Biuletyn Górniczy Nr 5-6 (227-228)

Brak informacji.

Sejm uchwalił nowelizację Prawa geologicznego i górniczego zgodnie z rządowym projektem

Moda na gaz łupkowy i impulsy „nowego otwarcia” na inwestorów i konkurencję, dzięki którym rząd po ponad dwóch latach marazmu i sporów w końcu błyskawicznie przeforsował w Sejmie nowy kształt Prawa geologicznego i górniczego, przysłużą się także ożywieniu operacji górniczych przy eksploatacji węgla. A przede wszystkim mogą zwiastować karierę największego konkurenta łupków w Polsce: metanu ze złóż węglowych.

Uchwalona na początku czerwca przez Sejm RP nowela ustawy Prawo geologiczne i górnicze wieńczy wieloletnie obietnice rządu, który zapowiadał uproszczenie i unowocześnienie przepisów w zakresie poszukiwania i pozyskiwania gazu z odwiertów łupkowych. Powołując pod koniec 2013 roku Macieja Grabowskiego na ministra środowiska oraz nowego Głównego Geologa Kraju, którym został Sławomir Brodziński (pochodzący z Gliwic były dyrektor generalny Wyższego Urzędu Górniczego w Katowicach a potem szef korpusu Służby Cywilnej w Warszawie), premier Donald Tusk nie ukrywał, że ich misją będzie jak najszybsze przecięcie sporów, jakie toczono od ponad dwóch lat przy rządowych pracach nad projektem ustawy o wydobyciu węglowodorów i doprowadzenie do uchwalenia projektu nowelizacji ustawy.

 

Dlaczego rząd dodał gazu?

Nie jest tajemnicą, że gazu rządowym pracom nad ustawą dodały spektakularne ucieczki z Polski kilku globalnych kolosów na rynku odwiertów łupkowych, które zaczęły poważnie niepokoić opinię publiczną, wyczekującą polskiej rewolucji łupkowej. Do obawy przed rosnącą konkurencją zagranicy przyznał się sam premier.

– Pieniądze, które można na świecie znaleźć, by inwestować je w poszukiwanie i wydobycie, są ograniczone, tymczasem coraz więcej krajów stawia na gaz łupkowy – tak Donald Tusk tłumaczył pilność zmian.

W istocie nowela Prawa geologicznego jest pierwszym nad Wisłą widomym znakiem tej rewolucji. Zapewniła ona Stanom Zjednoczonym (podkreślmy – po około 20 latach badań i przygotowań) pozycję absolutnego lidera w eksploatacji nowego i obfitego źródła paliw, olbrzymią nadpodaż energii, przy okazji doprowadzając do fali eksportu węgla kamiennego z USA do Europy i Azji wraz z niespotykaną wcześniej dynamiką spadku cen węgla na rynkach (do poziomu zaledwie 68-71 dol. w portach ARA w połowie czerwca).

Łupków ci u nas dostatek

Wielogłos na temat polskich zasobów węglowodorów (głównie metanu) ukrytych w skałach łupkowych od kilku już lat wprowadza zamieszanie przy ocenie naszych szans. Jednak powodów do optymizmu jest więcej, niż wątpliwości. Według danych Ministerstwa Środowiska aktualny szacunek zasobów wykonany przez Państwowy Instytut Geologiczny przewiduje, że mamy w Polsce na obszarze 41 tys. km kw. (zaledwie ponad 10 proc. powierzchni państwa) 768 mld m sześć. gazu z łupków i ok. 270 mln t ropy (na dwukrotnie mniejszym badanym obszarze). Dużo czy mało? Taka ilość (nawet jeśli wielokrotnie skromniejsza, niż elektryzujące medialne szacunki z końca pierwszej dekady XXI w.) pokrywa zapotrzebowanie polskich odbiorców na gaz ziemny (ok. 15 mld m sześc. rocznie) przez następnych 51 lat. Inną miarą, o co naprawdę toczy się gra, są szacunki zysków z ewentualnego wydobycia gazu łupkowego w Polsce: w 2017 roku mają wynieść 200 mln zł a za kilkanaście lat już 1,5 mld zł. W radiowym wywiadzie na kilka dni przed uchwaleniem przez Sejm nowelizacji ustawy minister środowiska Maciej Grabowski zasugerował, że zyski te mogą być jeszcze większe.

– Może to być i więcej i mniej, bowiem pewne szacunki trzeba było przyjąć. Ja uważam, że one są stosunkowo ostrożne – tłumaczył.

 

Polska wierci na potęgę

Wbrew malkontentom Polska zachowuje w Europie pionierską pierwszą pozycję w dziedzinie poszukiwań gazu – na początku tego roku mieliśmy 50 odwiertów, w tym 20 szczelinowanych, a w połowie roku już 63 odwierty oraz aż 30 zapowiedzianych przez inwestorów do grudnia. Dla porównania Wielka Brytania, która plasuje się za nami na drugim miejscu najaktywniejszych państw łupkowych, może poszczycić się… 8 odwiertami.

Dlaczego jednak kilka światowych koncernów ogłosiło wycofanie się z dalszych wierceń? Wtajemniczeni twierdzą, że nie musi to mieć realnego związku z wynikami geologicznymi prac, natomiast samo pojawienie się owych gigantów i umiejętne nakręcanie przez nich boomu łupkowego w Polsce w ciągu kilku lat, mogło mieć przede wszystkim giełdowym wymiar gry na zwyżkę notowań. Chętnych z pewnością nie brakuje, rząd w projekcie ustawy zadbał nawet o osłabienie gigantów, wprowadzając możliwość współpracy kilku koncesjonariuszy (pod kierunkiem jednego operatora), który zwiększa szansę mniejszych i średnich graczy.

– Z kraju wyszły wprawdzie niektóre globalne koncerny, ale nie darłbym nad tym szat. Nie brakuje nam inwestorów – upewnia Brodziński.

Minister Grabowski natomiast zapowiada, że upragniony przełom nadejdzie jeszcze w 2014 roku.

– Liczymy na to – i to nie są puste słowa, bowiem bazują na tym, jakie informacje uzyskujemy od inwestorów – że będzie odwiert, który pokaże, że ilości przemysłowe z jednego odwiertu są możliwe do uzyskania – powiedział, akcentując rolę odbiurokratyzowanego prawa w łupkowym sukcesie Polski.

 

Przyspieszenie zależy od prawa i technologii

Dlaczego przepisy przyjazne dla inwestorów są tak ważne? Ponieważ stanowią – obok technologii – jedną z dwóch osi, na których toczy w USA i całym świecie wehikuł łupkowej rewolucji. Nie mogło jej unieść stare rodzime prawo górnicze z powodu m.in. skomplikowania i długotrwałości procedur, na które gremialnie skarżyli się inwestorzy zagraniczni. Większość z nich bazuje na amerykańskich kapitałach, technologiach i stylu działania w biznesie.

– Zobowiązałem się, by wprowadzić klarowne reguły gry – tłumaczy cel nowelizacji ustawy wiceminister Brodziński. – Oddziałuję na podległe departamenty, nadzór górniczy i inspekcję ochrony środowiska, by współpracowały w lepszym tempie, nie spowalniając inwestorów. Drugi nurt spodziewanych korzyści jest taki, że po uchwaleniu nowego prawa, społeczeństwo i państwo będą mogły powiedzieć inwestorom: „Sprawdzam! Czy mając to, na co czekaliście, utyskując na trudności, jesteście teraz gotowi inwestować?”. Rozumiem, że to ciężka biznesowa decyzja. Przy jednym odwiercie ze szczelinowaniem mówi się o wydatkach na poziomie 15 mln dol. – Główny Geolog Kraju podkreśla, że do sukcesu potrzebnych są setki takich odwiertów. Dodaje: – Ponieważ jesteśmy świadomi, jak kosztowne jest rozpoznawanie złóż łupków, stworzyliśmy możliwość łączenia na jednym etapie koncesyjnym poszukiwań gazu z rozpoczęciem jego eksploatacji, bo ta ostatnia przynosi profity.

