Biuletyn Górniczy Nr 1 – 2 (246)

Brak informacji.

Globalne porozumienie klimatyczne osiągnięte podczas paryskich rozmów pozostawiło bez odpowiedzi ważne pytanie: co zrobić w sprawie węgla?

Porozumienie zawarte po konferencji klimatycznej ONZ w Paryżu COP21 jest pierwszą wielostronną umową obejmującą swoim zakresem 195 krajów i 98, proc. globalnych emisji gazów cieplarnianych. Nakreśla ogólnoświatowy plan działań, który ma chronić planetę przed groźbą zmiany klimatu poprzez ograniczenie globalnego ocieplenia do wartości poniżej 2 st. C.

 

Mają do tego doprowadzić tzw. wkłady krajowe, czyli określone indywidualnie przez każde państwo zobowiązania redukcji emisji. Porozumienie musi zostać ratyfikowane przez co najmniej 55 państw, które łącznie odpowiadają za co najmniej 55 proc. światowych emisji gazów cieplarnianych. Krajom rozwijającym się udzielane będzie wsparcie na obniżenie emisji gazów cieplarnianych w wysokości 100 mld USD rocznie do 2025 r., kiedy to zostanie uzgodniony nowy wspólny cel. Ratyfikacja porozumienia ma się rozpocząć 22 kwietnia br. w Nowym Jorku.

Brakuje wspólnego celu

Porozumienie jest z jednej strony sukcesem UE, bowiem państwa rozwijające się będą musiały uczestniczyć w redukowaniu emisji gazów cieplarnianych poprzez system wkładów krajowych. Z drugiej jednak strony nie spełniło wielu oczekiwań unijnych środowisk. Przede wszystkim brakuje w nim konkretnego wspólnego celu redukcyjnego, który miałby zostać osiągnięty w połowie wieku. Unię czekają teraz negocjacje szczegółów jej własnej polityki klimatycznej, która zakłada m.in. redukcję emisji gazów cieplarnianych o 30 proc. (a może niedługo o 40 proc.) do 2030 r. oraz uzgadnianie wkładów poszczególnych państw członkowskich. Porozumienie nie zapewniło wystarczających mechanizmów wywierania nacisku na pozostałe państwa, by wypełniały swoje zobowiązania. Nie chroni więc unijnej gospodarki przed ryzykiem, że inne kraje nie tylko nie będą deklarowały podejmowania działań by jeszcze zwiększyć swoje redukcje, ale też nie dotrzymają realizacji tych niższych, obecnych zobowiązań.

Jednym z wielkich przegranych stał się niestety węgiel. Paliwa kopalne były i są przedstawiane przez ONZ i Komisję Europejską jako wróg publiczny numer jeden. W ataku na węgiel, poza organizacjami pozarządowymi wpieranymi finansowo hojnie przez lobby antywęglowe, uczestniczyły również prawie wszystkie międzynarodowe instytucje finansowe oraz wiele funduszy narodowych, głównie z krajów, które posiadają zasoby gazu, a nie mają węgla, jak na przykład z Norwegii.

Za oceanem branża walczy

Przy okazji warto zauważyć ogromną różnicę w zachowaniach zainteresowanych stron sporu o przyszłość energetyki węglowej w USA i UE. W stanach USA, w których istnieje przemysł węglowy, walczy się zaciekle przeciwko uciążliwym regulacjom klimatycznym uderzającym w ten sektor. Efektem tej walki jest ostatnie orzeczenie Sądu Najwyższego wstrzymujące, chociaż czasowo, realizację rządowego Planu Czystej Energii. W UE przemysł węglowy i energetyczny oparty na węglu w większości zgadza się z tym, co proponowane jest przez biurokrację Brukseli, bez żadnego realnego kwestionowania tych decyzji, a skupia się raczej na błahej debacie o tym, kto dostanie więcej uprawnień w ramach benchmarkingu systemu ETS, zaprojektowanego również przez tych samych urzędników Komisji.

