Brak informacji.
Rozwiązania dla branży wydobywczej zaprezentowało 480 firm z przeszło 20 krajów.
Ogromne kombajny, przenośniki, obudowy zmechanizowane, systemy łączności i wiele innych innowacyjnych rozwiązań – to wszystko oglądaliśmy na tegorocznych Międzynarodowych Targach Górnictwa, Przemysłu Energetycznego i Hutniczego Katowice 2015.
Jubileuszowa, XXX edycja imprezy, była największą ze wszystkich dotychczasowych. Stoiska zwiedziło ponad 21 tys. osób. Swoje rozwiązania dla branży wydobywczej zaprezentowało 480 firm z przeszło 20 krajów w tym z Niemiec, Wielkiej Brytanii, Czech, Słowacji, Australii, Chin, Wietnamu, Ukrainy, Rosji, Grecji i Francji.
– Dziękuję za zaufanie, to dzięki Wam (wystawcom – przyp. red.) przez 30 lat targi stały się najbardziej prestiżową ekspozycją techniki górniczej w Europie. Na przekór trudnościom i problemom, z jakimi zmaga się polskie górnictwo, rodzimi producenci kolejny raz potwierdzili swą konkurencyjność technologiczną i cenową prezentowanych urządzeń – mówił podczas ceremonii otwarcia targów Marek Brzenczek, prezes zarządu Polskiej Techniki Górniczej.
W światowej czołówce
Nie były to jedynie czcze słowa. Mimo kryzysu w górnictwie, nasi producenci z branży okołogórniczej wciąż należą do światowej czołówki. Udowodnili to również w tym roku w Katowicach. Polską myślą techniczną interesowali się zwłaszcza przedstawiciele koncernów wydobywczych z Chin, Indii, Indonezji, Turcji, Ukrainy i Rosji.
Grupa Kopex, jako największa firma otoczenia górniczego w Polsce, od lat jest jednym z najważniejszych wystawców podczas targów górniczych. Na tegorocznych targach wystawiła swoją ofertę na 800 m kw. Firma zaprezentowała zwiedzającym łącznie kilkanaście różnych maszyn, urządzeń i rozwiązań technicznych,
W opinii Józefa Wolskiego, prezesa Grupy Kopex, polskie górnictwo, które przez lata stanowiło poligon doświadczalny producentów maszyn, traci tę ważną funkcję z powodu ograniczania wydatków kopalń.
– Sposobem ratunku dla branży jest zatem eksport myśli technicznej i sprzedaż produktów za granicą – zwrócił uwagę Wolski.
Godnym odnotowania jest fakt, że już pierwszego dnia targów Kopex podpisał umowę z Xi’an Coal Mining Factory, chińskim potentatem na rynku maszyn i urządzeń górniczych.
– Razem będziemy oferować w Chinach nasz system Mikrus, produkcję niektórych elementów powierzymy stronie chińskiej – przyznał Wolski.
Z kolei Famur pochwalił się swoim kombajnem FS 300. To połączenie zaawansowanych rozwiązań technicznych, wysokiej technologii oraz najwyższej klasy materiałów. Dzięki temu powstała wydajna i niezawodna maszyna, jednocześnie prosta w obsłudze i łatwa w eksploatacji. Główne zalety kombajnu to wysoka produktywność, wynikająca z dużej mocy zainstalowanej oraz dużego prześwitu pod kombajnem, zastosowanie konstrukcji modułowej skutkującej ograniczeniem wymiaru transportowego do 2,6 m, komfort obsługi (od strony zawałowej), system sterowania III generacji w standardzie e-kompleks, modułowa budowa wyposażenia elektrycznego oraz nowoczesne rozwiązania dot. bezpieczeństwa pracy. Famur od pewnego czasu poszukuje zbytu na swą produkcje w Turcji i Iranie.
Rynki wschodnie uważane są dziś przez polskich przedsiębiorców okołogórniczych za najbardziej perspektywiczne. Wielu szuka również swojej szansy poza górnictwem, w energetyce i budownictwie.
Szukanie innych branż
– Coraz częściej spoglądamy w stronę producentów spoza branży górniczej, którzy potrzebują silników i napędów. Taki manewr jest trudny do zrealizowania, ale podejmujemy rywalizację w innych gałęziach przemysłu i odnotowujemy już na tym polu pierwsze sukcesy – przyznał Jerzy Suchoszek, prezes Dąbrowskiej Fabryki Maszyn Elektrycznych Damel.
