Biuletyn Górniczy nr 7 – 9 (299-301)

Brak spisu treści.

Polskie górnictwo węgla kamiennego nawet w latach dekoniunktury przysparza polskiej gospodarce wymierne korzyści.

Energetyka zawodowa w Polsce jest aktualnie oparta na paliwach kopalnych – głównie węglu. Mimo rosnącego udziału energii elektrycznej ze źródeł odnawialnych sytuacja taka utrzyma się jeszcze przez wiele lat. Proces odejścia od paliw kopalnych w energetyce jest bowiem bardzo kosztowny i długotrwały.

Dlatego należy gruntownie rozważyć, czy dla polskiej gospodarki bardziej korzystne jest sprowadzanie taniego węgla z zagranicy, czy też eksploatowanie własnych zasobów tego surowca.

Metodyka badań

Główny Instytut Górnictwa od lat prowadzi badania z zakresu oceny sytuacji ekonomicznej górnictwa węgla kamiennego w Polsce. Wyniki tych prac były publikowane między innymi w Przeglądzie Górniczym. W analizach, poza metodami „klasycznymi” znanymi z podręczników ekonomii, wykorzystywano metodę bilansu dochodów publicznych, (BDP), która poszerza ocenę efektywności przedsiębiorstwa poza kryterium rentowności, czyli zdolności przedsiębiorstwa do generowania zysków. Dążenie do osiągnięcia zysku, czyli nadwyżki przychodów ze sprzedaży towarów i usług nad kosztami ich uzyskania jest bowiem jednym z podstawowych celów prowadzenia działalności gospodarczej.

Ocena rentowności górnictwa zgodna ze standardami rachunkowości, w przeciwieństwie do stosowanej w GIG metody BDP, uwzględnia jedynie wpływy i wydatki związane z działalnością spółek węglowych, i nie obejmuje wpływów i wydatków całego, związanego z górnictwem otoczenia społeczno-gospodarczego. Otoczenie to obejmuje przedsiębiorstwa produkujące materiały i wyroby oraz świadczące usługi na rzecz kopalń, jak i szeroko pojęty sektor usług oraz handlu, z którego korzystają pracownicy kopalń.

Działalności kopalń towarzyszy więc cały łańcuch zatrudnienia: pracowników kopalń, pracowników przedsiębiorstw powiązanych z górnictwem, jak i pracowników podmiotów gospodarczych czerpiących przychody z wynagrodzeń pracowników kopalń i ich otoczenia. Ponadto górnictwo węgla kamiennego jest w Polsce szczególnie mocno obciążone obowiązkowymi płatnościami publicznymi, na które składają się m.in. wpłaty do budżetu (podatek dochodowy, podatek VAT, akcyza, cło, wpłaty z zysku, dywidendy), wpłaty na fundusze celowe (Fundusz Pracy, Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych, Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych), składki ZUS (emerytalne, rentowe, chorobowe, zdrowotne), opłaty środowiskowe (za odprowadzanie wód dołowych do cieków, pobór wody pitnej i wody przemysłowej, emisję pyłów i gazów, odprowadzanie wód opadowych lub roztopowych, spalanie paliw w silnikach spalinowych, składowanie odpadów na powierzchni, itd.), podatki lokalne (wpłaty do budżetów gmin górniczych) oraz inne opłaty (przykładowo za poszukiwanie lub rozpoznawanie złóż kopalin). Wszystkie te płatności publiczno-prawne, generowane zarówno przez górnictwo węgla kamiennego, jak i przez jego otoczenie społeczno-gospodarcze, stanowią wymierną korzyść dla budżetów lokalnych i budżetu centralnego. W metodzie BDP po stronie korzyści bilansowane są wszystkie możliwe do oszacowania płatności publiczno-prawne polskiego górnictwa węgla kamiennego i jego otoczenia społeczno-gospodarczego. Metoda ta opiera się bowiem na założeniu, że ilościowym miernikiem interesu społecznego jest dochód publiczny, na który składają się różnego rodzaju daniny publiczne, głównie podatki. I dopiero suma tych wszystkich korzyści jest zestawiana z kosztami działalności operacyjnej i wynikiem finansowym netto górnictwa węgla kamiennego.

Dane wykorzystane w analizach i zakres analiz

Do wyliczenia dochodów publicznych generowanych przez górnictwo węgla kamiennego w Polsce wykorzystano statystykę prowadzoną przez Agencję Rozwoju Przemysłu SA, oddział w Katowicach, która w ramach „Programu badań statystycznych statystyki publicznej” – badanie statystyczne „Górnictwo węgla kamiennego i brunatnego” gromadzi, agreguje i analizuje dane ze wszystkich obszarów działalności krajowego sektora górnictwa węgla kamiennego. W analizach wykorzystano dane z lat 2013-2018. W obliczeniach przyjęto następujące ograniczenia co do zakresu przeprowadzonych analiz:

  • uwzględniono płatności publicznoprawne realizowane bezpośrednio przez górnictwo węgla kamiennego,
  • uwzględniono płatności publicznoprawne realizowane przez przedsiębiorstwa bezpośrednio powiązane z kopalniami: świadczące usługi oraz wytwarzające energię, materiały i wyroby na ich rzecz,
  • uwzględniono płatności publicznoprawne związane z wynagrodzeniami pracowników kopalń oraz z wydatkowaniem tych wynagrodzeń na cele bytowe,
  • uwzględniono płatności publicznoprawne związane z wynagrodzeniami pracowników przedsiębiorstw bezpośrednio powiązanych z kopalniami oraz z wydatkowaniem tych wynagrodzeń na cele bytowe.

Dalsze wydłużanie łańcucha korzyści (np. na przedsiębiorstwa i pracowników produkujących dobra konsumpcyjne zakupywane przez pracowników kopalń) zwiększałoby błąd oszacowania ponoszonych przez nich płatności publicznoprawnych. Ponadto ich wartość systematycznie maleje wraz z „oddalaniem się” od kopalń, a co za tym idzie ma coraz mniejszy wpływ na końcowy wynik obliczeń.

