Biuletyn Górniczy Nr 5-6 (179-180)

Brak informacji.

Od 31 maja do 2 czerwca br. w Katowicach odbywał się Europejski Kongres Gospodarczy. Jednym z najważniejszych tematów była aktualna sytuacja i perspektywy górnictwa węgla kamiennego.

O konieczności inwestycji w sektorze górniczym słyszy się bardzo często, jednak te deklaracja nie przekładają się w pełni na rzeczywistość, czego jednym z dowodów jest to, że w pierwszych miesiącach 2010 r. wartość inwestycji w górnictwie węgla kamiennego jest mniejsza niż w tym samym okresie roku 2009.

Inwestycje potrzebne, ale nierealizowane

Od stycznia do końca kwietnia br. poniesione nakłady inwestycyjne wyniosły 483 mln zł i były aż o 392,6 mln zł niższe niż w tym samym okresie 2009 r. Nakłady poniesione na zakup maszyn i urządzeń wyniosły 215,7 mln zł (niższe o 353,2 mln zł niż w okresie styczeń- kwiecień 2009 r). Na realizację zadań w zakresie wyrobisk górniczych poniesiono nakłady w wysokości 183,6 mln zł (o 0,9 mln zł mniej).

W ramach nakładów na wyrobiska wykonano ogółem 103,8 km robót przygotowawczych (o 10,8 km mniej niż w okresie styczeń-kwiecień 2009r.). Wskaźnik natężenia robót przygotowawczych wyniósł 4,6 m/1000t i był niższy o 0,3 m/1000 ton niż w czterech pierwszych miesiącach 2009 r.

Nakłady na poprawę jakości węgla kamiennego były wyższe o 0,5 mln zł, natomiast na ochronę środowiska niższe o 0,4 mln zł. W czterech pierwszych miesiącach 2010 r. przedsiębiorstwa górnicze realizując zadania inwestycyjne angażowały środki własne i leasing finansowy, a ich zaawansowanie wyniosło odpowiednio 339,6 mln zł i 143,4 mln zł. Wskaźnik natężenia inwestycji w okresie styczeń–kwiecień 2010 r. kształtował się na poziomie 21,60 zł/t i w porównaniu do analogicznego okresu 2009 r. był niższy o 16,20 zł/t. Wskaźnik natężenia inwestycji maszynowych wyniósł 9,60 zł/t i był niższy o 14,90 zł/t. Największe inwestycje w branży górniczej realizuje Kompania Węglowa. Jacek Korski, wiceprezes Kompanii Węglowej, przypomniał, że w roku 2009 spółka przeznaczyła na inwestycje 910 mln zł. W najbliższych latach KW planuje przeznaczyć na inwestycje ok. 5 mld zł.

Jak ocenił Piotr Litwa, prezes Wyższego Urzędu Górniczego, rok 2009 nie był najgorszy, jeżeli chodzi o te inwestycje w sektorze węglowym. Zwrócił uwagę, że jednym z celów inwestycji powinno być ograniczenie eksploatacji z podpoziomów. Przypomniał, że w okresie ostatnich pięciu lat tylko w kopalniach Pniówek i Bogdanka pogłębiono szyby. W jego ocenie słabą stroną pozostają przodki chodnikowe i ich usprzętowienie, wiele do życzenia pozostawia unifikacja maszyn i urządzeń. Prezes Litwa zwracał uwagę, że powodu konieczności poprawy bezpieczeństwa i efektywności pracy, konieczne jest zwiększanie automatyzacji procesów wydobywczych.

Kierunek prywatyzacja

Tomasz Konik, partner firmy doradczej Deloitte, przekonywał, że pieniądze na realizację inwestycji przez spółki węglowe mogą pochodzić z ich prywatyzacji.

– Górnictwo nie generuje już strat, co jest zasługą działań restrukturyzacyjnych. Dlatego nic nie stoi na przeszkodzie, by górnictwo było prywatyzowane, przy czym oczywiście ta prywatyzacja nie może być celem samym w sobie. Mam nadzieję, że następny, po Lubelskim Węglu Bogdanka, będzie prywatyzowany Katowicki Holding Węglowy, a następnie grupa węglowo-koksowa Jastrzębskiej Spółki Węglowej – ocenił Janusz Steinhoff, były wicepremier i minister gospodarki.

Wojciech Dygdała, wiceprezes Katowickiego Holdingu Węglowego, przypomniał, że Holding planuje swój giełdowy debiut w drugiej połowie 2011 r. Pieniądze z prywatyzacji mają być przeznaczone na realizację niezbędnych inwestycji. Jak zapewniał prezes Wojciech Dygdała, atutami KHW, które przyciągną giełdowych inwestorów, są bogate złoża dobrego węgla energetycznego o niskiej zawartości siarki.

