Brak informacji.
Umieszczenie dekarbonizacji w podstawach unii energetycznej to kolejna odsłona walki z górnictwem.
W Unii Europejskiej postępuje dekarbonizacja. W tej sytuacji Polska znajduje się w czołówce państw zagrożonych emigracją przemysłów energochłonnych poza obszar objęty restrykcjami europejskiej polityki klimatycznej.
Zygmunt Łukaszczyk, szef Euracoal, wskazuje, że obecnie producenci węgla kamiennego oraz brunatnego w Europie mówią wprost o panującej histerii antywęglowej. Węgiel jako pojęcie wręcz zniknął z unijnego dyskursu. Cały czas w UE trwa nagonka na energię z węgla. Jeżeli jednak ten węgiel jest tak bardzo niechciany i nielubiany, to zachodzi pytanie, czy da się go szybko zastąpić?
Wielka antywęglowa histeria
– W przypadku Polski nie ma takiej możliwości – ocenia Zygmunt Łukaszczyk. – Nie ma szans na zastąpienie węgla innym paliwem najbliższych latach. Węgiel musi mieć znaczący udział w miksie energetycznym Polski. W Unii Europejskiej każdy kraj powinien móc kształtować swój własny miks energetyczny indywidualnie, w oparciu o posiadane zasoby. Obecnie wiele mówi się o tzw. czystej energii i pomija się przy tym węgiel. A przecież energia produkowana z węgla może być czysta. Węgiel wcale nie musi być „brudnym paliwem” przy produkcji energii. Natomiast chodzi tu o stosowane technologie – podkreśla szef Euracoal.
W Unii Europejskiej dużo się teraz mówi o odnawialnych źródłach energii. To temat trendy i na czasie. Tyle że w przypadku Polski bez węgla nie sposób funkcjonować.
– Z czego my w Polsce mamy produkować energię, z wiatru, a może z wody?! – pyta, nie kryjąc irytacji Zygmunt Łukaszczyk.
Jakiż my mamy potencjał w zakresie tzw. odnawialnych źródeł energii?! To co, mamy lasy wycinać? W zakresie odnawialnych źródeł energii nie dysponujemy potencjałem. Natomiast posiadamy zasoby węgla i to z nich należy korzystać.
Łukaszczyk zwraca uwagę na fakt, iż obecnie paliwo stałe, jakim jest węgiel, pozostaje regulatorem ceny energii na rynku. Zatem powstaje pytanie, jak kształtowałyby się u nas ceny energii, gdyby tego węgla nie było? Poszybowałyby one szybko w górę.
– W Polsce to właśnie węgiel jest swoistym regulatorem w zakresie cen energii – ocenia Łukaszczyk. – Politykę klimatyczną Unia Europejska ma. Ale czy posiada politykę energetyczną? Może warto podkreślać, że w Polsce, jak i w całej UE to gospodarka powinna mieć prymat nad klimatem. A spoglądając na nasze górnictwo, trzeba zdawać sobie sprawę z tego, jakie byłyby skutki gwałtownej restrukturyzacji górnictwa, w tym zamykania kopalń. Trzeba uwzględniać kwestie społeczne, w tym uwarunkowania rynku pracy. Wiele miast, gdzie przed laty rozwijał się przemysł, w tym górnictwo, boryka się na Śląsku z wieloma problemami. Tam, gdzie polikwidowano kopalnie, upadły także małe firmy, również te z sektora usług. Należy zatem pamiętać, że aglomeracja śląska poprzez gwałtowną restrukturyzację górnictwa może pod tym względem przedstawiać się jeszcze gorzej – podsumowuje szef Euracoal.
Związkowcy alarmują
W środowisku górniczym alarmują, że umieszczenie dekarbonizacji w podstawach unii energetycznej to kolejna odsłona walki z górnictwem, która wraz z pakietem klimatycznym prowadzi do wyrugowania energetyki węglowej. Na wspólnym posiedzeniu prezydium Związku Zawodowego Górników w Polsce i prezydium Zrzeszenia Związków Zawodowych Energetyków podjęto niedawno stanowisko wobec strategii budowy unii energetycznej, w tym dekarbonizacji gospodarki. Rada Krajowa Związku Zawodowego Górników w Polsce i Prezydium Zrzeszenia Związków Zawodowych Energetyków zgodnie wskazują, że budowanie fundamentów unii energetycznej kosztem eliminacji węgla z gospodarki i energetyki europejskiej jest skandaliczne i nie do przyjęcia przez Polskę. Poparcie rządu RP dla takich zasad, wyrażone 19 marca 2015 r. podczas posiedzenia szefów państw UE, jest niezrozumiałe i bulwersujące. Związkowcy twierdzą, że to łamanie wcześniejszych zapewnień i obietnic o obronie polskiej gospodarki opartej na własnych surowcach energetycznych, co zapisane jest w krajowej strategii energetycznej.