Dąbrowska firma pokazała podczas tegorocznych targów kilka silników elektrycznych do napędu maszyn górniczych. Za najbardziej nowatorskie rozwiązanie uznano silnik o mocy 850 kW zintegrowany z przemiennikiem częstotliwości. Specjalna konstrukcja silnika i przekształtnika częstotliwości umożliwiła wykonanie zwartej, jednolitej obudowy mieszczącej w sobie wszystkie elementy napędu. To absolutna nowość. Wynalazkiem zainteresowały się już rosyjscy odbiorcy.
Obecna na wszystkich polskich kopalniach Carboautomatyka praktycznie z roku na rok poszerza swą listę kontrahentów zagranicznych. Trafiły na nią ostatnio firmy z Argentyny oraz Bośni i Hercegowiny. W tym roku Carboautomatyka przedstawiła na targach rozwiązania nie tylko dla górnictwa, ale również energetyki, ciepłownictwa, hutnictwa, koksownictwa, gospodarki wodno-ściekowej, i tuneli komunikacyjnych.
Forum wymiany myśli
Zwiedzający wystawę polskich producentów maszyn i urządzeń górniczych mieli również okazję zobaczyć największy eksponat imprezy – kombajn chodnikowy typu DH R75 z zintegrowanym systemem wiercąco-kotwiącym, charakteryzujący się wysoką stabilnością pracy i wydajnością urabiania, a także możliwością funkcjonowania w trudnych warunkach stropowych. Przywiozła go na targi spółka Hydrotech. Targowy egzemplarz kombajnu zaraz po wystawie pojechał do lubelskiej Bogdanki.
Tegoroczne targi były również okazją do dyskusji o sytuacji i przyszłości polskiego górnictwa w ramach debaty „Górnictwo – filar regionu czy kamień u nogi?”, zorganizowanej przez Wydawnictwo Górnicze drugiego dnia targów ( 9 września br.). Dyskutanci spierali się m.in. o to, czy państwo w należytym stopniu stymuluje kontakty przemysłu ze sferą nauki.
– Dopóki świetna marka górnośląskiego przemysłu okołogórniczego jest znana na świecie i ceniona, powinniśmy zrobić wszystko, aby wykorzystać okoliczności i ocalić ją na przyszłość. Stworzenie górniczej Dolina Krzemowej jest możliwe, ale wymaga mądrej koordynacji tych działań, które dzisiaj prywatni przedsiębiorcy i ośrodki naukowe podejmują osobno na skalę własnych potrzeb – mówił Mirosław Bendzera, prezes Grupy Famur.
Z kolei prof. Stanisław Trenczek, dyrektor ITI Emag zwrócił uwagę na szanse tkwiące w łączeniu potencjału małych przedsiębiorstw we wspólnych projektach, Podobną opinie wygłosił również prof. Aleksander Nawrat z Instytutu Automatyki Politechniki Śląskiej, szef Centrum Badań i Analiz Technicznych Fasingu.
Prezes zarządu Kopeksu, Józef Wolski ubolewał, że targi nie spotkały się z zainteresowaniem ze strony polityków.
– Trudno pozbyć się wrażenia, że decyzje dotyczące branży i regionu podejmowane są ponad głowami bezpośrednio zainteresowanych – podkreślił Wolski.
Opinie tę poparł Bogdan Fiszer, prezes Conbelts Bytom, który nieobecność przedstawicieli rządu na katowickich targach określił mianem niezrozumiałej.
Zygmunt Łukaszczyk prezes Katowickiego Holdingu Węglowego zauważył z kolei, że próby restrukturyzowania branży węgla kamiennego widoczne były w ciągu minionych kilku lat jedynie w postaci deklaracji, a nie faktów. W trakcie dyskusji zwrócono uwagę na kwestie prawne związane bezpośrednio z branżą wydobywczą. Mariusz Orliński z Kancelarii Ślązak, Zapiór i Wspólnicy odniósł się do obciążeń fiskalnych górnictwa.