Brodziński tłumaczy, że warunki geologiczne są w Polsce trudniejsze dla poszukiwaczy w łupkach niż w USA. Przepuszczalność skał łupkowych jest inna i kompanie w trakcie kolejnych etapów wierceń (zob. ramka) muszą wynaleźć optymalne techniki, by „trafić” w lokalną specyfikę. Gdy się to już uda, trud, czas i nakłady wynagrodzą sobie z nawiązką

 

Jedna koncesja i łupkowe przywileje

– Do tej pory ten, kto podjął decyzję, że chce szukać gazu musiał ubiegać się o minimum trzy koncesje [poszukiwawcza, rozpoznawcza i wydobywcza – przyp. red.]. Dziś proponujemy rozstrzygnięcie, aby mając jedną koncesję po prostu był władny nie tylko poszukiwać gazu, ale także wydobywać i sprzedawać ten gaz – chwalił nowe rozwiązanie premier Tusk. Wyliczył też inne przywileje zarezerwowane dla łupków: zwolnienie z opodatkowania wydobycia gazu do 2020 roku a potem 40 proc. granicę daniny, którą maksymalnie zapłaci inwestor, wydobywając gaz łupkowy w Polsce. By zapewnić odwiertom nieodzowną przychylność społeczną, zwiększą się procentowo korzyści „samorządów łupkowych” z opłaty eksploatacyjnej a za to mniej w udziale przypadnie Narodowemu Funduszowi Ochrony Środowiska.

Dwie oddzielne dokumentacje geologiczną złoża i projektu zagospodarowania złoża postanowiono zastąpić jedną – geologiczno-inwestycyjną. Obiekty budowlane związane bezpośrednio z badaniem złóż węglowodorów nie będą już wymagały pozwolenia budowlanego, a tylko zgłoszenia w nadzorze górniczo-geologicznym. Łatwiej będzie zdobyć przedsiębiorcy decyzję środowiskową. Dotąd procedura musiała poprzedzać wydanie koncesji, była czasochłonna, kosztowna i pełna wieloznacznych przepisów. Teraz wystarczy wystąpić o nią dopiero przed rozpoczęciem wierceń. Wydane już koncesje zachowują ważność, przez 2 lata można będzie przekształcić je w jedną i przystąpić do nowego systemu lub wydłużyć o 3 lata, lecz nie dłużej, stare koncesje cząstkowe.

Wprowadzono możliwość wykonywania badań geofizycznych na podstawie zgłoszenia, przez co wzrośnie konkurencyjność i przybędzie wyspecjalizowanych w takich badaniach firm.

 

Otwarte drzwi dla kariery metanu

Tyle przywilejów, które zaprojektowano z myślą o łupkach. Pozostałe pomysły nowego prawa geologicznego i górniczego wbrew pozorom nie ograniczą się tylko do szczelinowanych skał.

Rychło przekonamy się, że powinny wywierać wpływ na całe górnictwo kopalin: bezpośrednio w nowych przepisach lub pozwalając wyobrazić sobie kierunek zmian w najbliższej przyszłości.

Otóż po pierwsze gaz pozyskiwany za skał łupkowych zawiera w składzie ten sam metan, którego olbrzymie rezerwy oszacowane zostały dużo dokładniej i bez wątpliwości w polskich pokładach węgla kamiennego. W Górnośląskim Zagłębiu Węglowym metanu może być 250 mld m sześc. a zasoby bilansowe, czyli wydobywalne, wynoszą ok. 170 mld m sześc. Wielu geologów uważa, że odpowiada to rzeczywistemu potencjałowi z odwiertów łupkowych. Zwraca się przy tym uwagę, że pozyskanie metanu z węgla kosztować będzie kilkakrotnie mniej.

Projekt odmetanowania pokładów kopalni Mysłowice-Wesoła otworami kierunkowymi wierconymi kilometr w głąb z powierzchni wszedł właśnie w zaawansowaną fazę, gdy osiągnięto pod ziemią precyzyjny cel wierceń a złoże węgla czeka na hydroszczelinowanie. Identyczne lub bardzo podobne technologie stosowane są w górnictwie łupkowym.

 

Pokłady szczelin dla „opadu”

– W otwór zamierzamy na przełomie czerwca i lipca wtłoczyć do nieeksploatowanych pokładów węgla 501 i 510 wodę z tzw. propantem, czyli np. z piaskiem, pod ciśnieniem 200-300 atmosfer. Spowoduje to powstawanie mikroszczelin w złożu, a piasek nie pozwoli, by skała pod ciśnieniem górotworu zakleszczyła się z powrotem, w efekcie czego gaz będzie miał czym ujść do otworu produkcyjnego, czyli pionowego – tłumaczy dr Janusz Jureczka, kierownik projektu i pracownik Oddziału Górnośląskiego Państwowego Instytutu Geologicznego, który to realizuje pionierskie doświadczenie pod nadzorem Ministerstwa Środowiska i za pieniądze NFOŚiGW. Na wiercenia wydano najwięcej – 17 mln zł a razem ze szczelinowaniem budżet ma zamknąć się sumą dwudziestu kilku milionów zł. Geolodzy liczą, że ze spękanych skał węglowych uwolni się ok. 70 proc. uwięzionego metanu.

Niezależnie od faktu, że przestałby być odpadem górnictwa węgla a stałby się wartościowym paliwem (dziś w instalacjach z odmetanowania zużywamy do ogrzewania i produkcji prądu tylko 200 mln t metanu rocznie, najwięcej w KHW i JSW), górnicy schodziliby później po węgiel do znacznie bezpieczniejszych wyrobisk, w których poziom zagrożenia metanowego spadałby dzięki nowej metodzie np. z IV do II lub nawet I kategorii.

 

Łupkowe inspiracje w georeaktorze

Analogie do łupków są uderzające: dopóki w USA w pierwszych latach XXI w. nie udało się opanować technologii wierceń poziomych (wzdłuż złoża, ich nieznajomość była przyczyną odwrotu Amerykanów z Górnego Śl. w latach 90., gdy próbowali wypuszczać metan, przebijając się pionowo przez zbyt cienkie w takim przypadku warstwy węgla) rezultaty niekonwencjonalnych poszukiwań gazu były zniechęcające i tylko wizjonerstwo, upór oraz nadzieja na niebotyczne korzyści doprowadziły badaczy do triumfu łupkowego. Podobieństwo sytuacji i wyzwań akcentował m.in. prof. Tadeusz Słomka, rektor Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, gdy wiosną tego roku w kopalni Wieczorek w KHW rozpoczynał się unikalny eksperyment zgazowania węgla w georeaktorze 400 m pod ziemią. – Do uzyskania dojrzałej technologii potrzebujemy cierpliwości i czasu – mówił prof. Słomka, przypominając, że zanim faktem stała się dzisiejsza rewolucja łupkowa w USA, od pierwszych prób do sukcesu minęły aż dwie dekady.

