Biuletyn Górniczy Nr 5-6 (203-204)

Brak informacji.

Europejski Kongres Gospodarczy

Tylko Europa nie

Bez węgla Europa będzie tracić na konkurencyjności i nie da rady dogonić gospodarek światowych – do tego i wielu innych wniosków doszli uczestnicy panelu: Światowe górnictwo węgla kamiennego. Perspektywy węgla w Europie, jaki odbył się w ramach Europejskiego Kongresu Gospodarczego 2012.

– Świat potrzebuje coraz więcej energii – mówił moderator debaty prof. Józef Dubiński, dyrektor Głównego Instytutu Górnictwa. – Węgiel pozostanie ważnym surowcem dla świata w najbliższych kilkudziesięciu latach. Powojenna Europa odbudowywała się właśnie w oparciu o węgiel. Poza tym węgiel ma duże zasługi w zakresie rozwoju współczesnego świata.

Węgiel posiada, jako paliwo, wiele zalet, występuje praktycznie na wszystkich kontynentach, ponad 70 krajów na świecie wydobywa i zużywa węgiel. Tego węgla jest dużo w świecie – ponad 800 mld ton zasobów przemysłowych.

– Polska powinna w racjonalny sposób bronić węgla jako surowca energetycznego dla przemysłu, energetyki i chemii – zaznaczył prof. Józef Dubiński. – Trzeba też konsekwentnie podnosić sprawność energetyki węglowej i ograniczać emisję dwutlenku węgla. Należy aktywnie działać w zakresie gospodarki niskoemisyjnej, ale nie jej dekarbonizacji. Stany Zjednoczone, Chiny, Indie czy Australia mocno węglem stoją – wyliczał prof. Dubiński.

Chiny są niekwestionowanym liderem – w 2011 roku zdołały wydobyć 3,52 mld ton węgla. Chiny chcą w ciągu najbliższych lat przekroczyć 4 mld ton wydobycia węgla. Są też największym importerem tego surowca, w 2011 roku zaimportowały 183 mln ton węgla. Tym samym prześcignęły w imporcie czarnego złota Japonię.

Zwiększenie wydobycia węgla planują też Indie czy Rosja.

– Świat nie przejmuje się podejściem do węgla w Europie – ocenił prof. Dubiński. – W Unii produkcja węgla systematycznie maleje. W 2011 roku wyprodukowano w UE 129,5 mln ton węgla kamiennego oraz 425,6 mln ton węgla brunatnego. Polityka unijna wobec węgla różni się od polityki światowej. Unijna energetyczna mapa drogowa wskazuje na odchodzenie od węgla, natomiast świat modernizuje i rozwija górnictwo. Środowiskowe wymogi stają się kluczową barierą dla rozwoju górnictwa w Unii. A w świecie stawia się na nowoczesne technologie spalania węgla, na maksymalne wykorzystanie złóż tego surowca. Przykładowo kraje BRIC (Brazylia, Rosja, Indie, Chiny) zawarły już pewien alians w zakresie gospodarki surowcowej. Te kraje dynamicznie się rozwijają.

Milton Catelin, prezes World Coal Association, zaznaczył, że organizacja, którą reprezentuje funkcjonuje od 27 lat, a jej członkowie reprezentują ok. 25 proc. światowej produkcji węgla kamiennego.

– Niebawem będziemy otwierać nasz Instytut Studiów Strategicznych w Pekinie, który będzie się zajmował problemami górnictwa – mówił Milton Catelin. – Trzeba pamiętać o biedzie energetycznej w świecie, w krajach rozwijających się. Poszczególne kraje powinny skupiać się na rozwoju gospodarczym i powinny móc korzystać z zasobów surowcowych, które posiadają.

Wiceprezes międzynarodowej organizacji skupiającej producentów węgla Euracoal, Maksymilian Klank, wskazał, że Europa powinna pamiętać, że przed laty budowała swą potęgę bazując właśnie na węglu.

– W minionej dekadzie zużycie węgla w świecie rośnie co roku o ok. 5 procent i oczekiwanie, że użytkownicy węgla dobrowolnie z niego zrezygnują w imię unijnych założeń klimatycznych, to wielka iluzja, nie fakty – podkreślił Maksymilian Klank.

Według Euracoal na kraje unijne przypada tylko 10 proc. światowego zużycia węgla, z czego trzecia część to węgiel brunatny, a pozostała kamienny. Pochodzący w połowie z własnego wydobycia, a w połowie z importu.

Największymi importerami węgla są m.in. Niemcy i Wielka Brytania. Największym producentem węgla w UE jest Polska. Z węgla pochodzi 27 proc. wytwarzanej w Unii energii o rocznej wartości 27 mld euro.
– Najtańsza energia elektryczna w Europie pochodzi z elektrowni opalanych węglem brunatnym – zaznaczył M. Klank.

Maksymilian Klank podkreślił, że najwidoczniej Europa zapomniała o pochodzeniu swego dobrobytu. – Klimat inwestycyjny jest przeciwko węglowi – zaznaczył Maksymilian Klank. – To frustrujące, bo emisję dwutlenku węgla można by obniżyć poprzez budowę elektrowni o wyższej sprawności. Europa powinna dawać światu przykład poprzez rozwój nowych technologii węglowych.

Była też mowa o technologii CCS forsowanej przez Unię. Środowisko górnicze jest mocno sceptyczne wobec tej technologii zakładającej wychwyt, transport i składowanie dwutlenku węgla.

Dyrektor sektora rozwoju energii czeskiego EPH Tomas David wskazał, że de facto nie ma możliwości komercyjnego zastosowania tak kosztownych technologii. Oznaczałoby to bowiem dwukrotnie droższą produkcję energii. Według niego w najbliższych 10 latach technologie CCS pozostaną marginalne. CCS bowiem to obecnie technologia na etapie prac laboratoryjnych. Nie wiadomo, czy i kiedy będzie się mogła doczekać zastosowania komercyjnego.

– My sami jesteśmy w połowie firmą energetyczną, a w połowie górniczą – zaznaczył Tomas David. – Zatrudniamy sześć tysięcy pracowników. Z niepokojem spoglądamy na system handlu emisjami. Ciągle nie ma klarownych reguł, jak ten system będzie zorganizowany. Brakuje stabilności w biznesie w Unii. A trzeba pamiętać, że w przypadku inwestycji energetycznych zwrot kapitału następuje po ok. 15 latach. Chiny czy Indie znacząco szybciej zwiększają emisję dwutlenku węgla niż UE jest w stanie ją redukować. Obecny system jest nieefektywny i uderza w konkurencyjność Europy.

Krzysztof Jędrzejewski, prezes Kopeksu, zaznaczył, że spółka będzie się rozwijać na rynkach zagranicznych, bo sam rynek polski to zbyt mało. – Nasza strategia przewiduje, między innymi, rozwój i udoskonalanie produkowanych przez nas maszyn i urządzeń – powiedział Krzysztof Jędrzejewski. – Obecnie duży nacisk kładzie się na wzrost efektywności i bezpieczeństwa, a ponadto mamy do czynienia z coraz większą automatyzacją maszyn górniczych.