Nie lubi a zużywa
– W konkluzjach Rady Europejskiej przyjętych 19 marca w Brukseli znalazło się pięć filarów budowania przyszłej strategii unii energetycznej, które miałyby bronić kraje członkowskie przed uzależnieniem i ewentualnym szantażem ze strony państw spoza UE. Niestety okazuje się, że jest to kolejna próba systemowego niszczenia polskiej gospodarki węglowo-energetycznej podkreślają związkowcy. I dodają, że oprócz takich filarów jak: bezpieczeństwo energetyczne; solidarność i zaufanie; w pełni zintegrowany europejski rynek energetyczny; efektywność energetyczna; badania innowacyjności i konkurencyjności, znalazł się zapis o dekarbonizacji gospodarki. W środowisku górniczym coraz częściej można usłyszeć, że promowanie przez Radę Europejską inicjatywy odchodzenia od węgla, daje zielone światło do rozpoczęcia prac nad konkretnymi aktami prawnymi, co jest ogromnym zagrożeniem dla polskiej racji stanu. A umieszczenie dekarbonizacji w podstawach unii energetycznej to kolejna odsłona walki z górnictwem, która wraz z pakietem klimatycznym prowadzi do wyrugowania energetyki węglowej.
To bardzo źle dla Polski, ale w Unii Europejskiej realizowana jest konsekwentnie restrykcyjna polityka klimatyczna. Przy czym, przykładowo węgiel jest tym złym, ale jednocześnie Unia pozostaje znaczącym importerem tego surowca. Ten wzrost jest na poziomie 8 proc. rok do roku. Największym importerem węgla w UE są właśnie Niemcy. Ich import węgla przekroczy 62 mln t w roku 2015. Międzynarodowa Agencja Energii wskazuje, że globalne zapotrzebowanie na węgiel do roku 2019 będzie wzrastać o około 2,1 proc. rocznie. Wzrost ten będzie się odbywał w krajach rejonu Azji. Z kolei w Europie nadal nic nie wskazuje, by wreszcie zakończyła się dekoniunktura na węglowym rynku.
Obłudna praktyka
W Unii Europejskiej coraz to gorzej mają branże energochłonne przemysłu. Ale przecież przemysł energochłonny istnieje i rozwija się poza UE. W krajach Unii będzie się on kurczył, bo sprowadzają one do siebie produkty wytworzone poza UE, na przykład w Indiach, bądź Chinach. A tam produkcja odbywa się w warunkach wysokiej emisji zanieczyszczeń, w tym dwutlenku węgla.
Jednak nie przeszkadza to UE sprowadzać mnóstwo wyrobów z krajów, gdzie nie zwraca się zbytniej uwagi na kwestie klimatyczne. To wygodne i nad wyraz obłudne – samemu nie produkować „i się nie brudzić”, ale nabywać towary od tych, którzy ubrudzą się za postępowych Europejczyków. Wystarczy spojrzeć, skąd sprowadzane są te wszystkie tablety, smartfony czy telewizory. O wyrobach stalowych czy węglu już nie wspominając.
Indie, Chiny – niektórzy mówią „Chindie”, a ten zlepek dwóch nazw oznacza miejsce, gdzie gospodarka dynamicznie się rozwija i gdzie są odmienne priorytety od europejskich. Tam liczy się produkcja i jej poziom. W Unii Europejskiej toczy się natomiast jałowa dyskusja o potrzebie reindustrializacji – z góry skazana na niepowodzenie przy obecnej polityce klimatycznej. Histeria antywęglowa, dotowanie OZE – wszystko to upośledza rynek. Energetyka węglowa przegrywa z innymi nośnikami, które są bardzo silnie subwencjonowane.
