Biuletyn Górniczy Nr 1-2 (211-212)

Brak informacji.

Import węgla do Polski będzie się zwiększał

Rozmowa z JANUSZEM PIECHOCIŃSKIM, wicepremierem, ministrem gospodarki.

– Czy zdołamy w kolejnych latach utrzymać poziom wydobycia oscylujący wokół 70 mln ton węgla rocznie, a co za tym idzie, czy damy radę utrzymać miejsca pracy w górnictwie?

– To będzie zależało od wielu czynników, w tym między innymi od postępu technologicznego w branży, od innowacyjności, od poprawy efektywności. Polskie górnictwo musi zrobić wszystko, by utrzymać zdolność do konkurowania na globalnym, ponadeuropejskim rynku. Na ten rynek napływa węgiel z różnych krajów, w tym między innymi ze Stanów Zjednoczonych, co przekłada się na poziom cen surowca.

Odpowiadając na pańskie pytanie, trzeba też zaznaczyć, że będzie to kwestia kształtu energetyki węglowej w Polsce. Ważne będzie podtrzymanie aspiracji, byśmy byli wytwórcą i sprzedawcą energii netto.

O przyszłości polskiego górnictwa zadecyduje też uruchamianie nowych pokładów, uelastycznianie pracy, czy wykorzystanie metanu, na którym też będzie można zarobić.

Kluczowe będzie utrzymanie procesów inwestycyjnych w sektorze węglowym. Należy też odejść od filozofii wyznawanej w trakcie przetargów, że liczy się najniższa cena. Ta cena musi być sensowna, natomiast na pierwszym miejscu musi być jakość. Choćby dlatego, że przestoje wiele kosztują.

Ważne, by w kolejnych latach powstrzymać wzrost importu węgla do Polski, bo będzie on zagrażał stabilności miejsc pracy w polskim górnictwie. Tego nie da się zrobić metodami nakazowymi. Ważny będzie wzrost produktywności i efektywności oraz optymalizacja kosztów.
– Kopalnie powinny fedrować przez 7 dni w tygodniu?

– Doświadczenia kopalni Silesia, a także Lubelskiego Węgla Bogdanka, pokazują, że w pozostałych spółkach węglowych należy uzgodnić z pracownikami nowe zasady pracy, przystające do obecnych realiów. Czyli, kopalnia pracuje przez siedem, a górnicy przez pięć dni w tygodniu.

Musi też być poprawiona organizacja pracy. W niektórych kopalniach górnicy pracują tylko przez 3,5 godziny. To się musi zmienić. Ważna będzie więc poprawa systemów transportowych na dole kopalń. Trzeba też pilnować kosztów, co oczywiście nie może się odbywać kosztem bezpieczeństwa pracy górników, które jest najważniejsze.
– Dostrzega Pan problem górniczych kadr?

– Oczywiście, błędem przed laty było zdewastowanie szkolnictwa górniczego. Menedżerowie górniczy wskazują, że absolwent szkoły górniczej potrzebuje trzech lat, by stał się w pełni samodzielnym pracownikiem.

A co dopiero z tymi, którzy przychodzą do pracy w kopalni i pierwszy raz w życiu ją widzą?! Mamy lukę pokoleniową w górnictwie, to fakt. Powoli odbudowujemy szkolnictwo wyższe.

Oświata publiczna ma między innymi za zadanie dostarczanie kadr określonym gałęziom przemysłu.

To przedsiębiorcy, szefowie spółek węglowych powinni zgłaszać zapotrzebowanie, a sektor szkolnictwa powinien wyjść naprzeciw ich oczekiwaniom. Zresztą to dotyczy nie tylko górnictwa, ale przemysłu w ogóle.
– Import węgla do Polski w 2012 roku wyniósł ok. 10 mln ton, a mimo to na zwałach przy kopalniach zalega ponad 8 mln ton. Zapasy surowca ma też energetyka. O czym to świadczy?

– Węgiel wydobywany w polskich kopalniach przestaje być atrakcyjny dla energetyki. Od tej ostatniej wymagamy, by była efektywna. Nie można więc podnosić cen węgla w określonej sytuacji. Nie zmusimy przecież energetyki do kupowania droższego węgla.

Musimy zatrzymać wzrost kosztów. Trzeba to robić racjonalnie.

W czasie koniunktury na węgiel wzrosły koszty – w tym wzrosły płace, a także ceny materiałów i usług. Poziom importu węgla do Polski wskazuje na mniejszą atrakcyjność rodzimego surowca.
– Jeżeli mamy koszty prawie 300 zł na tonie, to trudno się temu dziwić.

– Jeżeli koszty polskiego górnictwa będą rosły, to także import węgla do Polski będzie się zwiększał. Bezpieczeństwo energetyczne jest najważniejsze. Sektor węglowy długo będzie tu jednym z najważniejszych fundamentów.

Nie wolno zapominać, że górnictwo przynosi duże dochody do budżetu państwa oraz do samorządów, a ponadto jest znaczącym pracodawcą.
– Prywatyzacja branży to panaceum na jej problemy?

– Trzeba przede wszystkim skoncentrować się na podniesieniu efektywności. Zachęcam menedżerów górniczych oraz załogi i związki zawodowe do rozmów na temat organizacji pracy.

Jeżeli inaczej zorganizujemy wydobycie i wydłużymy je chociażby do 6 dni w tygodniu, to ograniczymy dynamikę wzrostu kosztów. Ważne, by rozmawiać i by ten dialog był prowadzony w spokoju.

Wracając do prywatyzacji, to trzeba też mieć na uwadze sytuację na rynkach. Przy niepewności i braku stabilizacji giełda może bardzo źle wycenić dane przedsiębiorstwa górnicze.

Trzeba się nastawić na poszerzanie rynków zbytu, na zwiększanie konkurencyjności.

Potem dopiero można dyskutować o działaniach dotyczących poszczególnych firm. Najważniejszym zadaniem jest odbudowa zdolności konkurencyjnej polskiego górnictwa, wzrost produktywności i efektywności.
– Węglokoks ma zadebiutować na giełdzie w tym roku, zapewne w jego drugiej połowie. Czy przewiduje tu Pan jakieś zmiany?

– Zobaczymy przede wszystkim, jak będzie się przedstawiać sytuacja na giełdzie. Ważny jest bowiem moment wejścia na giełdę, a co za tym idzie wycena rynkowego optymizmu. Bez tego sukcesu nie będzie.

Ważne będzie to, czy uda się nam w 2013 roku zachować przewidywalność nastrojów społecznych w kopalniach. Sprawą fundamentalną będzie odpowiednie uruchomienie tkwiących w branży górniczej rezerw.

Trzeba też nadmienić, że istotne będzie przyciągnięcie nauki polskiej do górnictwa oraz zacieśnianie wzajemnych relacji nauki i przemysłu.

Nie dotyczy to jedynie sektora węglowego, ale również pozostałych dziedzin gospodarki. Przykładowo w radzie nadzorczej ważnej spółki kolejowej pojawi się rektor jednej z politechnik. Za moimi słowami pójdą czyny. Te więzi muszą być zacieśniane z korzyścią dla obu stron.
– Zakłada Pan zmiany personalne w zarządach spółek węglowych?

– Przede wszystkim zarządom spółek węglowych stawiam zadania do wykonania. W tym utrzymanie i realizację procesów inwestycyjnych, cięcie kosztów, otwartość na innowacje, znajdowanie nowych rynków zbytu. Ci, dla których poprzeczka okaże się być ustawiona za wysoko, pewnie odpadną. Natomiast ci, którzy dadzą radę, pozostaną na kolejne kadencje.
– Jak ocenia Pan postawę górniczych związków zawodowych?

– Dialog musi być prowadzony już na poziomie poszczególnych zakładów. Ważne, by ludzie mieli pełne informacje na temat kosztów, zagrożeń, uwarunkowań rynkowych. Ze związkowcami trzeba rozmawiać i szukać porozumienia. Dobrze, kiedy określone kwestie stawia się otwarcie. Powinno być tak, że menedżerowie górniczy mają większą wiedzę od działaczy związkowych.
– Co z emeryturami górniczymi?

– Czeka nas dyskusja doprecyzowująca, kto jest górnikiem podziemnym, a kto pracownikiem kopalni.

Warto, by zarządy oraz związki zawodowe przygotowały swoje listy. Te stanowiska, które się powtórzą, zaakceptujemy. Natomiast w sprawie pozostałych będziemy się jeszcze zwracać o dalsze opinie.
– Jak się Panu współpracuje z wiceministrem gospodarki Tomaszem Tomczykiewiczem z Platformy Obywatelskiej?

– Pracujemy w zespole. Także wewnątrz koalicji i wewnątrz samego resortu podstawą jest dyskusja. Trzeba rozmawiać, wymieniać argumenty i poszukiwać optymalnych rozwiązań.
– Dużo was dzieli z Tomczykiewiczem w zakresie górnictwa?