Dla Kopeksu istotny pozostaje też aspekt kompleksowości. A w jego zakresie istotny jest serwis i zapewnienie opieki w trakcie pracy urządzeń. Ważne, by maszyny i urządzenia były bezawaryjne, bo każdy przestój to wymierna strata dla kopalni.
– Jesteśmy w stanie oferować budowę kopalni pod klucz – zapowiedział Krzysztof Jędrzejewski. – Możemy zaprojektować, wybudować i kompleksowo wyposażyć kopalnię.
Kopex planuje, między innymi, budowę nowej kopalni węgla energetycznego koło Oświęcimia. Jeżeli otrzyma koncesję, to prace przy jej budowie ruszą w przyszłym roku.

– Polska ze swymi zasobami węgla kamiennego jest elementem bezpieczeństwa energetycznego całej Unii – mówił Maciej Kaliski, wicedyrektor Departamentu Górnictwa Ministerstwa Gospodarki.

Maciej Kaliski podkreślił, że na forum europejskim wielokrotnie zaznaczał, iż Polska opowiada się za gospodarką niskoemisyjną, a nie niskowęglową.– Niestety Polityka energetyczna Polski do 2030 roku nam się w prognozach rozjechała – mówił M. Kaliski. – Chodzi o prognozy co do wydobycia i zużycia w Polsce węgla kamiennego oraz gazu ziemnego. Tę politykę energetyczną musimy uaktualnić. Trzeba doprowadzić do takich zapisów, które urealnią naszą energetyczną rzeczywistość. Przewiduję, że w najbliższej przyszłości nie ma odwrotu od węgla w Polsce.
Maciej Kaliski wskazał, że nasz energy-mix będzie modelem węglowo-gazowo-jądrowym, jeżeli energetyka jądrowa zostanie wprowadzona w latach 2020-2025.
Przy czym elektrownia atomowa będzie traktowana jako dywersyfikacja dostaw i podniesienie poziomu bezpieczeństwa energetycznego.

– W górnictwie niezmiernie istotna jest kwestia kosztów – zaznaczył M. Kaliski. – W latach 2008-2011, gdyby nie wzrost cen węgla, to mielibyśmy nierentowne górnictwo. Schodzimy z eksploatacją coraz to głębiej. Ponadto koszty wynagrodzeń są bardzo wysokie w polskim górnictwie.

Jerzy Podsiadło, prezes Węglokoksu, wskazał, iż ceny węgla energetycznego ustabilizują się, będzie też stały popyt na węgiel koksowy. Od początku tego roku mamy do czynienia ze spadkiem cen węgla kamiennego na międzynarodowych rynkach. Tendencja spadkowa powinna się jednak niebawem zatrzymać, a ceny ustabilizować. – W ubiegłym tygodniu średnia tygodniowa cena w zachodnioeuropejskich portach wyniosła 87 dol. za tonę węgla energetycznego i była o ponad dolar niższa niż tydzień wcześniej – mówił prezes Podsiadło. – A węgiel koksowy typu hard osiąga w drugim kwartale br. 210 dolarów za tonę.

Według prezesa Podsiadły wiele wskazuje na to, że będziemy mieli do czynienia z tzw. trendem bocznym, czyli do późnego lata, czy też wczesnej jesieni nie będzie ani większych spadków, ani większych wzrostów cen węgla na rynkach światowych.

– Tendencja spadkowa na węgiel koksowy powinna się zatrzymać, bowiem w zakresie produkcji surówki nie będzie prawdopodobnie tak głębokiego spadku, jak się spodziewano. To wskazuje, że w ciągu najbliższych miesięcy będzie stały popyt na węgiel koksowy – zaznaczył Jerzy Podsiadło.

Roczna produkcja węgla w świecie wynosi ok. 6,7 mld ton, z czego 5,8 mld ton przypada na węgiel energetyczny, natomiast reszta na węgiel koksowy.

W ciągu ostatnich 11 lat światowa produkcja węgla się podwoiła. W ostatniej dekadzie co roku odnotowywaliśmy 5-procentowy wzrost wydobycia węgla. Te dane robią wrażenie.

Ponad połowa produkcji, czyli 3,4 mld ton jest dziełem z Chin. W ciągu kolejnych 10 lat Chiny chcą przekroczyć 4 mld ton rocznego wydobycia.

Z kolei przedmiotem międzynarodowego handlu jest blisko 1 mld ton węgla. Ten handel realizowany jest głównie drogą morską.

Przyszłość polskiego górnictwa będzie uzależniona od polityki unijnej wobec węgla, a także od konkurencyjności polskiego górnictwa.

– W kwestiach polityki klimatycznej nasz rząd powinien być nieustępliwy – zaznaczył prezes Podsiadło.

Zapotrzebowanie na węgiel będzie się utrzymywać, jednak może być ono zaspokajane węglem z polskich kopalń, bądź też surowcem z importu. A ten wyniósł w 2011 roku przeszło 15 mln ton.

– Jeśli dokończona zostanie inwestycja w Gdańsku, to radykalnie obniżone zostaną koszty frachtu – przypomniał Jerzy Podsiadło. – Przez to węgiel z importu będzie jeszcze bardziej konkurencyjny w stosunku do węgla krajowego. Wydaje się, że spadek wydobycia węgla kamiennego w Polsce został wyhamowany. Może w stosunku do roku 2011 w 2012 nastąpi jego wzrost.

Według Janusza Olszowskiego, prezesa Górniczej Izby Przemysłowo-Handlowej, do górnictwa węgla kamiennego należy podchodzić kompleksowo. To górnictwo stanowią również zakłady produkujące maszyny i urządzenia górnicze, instytuty badawcze, itd.
– Mamy górnictwo nowoczesne, mocno zrestrukturyzowane – podkreślił Janusz Olszowski. – Oprócz działań proefektywnościowych na przyszłość górnictwa wpływ będą miały decyzje unijne. Obawiam się, by nie chciano wprowadzić podatku węglowego. Poza tym gminy górnicze na Śląsku niestety nie chcą górnictwa na swych terenach i robią wiele, by blokować inwestycje górnicze – podsumował Janusz Olszowski.

Z największym zainteresowaniem uczestników panelu spotkała się informacja, że Kompania Węglowa sięga po nowe złoża węgla w województwie lubelskim.

– Planujemy budowę nowych kopalń, poza regionem śląskim – zaznaczyła prezes Kompanii Węglowej Joanna Strzelec-Łobodzińska. 10 maja 2012 roku Kompania Węglowa złożyła w Ministerstwie Środowiska wniosek o udzielenie koncesji na poszukiwanie i rozpoznawanie złoża węgla kamiennego w rejonie Pawłów (LZW) na okres 5 lat. Projekt robót geologicznych na poszukiwanie i rozpoznawanie złoża węgla kamiennego w rejonie Pawłów, na zlecenie KW wykonał Państwowy Instytut Geologiczny-Państwowy Instytut Badawczy Oddział Górnośląski w Sosnowcu.

Projektowane roboty geologiczne prowadzone będą w województwie lubelskim, w powiecie chełmskim, w gminach: Siedliszcze, Rejowiec Fabryczny i Rejowiec oraz Rejowiec Fabryczny miasto.

Rejon objęty robotami położony jest w obszarze słabo zurbanizowanym, poza obszarami przyrodniczo chronionymi. Jest to bardzo istotne w momencie starań w przyszłości o pozyskanie koncesji na wydobywanie węgla kamiennego ze złoża.

Prezes Joanna Strzelec-Łobodzińska przypomniała również o tym, że Kompania zamierza z partnerem biznesowym wybudować elektrownię węglową o sprawności energetycznej wynoszącej 46 proc.