Mam wrażenie, że te reguły wiążą nam ręce. Dyskusja o branży trwa od lat, istotnie nie ma w niej żadnych konkretów. To bolesne, bowiem właścicielem górnictwa jest Skarb Państwa. Węgiel jest nam potrzebny, nie ma co stwarzać iluzji, że inne źródła energii zabezpieczą polskie potrzeby. Obowiązkiem państwa jako właściciela jest zadbanie o zasoby i przemysł zajmujący się górnictwem. Pompowanie pieniędzy w górnictwo nie jest dobrym rozwiązaniem, ale państwo może stworzyć pozytywny klimat dla przedsiębiorstw górniczych – przekonywał zwracając uwagę, że w ciągu ostatnich lat górnictwo odprowadziło do budżetu państwa i budżetów lokalnych 100 mld zł. Zastanawiał się, czy rzeczywiście te kwoty powinny być tak duże, tym bardziej, że węgiel brunatny jest opodatkowany pięciokrotnie niżej.
Możliwe, ale bardzo trudne
Odpowiadając na pytanie „Czy Śląsk może istnieć bez górnictwa”? Wojciech Saługa, marszałek województwa śląskiego, stwierdził, że jest to możliwe, ale bardzo trudne.
Jego zdaniem obecny kryzys na światowych rynkach węgla już niebawem powinien zakończyć się wyraźnym odbiciem.
Janusz Olszowski, prezes Górniczej Izby Przemysłowo-Handlowej przypomniał, że nasz sektor górnictwa węglowego, to nie są tylko kopalnie i spółki węglowe, ale to wszystko, co można było zobaczyć na tegorocznych targach, a także jednostki naukowo-badawcze, wyższe uczelnie i ponad pół miliona miejsc pracy. Wszyscy, którzy twierdzą, że branża węglowa chyli się ku upadkowi nie mają racji. Polski sektor górnictwa rozumiany jako produkcja węgla wraz całym otoczeniem jest potęgą na światową skalę. Tak należy postrzegać problem, a nie przez pryzmat kilkuletniego kryzysu na rynkach węgla. On minie, a górnictwo na powrót stanie się dochodową branżą.
Kajetan Berezowski
Publicysta tygodnika Trybuna Górnicza
i portalu górniczego nettg.pl
Projekt CCS nie powiódł się do końca, jego następca CCU będzie musiał naprawić błędy.
Dziesięć lat temu ruszył projekt budowy instalacji CCS (Carbon Captu re and Storage – CCS) w niemieckiej elektrowni węglowej w Schwarze Pumpe, tuż przy granicy z Polską. Jego sukces uzależniony był od możliwości podziemnej sekwestracji dwu tlenku węgla wytrąconego w procesie produkcji energii elektrycznej. Jednak niemieckie gminy nie wyraziły zgody na stosowanie tej technologii. Obecnie Komisja Europejska sugeruje wdrażanie technologii CCU, czyli przekształcania dwutlenku węgla w produkty akceptowalne społecznie. Ma to rozwiązać problem energetyki węglowej.
Przez najbliższe dziesięciolecia świat będzie uzależniony od paliw kopalnych, dlatego – w celu ograniczenie emisji CO2 do atmosfery – niezbędnym będzie wykorzystanie czystych technologii węglowych. Polska jest jednym z liderów w dziedzinie badań nad wytrącaniem CO2. Mamy własną instalację do wychwytywania dwutlenku węgla – CCS. Projekt stworzyli, a co najważniejsze wykonali specjaliści z Grupy Turon oraz Instytutu Chemicznej Przeróbki Węgla w Zabrzu przy współpracy naukowców Politechniki Śląskiej i wsparciu Narodowego Centrum Badań i Rozwoju. Koszty zbudowania instalacji pilotowej wyniosły 8,8 mln zł i zostały w całości pokryte ze środków Grupy Turon.
Dwie mobilne instalacje pilotażowe
W elektrowniach w Łaziskach i Łagiszy umiejscowiono dwie mobilne instalacje pilotażowe do wychwytu dwutlenku węgla. W pierwszym przypadku jest to instalacja aminowa, w drugim zmiennociśnieniowa. Pojawia się jednak ten sam problem, z którym nie poradzili sobie Niemcy – podziemnym składowaniem wytrąconego dwutlenku węgla. Bez zgody społeczeństwa wprowadzenie technologii CCS będzie praktycznie niemożliwe. Nie wiadomo również, gdzie można byłoby ewentualnie lokować CO2.
Na skalę przemysłową technologia CCS wykorzystywana jest tylko w Norwegii i USA, już w połączeniu z podziemną sekwestracją gazu. W ten sposób wspomaga się eksploatację ropy naftowej. Takie rozwiązanie w naszych warunkach mijałoby się z celem. Wprowadzenie technologii CCU otwiera zatem nowe szanse dla rozwoju czystych technologii węglowych.