– Proszę wybaczyć, ale jestem od tego, by zdradzać, co nas łączy, a nie, co nas dzieli. A łączy nas przekonanie o tym, że w polskim górnictwie powinna wzrastać efektywność i że sektor węglowy powinien dawać ludziom pracę przez wiele lat. To wyzwania dla nas wszystkich. Polska zamierza być wytwórcą netto i eksporterem energii. I polskie górnictwo ma przed sobą przyszłość.
– Czy górnictwo jest dla Pana najtrudniejszą branżą?

– Nie, bo jest przewidywalny popyt na produkty branży górniczej. W samych przedsiębiorstwach górniczych też jest ambicja, by utrzymać miejsca pracy w sektorze węglowym.

W górnictwie potrzebny jest dialog nad nowymi rozwiązaniami w zakresie organizacji pracy.

Jeżeli starannie pochylimy się nad kwestią kosztów, to na rynku będzie miejsce na węgiel z polskich kopalń.

 

Rozmawiał: Jerzy Dudała
Publicysta miesięcznika Nowy Przemysł i portalu wnp.pl

Tym żyło górnictwo

Poniżej przedstawiamy kalendarium wybranych wydarzeń mających miejsce w branży górniczej w roku 2012. Trzeba zaznaczyć, że nie był to rok jakichś wstrząsów, bądź przełomowych wydarzeń. Oby rok 2013 również pozwolił górnictwu w miarę spokojnie przetrwać czas spowolnienia gospodarczego.

8 stycznia 2012 roku zakończono akcję pożarową w kopalni Wujek

Akcja pożarowa rozpoczęta w czwartek 5 stycznia 2012 roku w kopalni Wujek została zakończona w niedzielę 8 stycznia o godzinie 22.17.

W czwartek 5 stycznia ok. godz. 7.20 czujniki stwierdziły występowanie podwyższonego stężenia tlenku węgla w ścianie VIII, pokładzie 405 w kopalni Wujek, ruch Wujek, na głębokości 700 m pod powierzchnią ziemi.

Rozpoczęto akcję pożarową dla zlikwidowania zagrożenia. W rejonie zdarzenia w tym czasie nie znajdowali się żadni pracownicy. Akcja pożarowa rozpoczęta w czwartek 5 stycznia została zakończona w niedzielę 8 stycznia o godzinie 22.17.

Pożary endogeniczne powstają w wyniku samozapalenia węgla na skutek jego utleniania. Objawiają się one najczęściej zwiększonym wydzielaniem tlenku węgla.

W lutym 2012 roku Famur wdrożył i uruchomił elektroniczną platformę skierowaną do obecnych i potencjalnych dostawców podzespołów i usług wykorzystywanych przez Grupę.

Jest to narzędzie do realizacji zakupów, które pozwoli na szybkie odczytywanie zapytań ofertowych i składanie ofert handlowych oraz udział w aukcjach elektronicznych. Dostawcą i operatorem systemu była firma Logintrade.

– Famur stara się wprowadzać innowacyjne rozwiązania na wszystkich polach swojej działalności, począwszy od produkcji ciężkiego sprzętu, po rozwiązania informatyczne – mówił wówczas Adam Wojciechowski, wiceprezes zarządu Famuru SA. -Elektroniczna platforma zakupowa jest kolejnym

innowacyjnym rozwiązaniem, które zdecydowaliśmy się wprowadzić. Dzięki niemu dostawcy mogą w łatwy i szybki sposób otrzymywać oraz przeglądać nasze zapytania ofertowe – zaznaczył Adam Wojciechowski.

20 marca 2012 roku obradował Zespół Trójstronny ds. Bezpieczeństwa Socjalnego Górników. Wiceminister gospodarki Tomasz Tomczykiewicz wsłuchiwał się w głosy przedstawicieli strony społecznej.

Najpierw omówiono sytuację spółek węglowych, wskazano na dobre wyniki osiągnięte przez nie w 2011 roku. Jak wskazywali uczestnicy, dało się odczuć, że był to zapoznawczy zespół, związkowcy chcieli w trakcie obrad zapoznać się z wiceministrem Tomczykiewiczem i jego poglądami dotyczącymi dalszego funkcjonowania sektora węglowego.

Rozmawiano również na temat bałaganu, do jakiego doszło po wprowadzeniu akcyzy na węgiel.

15 marca w siedzibie Kompanii Węglowej nastąpiło przeniesienie na rzecz Węglokoksu własności 70 000 akcji Węglozbytu, stanowiących 70 proc. jej kapitału zakładowego. Pozostała część akcji Centrali Zbytu Węgla Węglozbyt należy do Skarbu Państwa.

Kompania Węglowa uzyskała z tej transakcji 39 mln zł.

W ten sposób została sfinalizowana transakcja objęta umową sprzedaży zawartą 13 grudnia 2011 roku pomiędzy Kompanią Węglową, a Węglokoksem. Było to możliwe po uzyskaniu przez strony wymaganych zgód organów korporacyjnych: ministra Skarbu Państwa oraz prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Na bazie Węglozbytu Węglokoks zamierza wejść w handel węglem na rynku krajowym.

Tragedia z 28 marca. 17 górników kopalni Mysłowice-Wesoła, wracających po zmianie, znajdowało się w busie, który ok. 21.30 w środę, 28 marca, w okolicach Żywca zderzył się z naczepą przewożącą drewno.

W wyniku wypadku zginęło osiem osób (w tym kierowca), dziesięć trafiło do szpitali.

W kopalni Mysłowice-Wesoła około 600 osób (na ponad pięciotysięczna załogę) dojeżdża spoza najbliższego regionu. Pracownicy ci dogadują się zwykle z przewoźnikami obsługującymi kursy specjalnie dla nich.

W marcu KGHM przejął kanadyjską Quadrę za ok. 9,1 mld zł.

KGHM zamknął transakcję przejęcia Quadry za 2,9 mld dolarów kanadyjskich (ok. 9,1 mld zł) i zmienił nazwę tej kanadyjskiej spółki na KGHM International.

Prof. Krzysztof Żmijewski z Politechniki Warszawskiej skomentował to wydarzenie dla portalu wnp.pl następująco: „Ważne jest nie to, co ja myślę o przejęciu Quadry przez KGHM, ale to, jak je ocenił rynek. A rynek ocenił to przejęcie pozytywnie, a przecież to właśnie rynek mówi prawdę. Rynkowi to się podoba. A jak to zostanie wykorzystane, czas pokaże. Rozumiem, że to jest narzędzie do prowadzenia biznesu”.

Z kolei Krzysztof Tchórzewski, poseł Prawa i Sprawiedliwości powiedział: „Z punktu widzenia rozwoju KGHM-u przejęcie Quadry jest do zaakceptowania. Natomiast wyrażono zgodę na zainwestowanie w przejęcie Quadry ok. 9,1 mld zł, a równocześnie nałożono na KGHM podatek od kopalin w wysokości 2 mld zł na rok 2012. Właściciel zgodził się więc na inwestycję w Kanadzie, a z drugiej strony mamy obciążenie ogromnym podatkiem.

Mamy tu sygnał, że będzie chęć prywatyzacji KGHM-u do końca. Państwo polskie prawdopodobnie będzie powoli tracić kontrolę nad KGHM-em. A potem nie można wykluczyć tego, że siedziba tej firmy zostanie przykładowo przeniesiona za granicę. W Polsce może pozostać jedynie filia. Może być i tak, że w Polsce nie będą płacone podatki. A KGHM mógł czerpać znaczące zyski z wydobycia miedzi z korzyścią dla państwa. Wprowadzenie podatku od kopalin uderzy też w lokalne społeczności, bo mniej inwestycji zostanie w regionie miedziowym zrealizowanych”.

W kwietniu 2012 roku Kazimierz Grzechnik został wybrany przez Radę Nadzorczą nowym prezesem Południowego Koncernu Węglowego.

Kazimierz Grzechnik to absolwent Politechniki Śląskiej w Gliwicach. Szefował przedtem kopalni Brzeszcze, a jeszcze wcześniej pracował m.in. w kopalni Piast.

– To górnik, inżynier, znający się na górnictwie, a zatem zapewne dokonano właściwego wyboru – oceniał wówczas w rozmowie z portalem wnp.pl Waldemar Sopata, przewodniczący Zakładowej Komisji Koordynacyjnej NSZZ Solidarność w PKW. – Natomiast jako prezes Południowego Koncernu Węglowego, Kazimierz Grzechnik będzie menedżerem. Czas pokaże, jak sprawdzi się w tej nowej roli – podsumował Waldemar Sopata.

W maju w czechowickiej kopalni wznowiono wydobycie.

Niemal po sześciu latach ruszyło wydobycie w kopalni Silesia w Czechowicach-Dziedzicach. Gdyby nie nabył jej od Kompanii Węglowej czeski koncern EPH, to zostałaby ona zlikwidowana.

– Mamy funkcjonującą już kopalnię Silesia, niebawem będzie wydobywany węgiel, ludzie mają pracę – wyliczał wtedy w rozmowie z portalem wnp.pl Wacław Czerkawski, wiceprzewodniczący Związku Zawodowego Górników w Polsce. – Może wreszcie ta sytuacja da decydentom do myślenia, bo powinna! Jakoś Czesi mogą fedrować w Silesii i im się to będzie opłacać. Tylko nam nie, bo przecież Kompania Węglowa, gdyby nie znalazł się kupiec w postaci czeskiego koncernu EPH, planowała Silesię zamknąć. W polskie górnictwo warto inwestować i przykład Silesii o tym świadczy – podsumował Wacław Czerkawski.

