Brak informacji.
Groźny, ale nie bezużyteczny
Raport
Nie sposób wymazać z pamięci górniczych tragedii, w których w wyniku zapalenia i wybuchu metanu w ścianach ginęli górnicy. Trudno nie pamiętać wydarzeń, by ograniczyć się tylko do tych dwóch, z listopada 2006 roku w kop. „Halemba” w których zginęło 23 górników, czy z września 2009 roku w kop. „Wujek”, gdzie śmierć poniosło 20 górników, a wielu zostało rannych.
Olbrzymich rozmiarów napisy widniejące na kopalnianych budynkach, informujące o tym, iż zakłady te zaliczane są do metanowych, a takich jest większość, budzą zrozumiały lęk i wzmożoną czujność. Trudno się dziwić pracującym w nich górnikom, że metan uważany jest przez nich za śmiertelnego wroga, a sztaby fachowców na wszystkich szczeblach zarządzania i kontroli czynią wszystko, by poziom zagrożeń związanych z jego występowaniem w górniczych pokładach obniżyć do minimum.
Jednakże tenże metan – bezbarwny, bezwonny, lżejszy od powietrza gaz, dość powszechnie występujący w przyrodzie, a który doskonale się pali, wytwarzając przy tym dużą ilość ciepła – może, a nawet powinien być właściwie spożytkowany. I to właśnie z kopalń – co już coraz częściej ma miejsce. Bo oczywistą nieprawdą jest, iż zawarta jest w nim wyłącznie niszczycielska siła.
Oczywiście dla bezpieczeństwa górników usuwanie metanu z eksploatowanych pokładów węgla – musi posiadać status zadań pierwszoplanowych, co wszak nie powinno zepchnąć na plan dalszy innych, także ważnych przedsięwzięć. Gaz z odmetanowania kopalń bywa bowiem z powodzeniem już wykorzystywany w energetyce. Bierne odprowadzanie go do atmosfery nie tylko ją zatruwa, a jest o wiele groźniejszy od dwutlenku węgla, ale nade wszystko jest marnotrawstwem.
Pod szczególnym nadzorem
Pełną wiedzę o tym, jak to wygląda w praktyce dostarcza Wyższy Urząd Górniczy. Kontrolą bowiem na bieżąco objęte są, jako rejony szczególnego nadzoru, wyrobiska o najwyższym zagrożeniu metanowym. Spośród wypełnianych przez Urząd rozlicznych zadań – wspomniany nadzór ma rangę szczególną. Dodatkowo, co roku przygotowywany jest szczegółowy raport w sprawie metanu. Z tego ostatniego, dość obszernego, a obejmującego rok ubiegły, można m.in. się dowiedzieć, iż eksploatację węgla prowadzono w 31 kopalniach, a tylko w siedmiu prowadzono eksploatację pokładów niemetanowych, natomiast w trzech, w których wydobycie prowadzono w pokładach zaliczonych do I kategorii zagrożenia metanowego (KZM), tj. kopalniach : „Kazimierz- Juliusz”, „Bobrek-Centrum” (jedna ściana zaliczona do II KZM) i „Bogdanka”, nie stwierdzono metanu w wylotowych prądach powietrza.
W 21 kopalniach stwierdzono i rejestrowano wydzielanie metanu do powietrza wentylacyjnego, w tym aż w 16 spośród nich, w pokładach o najwyższej – IV kategorii zagrożenia. W Kompanii Węglowej znajduje się aż sześć takich kopalń, w JSW – pięć, a w KHW – cztery.
Skalę problemu najlepiej ilustruje to zestawienie: w ub. roku wydobycie węgla kamiennego wyniosło ok. 75,5 mln ton, przy czym 54,9 mln ton wydobyto z pokładów metanowych, co stanowi ok. 72,7 proc. wydobycia, a jedynie 20,6 mln ton – z pokładów niemetanowych, tj. nieco ponad 27 proc. ogólnego wydobycia. Zauważyć jednak warto, iż w latach 2009 – 2010 procentowy udział wydobycia węgla z pokładów metanowych był wyższy i wynosił odpowiednio: 80,5 i 79,9 proc. Niemniej, w roku ubiegłym na 211 ścian tylko w 39 (czyli 18,48 proc.) prowadzono wydobycie w pokładach niemetanowych, natomiast aż w 172 (81,52 proc.) w metanowych. I – co warte odnotowania – aż 83 ściany, czyli niemal połowa wszystkich ścian metanowych, zaliczone zostały do IV, najwyższej kategorii zagrożenia.
Dominującym systemem przewietrzania ścian jest system na „U”, który – jak jednoznacznie stwierdza WUG – jest najmniej korzystny w warunkach zagrożenia metanowego. Prawie wszystkie katastrofy i zdarzenia związane z zapaleniem metanu miały miejsce właśnie w ścianach przewietrzanych tymże systemem.
Do kopalń o najwyższej metanowości bezwzględnej należą: kop. „Pniówek”, Oddział kop.” Brzeszcze” i kop. „Krupiński”.
Ująć…
W roku ubiegłym z górotworu objętego wpływami eksploatacji wydzieliło się – uwaga! – 828,83 mln m 3 metanu. A to oznacza, że w ciągu minuty średnio wydzielało się go 1576,90 m3 . W raporcie zauważa się, iż w ostatnich 10 latach obserwowany jest wyraźny wzrost wydzielania się metanu, przy jednoczesnym spadku wielkości wydobycia węgla, a problem narasta wraz ze schodzeniem z eksploatacją na coraz większe głębokości.
Spośród 21 kopalń prowadzących w ub. roku eksploatację w pokładach metanowych, w 18 w sposób ciągły stosowano odmetanowywanie za pomocą 16 powierzchniowych i sześciu dołowych stacji odmetanowania. Ilość ujętego w ten sposób metanu wyniosła 250,2 mln m 3, przy efektywności odmetanowania: 30,19 proc. – uwzględniając wszystkie kopalnie, natomiast 31,62 proc. – uwzględniając tylko kopalnie, w których prowadzono odmetanowanie.