– Problemem jest dotowanie tzw. odnawialnych źródeł energii, w tym biomasy – zaznacza Jerzy Podsiadło, prezes zarządu Węglokoksu. I wskazuje, że takie paliwa, jak odpady z palmy olejowej by nie istniały, gdyby nie ogromne dopłaty ze strony budżetu państwa.
Trudno nie dojść do wniosku, że realizacja restrykcyjnej polityki klimatycznej UE w zasadzie uniemożliwi Polsce dogonienie krajów Europy Zachodniej. Węgiel nadal pozostanie niezwykle istotnym paliwem w miksie energetycznym Polski, chodzi jednak o to, by był to węgiel pochodzący z polskich kopalń.
Unia odpowiada jedynie za 11 proc. światowej emisji dwutlenku węgla. A zatem nakładanie sobie dodatkowego kagańca nie poprawi w skali globalnej jakości powietrza, ale za to obniży możliwości konkurencyjne gospodarki unijnej wobec innych graczy na międzynarodowym rynku. Bogate kraje Europy Zachodniej sobie poradzą. Natomiast dla Polski, bazującej na węglu, skutki polityki dekarbonizacji mogą być wprost wyniszczające.
Jerzy Dudała
Publicysta miesięcznika
Nowy Przemysł i portalu wnp.pl
Realizacja kędzierzyńskiego projektu przyniosłaby korzyści zarówno sektorowi węglowemu jak i chemicznemu.
Jeszcze w kwietniu br. powinien być znany plan finansowania instalacji poligeneracyjnej w Kędzierzynie-Koźlu. Instalacja ma zużywać ok. 1 mln t rocznie węgla kamiennego i w efekcie produkować ok. 500 tys. t metanolu rocznie. Jest on surowcem wykorzystywanym do produkcji innych, ważnych produktów chemicznych.
Projekt budowy instalacji poligeneracyjnej w zakładach chemicznych w Kędzierzynie-Koźlu jest istotnym elementem rozwoju portfela produkcji półproduktów w Grupie Azoty. W kwietniu powinien być znany plan finansowania inwestycji, w którą oprócz Grupy Azoty zaangażują się również inne spółki skarbu państwa, jak Tauron oraz KGHM. Całkowita wartość projektu wyniesie ok. 2,4 mld zł. Realizacja projektu sprzed czterech lat miała pochłonąć ok. 6 mld zł.
– Projekt prezentowany w 2011 r. zakładał produkcję gazu syntezowego z węgla a następnie produkcję energii elektrycznej i cieplnej. Miał być również wyposażony w instalację wychwytywania i składowania dwutlenku węgla (CCS). Nowy projekt został zmieniony i dostosowany do potrzeb produkcyjnych Grupy Azoty – informuje Krzysztof Jałosiński, wiceprezes ds. strategii i rozwoju Grupy Azoty.
Węgiel do zgazowania
Instalacja, według wstępnych analiz, ma zużywać ok. 1 mln t rocznie węgla kamiennego i w efekcie produkować ok. 500 tys. ton metanolu rocznie. Jest on surowcem wykorzystywanym do produkcji innych, ważnych produktów chemicznych. Dla porównania, roczny import metanolu do Polski to ok. 600 tys. t. Instalacja daje jednocześnie możliwość produkcji, poza metanolem, wodoru.
Pierwszy tak duży i istotny dla polskiej chemii projekt może zostać powielony w przyszłości w innych zakładach chemicznych w Polsce. Pozwoliłoby to na zużycie nawet 5-6 mln t węgla kamiennego rocznie, co pozytywnie przełoży się na rentowność polskich spółek wydobywających ten surowiec.
– Bezpośrednim celem projektu jest produkcja gazu syntezowego do produkcji nawozów. Projekt gwarantuje również wzrost bezpieczeństwa energetycznego, ponieważ gaz syntezowy może zastąpić importowany gaz ziemny. Koszt wyprodukowania z węgla 1 tony wodoru, potrzebnego do produkcji nawozów, jest ok. 40 proc. niższy niż z gazu. Jest to najlepsza rekomendacja dla słuszności tej inwestycji, która dla nas przełoży się na niższe koszty produkcji nawozów – zapewnia Krzysztof Jałosiński.
Tak ważna dla przemysłu chemicznego i synergii z innymi gałęziami przemysłowymi w Polsce inwestycja wymaga wsparcia ze strony rządu.