Zawarte w Paryżu porozumienie jest wyraźnym sygnałem dla inwestorów, banków, przedsiębiorców i polityków, że czysta energia to przyszłość planety, w której nie ma miejsca na paliwa kopalne. Porozumienie w sprawie nowych celów redukcji emisji globalnych wpłynie negatywnie na perspektywy gospodarcze wielu firm związanych z węglem. Rynek węgla energetycznego, który jest wykorzystywany do wytwarzania energii elektrycznej charakteryzuje się dzisiaj nadmierną podażą, a co za tym idzie presją na obniżkę cen tego surowca. Ceny węgla są obecnie poniżej kosztów produkcji niemal wszędzie na świecie. Oznacza to tymczasową dobrą ofertę dla konsumentów, ale w efekcie doprowadzić może do niekontrolowanego bankructwa firm na dużą skalę w wielu regionach. Szereg światowych producentów węgla zwiększało wydobycie w ciągu ostatnich kilku lat zakładając, że popyt azjatyckiego rynku wchłonie wzrost produkcji. Tymczasem tak się nie stało. Dodatkowo w wyniku podpisania porozumienia klimatycznego w Paryżu, popyt na węgiel może zacząć spadać w przyspieszonym tempie, zwłaszcza ze strony dużych gospodarek wschodzących takich jak Chiny i Indie, będących również sygnatariuszami porozumienia.

Inne paliwo kopalne

Globalne porozumienie klimatyczne osiągnięte podczas paryskich rozmów pozostawiło bez odpowiedzi ważne pytanie: co zrobić w sprawie węgla? Węgiel nie jest nawet wspomniany w tekście porozumienia. Odpowiedzialni za politykę energetyczno-klimatyczną w Komisji Europejskiej już potrafią twierdzić oficjalnie, że „znaczącą bieżącą konsumpcję węgla trzeba uznać za sprzeczną z celami dekarbonizacji UE”. Węgiel wciąż dominuje w produkcji energii elektrycznej w Europie, ale Komisja w dalszym ciągu neguje jego rolę, nawet w okresie „transformacji energetycznej”. Zamiast węgla proponuje inne paliwo kopalne, pochodzące niemalże całkowicie z importu do UE, tj. gaz. Zatem, według Komisji, to gaz ma odgrywać ważną rolę w europejskiej transformacji energetycznej, ponieważ gaz, według biurokracji brukselskiej, emituje o połowę mniej dwutlenku węgla niż węgiel i ma służyć jako pomost pomiędzy zanieczyszczającymi paliwami kopalnymi i czystszymi źródłami energii; ma służyć jako paliwo wspomagające odnawialne źródła energii; i wreszcie ma odgrywać ważną rolę w dekarbonizacji sektora transportu jako alternatywne paliwo dla samochodów ciężarowych i statków.

Porozumienie paryskie może być ewentualnie początkiem globalnego odejścia od węgla. Musimy zmierzyć się z tą możliwością i filozofią (lub mówiąc dokładniej „ideologią dekarbonizacji”), na której opiera się ta umowa. Ale należy również zastanowić się, czy ktoś wierzy, że:

– badania klimatu dziś są w stanie precyzyjnie określić stopień globalnego ocieplenia w roku 2100; lub

– na klimat świata ma wpływ wyłącznie wytworzony przez działalność człowieka CO2; czy też

– 100 mld dolarów dla południowej półkuli planety rzeczywiście wypływać będzie z kas zamożnej północnej półkuli co roku, a środki te będą wykorzystane wyłącznie na redukcję emisji gazów, aby zapobiec globalnemu ociepleniu lub w celu złagodzenia jego skutków?

 

Janusz Olszowski
Zygmunt Borkowski
Górnicza Izba Przemysłowo-Handlowa

 

Po ponad 20 latach rynek urządzeń w wykonaniu przeciwwybuchowym znów czekają zmiany.

Regulacje prawne Unii Europejskiej określają warunki stosowania urządzeń w przestrzeniach zagrożonych wybuchem. Wymagania w zakresie wprowadzania na rynek urządzeń, systemów ochronnych oraz komponentów przeznaczonych do użytku w atmosferze potencjalnie wybuchowej ujęte są w dyrektywie ATEX.