Największą ilość metanu ujęto w kopalniach: „Pniówek” (49,11 mln m 3), „Krupiński” (42,11 mln m 3) i „Brzeszcze” (40,27 mln m 3). W tym miejscu warto odnotować, iż w celu obniżenia metanowości rejonów eksploatacyjnych o wysokim zagrożeniu, Jastrzębska Spółka już w II połowie ub. roku rozpoczęła prace nad wprowadzaniem w swych kopalniach odmetanowania wstępnego. Jednakże , co wyraźnie zaznaczono w raporcie WUG-u, spośród 172 wspomnianych już ścian prowadzących eksploatację w pokładach metanowych, zaliczanych do różnych kategorii zagrożenia, zaledwie w 71 prowadzono odmetanowanie. WUG ten stan rzeczy podsumowuje jednoznacznie: „ Analiza kształtowania się efektywności odmetanowania na przestrzeni ostatnich lat jednoznacznie wskazuje na brak postępu w tym zakresie, a nawet można obserwować tendencję spadku stosunku ilości ujętego metanu do metanowości bezwzględnej kopalń”. Dość dobitnie ilustruje to następujący fakt: Nawet w kopalniach, w których ujęto największą ilość metanu, efektywność odmetanowania nie przekraczała 40 proc.
… i zamienić w energię
Usuwanie metanu z eksploatowanych pokładów węgla – zaakcentujmy to jeszcze raz – jest niezbędne dla bezpieczeństwa górników. To po prostu wykonywane być musi. Warto jednak odpowiedzieć na pytanie: co dalej? W jakim stopniu jest on biernie odprowadzany do atmosfery, zwiększając efekt cieplarniany, a w jakim – ujęty za pomocą powierzchniowych stacji odmetanowania – wykorzystywany jest jako cenne źródło energii gospodarczo?
W roku 2011 zagospodarowano 166,3 mln m3 ujętego metanu. To trochę więcej niż w latach poprzednich, bowiem w roku 2009 wskaźnik ten wynosił 159,5 mln m 3 , a w 2010 – już 161,1 mln m3 . Spośród 18 kopalń prowadzących odmetanowanie, taką działalność służącą jego spożytkowaniu prowadzono w większości z nich, bo w 15. Efektywność takiego wykorzystania metanu dla tychże 15 kopalń wynosiła 71,11 proc.
Najefektywniej ujęty metan wykorzystywano do celów gospodarczych w kop. „Brzeszcze” (aż w 99,30 proc.) i w kop. „Sośnica-Makoszowy” (95,56 proc.), a w PG „Silesia” – w całości. Natomiast wśród spółek węglowych najwyższą w tej mierze efektywność uzyskano w Jastrzębskiej Spółce, wynoszącą 76,31 proc.
Z powyższych statystycznych wyliczeń wynika, iż metan, cenny nośnik energii, nie jest już w całości bezpowrotnie marnotrawiony. Do pełnego jednak docenienia w praktyce jego wartości jako surowca energetycznego daleka jeszcze droga.
Zyskuje nie tylko środowisko
W raporcie WUG-u jasno się stwierdza, iż znaczne zwiększenie ilości zagospodarowanego metanu z pokładów węgla leży w szeroko pojętym interesie gospodarki narodowej, ponieważ przyczynia się do ograniczenia efektu cieplarnianego oraz – co równie ważne – do uzyskania znaczących, bo wymiernych korzyści ekonomicznych. Wszak prąd i ciepło z metanu mogą nie tylko zaspokajać potrzeby kopalń, ale także służyć odbiorcom komunalnym. Warto w tym miejscu dodać, iż podstawowym składnikiem gazu ziemnego – nawet w ponad 95 proc. – dostarczanego z sieci do naszych kuchenek gazowych, jest właśnie metan.
Autorzy wspomnianego raportu sugerują nawet, iż uzasadnione wydaje się podjęcie prac naukowo-badawczych zmierzających do odzyskiwania metanu także z prądów powietrza przewietrzających wyrobiska, bowiem aż ok. 70 proc. wydzielającego się metanu nie jest ujmowana i dopływa do wyrobisk, a następnie do atmosfery. Takie prace właśnie są podejmowane. Niedawno Kompania Węglowa i Instytut Inżynierii Chemicznej PAN powołały konsorcjum naukowo-przemysłowe, które zajmie się realizacją projektu dotyczącego pozyskiwania metanu również z powietrza wentylacyjnego kopalń.
Przypomnijmy, iż w Jastrzębskiej Spółce pierwszy agregat prądotwórczy spalający mieszankę metanową uruchomiony został w kop. „Krupiński” już w 1997 roku. Realizowany od tego czasu w spółce program inwestycyjny pozwala z roku na rok systematycznie zwiększać pulę gazu wykorzystywanego w instalacjach energetycznych. Także w dwóch kopalniach Kompanii: „Knurów-Szczygłowice” i „Sośnica-Makoszowy”, by ograniczyć się tylko do tych przykładów, działają z powodzeniem instalacje służące spalaniu metanu, wykorzystywanego do produkcji prądu i ciepła. Zmniejszając jego emisję do atmosfery, spółka dodatkowo zarabia na sprzedaży uprawnień do emisji dwutlenku węgla. Optymizmem napawa informacja z lipca br. o tym, iż Kompania podpisała umowę na budowę nowej powierzchniowej stacji odmetanowania w kop. „Knurów-Szczygłowice” Ruch Knurów. Wartość inwestycji – nie licząc VAT-u – ponad 9,5 mln zł.
Wspomniane tu przykładowo inwestycje, jak każde, kosztują. Ale – na co wskazują chociażby dokonania Jastrzębskiej Spółki Węglowej i Kompanii Węglowej – opłacają się. Metan wykorzystywany do produkcji energii nie stanowi bowiem, jak być może uważano przed laty, konkurencji dla węgla. Może i być powinien, przy odpowiednim jego gospodarczym spożytkowaniu, ważnym ogniwem w batalii o zmniejszanie efektu cieplarnianego, ale także źródłem dodatkowych dochodów. Innymi słowy – drugą, obok węgla, kopaliną z naszych w przeważającej większości metanowych kopalń.
Oprac. Jerzy Miemiec
Spółki węglowe
Firmy
Inwestycje w polskim górnictwie są koniecznością. Bez nich nie będzie się dało utrzymać wydobycia na obecnym poziomie, nie mówiąc już o jego zwiększeniu.