Każda z trzech spółek – Grupa Azoty, Tauron i KGHM – które mają zaangażować się w kędzierzyński projekt, realizuje już swoje własne inwestycje. Tylko Grupa Azoty do 2020 r. zamierza przeznaczyć na inwestycje ok. 7 mld zł.
– Dlatego zwracamy się o pomoc ze strony rządowej. Na projekt może wpłynąć kilka czynników, jak zmieniające się polskie i unijne regulacje oraz niestabilne ceny uprawnień do emisji CO2, które dziś są na dość niskich poziomach (ok. 7 euro za tonę), ale pojawiały się prognozy mówiące o 40 euro za tonę. Należy pamiętać również o możliwości wzrostu cen węgla –mówi Krzysztof Jałosiński.
Kolejna tak duża inwestycja w Grupie Azoty wymaga również pozyskania znacznych funduszy spoza spółki.
– Obecnie samodzielnie nie jesteśmy w stanie w całości zrealizować tej inwestycji – wyjaśnia Krzysztof Jałosiński.
Program dla carbo-chemii
Jak zauważa Krzysztof Jałosiński, polski rząd powinien przyjąć program wspierania carbo-chemii. Byłby on znakomitym wsparciem dla krajowego przemysłu chemicznego.
– Ten program doskonale wpisywałby się w politykę energetyczno-klimatyczną UE, zgodnie z którą Polska musi obniżać emisje CO2 oraz wykorzystywać węgiel w sposób odpowiedzialny, mniej emisyjny i mniej uciążliwy dla środowiska – dodaje Krzysztof Jałosiński.
Program carbo-chemii byłby również ożywczym impulsem do rozwoju polskiego przemysłu w oparciu o rodzimy surowiec.
Kędzierzyński projekt przyniósłby korzyści zarówno sektorowi węglowemu jak i chemicznemu.
– To jest projekt dobry dla przemysłu węglowego, ponieważ jest obecnie problem ze zbytem węgla. Jest to również projekt zwiększający bezpieczeństwo energetyczne polskiej chemii – podkreśla Jerzy Buzek, poseł do Parlamentu Europejskiego i były premier.
Szacuje się, że instalacja w Kędzierzynie będzie kosztować ok. 2,4 mld zł. W ocenie Jerzego Buzka uda się znaleźć takie pieniądze na kędzierzyńską instalację.
– 2,4 mld zł to nie są duże pieniądze dla firm, które mają przy tym projekcie współpracować, czyli KGHM, Grupa Azoty i Tauron. Chcemy także uzyskać wsparcie ze strony UE, ponieważ będzie to projekt nowatorski – dodaje Jerzy Buzek.
Zaangażowanie rządowe
Zużycie węgla w energetycznego w Polsce będzie stopniowo maleć i należy znaleźć alternatywne zastosowania. Przemysł nawozów azotowych w Polsce zużywa ok. 2,5 mld m sześc. gazu ziemnego rocznie, znaczącą część tego gazu można by zastąpić gazem wyprodukowanym z węgla. Eksperci przekonują, że to nie mrzonka, ale realna możliwość.
– Aby zgazowanie węgla w polskich realiach mogło nastąpić, konieczne jest opracowanie spójnej polityki substytucji importowanego gazu ziemnego gazem otrzymanym poprzez zgazowanie węgla. Należy przy tym uwzględnić w planach rozwojowych górnictwa oraz chemii zapotrzebowanie na węgiel dla przemysłu chemicznego, w szczególności do wytwarzania wodoru dla przemysłu nawozów azotowych. Ponadto, przy wyraźnym wsparciu rządowym zidentyfikować potencjalne lokalizacje inwestycyjne i wdrożyć instrumenty finansowe zachęcające do inwestowania – podpowiada dr hab. inż. Marek Ściążko, profesor AGH.
Jak dodaje, programy inwestycyjne winny znaleźć wsparcie w funduszach przeznaczonych na perspektywę rozwoju gospodarczego 2014-2020. Należy także zadbać o ustalenie warunków związanych z kosztem emisji dwutlenku węgla w okresie eksploatacji instalacji.
Zgazowanie węgla jest też uzasadnione przez warunki międzynarodowe.