Prąd z nowej elektrowni powinien popłynąć w 2018 roku. Będzie to elektrownia z jednym blokiem o mocy ok. 900-1000 megawatów. Roczne zużycie węgla przez tę elektrownię ma wynieść 2,5-3,5 mln ton.
Kompania miałaby mieć połowę udziałów w tym przedsięwzięciu.
– Lepiej sprzedawać energię elektryczną, czyli produkt przetworzony z 20 proc. marżą niż z 5 proc. marżą produkt nieprzetworzony w postaci węgla – zaznaczyła Joanna Strzelec-Łobodzińska, prezes Kompanii Węglowej. – Inwestujemy przede wszystkim w unowocześnianie procesu technologicznego. Do 2020 roku Kompania ma zainwestować ok. 12 mld zł.

Prezes Kompanii powiedziała, że w 2011 roku spółka przyjęła do pracy 5,5 tys. osób. W tym roku liczba przyjęć będzie podobna.

Wydajność w Kompanii Węglowej wzrosła w 2011 roku. Kompania rocznie sprzedaje węgla za ponad 11 mld zł. A odprowadza rocznie 4 mld 700 mln zł podatków. Kompanii Węglowej stale przyświeca cel giełdowy. Niewykluczone, że do debiutu naszej największej górniczej spółki dojdzie już w 2014 roku.
Prezes Strzelec-Łobodzińska wskazała, że Kompania Węglowa zwiększa swą biznesową aktywność. W strategii spółki są trzy linie biznesowe: górnicza, energetyczna oraz ochrony środowiska.

Kompania Węglowa zamierza zwiększać wydobycie węgla. W latach 2013, 2014 wydobycie ma nieznacznie wzrosnąć – będzie stabilizacja wydobycia z lekką tendencją zwyżkową.
Wydobycie ma rosnąć – od 39 mln 300 tys. ton w 2012 roku, do poziomu 43 mln ton w roku 2020.
W 2020 roku w Kompanii Węglowej ma być zatrudnionych ok. 62 tys. osób.

– Nasz mix energetyczny będzie stabilny przez najbliższych kilkanaście lat, natomiast jest pytanie: czy będziemy korzystać z węgla z importu, czy też z polskich kopalń – mówił Jarosław Zagórowski, prezes JSW.

Jarosław Zagórowski wskazał, że podniesienie efektywności produkcji węgla umożliwi konkurowanie z importem.

– Aż 50 proc. kosztów stanowią w górnictwie koszty pracy, trzeba podnosić efektywność wykorzystania zasobów ludzkich – mówił Jarosław Zagórowski. – Udaje się nam osiągać dobre wyniki. W pierwszym kwartale tego roku przekroczyliśmy plany produkcyjne, wprowadziliśmy nowe systemy płacowe. Pracownicy je przyjęli, nie spodobały się one tylko związkowcom. Prowadzimy m.in. inwestycje w części koksowej. W koksownictwie obecnie sytuacja jest stabilna. Realizujemy również inwestycje w energetyce, w rozproszone źródła wytwarzania.

Prezes Zagórowski zaznaczył, że w tym roku Jastrzębska Spółka Węglowa ma wydobyć 13 mln 300 tys. ton węgla.

– Natomiast to wydobycie może być większe i nawet wynieść 13 mln 600 tys. ton – podkreślił prezes Zagórowski. – Budowa grupy węglowo-koksowej JSW trwała długo, gdyż proces ten został upolityczniony. Natomiast proces prywatyzacji, samo przygotowanie do giełdy, jest dobre, bowiem pozwala uporządkować wiele kwestii. Prezes Zagórowski wskazał, że Kombinat Koksochemiczny Zabrze i koksownia Przyjaźń ulegają obecnie procesowi integracji. Natomiast nabyte przez JSW Wałbrzyskie Zakłady Koksownicze Victoria operują na innym rynku, bowiem produkują koks odlewniczy.

Roman Łój, prezes zarządu Katowickiego Holdingu Węglowego, zaznaczył, że kondycja finansowa KHW ulega poprawie.

– Finalizujemy działania zmierzające do pozyskania zewnętrznych źródeł finansowania – podkreślił prezes Łój. – Chcemy przeznaczyć środki na odtworzenie wydobycia do poziomu 14,5 mln ton węgla rocznie. Zakładamy też wzrost wydajności. Inwestycje stanowiące podstawę działań KHW wiążą się z poprawą warunków technicznych, klimatycznych, a także stosowaniem wysokowydajnych systemów ścianowych. Nie ma możliwości skokowego wzrostu wydobycia, raczej będziemy zmierzać najpierw w stronę jego stabilizacji. Z potencjałem wydobycia ok. 70 mln ton węgla rocznie polskie górnictwo nie ma wpływu na poziom cen surowca. Koszty wydobycia w Polsce rosną, bo schodzimy z wydobyciem coraz głębiej. Poza tym na koszty mają też wpływ żądania strony społecznej co do wynagrodzeń.
Milan Subotic, dyrektor inwestycyjny, doradca zarządu Kulczyk Investments, podkreślił, że w sektorze energetycznym o wszystkim decyduje ekonomia. – O wszystkim decydują koszty, więc szukamy możliwości jak najtańszych dostaw węgla – mówił Milan Subotic. – Mamy podpisany kontrakt z Lubelskim Węglem Bogdanka na dostawy węgla, ale to nie wystarczy. Przyszłością Polski pozostaje węgiel. Elektrownie zapewne zaczną się rozglądać za własnymi kopalniami.

Tomasz Konik, partner Deloitte, wskazał, że z optymizmem spogląda w przyszłość górnictwa. Ubiegły rok zamknęło ono dobrym wynikiem.

– Mówiąc o przyszłości, trzeba sobie też zadać pytanie o alternatywę dla węgla w Polsce i Unii – podkreślił Tomasz Konik. – Przyznam, że ja tej alternatywy dla węgla nie widzę.

Prezes JSW Jarosław Zagórowski wspomniał o tym, że nowym inwestorom buduje się na Śląsku drogi, daje się ulgi podatkowe.

– Natomiast kopalnie chce się obciążać nowymi haraczami – zaznaczył Zagórowski. – Wychodzi się bowiem z założenia, że kopalnie zawsze tu były i nie mogą upaść.

 

Jerzy Dudała

Autor tekstu jest dziennikarzem miesięcznika gospodarczego Nowy Przemysł i portalu wnp.pl.

Analizy

Europa bez surowców energetycznych?

 

Dlaczego Polska dała się „wkręcić” w działania UE, generowanych przez uzasadnione – w przypadku większości państw UE – obawy o surowce energetyczne, a tym samym o bezpieczeństwo energetyczne?

Czy naprawdę w gronie doradców naszego rządu nie było w 2008 roku specjalistów zdolnych ocenić, komu potrzebny jest pakiet energetyczno – klimatyczny? A przede wszystkim świadomych, że jest on skrojony na potrzeby tych państw UE, które umierają ze strachu z powodu coraz większego uzależnienia od importu surowców energetycznych?

Nie trzeba naukowych tytułów aby pojąć konsekwencje zasadniczego porównania: zasobów Europy w stosunku do reszty świata i z poziomem ich zużycia.

A więc po kolei: ropa – 2 proc. zasobów światowych, 16 proc. światowej konsumpcji; gaz – 1 proc. światowcy zasobów, 16 proc. światowej konsumpcji; i odpowiednio węgiel: 1 proc. zasobów , 8 proc. światowego zużycia.

