Biuletyn Górniczy Nr 5-6 (143-144)

Brak informacji.

V MIĘDZYNARODOWY KONGRES GÓRNICTWA WĘGLA BRUNATNEGO
100 LETNIE PERSPEKTYWY

Od 11 do 13 czerwca w Bełchatowie odbywał się V Międzynarodowy Kongres Górnictwa Węgla Brunatnego. Jednym z najważniejszych tematów poruszanych w trakcie konferencji była ochrona środowiska i wpływ sektora węglowego i energetycznego na środowisko naturalne i atmosferę.

– Według powszechnej opinii za obserwowane zmiany klimatu odpowiada efekt cieplarniany powodowany wzrostem emisji przede wszystkim dwutlenku węgla powstającego w procesach spalania paliw pierwotnych – przypomniał Krzysztof Stańczyk z Głównego Instytutu Górnictwa.

Najważniejszym źródłem emisji dwutlenku węgla jest energetyka zawodowa oparta na węglu kamiennym i brunatnym. Uwarunkowania prawno-polityczne, w tym Protokół z Kioto; określone wielkości uprawnień do emisji, jak i ekonomiczne – czyli opłaty za emisję, szczególnie poza przydzielonymi uprawnieniami, stwarzają konieczność podjęcia działań na rzecz ograniczenia emisji CO2 w celu zmniejszenia, a przynajmniej niezwiększania stężenia dwutlenku węgla w atmosferze.

Jednym z kierunków działań jest wdrażanie i rozwój technologii energetycznych charakteryzujących się niską, wręcz bliską zeru emisją dwutlenku węgla.

– Podwyższenie sprawności można zrealizować poprzez zastępowanie paliw stałych paliwem gazowym lub olejem opałowym oraz poprzez wdrożenie nowoczesnych technologii spalania paliw stałych i wytwarzania energii elektrycznej – dodał Stańczyk.

Wśród często omawianych sposobów ograniczenia emisji CO2 jest jego wychwytywanie i składowanie. Krzysztof Stańczyk przekonuje, że wychwytywanie i bezpieczne składowanie dwutlenku węgla jest możliwe pod warunkiem opanowania technologii efektywnego wydzielania tego gazu ze strumienia gazów powstających w procesie spalania. Obecnie realizuje się takie procesy opierając się na ciągle doskonalonych technikach membranowych i na technikach z użyciem stałych i ciekłych adsorbentów. Kolejnym problemem jest przesył zaadsorbowanego i wydzielonego dwutlenku węgla, a największym problemem jest trwałe i bezpieczne jego składowanie. Inny sposób utylizacji CO2 może polegać na jego konwersji katalitycznej do użytecznych produktów chemicznych. Tym sposobem można wykorzystać jednak tylko niewielką część dwutlenku węgla powstającego w procesach energetycznego spalania paliw.

– We wszystkich operacjach związanych z eliminacją dwutlenku węgla, tj.: separacji, przesylem oraz sekwestracją, następuje utrata części wytworzonej energii, a zatem pełen proces wytwarzania energii z zerową emisją CO2 będzie miał niższą sprawność niż proces, w którym gaz ten wypuszczane jest do atmosfery – zauważa naukowiec z GIG.

Jego zdaniem, eksperci są zgodni, że technologia wychwytywania i składowania CO2 (CO2 Capture and Storage – CCS), wraz z poprawą sprawności konwersji energii, stanie się w nieodległej perspektywie czasowej rozwiązaniem pozwalającym ograniczyć na dużą skalę emisję tego gazu.

Krajowe złoża węgla brunatnego pozwolą na jego kilkudziesięcioletnią eksploatację, mówi się nawet o okresie 100 lat. Najnowszą charakterystykę i ocenę polskich złóż węgla brunatnego dokonali Jacek R. Krasiński, Marcin Piwocki i Sławomir Mazurek w monografii „Waloryzacja i ranking złóż węgla brunatnego w Polsce”, opublikowanej w 2006 roku. Autorzy dokonali analiz ponad 150 złóż węgla brunatnego w Polsce.Łącznie udokumentowano ponad 14 mld ton zasobów w złożach pewnych, ponad 60 mld ton w zasobach oszacowanych, a możliwość występowania w obszarach potencjalnie węglonośnych ocenia się na ponad 140 mld ton.

Jak wskazuje Zbigniew Kasztelewicz z Wydziału Górnictwa i Geoinżynierii AGH, z analizy waloryzacji ekonomicznej i wykonanego rankingu złóż wynika, że na czele klasyfikacji najlepszych polskich złóż węgla brunatnego są dwa strategiczne złoża: Gubin i Legnica Zachód.

Interesującym z punktu widzenia wydłużenia czasu funkcjonowania kopalni oraz elektrowni Bełchatów wydaje się również złoże Złoczew z zasobami ok. 486 mln ton.

– W rankingu państw- producentów węgla brunatnego Polska zajmuje czwarte miejsce za Niemcami, Rosją i Stanami Zjednoczonymi. Jednocześnie ze swoim prawie 40 proc. udziałem węgla brunatnego w produkcji energii elektrycznej zajmujemy jeszcze wyższą, trzecią pozycję w świecie – podsumowuje Zbigniew Kasztelewicz.