Instytut Systemów i Technologii Energetycznych Politechniki w Darmstadt, który eksploatuje największe na świecie instalacje pilotażowe do wychwytywania CO2, pracował nad metodą pętli węglanowej przez ostatnie cztery lata. Analiza tej metody przez ponad 1 tys. godzin operacyjnych pozwoliła naukowcom z Darmstadt stwierdzić, że zużywa mniej energii i wymaga niższych nakładów w porównaniu do wcześniejszych podejść. Główna zaleta tej metody polega na możliwości jej wprowadzenia w ramach modernizacji do istniejących elektrowni.
Bez obciążania środowiska
Badania nad metodą pętli węglanowej zostały sfinansowane z grantów udzielonych przez Federalne Ministerstwo Gospodarki i Technologii Niemiec oraz różnych partnerów przemysłowych na łączną kwotę przekraczającą 5 mln euro. Zaangażowane są również spore środki europejskie.
– Ta metoda wyznacza kamień milowy na drodze do elektrowni wolnych od CO2 i umożliwi elektrowniom zasilanym węglem, gazem ziemnym, paliwem alternatywnym i biomasą produkowanie w sposób niezawodny i opłacalny energii elektrycznej i ciepła bez obciążania środowiska – twierdzi prof. Bernd Epple, dyrektor Instytut Systemów i Technologii Energetycznych Politechniki w Darmstadt, który wraz z grupą naukowców od kilki lat prowadzi intensywne badania nad nową technologią.
Pętla węglanowa polega na zapewnieniu wytwarzania dużych ilości gazów cieplarnianych w czasie spalania paliw kopalnych, takich jak węgiel czy gaz ziemny. Kluczową technologią, która zapewnia obniżenie emisji w elektrowniach i ich większą przyjazność dla środowiska, jest wychwytywanie i utylizacja dwutlenku węgla CCU, stosowane w zakładach zasilanych paliwami kopalnymi. Technologia CCU pozwala obniżyć do minimum emisje CO2, będące następstwem stosowania paliw kopalnych do produkcji energii elektrycznej i na potrzeby innych procesów przemysłowych.
Metoda pętli węglanowej wykorzystuje naturalnie występujący wapień do wiązania CO2 obecnego w gazach kominowych elektrowni w reaktorze pierwszego stopnia. Czysty CO2 jest wówczas uwalniany do reaktora drugiego stopnia w celu dalszego przetwarzania i magazynowania. Pilotażowa instalacja badawcza Politechniki w Darmstadt zatrzymała ponad 90 proc. wyemitowanego CO2, redukując jednocześnie o ponad 50 proc. pobór energii i koszty operacyjne przeznaczane wcześniej na wychwytywanie CO2.
Gaz syntezowy
Nową technologią zainteresował się także Tauron. Projekt zakłada przekształcenie dwutlenku węgla z elektrowni węglowych, zakładów chemicznych, metalurgicznych czy cementowni na gaz syntezowy. Będzie on powstawał w wyniku reakcji CO2 z wodorem pochodzącym z procesu elektrolizy. Proces ten ma być zasilany nadwyżką energii elektrycznej pochodzącej ze źródeł odnawialnych. W projekcie, oprócz spółki Tauron Wytwarzanie, uczestniczą też polskie instytucje naukowo-badawcze. Akademia Górniczo-Hutnicza z Krakowa odpowiada za analizę reakcji metanizacji na różnych katalizatorach, a Instytut Chemicznej Przeróbki Węgla z Zabrza za testowanie pilotażowego układu CO2-SNG w rzeczywistym środowisku przemysłowym. Taki układ o wydajności 20 m sześc./h powstanie w Elektrowni Łaziska, przy tamtejszej instalacji wychwytu CO2. Dokumentację konieczną do produkcji i zakupu urządzeń oraz ich integracji z całością instalacji przygotuje firma West Technology & Trading, zajmująca się projektowaniem i budową nowoczesnych instalacji z branży chemicznej i ekologicznej. Z kolei firma Rafako z Raciborza odpowiada za nadzór nad dokumentacją urządzeń pomocniczych do budowy całej instalacji oraz sprzedaży przyszłych produktów. W projekcie bierze też udział spółka Exergon z Gliwic, która opracowała na bazie modelu matematycznego komplet założeń wejściowych i wyjściowych realizowanego procesu zamiany dwutlenku węgla i wodoru w gaz syntezowy.