 

Miliony na made in Poland

O rozwijanie polskich technologii łupkowych zadba Narodowe Centrum Badań i Rozwoju (które wspiera też eksperymenty węglowe) w programie Blue Gas – Polski Gaz Łupkowy. Od 2012 roku wspólnie z Agencją Rozwoju Przemysłu SA dofinansowało kilkadziesiąt wybranych projektów badawczo-rozwojowych firm sumą ok. 130 mln zł.

– Konkurs pozwala uzyskać bardziej efektywne i dostosowane do polskich warunków metody wydobycia gazu łupkowego – mówi minister nauki i szkolnictwa wyższego prof. Lena Kolarska-Bobińska. Jednym z polskich wynalazków technologicznych jest np. użycie ciekłego dwutlenku węgla do eksploatacji łupków, a zdaniem szefa NCBiR prof. Krzysztofa Jana Kurzydłowskiego duży udział środków prywatnych w ocenianych projektach daje gwarancję, że nawet, gdy wydają się być ryzykowne, są w rzeczywistości racjonalne i uzasadnione ekonomicznie, gotowe do szybkich i skutecznych wdrożeń.

 

Cierpliwość w różnych kierunkach

W pilotażu ze zgazowaniem złoża w Wieczorku oraz z odmetanowaniem w Wesołej sięgnięto m.in. po technikę szczelinowania skały węgla – atrybut wydobycia gazu ze struktur łupkowych.

– Badania pilotażowe odmetanowania z powierzchni rozpoczął mój poprzednik a wiercenia ze szczelinowaniem pokładów węgla (takie jak obecnie w kopalni Wesoła) powinny być kontynuowane. Znaczenie bardziej złożone jest podziemne zgazowanie węgla. Pomysł ciekawy i znany od stu lat, ale fakt, że nie udało się przez tak długi czas wdrożyć konkretnych technologii, świadczy o złożoności wyzwania. Z zainteresowaniem czekamy na wyniki eksperymentu w kopalni Wieczorek, które, mam nadzieję, pozwolą nam na wyciągnięcie wniosków co do kształtu ewentualnych zmian prawa górniczego odnośnie zgazowania węgla – zapowiada Sławomir Brodziński.

Jeśli technologie pozyskiwania węglowodorów spod ziemi wykazują podobieństwa, nie inaczej kształtować się będą ramy prawne wytyczone właśnie dla łupków. Tymczasem otwartość, przejrzystość i odbiurokratyzowanie, którymi się one odznaczają, oddziaływać będą także na tradycyjne górnictwo węglowe.

 

Wytęskniona przejrzystość przetargu

Zmiana, którą Główny Geolog Kraju uznaje za najważniejszą węgla i innych kopalin, również rud, to nowy tryb udzielania koncesji na poszukiwanie i rozpoznawanie złóż. Chodzi o procedurę „open door”, czyli porównywanie konkurencyjnych wniosków.

– Czekałem na nią z utęsknieniem, bo znacznie zredukujemy niebezpieczeństwo konfliktów, które pojawiały się wcześniej, np. tak głośnych niedawno wokół złóż rudy miedzi. Po złożeniu przez potencjalnego koncesjonariusza oferty na poszukiwanie na określonym obszarze, informacja zostaje ogłoszona publicznie i w ciągu 90 dni inni zainteresowani kopaliną na tym samym obszarze mogą złożyć konkurencyjne wnioski. Będą one rozpatrywane przez ministerstwo, znikną więc problemy, które nieraz mamy, z zachodzeniem na siebie kopalin, np. soli, rudy miedzi i gazu łupkowego. Kryteria zawarte w prawie górniczym umożliwią udzielenie koncesji w sposób niedyskrecjonalny, jak najdalszy od uznaniowości urzędnika – mówi Brodziński.

 

Do węgla już pchają się chętni

Czy przyjaźniejsze i prostsze prawo górnicze przyciągnie do Polski inwestorów planujących nowe operacje górnicze w złożach węgla? Najnowsze zapowiedzi dotyczą inwestycji górniczych kapitału zagranicznego m.in. w okolicach Wałbrzycha i na Lubelszczyźnie.

– Sytuacja już teraz jest całkiem niezła. Sam byłem zaskoczony, gdy dowiedziałem się, że tylko w ostatnich latach wydano 20 nowych koncesji na poszukiwanie i rozpoznawanie złóż węgla kamiennego. Widać więc ogromne zainteresowanie. Potencjał jest duży, bo mamy już 62 koncesje na wydobycie i w sumie 33 na działalność poszukiwawczą-rozpoznawczą. Bardzo mnie to cieszy – mówi Brodziński i uspokaja, że w żadnym razie nie widzi zagrożenia dla węgla ze strony gazu łupkowego. Gdy już uda się go uwolnić na skalę komercyjną spod ziemi, przez wiele jeszcze lat potrwa budowa odpowiednio wydajnej infrastruktury do transportu gazu łupkowego, czyli stworzenia całej sieci rurociągów. Daje to długą i bezpieczną dla węgla perspektywę czasową.

 

Jak zadbać o strategiczny interes?

Wśród innych nowinek ustawy skrócono z 5 do 3 lat czas roszczenia na ustanowienie użytkowania górniczego z pierwszeństwem oraz okres wyłączności do informacji geologicznej. Cel rządu był taki, by skrócić w ten sposób okres „leżakowania” projektów górniczych.

Ostatnia ze zmian nie bardzo podoba się inwestorom, ale zadowolenie zrekompensowało im przede wszystkim definitywne porzucenie pomysłu na NOKE, czyli Narodowego Operatora Kopalin Energetycznych.

Krytykowana przez górników i rząd a forsowana uparcie przez opozycję koncepcja supernadzorcy, który jednocześnie przymusowo obejmowałby część udziałów w każdym z projektów łupkowych do ostatniej chwili – nawet w Sejmie – powracała pod pretekstem, że państwo musi zachować kontrolę nad swoim strategicznym depozytem energetycznym.

Dlaczego przepisy przyjazne dla inwestorów są tak ważne? Ponieważ stanowią – obok technologii – jedną z dwóch osi, na których toczy w USA i całym świecie wehikuł łupkowej rewolucji. Nie mogło jej unieść stare rodzime prawo górnicze z powodu m.in. skomplikowania i długotrwałości procedur, na które gremialnie skarżyli się inwestorzy zagraniczni.

Co złego w takim pomyśle? Po pierwsze na prawie trzy lata zablokował prace nad nowelizacją a linia konfliktu zaczęła biec nawet między resortami skarbu i środowiska.

– Od początku byłem przeciwny kreowaniu takiej hybrydowej instytucji, która z jednej strony (jako spółka akcyjna) ma cel biznesowy, a z drugiej strony wypełnia cele nadzorczo-kontrolne. Podobnego zdania był mój nowy szef, czyli minister środowiska Maciej Grabowski. Dlatego w zaproponowanej przez nas poprawce NOKE znikło, a razem z nim główny problem w dyskusji wewnątrz rządu – mówi Główny Geolog Kraju, który zaproponował, by zamiast tworzyć nowe byty, po prostu wzmocnić uprawnienia nadzoru geologicznego, górniczego i ministerstwa środowiska.

– Mając kilkanaście nowych etatów z konkurencyjnym i przejrzystym naborem z korpusu Służby Cywilnej jesteśmy w stanie zdecydowanie zwiększyć nadzór nad poszukiwaniem, rozpoznawaniem oraz wydobyciem surowców – mówi Brodziński, który ma przekonanie, że np. przez lepszą koordynację można skutecznie wykorzystać możliwości Służby Cywilnej.