W 2012 roku Jastrzębska Spółka Węglowa zainwestuje 1,5 mld zł. Nasza największa górnicza spółka, czyli Kompania Węglowa ma zainwestować 1,2 mld zł, natomiast Katowicki Holding Węglowy 680 mln zł. Z kolei Lubelski Węgiel Bogdanka zamierza przeznaczyć na realizację inwestycji 700 mln zł.
– Inwestycje muszą być realizowane w polskim górnictwie – zaznacza prof. Marek Szczepański, socjolog z Uniwersytetu Śląskiego oid lat zajmujący się procesami zachodzącymi w polskim górnictwie. –W przeciwnym razie spółki węglowe nie utrzymają obecnego poziomu wydobycia, już nie mówiąc o jego zwiększaniu. Sposobem na pozyskanie środków na inwestycje może być prywatyzacja spółek węglowych. Do tej pory sprywatyzowano tylko Lubelski Węgiel Bogdankę oraz Jastrzębską Spółkę Węglową. Do prywatyzacji trzeba się jednak odpowiednio przygotować, potrzebne jest poszukiwanie kompromisu w drodze dialogu na linii zarządy spółek węglowych – strona społeczna. Widać to szczególnie po prywatyzacji JSW, gdzie był konflikt zarządu ze związkami i konieczne były rozmowy w ramach Wojewódzkiej Komisji Dialogu Społecznego. I nadal jest tam konflikt, którego końca nie widać. Nie tak to powinno wyglądać – podsumowuje prof. Marek Szczepański. Jego zdaniem prywatyzacja powinna się przyczynić do zwiększenia konkurencyjności polskiego górnictwa, a środki z niej powinny zostać przeznaczone na realizację niezbędnych inwestycji w danej spółce, a nie na zapychanie luki budżetowej.
– Spółki węglowe stanowią nasze wspólne dobro, więc ich prywatyzacja musi być przeprowadzona roztropnie i w odpowiedni sposób – podkreśla prof. Szczepański.
Poniżej przedstawiamy wybrane, najważniejsze inwestycje spółek węglowych.
Priorytetowe inwestycje Katowickiego Holdingu Węglowego:
| 2011 | 2012 | |
| Wykonanie wyrobisk udostępniających w kopalniach „Murcki-Staszic” i „Mysłowice-Wesoła” |
39 550 tys. zł | 23 560 tys. zł |
| Zakup kompleksów ścianowych dla kopalń „Murcki-Staszic” i „Mysłowice-Wesoła” |
100 660 tys. zł | 178 700 tys. zł |
| Dostawa przenośników ścianowych i podścianowych wraz z kruszarka do kęsów dla kopalń „Murcki-Staszic” i „Mysłowice-Wesoła” |
24 840 tys. zł | – |
| Budowa centralnej klimatyzacji dla pokładu 409 kop. „Wujek” | 2 680 tys. zł | 26 720 tys. zł |
| Budowa stacji odmetanowania dla kop. „Wujek” | 3 790 tys. zł | 6 340 tys. zł |
| Modernizacja szybu PIOTR kop. „Mysłowice-Wesoła” | 16 100 tys. zł | 13 215 tys. zł |
Ważniejsze inwestycje Kompanii Węglowej.
Kompania Węglowa SA na realizację programu inwestycyjnego w latach 2003-2011 poniosła nakłady w wysokości ponad 6,5 mld zł, natomiast w latach 2012-2020 planuje zainwestować ponad 11,6 mld zł.
Struktura wydatków w spółce wykazuje, że kopalnie inwestują głównie w wyrobiska górnicze oraz w maszyny i urządzenia. Kompania odnotowuje systematyczny wzrost wskaźnika inwestowania (nakłady/wydobycie) – w 2020 roku wskaźnik ten będzie ponad 3-krotnie wyższy od osiągniętego w 2003 roku. Udział nakładów inwestycyjnych związanych z zapewnieniem wysokiego poziomu bezpieczeństwa w kopalniach w nakładach ogółem w spółce przekracza 50 proc.
Realizowane w Kompanii Węglowej inwestycje uwzględniają następujące istotne kierunki i działania:
– zwiększanie bazy zasobowej węgla, udostępnianie partii złóż węgla z uwzględnieniem zakładanej wielkości i struktury wydobycia (w tym: budowy poziomów wydobywczych, pogłębianie, modernizacje szybów wydobywczych i wentylacyjnych wraz z ich uzbrojeniem),
– stabilizowanie frontu wydobywczego i koncentracja wydobycia węgla, umożliwiające dostosowywanie zdolności produkcyjnych do potrzeb rynku,
– poprawa jakości węgla, zwiększanie zakresu jego wzbogacania,
– poprawa stanu bezpieczeństwa i warunków pracy w kopalniach, rozpoznawanie
i zwalczanie zagrożeń naturalnych, poprawa warunków klimatycznych w rejonie ścian
(w tym systemy klimatyzacji dołowych), rozwój przewozu załogi do ścian i przodków,
– poprawa stanu technicznego majątku produkcyjnego – jego modernizowanie
i unowocześnianie,
– zagospodarowanie metanu w silnikach gazowych,
– minimalizowanie niekorzystnego oddziaływania kopalń na środowisko naturalne,
– dywersyfikacja działalności firmy obejmująca budowę elektrowni opalanej węglem kamiennym.
W 2012 roku nakłady inwestycyjne wyniosą prawie 1,2 mld zł.
W ramach głównych przedsięwzięć związanych z udostępnianiem zasobów węgla sukcesywnie realizowane są inwestycje w zakresie drążenia wyrobisk górniczych, w tym w szczególności dotyczące budowy i rozbudowy poziomów wydobywczych, poprawy systemów wentylacji kopalń, jak również pogłębiania szybów.
W zakresie wyrobisk górniczych planowane nakłady na 2012 rok wynoszą 190,7 mln zł.