Proces produkcji gazu syntezowego ma następować w modułowych, strukturalnych reaktorach metanizacji CO2. Pracują nad nimi francuscy partnerzy projektu. Organizacja badawczo-rozwojowa CEA zaprojektowała pierwszy reaktor testowy o wydajności 3–4 m sześc. CO2/h na wlocie, natomiast firma Atmostat jest firmą wykonawczą tych reaktorów.
– Presja UE na redukcję emisji CO2 nie ustaje. Projekt CCS nie powiódł się do końca. Jego następca CCU będzie musiał ten błąd naprawić – zauważa Janusz Tchórz, dyrektor Departamentu Badań i Technologii w spółce TAURON Wytwarzanie.
Kajetan Berezowski
Publicysta tygodnika Trybuna Górnicza
i portalu górniczego nettg.pl
Sekretarz Generalny Euracoal BRIAN RICKETTS o kulisach światowej polityki energetycznej
Nie ma naprawdę żadnego sposobu, by przystopować Unię w antywęglowym pędzie?
Jeśli nie zgodzimy się z podjętymi ustaleniami, to pozostaje nam obrać taką drogę, by wynik był jak najlepszy dla węgla. Alternatywa jest następująca: możemy być całkowicie przeciw i współpracować z określonymi kręgami politycznymi w Europie. Oznaczałoby to np. zacieśnienie kontaktów z włoskim Ruchem 5 Gwiazd (powstała w 2009 r., określana jako populistyczna, partia z hasłami demokracji bezpośredniej, walki z korupcją, eurosceptyczna – przyp. red.), Partią Obywatelską w Czechach (prawicowa konserwatywna i wolnorynkowa partia Václava Klausa – przyp. red.), Frontem Narodowym z Francji czy podobnymi ugrupowaniami, których skrajnie prawicowi, eurosceptyczni posłowie tworzą w Parlamencie Europejskim grupę Europa Narodów i Wolności. Problemem jest jednak to, że miewają oni ekstremalne poglądy. Zatem jeśli naprawdę chcemy dokonać progresu w sprawie węgla w Unii Europejskiej, jesteśmy skazani na dogadywanie się z głównym nurtem.
Na ile szabel może Pan liczyć w mainstreamie?
Tych, którzy wspierają dziś węgiel w głównych partiach, nie jest wcale tak wielu. Cóż, być może mniej, niż jesteśmy sobie w stanie wyobrazić… Sojusznicy? Przypomnę tylko, że np. Jerzy Buzek jeszcze w 2007 r. podpisał deklarację, która zakładała ograniczenie emisji gazów cieplarnianych do 2020 r. Lista przeciwników węgla jest długa. Obejmuje ona ekologiczne organizacje pozarządowe a także niestety wiele mediów, które również są wrogie węglowi. W rezultacie bardzo niewielu polityków otwarcie ma odwagę przyznawać się do popierania węgla. Natomiast większość dużych i liczących się partii ogłasza nośne manifesty pełne antywęglowych haseł. Są też tacy politycy, którzy z absolutnym przekonaniem mówią, że musimy zaprzestać wydobycia surowców kopalnych. Co gorsza dołącza do tego kręgu nawet papież Franciszek a nawet liderzy muzułmańscy w Europie! Sojusznikami nie są dziś nawet związkowcy, którzy wydają się być bardziej zaangażowani w sprawę obrony klimatu, niż chronienie miejsc pracy członków własnych związków. Europejska Konfederacja Związków Zawodowych wypuściła np. slogan, który głosi: „Nie będzie pracy na martwej planecie!”.
Krąg nacisków istotnie nie do po-zazdroszczenia…
Najważniejsze, że cała ta presja stwarza podstawowe zagrożenie dla naszego przemysłu. Trudność naszego położenia można by przyrównać do sytuacji abolicjonistów walczących w XIX w. o zniesienie niewolnictwa! Musimy wbrew większości i bardzo silnym stereotypom stawiać opór i upierać się przy swoich racjach, nie godząc się ze status quo. Ponieważ obecna sytuacja jest po prostu nie do zaakceptowania. Wprawdzie 22 kwietnia 2014 r. Donald Tusk był na tyle rozsądny, że powiedział otwarcie w UE, iż bezpieczeństwo energetyczne Europy powinno być zrównoważone. Zarazem jednak z tej samej Unii dobiegają sprzeczne komunikaty, które każą wnioskować, że ustalony został ścisły plan dekarbonizacji, z którym w niedalekiej przyszłości nie da się pogodzić używania węgla w gospodarce europejskiej.