 

Mocniejszy WUG na straży

Na razie tylko w zakresie łupków doprowadził do nowego unormowania współpracy między WUG a Państwowa Inspekcją Ochrony Środowiska, by obie instytucje nie dublowały się ku rozpaczy przedsiębiorców.

Przede wszystkim dzięki nowelizacji ustawy jeszcze bardziej wzrośnie znaczenie Wyższego Urzędu Górniczego. W Katowicach powołano już Departament Wiertnictwa i Górnictwa Otworowego a w Gdańsku powstanie nowy Okręgowy Urząd Górniczy, który będzie się specjalizował w nadzorze nad gazem łupkowym.

Większość komentatorów noweli prawa górniczego docenia rezygnację z NOKE, w której widziano spółkę synekurową. Niektórzy zaznaczają jednak, że operator narodowy w Norwegii czy Holandii sprawdza się i przynosi spore dochody podatnikom. Minister Grabowski zapowiada, że do pomysłu można wrócić po 10-15 latach, gdy poziom produkcji gazu łupkowego przewyższy krajowe potrzeby. Na razie rozwiązanie widzi w ok. 60 etatach dla WUG i Głównego Inspektora Ochrony Środowiska dla urzędników i inspektorów.

 

Zbyt przyjazna, ale w dobrym kierunku

O tym , że nie sposób wszystkim dogodzić, świadczą wypowiedzi ekspertów. Zbytniej otwartości ustawy łupkowej obawia się jeden z niezależnych ekspertów rynku energetycznego Andrzej Szczęśniak, który powiedział dla PAP: – Uważam, że koncepcja rządowa, w tym ta ustawa, idzie znacznie za daleko w preferowaniu inwestorów. Będziemy teraz mieć sytuacje, że staniemy się takim łupkowym rajem podatkowym dla inwestorów, którzy w większości pochodzą z zagranicy i nie będą dzielić się z nami swoimi zyskami.

Z kolei przed drożyzną za gaz z PGNiG z powodu wygórowanej ceny koncesji, która podrożeje o 100 proc. i opłat eksploatacyjnych (wzrost stawek nawet o 400 proc. przy dużym wydobyciu) przestrzega Tomasz Chmal z Instytutu Sobieskiego, który chwali jednak „ciekawe rozwiązania ustawy”, jak łączna koncesja, które zwiększają pewność inwestowania.

– To na pewno krok w dobrym kierunku i zamyka dość rozwlekły rozdział legislacyjny w kwestii gazu z łupków – podsumował.

 

Witold Gałązka
Publicysta tygodnika Trybuna Górnicza

 

 

Czemu Amerykanie nie boją się, że zabraknie im gazu?

Matt Badiali, amerykański analityk S&A Resource Report:

– Gdy George Mitchell zaczął pierwsze eksperymenty z kruszeniem łupków w Fort Worth Texas, jego celem było uzyskanie gazu ziemnego [którego cena ponadtrzykrotnie przewyższała dzisiejszą w USA – przyp. red.]. Jednak pokłady gazonośne, w których wiercił, były zbyt cienkie, by zapewnić płynność dostaw paliwa. Zaczął więc eksperymentować z metodami wierceń poziomych. Po 20 latach wiemy już znacznie więcej o gazie łupkowym i sposobach jego produkcji.

Każdy z łupkowych obszarów gazonośnych wymaga nieco innego podejścia, zależnie od warunków geologicznych. Kwestie te bada się na tzw. naukowym etapie wierceń. Takie firmy jak Baken Shale w Północnej Dakocie mają ten etap właśnie za sobą. Continental Resources przechodził go w połowie pierwszej dekady tego wieku. Nowe przedsięwzięcia, jak Tuscaloosa Marine Shale w Luizjanie lub złoże Cline w Zachodnim Teksasie czy Utica w stanie Ohio – wszystkie wchodzą dopiero w wiercenia na etapie badawczym złóż.

Następny etap – rozwojowy zaczyna się na większych głębokościach, w momencie, gdy firma rozumie, jak głęboko i w których kierunkach zapuszczać wiertła, by uzyskać optymalną podaż gazu ze złoża. Wówczas uzyskuje się najlepsze wyniki ekonomiczne po najniższych możliwych kosztach. Firmy mogą wtedy eksperymentować ze szczelinowaniem skał. Wcześniej w latach 90. dzielono otwory wiertnicze danej kompanii jedynie na dwa piętra: badawczy i rozwojowy. Dzisiaj możliwych jest nawet kilkadziesiąt warstw w jednym wierceniu.

Gdy wiertniczy opanują optymalne techniki, produkcja wzrasta. Obserwuje się wówczas masowy jej przyrost. Wtedy rozpoczyna się etap przemysłowy, w którym kompanie z jednej lokalizacji potrafią nawiercać i eksploatować trzy-pięć warstw. Postępują naprzemiennie lub wiercą równolegle. Warstwy mogą być eksploatowane bardzo blisko siebie (jedna nad drugą) z jednego odwiertu. W taki sposób działa dziś firma Bakken.

Czy istnieją wynalazki pozwalające jeszcze zwiększyć ilość warstw, by rozprawić się z problemem szybkiego wyczerpywania się złóż? Niestety malejąca podaż surowca ze szczelinowanej warstwy jest naturalnym zjawiskiem. Typowe, przeciętne złoże ropy naftowej w piaskach pustyni ma pojemność… 2-litrowej butelki po wodzie sodowej. Gdy się ją potrząśnie i zrobi otwór z boku, zawartość wypłynie pod ciśnieniem, tak samo jak ropa ściskana przez skały. Gdy tylko ciśnienie opadnie, produkcja ustanie.

W warstwach z gazem łupkowym wyczerpywanie się złoża następuje w porównaniu znacznie szybciej. Analitycy, którzy nie rozumieją tych zjawisk, wieszczą nawet niepomyślny koniec dla rewolucji łupkowej. To błąd! Wyczerpanie się pojedynczej warstwy nie stanowi żadnego problemu, wszystko zależy od liczby warstw, w których możemy wiercić.

Powiem więcej: to duże naturalne podziemne zbiorniki ropy i gazu, jakie dotychczas eksploatowaliśmy, są geologiczną anomalią. Dlatego właśnie coraz trudniej jest wykrywać nowe złoża. Typowy układ składa się z 3 elementów: trzeba znaleźć źródło surowca w skale, jakiś rezerwuar podziemny, wypełniony np. piaskiem, o dostatecznej pojemności, który zmagazynuje ropę i gaz. Można zbudować nad nim szyb i wysysać płyn na zewnątrz. Wreszcie potrzebne jest jakieś zamknięcie na wierzchu, zawór, który utrzyma ropę i gaz w zamknięciu.

Dla odróżnienia – gaz łukpowy przypomina dywan pod przykryciem. Jest skała pełna ropy i gazu, która zajmuje nadzwyczaj duży teren, o wiele większy niż typowe złoże ropy. Ta właśnie różnica jest najważniejsza – ilość ropy i gazu w łupkach jest znacznie większa niż w typowym polu naftowym. Dlatego też pojedyncze nieudane otwory nie stanowią problemu. Ilość ropy dostępnej w łupkach znacznie przewyższa tę zamkniętą w polu naftowym. A my dopiero zaczęliśmy kruszyć takie gazo- i roponośne skały!

Złoże łupkowe Eagle Ford było w historii również konwencjonalnym źródłem ropy dla największych pól naftowych przez kilkadziesiąt lat a stale ma jeszcze miliardy baryłek paliwa wewnątrz. Większość inwestorów nawet nie zdaje sobie sprawy, jak ogromne to zasoby!