Prowadzone roboty górnicze obejmują głównie niżej wymienione inwestycje w kopalniach:
– Knurów-Szczygłowice – rozbudowa poziomu 850 m, budowa poziomu 1050 m,
– Brzeszcze – kontynuacja budowy poziomu 900 m,
– Sośnica-Makoszowy – udostępnienie złoża w partii A,
– Halemba-Wirek – drążenie wyrobisk związanych z udostępnieniem pokładu 402 w partii L od poziomu 830 m do 1030 m oraz z poziomu 1030 m na południe przekopu wentylacyjnego do partii K,
– Chwałowice – kontynuowanie budowy poziomu 700 m,
– Jankowice – kontynuowanie budowy poziomu 700 m oraz pogłębianie szybu nr 8 z poziomu 565 m do poziomu 731 m,
– Rydułtowy-Anna – planowane rozpoczęcie pogłębiania szybu Leon IV do poziomu 1200 m (tj. do zalegającego w dnie niecki najniższego pokładu 713/1-2).
Realizacja przedmiotowych inwestycji wpłynie na ograniczenie zakresu prowadzenia eksploatacji węgla kamiennego poniżej poziomów udostępnienia złoża. Ponadto drążone i planowane wyrobiska charakteryzują się odpowiednimi przekrojami, dobranymi zgodnie z potrzebami wentylacyjnymi (poprawą bezpieczeństwa systemów przewietrzania kopalń) oraz wymogami bezpiecznego i efektywnego prowadzenia transportu załogi, materiałów, jak również odstawy urobku.
W zakresie wentylacji kopalń będą realizowane następujące inwestycje:
– w kopalni Knurów-Szczygłowice – budowa stacji wentylatorów głównych wraz z budynkiem nadszybia – szyb VI. Planowana realizacja w latach 2012-2014, wartość kosztorysowa inwestycji 50,6 mln zł,
– w kopalni Sośnica-Makoszowy – modernizacja stacji wentylatorów szybu wentylacyjnego „Południowy”. Planowana realizacja w latach 2012-2016, wartość kosztorysowa inwestycji 16,4 mln zł.
Kompania Węglowa realizuje także przedsięwzięcia służące zwiększeniu ilości ujmowanego przez kopalniane stacje odmetanowania, a następnie gospodarczo wykorzystywanego metanu do wytwarzania energii elektrycznej w instalacjach własnych:
– w kopalni Knurów-Szczygłowice – budowa stacji odmetanowania wraz z otworem wielkośrednicowym, zabudowa prądotwórczego agregatu gazowego nr 2 wraz z infrastrukturą, modernizacją rozdzielń 6 kV RG-1 i RG-2 o wartości kosztorysowej
39,3 mln zł, planowana realizacja do 2013 roku,
– w KWK Brzeszcze – budowa stacji o wartości kosztorysowej 24,5 mln zł, realizacja 2012-2013,
– w KWK Halemba-Wirek – budowa stacji odmetanowania przy szybie Grunwald IV o wartości kosztorysowej 8,9 mln zł, realizacja 2012-2013,
– w KWK Marcel – ukończenie w br. modernizacji stacji odmetanowania – Marklowice o wartości kosztorysowej 11,7 mln zł,
– w Zakładzie Elektrociepłownie – zabudowa agregatu prądotwórczego w Ciepłowni Marklowice, wartości kosztorysowej 8,0 mln zł, planowana realizacja 2012-2013.
Nakłady na realizację powyższego zakresu w 2012 roku wynoszą 51,1 mln zł.
Ponadto ważniejsze przedsięwzięcia i zadania 2012 roku:
– w kopalni Bielszowice – rozbudowa klimatyzacji grupowej na poz. 1000 m o wartości 2,9 mln zł,
– w KWK Marcel – ukończenia w br. klimatyzacji grupowej dla partii M w pokładzie 712/1-2 o wartości kosztorysowej 10,3 mln zł (nakłady w 2012 r. wynoszą 7,0 mln zł),
– w KWK Bielszowice – odbudowa mostu transportowego (zniszczonego na skutek pożaru w dniu 18.02.2012 roku) – nakłady inwestycyjne 10,2 mln zł,
– w KWK Knurów-Szczygłowice – budowa łaźni górniczej dla 3750 osób o wartości kosztorysowej 48,0 mln zł, planowana realizacja 2012-2015,
– w KWK Piast – ukończenie. budowy pompowni Wola o wartości kosztorysowej
13,6 mln zł.
Wybrane inwestycje w JSW
Rozbudowa kopalni Borynia-Zofiówka Ruch Zofiówka. Grupa JSW planuje zainwestować około 2,1 mld zł na przestrzeni 20 lat celem udostępnienia i zagospodarowania nowych złóż: Bzie-Dębina 1-Zachód i Bzie-Dębina 2-Zachód z poziomu 1.110 m w ilości 98,6 mln ton zasobów operatywnych. Po ich sczerpaniu, przewiduje się udostępnienie zasobów do poziomu 1.300 m. W złożach występuje głównie węgiel koksowy typu 35.
Ponadto w ramach Ruchu Zofiówka Grupa JSW realizuje budowę poziomu wydobywczego 1.080 m, którego nakłady do 2020 roku, tj. zakończenia jego budowy, szacowane są na 444 mln zł.
Całkowita ilość zasobów operatywnych na poziomie 1.080 m szacowana jest na 47,0 mln ton. W złożach na tym poziomie występuje głównie węgiel koksowy typu 35.
Zarząd oczekuje, że realizacja programu inwestycyjnego pozwoli na wydłużenie żywotności kopalni Borynia-Zofiówka Ruch Zofiówka co najmniej do ok. 2051 roku.
Rozbudowa kopalni Borynia-Zofiówka Ruch Borynia. Plan obejmuje zainwestowanie ok. 0,6 mld zł na przestrzeni 20 lat w celu udostępnienia i zagospodarowania nowych złóż, Żory i Warszowice-Pawłowice Północ Ruchu Borynia. Całkowita ilość zasobów operatywnych do głębokości 1.030 m szacowana jest na 27,2 mln ton (do roku 2042). Łączne nakłady inwestycyjne na realizację projektu w latach 2012-2030 szacowane są na 574 mln zł.
Oczekuje się, że realizacja inwestycji pozwoli na wydłużenie okresu żywotności Ruchu Borynia do około 2042 roku.
