenośników i zwałowarek, uzupełnimy je jeszcze o wszystko, co potrzebne do systemów nawęglania i odżużlania w elektrowniach.

Wykorzystujemy kierunek modernizacji pewnych odcinków naszej gospodarki: w tym punkcie interesuje nas np. rynek kolejowy.
Czy to możliwe, że Kopex przestanie się kojarzyć z kombajnami?

– Nie, nie i jeszcze raz nie. Chodzi o wzmocnienie drugiej nogi, na której opiera się firma. Natomiast budujemy przecież kopalnię a obecnie unikalnym w skali światowej produktem jest mikrus –kompleks do eksploatacji cienkich pokładów węgla. Sprzedaż do Rosji do Workuta Ugol opóźniła się o pół roku, ale w Chinach postępują prace nad schińszczeniem mikrusa.

Silnie stawiamy na badania i rozwój, dzięki czemu podpisaliśmy kontrakt z KGHM na wykonanie głowicy urabiającej rudy miedzi, która będzie równie nowatorskim rozwiązaniem technicznym, co mikrus. Wspólnie z AGH pracujemy nad całym miedziowym kompleksem wydobywczym. Dopracowaliśmy się kombajnu ścianowego do pracy w znacznych nachyleniach, którego nie ma konkurencja (KSW 1500EU sprzedaliśmy już do chińskiej kopalni). Nie odchodzimy więc od tego, co dla nas podstawowe. Nasze produkty dla górnictwa mają być hitowe i wyprzedzać konkurencję.
Skala oszczędności z shuttle cars jest tak niesłychana, że konkurencja światowa powinna teraz na wyścigi ściągać do Polski!

– W Australii najdroższa jest robocizna. W Afryce nie spełniono wymogów wydajności i jakości. Natomiast w Polsce robocizna jest tania, ale jakość (co wynika z doświadczenia, edukacji) pozostaje na najwyższym poziomie. Mimo tańszej niż gdzie indziej siły roboczej w Polsce nasi specjaliści i robotnicy i tak zyskali finansowo na projekcie.

Tę samą zasadę zastosowaliśmy w przypadku produkcji blach trudnościeralnych w Millux Poland. Przeniesienie ich wytwarzania z Finlandii nie wynikało bynajmniej z sympatii Skandynawów, ale z prostego rachunku. Niespełna pół roku temu, gdy objąłem prezesurę, przyszedł do mnie szef fińskiej firmy i powiada: „Zatrudniam Polaków. Czy mają takie kwalifikacje, jak wasi pracownicy w Polsce? Mam zakład nad Zatoką Botnicką a produkty wysyłam do Europy Środkowej. To drogo kosztuje”. W rozmowie okazało się nawet, że nominalnie Fin płaci swojej załodze tyle samo, co ja w Polsce: ok. 4,1–4,2 tysięcy. Tylko że on w euro a my w złotówkach… Wtedy właśnie podsunąłem pomysł z Tagorem!

Widać, że pomogły nam nawet tak niekorzystne zjawiska, jak emigracja zarobkowa. Do Polski zaczyna napływać kapitał i będzie ciągnął do nas, dopóki jest taniej. Wynalazczość w kraju kuleje, ale nasze nakłady na badania i rozwój są bardzo duże, stanowią ok. 6–7 proc. kosztów produkcji. Zdecydowanie korzystamy też ze środków unijnych na badania i rozwój. To skuteczny klucz do sukcesu.
W jaki sposób przemysł tak wyspecjalizowany jak produkcja maszyn górniczych zdoła pokonać granice polityczne i bariery, z jakimi mamy do czynienia w Rosji w związku z konfliktem na Ukrainie?

– Nie jest to łatwe, ale możliwe. Gdyby sankcje poszły jeszcze dalej, mamy plan powołania w Kuzbasie zakładu produkcyjnego pod rosyjską spółką Kopex Sevier. Wykorzystamy tę opcję do współpracy z Kazachstanem. Górnictwo jest w większości w prywatnych rękach, dlatego nie odczuwamy wielkiego napięcia z powodów politycznych. Główną przeszkodą do robienia biznesów w Rosji – tak samo ja w Polsce – jest tam dzisiaj brak inwestycji. Jeśli tamtejsze kopalnie wykazują zapotrzebowanie, staramy się je zaspokoić (sprzedaliśmy np. w trzecim kwartale kompleks do kopalni Kaudyńska Jużna). Nie było przy tej transakcji barier politycznych. Jeśli w przyszłości wystąpią, czego rzeczywiście nie można wykluczyć, postaramy się je skutecznie ominąć.

Rozmawiał: Witold Gałązka
Publicysta tygodnika Trybuna Górnicza
i portalu górniczego nettg.pl

Zobacz pozostałe numery

Sporo się u nas dzieje.

Bądź zawsze na bieżąco.

ZAPISZ SIĘ DO NEWSLETTERA