– Do głównych sił napędowych rozwoju technologii zgazowania węgla do 2020 r. należy globalna nierównowaga dostępu do zasobów gazu ziemnego i ropy naftowej oraz związane z tym polityczne napięcia a także koniunkturalnie niestabilne w niektórych krajach ceny paliw kopalnych, w tym gazu ziemnego i ropy naftowej, a szczególnie stale rosnąca dysproporcja pomiędzy cenami węgla, a cenami gazu i ropy. Duże znaczenie mają również mniejsze globalne zasoby gazu i ropy naftowej, i w konsekwencji prognozowane szybsze wyczerpywanie się tych surowców – wskazuje Marek Ściążko.
Ważnym elementem jest także substytucja importowanego gazu ziemnego dla produkcji chemicznej, co wpływa na wzrost bezpieczeństwa energetycznego krajów posiadających zasoby węgla a także ochrona środowiska, specyfika procesu pozwala na separację substancji szkodliwych przy wysokich sprawnościach i relatywnie niskich kosztach.
Jak wylicza Marek Ściążko, jednostkowy koszt wytworzenia metanolu z węgla kształtuje się wyraźnie poniżej jego cen rynkowych. Różnica pomiędzy ceną rynkową (w roku 2014) a kosztami produkcji metanolu z węgla wahała się w zakresie od 97 euro za tonę aż do 225 euro za tonę.
Dariusz Ciepiela
Dziennikarz miesięcznika Nowy Przemysł
i portalu wnp.pl
Sytuacja w polskim górnictwie węgla kamiennego skłania firmy pracujące na jego rzecz do szukania innych rynków zbytu.
Choć sytuacja w branży węglowej jest zła, to niektórzy polscy producenci maszyn i urządzeń górniczych w 2014 r. poprawili swoje wyniki finansowe. Rok 2015 może być jednak trudniejszy i o dobre wyniki też może być trudniej.
Największe przychody spośród polskich producentów maszyn górniczych w ub.r. osiągnęła Grupa Kopex, która poprawiła swoje wyniki finansowe. Zarówno jej przychody jak i zysk netto wyraźnie wzrosły w porównaniu z 2013 r.
Kopex: satysfakcja z wyników finansowych
– Mimo spadających nakładów inwestycyjnych polskich kopalń i trudnej sytuacji na światowych rynkach udało nam się utrzymać satysfakcjonujące wyniki. W skali całego roku udało się utrzymać wysoki poziom przychodów oraz istotnie poprawić marże, przede wszystkim dzięki kontraktom zagranicznym i realizacji wysokospecjalistycznych usług – mówi Józef Wolski, prezes Grupy Kopex.
Warto zwrócić uwagę, że w 2014 r. Kopex podwoił przychody ze sprzedaży węgla – w roku 2013 były na poziomie 21,2 mln zł a w roku ubiegłym przekroczyły 55,2 mln zł. Co ciekawe, w minionym roku Kopex eksportował węgiel do Austrii, Hiszpanii, Słowacji oraz Szwecji.
Józef Wolski podkreśla przy tym wagę programów optymalizacji finansowej oraz majątkowej i płynnościowej, a także restrukturyzacji kapitałowej.
– Dążymy do maksymalnego wykorzystania majątku i uproszczenia struktury Grupy. Od stycznia 2014 r. liczba spółek w Grupie została zmniejszona z 43 do 33. Naszym celem jest dalsze zmniejszenie liczby podmiotów docelowo do 22 na początku 2016 r. – zapowiada prezes.
Kopex planuje dalszą dywersyfikację działalności grupy, zarówno w aspekcie geograficznym jak i produktowym. Chce przy tym zrezygnować z zadań słabo związanych z podstawową działalnością grupy Kopex lub o niskim poziomie rentowności.
Planowane jest wejście w nowe obszary działalności, jak wydobycie węgla (budowa własnej kopalni) oraz budowa maszyn dla sektora miedziowego.
Famur: wyjście po za górnictwo
Grupa Famur w 2014 r. osiągnęła gorsze wyniki finansowe niż w roku 2013 r.: spadły zarówno przychody jak i zysk netto. W okresie 12 miesięcy 2014 r. segment kompleksów ścianowych pozostawał największym segmentem grupy, a jego sprzedaż stanowiła 47 proc. w ogóle przychodów grupy Famur. Wielkość sprzedaży w segmencie kompleksów ścianowych spadła w stosunku do analogicznego okresu roku poprzedniego o 345 mln zł, tj. o 51 proc. Drugim co do wielkości segmentem pozostaje segment kompleksów chodnikowych, który odpowiada za 25 proc. przychodów grupy Famur. Sprzedaż zrealizowana w ramach tej działalności spadła w stosunku do roku 2013 o 24 proc., tj. w wartościach nominalnych o 55,5 mln zł.