W roku 2013 w kopalni Silesia mają już fedrować dwie ściany. Właścicielem Przedsiębiorstwa Górniczego Silesia jest czeski Energetický a Průmyslový Holding, który nabył czechowicką kopalnię od Kompanii Węglowej pod koniec 2010 roku.

Wartości transakcji nie ujawniono, co zresztą było przyczyną licznych spekulacji. Koordynujący wówczas pracę zarządu KW Jacek Korski wskazywał, że Czesi zastrzegli sobie, by nie podawać wartości transakcji. I konsekwentnie jej nie podawano.

– Trzeba pamiętać, że to związki zawodowe działające w Silesii z pełną determinacją walczyły o przetrwanie kopalni i pozyskanie inwestora – przypomniał Wacław Czerkawski. – Ich wysiłek się opłacił, nie poszedł na marne, choć wielu ludzi, w tym pracowników mediów, wówczas z nich szydziło. Przykład Silesii pokazuje, że związki górnicze potrafią działać konstruktywnie, skutecznie i w sposób racjonalny – zaznaczył Wacław Czerkawski.

26 czerwca 2012 roku Krzysztof Jędrzejewski złożył rezygnację z funkcji prezesa i członka zarządu Kopex SA.

Jako powód rezygnacji Krzysztof Jędrzejewski podał zamiar ubiegania się o wybór w skład Rady Nadzorczej Kopeksu siódmej kadencji.

Krzysztofa Jędrzejewskiego, głównego akcjonariusza Kopeksu, zastąpił potem na stanowisku prezesa Andrzej Jagiełło.

2 lipca 2012 r. Grupa JSW i ArcelorMittal Poland podpisały list intencyjny. Obydwie strony wskazały, że są zainteresowane przedłużeniem dotychczasowej wieloletniej współpracy.

Chodziło o współpracę w zakresie dostaw węgla koksowego, gazu koksowniczego i koksu na kilka następnych lat oraz jej poszerzenie o dostawy gazu wielkopiecowego i współpracę ekspercką.

– Jako lider w produkcji węgla koksowego i koksu dbamy o umacnianie współpracy z kluczowymi dla nas partnerami biznesowymi w obszarach, gdzie wspólnie możemy osiągnąć efekty synergii – oceniał wówczas Jarosław Zagórowski, prezes zarządu Jastrzębskiej Spółki Węglowej. – Cieszymy się, że list intencyjny z naszym długoletnim odbiorcą ArcelorMittal Poland pozwoli rozwinąć nam dotychczas prowadzone działania i zapewnić bardziej stabilną pracę naszych zakładów. Obydwie strony doskonale rozumieją sytuację rynkową, dlatego przyświeca nam jeden cel – długoterminowa współpraca, która w efekcie pozwoli na realizację celów strategicznych obu firm – zaznaczył prezes Zagórowski.

W środę 29 sierpnia Katowicki Holding Węglowy, po dwóch latach wytężonych prac, podpisał umowę o emisji obligacji zwykłych, zabezpieczonych.

KHW podpisał umowę z konsorcjum pięciu banków, utworzonym przez Bank Zachodni WBK SA, BNP Paribas Bank Polska SA, DZ Bank Polska SA, Nordea Bank Polska SA, PKO Bank Polski SA.

W spotkaniu, które odbyło się w Domu Kultury kopalni Wujek w Katowicach, uczestniczył wiceminister gospodarki Tomasz Tomczykiewicz. Był również obecny zastępca dyrektora Departamentu Górnictwa Ministerstwa Gospodarki Maciej Kaliski.

Przyjęty program, którego dotyczyła umowa, jest pierwszym średnioterminowym finansowaniem w branży górnictwa kamiennego w Polsce. Wskazano wtedy, że obligacje wystawiane będą w trzech transzach, na kwotę do 1.025 mln złotych. Dzielić się będą na część terminową (750.000.000 PLN) przeznaczoną na refinansowanie obecnego, krótkoterminowego finansowania, finansowanie programu inwestycyjnego oraz odnawialną część obrotową (275.000.000 PLN) przeznaczoną na finansowanie bieżących potrzeb spółki.

We wrześniu 2012 roku zapanowało na rynku duże zaskoczenie po tym, jak Rada Nadzorcza Lubelskiego Węgla Bogdanka odwołała z funkcji prezesa zarządu Mirosława Tarasa.

– To naprawdę duże zaskoczenie, bo większość rynku bardzo pozytywnie oceniała pracę prezesa Tarasa – mówił wtedy portalowi wnp.pl Krzysztof Zarychta, analityk DM BDM. – Miał on duże kompetencje menedżerskie i techniczne, był bardzo zaangażowanym szefem.

W październiku Kompania Węglowa ogłosiła postępowanie kwalifikacyjne na wiceprezesów zarządu po tym, jak rezygnacje złożyli Ewa Malek-Piotrowska i Zbigniew Paprotny.

Na początku listopada 2012 r. w Jastrzębskiej Spółce Węglowej udało się porozumieć związkom zawodowym i zarządowi.

Ustalono, że od 1 listopada stawki płacy zasadniczej wzrosną o 3,4 proc. Załoga ma też dostać niespełna 2 tys. zł jednorazowej premii, wobec 1 tys. zł pierwotnej propozycji zarządu i 2,5 tys. zł postulowanego przez związki.

Zarząd zgodził się także na modyfikację treści umów zawieranych z nowymi pracownikami spółki. Prawo do czternastej pensji i nagrody barbórkowej uzyskają oni po pół roku pracy, zamiast po roku. Także po pół roku nienagannej pracy będą z nimi zawierane umowy na czas nieokreślony. W umowach znajdą się zapisy o tym, że także soboty są dniami wolnymi od pracy. Dotąd obowiązywał zapis, zgodnie z którym sobota mogła być dniem roboczym, za którego przepracowanie pracownik miał wolne w innym dniu tygodnia.

Ustalono też sposób kształtowania wzrostu wynagrodzeń w kolejnych trzech latach. Od początku roku płace mają rosnąć o wskaźnik prognozowanej inflacji, a po trzecim kwartale ma być to porównywane z faktyczną inflacją. W przypadku różnicy na niekorzyść pracowników, mają oni dostać jednorazowe wyrównanie. Stosowanie tych zasad będzie można, za zgodą związków, zawiesić np. gdy spółka będzie w kryzysie.

Wcześniej w JSW była gorąco. Prowadzone 17 i 18 października negocjacje nie przyniosły porozumienia, więc z godnie z zapowiedziami 19 października wszczęto w JSW strajk dobowy.

15 listopada 2012 r. Rada Nadzorcza Kompanii Węglowej wybrała dwóch nowych wiceprezesów. Wiceprezesem ds. ekonomiczno-finansowych miał być od 1 stycznia 2013 roku Bogusław Oleksy (ostatecznie zrezygnował i ogłoszono nowy konkurs), natomiast wiceprezesem ds. sprzedaży i marketingu jest Wojciech Kotlarek z branży naftowej.

W sobotę 24 listopada zmarł Eugeniusz Postolski.

Eugeniusz Postolski miał 60 lat. Ostatnio pełnił funkcję wiceprezesa Haldeksu należącego do Kompanii Węglowej.

Wcześniej Eugeniusz Postolski był m.in. dyrektorem kopalni Makoszowy w Zabrzu, prezesem Katowickiego Holdingu Węglowego, wiceprezesem Wyższego Urzędu Górniczego, prezesem klubu Górnik Zabrze.

Od listopada 2007 do kwietnia 2008 roku pełnił funkcję wiceministra gospodarki, odpowiedzialnego za górnictwo i energetykę.

W listopadzie doszło – według wielu – do niespodzianki dużego kalibru. Janusz Piechociński wygrał wybory na prezesa Polskiego Stronnictwa Ludowego z Waldemarem Pawlakiem.

– Znamy się z Waldemarem Pawlakiem już długi czas, prosiłem, by przynajmniej prolongował swą funkcję choćby o kilka tygodni, jeżeli już uznał, że podtrzymuje swą decyzję o dymisji – mówił portalowi wnp.pl Janusz Piechociński niedługo po wygranej. – Proponowałem takie rozwiązanie, ale szanuję wybór Waldemara Pawlaka i jego taką, a nie inną decyzję. Jesteśmy politykami. Będę pamiętał tylko dobre chwile wzajemnej współpracy – podsumował Janusz Piechociński. A jeśli chodzi o górnictwo, powiedział portalowi wnp.pl „Wiemy doskonale, że rok 2013 będzie trudny dla sektora węglowego. Są duże ilości węgla na zwałach przy kopalniach. Spore zapasy surowca ma również energetyka. Ta ostatnia wywiera dużą presję na obniżkę cen węgla”.