Analiza poziomu i struktury płatności publicznoprawnych generowanych przez górnictwo węgla kamiennego w Polsce

Łączne wydatki związane z pokryciem bieżących zobowiązań publicznoprawnych wobec budżetu państwa, ZUS, funduszy ekologicznych i gmin wynosiły w analizowanym okresie od 5,6 mld zł w roku 2016 do 7,2 mld zł w roku 2013. Stanowiły one od 21,7 proc. do 25,9 proc. całkowitych kosztów działalności operacyjnej górnictwa. Potwierdza to bardzo duże obciążenie górnictwa płatnościami publicznoprawnymi i wskazuje, że nawet górnictwo przynoszące stratę finansową (w rozumieniu przepisów o rachunkowości) niekoniecznie musi być obciążeniem dla gospodarki.

Analizując strukturę płatności publicznoprawnych realizowanych przez górnictwo węgla kamiennego w tym okresie stwierdzono, że główny element stanowiły składki na ubezpieczenia (od 44,6 proc. do 52,7 proc. ogółu wydatków na te cele). Kolejne istotne elementy płatności publicznoprawnych to podatek VAT oraz podatek dochodowy od osób fizycznych. Stanowiły one odpowiednio od 23,5 proc. do 31,3 proc. i od 10,2 proc. do 13,0 proc. ich sumy. Pozostałe elementy struktury płatności publicznoprawnych miały w niej niewielki, maksymalnie kilkuprocentowy udział.

Obliczenie składników bilansu dochodów publicznych

Wyliczenia płatności publicznoprawnych związanych z górnictwem węgla kamiennego w Polsce i jego bezpośrednim otoczeniem społeczno-gospodarczym w latach 2013-2018 obejmują wpływy do funduszy publicznych z tytułu:

  • płatności bezpośrednich ponoszonych przez górnictwo węgla kamiennego, związane z pokryciem bieżących zobowiązań publicznoprawnych wobec budżetu państwa, ZUS, funduszy ekologicznych i gmin,
  • wynagrodzeń pracowników kopalń,
  • wynagrodzeń pracowników firm świadczących usługi obce na rzecz sektora górnictwa węgla kamiennego,
  • podatków i opłat odprowadzanych przez firmy świadczące usługi obce na rzecz sektora górnictwa węgla kamiennego,
  • ubezpieczeń społecznych płaconych przez firmy świadczące usługi obce na rzecz sektora górnictwa węgla kamiennego,
  • wynagrodzeń pracowników wykonujących roboty i dostawy inwestycyjne na potrzeby sektora górnictwa węgla kamiennego (zakup gotowych dóbr inwestycyjnych, materiałów i energii oraz budownictwo inwestycyjne),
  • podatków i opłat związanych z robotami i dostawami inwestycyjnymi na potrzeby sektora górnictwa węgla kamiennego (zakup gotowych dóbr inwestycyjnych, materiałów i energii oraz budownictwo inwestycyjne),
  • ubezpieczeń społecznych pracowników wykonujących roboty i dostawy inwestycyjne na potrzeby sektora górnictwa węgla kamiennego (zakup gotowych dóbr inwestycyjnych, materiałów i energii oraz budownictwo inwestycyjne).

Dominujący udział w strukturze płatności publiczno-prawnych związanych z górnictwem węgla kamiennego w Polsce i jego bezpośrednim otoczeniem społeczno-gospodarczym mają płatności bezpośrednie ponoszone przez górnictwo węgla kamiennego. W analizowanym okresie ich udział stanowił średnio ok. 77,9 proc. sumy wpływów do funduszy publicznych i w latach 2013-2017 wykazywał wyraźną tendencję wzrostową. Wskazuje to na znaczący i rosnący wkład w fundusze publiczne płatności z bezpośredniego otoczenia społeczno-gospodarczego branży górniczej, które w latach 2013-2018 wyniosły łącznie 38,5 mld zł.

W analizowanym okresie sumy wpływów do funduszy publicznych obejmujące ww. pozycje wynosiły od 7,1 mld zł w roku 2016 do 9,5 mld zł w roku 2013 (średnio 8,2 mld zł), a ich udział w kosztach działalności operacyjnej stanowił od 28,3 proc. w roku 2018 do 32,9 proc. w roku 2013 (średnio 30,6 proc.). Oznacza to, że, co trzecia złotówka wydana przez spółki węglowe na swoje bieżące funkcjonowanie wróciła do funduszy publicznych w formie podatków, płatności i innych danin. W analizowanym okresie widoczna jest jednak tendencja malejąca, do której przyczyniły się głównie zmniejszone wydatki inwestycyjne górnictwa i redukcja wynagrodzeń w branży.

Ciekawe wyniki daje również zestawienie sumy wpływów do funduszy publicznych z wynikiem finansowym górnictwa węgla kamiennego. Nawet w latach 2013-2016, gdy górnictwo węgla kamiennego nie wypracowywało zysku netto, płatności publiczno-prawne kreowane przez branżę górniczą i przez jej bezpośrednie otoczenie społeczno-gospodarcze były wielokrotnie wyższe od powstałej straty z działalności. Przykładowo w najgorszym dla branży roku 2015 strata netto sektora górnictwa węgla kamiennego wyniosła 1,9 mld zł wobec 8,1 mld zł sumy wpływów do funduszy publicznych – czyli de facto nadwyżka wszystkich korzyści nad kosztami wyniosła aż 6,2 mld zł.

Wnioski

Światowy rynek surowców energetycznych cechują cykle koniunkturalne, które skutkują okresowymi wzrostami i spadkami cen. Przykładowo w latach 2017-2018, w warunkach wysokich cen surowców energetycznych, górnictwo węgla kamiennego w Polsce wypracowało zysk netto w łącznej wysokości 3,8 mld zł, mimo że jego obciążenie płatnościami publicznymi było podobnie wysokie, jak w latach poprzednich. Gdyby w okresie spadku cen węgla jego obciążenie bezpośrednimi płatnościami publicznoprawnymi zostało odpowiednio zmniejszone, górnictwo węgla kamiennego mogło by przynosić zysk, a nie straty wykazywane w sprawozdaniach finansowych spółek.