Dlaczego Unia w sprawie węgla zachowuje się tak nielogicznie?
Jedną ze słodkich tajemnic Unii Europejskiej pozostaje, dlaczego gaz i ropa naftowa importowane są do niej z państw zewnętrznych jak Rosja i Iran? Dlaczego Unia nie chce polegać na własnych zasobach energetycznych i naszej własnej podaży w zakresie źródeł energii i produktów?
Do jakich wniosków doszedł Pan, analizując z kuluarów ścieżki wywierania nacisku w polityce energetycznej UE?
Gdy zawodzą wszystkie klasyczne metody walki politycznej, na pierwszy plan wysuwa się lobbing. Spróbujmy przyjrzeć się, jak potężnym potrafi być on narzędziem oddziaływania! Kilka prostych dat z najlepiej znanej mi Wielkiej Brytanii. W 1997 r. partia laburzystowska Tony´ego Blaira obiecała solennie wspierać technologie CTW (czyste technologie węglowe). Miałem przyjemność współpracować z byłym przewodniczącym Narodowej Rady Węgla Wielkiej Brytanii lordem Derekiem Ezrą, który powtarzał, jak bardzo trzeba rozwijać i wspierać CTW. Naszymi partnerami były wówczas takie kompanie jak Texaco Oil i National Power. Otóż dobrze zapamiętałem dzień, kiedy w trakcie jednej z debat parlamentu na łamach Financial Times ukazał się tekst obwieszczający… brak wsparcia ze strony największych firm dla projektu CTW. Wkrótce rzeczywiście projekt upadł z tego dokładnie powodu. Postawiono na wydobycie gazu.
Dlaczego laburzyści radykalnie zmienili swoje stanowisko w sprawie węgla?
Może dlatego, że niejaki John Brown miał ogromny wpływ na premiera rządu Jego Królewskiej Mości? (Wieloznaczna aluzja do kontrowersyjnej i słynnej w historii Zjednoczonego Królestwa postaci służącego królowej Wiktorii, którego rola i faktyczne związki z monarchinią do dziś są przedmiotem dociekań i kontrowersji. Natomiast współcześnie wydawca John Brown jest twórcą jednej z największych na świecie potęg prasowo-medialnych – przyp. red.). Pod wpływem medialnych podpowiedzi Tony Blair zaufał obietnicom taniego wydobycia gazu z Morza Północnego. Zaufał do tego stopnia, że zadbał o nadanie Brownowi tytułu lorda…
Zaskakującymi zwrotami akcji znaczone jest też podobno krótka historia wdrażania technologii CCS?
W czasie swego wystąpienia w ONZ na sesji w Nowym Jorku w 1997 r. Blair zobowiązał się w imieniu Wielkiej Brytanii, że dzięki czystym technologiom emisja dwutlenku węgla w krajach rozwijających się ulegnie szybkiemu obniżeniu o 15 proc. Zmusiło nas to, jako rzeczników węgla, do ulepszania projektu. Pojechaliśmy do Brukseli z ofertą wdrażania pierwszych technologii CCS, wychwytu i składowania dwutlenku węgla. A warto wiedzieć, że w tamtych latach środki, którymi dysponowała na ten cel Unia Europejska, były doprawdy zupełnie wystarczające, aby zainwestować w tę nową technologię. Jednak Bruksela nie zgodziła się na nasz pomysł, powołano tylko ograniczony fundusz badawczy technologii węglowych. Otóż dzisiaj, po ponad 15 latach w tej samej Brukseli żądają od nas gotowych i zaawansowanych wdrożeń CCS! A bez nich węgiel ciągle będzie na przegranej pozycji!
Jak Pan postrzega stolicę Unii na węglowej mapie kontynentu?