 

Źródło: mining.com, tłum.: Wig

Prezydent Europejskiego Stowarzyszenia Węgla Kamiennego i Brunatnego Euracoal Paweł Smoleń podsumował 2013 rok w górnictwie węglowym.

Węgiel jest numerem 1 w produkcji energii w Unii Europejskiej i pozostaje naszym najpewniejszym i najoszczędniejszym źródłem prądu elektrycznego. Wskutek splotu przyczyn w 2013 r. spalanie węgla w UE zmalało o 4 proc., mimo że ceny węgla były bardzo konkurencyjne względem gazu ziemnego. Międzynarodowy rynek węgla przynosi znaczące zyski a Europa korzystała na silnej konkurencji między eksporterami węgla z Rosji, Kolumbii i USA.

Przez ostatnich 5 lat ceny węgla spadły do mniej więcej jednej trzeciej ich szczytowego poziomu przed kryzysem. W 2013 r. przeciętna cena węgla sprowadzanego do Europy północnej i zachodniej w kontraktach bieżących wynosiła 82 dol./t, stanowiąc wymagający punkt odniesienia dla rodzimych producentów.

Jednocześnie kompanie wydobywające węgiel kamienny i brunatny musiały wytrzymać presję wywieraną na nie przez elektrownie. Ceny hurtowe energii elektrycznej zanurkowały do najniższych poziomów w wielu krajach członkowskich UE, mimo że odbiorcy płacą za prąd bardzo drogo. A to dlatego, że prąd z odnawialnych źródeł energii oferowano w hurcie po niskiej, a nawet zerowej cenie, czerpiąc dochód przede wszystkim z hojnych „zielonych” dotacji płaconych przez rządy lub odbiorców końcowych spoza rynku hurtowego.

W efekcie utrzymywanie się niskich cen w hurcie oznaczało, że wielu członków Euracoal ma za sobą bardzo ciężki rok.

 

Głód rozsądnej polityki

Przyszłości wypatrujemy z nadzieją na rozumną politykę energetyczną, która odkryje prawdziwą wartość bezpiecznych, różnorodnych i elastycznych źródeł energii, takich właśnie jak węgiel i węgiel brunatny.

Przemysł Europy po kryzysie światowym wykazywał oznaki zdrowienia w latach 2009-2011. Niestety z danych za 2012 r. wynika, że jego udział w PKB Unii Europejskiej zmalał z 15,5 do 15,1 proc., daleko niżej od poziomu 20 proc. ambitnie ustanowionego przez Komisję Europejską na 2013 r. Większość branż przemysłowych jeszcze nie podniosła się z kryzysu; wartość górnictwa węglowego skurczyła się aż o 27 proc., mimo że usługi okołogórnicze wykazują wzrost jako jeden z niewielu sektorów.

 

Węgiel też nowoczesny

Komisja Europejska określiła 6 priorytetów polityki wzrostu i ożywienia ekonomicznego. To zachęcające, że zaliczono do nich zarówno zaawansowane metody wydobycia kopalin jak również wydajne energetycznie technologie przemysłowe. Priorytety te nie powinny ograniczać się jednak tylko do surowców nieenergetycznych: trzeba objąć nimi węgiel, który odpowiada za 29 proc. produkcji elektryczności w UE (wg. danych z 2012 r.). Efektywność energetyczna elektrowni węglowych może i powinna być ulepszana dzięki nowym inwestycjom w ich modernizację i odnawianie.

 

Banki niszczą perspektywy

Widoki na takie inwestycje zostały bezprzykładnie zniszczone w 2013 r. W czerwcu prezydent Obama obiecał, że amerykański bank Ex-Im (US Export-Import Bank) wstrzyma finansowanie projektów węglowych i wezwał międzynarodowe instytucje finansowe, by poszły tym samym śladem. W lipcu zarówno Bank Światowy jak i EBI (Europejski Bank Inwestycyjny) ogłosiły nowe strategie kredytowe dla branży energetycznej. Bank Światowy zapowiedział, że „w wyjątkowych sytuacjach” udzieli pożyczek wyłącznie projektom całkowicie nowych elektrowni opalanych węglem, natomiast dyrektorzy Europejskiego Banku Inwestycyjnego postanowili, żeby oprzeć decyzje co do przyszłych kredytów na takich standardach emisyjnych, które są niemożliwe do spełnienia dla elektrowni węglowych. Rozwiązanie to jest niezgodne z prawem UE, które gwarantuje państwom członkowskim wolność eksploatacji ich własnych zasobów i wyboru ich własnych miksów energetycznych.

Następnie w grudniu 2013 r. rada Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju przegłosowała kredytowanie projektów węglowych tylko „w rzadkich i wyjątkowych okolicznościach”, mimo że we wcześniejszych dokumentach tego banku po konsultacjach publicznych głoszono zrozumienie dla znaczenia węgla w rozwoju gospodarczym. Wnioskiem, który wypływa z wszystkich tych decyzji, może być założenie, że węgiel dla się zastąpić gazem, tylko skąd go weźmiemy i jakim kosztem?

 

Moment na bilans strat

Ożywienie pogrążających się w stagnacji gospodarek Europy było priorytetem politycznym w 2013 r. Rachować zaczęto zatem koszt polityki klimatycznej UE, wnosząc do debaty na temat priorytetów przyszłej unijnej polityki energetycznej pożądaną wagę takich elementów, jak mianowicie bezpieczeństwo energetyczne, rozwój ekonomiczny i ochrona środowiska. Po wielu latach przyjmowania, że konsumenci energii zechcą płacić za „zieloną” rewolucję, stało się jasne, że należałoby jednak odkręcić dotychczasowy system dotowania energii. Problem dostępności energii dla mieszkańców i odbiorców przemysłowych nigdzie nie objawił się groźniej, niż w Bułgarii, gdzie rząd upadł w lutym 2013 r. z powodu wysokich cen elektryczności.

 

Chińczycy zbudują Europę jutra?

W porównaniu do Europy inne regiony poza nią korzystają z takich zalet sprzyjających przemysłowi, jak węgiel w Azji i gaz łupkowy w Ameryce Północnej. Liberalizacja unijnego rynku energii miała w zamiarze wzmocnienie konkurencji i osłabienie cen dla wszystkich odbiorców, dając pomocny impuls rozwojowi konkurencyjnego przemysłu. Jak dotąd, po dziesięciu latach, udział UE w produkcji globalnej zmalał z około 30 proc. do 20 proc., gdy Chiny i inne gospodarki wschodzące błyskawicznie zwiększyły wyniki wytwórczości od butów i odzieży po panele słoneczne i elementy dla elektrowni jądrowych. W 2013 r. chińska kompania BYD (największy na świecie producent baterii i akumulatorów do urządzeń elektrycznych oraz do zastosowań przemysłowych – przyp. red.) uzyskał dopuszczenie w UE dla swych autobusów elektrycznych, dołączając do rosnącej liczby chińskich przedsiębiorców, którzy chcą przelicytować nowymi technologiami kompanie europejskie, tworzące w idei podwaliny dla Europy jutra.

W przemyśle węglowym wierzymy, że dostatnie i kwitnące społeczeństwa przywiązują uwagę do całego łańcucha wartości: od wydobycia surowców po produkcję i marketing produktów. Założenie, że Europa potrafi w jakiś sposób zmonopolizować najwartościowszy, końcowy etap łańcucha dostaw, jest po prostu błędem. Tak długo, jak podstawowe czynniki produkcji będą w ich zasięgu, nasi konkurenci użyją swych przewag, by pokonać nas na wszystkich etapach.