Na rok 2012 swoją prywatyzację poprzez giełdę planuje Jastrzębska Spółka Węglowa.
– Jastrzębska Spółka Węglowa będzie mogła pozyskać z giełdy ok. 3-3,5 mld zł, przy założeniu, że pakiet większościowy Spółki pozostanie w rękach Skarbu Państwa – deklaruje Jarosław Zagórowski.

Jak zapowiada prezes Zagórowski, JSW po zakończeniu procesu przyłączenia do niej Kombinatu Koksochemicznego Zabrze, będzie kontrolować ok. 42 proc. rynku koksu w Polsce. W strategii JSW jest też rozszerzenie działalności m.in. o produkcję energii elektrycznej i ciepła.

Trzeba zwiększyć efektywność

Artur Madziarka, partner w dziale audytu Deloitte, zwrócił uwagę, że każda oferta na rynku giełdowym jest konfrontowana z innymi ofertami, dlatego ogromne znaczenie ma odpowiednie przygotowanie się do prywatyzacji.

– Jeżeli będziemy w stanie przekonać inwestorów, że stopa zwrotu będzie u nas wyższa, to będziemy mieli realne szanse na odniesienie sukcesu – mówi Artur Maziarka.

W podobnym tonie wypowiada się Wiktor Namysł, partner firmy doradczej McKinsey, który podkreśla, że spółki węglowe mają wiele do zrobienia, by zwiększyć swą wartość przed prywatyzacją. Jego zdaniem jedną z najważniejszych rzeczy dla firm węglowych jest stabilność popytu na węgiel w kolejnych latach. Jak ocenia Wiktor Namysł, w przypadku węgla energetycznego stabilność jest większa, a w przypadku węgla koksowego, przy zapaści na rynku stali, spadek popytu może być dużo większy i dużo bardziej dotkliwy.

Jarosław Zagórowski, prezes Jastrzębskiej Spółki Węglowej, zwracał uwagę na bogate i wciąż niewykorzystane rezerwy finansowe tkwiące w spółkach górniczych.

– Te rezerwy można wykorzystać m.in. poprzez lepsze zarządzanie czasem pracy maszyn i pracowników. Urządzenia górnicze są bardzo drogie, stąd w górnictwie światowym pracuje się w okresie koniunktury w systemie ciągłym. W Polsce tak nie jest, dlatego należy to zmienić – przekonywał Jarosław Zagórowski.

Koszty spółek węglowych, pomimo spadku wydobycia węgla, rosną. W okresie pierwszych czterech miesięcy 2010 r. koszty podstawowej działalności operacyjnej górnictwa węgla kamiennego wyniosły ponad 6,27 mld zł i były wyższe od poniesionych w analogicznym okresie 2009 r. o 12,9 mln zł (o 0,2 proc.), przy spadku produkcji węgla kamiennego o 2,7 proc. Średni jednostkowy koszt produkcji węgla w okresie styczeń–kwiecień 2010 r. w górnictwie węgla kamiennego wyniósł 257,46 zł/t i w porównaniu do analogicznego okresu roku 2009r. wzrósł o 0,74 zł/t (o 0,3 proc.).

Wynagrodzenia wraz z narzutami na ubezpieczenia społeczne i inne świadczenia wyniosły łącznie 2,98 mld zł i były wyższe o 50 mln zł (o 1,7 proc.) niż w okresie styczeń –kwiecień 2009r. Największy, po wynagrodzeniach, udział w kosztach podstawowej działalności operacyjnej zajmują koszty usług obcych. W okresie styczeń – kwiecień 2010 r. koszty usług obcych wyniosły 1,09 mld zł i były niższe niż w tym samym okresie roku 2009 o 10,9 mln zł (o 1 proc.).

Najwięcej – aż o 33,7 proc. – wzrosły koszty z tytułu podatków i opłat, które w pierwszych czterech miesiącach 2010 r. wyniosły 260,9 mln zł. Wzrost ten jest spowodowany uwzględnieniem w styczniu 2010 r. przez niektóre spółki w kosztach rodzajowych rocznej wysokości podatku od nieruchomości.

Uczestnicy dyskusji zwracali uwagę, że bez podnoszenia efektywności działalności spółek węglowych, na polskim rynku będzie się pojawiało coraz więcej węgla z importu, który może być tańszy od węgla z polskich kopalń na północy i wschodzie kraju.

Marian Kostempski, prezes Grupy Kopex, zwracał uwagę, że po zrealizowaniu wysokowydajnych inwestycji w górnictwie światowym polskim kopalniom będzie coraz trudniej konkurować na rynku. Jako miejsce, gdzie powstaje najwięcej wysokowydajnych kopalń prezes Kostepmski wskazuje Chiny. Z jego prognoz wynika, że w 2010 r., wydobycie węgla w Chinach przekroczy 3 mld ton.