Bruksela zdominowana została przez sieć NGO – organizacji pozarządowych oraz wyznawców antywęglowych ideologii i autorytetów opłacanych przez te organizacje. Są to ludzie, którzy specjalizują się w wywieraniu skutecznego wpływu na opinię publiczną w Unii Europejskiej. Media w państwach członkowskich opłacane są wręcz za rozsiewanie defetyzmu w sprawach węgla. Przykładem może być kampania przeprowadzona niedawno przez czasopismo The Guardian pod hasłem „Zostawcie to w ziemi!” (chodziło oczywiście o węgiel). Czytelnicy artykułów ukazujących w ramach tego przedsięwzięcia niekoniecznie mają świadomość, że to już nie jest dziennikarstwo tylko płatna kampania. O tym, jak potężne środki służą przeciwnikom węgla świadczy fakt, iż w samej tylko Brukseli, jedna wpływowa organizacja – Europejska Fundacja Klimatyczna każdego roku wypłaca na swoje zadania, na zniszczenie przemysłu węglowego, ok. 25 mln euro. Z takimi możliwościami finansowymi naprawdę trudno konkurować dowolnemu lobbyście z przeciwnej strony. Dodajmy do tego pozostałe organizacje, zgodnie inwestujące w fundusz wspierania tzw. walki ze zmianami klimatycznymi. Powiedzmy o lobbingu, który w Wielkiej Brytanii, gdzie osobiście znam sytuację, dotarł już do Izby Lordów, kolportując raporty o wydobyciu i emisji z węgla, dokumentujące rzekomo zgubny jego wpływ na ludzkie zdrowie i życie.
Ktoś musi przecież koordynować tego rodzaju akcję. Czy po nitce do kłębka odkrył Pan coś ciekawego na tyłach europejskiej polityki klimatycznej?
Charakterystycznym elementem układanki jest ogromna rola ośrodków kształtowania opinii, które pod postacią rozmaitych fundacji stoją na zapleczu antywęglowej kampanii. Bardzo ciekawa bywa ewolucja głównego przedmiotu ich zainteresowań. Przykładem może być Fundacja Hewlett Packard (marka jednej z największych na świecie amerykańskich firm informatycznych z zatrudnieniem kilkuset tysięcy osób na wszystkich kontynentach – przyp. red.). Początkowo fundacja Packarda zajmowała się tylko kwestiami przeludnienia planety, obecnie ciężar jej prac przerzucono na problematykę klimatyczną. Podobnie dzieje się o dziwo w Stanach Zjednoczonych. Tam również działa prawidłowość, że najwięcej zależy od tego, komu wierzą przywódcy. Spójrzmy choćby na jedną ze znaczniejszych postaci Białego Domu, doradcę Baracka Obamy i szefa prezydenckiego biura ds. polityki dotyczącej nauki i technologii, współprzewodniczącego Rady Ekspertów Prezydenta USA w tym zakresie (PCAST) Johna Holdrena. Profesor Holdren poprzednio również skupiał się na problemach przeludnienia globu i wyliczał, ilu ludzi może jeszcze bezpiecznie przybyć na naszej planecie bez kataklizmu. Wielu obserwatorów posądza Holdrena o katastrofizm w wyszukiwaniu zagrożeń demograficznych. Otóż zamiast skoncentrować się na poszukiwaniu odpowiednich sposobów produkcji i dystrybucji żywności, profesor Holdren zajął się obecnie… nadciągającą katastrofą klimatyczną. Zawróćmy do Europy. W Niemczech jednym z twórców Energiewende (rewolucyjnego przejścia od konwencjonalnych do odnawialnych źródeł energii, bez precedensu w nowożytnej historii – przyp. red.) jest doradca Angeli Merkel – Hans Joachim Schellnhuber (w Anglii znany szerzej jako „Johny”), który od 1993 r. szefuje poczdamskiemu Instytutowi Badań nad Zmianami Klimatu. Utworzył komitet dostarczający rządowi niemieckiemu odpowiednich dowodów naukowych, mających potwierdzać zagrożenia klimatyczne. Schellnhuber przeniósł ciężar debaty z globalnego ocieplenia na dość katastroficzne wizje płonących węgli a jego prognozy zostały uwzględnione przy tworzeniu założeń polityki energetycznej w Niemczech.
Gdzie właściwie należałoby szukać źródeł klimatycznej histerii?
Kiedy w 1989 r. Margaret Thatcher wypowiadała się po raz pierwszy w ONZ o zmianach klimatycznych, Zieloni mieli tylko ok. 15 proc. poparcia w wyborach w Zachodniej Europie. Ich znaczniejsze pojawienie się na scenie politycznej było w rzeczywistości reakcją na pierwszą falę zatrważających doniesień naukowych o zmianach klimatu, ale nie można powiedzieć, by ówczesny stan posiadana partii ekologicznych był spory. W latach 80. XX w. ukazała się książka pt. „Only One Earth” – jeden z klasycznych już dziś, nieoficjalnych raportów, w którym autorzy stawiali tezę, iż pewne bardzo niewielkie i ograniczone zmiany wskaźników z zakresu ochrony środowiska mogą w efekcie doprowadzić do zasadniczych i krytycznych zmian na skalę globalną. Znajdują się tam jedne z pierwszych katastroficznych prognoz związanych z globalnym ociepleniem. Warto jednak podkreślić, że świat nauki nie dysponował wówczas jeszcze żadnymi modelami komputerowymi, były to po prostu czcze zgadywanki.