Największym zagrożeniem dla węgla brunatnego jest bez wątpienia technologia jego spalania, powodująca większą emisję np. CO2 niż jest to w przypadku węgla kamiennego. Jeżeli ten problem nie zostanie rozwiązany, to węgiel brunatny może mieć krótszą przyszłość niż prognozują naukowcy.

Opracował: Donald Dusek

100 LAT POLSKIEGO RATOWNICTWA GÓRNICZEGO
ZAWSZE WALCZĄ DO KOŃCA

Każda akcja ratownicza trwa zawsze do końca, do ostatniego żywego lub nieżywego poszkodowanego, wydobytego na powierzchnię – to przesłanie, będące zarazem „przykazaniem” ratownika górniczego, stawia polskie zastępy w gronie najlepszych i najbardziej poważanych w świecie.

Zawsze ich profesjonalizm, odwaga, poświęcenie w walce z żywiołami i upór w ratowaniu każdego ludzkiego życia zyskiwał wielkie uznanie. Jest to bowiem zawód wymagający od człowieka niezwykłego wręcz profesjonalizmu, połączonego ze sprawnością fizyczną i odpornością psychiczną. Ostatnie tragedie w górnictwie, które rozegrały się w kopalni węgla kamiennego „Uljanowskaja” na Syberii, czy też ubiegłoroczny wybuch metanu na głębokości 1000 m. w KWK „Halemba” w Rudzie Śląskiej, w którym zginęło 23 górników, przypominały o wyższości sił natury nad człowiekiem. Górnicy zjeżdżający w podziemia kopalń zdają sobie sprawę z ryzyka jakie ponoszą i oddając się w opiekę swej patronki, św. Barbary, chroniącej wszystkich pracujących w niebezpiecznych zawodach, wierzą że liczba zjazdów będzie równa liczbie wyjazdów. Ale ratownicy górniczy stawiają się na posterunku w każdych ekstremalnych sytuacjach – czy to w czasie wielkich powodzi, czy ratując ludzi znajdujących się pod gruzami pawilonu Międzynarodowych Targów Katowickich.

Jakie były początki ratownictwa górniczego?

Gdy ponad sto lat temu natura upomniała się o swoje zazdrośnie strzeżone podziemne tajemnice, gdy w kopalni Courriere we Francji śmierć poniosło ponad 1200 górników, wśród właścicieli kopalń i władz nadzorujących górnictwo podziemne zaczęły powstawać idee powołania do życia profesjonalnych służb ratowniczych, wyposażonych w nowoczesny sprzęt ratowniczy, w tym w aparaty oddechowe. Tragedia w kopalni Courriere była więc zaczynem powstania pierwszych stacji ratownictwa górniczego. Idea ta, przeniesiona na Górny Śląsk, zaowocowała powołaniem do życia, pierwszej instytucji ratowniczej w tym regionie – Górnośląskiej Głównej Stacji Ratownictwa Górniczego S.A. w Bytomiu” – pisał dr inż. Zbigniew Baranowski we wstępie do monografii poświęconej 100 – leciu polskiego ratownictwa górniczego.

Należy podkreślić, że na całym świecie służby o szlachetnej idei niesienia pomocy rozpoznawalne są na podstawie ich znaku szczególnego, czyli godła. Symbolem polskiego ratownictwa górniczego jest Krzyż Maltański. Elementem zasadniczym jest właśnie krzyż o określonych kształtach, noszony na ubiorze zakonnym joannitów – członków zakonu Kawalerów Maltańskich, którzy nieśli pomoc potrzebującym. Kolor ramion krzyża przyjęto jako czerwony z żółtą obwódką , nawiązując do międzynarodowej organizacji Czerwonego Krzyża. W części centralnej umieszczona jest tarcza dwudzielna poziomo. W dolnej części tarczy na zielonym tle umieszczone są stare narzędzia górnicze – kilof i opuczka symbolizujące górnictwo. W górnej części widnieje wizerunek skrzydeł orła górnośląskiego, stanowiący element herbów książąt piastowskich, nadanych m.in. miastu Tarnowskie Góry i Urzędowi Górniczemu powołanemu w tym mieście w 1529 roku przez księcia opolskiego Jana II Dobrego.

To właśnie rok 1907 uznano za początek ratownictwa górniczego na ziemiach polskich, kiedy rozpoczęto budowę Górnośląskiej Głównej Stacji Ratowniczej w Bytomiu przemianowanej w 1959 r. na Centralną Stację Ratownictwa Górniczego. Przez kolejne lata stacja rozwijała swój sprzęt, technikę, a zatrudnieni w niej ludzie podnosili swoje kwalifikacje i umiejętności. Zwiększała się również infrastruktura. W 1911 r. wybudowano sztolnię doświadczalną, w 1915 r. – wieżę do ćwiczeń oraz warsztaty zaś w 1929 r. istniała już nowoczesna sala aparatowa, zespół laboratoriów i pracowni specjalistycznych oraz ratowniczy tabor samochodowy. Była to wówczas największa stacja ratownictwa w świecie.

Również wybuch II wojny światowej nie przerwał jej działalności. Po odzyskaniu niepodległości kładziono coraz większy nacisk na zwiększenie wydobycia „czarnego złota”, co wiązało się ze wzrostem wypadków na kopalniach. Stworzono więc scentralizowany system ratownictwa z mniejszymi oddziałami. Obecnie CSRG podlega pięć Okręgowych Stacji Ratownictwa Górniczego w Bytomiu, Jaworznie, Tychach, Wodzisławiu Śląskim i Zabrzu.