Rozbudowa kopalni Pniówek – Grupa JSW zamierza zainwestować około 1,8 mld zł na przestrzeni 20 lat w celu udostępnienia i zagospodarowania nowego złoża Pawłowice 1 w kopalni Pniówek z poziomu 1.140m w ilości 54,2 mln ton zasobów operatywnych. Po ich sczerpaniu przewiduje się udostępnienie zasobów do poziomu 1.300 m. W złożu występuje głównie węgiel koksowy typu 35.
Łączne nakłady inwestycyjne na realizację projektu związane z budową poziomu 1.000 m w latach 2010-2015 szacowane są na 385 mln zł, a łączne nakłady inwestycyjne związane z budową poziomu 1.140 m w latach 2024-2030 na 218 mln zł. Ponadto, w kopalni Pniówek Grupa planuje pogłębienie szybu Ludwik do poziomu 1.090 m, na co łączne nakłady inwestycyjne w latach 2019-2028 szacowane są na 197 mln zł.
Rozbudowa kopalni Krupiński. Grupa planuje zainwestować do 2018 roku około 0,4 mld zł w celu udostępnienia złoża Żory-Suszec oraz zagospodarowania zasobów zalegających w partii E i Zgoń, co pozwoli na dodatkowe zagospodarowanie zasobów operatywnych w wysokości 26,2 mln ton.
Budowa nowego poziomu w kopalni Budryk. Grupa planuje zainwestować do roku 2017 około 0,8 mld zł w celu realizacji budowy poziomu wydobywczego 1.290 m. Pozwoli to na udostępnienie zasobów węgla koksowego typu 35 zalegającego w złożu kopalni. Całkowita ilość zasobów operatywnych na poziomie 1.290 m jest szacowana na 159,4 mln ton.
Grupa planuje również zagospodarowanie, w ramach kopalni Budryk, części poszerzonego złoża Chudów-Paniowy 1. Całkowita ilość zasobów operatywnych szacowana jest na 5,6 mln ton.
Oczekuje się, że realizacja inwestycji pozwoli na wydłużenie okresu żywotności kopalni Budryk do około 2077 roku.
Grupa JSW chce zwiększyć produkcję koksu, uwzględniając produkcję Koksowni Przyjaźń oraz Kombinatu Koksochemicznego Zabrze, do 4,6 mln ton rocznie w 2018 roku.
Wybrane inwestycje w Lubelskim Węglu Bogdanka
W latach 2012-2015 LW Bogdanka planuje realizować zarówno inwestycje rozwojowe, związane z rozbudową Pola Stefanów, jak również inwestycje odtworzeniowe, dotyczące infrastruktury kopalni w obrębie pól wydobywczych Bogdanka i Nadrybie, a także inwestycje dotyczące ochrony środowiska.
W przypadku sprywatyzowanego Lubelskiego Węgla Bogdanka realizacja inwestycji w 2011 roku wyniosła 690,53 mln zł, a na 2012 rok wielkość ta planowana jest w wysokości 719,33 mln zł. Efektem realizacji wieloletniego programu inwestycyjnego związanego z rozbudową Pola Stefanów będzie osiągnięcie docelowych mocy produkcyjnych – ok. 11,5 mln ton węgla rocznie – w 2014 roku.
Podstawowym celem inwestycji rozwojowych w spółce w latach 2012-2015 będzie zakończenie rozpoczętych zadań zmierzających do podwojenia wydobycia w 2014 roku.
Od roku 2013 rozbudowany Zakład Przeróbki Mechanicznej Węgla osiągnie zdolność przeróbczą na poziomie 2400 ton na dobę, co pozwoli na zwiększenie wydobycia z pola Stefanów tak, aby od 2014 roku osiągnąć zdolności produkcyjne na poziomie ok. 11,5 mln ton węgla rocznie.
Kontynuowane będzie drążenie wyrobisk przyścianowych dla uruchomienia kolejnych ścian wydobywczych w polu Stefanów.
W latach 2013-2015 realizowana będzie również rozbudowa składowiska węgla, a także inwestycja budowy centralnego systemu klimatyzacji w części podziemnej kopalni w obrębie Pola Bogdanka. Ponadto planuje się wprowadzenie zintegrowanego systemu zarządzania produkcją.
Inwestycje odtworzeniowe będą prowadzone na poziomie niezbędnym dla utrzymania poziomu frontu eksploatacyjnego.
Główne prace będą związane z modernizacją układów zasilania energetycznego kopalni – stacji 110 kV i rozdzielń 6 kV.
W zakresie zakupu maszyn i urządzeń w latach 2013-2015 planuje się zakup kolejnych kompleksów ścianowych (zarówno strugowych, jak i kombajnowych).
Dane ze spółek węglowych zebrał i opracował: JERZY DUDAŁA
Dr Jerzy Dudała jest górniczym ekspertem, publicystą miesięcznika Nowy Przemysł i portalu wnp.pl.
Potrzebna rewolucja techniczna
Technologie
-Koszty rozwoju CCS są bardzo wysokie, ale EDF interesuje się tą technologią. Mówiąc szczerze, nie będzie ona opłacalna do 2020 r. – mówi Bernard Salha, wiceprezes EdF, dyrektor ds. badań i rozwoju grupy. Zdaniem ekspertów zamiast szukać możliwości zatłaczania CO2 pod Ziemię należy szukać możliwości jego wykorzystania w gospodarce.
Francuski koncern energetyczny EdF, kontrolujący w Polsce Elektrownię Rybnik i kilka dużych elektrociepłowni, w elektrowni Le Havre we Francji w 2011 r. rozpoczął budowę instalacji wychwytywania CO2. Obecnie instalacja jest na etapie uruchamiania, powinna być gotowa w drugiej połowie 2012 r. Koszt tej inwestycji to 22 mln euro. Przy budowie i eksploatacji instalacji EdF współpracuje z Alstom, Dow Chemicals oraz koncernem Veolia.
Instalacja jest zamontowana na jednym z bloków elektrowni Le Havre, będzie wychwytywała zaledwie 1 proc. emitowanego CO2 z bloku, co oznacza wychwyt ok. 1 tony CO2 na godzinę. Przedstawiciele EdF przekonują, że uruchomienie instalacji nie wpłynie na obniżenie sprawności bloku, ponieważ jest ona bardzo niewielka.