Przedstawione wyniki obliczeń dochodów publicznych generowanych przez górnictwo węgla kamiennego w Polsce wskazują, że jego likwidacja nie jest właściwym posunięciem – szczególnie w wieloletniej perspektywie. Nawet w obliczu unijnej polityki odchodzenia od węgla, nie będzie bowiem możliwe szybkie przestawienie polskiej energetyki na technologie nieemitujące gazów cieplarnianych lub emitujące ich znacznie mniej.

Transformacja polskiej energetyki w kierunku nowych jednostek wytwórczych energii elektrycznej, bazujących na innych źródłach energii pierwotnej niż węgiel, to proces wieloletni. W tym czasie krajowe elektrownie węglowe będą potrzebować paliwa, które można pozyskiwać ze złóż krajowych, wspierając w ten sposób polską gospodarkę lub sprowadzać je z zagranicy. Wyniki wykonanych analiz wskazują, że nawet w okresie niskich cen węgla na rynkach światowych, korzyści generowane przez sektor górnictwa węgla kamiennego w Polsce znacząco przewyższają koszty jego funkcjonowania. Znaczną część tych kosztów stanowią bowiem daniny publiczne, głównie podatki, z których finansowana jest m.in. polityka społeczna państwa. Równie ważny jest też wkład sektora górnictwa węgla kamiennego w ograniczanie bezrobocia i bezpieczeństwo surowcowe Polski.

Należy jednak podkreślić, że wszelkie działania mające na celu podtrzymanie działalności polskiego górnictwa węgla kamiennego w Polsce muszą obejmować restrukturyzację tego sektora, zmierzającą w szczególności do obniżenia kosztów wydobycia węgla i obejmującą zamykanie kopalń uznanych za trwale nierentowne.

dr inż. Piotr Krawczyk
Główny Instytut Górnictwa w Katowicach

Koronawirus nie tylko zatrzymał wydobycie węgla, ale również zdewastował finanse górniczych spółek.

Jak wynika z danych opublikowanych przez katowicki oddział Agencji Rozwoju Przemysłu, która zajmuje się monitorowaniem rynku węgla i sytuacji w górnictwie w maju br. polskie kopalnie wyprodukowały 3,2 mln t węgla kamiennego, podczas gdy sprzedaż wyniosła prawie 3,5 mln t. W przypadku zarówno wydobycia i sprzedaży to historyczne minima.

W marcu efektów pandemii jeszcze nie było widać. Produkcja wyniosła wtedy ponad 5 mln t. Natomiast już wyraźnie niższe było wydobycie w kwietniu br. – wyniosło ponad 4,2 mln t. Już wtedy kopalnie musiały ograniczyć lub częściowo wstrzymać wydobycie w związku z rozprzestrzeniającą się pandemią koronawirusa – powodem były masowe zachorowania w niektórych zakładach i konieczności odizolowania chorych lub objętych kwarantanną pracowników.

Na przełomie kwietnia i maja rozpoczęło się wstrzymywanie produkcji w pierwszych zakładach. Ruch Jankowice i kopalnia Murcki-Staszic wstrzymały wydobycie pod koniec kwietnia, a na początku maja dołączyła do nich kopalnia Sośnica. To jednak było tylko preludium, bo na początku czerwca Ministerstwo Aktywów Państwowych ogłosiło 12 kopalń (10 z Polskiej Grupy Górniczej i 2 z Jastrzębskiej Spółki Węglowej), które zawiesiły produkcję.

Zawieszona produkcja

W efekcie od 9 czerwca wydobycie wstrzymały kopalnie Knurów-Szczygłowice oraz Budryk, a od 12 czerwca – Bolesław Śmiały, Piast, Ziemowit, Halemba, Pokój, Chwałowice, Marcel, Rydułtowy, Mysłowice-Wesoła i Wujek. Zakłady stopniowo zaczęły wracać do normalnej pracy na początku lipca. Po majowym dołku produkcja zaczęła się odbijać – w czerwcu wyniosła 3,83 mln t, a w lipcu przekroczyła już 5 mln t.

Jakby tego było mało pandemia koronawirusa w znacznej mierze przyczyniła się do zahamowania popytu na węgiel – zarówno energetyczny, jak i metalurgiczny. W przypadku tego pierwszego koncerny energetyczne wyhamowywały produkcję energii elektrycznej, bo wraz z zamknięciem gospodarki radykalnie zmniejszyło się zapotrzebowanie na prąd. Swoje zrobiło też opodatkowanie „czarnej” energii z węgla opłatami za emisje CO2 – w efekcie koncerny wybierały import tańszej zielonej energii niż generację z węgla.

– Zużycie energii elektrycznej w pierwszym półroczu 2020 r. spadło o ponad 5 proc. w porównaniu do analogicznego okresu roku ubiegłego, natomiast import energii elektrycznej wzrósł o ponad 42 proc. W efekcie produkcja energii elektrycznej spadła o prawie 8 proc. Warto zwrócić uwagę, że największy spadek w produkcji energii elektrycznej wystąpił w obszarze produkcji ze źródeł konwencjonalnych, czyli źródeł opartych na węglu kamiennym i brunatnym – tłumaczył Marek Wadowski, wiceprezes zarządu ds. finansów w Grupie Tauron.

Jeśli chodzi o segment węglowy energetycznej spółki, czyli Tauron Wydobycie to w pierwszej połowie roku kopalnie wyprodukowały 2,49 mln t węgla, czyli o 10 proc. więcej niż w analogicznym okresie minionego roku, kiedy produkcja wynosiła 2,26 mln t. Trzeba tutaj zaznaczyć, że z trzema kopalniami pandemia obeszła się dość łaskawie, a wzrost wydobycia może byłby i godny uwagi, gdyby nie fakt, że punkt odniesienia, czyli ubiegły rok był pod tym względem bardzo kiepski.

Co ważne znaczna część wyprodukowanego węgla powędrowała na zwały, bo sprzedaż wyniosła jedynie 1,88 mln t (w minionym roku było to 2,19 mln t). Przychody ze sprzedaży wyniosły 503 mln zł (rok temu 532 mln zł), wynik EBITDA wyniosła 7 mln zł (w 2019 r. była to strata – 143 mln zł), a strata operacyjna (EBIT) sięgnęła 271 mln zł (w 2019 r. strata operacyjna wyniosła – 511 mln zł).