Później Janusz Piechociński został nowym wicepremierem i ministrem gospodarki. A w górnictwie zaczęły się dywagacje na temat możliwych przetasowań kadrowych. I te dywagacje trwają cały czas…

18 grudnia 2012 r. w Sali Marmurowej Urzędu Wojewódzkiego w Katowicach odbyło się seminarium na temat współpracy polsko- wietnamskiej, w głównej mierze poświęcone górnictwu węglowemu.

Seminarium zorganizowano z inicjatywy wojewody śląskiego Zygmunta Łukaszczyka, wicemarszałka województwa śląskiego Mariusza Kleszczewskiego oraz prezesa Górniczej Izby Przemysłowo-Handlowej Janusza Olszowskiego.

Stronę wietnamską reprezentował ambasador tego kraju Nguyen Hoang. Obecni byli także działający w Polsce wietnamscy przedsiębiorcy i specjaliści górniczy oraz przedstawiciele polskich firm zrzeszonych w Górniczej Izbie Przemysłowo-Handlowej, zainteresowani rozwijaniem współpracy gospodarczej z Wietnamem.

Licznie reprezentowani byli także pracownicy naukowi uczelni i instytutów naukowo-badawczych pracujących na rzecz górnictwa.

Wojewoda Z. Łukaszczyk oraz wicemarszałek M. Kleszczewski przedstawili informacje na temat rozmów przeprowadzonych podczas niedawnej misji administracyjno-gospodarczej z regionu śląskiego do Wietnamu oraz planów nawiązania współpracy z województwem Quang Ningh.

Ambasador Wietnamu scharakteryzował plany rozwoju gospodarczego swojego kraju, skupiając się zwłaszcza na przemyśle wydobywczym.

Wietnamscy goście zaprezentowali także szczegółową prezentację na temat aktualnej sytuacji i perspektyw własnego górnictwa węglowego.

Jerzy Dudała
Publicysta miesięcznika Nowy Przemysł
i portalu wnp.pl.

Promocja dobrych praktyk


Rozmowa z dr. inż. PIOTREM LITWĄ – Prezesem Wyższego Urzędu Górniczego

– Z dostępnych już danych wynika, iż w ub. roku w polskim górnictwie ogólna liczba wypadków – już trzeci rok z rzędu – zmniejszyła się. I to o ok. 5 proc., a aż o 40 proc. – co szczególnie cieszy – spadła liczba tzw. wypadków ciężkich. Czy można zatem – zdaniem Pana Prezesa – wysnuć wniosek, iż mamy do czynienia ze stałą tendencją malejącej ogólnej wypadkowości w górnictwie?

– To fakt, że od 2010 roku maleje liczba wypadków ogółem. Sumaryczny efekt tej trzyletniej poprawy przekracza 21 procent, czyli lepiej niż zakładaliśmy w naszej wieloletniej strategii, w której wskazujemy pięcioprocentowy próg satysfakcji w każdym kolejnym roku. Dla załogi własnej kopalń węgla kamiennego w 2012 r. liczba wypadków ogółem w 2012 r. zmalała o 7, 5 procenta, a ciężkich urazów było o 40 procent mniej niż rok wcześniej i trzy razy mniej niż w 2009 r. Statystyka ma to do siebie, że zawsze znajdzie się jakiś słaby punkt, który szczególnie boli, choć powodów do zadowolenia jest wiele. Dobra, spadkowa tendencja nie dotyczy wypadkowości śmiertelnej, która od kilku lat utrzymują się mniej więcej na tym samym poziomie. I to jest ten słaby punkt, który boli. W ubiegłym roku było 28 śmiertelnych ofiar wypadków w górnictwie, w tym 26 w górnictwie węgla kamiennego. Oznacza to, że ciągle odległy jest nasz dalekosiężny cel zerowej wypadkowości w zakresie wypadków śmiertelnych i ciężkich. O tym, że jest to realne przekonują nas wyniki programów bezpieczeństwa w innych krajach, na przykład w Niemczech, pod nazwą „Zero tolerancji dla wypadków”.
– Niestety, nie poprawiły się wskaźniki wypadkowości śmiertelnej. W ub. roku w górnictwie zginęło 28 górników, a więc tyle samo, ile w roku 2011. Początek tego roku pod tym względem też nie nastraja optymistycznie. Czy nadal większość wypadków spowodowanych jest błędem człowieka?

– Problem, który nazwaliśmy czynnikiem ludzkim funkcjonuje oczywiście we wszystkich branżach i zawsze jest brany pod uwagę przy analizowaniu przyczyn wypadków czy katastrof. Przyczyny wypadków przy pracy rozpatrujemy w kilku aspektach. Zastanawiamy się, czy zostały popełnione jakieś błędy nie tylko przez osobę, która uległa wypadkowi, ale też osoby, które z nią współpracowały czy nadzorowały jej pracę. Analizujemy, czy popełniono jakieś błędy na etapie wykonawstwa robót. Jeśli gdzieś tutaj z jakiegoś powodu zawinił człowiek, to nazywamy to „czynnikiem ludzkim”. W każdej branży, nie tylko górniczej, czynnik ludzki często okazuje się najsłabszym ogniwem w łańcuchu przyczyn wypadku. Z badań ankietowych, dotyczących ryzykownych zachowań pracowników obsługujących urządzenia transportowe przeprowadzanych z naszej inicjatywy przez Główny Instytut Górnictwa w siedmiu kopalniach węgla kamiennego wynika, że wpływ na takie zachowania mają: pośpiech, brak właściwej koordynacji i organizacji robót, zły stan techniczny maszyn i urządzeń, kierowanie do obsługi pracowników nie posiadających odpowiednich kwalifikacji.

 

– Wzrosła wypadkowość w zewnętrznych firmach usługowych. Z danych opublikowanych np. przez Katowicki Holding Węglowy wynika, iż liczba tychże pracowników stanowi zaledwie 12 proc. wszystkich zatrudnionych, a to oni właśnie generują aż jedną czwartą wszystkich wypadków przy pracy. Przyczyn należy upatrywać w gorszym wyposażeniu w sprzęt i środki ochrony, a może po prostu w nie przestrzeganiu dyscypliny pracy?

– Przepisy i zasady dyscypliny pracy są przejawem troski o człowieka. Jeżeli ktoś działa na swoją krzywdę, to nie jest to przejaw chuligaństwa, lecz braku kwalifikacji, złej organizacji pracy, presji na wykonywanie zadań ponad możliwości kadrowe i sprzętowe. W ubiegłym roku mocno naciskaliśmy spółki węglowe na podwyższenie poprzeczki firmom wykonującym usługi w ruchu zakładów górniczych. Zależy nam na takich samych standardach dla wszystkich ludzi pracujących pod ziemią. W wyrobiskach górniczych nie ma miejsca na dwa światy pracownicze, ponieważ zagrożenia są identyczne dla wszystkich, którzy wykonują tam jakiekolwiek zadania. Mam satysfakcje, że pod koniec ubiegłego roku nasza perswazyjna współpraca z zarządami spółek węglowych przyniosła efekty. Firmy, których pracownicy nie przestrzegali przepisów obowiązujących w kopalniach i ulegali wypadkom, zaczęły tracić zlecenia. Jestem przekonany, że to skuteczna metoda: nie dajesz gwarancji bezpiecznego wykonania zadań, to nie dostaniesz zlecenia, albo je stracisz, gdy naruszysz warunki ustalone w przetargu. Cena nie może być jedynym kryterium wyłaniania wykonawców usługi na terenie kopalń.
– Mniej jednak było zdarzeń, które mogłyby prowadzić do takich katastrof, jak pożary, tąpnięcia czy wdarcie się wody, ale – o czym WUG wielokrotnie informował – odnotowano spory wzrost wypadków spowodowanych opadem skał stropu i ociosu. Czy przyczyna tegoż tkwi głównie w nienajlepszej mechanizacji robót uznawanych za najniebezpieczniejsze?

– Katastrof, w ubiegłym roku na szczęście polskie górnictwo uniknęło, ale już w styczniu bieżącego roku otarło się o takie ryzyko. Długo będziemy pamiętać spektakularne zdarzenie z 18 stycznia w kopalni „Knurów-Szczygłowice” Ruch Knurów należącej do Kompanii Węglowej. Woda wdarła się do wyrobiska na poziomie 850 metrów. Jeden górnik poniósł śmierć, a kilku zostało lekko poszkodowanych. Do tego feralnego piątku uważałem, że z zagrożeniem wodnym w górnictwie węgla kamiennego przedsiębiorcy potrafią sobie radzić. Gdyby to zdarzyło się pół wieku temu, to powiedziałbym, że siły natury wygrały z człowiekiem. Dzisiaj takich tragedii można uniknąć przeprowadzając właściwie rozpoznanie warunków górniczo-geologicznych i przestrzegając elementarnych zasad profilaktyki.

W ostatnich latach górniczym załogom dają się we znaki opady skał ze stropu lub ociosów oraz zawały. W 2012 r. z tej przyczyny zaistniały aż cztery wypadki śmiertelne w należących do Kompanii Węglowej kopalniach „Sośnica-Makoszowy” oraz „Marcel”, w Spółce Restrukturyzacji Kopalń, kopalni „Wieczorek” Katowickiego Holdingu Węglowego. Rok wcześniej były dwa wypadki śmiertelne podczas robót związanych z rabowaniem chodników przyścianowych w Zakładzie Górniczym „Janina” należącym do Południowego Koncernu Węglowego oraz kopalni „Wujek” Ruch „Śląsk” KHW.