Donald Dusek

Zabrzańskie Zakłady Mechaniczne – filar grupy Kopeksu – sprzedały w ostatnich kilku miesiącach trzy kombajny ścianowe rosyjskim odbiorcom. Dwa trafiły do zjednoczenia węglowego Jużkuzbassugol, jeden do Biełonu. Niebawem na wschód pojedzie czwarta tego typu maszyna. Rynek rosyjski – po kilku latach zastoju inwestycyjnego – zaczyna się mocno rozwijać. Ogłaszane są kolejne przetargi, w tym także na najbliższe lata. To zwiastun dużych zakupów wyposażenia górniczego.

– Ta sprzedaż świadczy o ciągłej naszej obecności na rynku wschodniego sąsiada, o dobrym serwisie sprzętu i zaufaniu ze strony rosyjskich odbiorców – wylicza Marian Kostempski, prezes Zarządu Kopex SA. – Rosja, obok Chin, Australii, RPA i Indonezji, jest dla nas kluczowym partnerem handlowym.

Kombajny ZZM kupiły zjednoczenia górnicze wydobywające węgiel koksujący, które wchodzą w skład koncernów metalurgicznych. W ich planach jest zwiększenie produkcji węgla i stali. Przewidując zbliżającą się koniunkturę na stal koncern Biełon, do którego należy Sybirugol, łączy kopalnie węgla koksującego. Już ogłosił przetarg na dostawę kompleksu ścianowego dla kopalni „Czertińska Jużna”.

W Rosji grupa Kopeksu ma ugruntowaną pozycję. W ostatnich latach ZZM sprzedał tamtejszym inwestorom 52 kombajny, z czego ponad 30 pracuje aktualnie w kopalniach. Spektakularny był zwłaszcza kontrakt zawarty w 2008 roku z firmą Jużkuzbassugol – czołową pod względem wielkości rosyjską kompanią węglową – która kupiła kilka maszyn na raz, co w branży górniczej zdarza się niezwykle rzadko.

Dobrą markę zdobywają również obudowy ścianowe Tagoru. W 2007 roku zamówiła je Sybirskaja Ugolnaja Energeticzeskaja Kompania (SUEK) – największy rosyjski koncern górniczy, z którym podpisane zostały dwie umowy o wartość ponad 121 mln zł. Kopalnie wyposażone w nasze obudowy biją teraz rekordy wydobycia w Rosji. Dobrze sprzedają się także systemy i urządzenia elektryczne i elektroniczne produkowane przez należącego do Grupy Kopex -Hansena.

– Rosjanie oczekują na sprzęt bezpieczny, co szczególnie widać było podczas czerwcowych Międzynarodowych Targów Górniczych UGOL ROSSII & MINING 2010 w Nowokuźniecku – zauważa Jerzy Keller, prezes Zarządu Hansena, dyrektor marketingu rynków wschodnich Kopeksu. – I nasze maszyny i urządzenia spełniają takie wymogi. Stąd dużo miejsca dla naszego sprzętu wydobywczego na rosyjskim rynku, zwłaszcza kombajnów ścianowych i nowoczesnych systemów elektroniki górniczej.

Rosja należy do czołowych producentów i eksporterów węgla na świecie. Skupiające 96 kopalń głębinowych i 148 odkrywkowych górnictwo, dostarcza rocznie ponad 300 mln ton węgla, z czego blisko jedna trzecia idzie na eksport. Rządowe plany przewidują znaczne zwiększenie wydobycia w najbliższych latach. Według szacunków, na terytorium Rosji znajduje się około 30 proc. światowych złóż węgla – 173 mld ton, z czego 80 proc. to węgiel energetyczny.

Największym producentem pozostaje należący do Gazpromu SUEK – dostawca węgla energetycznego. Koncern sprzedaje paliwo za granicę m. in. do Polski – około 8 mln ton rocznie. Drugi pod względem wielkości jest Jużkussbasugol, wchodzący w skład koncernu Jewraz – producenta stali, a dalej Jużnyjkussbas, którego właścicielem jest koncern Mieczel, także dostawca stali. Wśród potentatów znajduje się jeszcze Sybirugol, należący do Biełonu, który z kolei wchodzi w skład koncernu magnitogorskiego, oraz Siewierstal – właściciel wielkiego zagłębia Workutaugol.

Handel z Rosją mógłby nabrać jeszcze większego rozmachu, gdyby polskich producentów sprzętu wydobywczego wspierały rządowe gwarancje w finansowaniu kontraktów z górnictwem rosyjskim. Chodzi o rozwiązania podobne do tych, jakie wprowadził rząd Czech dla swoich firm w handlu z Ukrainą. Co ciekawe, firmy te wcale nie należą do przemysłowych gigantów i nie produkują zbyt dużej ilości sprzętu, a mimo to popisały z górnictwem ukraińskim kontrakty na około 100 mln USD.