Węgiel trafiał na zwały

Co miało pozytywny wpływ na dodatni wynik EBITDA? Jak się okazuje, oprócz pomocy w ramach tarczy antykryzysowej, paradoksalnie zaważył tutaj fakt, że wyprodukowany węgiel w dużej części trafił na zwały powiększając zapasy.

– Segment Wydobycie w pierwszym półroczu oraz drugim kwartale wykazał dodatni wynik EBITDA. Samo pierwsze półrocze, to poziom 7 mln zł. Na to złożyły się dwa istotne elementy. Po pierwsze dzięki porozumieniom zawartym ze stroną społeczną pozyskaliśmy dofinansowanie do wynagrodzeń przy skróconym czasie pracy. Wpływ tego zdarzenia to 32 mln zł. Przypomnę, że skrócony czas pracy z dofinansowaniem, to miesiące maj, czerwiec i lipiec, a więc jeszcze jeden miesiąc w drugim półroczu w ten sposób funkcjonował. I drugim istotnym elementem jest duży wzrost stanu zapasów – prawie trzykrotny. To w efekcie powoduje, że nie wykazujemy kosztów produkcji węgla składowanego na zwałach w rachunku zysków i strat, ale w bilansie. W związku z czym sam wzrost zapasów ma pozytywny wpływ na EBITDĘ, niemniej jednak jeżeli zapasy będą spadać, to w tym momencie te koszty będą pokazywane w rachunku zysków i strat. Także sumarycznie nie spodziewamy się tak dobrego wyniku w segmencie wydobycie, natomiast samo pierwsze półrocze pokazuje dodatnią EBITDĘ – wyjaśniał Wadowski.

W drugiej połowie roku kopalnie Taurona Wydobycie będą ograniczały wydobycie w związku z ograniczaniem produkcji energii zwłaszcza z aktywów węglowych.

Więcej wydobywają, niż zużywają

– Zakładamy, że drugie półrocze pod względem produkcji węgla będzie gorsze niż pierwsze właśnie z uwagi na fakt, że trafia on w dużej mierze na zwały. Myśmy nawet już przed skorzystaniem z dofinansowania z tarczy antykryzysowej ograniczyli produkcję w jednym dniu w tygodniu. Natomiast nie jest to w tej chwili wystarczające. Pamiętajmy o tym, że spadek produkcji z węgla kamiennego jest bardzo istotny. Największy spadek występuje właśnie w tym obszarze. Dotyczy on oczywiście nie tylko Grupy Tauron, natomiast z uwagi na specyfikę bloków w Grupie Tauron ten spadek jest jeszcze potęgowany tym, że nasze bloki są po prostu blokami dosyć drogimi w systemie, co w efekcie powoduje, że produkcja z tych bloków jest bardzo niska. W tej chwili doszliśmy do takiej sytuacji, że nasza produkcja węgla jest wyższa niż nasze zużycie w Grupie. To nie jest sytuacja łatwa, w związku z czym zakładamy, że w całym 2020 r. produkcja węgla będzie wyższa niż w roku 2019, ale niewiele i będzie ona mocno ograniczana w drugim półroczu właśnie z uwagi na sytuację związaną ze zużyciem tego węgla – argumentował wiceprezes Taurona.

Jeśli chodzi o największego w Polsce producenta węgla energetycznego z dokładną oceną skutków ekonomicznych koronawirusa oraz jego wpływu na produkcję trzeba będzie jeszcze poczekać, bo spółka nie przedstawiła żadnych wyników. Wiadomo jedynie, że PGG jest na krawędzi upadku i wygląda na to, że nie obejdzie się bez zamknięcia części kopalń. Śledząc dane ARP trudno jednak oczekiwać, aby zakłady spółki w pierwszym półroczu wyprodukowały więcej niż 12 mln t węgla.

Rynek stali uderza w koksowy

Na wynikach producentów węgla koksowego i koksu, oprócz problemów produkcyjnych wywołanych koronawirusem, zaważyło przede wszystkim spowolnienie na rynku stali. W efekcie Grupa JSW odnotowała w pierwszej połowie 2020 r. 973,8 mln zł straty netto wobec 547,5 mln zł zysku rok wcześniej. W pierwszym półroczu br. produkcja węgla wyniosła 6,7 mln t (była niższa o 4,8 proc. niż w analogicznym okresie 2019 r.), a produkcja koksu niespełna 1,6 mln t (- 8,7 proc.). Warto podkreślić, że udział produkcji węgla metalurgicznego i do celów energetycznych w produkcji netto ogółem w pierwszym półroczu 2020 r. wyniósł odpowiednio 79 proc. i 21 proc. Oznacza to, że produkcja węgla metalurgicznego była wyższa o 0,4 mln t niż rok wcześniej.

Jak zaznaczył prezes JSW Włodzimierz Hereźniak, podczas półrocznej konferencji wynikowej, która odbyła się w trybie online w piątek, 21 sierpnia, kluczowy wpływ na wyniki spółki miał kryzys wywołany pandemią koronawirusa, który sparaliżował światowe rynki w drugim kwartale 2020 r.

– Po raz pierwszy spotkałem się z taką sytuacją nadzwyczajną. Drugi kwartał to pandemia, która w szczególny sposób uderzyła w Jastrzębską Spółkę Węglową. W pewnym momencie byliśmy ośrodkiem największej liczby zachorowań w skali kraju. Wszystko zaczęło się w sposób niespodziewany. W pierwszym kwartale wydawało się, że i rynek i sytuacja sprzedażowa zaczyna nam mocno sprzyjać, ale w połowie marca zaczęły się problemy. 25 marca musieliśmy powołać sztab kryzysowy, który od tego momentu pracował nieprzerwanie. Staraliśmy się przygotować maksymalnie do nadciągającego zagrożenia. Myślę, że te nasze działania były nowatorskie i one czasem wywoływały niepochlebne opinie na zewnątrz, natomiast staraliśmy się wyprzedzać sytuację – powiedział Hereźniak.