Są więc powody do lęku, choć poszczególne państwa mają go większy lub zdecydowanie mniejszy, bo poziom uzależnienia od importu surowców energetycznych rozkłada się bardzo różnie. Dla nas istotne jest porównanie z reszta UE, która w całości (UE 27) uzależniona jest w 82 procentach brutto i 64 proc. – netto. Polski poziom uzależnienia od importu wygląda na tym tle zdecydowanie lepiej, bo wynosi 47 proc. brutto i 32 proc. netto, co wynika z konieczności importu gazu i ropy z Rosji, a ostatnio także importu węgla. Mniej uzależnione od importu surowców energetycznych są tylko 4 państwa Europy: Czechy, Rumunia, Estonia i Norwegia.

Oczywiście sytuacja gospodarcza każdego z poszczególnych państw jest zdecydowanie różna, a tym samym każde państwo ma swój własny mix energetyczny, wynikający nie tylko z wielkości zasobów poszczególnych surowców, wielkości i nowoczesności gospodarki, liczby mieszkańców, no i warunków klimatycznych, bo nie można chyba porównywać potrzeb energetycznych państw północnej Europy z potrzebami ciepłych krajów basenu Morza Śródziemnego.

A jednak mimo tych tak kardynalnych różnic, oczywistych dla każdego średnio rozumnego laika, Polska, posiadająca największe zasoby węgla energetycznego w Europie i solidne (mimo różnych szacunków) zasoby gazu łupkowego stoi wobec konieczności podporządkowania się umowie handlowej zawartej w imię interesów państw najbardziej uzależnionych od importu surowców energetycznych!

A ich interesem jest uzależnienie tych bardziej zasobnych w surowce od własnych technologii oraz serwisów (technologie OZE, CCS i energetyka jądrowa). W zamian za dostęp do surowców. Tyle, że państwa najbardziej hojnie obdarzone tymi bogactwami naturalnymi, a więc USA, Rosja i Chiny, nie mają żadnej obroży w postaci przepisów chroniących globalny klimat, natomiast Polska podpisała ten samobójczy pakiet, mimo zniszczenia za jego sprawa naszej gospodarki.

Bo nasza energia elektryczna prawie w 95 pochodzi ze spalania węgla, a nasz przemysł ukształtowany został przez warunki polityczne i gospodarcze narzucone nam na okres 44 lat po zakończeniu II wojny światowej. Nasze społeczeństwo zapłaciło straszliwe koszty transformacji, a szczególnie jej błędów i nadużyć popełnionych w tym procesie i nie miało tego komfortu, co mieszkańcy dawnej NRD, której koszt rewitalizacji Niemcy ponoszą do dziś ( a mieszkańcy dawnej RFN przeklinają bez zahamowań – oczywiście w prywatnych rozmowach ).

Powtarzam więc pytanie: dlaczego Polska, o tak radykalnie innym miksie energetyczny i zapóźnionej (nie z własnego wyboru) gospodarce pozwoliła na narzucenie nam haraczu w postaci redukcyjnej części pakietu energetyczno – klimatycznego?

Trudno uwierzyć, że nasi politycy nie mieli odpowiedniego wsparcia eksperckiego i trudno zrozumieć, dlaczego koalicja rządząca nam obecnie nie zdobyła się na otwarcie demokratycznej drogi do naprawienia swojego błędu z roku 2008.

Dla jasności sytuacji powtórzę jeszcze raz: polskiej gospodarce zagraża redukcyjna część unijnego pakietu, obciążająca nas haraczem za niezależność energetyczną gwarantowaną zasobami węgla. Pozostałe cele pakietu, a więc efektywność zużycia energii i zwiększanie udziału energii odnawialnych – to sam miód na serca Polaków, płacących już teraz najwyższe ceny za energię w Europie. Cele te bez „pakietowego” przymusu realizuje setki tysięcy polskich gospodarstw instalujących solary i panele fotowoltaniczne, wiatraki przydomowe i starsze, tradycyjne rozwiązania kogeneracyjne, jak choćby podkowę w piecu do ogrzewania ściany sąsiedniego pokoju…

Polski naprawdę nie trzeba zmuszać do rozsądku stosowania zasad zrównoważonego rozwoju – o ile jest on rzeczywiście zrównoważony. Niestety strach wielkich państw „starej unii”– pozbawionych własnych zasobów surowców energetycznych i zmanipulowanych przez politykę energetyczną USA, która wylansowała problem zagrożenia globalnego klimatu przez emisje CO2 (ale tylko „na eksport”) zagraża naszemu rozwojowi i unowocześnieniu starzejącej się energetyki.

Największym zagrożeniem są jednak coraz mniejsza możliwości finansowania badań naukowych i wsparcia działań innowacyjnych, co od lat robią Niemcy, bez oglądania się na doktryny gospodarki rynkowej.

Równie sprawnie dba o swoje interesy najbogatsze w surowce energetyczne państwo świata, czyli USA, które o dziwo ma największe zasoby węgla na świecie, stanowiące 90 proc. całkowitych zasobów surowców energetycznych kraju!

Tylko wielkie koncerny amerykańskie wiedzą ile kosztowało ich zarażenie wystraszonej Europy ideą obrony globalnego klimatu poprzez redukcje CO2 i wyłganie się z wszelkich zobowiązań do takiej samej redukcji we własnym kraju.

Trudno uwierzyć, że USA, kraj odpowiedzialny za 16-18 proc. światowej emisji CO2, którego były wiceprezydent Al Gore stał się apostołem krucjaty obrońców naszego globu przed groźnym CO2 (ale tylko ze spalanego węgla) – sam nie podjął żadnych zobowiązań redukcyjnych! No bo jakże mógł, skoro amerykańskie koncerny naftowe potrzebują stałych i pewnych odbiorców, najlepiej największego, jakim jest Europa, a poza wszystkim USA ma największe zasoby węgla na świecie… A takie bogactwo powinno bogacić, a nie rujnować.

Polska, chociaż ma największe zasoby węgla w Europie, obciążyła się bezsensownym haraczem, zgadzając się na to, aby nasze bogactwo nas zrujnowało…

Polski klasyk manipulacji miał absolutna rację: „rząd zawsze się wyżywi”.

Na koniec klika liczb uzasadniających pytajnik w tytule, bo nie wierzę, że europejscy politycy działają pod wpływem strachu o bezpieczeństwo energetyczne swoich krajów.

Patrząc na rozwój kryzysu finansowego w Europie, sądzę, że wystraszono tylko społeczeństwa, przyjmujące z pokorą coraz bardziej cyniczne gry tak zwanych rynków finansowych. Energia i surowce energetyczne są w tych grach realną pozycją, którą jedni potrafią wykorzystać, a inni – jak Polska – nie potrafią lub nie chcą.

Dla udowodnienia braku podstaw do europejskiego strachu przytoczę krótkie porównanie uzależnienia Rosji od eksportu surowców energetycznych do Europy. Otóż jej kraje są odbiorcami 88 proc. eksportu rosyjskie ropy, 70 proc. gazu i 50 proc. eksportu rosyjskiego węgla. Czy tak potężny klient ma podstawy do strachu przed zakręceniem kurka z rosyjskimi paliwami?

Wszystkie przytoczone wartości będą zapewne zwiększały się w następnych latach, gdyż Europa gwałtownie zjada własne minimalne zasoby.