– Rosyjscy inwestorzy zamierzają unowocześnić swoje górnictwo i mają na to pieniądze – dodaje J. Keller. – Sprzętu, głównie nowoczesnych kombajnów i systemów elektroniki górniczej, szukają w wielu krajach, także na Zachodzie. Taką sytuację będzie chciała wykorzystać również nasza grupa. Po zakupie Ryfamy synergia działań marketingowych powoduje, że jesteśmy lepiej postrzegani na rynkach międzynarodowych, bo możemy dostarczyć pełny kompleks ścianowy złożony z naszych maszyn i urządzeń, które mają już referencje w wielu krajach świata, w tym także w Rosji.

XL

Już od kilku lat nie dają spokoju – i to nie tylko górnikom –zawirowania jakie wytworzyły się wokół importu węgla do Polski, a mówiąc konkretniej – jego systematycznego wzrostu. I mnożą się pytania: Jakie są tego przyczyny? Jak temu przeciwdziałać?

Odpowiedź na te pytania nie jest łatwa, bo trudno w tak skomplikowanej materii o jednoznaczność. Najprościej byłoby posłużyć się wyświechtana już maksymą, głoszącą, iż gdy nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Oczywiście, one i w tym przypadku odgrywają swą jak zawsze ważną rolę, ale problem jest bardziej złożony. Nie byłoby zatem zbyt dużym błędem powiedzieć, iż zadziałało tu prawo popytu i podaży. Ale i to byłaby – w tym konkretnym przypadku – tylko część prawdy.

Zaczęło się w roku 2008?

Prawdą jest, że w roku 2008 spółki węglowe nie były w stanie zaspokoić popytu na węgiel ze strony energetyki. W związku z powyższym spółki energetyczne importowały – głównie z Rosji – większą niż dotychczas ilość węgla. W latach następnych ów import systematycznie się powiększał. Przyczyn tegoż upatrywano głównie w tym, iż węgiel rosyjski, często wydobywany metodą odkrywkową, jest tańszy od polskiego. I to jest fakt bezsporny, a jak twierdził Janusz Olszowski, prezes Górniczej Izby Przemysłowo-Handlowej, nawet gdybyśmy zatrudnili Billa Gatesa, to nie pokonamy tej różnicy w kosztach. W dodatku nasz węgiel obłożony jest najwyższym w Europie podatkiem VAT wynoszącym aż 22 proc. Mirosław Kugiel, prezes Kompanii Węglowej uważa, że węgiel ze Wschodu jest subsydiowany przez państwo. Wprawdzie nie bezpośrednio, ale poprzez niskie koszty transportu, energii elektrycznej, czy ropy. O wsparciu, czy raczej o jego braku, naszego górnictwa od państwa – nie da się powiedzieć niczego dobrego. (Dotacje do węgla w Niemczech, Rumunii, Hiszpanii i na Węgrzech wyniosą w br. 3 mld euro!). Eksploatacja w naszych kopalniach obarczona jest wysokimi kosztami, co związane jest z tym, iż trzeba schodzić coraz niżej w głąb ziemi, a tym samym rosną koszta związane z zapewnieniem bezpieczeństwa oraz zwalczaniem zagrożeń, o naglących potrzebach inwestycyjnych już nie wspominając.

Spółki węglowe, rada w radę, postanowiły wszcząć procedurę ochronną, zapowiadając walkę o cła na tani rosyjski węgiel. Do końca roku ma wpłynąć do Komisji Europejskiej, bo to ona ustala cła, wniosek spółek o wszczęcie postępowania antydumpingowego. Pomijając już to, że rozpatrywanie takiego wniosku może zabrać Komisji do 15 miesięcy, to większość krajów unijnych, importujących ogromne ilości węgla z Rosji, nie jest tym zainteresowana.

Pomysł spółek skrytykowali zarówno prawnicy, jak i ekonomiści, generalnie uważający, iż nikt nikomu nie może zabronić kupować taniego węgla. Jeden z ekspertów uważa wręcz, iż bez węgla z importu sobie nie poradzimy.

Niewykluczone, że najnowsze, bo napływające pod koniec maja doniesienia sprawią, iż zasygnalizowane tu starania naszych spółek węglowych mogą stać się bezzasadne.

… a zakończy w 2010?

Ogólnie znane fakty są takie, iż od roku 2008 import węgla do Polski dostał nieprawdopodobnego przyspieszenia. W latach ubiegłych wzrastał on średnio jedynie o ok. 500 tys. ton rocznie. I tak: w roku 2006 importowaliśmy 5,21 mln ton węgla, w 2007 – 5,77 mln ton, ale już w 2008 – aż 10,1 mln ton, czyli niemal dwukrotnie więcej niż rok wcześniej. Również w roku 2009 ów import wyniósł 10, 2 mln ton (a tyle mniej więcej wydobywają nasze dwie kopalnie), znacznie przekraczając ilość naszego węgla wysyłanego na eksport. Wstępnie szacowano, iż w tym roku import może się kształtować na poziomie aż 12 mln ton. W I kwartale bieżącego roku do Polski trafiło już, jak wynika z danych urzędów celnych, 2,6 mln ton węgla, z czego oczywiście najwięcej, bo aż 2 miliony, z Rosji, ale w tym samym czasie wyeksportowaliśmy 2,8 mln ton węgla, a więc nareszcie nieco więcej niż go sprowadziliśmy. Niemniej, patrząc na wyniki I kwartału łatwo wywnioskować, iż te wcześniejsze prognozy dotyczące wielkości importu mogą się spełnić. Jednakże docierające z różnych stron sygnały nie są już tak jednoznaczne.