Jak przypomniał prezes JSW, zakłady spółki, aby zminimalizować zagrożenie epidemiczne, przeszły z systemu czterozmianowego na trzyzmianowy. Chodziło o to, aby o ile to tylko możliwe ograniczyć kontakt pomiędzy pracownikami. Potem w następstwie decyzji wojewody śląskiego trzy zakłady spółki – ruchy Szczygłowice i Knurów oraz kopalnia Budryk musiały na blisko miesiąc wstrzymać pracę.

– To wszystko implikowało problemy wydobywcze i produkcyjne. Sytuacja spowodowała, że nasz ubytek jeśli chodzi o planowaną produkcję wyniósł 1 mln 46 tys. t węgla. To ubytek w stosunku do pierwotnych planów produkcyjnych – wyliczył Hereźniak.

Jak zaznaczyli przedstawiciele spółki, koronakryzys odbił się na sprzedaży i cenach, zarówno węgla i koksu. Ceny węgla metalurgicznego i koksu za sześć pierwszych miesięcy tego roku osiągnęły odpowiednio 487,78 zł za tonę i 792,98 zł za tonę. Przychody ze sprzedaży Grupy Kapitałowej JSW w pierwszym półroczu 2020 r. wyniosły 3,5 mld zł i były o 26,5 proc. niższe niż w analogicznym okresie 2019 r. To efekt mniejszej sprzedaży i niższych cen sprzedaży węgla, koksu oraz węglopochodnych. Uzyskane przez GK JSW średnie ceny sprzedaży węgla metalurgicznego były niższe o 30,4 proc., węgla do celów energetycznych o 8 proc., a koksu o 31 proc.

Nadzieja w rynkach zamorskich

– Na naszą działalność miał wpływ przede wszystkim rynek europejski, ale również światowy. Mieliśmy do czynienia z bezprecedensowym spadkiem produkcji stali w Unii Europejskiej. W relacji kwartał do kwartału był to spadek przekraczający 30 proc. To oczywiście miało swoje skutki, bo nasze koksownie są zakładami poza produkcją stali, czyli zakładami typowo rynkowymi. Dlatego wszystkie ograniczenia skupiły się na naszych koksowaniach, ponieważ producenci stali chronili przede wszystkim swoje koksownie – argumentował prezes JSW.

Jak dodał Hereźniak, JSW przez cały czas zwiększa swoją obecność na rynkach zamorskich, gdzie stopniowo przenosi się produkcja stali.

– Spodziewamy się, że 50 proc. naszej produkcji będzie lokowane na rynkach zamorskich, bo rynek europejski wyraźnie się kurczy – powiedział. – Jeśli chodzi o sprzedaż na nowych rynkach wschodnich, to te ilości się rozpędzają. Mam nadzieję, że do końca roku one będą dosyć stabilne. Mówię tu o rynku chińskim, wietnamskim czy tajwańskim. Umownie nazwijmy je dalekowschodnimi, a chodzi mi te rynki, które doznały najmniejszego uszczerbku, jeśli chodzi o produkcję stali – dodał.

Jeśli polskie kopalnie produkujące węgiel koksowy powinny jakoś sobie poradzić i wyjść z tego kryzysu obronną ręką, to producenci węgla energetycznego wydają się być na straconej pozycji. Pandemia koronawirusa przyspieszyła jedynie efekty „zielonej rewolucji”, która sprawia, że energetyka oparta na węglu w Unii Europejskiej przestaje być opłacalna.

Jacek Madeja
Publicysta tygodnika Trybuna Górnicza i portalu netTG.pl Gospodarka i Ludzie

Fot: W czerwcu br. Centralna Stacja Ratownictwa Górniczego w Bytomiu w formie on-line wznowiła zawieszone z powodu pandemii koronawirusa szkolenia ratownicze. Ratownikom przyjdzie jeszcze poczekać na zespołowe treningi akcji ratowniczych.

Górnicza krew i osocze na ratunek chorym na koronawirusa.

W Lublinie 18 sierpnia ruszyła produkcja pionierskiego w świecie leku na koronawirusa. Mają w tym udział górnicy, którzy przeważnie bezobjawowo przeszli zakażenie. Od lipca górnicy-ozdrowieńcy systematycznie oddają osocze i krew na ratunek osobom, które ciężko zmagają się z tą chorobą.

W kwietniu, jako pierwsi w Polsce osocze ozdrowieńców w leczeniu chorych na COVID-19 zaczęli stosować lekarze z Kliniki Chorób Zakaźnych Samodzielnego Publicznego Szpitala Klinicznego nr 1 w Lublinie. Efekty były obiecujące. We współpracy z medykami tego szpitala specjaliści z firmy Biomed SA oraz Instytutu Hematologii i Transfuzjologii, a także Agencji Badań Medycznych od maja przygotowują produkcję nowego leku. Biomed SA od 40 lat wytwarza z osocza immunoglobuliny (m.in. przeciw wirusowemu zapaleniu wątroby) i oferuje np. szczepionkę przeciw gruźlicy.

Do intensyfikacji prac nad nowym lekiem konieczny był surowiec, czyli osocze ozdrowieńców. Co najmniej 150 litrów potrzebne było do uruchomienia produkcji. Taki dar dla ratowania życia chorych wnieśli głównie górnicy, którzy są najliczniejszą w Polsce grupą osób z covidowymi przeciwciałami. Ponad osiem tysięcy ludzi węgla, w tym około 50 proc. z JSW, przeszło od początku pandemii do końca sierpnia zakażenie koronawirusem i blisko 90 proc. z nich wyzdrowiało.

Dar w odpowiedzi nie tylko na hejt

Pracownicy kopalń węgla kamiennego odpowiedzieli solidarnie nie tylko na apele dotyczące osocza, ale także darów krwi, której zazwyczaj podczas wakacji brakuje. Pandemia w tym roku deficyt w bankach krwi bardzo zwiększyła. Regionalna Stacja Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa w Raciborzu zwróciła się na początku lipca z oficjalną prośbą o pomoc do Jastrzębskiej Spółki Węglowej. Efekty przeszły oczekiwania już w pierwszej wakacyjnej akcji przeprowadzonej 10 i 11 lipca. W kolejnych padły niesamowite rekordy.