Patrick Morilhat, dyrektor ds. Programu Efektywności Energetyki Jądrowej i Cieplnej w EdF podkreśla, że instalacja wychwytująca prawie całe CO2 z bloku energetycznego obniża jego sprawność o ok. 7-12 proc.
– Trzeba więc podnieść sprawność bloku, aby zrekompensować spadek sprawności wskutek działania instalacji wychwytywania – mówi Patrick Morilhat.
W jego ocenie wychwytywanie CO2 z bloków jest zadaniem dla elektrowni, ale przesył i składowanie CO2 już nie. Transportem CO2 nie powinny zajmować się firmy elektroenergetyczne lecz przedsiębiorstwa sektora gazowego i naftowego, tak samo jak składowaniem CO2 pod ziemią.
– Szacujemy, że koszt uniknięcia emisji CO2 dzięki instalacji CCS to ok. 60-80 euro za tonę, w zależności od przyjętych założeń. To ok. 10 razy więcej niż obecnie wynosi tona CO2 na rynku – podkreśla Patrick Morilhat.
Dlatego, jak zauważa, potrzebna jest rewolucja technologiczna, która pozwoli na obniżenie kosztów wychwytu, transportu i składowania CO2. Podobne koszty uniknięcia emisji CO2 wyliczyła Polska Grupa Energetyczna.
Zamiast składować CO2 pod ziemią lepiej byłoby go wykorzystywać – ale na razie nie ma dobrego pomysłu na zagospodarowanie CO2.
– Można wykorzystywać CO2 do hodowli alg lub mikroalg, Brazylia obecnie zastanawia się nad tego typu technologiami, ale jest to na razie na etapie badań. To nie jest etap opłacalnego procesu przemysłowego – informuje Bernard Salha.
CO2 można by również wykorzystywać w produktach chemicznych w powiązaniu z produkcją roślin, ale to uniemożliwi zagospodarowania całości emitowanego CO2 z elektrowni. Elektrownia o mocy 1000 MW emituje ok. 5-7 mln ton CO2 rocznie.
Na drodze rozwoju technologii CCS mogą stanąć nastroje opinii społecznej, która nie będzie się zgadzała, aby składowano CO2 pod jej domami. Już w Danii i w Niemczech protesty mieszkańców powstrzymały rozwój pilotażowych projektów podziemnego składowania CO2.
W opinii EdF aby obniżyć koszty instalacji CCS do w miarę akceptowalnego poziomu trzeba będzie jeszcze ok. 10-15 lat. Do tego czasu zapewne wzrosną koszty uprawnień do emisji CO2, co pozytywnie wpłynie na opłacalność CCS.
Nad rozwojem technologii CCS pracuje także koncern Doosan Power Systems, który w Polsce jest właścicielem spółki serwisowej Energoinwest z Rybnika i startuje w przetargach na budowę nowych bloków w Elektrowni Turów (460 MW) oraz Elektrowni Północ (dwa bloki po ok. 1000 MW każdy), której właścicielem jest Kulczyk Investments.
Doosan Power Systems w listopadzie 2011 r. razem z firmą Scottish & Southern Energy w elektrowni węglowej Ferrybridge otworzył największą w Wielkiej Brytanii instalację wychwytywania CO2. Jest to znaczący projekt, który codziennie wychwytuje 100 ton CO2, koszt tej instalacji to 21 mln funtów.
– Są różne technologie wychwytywania CO2, my stosujemy aminy. Wielka Brytania jest w szczególnie dobrym położeniu geograficznym dla tego typu instalacji demonstracyjnych, ponieważ posiada możliwości przechowywania CO2 poza lądem, w byłych złożach gazu i ropy naftowej znajdujących się pod dnem morskim. W oparciu o te możliwości są rozwijane projekty demonstracyjne – wyjaśnia Jean Michel Aubertin, dyrektor generalny Doosan Power Systems.
Jak dodaje, Scottish & Southern Energy planuje projekt demonstracyjny w Peterhead razem z koncernem Shell, chcą skorzystać z dawnej platformy wydobywczej GoldenEye. Planują wychwytywać CO2 w elektrowni gazowej 400 MW i składować go pod dnem morskim.
Ten projekt został zgłoszony do unijnego konkursu i czeka na finansowanie z UE i Wielkiej Brytanii.
Jean Michel Aubertin jest przekonany, że CCS jest technologią przyszłościową.
– Nie zgadzam się z opinią, że CCS jest na etapie badań naukowych, ta technologia już wyszła poza sferę badawczą, choć nadal niestety nie jest opłacalna. Jeśli jednak odpowiednie ramy prawne zostaną opracowane i ceny uprawnień do emisji CO2 wzrosną odpowiednio, to CCS może stać się opłacalny. Kwestie przechowywania oraz emisji CO2 powinny zostać rozwiązane. W niektórych krajach jest to duży problem społeczny, który musi być uregulowany – podkreśla Jean Michel Aubertin.
Jak zauważa, branża energetyczna musi działać w tym zakresie równolegle do tego, obniżając ceny tej technologii. Jego zdaniem CCS może odegrać znaczącą rolę w obniżeniu emisji CO2.
Szef Doosan Power Systems ocenia, że to, czy w krajach UE będą w przyszłości kolejne bloki opalane węglem, będzie zależało od terminowego opracowania i wdrażania technologii CCS.
– Jeżeli nie będzie rozwoju CCS, to można spodziewać się, że trend spadkowy będzie się utrzymywał – przyznaje Jean Michel Aubertin.
Tomasz Chmal, ekspert Instytutu Sobieskiego zajmujący się sektorem energetycznym zwraca uwagę, że w Mapie drogowej 2050, czyli planie dochodzenia do niemal bezemisyjnej produkcji energii w 2050 r., który Komisja Europejska przedstawiła w 2011 r., jest co prawda mowa o CCS, ale wielokrotnie zastrzega się, że jest to technologia niewdrożona komercyjne. Obecnie wiele firm oraz organizacji społecznych i ekologicznych ma zastrzeżenia do tej technologii. Tomasz Chmal ocenia, że komisarz UE ds. energii Günther Oettinger nadal powtarza kwestie związane z CCS, ale w coraz mniej w nie wierzy.