Mirosław Taras, prezes Zarządu LW Bogdanka uważa, że ponieważ pod koniec ub. roku i na początku tego ceny sprzedaży węgla oferowanego przez nasze kopalnie spadły, i tym samym stały się konkurencyjne do cen węgla rosyjskiego, jego eksporterzy wycofują się z kontraktów z polskimi odbiorcami. To, co teraz jeszcze przysyłają stanowi pozostałość kontraktów z roku 2009.

Robert Marzec, kierownik Biura katowickiego oddziału Agencji Rozwoju Przemysłu, monitorującego górnictwo, w rozmowie z Biuletynem Górniczym prezentuje nieco inny punkt widzenia:
– Zasadniczo bardzo trudno jest prognozować wielkość importu, a nawet tendencję, jaka w tym zakresie w bieżącym roku wystąpi. Trudności te wynikają przede wszystkim z dużego „rozchwiania rynków zbytu”, spowodowanego skutkami globalnego kryzysu finansowego. Wydaje się jednak, na podstawie sygnałów płynących z rynku, że istnieje duże prawdopodobieństwo, iż w tym roku import będzie niższy od wielkości węgla zaimportowanego w 2009 r. Przemawiają za tym przede wszystkim niższe zapotrzebowanie na węgiel energetyczny w Polsce oraz powoli wzrastające (choć nierównomiernie) ceny węgla w portach Europy Zachodniej. Ewentualny spadek importu węgla może być spowodowany wzrastającymi trudnościami podażowymi na kierunku rosyjskim, który to jest tradycyjnie największym importerem węgla kamiennego do Polski, szczególnie węgla energetycznego. Z pewnością jednak decydujące znaczenie będą miały ceny węgla w Europie Zachodniej, a w tym przypadku wydaje się, że stopniowo będą one wykazywać coraz większą dynamikę wzrostową.

Jan Waszczeniuk, prezes MM Group, spółki zajmującej się importem węgla z Rosji, a także dystrybucją węgla z Polski, w wypowiedzi dla Biuletynu Górniczego, tuż po powrocie z Moskwy, stwierdził wręcz: – W ocenie naszej Spółki import węgla na rok 2010 będzie o ok. 50 – 60 proc. niższy niż zeszłoroczny ze względu na dużo większy popyt wewnętrzny w Rosji (problemy z elektrociepłowniami) oraz ze względu na cenę dolara.

Kwartał na plus

A zatem: czy importerzy węgla do Polski, trzymający rękę na pulsie, mający przecież najlepsze w tej materii rozeznanie, potwierdzają, iż wcześniejsze prognozy, wieszczące import węgla na poziomie 12 mln ton były mocno przeszacowane? Byłby to – obok dobrych wyników górnictwa w I kwartale ( ponad 144 mln zł zysku netto, nie licząc tego, co wypracowała sprywatyzowana Bogdanka, obniżenie kosztów o ponad 5 proc.), które sygnalizują osiągnięcie w bieżącym roku 700-800 mln zł zysku, a to oznaczałoby najlepszy od wielu lat wynik – czytelny znak, że sektor węglowy zmierza w dobrym kierunku. Ale z prognozami jest już tak, że z reguły nie są w 100 proc. pewne. Gdy pod koniec maja w Zakopanem spadł śnieg, miejscowi górale tłumaczyli to tym, że zimą śniegu było mało, więc przyroda musiała później te braki nadrobić. Czyż – pocieszając się – nie liczymy na to, że podobne przełożenie winno mieć miejsce również w poczynaniach w sferze gospodarczej? Ekonomiści, zwłaszcza ci patrzący na zjawiska gospodarcze z większym od innych optymizmem powtarzają, że po dekoniunkturze – prędzej czy później – musi nadejść koniunktura, pozwalająca nadrobić to, co wcześniej utracono. Właśnie – prędzej, czy raczej później?

J.M.

 

Zagadnienia związane ze zmianami klimatycznymi stanowią znaczący problem współczesnych stosunków międzynarodowych. Globalne ocieplenie, jako jeden z najistotniejszych negatywnych skutków antropogenicznego wpływu działalności człowieka na środowisko, wpływa na ukierunkowywanie określonych działań w polityce ekologicznej, jak również na istotne zmiany w kształtowaniu polityki społeczno-gospodarczej w skali globalnej, unijnej, jak i Polski.