– Kolejka przed stacją krwiodawstwa to rzadki widok. A już pierwszego dnia akcji pobraliśmy krew aż od 270 osób. Górnicy to szlachetna i odpowiedzialna grupa zawodowa – cieszyła się Gizela Kowol, dyrektor RCKiK w Raciborzu.

13 lipca górnicy-ozdrowieńcy z JSW oddawali osocze dla chorych na COVID-19, o co ich prosiła raciborska RSKiK. 10 dni później pierwsza grupa pracowników PGG pojechała z takim darem do Warszawy, odpowiadając na apel WZZ „Sierpień 80”, który prowadzi akcję „Nie hejtuję, bo ratuję”.

– Inicjatywa zrodziła się w maju, gdy przez cały kraj przeszła fala nienawiści wobec górników i medyków, u których najliczniej wtedy wykrywano zakażenie koronawirusem. Propozycja wspólnego przeprowadzenia takiej akcji wyszła z Centralnego Szpitala Klinicznego MSWiA w Warszawie. Przy okazji oddawania osocza górnicy mają tam zapewnione kompleksowe badania serca, układu oddechowego i krwi. Są monitorowani pod kątem ewentualnych odległych czasowo skutków przebytego zakażenia. Jako pierwsi do Warszawy pojechali górnicy z kopalni Jankowice. Akcje te prowadzimy co tydzień. Z naszej strony koordynatorem jest Rafał Jedwabny. Legitymacja związkowa nie ma znaczenia, zapraszamy wszystkich, którzy spełniają warunki i chcą pomóc chorym – wyjaśniał Bogusław Ziętek, przewodniczący komisji krajowej WZZ „Sierpień 80”.

Jesteśmy solidarni

Dawcą osocza dla ciężko chorych na COVID-19 mogą być osoby, które przebyły zakażenie, mają podwójny ujemny wynik testu na koronawirusa, odpowiednią ilość przeciwciał, nie przyjmują żadnych leków, mają zdrową tarczycę i nie przechodziły transfuzji. Dla krwiodawcy jest krótsza lista wymogów zdrowotnych, by mogli ofiarować innym szanse na przeżycie dramatu zdrowotnego. Druga, dwudniowa wakacyjna akcja raciborskiej RSKiK i JSW (7 i 8 sierpnia) przyniosła aż 176 litrów krwi i 32 litry osocza. Wydawało się, że tego wyniku nie można pobić. A jednak. Odzew był jeszcze większy na akcję krwiodawstwa organizowaną dla uczenia 40. rocznicy podpisania Porozumień Sierpniowych i powstania NSZZ „Solidarność”. Hasło przewodnie głosiło: 40 litrów krwi na 40-lecie „Solidarności”. A oddano aż dwa razy więcej tylko w jednym miejscu i to w ciągu kilku godzin – w jastrzębskiej Hali Widowiskowo-Sportowej. Gizela Kowol, dyrektor Regionalnego Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa w Raciborzu wyliczyła, że w trzech wakacyjnych akacjach z udziałem pracowników JSW uczestniczyło ponad tysiąc osób, które oddały łącznie 450 litrów krwi.

– Jesteśmy solidarni z potrzebującymi, to jest nasza racja stanu. JSW mocno wpisuje się w cały szereg obchodów 40-lecia „Solidarności”. Bardzo nam zależy, żeby o Porozumieniu Jastrzębskim szeroko mówiono i o nim nie zapomniano i doceniano rolę naszych górników. To tutaj tworzyła się historia, to była jedna z dróg Polski do niepodległości. Myślę, że akcja 40 litrów krwi na 40-lecie NSZZ „Solidarność” to najlepszy sposób uczczenia tej ważnej rocznicy w czasach pandemii – mówił Artur Dyczko, zastępca prezesa JSW ds. technicznych i operacyjnych.

Danuta Jemioło, kierownik Biura Terenowego Śląsko-Dąbrowskiej „Solidarności” w Jastrzębiu-Zdroju podkreślała, że w rocznicową akcję oddawania krwi zaangażowane są wszystkie struktury całego Regionu Śląsko-Dąbrowskiej „Solidarności”, 31 sierpnia solidarnościowe akcje prowadzono w Jastrzębiu Zdrój i Katowicach. W pierwszych dniach września w Rybniku, Raciborzu, Dąbrowie Górniczej i Sosnowcu. W chwili zamykania tego numeru naszego pisma nie było jeszcze podsumowania całej akcji prowadzonej przez Śląsko-Dąbrowską „Solidarność”.

Osocze nie zastąpi leku

Skoro górnicy oddają krew i osocze to po co lek, który ma być produkowany na bazie m.in. ich darów? To nie jest retoryczne pytanie. Osocze można podawać tylko pacjentom, którzy mają zgodną grupę krwi z jej dawcami. Ilość przeciwciał w osoczu dawców jest różna, bo każdy organizm inaczej odpowiada na zakażenie. Skuteczność terapeutyczna osocza podawanego chorym nie jest identyczna.

Piotr Fic, członek zarządu ds operacyjnych Biomed Lublin SA wyjaśniał podczas sierpniowej konferencji prasowej, że każda dawka leku musi być jakościowo identyczna. Osocze zawiera różnego rodzaju białka, które mogą powodować niekorzystne konsekwencje dla pacjenta. Takie ryzyko musi być wyeliminowane w procesie produkcji leku na koronawirusa. Badania kliniczne wykażą, jaka jest optymalna dawka terapeutyczna dla pacjenta. W tej chwili nie można przewidzieć, ile osocza należy podać pacjentowi. Lek będzie można stosować nie tylko w celach leczniczych, ale także profilaktycznie dla grup zawodowych szczególnie narażonych na kontakt z COVID-19 (np. medyków).

Szacuję się według badań prowadzonych na świecie, że chorym może on zwiększyć szanse na przeżycie o 50-80 proc. i znacząco skróci czasu stosowania respiratorów.