Wszyscy dali się uwieść lękowi? Świat nauki nie oponował?
W Australii doradca byłego premiera Tonyego Abotta jako jeden z nielicznych obstawał przeciwko sztucznemu dotowaniu produkcji energii np. ze źródeł wiatrowych. Maurice Newman, bo o nim mowa, mówił bez ogródek: „Nie spodziewajcie się prawdy od naukowców i mediów głównego nurtu, bo oni należą do establishmentu i składają ofiary na ołtarzu Globalnego Ocieplenia. Przedstawiają iluzje, że uratują nas elektrownie wiatrowe. Tymczasem biedni stają się jeszcze biedniejsi a ci, na których los mamy realny wpływ, żyją z zasiłków socjalnych i marzną w zimie”. Tymczasem w Unii 22 października 2014 r. Komisja Euro-pejska pod wodzą Jeana-Claude’a Junckera pochyliła się nad naukowymi raportami, przeznaczając każdego roku imponujące środki na zagadnienia związane z klimatem. Przypominają mi się w tym miejscu słowa Winstona Churchilla, który mawiał, że naukowcy powinni być zawsze pod ręką… Kontrolowanie obaw i lęków może być drogą do osiągnięcia władzy.
A jakie realne szanse ma przed sobą cudowna broń węgla, czyli CCS?
Musimy popracować nad koncepcjami. Technologie CCS, którymi dysponujemy nie zawsze zyskują odpowiednie wsparcie. Przyczyny są różnej natury. Polska zidentyfikowała na Bałtyku jedyny w swoich granicach obszar nadający się do celów składowania dwutlenku węgla, położony bardzo daleko od miejsc emisji tego gazu. W Niemczech opinia publiczna przeciwstawia się jakimkolwiek inwestycjom tego typu. Brak poparcia społecznego i politycznego obserwujemy też w Wielkiej Brytanii, jeśli chodzi o budowę elektrowni wyposażonej w infrastrukturę do wychwytu i składowania dwutlenku węgla. A przecież CCS to nie wszystko! By opracować taki scenariusz, który zyskałby uznanie i posłuch, powinniśmy wytworzyć powszechny szacunek dla roli węgla w okresie transformacji energetycznej!
Łatwo powiedzieć. Ale czy starczy węglowi amunicji? Jaką obrać taktykę?
W ramach uzgodnionych dla węgla ograniczeń powinniśmy maksymalnie sprawnie poruszać się w trudnym politycznym labiryncie. Jedno z wyjść rysuje się w takim kierunku, gdzie państwom członkowskim pozostawiono w Unii Europejskiej wolność decydowania o kształcie własnego miksu energetycznego. Komisja Europejska ma siłę zdolną uśmiercić węgiel na konty-nencie. Naszą misją, misją Euracoal jest więc bezustanne poszerzanie perspektywy, aby w końcu przekonać przedstawicieli mieszkańców Unii w Parlamencie Europejskim do większej przychylności dla węgla. Musimy balansować przy pomocy rzeczowych argumentów. Pokazać korzyści i opisać dokładnie odpowiednie dla węgla miejsce. Trzeba mówić jasno o kosztach, np. o tym, że budowa gigantycznej pustynnej elektrowni solarnej w Kalifornii, złożonej z 9 mln paneli i mocy 550 MW, pochłonie półtora miliarda dolarów. A nowoczesna bateria Tesli oferuje nam 7 KWh energii elektrycznej po cenie… 3 tys. dol.! Musimy wziąć wreszcie pod uwagę okresy bez dostępu do energii z OZE i unaocznić ludziom w Europie skutki braku zasilania. Nowe węglowe projekty, przy utrzymywaniu się obecnej polityki energetyczno-klimatycznej, będą jeszcze trudniejsze niż dziś. Bob Dylan śpiewał, że czasy się zmieniają, musimy zmieniać się razem z nimi! Za wszelką cenę nie powinniśmy dopuścić do tego, by węgiel był wciąż przedstawiany jako problem naszej planety!
Wysłuchał: Witold Gałązka
Publicysta tygodnika Trybuna Górnicza
i portalu górniczego nettg.pl