– Pojawia się nowe hasło – CCU (Carbon Capture and Utilisation), czyli coś co jest bardziej racjonalne i nad czym warto się pochylić. CCU to wychwycenie CO2 i zagospodarowanie go a nie wtłaczanie pod ziemię i budowanie infrastruktury przesyłowej CO2. Trzeba znaleźć sposób co z CO2 zrobić. Jeśli znajdziemy pomysł na jego zagospodarowanie to będzie można go wyłapywać. Dziś jeszcze pomysłu na wykorzystanie CO2 nie ma, ale to nie oznacza, że nie można wydawać pieniędzy na badania i rozwój związane z zagospodarowaniem CO2. O zeroemisyjnej gospodarce będzie można mówić tylko wtedy, kiedy się znajdzie sposób na wykorzystanie CO2 – mówi Tomasz Chmal.
Podpowiada, że w dyskusji o przyszłości CCS trzeba zadawać pytania komisarzom KE, gdzie CCS będzie funkcjonował, jak zostanie sfinansowany i czy chcą mieć składowisko CO2 obok swojego domu.
-Ta technologia ma więc same wady. Jeżeli KE jeszcze wierzy w CCS to się bardzo temu dziwię. Jak się dokładnie przeczyta Mapę drogową 2050 i wypowiedzi komisarza Günthera Oettingera to zauważymy, że opinie dotyczące CCS nie są wcale optymistyczne – przekonuje Tomasz Chmal.
Dariusz Ciepiela
Autor jest dziennikarzem miesięcznika Nowy Przemysł i portalu wnp.pl
Ochrona klimatu to ochrona interesów państw silniejszych
Kontrowersje
Patrząc na bezradność UE wobec drugiej fali kryzysu finansowego odpowiedź na tytułowe pytanie musi być raczej twierdząca, choć skóra cierpnie na myśl, że byłaby prawdziwa.
Niestety, wielu działań Brukseli, a tak naprawdę państw dominujących, czyli Niemiec i Francji nie można ocenić inaczej, niż ślepy lot ćmy do płomienia świecy, przy czym jednym z ważnych przejawów tego „odlotu” jest doktrynalne zaparcie w sprawie polityki klimatycznej UE i dokumentu, który ma ją regulować od roku 2013 (czyli pakietu energetyczno-klimatycznego).
Wiedza o tym, że jest on oparty na nierealnym założeniu o gotowości „reszty świata” do podążania za UE w ślepą uliczkę gospodarki niskoemisyjnej jest już powszechna, także w UE, więc trudno zrozumieć dlaczego – zwłaszcza w obliczu obecnego kryzysu – europejska polityka nie dokonuje natychmiastowej reorientacji i nie ucieka od nieefektywnej doktryny, niszczącej przede wszystkim konkurencyjności europejskiej gospodarki.
Dlaczego nadal z ust unijnych polityków płyną kompletnie bzdurne frazesy o wpływie redukcyjnych celów na rozwój gospodarki i nowych miejsc pracy, choć fakty świadczą o efektach zupełnie odwrotnych, czyli ucieczce przemysłów i miejsc pracy do państw nie porażonych wirusem „troski o globalny klimat”? Sytuacja oglądana okiem statystycznego obywatela UE nieodparcie nasuwa podejrzenie, że elity europejskie zachorowały na doktrynalny zanik szarych komórek i nie dostrzegają niszczycielskich konsekwencji swych działań, zarówno w sferze finansów jak i gospodarki. Na razie wygląda na to, że co nie zostanie zniszczone kryzysem finansowym, to będzie musiało ewakuować się do państw o trzeźwym poglądzie na znaczenie emisji CO2 dla globalnego klimatu.
Zatem, może UE to naprawdę klub samobójców? Dobrobyt niebezpiecznie ogłupia sytych, tak jak niedostatek paraliżuje biednych.
Jest tylko jedno ALE, ukryte w nieśmiertelnym powiedzeniu:
Gdy nie wiadomo, o co chodzi – to chodzi o pieniądze
Tylko one tłumaczą irracjonalne lansowanie doktryny gospodarki niskoemisyjnej, jak eufemistycznie określany jest dziś pakiet energetyczno-klimatyczny). To PIENIĄDZE – na które ciągle jeszcze liczą bardziej rozwinięte państwa starej 15 UE, wmuszające (pod osłoną troski o globalny klimat) kupowanie i uzależnienie się od technologii, materiałów i serwisu oferowanego przez ich przemysły OZE (łącznie z energetyka jądrową) – są tym prawdziwym napędem wyznawców mitu o zagrożeniu globalnego klimatu przez emisję CO2. To one tłumaczą odporność polityków i organizacji „ekologicznych”, posługujących tej nowej religii, na wszystkie racjonalne argumenty i dane podważające ich teologię. Taktyka dogmatycznego oporu wobec niewygodnych faktów i stosowania brudnych metod walki z oponentami (czego dowodem przyznanie Polsce nagrody „Skamieliny Roku” i oskarżenie o wyłudzenie bezpłatnych emisji dla nieistniejącej elektrowni) jest jak dotąd ciągle skuteczna, o czym świadczy brak reakcji naszego rządu na udowodnione naruszenie zasad uczciwości traktatowej wobec Polski i pominięcie realiów polskiej gospodarki w umowie pakietowej (odsyłam do publikacji profesorów Jana Szyszki i Krzysztofa Żmijewskiego).
Warto więc zatrzymać się na chwilę nad postawą naszego rządu, który mając konkretne argumenty uznał 15 czerwca br. w sejmie (ustami premiera), że nie zamierza skorzystać z żadnej formy oporu wobec jawnie szkodliwej dla naszej gospodarki umowy. Opozycja próbowała tego dnia kolejny raz przeprowadzić uchwałę o ogłoszeniu referendum w sprawie akceptacji przez społeczeństwo konsekwencji unijnego pakietu. Ale najpierw premier, a potem posłowie koalicji rządzącej odrzucili ten projekt, co obywatel Jan Kowalski powinien pamiętać, gdy 1 stycznia 2013 roku jego rachunki za energię podskoczą o 20 proc. a w latach następnych (do 2020) – łącznie o 100 proc.