W wyniku przeprowadzonych dochodzeń ustaliliśmy, że przyczynami wypadków śmiertelnych związanych z opadem skał było: prowadzenie robót niezgodnie z ustaleniami projektu technicznego lub technologią robót, w tym tolerowanie nieprawidłowego wykonawstwa obudowy; brak wypełniania przestrzeni pomiędzy obudową chodnikową a wyłomem wyrobiska, nieprawidłowe obłożenia robót pod względem liczebności i kwalifikacji zespołu rabunkarzy, w tym wykonywanie rabunku obudowy bez górnika rabunkarza; prowadzenie rabowania bez wzmocnienia obudowy; utrzymywanie chodników za frontem ściany bez odpowiedniej jej stabilizacji; niedostateczne nadzorowanie robót przez osoby dozoru ruchu; zła organizacja i koordynacja robót; przebywanie pracowników pod niezabezpieczonym stropem, czy brak właściwego zabezpieczenia obudową tymczasową; wykorzystywanie obudowy wyrobisk do przesuwania maszyn i urządzeń bez odpowiedniego jej wzmocnienia. Większość wskazywanych przyczyn związana była z nieprawidłowym stanem obudowy chodnikowej na odcinku przeznaczonym do rabowania. Wynika to ze stosowanych powszechnie technologii rabunku, które bazują na doraźnych, koniecznych do usuwania wzmocnieniach rabowanych odrzwi. Powoduje to, że najmniejszy błąd przy wykonywaniu wzmocnienia obudowy, a następnie jej rabowaniu, może doprowadzić do wypadku.

Nienajlepsza mechanizacja, to łagodne określenie. Rabowanie obudowy chodnikowej dotychczasowymi metodami to anachronizm wobec procesu eksploatacji wysokowydajnymi kompleksami ścianowymi i jako jedna z najbardziej pracochłonnych i niebezpiecznych czynności, zaburza rytmiczny postęp ścian. Dlatego w ubiegłym roku zaczęliśmy głośno dopominać się o systemowe rozwiązanie tego problemu i upowszechnienie stosowania odpowiedniej obudowy zmechanizowanej na skrzyżowaniu ściany z chodnikiem przyścianowym. Sterowanie sekcją prowadzone jest wówczas z bezpiecznej odległości i eliminuje kontakt pracowników ze strefą bezpośredniego zagrożenia zawałem. Poprawa warunków bezpieczeństwa pracy jest ewidentna.
– W kopalniach węgla kamiennego utworzono – jak wiadomo – 10 rejonów szczególnego nadzoru. Na czym ów szczególny nadzór polega? Jakie daje to efekty?

– Rejony szczególnego nadzoru wyznaczane są począwszy od lutego 2010 r. przez dyrektorów naszych „węglowych” okręgowych urzędów górniczych, czyli w Katowicach, Gliwicach, Rybniku i Lublinie. Były one odpowiedzią na serię świąteczno- noworocznych wypadków w kopalniach węgla kamiennego na przełomie 2009-2010 r. Ich efekt dla nas jest oczywisty: zatrzymaliśmy rozprężenie dyscypliny, zmobilizowaliśmy dozór kopalniany do wzmożenia wysiłków, a naszym inspektorom wyznaczyliśmy priorytety. Jeżeli zatrzymują oni roboty górnicze, na przykład gdy stwierdzają gromadzenie się metanu w zrobach, to jestem przekonany, że ratują górnikom życie. Musieliśmy sięgnąć po nadzwyczajne środki wymuszania przestrzegania przepisów i dyscypliny górniczej. Prawo zezwala nam na przeprowadzanie kontroli limitowanych, ale także „nadzwyczajnych” – doraźnych i powtórnych. Wyznaczając rejony szczególnego nadzoru dajemy przedsiębiorcy sygnał, że będziemy kontrolować wskazane wyrobiska bardzo często, nie rzadziej niż raz na dwa miesiące. Rejony zmienią się w zależności od postępu robót górniczych. Pojawiają się nowe, w innych zagrożenia maleją na skutek podejmowanych działań prewencyjnych lub zaprzestania eksploatacji. Są kontrolowane przez kilkuosobowe zespoły, w których uczestniczą inspektorzy różnych specjalności

Obecnie w kopalniach należących do KHW S.A. wyznaczono trzy rejony szczególnego nadzoru (dwie ściany w KWK „Murcki-Staszic” oraz jedna w KWK „ Mysłowice-Wesoła”). W KW S.A. także są trzy (po jednym w KWK: „Bielszowice”, „Bobrek-Centrum”, „Sośnica – Makoszowy”), a w JSW S.A. mamy ich cztery (po dwa w KWK: „Krupiński” oraz „Budryk”).
– Przy WUG działa Fundacja Bezpieczne Górnictwo. Czym ono – nie wyręczając statutowych zadań Urzędu – się zajmuje?

– Fundacja od ponad 15 lat wspiera działalność nadzoru górniczego we wprowadzaniu do polskiego górnictwa najwyższych światowych standardów bezpieczeństwa i higieny pracy. Od trzech lat, po zmianie statutu, zyskuje ona coraz więcej sojuszników. Zrzesza osoby fizyczne i prawne, w tej chwili jest 39 firm i instytucji działających na rzecz górnictwa z całej Polski, które są reprezentowane w Zgromadzeniu Fundatorów. W lutym będziemy mieli premierę filmu promującego udział polskiego górnictwa w codziennym życiu rodaków. Film „Bogactwo z głębi ziemi”, zrealizowany na zlecenie fundacji, jest pierwszym tego typu przedsięwzięciem prezentującym całe polskie górnictwo;. Fundacja nagradza „Dzielnych Górników”, czyli ludzi, których rozwaga podczas wykonywania obowiązków zawodowych powinna być wzorem dla innych. Pod egidą fundacji organizowane są cykliczne konkursy dla dziennikarzy zajmujących się górnictwem oraz dla uczniów klas górniczych. W ubiegłym roku – który był jubileuszowym dla nadzoru górniczego obchodzącego 90-lecie działalności oraz Fundacji świętującej 15-lecie – zorganizowano ogólnopolski konkurs fotograficzny „Górnictwo z zasadami”. Fundacja promuje najlepsze parce dyplomowe absolwentów studiów górniczych. W tym roku, mam nadzieję, zacznie inspirować rywalizację projektami innowacyjnymi realizowanymi w zakładach górniczych.
– Od dłuższego już czasu można zauważyć, iż coraz mniej przekazuje się opinii publicznej informacji o represyjnych środkach stosowanych przez Urząd, natomiast przekaz ów ubogaca popularyzacja tego wszystkiego, co służy poprawie bezpieczeństwa pracy i eliminowaniu ryzykownych zachowań. Publikacje książkowe, broszury, ulotki, filmy, animacje multimedialne zarówno w Internecie, jak i na nośnikach elektronicznych… Czy to od wielu już miesięcy upowszechnianie, a raczej lansowanie dobrych praktyk – a sam Pan Prezes przekonywał, iż „dobre praktyki są wtedy skuteczne, gdy trudniej jest ich nie przestrzegać, aniżeli je łamać” – przynosi już efekty?

– Nie zgadzam się z Panem Redaktorem. Coraz więcej jest informacji o naszych środkach represyjnych. Nigdy wcześniej tak szeroko nie informowaliśmy opinii publicznej o podejmowanych decyzjach organów nadzoru górniczego. Ujawniane są sankcje, w tym mandatowe lub personalne w postaci zawieszenia w czynnościach w ruchu zakładu górniczego, a także zalecenia powypadkowe. Informujemy na bieżąco o zatrzymanych robotach lub urządzeniach, o sytuacji w rejonach szczególnego nadzoru, o przyczynach wypadków. Przedstawiamy raporty o zagrożeniach. W ostatnich latach nie było górniczych katastrof, i mam nadzieję że już ich nigdy nie będzie, stąd może mniejsze jest zainteresowanie dziennikarzy wnioskami kierowanymi do sądów o ukaranie konkretnych osób . Takie wnioski oczywiście są formułowane, ale dalecy jesteśmy od polowania „na czarownice” i ujawniania personaliów osób, przeciwko którym prowadzone jest postępowanie. I proszę na takie rewelacje nie liczyć. Promocja dobrych praktyk, efektywnych programów bhp-owskich, zwalczania zagrożeń, szeroko rozumiana prewencja wypadkowa – to są ścieżki do zmiany mentalności górników czyli ograniczania błędów w zarządzaniu, organizowaniu lub wykonywaniu robót górniczych. Nasze metody docierania do górników są dostosowywane do realiów. Dlatego prowadzimy telefon górniczego zaufania. Mamy interwencyjny kontakt e-mail. Jesteśmy na YouTube, na portalach społecznościowych. W tym roku rozpoczęliśmy szkolenia na odległość za pośrednictwem Skype’a.
– Stale apeluje Pan Prezes, by zwiększać nakłady inwestycyjne służące zwalczaniu zagrożeń naturalnych i technicznych. One istotnie z roku na rok są coraz wyższe. Czy da się w ogóle ustalić ów graniczny poziom tychże nakładów, aby widoczne były tego skutki nie tylko w postaci wyższej produkcji, ale i radykalnego obniżenia poziomu ryzyka przeprowadzanych pod ziemią robót?