Działalność Centralnej Stacji Ratownictwa Górniczego można podzielić na trzy kategorie.

Interwencyjną – w zakresie udzielania pomocy górnikom i kopalniom zagrożonym skutkami zdarzeń związanych z pożarami podziemnymi, wybuchami gazów kopalnianych i pyłu węglowego, wyrzutami gazów i skał, zawałami skał i tąpaniami, gwałtownymi wdarciami wody do wyrobisk górniczych oraz usuwania skutków i przywracania bezpiecznych warunków pracy po zaistnieniu tych zdarzeń.
Prewencyjną, polegającą na zapobieganiu powstawania tych niebezpiecznych zdarzeń, do których należy zaliczyć m.in. opracowanie nowych technologii i ekspertyz w zakresie budowy tam pożarowych, izolacji i wzmacniania górotworu oraz bezpośredni udział specjalistów i ratowników zawodowych w pracach prewencyjnych prowadzonych w kopalniach.
Szkoleniową – dla kadry kierowniczej kopalni, dozoru ruchu górniczego, osób kierujących akcjami ratowniczymi, członków drużyn ratowniczych z zakresu zwalczania zagrożeń górniczych, prewencji pożarowej, prowadzenia i kierowania akcjami ratowniczymi, „samoratowania się” załogi i wspomagania w ratowaniu środkami wentylacyjnymi, wykorzystania specjalistycznego sprzętu ratowniczego.
Stacja świadczy również wiele usług specjalistycznych i prowadzi współpracę naukowo-techniczną z uczelniami krajowymi oraz zagranicznymi instytucjami zajmującymi się ratownictwem górniczych. Polscy ratownicy walczyli z żywiołami w krajach ościennych, takich jak Niemcy, Czechosłowacja, Ukraina ale także najdalszych zakątkach świata, w Chinach, Australii, Republice Południowej Afryki, Stanach Zjednoczonych. W Hiszpanii polscy specjaliści uczestniczyli w opracowaniu założeń likwidacji pola pożarowego w kopalni „Berga”. Bliższa współpraca z RPA została nawiązana po roku 1990, kiedy to CSRG zaangażowano do likwidacji pożarów podziemnych w tamtejszych kopalniach złota „Libanon” i „Deelkrall” przy wykorzystaniu polskiego gazowego agregatu gaśniczego. Pozytywna ocena efektywności działań zaprezentowanych przez polskich specjalistów zaowocowała zakupem GAG-u dla potrzeb ratownictwa RPA. Jednym ze specjalistów uczestniczących w akcjach ratowniczych był inż. Jerzy Gawliczek, który z ratownictwem górniczym związany jest ponad trzydzieści lat. Problemy zagrożeń jakie towarzyszą górnikom pod ziemią zna od podstaw jako, że przepracował wiele lat m.in. w kopalni „ 1 Maja” oraz „Zofiówka”. Jest także absolwentem Podyplomowego Studium Aerologii Górniczej. Pracował w Okręgowej Stacji Ratownictwa Górniczego w Wodzisławiu Śląskim. Pełnił wiele odpowiedzialnych funkcji. Był kierownikiem pogotowia GAG ( gazowego aparatu gaśniczego) przy OSRG Wodzisław oraz opiekunem zastępów specjalistycznych obsługi GAG. Jego profesjonalizm został wykorzystany w Australii a także w USA. Wraz ze swoim zespołem gasił pożar w kopalni „Pinacle” położonej w Apallachach w Virginii Zachodniej. Jak wspomina, ratownicy pracowali w bardzo trudnych, górskich warunkach, na okrągło, przez całą dobę, Zaś agregat osiągnął wówczas szczyt swoich możliwości pracując 362 godziny, co dotychczas nigdy jeszcze nie było notowane w czasie jednej akcji gaśniczej. Dokumentacja techniczna zakłada bowiem możliwości wykorzystania agregatu w czasie 400 godzin, między kolejnymi generalnymi remontami podzespołów. Wysiłki polskich ratowników zostały wysoko ocenione przez tamtejszy urząd górniczy. Po przejściu na emeryturę inż. Gawliczek nie stracił kontaktu z swoją profesją. Czynny udział w akcjach zamienił na pasję dokumentalisty. Wiele godzin spędził w archiwach, bibliotekach, kopalnianych izbach pamięci zbierając materiał do potężnej monografii o ratownictwie górniczym. W trzech tomach zgromadził ok. 800 dokumentów i 2000 tys. fotografii obrazujących historię CSRG opatrując je profesjonalnymi tekstami. Wypełnił więc lukę pozostawioną przez historyków, którzy zajmując się polskim górnictwem pominęli milczeniem dzieje ratownictwa. ( monografię prezentujemy w „Naszych lekturach” ). Jerzy Gawliczek jest również autorem „Poradnika encyklopedycznego ratownictwa górniczego” i podręcznika „Ratownictwo górnicze w kopalniach głębinowych”, „Poradnika akcyjnego dla osób dozoru”, „Historia ratownictwa górniczego w Rybnickim Okręgu Węglowym”.