Po ratyfikacji w 1996 roku Ramowej Konwencji Narodów Zjednoczonych w sprawie zmian klimatu, a następnie podpisaniu w 1998 roku Protokołu z Kioto, Polska włączyła się w międzynarodowe działania na rzecz zmian klimatu, a także podjęła indywidualną odpowiedzialność za procesy prowadzące do tych zmian. Jednym ze źródeł emisji gazów cieplarnianych do atmosfery są zwałowiska odpadów powęglowych, nazywane kiedyś po prostu hałdami. Stanowią nieodłączny element krajobrazu Górnego Śląska. Szare stożki, miejscami porośnięte trawą lub drzewami są efektem działalności licznych w regionie kopalń węgla kamiennego. Zaczęły pojawiać się na Śląsku równocześnie z rozwojem górnictwa węglowego. Były usypywane z kamienia odpadowego, czyli skały płonnej. Tradycyjnie powstawały tuż w pobliżu kopalń. Często w ich bezpośrednim sąsiedztwie budowano górnicze osiedla. Po latach okazało się, że te składowiska kopalnianych odpadów mogą być uciążliwe dla środowiska i szkodliwe dla zdrowia sąsiadujących z nimi mieszkańców.

Według różnych źródeł, w Polsce powstaje rocznie ok. 16-30 mln Mg odpadów pochodzących z górnictwa węgla kamiennego. Odpady te w znaczącym stopniu wykorzystuje się gospodarczo, jednak stosunkowo duża ich ilość, sięgająca nawet 10%, trafia na zwałowiska. Deponowanie odpadów na zwałowiskach (szacuje się, że w Polsce znajduje się ich ponad 200, a ich łączna powierzchnia zajmuje ok. 4.000 ha), nie zawsze odbywało się zgodnie z wymaganiami ochrony środowiska.

Jak podkreśla Krzysztof Gogola, kierownik Pracowni Gospodarki Odpadami Komunalnymi i Przemysłowymi, Zakładu Terenów Poprzemysłowych i Gospodarki Odpadami GIG, największa emisja gazów cieplarnianych występuje w przypadku zwałowisk zapożarowanych oraz formujących się Niestety nie prowadzono dotychczas dokładnych szacunków poziomu emisji gazów cieplarnianych pochodzących z takiego typu terenów. Z wykonanych pomiarów pilotażowych na zwałowisku uformowanym i częściowo przykrytym warstwą mineralną wynika, że emisja gazów cieplarnianych w przeliczeniu na 1 ha zwałowiska może kształtować się na poziomie 1.000 Mg w skali roku. W przypadku zwałowisk formujących się i zapożarowanych wielkość ta wzrasta kilkukrotnie. Problematyka rozproszonej emisji ze zwałowisk odpadów powęglowych nie była dotychczas podejmowana kompleksowo, a istniejący stan wiedzy w obszarze technologii oraz aktualny stan formalno-prawny nie dostarczają podstaw do jej likwidacji, bądź ograniczenia.

Główny Instytut Górnictwa wraz z Politechniką Śląską podjęły w związku z tym realizację projektu pt. „System zarządzania likwidacją emisji CO2 ze zwałowisk odpadów powęglowych”, którego kierownikiem jest prof. dr hab. inż. M. Jacek Łączny z GIG, zaś ze strony PŚl. – dr inż. Adam Ryszko. Projekt realizowany jest w ramach priorytetu 1 Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka: Badania i rozwój nowoczesnych technologii”, działanie 1.3 „Wsparcie projektów B+R na rzecz przedsiębiorców realizowanych przez jednostki naukowe”, poddziałanie 1.3.1 „Projekty rozwojowe”. Przedsięwzięcie to wymaga wszechstronnych działań obejmujących opracowanie podstaw legislacyjnych, szczegółowe rozpoznanie skali zjawiska, a także opracowanie oraz rozpropagowanie innowacyjnych technik i metod likwidacji emisji. Zakres prac obejmuje badania terenowe i pomiary, badania analityczne i studia technologiczne z wykorzystaniem najnowszych narzędzi informatycznych. Przedmiot badań oraz oczekiwane efekty powinny znaleźć odzwierciedlenie w zapisach dokumentów strategicznych i programowych szczebla centralnego i jednostek samorządu terytorialnego. Przyjęta metodyka realizacji, uwzględniająca wieloaspektowość podejmowanej tematyki, stanowi wkład do krajowego, a także światowego dorobku w tej dziedzinie, będąc uzupełnieniem działań podejmowanych na rzecz ograniczenia emisji gazów cieplarnianych w skali globalnej, unijnej i krajowej.