– Chciałbym mieć takie narzędzie. Próg satysfakcji inwestycyjnej każdy przedsiębiorca określa na własny użytek. W skali całego górnictwa to są miliardy złotych na nowe technologie, maszyny, urządzenia, klimatyzacje, transport, systemy zwalczania zagrożeń, w tym odmetanowanie. Inwestycje w udostępnianie nowych frontów wydobywczych to także bezpieczeństwo załóg. Na warunki pracy wpływ mają również rozpoznanie górniczo-geologiczne i prawidłowo wykonane roboty przygotowawcze. Z naszej inicjatywy prowadzony jest Strategiczny Projekt Badawczy „Poprawa bezpieczeństwa pracy w kopalniach”, którego rezultaty – mam nadzieję – wprowadzą nowe podejście do zwalczania zagrożeń występujących w górnictwie.
– W styczniu skierował Pan do podpisu projekt rozporządzenia Ministra Środowiska w sprawie zagrożeń naturalnych w zakładach górniczych. Czego konkretnie on dotyczy, co zmienia w dotychczas obowiązujących przepisach?

– Nowe rozporządzenie określa przede wszystkim kryteria oceny większości zagrożeń naturalnych występujących w zakładach górniczych (m.in. metanowego, tąpaniami, wodnego, wybuchem pyłu węglowego, czy erupcyjnego). Przepisy te stanowią także podstawę do ustalenia przez Ministra Gospodarki rygorów prowadzenia ruchu zakładu górniczego w warunkach zagrożeń naturalnych. W nowej ustawie – Prawo geologiczne i górnicze przyjęto, że zaliczeń przestrzeni do poszczególnych stopni, kategorii lub klas zagrożeń naturalnych dokonuje już nie dyrektor okręgowego urzędu górniczego, a kierownik ruchu zakładu górniczego, w wielu przypadkach na podstawie opinii rzeczoznawcy do spraw ruchu zakładu górniczego (zakres tych przypadków nie uległ zmianie). Nowe rozporządzenie, które wejdzie w życie z dniem 1 lipca 2013 r., wprowadza szereg zmian, systematyzując, m.in. w oparciu o wyniki analiz i dyskusji prowadzonych w gronie ekspertów z jednostek naukowych oraz przedsiębiorców, na nowo np. klasyfikację zagrożenia wyrzutami gazów i skał w kopalniach węgla kamiennego (III kategorie) oraz tąpaniami w kopalniach węgla kamiennego i rud miedzi (II kategorie), a także określając trzy stopnie nowo klasyfikowanego zagrożenia klimatycznego.
– Czy według danych, jakie są w posiadaniu Urzędu, eksploatacja w kop. „Silesia” istotnie zagraża – jak twierdzi w jednym ze swoich felietonów Kazimierz Kutz – Goczałkowicom Zdrojowi, w tym tamtejszym sanatoriom oraz mającemu strategiczne znaczenie dla aglomeracji zbiornikowi wodnemu?

– „Silesia” ma koncesje Ministerstwa Środowiska na wydobycie węgla w rejonie Goczałkowic. Felietoniście wypada pisać co mu do głowy przyjdzie. Z dokumentacji wynika, że roboty górnicze mają być prowadzone w innym miejscu, sanatorium nie zagrożą, podobnie jak zbiornikowi wodnemu. A my jesteśmy od tego, żeby pilnować warunków określonych koncesji.
– Dziękuję za udzielenie wywiadu.

Rozmawiał: Jerzy Miemiec

Surowce dają przewagę

Państwa i przedsiębiorstwa mające dostęp do surowców tworzą polityczno-przemysłową awangardę. Surowce dają przewagę nad konkurencją. Ta tendencja będzie coraz to bardziej widoczna.

Nie wszyscy pewnie chcą pamiętać, jak pod koniec XX wieku wieszczono początek „nowej ekonomii”, czy „nowej gospodarki”, w której liczyć się miały tylko cyberprzestrzeń, kliknięcia i odsłony reklam. Zostało z tego jedynie wspomnienie.

– Przemysł i surowce naturalne były passé, natomiast liczyć miały się tylko biznesy tworzone w cyfrowej rzeczywistości, bądź operacje finansowe – zaznacza Herbert Wirth, prezes zarządu KGHM. – Kubeł zimnej wody ostudził rozgrzane głowy w 2000 roku, wraz z pęknięciem bańki internetowej i bankructwami firm, których jedynym aktywem była domena kończąca się na „.com”. Jednocześnie ostatnie półtorej dekady rosnących cen ropy naftowej, złota, srebra, miedzi czy żelaza pokazał, że nawet najnowocześniejsza gospodarka z rozbudowanym sektorem usług, nie będzie istnieć bez odpowiedniej infrastruktury i urządzeń: serwerów, komputerów, central telefonicznych, przewodów oraz bez energii. A tych nie sposób wyprodukować bez odpowiednich surowców.

To prawda. Sukces takich przedsiębiorstw, jak ArcelorMittal pokazuje, że tzw. tradycyjne gałęzie gospodarki mają się dobrze i odnoszą sukces ekonomiczny. Liczby wskazują, że wydobycie i przetwarzanie surowców to biznes o bardzo dużej wartości. Udział firm surowcowych w globalnej gospodarce gwałtownie wzrasta i według niektórych analityków w latach 20-tych XXI wieku może sięgnąć 50 proc. globalnego PKB.

Dlaczego, mimo zapowiedzi rozwoju gospodarki opartej na usługach, rynek wydobycia i przetwórstwa surowców nie tylko nie traci na znaczeniu, ale zyskuje? Przede wszystkim wpływ ma trend urbanizacyjny. Miliony ludzi na całym świecie przeprowadzają się ze wsi do miast. To ma swoje konsekwencje. O ile bowiem w ubogich rejonach wiejskich Chin czy Indii mieszkali w domach, do których wybudowania nie była potrzebna stal lub miedź ze względu na ich prostotę technologiczną, to już bloku w mieście nie da się wybudować bez zastosowania tych surowców.

– Rozwój całego sektora państw BRIC (Brazylia, Rosja, Indie i Chiny) powoduje, że setki milionów ludzi stają się konsumentami: liczący kilkadziesiąt lat rower zamieniają na skuter, albo samochód, kupują swój pierwszy telewizor czy komputer, jednym słowem zaczynają korzystać ze znanych nam dobrodziejstw cywilizacji – przypomina Herbert Wirth.

A tych nie da się wyprodukować ani eksploatować bez surowców naturalnych. Właśnie dlatego ceny ropy naftowej, które w szczytowym momencie 2008 roku przebiły poziom 130 dolarów za baryłkę, po wybuchu kryzysu finansowego na chwilę zanurkowały poniżej 70 dolarów, ale bardzo szybko wróciły w okolice 100 dolarów. Wieszczone przez niektórych analityków w tamtym czasie proroctwo odwrócenia trendu i drastycznego spadku cen ropy nie ziściło się.

Jest jeszcze jeden powód, dla którego surowce ciągle są w cenie. Prowadzona od czasów rewolucji przemysłowej ich intensywna eksploatacja powoduje, że właściwie wszystkie łatwo dostępne, a co za tym idzie tanie w eksploatacji złoża zostały wykorzystane.

– Musimy szukać ropy naftowej na dnach oceanów, a kopalnie muszą kopać coraz głębiej – podkreśla Herbert Wirth.

Dobrym przykładem jest gaz łupkowy. Przez wiele lat nie istniała odpowiednio bezpieczna i tania w użyciu technologia, która pozwalałby na jego eksploatację. Aż tu nagle ciach i w USA mamy prawdziwy boom łupkowy. Ceny gazu znacząco spadły, a węgiel energetyczny, niepotrzebny na miejscu w olbrzymich ilościach, zaczął być ze Stanów eksportowany. Eksploatujemy też coraz uboższe złoża, przykładowo w miedzi zawartość metalu w rudzie systematycznie spada od 20 lat, a nowe złoża mają dużo mniejszą jej zawartość. Jak widać popyt na surowce mineralne nieustannie rośnie, a po stronie podażowej coraz ciężej o spektakularny sukces. Stąd kluczową kwestią w branży przetwórstwa jest dostęp do surowców.

Kraje, które miały szczęście i w ich granicach znalazły się ważne złoża surowców, mogą liczyć nie tylko na sukces ekonomiczny, ale także na znaczny wzrost znaczenia politycznego.