Również dr inż. Bogdan Ćwięk jest apologetą ratownictwa górniczego nie tylko w czynach ale w słowach. W latach 1984 do 1990 r. był dyrektorem CSRG ale z zawodem ratownika związany był od 1957 r. Przeszedł wszystkie szczeble wtajemniczenia od szeregowego ratownika, zastępowego, kierownika kopalnianej drużyny. W CSRG podjął, pracę w 1983 r. na stanowisku zastępcy „Naczelnego”, odpowiadając za sprawy związane z przeciwpożarowym zabezpieczeniem kopalń. Był wykładowcą na AGH, autorem i współautorem wielu publikacji i podręczników z tego zakresu. W świadomości wielu swoich odbiorców zapisał się również jako nietuzinkowy poeta, autor zbioru wierszy wydanych w „Zbiorze rymów poświęconych ratownikom górniczym. Jest autorem książki pt. „Sukcesy i klęski w działaniach ratownictwa górniczego” (patrz „Nasze lektury”), będącą kompendium wiedzy na temat wiedzy o polskim ratownictwie górniczym.

Opracowała: Mira Borkiewicz

GIEŁDOWY DEBIUT W ROKU 2008?
KONSOLIDACJA Z PRZESZKODAMI

31 maja br. Jastrzębska Spółka Węglowa i kopalnia Budryk złożyły wniosek do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów o zamiarze koncentracji przedsiębiorców. Prezes UOKiK ma dwa miesiące na podjęcie w tej sprawie decyzji.

Dobiegają końca prace związane z opracowywaniem przez firmę doradczą Pricewaterhouse Coopers planu połączenia, którego integralną częścią będzie uproszczona wycena przygotowywana przez firmę Carlson Capital Partners. Muszą go zaakceptować zarządy obu spółek, dopiero potem może zostać zgłoszony do sądu rejestrowego, a ten wyznaczy biegłego, który ma kolejne dwa miesiące na wydanie w tej sprawie opinii. Najpóźniej 30 dni przed przewidywanym terminem połączenia o zamiarze muszą zostać powiadomione organizacje związkowe działające w przejmowanym zakładzie, które przystąpią do negocjowania warunków porozumienia. Zarząd JSW zapewnia, że nie będzie żadnych zwolnień i nie jest planowana żadna rewolucja w zatrudnianiu i przenoszeniu pracowników. Zmiany mogą jedynie dotyczyć organizacji systemu zaopatrzenia materiałowego i sprzedaży węgla.

Czasochłonne procedury sprawiają, że do włączenia Budryka w struktury JSW dojdzie prawdopodobnie dopiero we wrześniu.

Część załogi kopalni z Ornontowic obawia się, że po włączeniu do JSW wstrzymane zostaną prorozwojowe inwestycje mające m.in. pozwolić na dotarcie do złoża węgla koksującego. Jarosław Zagórowski, prezes JSW, przekonuje, że inwestycje na Budryku będą kontynuowane i że nie będzie rozwoju kopalń JSW kosztem Budryka. Podkreśla, że fuzja jest opłacalna dla obu stron: JSW gwarantuje dostęp do surowców i wzmocnienie pozycji rynkowej, a kopalni Budryk zapewnia pieniądze na inwestycje w eksploatację nowych pokładów węgla. Wspólne plany inwestycyjne i jednolita polityka handlowa pozwolą szybko osiągnąć efekt synergi. Połączenie daje szansę nie tylko na pozyskanie nowych złóż, które będzie można eksploatować przez kolejne 70 lat, ale także realne możliwości zwiększenia sprzedaży.

Łączny koszt inwestycji w kopalni Budryk szacowany jest na ok. 220 mln zł., z czego inwestycja w poziom 1290, gdzie są złoża węgla koksowego, ma kosztować ok. 185 mln zł. a modernizacja zakładu przeróbki węgla to koszt ok. 30 mln zł.

JSW i Budryk są w dobrej kondycji finansowej. W ubiegłym roku Jastrzębska Spółka Węglowa wypracowała zysk netto w wysokości 287 mln złotych przy wydobyciu w wysokości 13,3 mln ton węgla (19,3 tys. zatrudnionych), a kopalnia Budryk z Ornontowic zarobiła 17 mln przy wydobyciu w wysokości 3,4 mln ton (2,4 tys. zatrudnionych).

PRYWATYZACJA W 2008 ROKU?

Prawdopodobnie na początku roku 2008 akcje Jastrzębskiej Spółki Węglowej trafią na warszawską giełdę. Wciąż nie wiadomo czy JSW zostanie powiązana z koksowniami z Zabrza i Wałbrzycha.

– Liczę, że już niedługo JSW przejmie koksownie z Zabrza i Wałbrzycha, a następnie zadebiutuje na giełdzie Jeśli spełnią się te plany, JSW będzie prawdziwą perłą polskiego górnictwa, firmą, która będzie kształtować rynek węgla koksowego w tej części świata – mówi prezes Jarosław Zagórowski.