Zakłamanie
Zobowiązania, które Polska wzięła na siebie za sprawą podpisanego w grudniu 2008 roku pakietu zaczną nas obowiązywać już od 1 stycznia 2013 roku, a więc za 5 miesięcy. Praktycznie stoimy więc pod ścianą i ostatnią nadzieją jest Europejska Inicjatywa Obywatelska (o czym szerzej w odrębnym tekście).
Niestety, czające się na horyzoncie zagrożenia zawdzięczamy naszym negocjatorom, gdyż już na starcie Polska nie zaprotestowała wobec manipulacji, polegającej na przesunięciu, z roku 1990 na 2005, progu bazowego dla rozliczenia 20 procentowej redukcji emisji CO2. Tym jednym ruchem Polska pozbawiona został swojego ogromnego dorobku wypracowanego w ramach Protokołu z Kioto, czyli 32 procentowej redukcji emisji CO2. Żadne z państw UE, obrażających nas dziś przy różnych okazjach jako hamulcowych rozwoju gospodarki niskoemisyjnej nie wykonało swoich zobowiązań podjętych w ramach konwencji klimatycznej, nawet podniosło poziom swojej emisji, a dziś próbuje wpędzać Polskę w kompleksy i kłopoty gospodarcze.
Szkoda więc czasu i energii na przytaczanie faktów, które kompromitują kolejne dogmaty i kłamstwa europejskich obrońców klimatu, czy wykazywanie sprzeczności i gry pozorów w tych działaniach.
Powtórzę jedynie kilka liczb, które należy upowszechniać na każdym kroku i bez końca, bo są one bezdyskusyjne, wymierne i nie podlegające żadnej interpretacyjnej manipulacji.
Określają one podstawowe parametry, a więc procentowy udział krajów europejskich w światowej emisji CO2, czyli ów szczytny powód, dla którego zamierza się zrujnować gospodarki biedniejszych krajów UE, w tym przede wszystkim Polski, bazującej na energetyce węglowej i własnych zasobach surowców energetycznych.
Ostatnie dane mówią o 10 procentowym udziale Europy w globalnej emisji i „wkładzie” Polski do puli światowej na poziomie 1 procenta, co oznacza najmniejszy poziom emisji w UE w przeliczeniu na głowę jednego mieszkańca!!
Radzę dobrze zapamiętać te trzy zasadnicze wskaźniki. Zwłaszcza w kontekście kosztów, na które narażona jest polska gospodarka, a dokładniej polski podatnik – jeśli ofensywa „klimatycznych” doktrynerów nie zostanie powstrzymana.
Ratunek w kryzysie?
Paradoksalnie nadzieją na otrzeźwienie UE staje się coraz głębszy kryzys finansowy i kurczenie się gospodarek, sparaliżowanych bezradnością polityki wobec harców „rynków finansowych”. Podmywają one postkolonialną pewność siebie bogatych państw UE i przywracają rozum, bo nie liczę na ich elementarną, traktatową solidarność wobec wszystkich członków UE.
Objawy trzeźwienia starej 15 UE pod ciężarem własnych kłopotów zwiększają nasze szanse na obronę fundamentalnej kwestii, jaką jest dla każdej gospodarki cena energii i własne surowce energetyczne.
Polska szczyci się ostatnio tym, że już trzy razy zawetowała wręcz abstrakcyjne pomysły dotyczące celów redukcyjnych od roku 2020 do 2050. Ale są one jeszcze bardziej oderwane od rzeczywistości, niż redukcyjne cele określone w dotychczasowych zapisach pakietowych (redukcja do 80 proc. emisji CO2)…
Niemniej polski minister środowiska, Marcin Korolec zastrzega, że:
Pozostaje odpowiedzieć sobie na pytanie: o czym jeszcze mamy dyskutować na różnych forach, seminariach, czy konferencjach klimatycznych? Czy kompromitacja UE w działaniach antykryzysowych i realna groźba rozpadu strefy EURO, zaś w polityce klimatycznej klapa ostatniej konferencji klimatycznej ONZ w Durbanie i wypowiedzenie protokołu z Kioto przez Kanadę, a przede wszystkim kompletne ignorowanie unijnego amoku w zwalczaniu emisji CO2 przez największych „producentów” tej emisji, czyli Chiny i USA – nie powinna uciąć tej gry pozorów?
Kto jeszcze wierzy, że chodzi tutaj o ochronę globalnego klimatu?
Oczywiście nadal słyszymy przedziwne opinie „ekspertów” od zwalczania emisji CO2, więc przestaje mnie dziwić nawet taki szczyt poplątania argumentów i wniosków jaki przeczytałam w najnowszym tekście Andrzeja Kassenberg, prezesa Instytutu na rzecz Ekorozwoju, który z jednej strony stwierdza, że: większość prognoz w ostatnich kilkunastu latach przewidywała, że Polacy będą zużywali znacznie więcej energii, niż ma to miejsce w rzeczywistości. Tymczasem(…)praktycznie od początku przemian to energochłonność w minimalnym stopniu rośnie, podczas gdy dochód narodowy wzrósł w tym czasie trzykrotnie.
Ale równocześnie stwierdza, że „Polska emituje ponad 10 ton gazów cieplarnianych w przeliczeniu na jednego mieszkańca rocznie. Aby zapobiec zmianom klimatycznym, należy zmniejszyć poziom emisji do 2 ton.”
Czyli co? Jesteśmy tym „czarnym ludem” w UE, czy nie? A może po prostu, w interesie globalnego klimatu powinniśmy przestać oddychać?
W narastającej kakofonii lobbystów sprzecznych interesów pozostaje trzymanie się faktów. A faktem bezsprzecznie realnym, świadczącym o realnym kryzysie gospodarczym w UE jest spadek zakupów rosyjskiego gazu przez państwa UE. Od początku roku eksport rosyjskiego gazu na europejski rynek spadł prawie o 13 proc., z czego jedna czwarta przypada na kraje Europy Środkowo-Wschodniej. Dostawy do Niemiec były niższe o 11 proc., Włoch – o 26 proc. Są to dane z internetowej strony koncernu.
Polska także przestała już być zieloną wyspą i pora wracać na ziemię. Zacząć musimy od odważnej obrony naszych racji i interesów gospodarczych, no i kieszeni polskiego podatnika.
A kto ma ochotę na samobójstwo – to wolna droga.
Eugenia Plucik