 

Z deszczu pod rynnę

Dla wielu państw członkowskich UE obietnica uwolnionych rynków była długo oczekiwaną ucieczką od ciemnych dni centralnego planowania. I oto państwowe planowanie powraca w formie celów unijnych, pokrywających obszary gospodarek, którymi powinien sterować rynek a nie cele. Do 2030 r. pojedynczy cel dla emisji gazów cieplarnianych nadaje się do obrony, w przeciwieństwie do rozlicznych celów dotyczących OZE i efektywności energetycznej.

 

Koniec rynku dla wybranych!

Euracoal popiera docelową redukcję gazów cieplarnianych, uzgodnioną na poziomie międzynarodowym i postrzega Europejski System Handlu Emisjami (ETS) jako narzędzie do osiągnięcia tego celu w efektywnie ekonomiczny sposób. Akceptuje tworzenie dowolnych miksów paliwowych, jako dowód na brak wpływu politycznego na rynek. Niestety Europejski System Handlu Emisjami został zawłaszczony przez aktywistów, którzy chcą, by dostarczył on wyników, sięgających ponad ustalone poziomy redukcji emisji. Chcą oni, by poszczególne technologie lub paliwa zwyciężyły na zmanipulowanym rynku przy zawyżonych cenach węgla. Jest to całkowicie nie do przyjęcia. Niektóre z technologii OZE są już na tyle dojrzałe, że nie wymagają dalszego wsparcia publicznego; dostawcy gazu ziemnego powinni konkurować przy pomocy cen, zamiast korzystać z niewypracowanej przez nich renty ekonomicznej polityki klimatycznej UE. Politycy muszą użyć całej mocy antymonopolowego prawa UE, by przeciwstawić się oligopolom dostawców gazu do Unii i Euracoal wita z zadowoleniem pierwszy krok podjęty przez Komisję Europejską w tym kierunku.

Przemysł węglowy zmaga się z konkurencją ze strony całkowicie wolnego rynku międzynarodowego i musi walczyć o wyższą produktywność albo zginie. Inne branże nie powinny być osłaniane przed naciskami tegoż rynku, ponieważ ogólnie biorąc są one dobre dla osiągnięcia dobrobytu w długim terminie.

 

Krótka radość po głosowaniu

Pomimo to w 2013 r. debata w Brukseli skupiała się na krótkoterminowych krokach, które nad zasady panujące na rynku węglowym przedkładały wyróżnianie wybranych części przemysłu energetycznego. W celu obrony podstawowych zasad handlu węglem Komitet Polityki Energetycznej Euracoal podjął kampanię przeciw forsowanemu przez Komisję Europejską w trybie tzw. „back-loadingu” wycofaniu z przetargów 900 mln zezwoleń ETS. Ku zaskoczeniu wielu Parlament Europejski zagłosował w kwietniu przeciw propozycji Komisji. Radość w Euracoal trwała krótko, bo niemal identyczna propozycja przeszła w lipcu. Tym niemniej mieliśmy do czynienia z rzadkim pokazem siły PE, który ostrzegł Komisję przed wpływaniem na rynek. Pomysł KE na strukturalną reformę Europejskiego Systemu Handlu Emisjami z pewnością prowadzić będzie do gorętszej debaty. Wraz z końcem kadencji PE i KE propozycje te mogą się znacznie odsunąć w czasie – po wyborach parlamentarnych w maju 2014 r. nowa KE powołana zostanie w listopadzie.

 

Zezwólcie na inwestowanie!

Na koniec 2013 r., który ogłoszono „rokiem powietrza”, KE przyjęła nowy pakiet programów ochrony czystości atmosfery dla Europy, umieszczając w nich nowe normy czystości powietrza i rewidując Dyrektywę w sprawie Krajowych Poziomów Emisji (NEC) przy pomocy zaostrzonych norm dla 6 czynników zanieczyszczeń. Zaproponowano też nową Dyrektywę w sprawie ograniczenia zanieczyszczeń ze średniej wielkości elektrowni konwencjonalnych. Komitet Ochrony Środowiska Euracoal śledził bacznie wdrażanie tych pakietów, by zagwarantować, że argumenty przemysłu węglowego zostaną wysłuchane w trakcie procesji legislacyjnego. Punktem wyjścia dla naszego stanowiska jest spostrzeżenie, że między 1980 a 2009 rokiem emisje dwutlenku siarki i tlenków azotu w UE ograniczone zostały odpowiednio o 80 i 57 proc., gdy jednocześnie zapotrzebowanie na energię elektryczną wzrosło o 75 proc. Przy dzisiejszych dostępnych komercyjnie technologiach elektrownie węglowe emitują bardzo niewiele konwencjonalnych zanieczyszczeń powietrza. Tak więc możliwy jest dalszy znaczący postęp w ograniczaniu zanieczyszczeń, pod warunkiem jednak, że zezwoli się na inwestowanie. Dziś stare elektrownie opalane węglem są zamykane z powodu obowiązujących przepisów ochrony środowiska, pozostawiając niektórym państwom członkowskim bardzo niewielkie marginesy mocy energetycznych.

 

Demokracja umiera w panice

Niemile zaskoczyło nas, że wcześniej w ciągu roku wmieszano problem jakości powietrza do agendy klimatycznej, gdy Greenpeace i HEAL (organizacja Healts and Environment Alliance – Porozumienie na rzecz Zdrowia i Środowiska – przyp. red.) wydały raporty ostrzegające przed przedwczesną śmiercią z powodu zanieczyszczeń z elektrowni węglowych. Przekonanie Euracoal, że UE odniesie korzyść z pewnych, dostępnych i bezpiecznych dostaw prądu elektrycznego (którego 29 proc. pochodzi z elektrowni węglowych) zignorowano w tych raportach. Zamiast tego użyto zestawień statystycznych, by wzbudzić panikę na punkcie zupełnie szczególnych ryzyk, które pozostają w rzeczywistości niewielkie i niemierzalne. W listopadzie Euracoal współorganizował Światowy Szczyt Węglowy w Polsce. Przyciągnął on uwagę mediów protestami antywęglowymi działaczy, którzy skarżyli się, że przemysł węglowy nie ma prawa uczestniczyć w dialogu na temat zmian klimatu. Przemysł węglowy ogłosił, iż uznaje się jak najbardziej nie tylko za część problemu klimatycznego, ale również za część rozwiązania w tej kwestii. Mówiąc słowami Marii van der Hoeven, szefowej Międzynarodowej Agencji Energetycznej (IEA) podczas konferencji w Paryżu: „czy się to komu podoba, czy nie, węgiel jest i na długo pozostanie w grze”.

Wyzwaniem dla demokracji stały się pretensje organizacji pozarządowych do reprezentowania społeczeństwa, trzeba jednak spytać, czy rzeczywiście je reprezentują? Budżety tych NGO zasilane są głównie przez rządy i zamożnych beneficjentów; przyciągają aktywistów, którzy nie mają zamiaru brać udziału w demokratycznej debacie; tymczasem nie odpowiadają przez jakąkolwiek konkretną grupą obywateli. Euracoal jest odpowiedzialna przed kompaniami przemysłowymi, które zatrudniają około 600 tys. osób; utrzymywana jest w całości przez swoich członków; nie stosuje taktyki zastraszania i wzbudzania paniki.