Przeciwko utworzeniu grupy węglowo-koksowej opowiadają się Kombinat Koksochemiczny Zabrze oraz koksownia Victoria z Wałbrzycha, jeszcze do niedawna przeciwne temu było także Ministerstwo Skarbu Państwa. Rozmowy w sprawie utworzenia grupy wciąż jednak trwają. Ministerstwo Skarbu podobno zgadza się na utworzenie grupy z JSW, koksownią Przyjaźń, a także koksowniami z Zabrza i Wałbrzycha pod warunkiem prywatyzacji tej grupy. Prywatyzacja musi być jednak uwarunkowana zgodą załóg firm tworzących grupę.

Przedstawiciele JSW podkreślają, że produkcja koksu to biznes silnie uzależniony od koniunktury w hutnictwie. Dlatego koksownie na świecie są zazwyczaj związane albo z kopalniami, albo z hutami, by obniżyć ryzyko strat w czasie dekoniunktury.

W ramach grupy węglowo-koksowej łatwiej byłoby kształtować sytuację na rynku. W roku 2005 ok. 50,2 proc. krajowej produkcji koksu wyszło z zakładów wchodzących w skład Mittal Steel Poland. 25,5 proc. rynku koksu posiadała koksownia Przyjaźń, 11,2 KK Zabrze, 6,2 proc. Victoria, 4,8 proc. koksownia w hucie Częstochowa, a 2,1 proc. Bo Carbo.

Przedstawiciele JSW nie wykluczają strategicznej współpracy z koksownią huty Częstochowa, dzięki czemu grupa mogłaby kontrolować 48 proc. produkcji koksu w Polsce. Łączne potrzeby finansowe koksowni, które mogłyby wejść w skład grupy węglowo-koksowej oceniane są na 2,5 mld zł. W Kombinacie Koksochemicznym Zabrze potrzeby inwestycyjne wyceniane są na ok. 770 mln zł. a koksowni Victoria na 125 mln. W dużej grupie, posiadającej większą zdolność kredytową, łatwiej byłoby te inwestycje sfinansować. Skonsolidowana grupa mogłaby trafić na giełdę, a większościowy pakiet akcji nadal pozostawałby w rękach Skarbu Państwa.

Miliardy z giełdy

Emisja akcji i ich sprzedaż na giełdzie pozwoli spółce znaleźć pieniądze na inwestycje. – Giełda to najlepsza metoda na pozyskanie pieniędzy na inwestycje i rozwój spółki. Obecność na GPW gwarantuje obiektywną wycenę majątku spółki, uporządkowanie wewnętrznych procedur i zarządzania oraz przejrzystość we wszystkich obszarach działalności. Nie bez znaczenia jest też wzrost prestiżu i wiarygodności. Można to wszystko osiągnąć przy zachowaniu pakietu kontrolnego przez Skarb Państwa – mówi Daniel Ozon, zastępca prezesa JSW SA ds. nadzoru właścicielskiego i strategii kapitałowej. Debiut JSW prawdopodobny jest w pierwszej połowie roku 2008. Gdyby jednak przeciągały się procedury związane z tworzeniem grupy węglowo-koksowej, to termin ten uległby przesunięciu. Ozon podkreśla, że JSW w najbliższych 10 latach będzie potrzebowała na rozwój co najmniej kilku miliardów złotych. Częściowa prywatyzacja ma pozwolić na jej dalsze bezpieczne funkcjonowanie, co dla Jastrzębia oznacza tysiące miejsc pewnej pracy na kilkadziesiąt lat.

Spółka planuje w latach 2007-2020 udostępnienie nowych złóż najlepszego węgla koksowego w polach Bzie-Dębina 1 – Zachód i Pawłowice 1. Inwestycje w nowe złoża pozwolą pozostać JSW europejskim liderem w wydobyciu węgla koksowego. Trwają prace nad stworzeniem kopalni zespolonej, w skład której mają wejść kopalnie Zofiówka, Boryna i Jas- Mos.

Najważniejsze inwestycje JSW w latach 2007-2020 to budowa poziomów wydobywczych wartości 612 mln zł., integracja kopalni zespolonej, co ma kosztować 85 mln, udostępnienie i zagospodarowanie złoża Pawłowice 1 za kwotę 888 mln, udostępnienie oraz zagospodarowanie złoża Bzie-Dębina 1, co ma kosztować ok. 983 mln. Ponadto, wartość inwestycji bieżących szacowana jest na blisko 4 mld zł. a w rezerwie ma pozostać 205 mln. Łączna kwota tych inwestycji to 7,1 mld zł.

Zarobić na metanie

Dużym zagrożeniem w kopalniach JSW jest metan. Ponad 332,5 mln m. sześć. metanu uwolniło się podczas robót górniczych w kopalniach JSW w 2006 roku. Dzięki stacjom odmetanowania ujętych zostało ponad 126 mln m. sześć. gazu, z czego ok. 70 proc. proc. zostało wykorzystanych do produkcji energii elektrycznej.

Z metanu korzystają przede wszystkim należące do Spółki Energetycznej Jastrzębie elektrociepłownie Zofiówka i Moszczenica, dużym odbiorcą metanu jest też kopalnia Krupiński, która wykorzystuje go w suszarni flotokoncentratu.

Najbardziej metanową kopalnią w Polsce jest Pniówek, gdzie rocznie podczas eksploatacji węgla uwalnia się ok. 134 mln m. sześć. metanu. Gdyby nie stacja odmetanowania, bezpieczne wydobywanie węgla w Pniówku byłoby niemożliwe. Gaz z Pniówka wykorzystywany jest w samej kopalni oraz w elektrociepłowniach Zofiówka i Moszczenica. W ubiegłym roku na kopalnia sprzedała 13,6 mln m. sześć. metanu za 1,8 mln zł.