– Nieprzypadkowo kraje posiadające surowce odnotowują dobre wyniki gospodarcze – zaznacza Jerzy Bernhard, prezes Stalprofilu. – Zarabiają na surowcach, ale na tym nie poprzestają, inwestują bowiem w produkcję wyrobów przetworzonych. Widać to między innymi w Brazylii. Nie wolno zapominać, że światowy wzrost produkcji stali w ostatnich latach nie byłby możliwy bez rozwoju bazy surowcowej. A wzrost cen surowców pozwolił pokryć inwestycje poczynione w branży surowcowej. Dostęp do surowców daje przewagi konkurencyjne, co widać choćby po hutach rosyjskich.

Nie ulega wątpliwości, że we współczesnym świecie rozwój gospodarczy państw i regionów jest w dużej mierze uzależniony od dostępu do surowców. – Dostęp do zasobów surowcowych jest również istotnym elementem stabilizującym rozwój danych społeczeństw – zaznacza Andrzej Warzecha, wiceprezes Polskiego Koksu.

Znaczenie surowców widać na przykładzie Bliskiego Wschodu i zainteresowania USA tym niespokojnym, ale bogatym w ropę naftową regionem. A Rosja? Ropa, gaz, metale i drewno stanowią ponad 80 proc. eksportu tamtejszej gospodarki. Powracające co chwila dyskusje o trasach przebiegów ropociągu, cenach i ilościach dostaw gazu, w których głos zabierają najważniejsi przywódcy państw pokazują, jak ważne są surowce. Z olbrzymim pietyzmem kwestię dostępu do surowców traktują kraje będące motorem rozwoju gospodarki światowej.

– W pierwszej dziesiątce krajów o największym PKB znajdują się USA, Japonia, Brazylia, Rosja, Indie, Chiny (tzw. kraje BRIC), a ponadto Niemcy, Francja, Włochy i Wielką Brytania – zaznacza Andrzej Warzecha. Praktycznie samowystarczalne surowcowo z tej dziesiątki są USA i Rosja. Mają na tyle surowców, że są w stanie zabezpieczyć swój rozwój bez posiłkowania się zakupami z rynków zewnętrznych. Z kolei Brazylia, Chiny i Indie – mimo, że posiadają surowce, w tym energetyczne – przy swym dynamicznym rozwoju są zmuszone posiłkować się importem. Największy przyrost gospodarczy oparty o konsumpcję surowców nastąpi w krajach BRIC. Łącznie w 2013 roku wyniesie on 6,5 proc. Według danych Międzynarodowej Agencji Energii w latach 2013-2030 Chiny wraz z Indiami będą zużywać 55 proc. wzrostu światowej konsumpcji energii elektrycznej.

– Z roli surowców, a zwłaszcza metali ziem rzadkich doskonale zdają sobie sprawę Chińczycy – podkreśla prezes Herbert Wirth. – Bardzo mocno rozwijają przemysł elektroniczny, ale wiedzą, że potrzebne do tego są stabilne źródła możliwie taniego surowca. Dlatego od lat skupują na całym świecie złoża takich pierwiastków krytycznych jak wolfram czy molibden. Spekuluje się, że nawet większość światowych złóż może być w chińskich rękach, co może doprowadzić do skoku cen. Co więcej, zdając sobie sprawę z ich znaczenia ograniczają ich eksport z Chin.

Nowoczesna elektronika nie istnieje bez metali szlachetnych i półszlachetnych. Stąd też zacieśniająca się od kilku lat współpraca Chin z Afryką. W zamian za żywność i inwestycje do Azji trafiają metale kolorowe, ropa i gaz. Skala operacji rośnie w tempie dwucyfrowym rok do roku. Zwraca też na to uwagę wiceprezes Polskiego Koksu Andrzej Warzecha. – Do Chińczyków należy przynajmniej 40 proc. żłoż światowych metali ziem rzadkich – przypomina Warzecha. – Dzięki temu kształtują oni politykę cenową i dystrybucyjną. A chodzi o metale wykorzystywane na potrzeby przemysłu elektronicznego, kosmicznego i zbrojeniowego.

Chiny wszędzie aktywne

Chiny w wyścigu o dostęp do surowców są niezmiernie aktywne w Afryce, głównie w Sudanie, Angoli, Kongu, Nigerii, Gabonie i Mozambiku. Również Indie skierowały swą uwagę na Afrykę, w tym na Nigerię, Sudan i Wybrzeże Kości Słoniowej. W Afryce ścierają się więc często interesy chińsko-indyjskie. Najlepiej widać to w Nigerii i Sudanie. Najczęściej to Chińczycy są w tej walce górą, angażując znaczące środki finansowe w rozwój infrastruktury, a także w potencjał militarny krajów afrykańskich.

Przykładowo prawie w całości na eksport do Chin wydobywana jest ruda żelaza przez ulokowaną w RPA firmę Kumba Iron Ore, której 65 proc. udziałów należy do Anglo American. Transport rudy realizowany jest najdłuższymi pociągami na świecie o 4 km długości. Każdy pociąg przewozi 34000 ton rudy żelaza. Zdolności przewozu mają być większe, co umożliwi dalszy wzrost eksportu rudy z RPA do Chin.

Chińczycy są też aktywni w rejonie Morza Kaspijskiego i w Azji Centralnej, m.in. w Kazachstanie, Kirgistanie, Tadżykistanie, Turkmenistanie i Uzbekistanie. To nie wszystko – produkujący niemal 700 mln ton stali rocznie Chińczycy prowadzą też politykę odnośnie surowców w Ameryce Południowej – w Wenezueli, Brazylii, Argentynie i Chile. Inwestują tam przede wszystkim w przemysł wydobywczy. W Ekwadorze i Wenezueli największe środki Chińczycy wyasygnowali na inwestycje dotyczące eksploatacji ropy naftowej. Chińczycy inwestują też w kopalnie rudy żelaza w Brazylii i Argentynie. W Chile oraz Peru inwestują w wydobycie miedzi, natomiast w Boliwii – w urządzenia na potrzeby eksploatacji rud żelaza, cyny i miedzi.

Chiny prowadzą także aktywną politykę z Rosją, Kanadą i Bliskim Wschodem w zakresie ropy i gazu. W ostatnim czasie, w związku ze znacznym wzrostem kosztów pracy w Chinach, tamtejsze firmy zaczynają przenosić produkcję za granicę. Najczęściej do krajów leżących w Azji. Średnia płaca w regionie kantońskim wynosi ok. 384 euro, podczas gdy w Wietnamie zaledwie 120 euro.

Ciekawie przedstawia się konkurowanie potęg azjatyckich, w tym Chin, Indii, Japonii i Korei Południowej o dostęp do surowców w Azji Południowo-Wschodniej. Mimo zadrażnień i konfliktów historycznych, w 2010 roku powstała trzecia pod względem wielkości PKB strefa wolnego handlu w świecie. Dzięki temu 90 proc. handlu towarami między Chinami a Filipinami, Indonezją, Malezją, Tajlandią, Singapurem i Bruneą, realizuje się bez opłat celnych. W 2015 roku do strefy dołączą pozostałe kraje ASEAN, czyli Wietnam, Laos, Birma i Kambodża.

Światowe potęgi gospodarcze ścierają się w walce o surowce głównie na terenie Azji, włączając w to Bliski Wschód, w Afryce oraz częściowo w Ameryce Łacińskiej. Na tych obszarach dochodzi głównie do ścierania się interesów Chin z Indiami, Rosją, Japonią i Koreą Południową oraz częściowo z USA.

Zaciekła rywalizacja między Chinami i Rosją o paliwa stałe, a przede wszystkim węgiel kamienny i rudy miedzi, ma miejsce obecnie w Mongolii. Mongolia nie ma możliwości logistycznych transportu swego bogactwa, poza tymi dwoma krajami. W 2012 roku Chiny zaimportowały z Mongolii 22 mln ton węgla koksowego, rezygnując z dużych partii importu z Australii, co spowodowało do perturbacji cenowych na tamtejszym rynku. O udziały w mongolskim rynku surowców zaciekle walczą Chiny i Rosja. Jednak rząd Mongolii, zdając sobie z tego sprawę, podpisuje też umowy z koncernami wydobywczymi spoza tych krajów, jak choćby Rio Tinto.

Boom inwestycyjny w górnictwie mongolskim następuje od 2007 roku w związku ze znalezieniem tam znaczących pokładów surowców naturalnych, w tym węgla oraz rud miedzi. PKB Mongolii w ostatnich latach rosło w tempie dwucyfrowym, natomiast w roku 2011 kraj ten miał najszybciej rosnącą gospodarkę świata z tempem wzrostu na poziomie 17,5 proc. W 2012 roku Mongolia utrzymała się na pozycji lidera z wynikiem 14,8 proc. Według prognoz analityków z HSBC w 2013 roku zdoła osiągnąć wzrost w wysokości 18,3 proc. W ciągu ostatnich 20 lat wydobycie węgla kamiennego w świecie podwoiło się osiągając poziom prawie 7 mld ton, a węgla brunatnego blisko 1 mld ton. Prognozy globalne przewidują dwukrotny wzrost wydobycia węgla w następnych 20 latach. Tymczasem w Polsce w ciągu ostatnich 20 lat produkcja węgla kamiennego obniżyła się o 50 proc. Polska nie jest już graczem liczącym się globalnie w zakresie rynku węgla. Natomiast mocni jesteśmy w miedzi, która niewątpliwie należy do kategorii metali strategicznych. Nie obejdzie się bez niej przemysł elektroniczny ani elektromaszynowy, jest wykorzystywana również w sektorze medycznym i budowlanym.