Kiedy będzie lekarstwo na koronawirusa? Jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z założeniami, Immunoglobulina SARS-CoV2 może być dopuszczona do obrotu przez Urząd Rejestracji Leków na początku 2021 r. Na razie lek jest w fazie eksperymentalnej produkcji. Na przygotowanie pierwszej partii do badań klinicznych potrzeba półtora miesiąca. Później będą czteromiesięczne kliniczne badania jego skuteczności i procedura rejestracji. Walka z pandemią koronawirusa niestety nie jest jeszcze wygrana ani w Polsce, ani na świecie. Wszyscy czekają na lek i szczepionkę. Dla Biomed Lublin SA priorytetem jest rynek krajowy. Ze 150 litrów osocza można wyprodukować ok. 3000 ampułek. Ile będzie potrzebnych dla jednego pacjenta, jeszcze nie wiadomo.

Jolanta Talarczyk

Rozmowa z KATARZYNĄ KASPEREK, dyrektorem zarządzającym i ekspertką w firmie doradczo-szkoleniowej Kasperek Consulting

Czy każdy moment jest właściwy na szkolenie kompetencji negocjacyjnych?

Negocjacje są niczym zaprojektowane i dostosowane do otoczenia oraz sił negocjujących taktyczne rozmowy. Łatwo nam zapomnieć o tym, że uczestniczą w nich normalni ludzie z bagażem doświadczeń, przyzwyczajeń i nawyków. My widzimy to codziennie pracując nad rozwojem kompetencji kadry menedżerskiej. Często wyrywamy ludzi z ich samokrytycznych i gorzkich opinii na temat ich własnych kompetencji. Wiemy, jak bardzo są one szkodliwe dla nich samych. Codziennie dostarczamy im rozwiązania ich problemów i wspieramy ich cele. Narzędzia negocjacyjne są nam zawsze potrzebne. Im trudniejsze otoczenie i warunki stawiane przez strony kontraktu, tym szybciej dostrzegamy własne luki kompetencyjne i bardziej doskwiera nam brak tych narzędzi. Nikt nie wbije gwoździa bez młotka. Dobrze byłoby też dostać instruktaż, jak zrobić to szybko i bez skaleczeń, uzyskując optymalny wynik. Powtarzanie kolejnych udanych prób, wzmacnia w nas wiarę w siebie. Pozwala też radzić sobie z trudnościami. W trakcie szkoleń osiągamy wiele ambitnych celów, redukujemy stres i zdenerwowanie, wskazujemy błędy i analizujemy niepowodzenia, tworzymy właściwe nawyki wdrażając negocjujących w system samokontroli ich emocji i zachowań. Każdy nasz warsztat to ponad 30 nowych zadań negocjacyjnych, kilkadziesiąt analiz i ponad sto sprawdzonych rad, warto się więc szkolić.

Architektura negocjacji, plan przestrzenny i zabiegi reorganizacyjne są tematem warsztatów na tegorocznej Szkole Zamówień Publicznych, dlaczego?

Nastawieni na sukces, wygodę i szybkość realizacji celów zakupowych siadamy do stołów negocjacyjnych, by dopracować szczegóły powstającego kontraktu. Wydaje się, iż posiadając już wszystkie potrzebne informacje, skupimy się na najbardziej interesujących obie strony negocjacyjne kwestiach. To założenie często upada już podczas pierwszych minut spotkania, bo okazuje się, że wielkość oczekiwań zmusza strony do technicznych ustaleń i poruszania nierozwiązywalnych kwestii, takich jak terminy płatności czy cena, co jest właściwie potworną stratą czasu. Im bardziej koncentrujemy się na szczegółach, tym bardziej kończy się nasza cierpliwość do znajdowania rozwiązań korzystnych dla obu stron. Upada model poszukiwania twórczych opcji i zaczyna się walka o swoje, często zaniżająca wynik ekonomiczny negocjowanego porozumienia. Bilans strat oceniamy w kuluarach. Przewagę zaś przy stole negocjacyjnym ma zawsze ten, kto poczyni poprawne założenia i zaskoczy drugą stronę własnym perswazyjnym rozwiązaniem lub strukturą planu doprowadzenia do zmiany pierwotnego punktu widzenia.

Wszyscy mamy mocne strony, ale przetestowane mocne strony dają nam bezwzględną przewagę nad naszym adwersarzem. Staramy się bowiem wtedy nie ulegać skłonności do nawykowej oceny jego propozycji, ze względu na chwilową bądź widoczną użyteczność proponowanego przez niego rozwiązania czy inne subiektywne przesłanki uznane przez siebie za istotne. Często również nie dociekamy motywów drugiej strony leżących u podstaw proponowanych rozwiązań lub nawet o nie nie pytamy. W ten sposób tracimy możliwości budowania naszej strategii negocjacyjnej na przyszłość. Bywa, że właśnie w tym momencie strony używają perswazji do wymuszania działań niezgodnych z wcześniejszym planem, używając siły nagrody, kary lub innych taktyk. Ujawniają także informacje, których nie sposób dokładnie sprawdzić, powołują się na siłę wcześniejszych relacji lub tzw. miłości otoczenia, bądź optymalność proponowanych rozwiązań. Inne grzechy główne popełniane przez negocjujących to: brak planowania, „odpuszczanie” dla zachowania dotychczasowych relacji, tworzenie skrajnie niekorzystnych warunków porozumienia lub upieranie się przy jednym rozwiązaniu. Plan przestrzenny, tak jak i inne narzędzia planowania, przybliżają nas zdecydowanie do osiągnięcia korzyści dla obu stron, to jest bardzo ekonomiczne myślenie w dzisiejszych czasach. Poza tym wszystkim istotna jest także umiejętność perswazji…

Perswazja kojarzy nam się ze skutecznym przekonywaniem, czy to oznacza, iż im więcej mówię, tym więcej zyskuję? Czy chodzi o coś innego, np. o znajomość konkretnych zabiegów i taktyk?

Tak, warto potrafić mówić perswazyjnie pod warunkiem, iż uda nam się dotrzeć i rozwiązać problemy, które mają obie strony. Osiągniemy to w sytuacji, w której próbujemy drugiej stronie pomóc je rozwiązać lub przynajmniej stwarzamy takie wrażenie. Zaczynaj zawsze od pytania: „Dlaczego to takie ważne?” i kończ stwierdzeniem „Rozumiem, dlaczego to mówisz…”.