Ciepło, jakie uzyskiwane jest w procesie odmetanowania wykorzystuje się do podgrzewania wody używanej m.in. do ogrzewania oraz w kopalnianych łaźniach, do produkcji energii elektrycznej, a także w systemie klimatyzacji dołowej.

Oszczędności w ubezpieczeniach

JSW podpisała nowe umowy z towarzystwami ubezpieczeniowymi dzięki czemu tegoroczne składki uległy radykalnej obniżce. Dotyczy to wszystkich rodzajów ubezpieczeń. Najwięcej spółka zaoszczędzi na ubezpieczeniu mienia w podziemnej części zakładów górniczych. W ubiegłym roku składka wyniosła około 12,7 mln, natomiast w tym roku zaledwie 4,8 mln złotych. Mimo niższej składki warunki ubezpieczenia są korzystniejsze, ponieważ JSW nie musi płacić kosztów manipulacyjnych naliczanych przy zwrocie składki za niewykorzystany okres, a udział własny, o który jest pomniejszane odszkodowanie, jest niższy o połowę. Została też w podniesiona maksymalna odpowiedzialność ubezpieczyciela za jedno zdarzenie.

Podobnie jak w ubiegłym roku ubezpieczeniem objęte są wszystkie środki trwałe znajdujące się pod ziemią, a więc zarówno środki transportu, urządzenia, maszyny, jak i rurociągi, kable a także przewody. Ubezpieczenie obejmuje szkody powstałe w wyniku pożaru, wybuchu, tąpnięcia, wyrzutu gazów i skał oraz wylewu wód podziemnych. Dochodzi do tego także ubezpieczenie od szkód powstałych przy prowadzeniu akcji ratowniczej i związanych z nimi bezpośrednio prac profilaktycznych.

– Wartość tego mienia zmienia się w ciągu roku, bo jedne urządzenia wycofujemy z ruchu, a inne kupujemy, dlatego też aktualizujemy ją co kwartał, jednak zagwarantowaliśmy sobie w umowie, że towarzystwo ubezpieczeniowe może zażądać wyższej składki dopiero wtedy, gdy wartość majątku wzrośnie powyżej 10 procent i to w skali całej Spółki, a nie w jednym z zakładów – podkreśla Daniel Ozon.

Jeszcze do niedawna zainteresowanie ubezpieczaniem górniczego majątku było niewielkie ze względu na wysoki stopień ryzyka i wymagany potencjał kapitałowy. Większość towarzystw działających na polskim rynku była za słaba, by wejść do ubezpieczeń górniczych.

Brak konkurencji odbijał się na wysokości składki, ale sytuacja zaczęła się zmieniać i spółkom węglowym udało się wykorzystać szansę. Jeszcze dwa lata temu jedynym towarzystwem zainteresowanym ubezpieczaniem JSW była Ergo Hestia, dwa lata temu pojawił się drugi ubezpieczyciel – PZU, ale dopiero w tym roku można było mówić o prawdziwej konkurencji, ponieważ do grupy dołączył Allianz. Przetarg wygrało PZU, choć trzeba zaznaczyć, że wszystkie oferty – w zakresie proponowanej wysokości składki – były do siebie zbliżone. Firmy biorące udział w przetargu spełniły określone przez JSW wysokie wymagania, przy czym niewątpliwą zachętą był na pewno zaproponowany dwuletni, a nie jak dotychczas roczny okres ubezpieczenia.

Zmianami zostały objęte także ubezpieczenia pracownicze, jak choćby następstw nieszczęśliwych wypadków pracowników dołowych i ratowników. Zakres ochrony pozostał taki sam, ale tegoroczna składka będzie o 14 proc. niższa niż w 2006 roku. Byłaby niższa o 30 procent, ale JSW zdecydowała się przyjąć propozycję ubezpieczyciela i w zamian za minimalnie wyższą składkę (o 50 i 35 groszy od osoby) uzyskała ogromną podwyżkę wysokości odszkodowania wypłacanego w przypadku śmierci. Wcześniej wysokość tego świadczenia była równa sumie ubezpieczenia i dla pracowników dołowych wynosiła 9 tysięcy złotych, a dla ratowników górniczych 6 tysięcy złotych. Teraz sumy te różnią się od siebie i to radykalnie. Wysokość odszkodowania w przypadku śmierci pracownika dołowego wskutek następstw nieszczęśliwych wypadków wzrosła do 45 tysięcy złotych, a w przypadku ratownika – do 30 tysięcy.

Roczna składka zmniejszyła się najbardziej w przypadku ubezpieczenia mienia na powierzchni od ognia i innych zdarzeń losowych, bo aż o 78,70 proc. Zamiast 230 tysięcy złotych JSW zapłaci w tym roku 49 tysięcy.

Łącznie oszczędności z tytułu wszystkich rodzajów ubezpieczeń szacowane są na 8,1 mln złotych, co oznacza że JSW zapłaci z tytułu składek o 62 procent mniej niż rok temu.