Obroty w ramach segmentu systemów transportowych, na które składa się sprzedaż przenośników taśmowych i kolejek wykazały spadek w stosunku do analogicznego okresu roku wcześniejszego o 39,3 mln zł, tj. o 26 proc. osiągając wartość 164,6 mln zł.
Przychody w segmencie infrastruktury powierzchniowej zakładów górniczych spadły o 10,4 mln zł, tj. o 26 proc. Pozostała działalność w Grupie wygenerowała 1,9 mln zł przychodów.
W całym 2013 r. na niemal 19 mln zł przychodów z pozostałej działalności w głównej mierze składały się obroty zrealizowane na sprzedaży węgla w ramach rozliczenia obligacji wyemitowanych przez KHW. Sprzedaż eksportowa grupy Famur za 12 miesięcy 2014 r. stanowiła 26 proc. przychodów ze sprzedaży ogółem, a w wartościach nominalnych osiągnęła poziom 181,6 mln zł, wykazując spadek w stosunku do roku ubiegłego o 15 proc.
Duży wpływ na pogorszenie wyników finansowych grupy Famur ma kiepska sytuacja w polskim górnictwie węgla kamiennego, dlatego Famur szuka innych rynków, mających zrównoważyć krajowy rynek górniczy. Jednym z obszarów, gdzie Famur chce zaistnieć jest energetyka. Już w czwartym kwartale 2014 r. grupa Famur pozyskała pierwsze znaczące kontrakty na dostawę maszyn do branży energetycznej. W wyniku podpisania umów z Alstom Power oraz Polimex Mostostal wartość zamówień grupy Famur w nowo utworzonym obszarze systemów przeładunkowych i suwnicowych przekroczyła 300 mln zł.
Fasing: eksport i szersza oferta
Choć w roku 2014 grupie Fasing wyraźnie wzrosły przychody, to zysk netto grupy wzrósł tylko o 20 tys. zł – z 8,241 mln zł do 8,261 mln zł.
Z uwagi na trudną sytuację polskich spółek węglowych Fasing rozgląda się za innymi rynkami, choć oczywiście chce tu utrzymać swoją pozycję. Swoje szanse widzi w rozwoju działalności eksportowej na rynkach wschodnich, jak Białoruś, Chiny oraz Indie. Grupa Fasing liczy również na dalszy wzrost sprzedaży eksportowej na rynku amerykańskim i australijskim. Szansą jest także poszerzenie oferty produktowej i produkcja pod specjalne potrzeby klientów, co może ułatwić pozyskanie klientów z innych branż niż górnictwo. Korzyści może przynieść również rządowy program reindustrializacji dla Śląska.
Fasing prowadzi także prace nad wejściem w sektor wydobycia węgla – zamierza uruchomić wydobycie w nieczynnej kopalni Barbara-Chorzów.
Patentus: celem 100 mln zł
Rok 2014 nie był zbyt udany także dla grupy Patentus, której spadły przychody i zysk. Celem grupy stało się osiągnięcie przychodów w wysokości 100 mln zł i zwiększenie sprzedaży do innych branż niż górnictwo.
Zysk na działalności operacyjnej spadł z 7,7 mln zł w 2013 r. do 4,3 mln zł w roku 2014.
– Spadek przychodów ze sprzedaży i zysku netto spowodowane były przez trudną sytuację polskich spółek węglowych i wynikającą z tego mniejszą potrzebą inwestowania w maszyny i urządzenia górnicze – wyjaśnia Józef Duda, prezes Patentusa.
W 2014 r. sprzedaż Grupy Patentus do branży górniczej wyniosła 65,99 proc., reszta trafiła do innych sektorów gospodarki. Patentus przyznaje, że trudna sytuacja finansowa głównych klientów w tej branży skutkować może pogorszeniem wyników finansowych spółki. Realizowanym przez ostanie lata celem zarządu jest dywersyfikacja źródeł przychodów, między innymi, poprzez rozpoczęcie dostaw maszyn i urządzeń górniczych na rynki wschodnie i dalekowschodnie, a także eksport konstrukcji spawanych i urządzeń na rynki Unii Europejskiej.