Główny cel Projektu, którego zakończenie planowane jest na 2012r. to podniesienie potencjału innowacyjnego Głównego Instytutu Górnictwa oraz Politechniki Śląskiej w obszarze opracowywania i wdrażania technik likwidacji emisji dwutlenku węgla ze zwałowisk odpadów powęglowych. Zasadniczy cel projektu realizowany jest poprzez następujące cele szczegółowe: opracowanie innowacyjnych metod oraz technik likwidacji rozproszonej emisji dwutlenku węgla; przygotowanie do wdrożenia wyników innowacyjnych działań dla jego likwidacji; opracowanie podstaw organizacyjno-legislacyjnych dla wprowadzenia rozproszonej emisji dwutlenku węgla do systemu handlu zbywalnymi uprawnieniami do emisji lub mechanizmu wspólnych wdrożeń.

– Poważny problem ekologiczny i społeczny stanowi niezorganizowana emisja CO 2 ze zwałowisk odpadów powęglowych Traktowany dotychczas jak uciążliwe, ale immanentne zjawisko towarzyszące całości procesu wydobycia i przeróbki węgla, postrzegany był głównie w kategoriach likwidowania miejsc faktycznych pożarów – wyjaśnia Krzysztof Gogola. Obszary o podwyższonym stanie termicznym zwykle „oczekiwały”, aż stan zagrożenia wymusi konieczne działania. Nie brano pod uwagę, że zarówno miejsce występowania pożaru, jak również miejsce o podwyższonym stanie termicznym, jest źródłem emisji do powietrza produktów spalania masy węglowej zawartej w odpadach, głównie CO2 i CO. W wysokich temperaturach, jakie panują w takich miejscach (określanych przez zespół realizujący projekt jako „hot spots”), procesy te są bardziej skomplikowane ze względu na obecność także wielu innych substancji, a dodatkowo towarzyszy temu znaczna tzw. uciążliwość odorowa. Aktualne przepisy prawne nie uwzględniają problemu emisji ze zwałowisk odpadów powęglowych w sposób jednoznaczny, co oznacza brak systemowego sposobu postępowania zapobiegającego występowaniu tych niekorzystnych zjawisk. Emisja gazów cieplarnianych ze zwałowisk nie jest również uwzględniana w ogólnym bilansie emisji. Niezbędne jest zatem opracowanie propozycji zapisów prawnych, które umożliwiłyby określenie i likwidację emisji na zasadach identycznych lub podobnych do tych, które funkcjonują w odniesieniu do emisji gazów cieplarnianych w przemyśle. Odpowiedni zapis prawny pozwoli na wprowadzenie emisji ze zwałowisk odpadów powęglowych do systemu handlu emisjami ze wszystkimi tego konsekwencjami. Umożliwiłoby to obligatoryjne likwidowanie emisji, a także realizację projektów w tym zakresie np. w ramach mechanizmu wspólnych wdrożeń, co w perspektywie dawałoby możliwość komercjalizacji zabiegów prewencyjnych. W przypadku braku odpowiedniego aktu prawnego regulującego zasady postępowania z rozproszoną emisją ze zwałowisk odpadów powęglowych działanie ukierunkowane zostanie na określenie nowych zasad postępowania związanymi z przywracaniem tych obszarów do obiegu gospodarczego lub przyrodniczego.

Podstawowe znaczenie ma inwentaryzacja obiektów emisji na obszarach składowania odpadów pod kątem przyszłych prac gaśniczych, profilaktycznych i prewencyjnych. Przeprowadzona inwentaryzacja stanowi podstawę do wytypowania technologii odpowiednich dla przyznanej kategorii obiektu. Najważniejszym jednak elementem będzie określenie cech, jakie powinien posiadać produkt innowacyjny w postaci technologii spełniającej podstawowe kryterium skutecznej likwidacji emisji i parametrów najlepszej dostępnej techniki. Baza zinwentaryzowanych obiektów zawiera mapy numeryczne z przypisanymi im atrybutami, np. hierarchię działań, ich rodzaje (prace gaśnicze, profilaktyczne, rekultywacyjne lub ich odpowiednie kombinacje), wskazania technologii z grupy już istniejących, a spełniających założone wymagania. Zapewni to dostęp do zasobów geodezyjnych, satelitarnego monitoringu powierzchni ziemi, wykorzystanie w uzasadnionych przypadkach zdjęć lotniczych i pomiarów w terenie z wykorzystaniem posiadanej aparatury kontrolno-pomiarowej.