Ale jest nadzieja. Świeci nam od miliardów lat nad głowami, obecnie mocą

Powoli, krok po kroku mimo wysiłków, tych którzy żyją z utrzymywania ludzkości w uzależnieniu od paliw kopalnych, ludzkość dochodzi do świadomości, że trzeba tylko podpatrzeć mechanizm fotosyntezy i magazynowania energii słońca w przyrodzie. I będziemy ja mieli bez ograniczeń, uzyskując prawdziwe bezpieczeństwo energetyczne.

Ale to już zupełnie inna opowieść.

Eugenia Plucik

Europejska Inicjatywa Obywatelska

Zostało 6 miesięcy

 

Za 6 miesięcy, dokładnie 1 stycznia 2013 roku zaczną nas obowiązywać regulacje unijnego pakietu energetyczno – klimatycznego. Fakt ten sprawia, że sytuacja naszej gospodarki przypomina los pasażerów pociągu pędzącego po torach wprost ku katastrofie i pozbawionego maszynisty, który mógłby jej zapobiec …

Nasz rząd miał 4 lata, aby to zrobić, gdyż od momentu podpisania w grudniu 2008 roku unijnego pakietu, oceny tej umowy były niezmiennie krytyczne i wskazywały na wszystkie groźne dla polskiej gospodarki skutki.

Mamy czerwiec roku 2012, druga fala kryzysu finansowego demoluje kolejne państwa, polskie społeczeństwo żyje emocjami rozgrywek Euro, media – raczej rozgrywek kiboli i mało kto przejmuje się dramatyczną sytuacją naszej gospodarki, która za 6 miesięcy stanie w obliczu pakietowych wymagań, grożących jej katastrofą.

Ćwiczenia z nibydemokracji

Tym bardziej groźne jest, moim zdaniem, tłumienie wszelkich prób zatrzymania tego pędzącego ku katastrofie pociągu. Kolejna odsłona takich działań odbyła się na ostatnim posiedzeniu sejmu, w dniach 13 i 15 czerwca. Oto bowiem koalicja rządząca już po raz drugi odrzuciła inicjatywę opozycji zmierzającą do renegocjacji pakietu. Wniosek PiS wzywający rząd do zorganizowania referendum w tej sprawie odrzucony został 15 czerwca br., i to w stylu niegodnym tak fundamentalnej dla naszego kraju sprawy, bo z wyłączaniem mikrofonów w czasie repliki posłów opozycji.

Jednym z zarzutów wobec propozycji zorganizowania referendum była też niewłaściwa, bo sugerująca odpowiedzi treści pytań. Zgadzam się, są one takie, ale każdy może przecież odrzucić nawet najbardziej sugestywną sugestię, tyle, że obywatel otrzymuje jednak garść informacji, których na pewno nie usłyszał w popularnych mediach i wobec których musi zająć stanowisko. No i zastanowić się.

A to najpewniej niezdrowe dla naszego społeczeństwa, które winno kołysać się przy grillach i piwku – o ile nie pędzi właśnie nieprzytomnie w wyścigu szczurów, dzięki czemu zrobi autorom nowej ustawy emerytalnej tę uprzejmość, że nie zdąży skorzystać z jałmużny, którą otrzyma na emeryturze.

Zanim odniosę się do „kremu” sejmowej przepychanki w sprawie referendum przytoczę treść obu pytań, przygotowanych przez prof. Jana Szyszkę.

1. Czy zgodnie z wynegocjowanym przez rząd PO-PSL pakietem klimatyczno – energetycznym jesteś za podziemnym składowaniem dwutlenku węgla, przy kosztach dochodzących do 100 euro za tonę, co musi skutkować wzrostem cen energii i może blokować nasze rodzime zasoby energetyczne jak węgiel kamienny, węgiel brunatny, gaz łupkowy i unikatowe zasoby geotermalne, uzależniając równocześnie Polskę od obcych technologii i obcych źródeł energii?.

2. Czy zgodnie z tym samym pakietem jesteś za tym, aby wbrew ratyfikowanej przez Polskę Ramowej Konwencji Narodów Zjednoczonych w sprawie Zmian Klimatu (UNFCCC) i ratyfikowanemu Protokołowi z Kioto do Ramowej Konwencji Narodów Zjednoczonych w sprawie zmian klimatu nie wykorzystywać polskich Lasów Państwowych do pochłaniania dwutlenku węgla, co eliminuje polskie szanse na obniżenie cen energii, obniża rangę gospodarczą polskich Lasów Państwowych, stymuluje bezrobocie w terenach przemysłowych oraz wiejskich i jest sprzeczne z ochroną bioróżnorodności?”.

Pytania na pewno są „sugerujące”, ale przede wszystkim informujące. A informacji nigdy za dużo, co udowodnił w kuriozalny sposób poseł PO, Andrzej Czerwiński, uzasadniając odrzucenie wniosku o referendum w pierwszym czytaniu. Stwierdził on, że referendum to: „zrzucenie zamieszania” na obywateli, podczas gdy nawet sami posłowie, mimo dostępu do opinii specjalistów, nie rozumieją sedna sprawy.”

Szczerość zwalająca z nóg!! Ludzie opłacani za kompetentne zajmowanie się sprawami państwa i obywateli, odpowiedzialni za kontrolowanie poczynań władzy wykonawczej „nie rozumieją sedna sprawy” grożącej katastrofą naszej gospodarki – i to już za 6 miesięcy! Na co więc poświęcają swój cenny, opłacany przez podatnika czas, skoro przez 4 lata nie zdążyli „zrozumieć sedna sporawy”, tak fundamentalnej, jaką jest we współczesnym świecie cena energii i pozyskiwanie jej z własnych surowców energetycznych?

Właśnie bankrutują – z powodu chorego prawa podatkowego – wielkie firmy budowlane, a za nimi tysiące drobnych przedsiębiorstw; specjaliści zapowiadają na rok 2013 wzrost bezrobocia do 14 proc. – i to bez wliczenia skutków pakietu „nibyklimatycznego”, który zmiecie z naszego rynku pracy kolejne setki tysięcy miejsc pracy (ocenia się, że nawet 300 tys.) i spowoduje podwyżkę cen energii elektrycznej oraz ciepła o 30 do 100 proc. – a posłowie rządzącej koalicji „nie rozumieją sedna” tej sprawy…

I na dodatek – nie zgadzają się również na to, aby „to sedno sprawy” rozgryźli, a przede wszystkim poznali zwykli obywatele, może mniej leniwi, a może mądrzejsi i bardziej dociekliwi w kwestii egzystencjalnej dla każdego z pracujących na utrzymanie kosztownej armii urzędników państwa, jego instytucji, w tym także sejmu i posłów.

Jakiś czas temu, prof. Jan Szyszko stwierdził wprost, że rząd Donalda Tuska, podpisując w 2008 roku umowę handlową nazywaną pakietem energetyczno – klimatycznym „nie wiedział co podpisuje”. Skoro jednak w ubiegłym roku ocenił koszt wprowadzenia regulacji pakietu w Polsce na 100 mld zł, a w czasie piątkowej debaty nad wnioskiem o referendum skorygował go do 60 mld zł – to jednak wiedział.

I na pewno koszt ten ucieszy 2 miliony już bezrobotnych Polaków, kolejne setki tysięcy zagrożonych bezrobociem i na umowach śmieciowych oraz 30 proc. pracujących, a mimo tego żyjących w ubóstwie (według najnowszych badań). Oczywiście o ile dowiedzą się o tym jakże hojnym wsparciu ochrony globalnego klimatu według scenariusza lobbystów z UE.