– W bieżącym roku planujemy w dalszym ciągu umacniać naszą pozycję w segmencie maszyn i urządzeń górniczych, przekładni oraz kół zębatych. Cały czas uczestniczymy w przetargach poszukując nowych kontrahentów oraz rynków zbytu – zapowiada Józef Duda.
Patentus zapowiada, że będzie kontynuował zakupy środków trwałych oraz będzie dążył do osiągnięcia przychodów ze sprzedaży całej grupy kapitałowej na poziomie 100 mln zł oraz będzie sprzedawał swoje wyroby poprzez leasing finansowy tak, jak to czynił w poprzednich latach.
Przyszłość czarna jak węgiel?
Producenci maszyn górniczych najbliższą przyszłość postrzegają raczej w ciemnych kolorach. Dobrych wieści nie ma ani z rynku polskiego, ani z rynków zagranicznych. Krajowe spółki węglowe odstępują od wcześniej planowanych zakupów operacyjnych i inwestycyjnych, a na dodatek wydłużają w postępowaniach przetargowych terminy płatności do 120, a nawet 150 dni.
Do tego dochodzi pogłębiająca się recesja na światowych rynkach węglowych. Drastyczne spadki cen ropy naftowej, ograniczenia importowe wobec węgla na rynku chińskim oraz rewolucja łupkowa w Stanach Zjednoczonych zwiększają dostępność węgla kamiennego w obrocie międzynarodowym. A to przekłada się w polskim górnictwie na dalszy regres wydatków inwestycyjnych, które w 2015 r. będą pozostawały na ograniczonym poziomie, determinowanym poziomem aktualnych i przewidywanych w najbliższej przyszłości cen węgla. Środki na inwestycje w br. nie zwiększą się zarówno w kraju, jak i na rynkach zagranicznych, w szczególności na rynku rosyjskim a także chińskim – oba te rynki leżą w polu zainteresowania polskich firm.
Geopolityczne i ekonomiczne turbulencje obserwowane w regionie, szczególnie wydarzenia na Ukrainie mają negatywny wpływ na rosyjską gospodarkę, w tym osłabienie rosyjskiej waluty, wzrost stóp procentowych i ograniczoną płynność. Wydarzenia te, włączając bieżące i przyszłe międzynarodowe sankcje względem rosyjskich przedsiębiorstw i obywateli oraz związana z tym niepewność i zmienność w obszarze łańcucha dostaw, może mieć wpływ na działalność polskich producentów maszyn.
Raczej trudny rok
Giełdowi analitycy wpisują się w pesymistyczny nastrój na rynku.
– Rok 2015 będzie trudny dla producentów maszyn i urządzeń dla górnictwa węgla kamiennego, takich jak grupy Famur i Kopex. Z pewnością można spodziewać się zmniejszenia przychodów i zysków uzyskanych na rynku krajowym, które tylko w części uda się zrekompensować wzrostami na rynkach zagranicznych. W efekcie prawdopodobnie przychody i zyski tych grup za ten rok będą niższe niż za rok 2014 – mówi Piotr Łopaciuk, analityk Domu Maklerskiego banku PKO BP.
Famur i Kopex przyjęły nieco odmienną strategię radzenia sobie z trudną sytuacją w górnictwie węgla kamiennego. Famur poszerza swoją działalność o energetykę i górnictwo odkrywkowe węgla brunatnego.
– To słuszna strategia, ponieważ zachodzące zmiany w górnictwie węgla kamiennego nie są zdarzeniem jednorazowym, lecz stałą tendencją. Dywersyfikacja działalności jest dobrym pomysłem, tym bardziej, że są to działalności pokrewne, gdzie można wykorzystać istniejący potencjał produkcyjny i wygenerować synergie – ocenia Piotr Łopaciuk.
Kopex z kolei stawia na zwiększanie obecności na rynkach zagranicznych.
– Nie rezygnuje przy tym z poszukiwania nowych obszarów działalności na polskim rynku, czego przykładem jest projekt realizowany wspólnie z Akademią Górniczo-Hutniczą i KGHM przewidujący opracowanie, wykonanie i badania modelu organu do mechanicznego urabiania rud miedzi – dodaje Piotr Łopaciuk.