W przeciwnym przypadku, kiedy prosimy o coś drugą stronę lepiej wysłuchać jej zdania na ten temat i nie wyjaśniać propozycji własnymi słowami a raczej poczekać na jej interpretację. W tym wypadku lepiej mówić mniej a uważniej słuchać. Dobrze także wyczuć nastawienie drugiej strony a nawet ukierunkować jej wrogość unikając zbędnej nadinterpretacji. Umiejętne stawianie pytań jest metakompetencją. Ale gdybym miała magiczną różdżkę i mogła spowodować jedną zmianę przy jej użyciu, chciałabym, aby negocjujący przestali dzielić różnicę tzw. krakowskim targiem a nauczyli się dzielenia między sobą możliwości. Do tego bardziej potrzeba nam kreatywności w tym również tej taktycznej.

W ubiegłym roku poznaliśmy specjalistyczne narzędzie planowania negocjacyjnego zwane trójpolówką. Pozwala nam ono na uporządkowanie listy poruszanych problemów i zbudowanie spójnego systemu zadań negocjacyjnych i strategii ustępstw w połączeniu z kontrolą granic opłacalności. Był to wstęp do metodyki budowania argumentacji i oczekiwań oraz wyboru taktyk.

Jak bardzo w tym wszystkim liczą się nasze naturalne predyspozycje negocjacyjne?

Predyspozycje do bycia naturalnie dobrym i skutecznym negocjatorem są efektem naszego uczenia się emocjonalnego, somatycznego i społecznego. Najskuteczniej można je doskonalić poprzez doświadczanie dobrych wzorców i ich analizę. Oznacza to, iż naturalne umiejętności do jednoznacznego wyrażania naszych pragnień i potrzeb bez oznak zażenowania czy obawy przed odrzuceniem stanowią istotny czynnik powodzenia w osiąganiu własnych celów, również negocjacyjnych. Najistotniejsze jest wyeliminowania strachu przed tworzeniem własnej argumentacji gdyż tylko działając w trybie responsywnym, czyli w odpowiedzi na działania partnera negocjacyjnego, osiągamy pełny wewnętrzny spokój uwidaczniający się w kolejnych mocnych, silnych wypowiedziach. Osoby responsywne są ogólnie bardziej lubiane i odbierane jako bardziej stanowcze przez otoczenie, więc łatwiej im osiągać wszystko, co planują. Przeciwieństwem responsywności jest indyferentność. Naszym celem jest wyeliminowanie reakcji typu: „uciekaj”, „zamieraj”, „odpuszczaj” (bolesnych nawyków) i przekształcenie ich na: „współpracuj”, „dziel się”, „kontroluj” „dociekaj” i „twórz” (nawyków o trwałej pozytywnej wartości). O tym modelu także mówiliśmy w ubiegłym roku analizując harwardzki model negocjacyjny.

Co jeszcze ma wpływ na to, że stajemy się doskonałym negocjatorem?

Umiejętność tworzenia własnego wizerunku. O tym także mówimy w tym roku na warsztatach. Dzięki rozwijaniu tych kompetencji jesteśmy w stanie poradzić sobie z coraz większymi wyzwaniami negocjacyjnymi. To kompetencja obecnych czasów. Przedłuża znaczenie pierwszego dobrego wrażenia, intensyfikuje nasze pozytywne cechy, poszerza rozumienie dynamicznego sposobu funkcjonowania w zawodzie, odświeża widzenie przez innych naszych sukcesów. Nasz zewnętrzny wizerunek powinien być żywicielem efektów obfitym w zasoby i trwałe wartości. Zasoby zaś powinny być widoczne i jednoznaczne. Nasz wizerunek, nasze priorytety, zasady i preferencje mogą kreować nie tylko styl postępowania, ale powinny być także wyznacznikiem naszego stylu negocjacyjnego. Każdy z nas ma wady i popełnia błędy, ale stworzony przez nas wizerunek stanowi dowód solidności twojej osoby i gwarantuje pewność kontraktu oraz firmy, którą reprezentujemy. Wizerunek nie może się kojarzyć ze strachem, gniewem czy bezradnością. Niedocenianie własnych zasobów stwarza przesłanki do obniżania naszej wewnętrznej siły. Wizerunek jest częścią nas a także daje podstawę do umiejętności rozpoznania własnych zasobów i czerpania z nich siły. Do jego tworzenia używamy kart inspiracji oraz sprawdzonych narzędzi czy wzorców archetypów. Wizerunek to również strefa wpływu, to przewidywalne twoje stanowisko, następny krok i trzymanie kursu na rozpoznawalność.

Co dają nam szkolenia z negocjacji?

Można powiedzieć, że dają nam schronienie kompetencyjne. To oznacza, że w chwili wystawienia na próbę sił mamy poczucie posiadania arsenału taktyk i jesteśmy gotowi na ich użycie. Szkolenie daje nam również świadomość tego, że nasze wysiłki potrafimy przełożyć na efekty, ponieważ działamy spokojnie, metodycznie, mając pod kontrolą każdą niemal sytuację, która może zaistnieć. Dzięki niemu wiara we własne kompetencje staje się faktem a nie marzeniem. Szkolenia pozwalają nam być sobą w procesie negocjacji a nie walczyć z zaistniałą sytuacją i w pełni wykorzystać posiadane atuty. Pozwalają nam także zmniejszyć negatywne oddziaływanie taktyk i zabiegów naszych adwersarzy na powodzenie procesu negocjacyjnego oraz zwiększyć oddziaływanie tego, co w nim pozytywne. Zachęcam do rozwoju kompetencyjnego w ramach naszej Szkoły Zamówień Publicznych, warsztatów i kursów negocjacyjnych.

Zobacz pozostałe numery

Sporo się u nas dzieje.

Bądź zawsze na bieżąco.

ZAPISZ SIĘ DO NEWSLETTERA

Ta witryna jest zarejestrowana pod adresem wpml.org jako witryna rozwojowa. Przełącz się na klucz witryny produkcyjnej na remove this banner.