– Mówiąc krótko, nowoczesna gospodarka nie obejdzie się bez miedzi – podkreśla prezes KGHM Herbert Wirth. – Dzisiaj wydobywamy miedź z polskich złóż, które jak każde kiedyś ulegną wyczerpaniu. Kupno firmy Quadra FNX zapewniło nam dostęp do złóż w Chile, Kanadzie i USA. Rozważamy inwestycje w Kazachstanie. Mają one na celu zabezpieczenie dostępu KGHM do złóż, a także dostępu polskiej gospodarki do miedzi. Jeżeli nie będziemy kupować nowych złóż i prowadzić nowych projektów wydobywczych, inni gracze nas ubiegną i po wyczerpaniu posiadanych złóż będziemy jednym z petentów, kupujących wydobyte przez innych surowce – podsumowuje Herbert Wirth.

Polska jest liczącym się graczem na rynku produkcji (KGHM jest ósmym producentem) miedzi górniczej na świecie. W produkcji srebra możemy za to pochwalić się pierwszym miejscem na świecie. Inwestując w nowe złoża możemy utrzymać światową pozycję w wydobyciu tych pierwiastków i wzmacniać swoją pozycję na kolejnych rynkach, np. niklu i molibdenu.

Siła tkwi w surowcach

W 2015 roku światowa podaż rud żelaza sięgnąć może poziomu 2,70 mld ton. Udokumentowane zasoby żelaza ocenia się na ponad 250 mld ton. Największe wydobycie rudy notuje się w Chinach, Brazylii i Australii. Ceny będą uzależnione od popytu, a ten będą kształtować głównie Chiny. Według szacunków Rio Tinto w roku 2014 ruda żelaza ma kosztować około 125 dolarów, natomiast w 2015 roku około 105 dolarów za tonę.

Powodem tego ma być zwiększenie podaży postępującej za wzrostem potencjału koncernów wydobywczych. Tylko Rio Tinto zamierza podwyższyć swoje moce do 333 mln ton rocznie. O cenach rudy żelaza decydują najwięksi jej dostawcy, tacy jak Rio Tinto, BHP Billiton czy Vale. To nie oznacza jednak, że producenci stoją na z góry straconej pozycji. Chcąc uniezależnić się od dyktatu producentów surowców, szukają różnych możliwości kooperacji, przykładowo wchodzą w spółki kapitałowe z producentami surowców w Brazylii czy Australii. Światowi producenci stali, kupując surowce dla całej grupy, są w stanie wynegocjować korzystne ceny. Ponadto koncerny stalowe inwestują we własne źródła surowców. Tak właśnie postępuje m.in. ArcelorMittal, dysponujący rozległymi złożami surowców między innymi na Ukrainie, w Krzywym Rogu oraz w Brazylii. Także China Steel posiada własne złoża rudy żelaza w Brazylii oraz Australii i stara się uzyskać dostęp do nowych złóż. W 2009 roku Chiny ponad 70 proc. rudy żelaza sprowadzały z zagranicy, natomiast w 2011 roku, dzięki wzrostowi rodzimego wydobycia, import wyniósł już tylko 60 proc. W Chinach szybko wzrasta wydobycie rud żelaza. W 2005 roku wynosiło ono 420 mln ton, natomiast w 2011 roku 1 mld 330 mln ton. Oznacza to niebagatelny, przeszło 20 proc. przyrost w skali roku.

ArcelorMittal w 2010 roku zapewnił 56 proc. całego swego zapotrzebowania na rudę żelaza z własnych kopalń. W 2011 roku zdołał wydobyć prawie 50 mln ton surowca.

– Jednak nie będzie tak, że producenci stali będą nabywać złoża rudy żelaza w takim stopniu, by się całkowicie uniezależnić od zakupu rudy na rynku – zaznacza Wojciech Szulc, kierownik Zakładu Analiz Techniczno-Ekonomicznych Instytutu Metalurgii Żelaza. – Trudno, by każdy inwestował we wszystko. W PRL-u już to przerabialiśmy. Pracownicy wypoczywali w zakładowych domach wypoczynkowych. Wtedy przedsiębiorstwa dysponowały rozdętą bazą. Jednak obecnie liczy się specjalizacja. Pełne zabezpieczenie surowcowe oznaczałoby dla producentów stali zbyt wielkie koszty – podsumowuje Wojciech Szulc.

Dostęp do surowców przesądza o konkurencyjności. Ponadto dzięki niemu ma się większą swobodę przy negocjowaniu cen rud kupowanych od zewnętrznych dostawców.

Innym istotnym surowcem jest koks. Rok 2012 był trudny dla koksownictwa dlatego, że zmniejszyła się konsumpcja koksu przez przemysł stalowy oparty o wielkie piece. W Europie nadal wyłączonych jest 20 spośród 74 wielkich pieców. A wykorzystanie mocy produkcyjnych wynosi tylko 75 procent. Według szacunków światowy handel koksem w 2012 roku wyniósł ok.18 mln ton, co oznacza spadek o 17 proc. w porównaniu z rokiem 2011.

Polskie koksownictwo musiało się dostosować do tej trudnej sytuacji. Zmniejszono produkcję koksu o ponad 7 proc. Wyniosła ona w 2012 roku tylko 8,5 mln ton. A eksport koksu z Polski wyniósł w 2012 roku 5,4 mln ton. To mniej o ok. 7 proc. niż w roku 2011. Doszło do dywersyfikacji rynku, bowiem sprzedaż realizowano również na rynki zamorskie. W przypadku Grupy Jastrzębskiej Spółki Węglowej wysiłek w poszukiwaniu nowych rynków przyniósł wymierne efekty. Udział rynków zamorskich w handlu koksem wynosi bowiem obecnie aż 28 procent, podczas gdy wcześniej nie przekraczał 10 procent. Mówiąc o koksie należy się zatrzymać przy węglu koksowym. W Unii Europejskiej jego głównym producentem jest Jastrzębska Spółka Węglowa. Jednak globalnie na pierwszy plan wybija się Australia. Jest ona największym eksporterem węgla kamiennego, dostarczającym na rynki 140 mln ton węgla koksowego, co stanowi ponad połowę światowego handlu węglem koksowym niezbędnym do produkcji stali. Oprócz tego Australia eksportuje węgiel energetyczny do produkcji energii elektrycznej. Największe światowe kompanie węglowe, jak BHP Billiton, Rio Tinto i Anglo American wydobywają węgiel w około stu kopalniach. Australia już od lat 50-tych XX wieku zaopatrytwała w węgiel Koreę i Japonię, dzięki czemu możliwa była szybka industralizacja tych krajów mimo braku własnych surowców naturalnych. Australia ma dominujący wpływ na światowy rynek węgla koksowego. Na początku roku 2011 wielkie powodzie w stanie Queensland spowodowały zakłócenia w kopalniach, co przełożyło się na przerwanie dostaw. Rynki szybko zareagowały na tę sytuację, a ceny węgla koksowego poszybowały w górę – do ponad 300 dolarów za tonę.

Przewaga konkurencyjna australijakiego górnictwa bierze się m.in. stąd, że kopalnie ulokowane są w słabo zaludnionych rejonach kraju, a poza tym ok. 80 proc. węgla wydobywa się metodą odkrywkową przy zastosowaniu olbrzymich koparek. Dzięki temu nie ma tam palącego problemu kosztów, który spędza sen z powiek szefom kopalń w Polsce. Zagrożeniem dla górnictwa australijskiego jest natomiast wprowadzony przez tamtejszy rząd dodatkowy podatek węglowy.

Jeżeli Chiny i Indie pobudzą swój wewnętrzny rynek, to może nastąpić odbicie na rynku surowców. Na rynek będą też coraz odważniej wchodzić nowi producenci, jak Mongolia, Mozambik czy Indonezja, a więc kraje o dużych możliwościach produkcyjnych. Na razie brak tam infrastruktury. Ale kiedy zostanie ona rozbudowana, wpłynie to na sytuację rynkową.

Dostęp do surowców oznacza przewagę konkurencyjną. Największe potęgi światowe inwestują w zasoby surowcowe i inwestować będą. Przewaga rynkowa krajów i firm dysponujących zapleczem surowcowym nie podlega dyskusji. Ekspansja możnych tego świata na rynkach Afryki czy Ameryki Południowej przybierać będzie na sile. Oni wiedzą, że inwestowanie w surowce to także tworzenie kapitału politycznego.

​Chiny w wyścigu o dostęp do surowców są niezmiernie aktywne w Afryce.

 

Jerzy Dudała
Publicysta miesięcznika Nowy Przemysł i
portalu wnp.pl

Zobacz pozostałe numery

Sporo się u nas dzieje.

Bądź zawsze na bieżąco.

ZAPISZ SIĘ DO NEWSLETTERA

Ta witryna jest zarejestrowana pod adresem wpml.org jako witryna rozwojowa. Przełącz się na klucz witryny produkcyjnej na remove this banner.