Innym projektem Kopexu, wychodzącym poza dotychczasową działalność, jest budowa własnej kopalni węgla kamiennego. Jak wcześniej zapowiadał Kopex, jej budowa ma rozpocząć się jeszcze w 2015 r. a inwestycja ma być zakończona w roku 2018.
Piotr Łopaciuk wskazuje, że Kopex jest bardzo optymistycznie nastawiony do tego projektu, ale jest on na zbyt wczesnym etapie, aby go oceniać. Nie można wykluczyć, że w Polsce uda się węgiel wydobywać tanio i efektywnie, ale jest pytanie o rynek zbytu tego węgla, zwłaszcza w sytuacji konsolidacji części górnictwa z energetyką.
– Sytuacja w polskim górnictwie węgla kamiennego jest bardzo trudna, więc krajowi producenci maszyn i urządzeń górniczych muszą szukać innych rynków zbytu, mogą to być przede wszystkim zagraniczne rynki węglowe lub też krajowe rynki inne niż górniczy. Wejście na rynki poza węglowe, na co zdecydował się Famur, wymaga przejęć spółek z tych nowych obszarów, ponieważ budowanie kompetencji od podstaw zajęłoby kilka lat. Z kolei na wchodzenie na rynki zagraniczne stawia Kopex, który ten obszar rozwija od lat. Trzeba jednak zdawać sobie sprawę, że z wejściem na rynki zagraniczne też mogą być problemy, ponieważ rynek światowy również nie jest w bardzo dobrej kondycji – dodaje Zbigniew Porczyk, analityk Domu Maklerskiego Trigon.
Zwraca uwagę, że udział polskich producentów maszyn górniczych w rynku międzynarodowym jest bardzo niewielki. Pomimo tego, że sytuacja na rynku międzynarodowym jest trudna, to polskie grupy mają szanse zwiększyć na nim swoją sprzedaż.
Efekty za kilka lat
Kopex w Polsce szuka również innych obszarów działalności niż górnictwo węglowe.
– Wejście w wydobycie metali i skały twarde jest interesujące, ale trzeba zdawać sobie sprawę, że efekty tego pojawią się dopiero za kilka lat. Jeżeli w tym obszarze będzie jakiś duży kontrakt za 5 lat, to będzie to bardzo szybko. To nie jest działalność, która wpłynie na poprawę bieżących wyników – podkreśla Zbigniew Porczyk.
Rok 2015 będzie kolejnym, kiedy polskim producentom maszyn górniczych będzie trudno uzyskać zadowalające wyniki finansowe.
– W przypadku Kopeksu można spodziewać się spadków przychodów i zysku netto, chyba, że uda im się zrealizować jakieś duże kontrakty zagraniczne, które pokryłyby lukę powstałą po wygaśnięciu kontraktu z Argentyny, która pojawi się w drugiej połowie 2015 r. W przypadku Famuru niekoniecznie muszą pojawić się spadki zysku, ponieważ w roku 2014 doszło do znaczącej restrukturyzacji spółki i zawiązano rezerwy restrukturyzacyjne, które obciążały wyniki. W roku 2015 baza kosztowa jest więc sporo niższa. Do tego dochodzi włączenie do Famur SA zakupionych spółek, jak Famak i Fugo, co również pozytywnie wpłynie na wyniki. Wydaje się więc, że w przypadku Famuru zysk za rok 2015 może się poprawić pomimo, że sytuacja na rynku jest nadal bardzo trudna – prognozuje Zbigniew Porczyk.
Tabela: Wyniki finansowe spółek zaplecza górniczego, w mln zł
|
2014 |
2013 |
||
| KOPX GROUP
|
Przychody
|
1 430,4 | 1 390,9 |
| Zysk netto
|
107,5 | 66,4 | |
| GRUPA FAMUR | Przychody
|
708,7 | 1 176,4 |
| Zysk netto
|
100,2 | 213,1 | |
| FASING S.A. | Przychody
|
206,6 | 185,2 |
| Zysk netto
|
8,2 | 8,2 | |
| GRUPA KAPITAŁOWA PATENTUS | Przychody
|
83,1 | 97,2 |
| Zysk netto
|
2,2 | 5,9 |
Źródło: spółki
Dariusz Ciepiela
Dziennikarz miesięcznika
Nowy Przemysł i portalu wnp.pl