Opracował: Dariusz Czarnecki

ODPADY PRZEMYSŁOWE
BARIERY WCIĄŻ ROSNĄ

Odpady przemysłowe, bez względu na to jak daleko zaawansowana zostanie technika i technologia produkcji, zawsze będą ubocznymi produktami działalności człowieka na terenie zakładu i niepożądane w miejscu ich powstawania.

Główną przyczyną ich powstawania w dziesięcioleciach był zły system zarządzania gospodarką, który nie wykształcił mechanizmów skłaniających przedsiębiorstwa do racjonalnego wykorzystania surowców, łącznie z odpadami. Zgromadzono potężne ich ilości nie zastanawiając się nad ich przetwarzaniem ani wzbogacaniem. Skutki takiej polityki szczególnie dały się we znaki ekosystemowi Górnego Śląska. Jednak w ostatnich latach określono zasady racjonalnego postępowania z odpadami według następującej hierarchii: zapobieganie powstawaniu odpadów; wykorzystanie odpadów, których nie udało się uniknąć; unieszkodliwienie odpadów, których powstaniu nie udało się zapobiec oraz których nie udało się wykorzystać. Dotychczasowe regulacje oraz rozwiązania systemowe polskiej gospodarki nie na wszystkich odcinkach dostosowane są do przyjętych rozwiązań i dlatego istnieją jeszcze bariery ograniczające sprawne funkcjonowanie gospodarki odpadami.

Odpady przemysłowe pozostawione w spadku przez pokolenia oraz te wytwarzane współcześnie, degradują środowisko naturalne Górnego Śląska oraz rejony przyległe. Bez nauki oraz najszerzej pojmowanej nowoczesnej techniki i informatyki nie uda się zrealizować programu rekonstrukcji przemysłu tego regionu, który ma szansę stać się europejskim laboratorium doświadczalnym w zakresie międzynarodowej współpracy ekologicznej. Dotychczasowa degradacja ekologiczna była spowodowana niedostatkiem wiedzy oraz załamaniem równowagi energia – ekologia – ekonomia.

Odpady przemysłowe klasyfikowane są jako szkodliwe bądź uciążliwe dla środowiska. Zalicza się do nich oleje, opakowania, żużel i popiół, odpady mineralne czy metaliczne. Mają one bardziej jednorodny skład niż odpady komunalne. Najwięcej odpadów wytwarza energetyka, górnictwo i przemysł metalurgiczny. Zaliczyć do nich należy przede wszystkim:

  • odpady górnicze, głównie skalne z kopalń podziemnych i odkrywkowych;
  • szlamy poflotacyjne i odpady popłuczkowe przetwórstwa węglowego, siarkowego, miedziowego i cynkowo- ołowianego;
  • popioły lotne i żużle z elektrowni i elektrociepłowni.

Odpady przemysłowe powstają zazwyczaj w dużej ilości i są składowane na hałdach. W wielu przypadkach charakteryzują się znacznym ładunkiem niebezpieczeństwa ze względu na wysoką toksyczność, palność, wybuchowość, rakotwórczość. Stanowią więc istotny czynnik degradacji środowiska naturalnego. Największe powierzchnie składowisk znajdują się na terenie Krakowa, Konina, Jaworzna, Knurowa, Jastrzębia Zdroju, Gliwic, Tarnobrzegu, Turku.

Zagospodarowanie odpadów górniczych i energetycznych poprzez lokowanie w podziemnych wyrobiskach górniczych realizowane jest głównie poprzez podsadzanie hydrauliczne i pneumatyczne oraz doszczelnianie zawału, izolowanie pól pożarowych, wykonanie pasów podsadzkowych. Dane o gospodarczym wykorzystaniu odpadów przemysłowych dotyczą (oprócz tych wykorzystanych w zakładach na własne potrzeby, sprzedanych lub przekazanych nieodpłatnie jako surowce wtórne), także wykorzystanie odpadów na cele nieprzemysłowe np. do niwelacji terenu, podsadzania wyrobisk pokopalnianych, podziemnych i wypełniania wyrobisk odkrywkowych, różnego rodzaju niecek itp.

Właśnie z eksploatacją węgla kamiennego wiąże się powstawanie olbrzymiej ilości odpadów. Średnio na jedną wydobytą tonę węgla przypada od 200 do 300 kg odpadów. Dzielą się one na dwie grupy:

  • odpady skalne, pochodzące z górniczych robót przygotowawczych, udostępniających nowe partie złoża do eksploatacji. Są to z reguły duże okruchy skały płonnej, głównie piaskowców, które w większości pozostają na dole kopalni, wypełniając stare wyrobiska;
  • odpady przeróbcze, powstające w procesach mechanicznej przeróbki węgla, w sortowniach, płuczkach urządzeń flotacyjnych, które tworzy mieszanina skał karbońskich, takich jak iłowce, mułowce, piaskowce. Ich udział waha się od 36 do 80 proc.

W przeszłości zwały odpadów były sypane w pobliżu kopalń i szybów wydobywczych, tworząc tzw. zwały przyzakładowe o kształtach regularnych lub stożkowych, typu nadpoziomowego. W ostatnich latach unika się tworzenia zwałów tego typu na rzecz zwałowisk centralnych. Są to zwały płaskie, niwelacyjne, zwane również podpoziomowymi, wypełniające najczęściej wyrobiska po eksploatacji piasku stosowanego do podsadzki górniczej.