 

Ignorancja, która przeraża

Być może najbardziej przerażające przesłanie sformułowała podczas Szczytu Klimatycznego i Szczytu Węglowego jesienią 2013 r. Christiana Figueres, sekretarz wykonawcza UNFCCC (Ramowa konwencja Narodów Zjednoczonych w sprawie zmian klimatu – przyp. red.). Wezwała ona przemysł węglowy do „zamknięcia wszystkich istniejących elektrowni subkrytycznych; wdrożenia bezpiecznego wychwytu, utylizacji i składowania dwutlenku węgla we wszystkich nowych elektrowniach, nawet najwydajniejszych; pozostawienie pod ziemią większości istniejących zasobów surowcowych”. To głęboko niepokojące, że jeden z najwyższych przedstawicieli rządów całego świata zdaje się nie rozumieć, jak w istocie zależny jest świat od subkrytycznych elektrowni opalanych węglem i w jaki sposób wychwyt i składowanie dwutlenku węgla mógłby pozwolić ludzkości na dalsze korzystanie z ogromnych zasobów surowca dla rozwoju gospodarczego i zniesienia ubóstwa.

 

Niskoemisyjna nie znaczy „bezwęglowa”

Politycy powinni wystrzegać się mówienia o gospodarce „niskowęglowej”, gdy mają na myśli gospodarkę „niskoemisyjną”. Redukcja zanieczyszczeń węglowych jest osiągalna przy pomocy technologii, które zostały sprawdzone i są dostępne; eliminacja węgla nie jest osiągalna, w wielu krajach oznaczałaby ona zastąpienie obfitych rodzimych zasobów paliwa drogim, importowanym gazem. (…)

Prezydent Euracoal Paweł Smoleń stwierdził: Osobiście chciałbym wyrazić wdzięczność posłom doktorowi Christianowi Ehlerowi i Bogdanowi Marcinkiewiczowi oraz Janowi Březinie, którzy gościli Euracoal podczas wydarzeń parlamentarnych w 2013 r., zwłaszcza na 4. Europejskich Dniach Węgla w listopadzie z udziałem byłego przewodniczącego PE Jerzego Buzka i wicepremiera polskiego rządu Janusza Piechocińskiego, który miał okazję mówić o węglu i Szczycie Klimatycznym w Warszawie, wykładając mocno i przejrzyście argumenty, dlaczego węgiel pozostanie w przyszłości na centralnym miejscu inicjatyw Polski w polityce klimatyczno-energetycznej. (…)

 

Pozostać na trudnym kursie

Podziękowania kieruję do swoich zastępców Piotra Rykali, prof. Franza-Josefa Wodopii i Nigela Yaxleya, którzy służyli mi dobrą radą, wsparciem i dodawali odwagi w roku, który był dla mnie czasem wielkich wyzwań. Musiałem płynąć delikatnym kursem sterując między tym, co jest – jak wierzę – najlepsze dla mego kraju, przemysłem węglowym i interesami członków i ich udziałowców. W 2014 r. zdecydowany jestem kontynuować misję unowocześniania branży węglowej, tak by dopasowała się do XXI w.: nowe inwestycje są pilnie potrzebne w większości państw Europy i nie mogą ani dłużej czekać.(…)

 

 

(Tytuł i śródtytuły pochodzą od redakcji)

Tłum.: Wig na podstawie „Message from the President” W: Euracoal Annual Report 2013, Bruksela, kwiecień-czerwiec 2014, s. 5-8.

Powstaje największy blok opalany węglem kamiennym w Europie, a także jeden z największych, najnowocześniejszych i najbardziej efektywnych bloków tego typu na świecie.

 

Jesteś przed bramą główną do elektrowni. Po prawej stronie widzisz dwupiętrowy biurowiec w stylu gierkowskim, z neonem ELEKTROWNIA KOZIENICE. Po lewej zaś też architektura średniopeerelowska, po oczach bije współczesny szyld: ENEA WYTWARZANIE SA. A za nimi piętrzy się potężna hala z gierkowskimi blokami po 500 MW mocy, a ponad nią pną się dwa ponad stumetrowe, gigantyczne pylony kolejnej gigantycznej inwestycji na miarę czasu i oczekiwań…

 

Pisze się: Enea Wytwarzanie, myśli się elektrownia Kozienice. Choć tak po prawdzie, to zaczęto ją budować pod koniec rządów tow. Gomułki we wsi Świerże Górne, paręnaście kilometrów od miejscowości, którą ma/miała w nazwie.

 

Od PRL do RP

Kozienice postawiono, bo gospodarka potrzebowała prądu (wiadomo: elektryfikacja = socjalizm). Wstępnie zaplanowano, że będzie miała sześć bloków, oczywiście węglowych, o łącznej mocy 200 MW. Jednak budowanie drugiej Polski skorygowało plany. W 1971 r. zapadła decyzja o budowie dodatkowych dwóch bloków po 200 MW każdy. W 1973 r. postanowiono, że trzeba zbudować jeszcze dwa bloki (po 500 MW). Polska Ludowa potrzebował prądu (bo przemysł był energochłonny) i Kozienice wpisane zostały na listę sztandarowych inwestycji Polski Ludowej czasów gierkowskich – obok Huty Katowice, FSM i Portu Północnego.

Przez całą dekadę socjalistycznego dobrobytu w mediach aż się przelewało od relacji z frontu robót elektrowni Kozienice. Adam Biały, pierwszy dyrektor Kozienic, był bohaterem telewizyjnych programów w rodzaju współczesnych reality show, tyle że w wersji produkcyjnej. Kozienice to było to!

Minęły ćwierć wieku i okazało się, że Polska nadal potrzebuje energii. A przed elektrowniami węglowymi rzeczywistość postawiła wybór – albo modernizacja nieefektywnych i zanieczyszczających środowisko kotłów, albo zamykamy elektrownię i do widzenia! Do widzenia miejsca pracy, do widzenia 8 proc. krajowej produkcji prąd, do widzenia 400 tys. t węgla kamiennego rocznie tutaj spalanego…

Teraz już jasne jest, że historia musiała zatoczyć koło.

W kozienickiej elektrowni 29 października 2012 roku wbito symbolicznie pierwszą łopatę w miejscu budowy nowego bloku energetycznego.

 

Z 8 do 12 procent

Byłem dwukrotnie w Kozienicach. W „Biuletynie” nie trzeba przypominać, że realizowana jest tu obecnie największa inwestycja w naszej energetyce węglowej. Sztandarowa, można powiedzieć, używając historycznego stylu. Kozienice. Opole. Jaworzno. Bez nich system przestałby za kilka lat istnieć. Nie ma potrzeby wyjaśniania konsekwencji tego stanu rzeczy. Byłoby fatalnie. Te dwie wizyty uświadamiają ogrom zadań i pokazują, że czas nie stoi w miejscu. Można powiedzieć: tu się buduje praktycznie nową elektrownię. Buduje ją pół tysiąca osób. Wielokrotnie mniej niż w latach 70. stawiało wszystko to, co widać sprzed bramy głównej…

To teraz, by się nie wymądrzać i nie pisać produkcyjniaka w stylu epoki minionej, oddajmy głos rzecznikowi prasowemu spółki Enea.

– Powstający w Kozienicach blok nr 11 to najbardziej zaawansowana w tej chwili inwestycja w polskiej energetyce i kluczowy projekt inwestycyjny dla całej Grupy Enea. Jego wartość wynosi 6,4 mld. Finansowanie inwestycji jest w całości zabezpieczone ze środków własnych Grupy oraz z programu emisji obligacji o wartości 4 mld złotych. Budowa przebiega zgodnie z harmonogramem, planujemy oddanie bloku do użytku w III kwartale 2017 r. Na gigantycznym placu budowy codziennie ponad 500 osób wznosi potężne konstrukcje. Teren elektrowni zmienia się z dnia na dzień – informuje Sławomir Krenczyk.