Dotychczas nie prowadzono badań emisji na zwałowiskach odpadów powęglowych i brakuje konkretnych danych w tej dziedzinie. Pomiary ogranicza się zwykle do obiektów zapożarowanych i przeprowadza się je w celu określenia zakresu niezbędnych zabiegów profilaktycznych. Badany jest wówczas skład atmosfery wewnątrz hałdy (powietrze porowe), w którym określa się stężenie CO2, CO, O2 itd., jak również dokonywany jest pomiar temperatury. Zakres i metodyka prowadzonych badań nie dają ścisłej informacji o wielkości emisji do środowiska. Dla jej wyznaczenia należy przeprowadzić badania, które pozwolą bezpośrednio wyznaczyć ilość gazów uwalnianych do powietrza z jednostki powierzchni w jednostce czasu. Do tego celu w ramach projektu opracowano specjalne urządzenie pomiarowe wyposażone w przenośne stanowisko komputerowe pozwalające na bezpośrednie przeliczenie emisji zmierzonej przy pomocy sond pomiarowych na żądane parametry emisji. Zestawienie wyników pomiarów uzyskanych dzięki urządzeniu do pomiaru emisji wykorzystane jest jako parametr wejścia do bazy danych.

W ramach zadania, oprócz systemu bazy danych, utworzona została również strona internetowa Projektu. Spośród istniejących technologii gaszenia zapożarowanych zwałowisk odpadów powęglowych szczególna uwaga została zwrócona na technologie gwarantujące maksymalne ograniczenie dostępu tlenu do bryły zwałowiska. Innowacyjność zaproponowanych technologii będzie polegała na uwzględnieniu dodatkowych parametrów (nieuwzględnianych w dotychczas stosowanych technologiach), z których najważniejsze to: lepkość mieszaniny iniekcyjnej – parametr ten decyduje o penetracji mieszaniny w strukturę porowatą zwałowiska; szczelność po scaleniu struktury zwałowiska eliminująca dopływ powietrza; wrażliwość na temperaturę – mieszanina musi być tak dobrana, aby nie traciła zdolności uszczelniających bądź penetrujących w określonym przedziale temperatury, szczególnie w obszarach głębokich, gdzie jej wyznaczenie nie jest możliwe metodami pomiarowymi; możliwość interakcji z powietrzem porowym prowadząca do pochłaniania tlenu i dwutlenku węgla.

Na rynku istnieje szereg łatwo dostępnych komponentów, często z odpadów przemysłowych, do sporządzania różnego rodzaju mieszanin iniekcyjnych. Obecnie prowadzone są badania na 10 hektarowym zwałowisku odpadów powęglowych, zlokalizowanych w dzielnicy Rudy Śląskiej, Czarny Las. Obiekt ten wybrano ze względu na stosunkowo łatwy dostęp dla specjalistycznego sprzętu niezbędnego do prowadzenia, m.in. badań elektrooporowych czy georadowych. Wykonywane są tam odwierty, do których wtłaczane są odpowiednie mieszaniny na bazie wody i różnych dodatków drobnoziarnistych, które mają wiązać CO2 lub gasić pożary.

Zdobyte w trakcie realizacji projektu doświadczenia pozwolą na opracowanie poradnika dla przyszłych odbiorców, który będzie obejmował, m.in. prezentację najnowszego stanu wiedzy w zakresie realizacji procesów innowacji technologicznych (szczególnie środowiskowych), propozycje metod wdrażaniu projektów innowacyjnych podnoszących konkurencyjność firmy, z podkreśleniem ich aspektów ekologicznych, czy przedstawienie potencjalnych krajowych i zagranicznych źródeł finansowania podejmowanych inicjatyw.

Omawiany Projekt ma charakter rozwojowy. Odpowiada na zapotrzebowanie zgłaszane przez podmioty gospodarcze oraz inne jednostki zainteresowane ograniczaniem negatywnych oddziaływań na środowisko. Docelową grupę odbiorców stanowią: firmy z sektora wydobywczego; podmioty odpowiedzialne za likwidacje kopalń oraz zarządzanie terenami pokopalnianymi; podmioty zaangażowane w gospodarowanie odpadami wydobywczymi; firmy specjalistyczne realizujące prace prewencyjne i gaśnicze na zapożarowanych zwałowiskach odpadów; wszystkie szczeble samorządu terytorialnego; jednostki kontrolne i prowadzące nadzór.

Ponadto z opracowanych w ramach Projektu założeń formalno-prawnych i organizacyjnych związanych z włączeniem uzyskanego dwutlenku węgla do systemu handlu emisjami mogą skorzystać: właściciele zwałowisk odpadów w Polsce i na świecie; przedsiębiorstwa objęte systemem handlu emisjami, które przekraczają przyznane im limity; państwa, które zgodnie z protokołem z Kioto zobowiązały się do ograniczenia emisji dwutlenku węgla i mają problemy z wywiązaniem się z tych zobowiązań; prywatni przedsiębiorcy, jak również międzynarodowe organizacje zainteresowane zakupem ERU lub CER w celach dalszej odsprzedaży.

Oprac: Mira Borkiewicz

Kolumna dofinansowana ze środków Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska
i Gospodarki Wodnej w Katowicach

Zobacz pozostałe numery

Sporo się u nas dzieje.

Bądź zawsze na bieżąco.

ZAPISZ SIĘ DO NEWSLETTERA