W Polsce w roku 2003 ( dane GUS z 2004r) powstało 35.836 mln ton odpadów górnictwa węgla kamiennego. Z tego zagospodarowano 35.041 mln to, co stanowi 97,8 % całkowitej ilości odpadów wytwarzanych na bieżąco. Jest to wskaźnik wysoki.

Niemniej 546.424 mln ton odpadów zostało już nagromadzone na składowiskach do roku 2003. Zmniejszanie się tych ilości wymaga zatem wzrostu zagospodarowania ponad ilość wytwarzaną. Należy zaznaczyć, że zagospodarowanie odpadów górnictwa węglowego nie jest równoznaczne z wyeliminowaniem lub zmniejszeniem ich oddziaływania na środowisko. Jedynie niewielki procent drobnoziarnistych odpadów poflotacyjnych jest wykorzystywany w podziemiach kopalń w postaci mieszanin z popiołami elektrownianymi. Zasadnicza część odpadów grubo- lub średnioziarnistych z przeróbki ( z separatorów cieczy ciężkich i osadzarek miałowych ) oraz kamień z robót przygotowawczych są wykorzystywane na powierzchni w budownictwie inżynieryjnym.

Odpady górnictwa węgla kamiennego w Polsce zagospodarowywane są na powierzchni w następujących przypadkach :

  • niwelacja terenów osiadań w wyniku eksploatacji górniczej;
  • budowa hydrotechnicznych, takich jak obwałowania przeciwpowodziowe i poldery;
  • budownictwo drogowe i transport kolejowy ( budowa nasypów pod autostrady i drogi szybkiego ruchu dla transportu samochodowego ) i nasypy kolejowe;
  • przygotowanie terenu pod budowę parkingów, centrów handlowych, zakładów. przemysłowych.

Stosunkowo nowym i szybko rozwijającym się sposobem recyklingu jest odzysk węgla z odpadów starszych metodami fizycznymi. Znaczny udział nieprzepalonych odpadów starszych o wysokiej zawartości węgla ( wynoszącej średnio ok. 10% węgla nadającego się do odzysku) na składowiskach odpadów pochodzących z okresu, gdy oddzielane skały płonnej od węgla było technicznie mniej doskonałe, odzysk węgla staje się coraz szerzej stosowaną metodą recyklingu. Pozwala ona na odzysk ok. 10% dobrej jakości węgla w stosunku do objętości przerabianych odpadów, co wiąże się z redukcja zagrożenia materiału pożarami endogennymi, odpowiednim wzrostem objętości dyspozycyjnej składowiska oraz oszczędnością zasobów naturalnych.

Osobny problem stanowią kopalnie węgla brunatnego i rekultywacja terenów poeksploatacyjnych. Węgiel brunatny na razie jest w Polsce najtańszym nośnikiem energii. Wydobywany jest w czterech zagłębiach: Bełchatów, Turów , Konin, Adamów metodą odkrywkową. W ostatnich latach jego wydobycie kształtowało się na poziomie ok. 63 mln. ton. Przy czym przy wydobyciu 1 mln ton węgla brunatnego zajmuje się od 6 do 8 hektarów nowych terenów. Toteż górnictwo odkrywkowe powoduje potężne zniekształcenie budowy geologicznej, stosunków wodnych, rzeźby terenu oraz dewastację szaty roślinnej i gleby. W wyniku odwadniania złoża węgla brunatnego, w otoczeniu kopalni powstaje lej depresyjny, który również jest przyczyną zaniku wody w pobliskich studniach gospodarskich.

W planach do 2020 roku rozważana jest budowa nowego Zagłębia Legnica, w którym zasoby węgla brunatnego wynoszą 2,7 mld ton. Przy udostępnieniu złóż metodą odkrywkową powstają formy wklęsłe w miejscach wyrobisk oraz formy wypukłe w wyniku zwałowania ponad poziom otaczającego terenu. W miarę oddalania się od. tzw. wykopu otwierającego pierwsze zwałowiska, nadkład jest składany wewnątrz wyeksploatowanego wyrobiska ( tzw. zwałowisko wewnętrzne ). Powinno ono być zwałowiskiem niwelacyjnym, stwarzającym warunki dla dowolnego kierunku zagospodarowania. Skały, z których zbudowane są zwałowiska stanowią zupełnie inny ośrodek aniżeli ten, który tworzy zalegając w nadkładzie. Skały sypkie ulegają skruszeniu zaś spoiste zbryleniu. W trakcie zwałowania wytworzony jest mniej lub bardziej destruktywny bądź korzystny układ mieszaniny. Tereny poeksploatacyjne są zagospodarowywane rolniczo, zalesiane lub przeznaczone dla budownictwa przemysłowego i mieszkalnego.

Opracowała: MB

Kolumna dofinansowana ze środków Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska
i Gospodarki Wodnej w Katowicach

Zobacz pozostałe numery

Sporo się u nas dzieje.

Bądź zawsze na bieżąco.

ZAPISZ SIĘ DO NEWSLETTERA

Ta witryna jest zarejestrowana pod adresem wpml.org jako witryna rozwojowa. Przełącz się na klucz witryny produkcyjnej na remove this banner.