Kiedy byłem pierwszy raz w Kozienicach, z końcem lata w 2013 r., potężną konstrukcję było widać tylko na billboardzie wizualizującym blok, przypomnijmy, japońskiej myśli inżynierskiej. Trwało uzbrajanie terenu. Wbijali w grunt 1,6 tys. gigantycznych stalowo-betonowych pali. Dwadzieścia metrów w głąb ziemi. Dlaczego? Dlatego, że poniżej zalegają pokłady… węgla brunatnego. Bez tego zabiegu grunt byłby niestabilny. I gdy się widziało takie przygotowania, to nawet laik mógł się domyśleć, że będą to fundamenty pod coś ogromnego.

Druga wizyta, w maju tego roku, nie wymagała uruchomienia wyobraźni. Rzeczywistość przemawiała do oczu. Dwa pylony komunikacyjne. Po 107 m wysokości. Niczym dwie wieże z filmu „Władcy Pierścieni”. Albo chłodnia kominowa. Wówczas podciągnięta kilkanaście metrów od gruntu. Średnica 146 m. Jak już zbudują tego betonowego kolosa, to wsadzą na górze wiechę, 185 m nad ziemią!

OK. Niech rzecznik dokończy…

– Będzie to największy blok opalany węglem kamiennym w Europie, a także jeden z największych, najnowocześniejszych i najbardziej efektywnych bloków tego typu na świecie. Jego moc to 1075 MW brutto. Wyróżnikiem instalacji powstającej w Kozienicach są innowacyjne, ekologiczne rozwiązania, w tym zastosowanie nadkrytycznych parametrów pary i nowoczesnych rozwiązań geometrii łopatek turbiny. Uzyskamy tę samą wartość energii przy znacznie mniejszym zużyciu paliwa. Ograniczy to emisję zanieczyszczeń do środowiska i zagwarantuje stosunkowo niskie koszty wytworzenia energii. Blok nr 11 wyposażony zostanie we wszystkie wymagane instalacje redukujące emisję zanieczyszczeń, zgodne z unijnymi wymaganiami w zakresie BAT (Best Available Techniques – red.). Będzie spełniał wszystkie, nawet najostrzejsze, normy ekologiczne. Także te, które dopiero wejdą w życie – podkreśla Sławomir Krenczyk.

I jeszcze kilka liczb charakteryzujących blok nr 11:

  • sprawność gwarantowana netto – 45,6 proc. (przy średniej rynkowej wynoszącej 34,1 proc.);
  • moc dyspozycyjna*– ponad 92 proc. (przy średniej 86,7 proc.);
  • roczny czas eksploatacji – 8000 godzin (przy średniej 5948 godzin).

 

Gdy w 2017 r. ruszy superblok, to będzie produkował rocznie ok. 6 TWh energii netto. Tym samym Enea zwiększy swój udział w rynku wytwarzania energii z 8 do 12 (13) proc.

 

Program Emisji Obligacji

Wspomniana przez rzecznika emisja obligacji, to efekt porozumienia spółki z z pięcioma bankami (występującymi jako gwaranci emisji): PKO Bankiem Polski, PEKAO SA, Bankiem Zachodnim WBK, Bankiem Handlowym oraz Nordea Bank Polska. Program Emisji Obligacji pokryje wszystkie potrzeby inwestycyjne Grupy Kapitałowej Eena na najbliższą dekadę. Do tego trzeba dodać jeszcze umowę (na miliard zł) na emisję obligacji, podpisaną z Bankiem Gospodarstwa Krajowego. Program emisji obligacji został zawarty na 12 lat i siedem miesięcy. Kończy się 15 grudnia 2026 roku. Umowę podpisano 15 maja, z tej okazji po raz drugi byłem na placu budowy w Kozienicach. Wówczas to, pod namiotem ustawionym w cieniu pylonów, prezes poznańskiej spółki energetycznej Krzysztof Zamasz mówił:

– Inwestycja ta wkracza w strategiczny okres. Do końca tego roku zostaną zrealizowane wszystkie prace budowlano-konstrukcyjne, w przyszłym roku zaś zaczniemy dostarczanie technologii do nowej jednostki.

Wtedy już blok nr 11 nie będzie wyłącznie wizualizacją na billboardzie.

Założono, że inwestycja zostanie zakończenia w drugim kwartale 2017 roku.

 

Kalendarium inwestycji

 

2012 rok

  • 21 września – podpisano umowę na budowę bloku.
  • 29 października – w kozienickiej elektrowni wbito symbolicznie pierwszą łopatę w miejscu budowy nowego bloku energetycznego w niespełna miesiąc po przekazaniu generalnemu wykonawcy terenu pod inwestycję. Kontrakt realizuje konsorcjum firm: Hitachi Power Europe GmbH oraz Polimex-Mostostal SA.
  • 21 listopada – murowano kamień węgielny.

2013 rok

  • 8 maja – Enea podpisała umowę na ubezpieczenie procesu inwestycyjnego nowego bloku. W tym czasie teren został już zniwelowany i przygotowany do wzmacniania.
  • 2 sierpnia – na placu budowy wbito już ponad 940 żelbetowych pali. Na tym terenie powstaną: kotłownia, maszynownia, budynek urządzeń elektrycznych, zbiorniki retencyjne popiołów oraz galeria nawęglania.
  • 3 grudnia – ukończono budowę pierwszego pylonu komunikacyjnego. Zużyto 250 t stali zbrojeniowej i 2400 m sześc. betonu. Dwa takie pylony będą docelowo miały klatki schodowe, instalacje przeciwpożarowe, windy oraz szachty kablowe i instalacyjne, obsługujące budynek kotłowni i maszynowni.

2014 rok

  • 20 marca – zakończono trwające przez tydzień betonowanie fundamentów pod kocioł bloku nr 11. Wylano 22 tys. m sześc. betonu.

2017 rok

  • II kwartał – zakończenie inwestycji, rozruch próbny, przyłączenie bloku nr 11 do systemu.

 

O inwestycji powiedzieli:

– Proces modernizacji polskiej energetyki zaczynamy dziś w Kozienicach – minister skarbu Mikołaj Budzanowski tuż po podpisaniu kontraktu na budowę bloku.

– Dziś wystartowaliśmy w biegu „po sukces” – Krzysztof Zamasz, prezes spółki Enea, na okoliczność symbolicznego rozpoczęcia budowy).

– Jestem dumny, że pomimo trudnej sytuacji w całej branży świetnie sobie radzimy z realizacją tak ambitnego projektu – Krzysztof Sadowski, prezes Enea Wytwarzanie, w sierpniu 2013 roku

– Dzięki takim projektom modernizujemy i przebudowujemy potencjał krajowej energetyki i zapewniamy sobie bezpieczeństwo dostaw prądu – minister skarbu Włodzimierz Karpiński po podpisaniu umowy z BGK na emisję obligacji.

 

Andrzej Bęben
Publicysta portalu górniczy nettg.pl

Zobacz pozostałe numery

Sporo się u nas dzieje.

Bądź zawsze na bieżąco.

ZAPISZ SIĘ DO NEWSLETTERA

Ta witryna jest zarejestrowana na wpml.org jako witryna deweloperska. Przełącz na klucz witryny produkcyjnej, aby remove this banner.