Dnia 15 czerwca br. w świat poszła wiadomość, że po 4 latach od podpisania pakietu, pan poseł i jego koledzy z koalicji nadal nie wiedzą, o jaką stawkę toczy się gra.

Samobójcza doktryna

Mamy więc tylko 6 miesięcy, aby powstrzymać powtórkę greckiego scenariusza i nie pozwolić UE na zniszczenie naszej gospodarki w imię nibyekologicznego eksperymentu zwanego pakietem energetyczno – klimatycznym. Ozdobnik w formie przymiotnika „klimatyczny” rozpadł się już doszczętnie pod naporem kolejnych klęsk Konferencji Klimatycznych ONZ i postawy największych emitentów CO2, odpowiedzialnych za 90 procent światowej emisji tego gazu.

Staje się oczywiste, że chodzi wyłącznie o politykę energetyczną i narzucenie Polsce kierunków rozwoju służących interesom państw bardziej rozwiniętych i to bez oglądania się na konsekwencje społeczne.

Jednak świat zmienił się radykalnie od czasu podpisania pakietu, a UE – mimo rozlewającego się kryzysu gospodarczego, niszczącego kolejne państwa i samą ideę UE – trwa w swym dogmatycznym zakleszczeniu, a mówiąc bez ogródek – zakłamaniu, bo przecież od dawna wiadomo, że nie o klimat tutaj chodzi.

Pojawiają się wprawdzie pierwsze rysy na doktrynalnym monolicie, jak choćby w sprawie CCS (technologii ujmowania CO2), forsowanej do tej pory z typową arogancją technokratów. Ten sztandarowy produkt redukcyjnej części pakietu nie sprawdza się jednak w obsadzonej roli, co może być dobrym znakiem dla wyhamowania redukcyjnego odlotu Unii Europejskiej, która pędzi w swych ambicjach niczym ów przysłowiowy pociąg bez maszynisty.

Jaki bowiem wpływ na globalne ocieplenie ma 1. procentowy udział Polski w światowej emisji CO2, a nawet 10. procentowy całej UE, skoro cała „reszta świata” odpowiedzialna za 90. procent globalnej emisji tego gazu, nie wzięła na siebie ŻADNYCH zobowiązań redukcyjnych, a na konferencji w Durbanie oświadczyła jedynie, bardzo dyplomatycznie, czyli warunkowo, że zrobi to w roku 2015, jeśli…

Cała reszta świata ma bowiem pełną świadomość, że koszt energii determinuje poziom rozwoju gospodarczego i puka się w czoło na samobójcze pomysły UE… Grozi też wojną handlową (jak Chiny) w odpowiedzi na rozszerzanie unijnych wymagań redukcyjnych na podmioty spoza granic UE. Janusz Steinhof, były minister gospodarki stwierdził ostatnio, że pakiet narusza zasady uczciwej konkurencji, ale co gorsze – UE obciąża się sama kosztami, których reszta świata nie ma zamiaru ponosić, zwłaszcza w czasach kryzysu gospodarczego. Teoretyczne rozważania nad opłacalnością przeorientowania gospodarki europejskiej na niskoemisyjną i tworząca nowe miejsca pracy w przemyśle OZE – to tylko teoria, rozgniatana każdego dnia przez sukcesy gospodarcze Chin, Brazylii, Indii i pozostałych państwa świata, które nie zachorowały na unijną przypadłość umysłową.

Będziemy płakać i płacić?

Na szczęście tuż przed sejmową przepychaną wokół referendum, pojawił się cień szansy na to, że Polska nie stanie się za 6 miesięcy drugą Grecją i nie powtórzy scenariusza, jaki przeżywa to państwo i jego społeczeństwo. Jedyną pomocą, jakiej „solidarna” UE udzielała Grecji były kolejne pożyczki… Tak jakby nagle zaczęły obowiązywać inne zasady ekonomii, w której kraj o coraz niższych dochodach mógł gwarantować, jakimś cudownym sposobem, zwrot tak horrendalnych kredytów.

Kryzys kompromituje unijne koncepcje polityki finansowej, a Hiszpania, która właśnie otrzymała 100 miliardową kroplówkę kredytową jest kolejną ofiarą tejże polityki.

Czy Polska też nią będzie, tyle że za sprawą innego eksperymentu, nazywanego pakietem energetyczno-klimatycznym?

Waga miliona obywatelskich podpisów

Mam wielką nadzieję, że nie, a pokładam ją w milionie podpisów, które będą zbierane w ramach Europejskiej Inicjatywy Obywatelskiej. Powstanie Komitetu EIO ogłoszone zostało 12 czerwca br., czyli w przeddzień przywoływanego posiedzenia sejmu.

Jest to ostatnia nadzieja zatrzymania niszczycielskiej machiny unijnego pakietu energetyczno – klimatycznego, dramatycznie zwiększającego ryzyko rozlania się kryzysu na wszystkie kraje UE, ale w szczególny sposób groźnego dla polskiej gospodarki. I to z jednego, zasadniczego powodu, jakim jest ponad 90 udział węgla w polskim miksie energetycznym

Dobitnie i precyzyjnie przedstawił to na ostatnim Europejskim Kongresie Gospodarczym Herbert Gabryś, były wiceminister gospodarki, obecnie szef komitetu ds. polityki klimatycznej UE w Krajowej Izbie Gospodarczej. Jego wystąpienie było kolejną próbą dotarcia do świadomości rządzących z prognozą zawartą w raporcie KIG, a przedstawioną w marcu br.

Czytelników ciekawych kosztów (wielkich, bo obliczanych na 100 mld zł) odsyłam do wywiadu w poprzednim numerze Biuletynu Górniczego („Dogmat nowej „ekologicznej wiary”) i wypowiedzi byłego ministra dla portalu nettg.pl („Unijna polityka klimatyczna zniszczy polską gospodarkę”), a także do samego raportu KIG. Ja zatrzymam się przy najmniej spektakularnej części strat, których bezsens jest szczególnie oburzający i do tej pory raczej przemilczany.

Niezależnie od wyznaczonych i przytoczonych (…) skutków kosztowych polityki klimatycznej na produkcję przemysłową w Polsce, należy też wskazać, na dużą złożoność i niejasność zasad przydzielania uprawnień do emisji w ramach już wdrożonych regulacji prawnych, dotyczących systemu handlu emisjami (EU ETS) (…)Są one źródłem dodatkowych – nie ujętych w analizach kosztów związanych z działaniami podejmowanymi na poziomie przedsiębiorstw, administracji rządowej, firm doradczych i instytucji finansowych. Koszty różnego rodzaju analiz, opracowań, działań administracyjnych a także koszty dodatkowego ryzyka związane z tymi niejasnymi regulacjami stanowią ogromne obciążenie dla całej gospodarki.

Obciążenia te wynikają zarówno z ponoszonych bezpośrednich kosztów wymuszonych działań jak i utraty korzyści ze skierowania wysoko kwalifikowanych specjalistów do rozwiązywania innych, rzeczywistych problemów zamiast rozwiązywania problemów generowaną przez złożone, nieprecyzyjne, nadmiernie zbiurokratyzowane regulacje prawne, które bardzo poważnie, a czasem wręcz drastycznie ingerują w działalność przedsiębiorstw i ich konkurencyjność.”

W grudniu ub. roku Europol ocenił inne „utracone korzyści”, w wysokości 5 mld euro strat, jakie kraje Europy poniosły do tej pory z powodu nadużyć i oszustw w handlu emisjami CO2. A korupcja to tylko skrawek ogromnych kosztów jałowego, bezproduktywnego działania całej armii urzędników, będących „specjalnością domu” zwanego Unią Europejską.

Odwołanie się do EIO jest wspólną inicjatywą Solidarnej Polski i śląsko-dąbrowskiego zarządu NSZZ „Solidarność”. Będziemy uważnie śledzić rozwój tej ważnej, bo międzynarodowej i organizowanej po raz pierwszy, akcji obywatelskiej, do której przystąpiło 7 państw UE: Austria, Czechy, Dania, Grecja, Litwa, Polska i Wielka Brytania, a przystąpienie rozważają jeszcze 3 państwa: Bułgaria, Węgry i Niemcy. Milion podpisów powinien ułatwić otrzeźwienie autorów samobójczej polityki i zawieszenie pakietu do roku 2020.

Wprawdzie autorem słynnego zdania: „Wykonujemy rolę Boga” jest szef wielkiego banku angielskiego, ale widać coraz wyraźniej, że rola taka marzy się też wielu urzędnikom i politykom – niestety, nie tylko w strukturach UE. Pora ułatwić im korektę tych marzeń.

Eugenia Plucik

Zagrożenia

Monitoring

 

Od kilkunastu lat obserwowany jest w polskich kopalniach węgla kamiennego wzrost poziomu zagrożeń, mimo zmniejszającego się sukcesywnie poziomu wydobycia. Bezpieczne prowadzenie robót górniczych w takich warunkach wymaga dostosowania działań profilaktycznych do wcześniej określonego potencjalnego poziomu zagrożeń oraz głównie – bieżącego monitorowania występujących zagrożeń i umiejętności właściwego wykorzystania pomiarów.

W przypadku występowania większej liczby zagrożeń monitorowanie takie wydaje się niewystarczające. Dowodzą tego zdarzenia z ostatnich lat, których skutki były tragiczne:

-21.11.2006 r. – KWK „Halemba” w Rudzie Śląskiej, zapalenie i wybuch metanu w ścianie (w pokładzie 506) – 23 wypadki śmiertelne, 1 lekki,

-13.o1.2008 r. – KWK „Mysłowice-Wesoła” w Mysłowicach, pożar endogeniczny, zapalenie i wybuch metanu oraz pyłu węglowego rejonie przecinki ściany (w pokładzie 510) – 2 wypadki śmiertelne, 1 lekki,

-04.06.2008 r. „Borynia” w Jastrzębiu Zdroju, zapalenie i wybuch metanu w ścianie ( w pokładzie 405/1) – 6 wypadków śmiertelnych, 5 cięż i 12 lekkich,

-18.09.2009 r. – KWK „Wujek” Ruch „Śląsk” w Rudzie Śląskiej, zapalenie i wybuch metanu w ścianie (w pokładzie 409) – 20 wypadków śmiertelnych oraz 53 wypadki ciężkie i lekkie.

Charakterystyczną cechą rejonów, w których doszło do zdarzeń jest to, że współwystępowało w nich kilka zagrożeń. Potrzebna jest zatem przynajmniej kompleksowa ocena poziomu tych zagrożeń oraz predykcja ich poziomu. Uzupełnieniem powinno być także monitorowanie stanu technicznego i bieżących parametrów pracy maszyn i urządzeń ciągów technologicznych.

Opracowanie metod bieżącej oceny poziomu potencjalnego oraz rzeczywistego zagrożeń zostało podjęte w realizowanym przez Główny instytut Górnictwa – z udziałem naukowców z Instytutu Technik Innowacyjnych EMAG – projekcie strukturalnym Pt.: „Informatyczny system wspomagania kompleksowego zarządzania zagrożeniami górniczymi”. Projekt ten został sfinansowany ze środków Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego w ramach Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka. Uwzględniono w nim zagrożenia: tąpaniami, metanowe, wybuchem pyłu węglowego, pożarami endogenicznymi, klimatyczne oraz dzianiem pyłów szkodliwych dla zdrowia, wodne, wyrzutami gazów i skał oraz radiacyjne. Jak podkreśla dr Stanisław Trenczek, sekretarz naukowy Instytutu Technik Innowacyjnych EMAG, przyjęto podział poziomu zagrożeń na poziom potencjalny (określany na podstawie zaliczeń i klasyfikacji dokonywanych dla rejonu projektowanej eksploatacji), oraz na poziom rzeczywisty (określany na podstawie parametrów istotnych dla danych warunków). W przypadku poziomu potencjalnego poszczególnym kategoriom, grupom., stopniom i klasom przypisano odpowiednią wartość parametryczną. Podobnie scharakteryzowano prawdopodobieństwo przewidywalności i skutków ich wystąpienia. Główną uwagę skupiono na zagrożeniach o charakterze dynamicznym, to jest na zagrożeniach skojarzonych, dla których przyjmowane są – z rejonu ściany: -energia zaistniałego maksymalnego w danym miesiącu wstrząsu górotworu, najmniejsza odległość epicentrum wstrząsu, sumaryczna miesięczna wydzielona energia wstrząsów; -stężenie metanu w powietrzu wylotowym, metanowość wentylacyjna, metanowość bezwzględna, zdolność wentylacyjna do rozrzedzenia metanu do wartości dopuszczalnych; -intensywność osiadania pyłu węglowego w wylotowym prądzie powietrza w odległości 30 i 50 metrów od ściany; -wskaźnik Grahama, przyrost stężenia CO, ilość CO w wylotowym prądzie powietrza; -temperatura pierwotna górotworu, maksymalna temperatura powietrza, minimalna intensywność chłodzenia.

Sposoby predykcji poziomu zagrożeń opracowano w ramach projektu badawczego pt. ”System monitorowania i prognozowania zagrożeń związanych z eksploatacją górniczą w ścianach i przodkach głębokich kopalń węgla kamiennego o wysokiej koncentracji wydobycia” zrealizowanego przez Instytut EMAG we współpracy z ukraińskim instytutem Avtomatgormasz. W ramach tego projektu został opracowany prototyp nowego systemu, Ew którym założono rozszerzenie zakresu pomiarów, integrację danych o środowisku i informacji technologicznych oraz wprowadzenie elementów krótkoterminowego prognozowania poziomu zagrożeń naturalnych. Zmiany te mają na celu poprawę bezpieczeństwa i wyników ekonomicznych zakładów górniczych. Istotne jest wprowadzenie nowych rozwiązań technicznych umożliwiających pełniejszą niż dotychczas analizę parametrów bezpieczeństwa, z kontrolą sprowadzoną na niższy poziom. Możliwe jest wówczas automatyczne zatrzymywanie ciągów technologicznych przy zagrożeniu wybuchem także wypracowywanie i natychmiastowe przekazywanie specjalistycznym służbom informacji prognostycznych, co pozwala n uniknięcie stanów bezpośredniego zagrożenia i związanych z tym przymusowych postojów.

Założenia funkcjonalne nowego systemu uwzględniają:

-rozszerzenie zakresu pomiarów za pomocą czujników stacjonarnych tak, aby możliwa była ciągła kontrola parametrów bezpieczeństwa w ścianach i przodkach, czyli tam, gdzie znajdują się źródła zagrożeń, a ich poziom i dynamika są najważniejsze;

-rozszerzenie zakresu pomiarów w ścianach i przodkach informacje technologiczne (stan pracy maszyn i urządzeń, położenie maszyny urabiającej itp.), niezbędne do wypracowywania prognoz i decyzji sterujących;

-zapewnienie środków technicznych umożliwiających przetwarzanie i analizę danych pomiarowych oraz odejmowanie i realizację decyzji sterujących w czasie rzeczywistym w jenowym centrum dyspozytorskim, położonym w bezpośredniej bliskości monitorowanego obiektu, tzn. ściany przodka;

-zapewnienie środków technicznych umożliwiających transmisje zbieranych przetwarzanych informacji z lokalnych centrów dyspozytorskich na powierzchnię w celu wykorzystania ich w rutynowej działalności profilaktycznej.

Zasadniczym elementem nowe struktury jest zintegrowany system transmisji składający się z zestawu lokalnych stacji transmisji danych zbudowanych czynnych ścianach i przodkach przygotowawczych. Do realizacji funkcji ostrzegani o sytuacjach awaryjnych i przedawaryjnych przewiduje się również sprzężenie systemu z urządzeniami głośnomówiącej łączności technologicznej.

Baza danych podziemnej części systemu powinna zawierać rejestrowane na bieżąco wyniki pomiarów z zakresu aerologii (wentylacja ze szczególnym uwzględnieniem zawartości metanu i stanu obiektów technologicznych oraz oprogramowanie przeznaczone do wykonywania prognoz stężeń gazów w rejonie ściany. Parametry środowiska, określające poziom zagrożeń są monitowane przez stacje pomiarowe. Są to: – stacje PPA służące do wykonywania pomiarów jakości i ilości powietrza (CO, O2, prędkość przepływu powietrza, ciśnienia, temperatura), zlokalizowane na końcach wyrobiska ścianowego – na jego wlocie i wylocie; -stacje PMS służące do akwizycji danych metanometrycznych za pomocą sieci czujników (M) rozmieszczonych wzdłuż wyrobiska ścianowego z możliwością wykorzystania komunikacji bezprzewodowej; -stacje MPT przeznaczone do akwizycji stanów podstawowych urządzeń ciągów technologicznych w rejonie ściany, tj. kombajnu, obudowy zmechanizowanej i przenośników.

Ponadto w kopalniach zagrożonych tąpaniami zestaw pomiarowy może być uzupełniony o stację akwizycji danych sejsmicznych monitorującą sygnały z sieci geofonów. Dane ze wszystkich monitorowanych urządzeń (wentylacja, metan, maszyny i urządzenia ciągów technologicznych, sejsmologia) są przekazywane do lokalnej stacji transmisji a stamtąd do urządzeń komputerowych rejonowego i powierzchniowego centrum dyspozytorskiego.

-Odmienność nowego, systemu monitorowania zagrożeń i nowa filozofia działania spowodowały, że w opracowanym prototypie nie mogły być zastosowane czujniki i urządzenia transmisji danych -wyjaśnia dr inż. Stanisław Trenczek.

Konieczne było opracowanie kilku nowych elementów z zakresu przyrządów pomiarowych i transmisyjnych. Pierwsze z nich to czujniki parametrów aerologicznych do pomiaru składu chemicznego i parametrów fizycznych powietrza kopalnianego. Zestaw tworzą czujniki gazometryczne typoszeregu Exx o jednolitej konstrukcji mechanicznej i elektronicznej, w tym czujnik metanu ECH oraz czujniki do pomiaru innych parametrów (CO, CO2, O2), przystosowane do wymagań systemu (zasilanie, sygnał wyjściowy), czujniki parametrów fizycznych AS-3CR (prędkość przepływu powietrza) i THP-2CR (ciśnienie bezwzględne, wilgotność, temperatura). Drugim elementem jest pulpit operatorski POp umożliwiający aktywizację, wizualizację i archiwizację danych z sieci iskrobezpiecznych czujników parametrów aerologicznych i technologicznych. Jest on wykorzystywany w systemie monitorowania i prognozowania zagrożeń, gdzie pełni rolę monitora lokalnych stacji akwizycji danych pomiarowych. W zależności od wersji oprogramowania i konfiguracji złącz może pracować jako monitor stacji pomiaru parametrów aerologicznych (PPA), metanometrycznych (PMS) lub technologicznych (MPT). Nowym elementem jest zasilacz akumulatorowy EZA-1 przeznaczony do zasilania elektrycznych urządzeń iskrobezpiecznych, wymagających stabilizowanego napięcia stałego 12 V w sytuacjach awaryjnych, gdy zasilanie sieciowe zostało wyłączne. Jest on wykorzystywany do buforowego zasilania monitorów, pulpitów operatorskich i czujników stacji pomiarowych parametrów aerologicznych i metanometrycznych dal zapewnienia wymaganej przepisami autonomicznej pracy w okresach, gdy wyłączone jest zasilanie sieciowe. Również nowością jest górniczy komputer przemysłowy GKP-09 przeznaczony do wizualizacji, rejestrowania oraz sterowania procesem wydobywczym w kopalni węgla kamiennego. Komputer klasy IBK PC wraz z pozostałymi podzespołami zamknięty jest w ognioszczelnej osłonie i może pracować w środowiskach zaliczanych do stopnia a, b, c niebezpieczeństwa wybuchu metanu oraz klasy A lub B zagrożenia wybuchem pyłu węglowego. W systemie monitorowania i prognozowania zagrożeń komputer GKP-09 pełni rolę terminala. Wersja iskrobezpieczna komputera może służyć jako serwer rejonowego centrum dyspozytorskiego, zasilany podczas przerw w zasilaniu sieciowym z zasilacza akumulatorowego EZA-1. Ostatnim z istotnych elementów jest system transmisji, pozwalającym na współpracę urządzeń dołowych systemu monitorowani i prognozowani zagrożeń z dowolnego typu systemem transmisji, wyposażonym w interfejs RS-485. W rozwiązaniu prototypowym zastosowano opracowany w ITI EMAG system typu ZIST, zaprojektowany jako uniwersalny światłowodowy system transmisji o dużej przepustowości. System składa się z oddzielnych pod względem konstrukcyjnym i funkcjonalnym urządzeń, w terminologii systemu nazwanych modułami, z których można budować struktury komunikacyjne w układach ringu, struktury drzewiaste i mieszane o różnej wielkości, zależne od potrzeb, upodobań i możliwości finansowych użytkownika. Wraz z rozwojem systemu, w zależności od zapotrzebowani, zestaw ten może być uzupełniany kolejne moduły i punkty dostępne.

Przeprowadzone w niegazowej kopalni „Guido” testy funkcjonalne systemu oraz w zagrożonej wybuchami metanu kopalni „Bielszowice” badania terenowe pozwoliły na sprawdzenie nowo zaprojektowanych przyrządów pomiarowych i sprzętu telekomunikacyjnego w różnych, w tym bardzo trudnych warunkach. Wyniki badań potwierdzają, że nowa koncepcja oceny poziomu zagrożeń realizacji monitorowania i predykcji jest możliwa do zastosowania w praktyce.

Oprac: Mira Borkiewicz

(na podstawie artykułu Stanisława Trenczka „Ocena oraz predykcja zagrożeń”)

Zobacz pozostałe numery

Sporo się u nas dzieje.

Bądź zawsze na bieżąco.

ZAPISZ SIĘ DO NEWSLETTERA

Ta witryna jest zarejestrowana na wpml.org jako witryna deweloperska. Przełącz na klucz witryny produkcyjnej, aby remove this banner.