 

Regulacje prawne Unii Europejskiej określają warunki stosowania urządzeń w przestrzeniach zagrożonych wybuchem. Wymagania w zakresie wprowadzania na rynek urządzeń, systemów ochronnych oraz komponentów przeznaczonych do użytku w atmosferze potencjalnie wybuchowej ujęte są w dyrektywie ATEX.

Skrót ATEX pochodzi od słów „Atmosphères Explosibles” (atmosfery wybuchowe). Atmosfera wybuchowa może zawierać palne gazy, mgły lub pary, albo wybuchowy pył. Jeżeli występuje odpowiednie stężenie tych substancji zmieszanych z powietrzem, źródło zapłonu może wywołać eksplozję. W Europie normy, które dostarczają producentom wytyczne dotyczące projektowania oraz konstruowania maszyn i urządzeń, ustanawiane są przez europejskie komitety normalizacyjne (CEN oraz CENELEC). Spełnienie przez wyrób wymagań zawartych w normach zharmonizowanych jest najprostszą drogą do wykazania zgodności z wymaganiami zasadniczymi podanymi w dyrektywach „nowego podejścia” (np. dyrektywa ATEX).

Nowe wyzwania

Aby ujednolić przepisy w zakresie urządzeń przeznaczonych do pracy w strefach zagrożonych wybuchem, Parlament Europejski i Rada Unii Europejskiej 23 marca 1994 r. wydały dyrektywę 94/9/EC ATEX.

Weszła ona w życie 1 lipca 2003 r., a odnosi się do minimalnych wymagań dotyczących bezpieczeństwa pracy, w miejscach pracy, w których może wystąpić atmosfera wybuchowa. Pierwsza dyrektywa została wprowadzona do polskiego prawodawstwa rozporządzeniem Ministra Gospodarki już w 2003 r. i zaczęła obowiązywać polskich przedsiębiorców wraz z wejściem Polski do Unii Europejskiej 1 maja 2004 r., przez co stanęli oni w obliczu całkowicie nowych wyzwań.

Nowością, która pojawiła się z chwilą przyjęcia dyrektywy ATEX, było objęcie uregulowaniami urządzeń nieelektrycznych.

– Oczywiście takie urządzania nie były w Polsce nowością, stosowaliśmy przecież zarówno przerywacze płomienia, które w nomenklaturze ATEX-owej są systemami ochronnymi, przeciwwybuchowe napędy spalinowe oraz przeciwwybuchowe urządzenia mechaniczne, np. nie objęte ATEX-em narzędzia ręczne – wspomina dr Michał Górny z Głównego Instytutu Górnictwa. –Urządzenia te były jednak oceniane i eksploatowane na podstawie orzeczeń wydawanych wg własnych metodyk badawczych przez Kopalnię Doświadczalną „BARBARA”.

Przesunięcie odpowiedzialności

Uregulowaniami dotyczącymi bezpieczeństwa przeciwwybuchowego zostali objęci również producenci urządzeń mechanicznych. Wyraźnie przesunęła się też odpowiedzialność za urządzenia. Dawniejsze decyzje administracyjne, (jak np. dopuszczenie do stosowania) zastąpiła deklaracja producenta, tzw. deklaracje zgodności CE ze wszystkimi wynikającymi z tego faktu konsekwencjami.

–Producenci musieli uświadomić sobie, że odpowiadają nie tylko za poprawną konstrukcję urządzenia, ale też za wybór właściwego modułu oceny zgodności oraz dokumentację przekazywaną użytkownikowi. Świadomość ta nie jest niestety jeszcze powszechna – wyjaśnia dr Górny.

Kolejne zmiany

Obecnie po ponad 20 latach, rynek urządzeń w wykonaniu przeciwwybuchowym znów czekają zmiany. 20 kwietnia 2016 r. obecnie obowiązująca dyrektywa ATEX zostanie zastąpiona przez Dyrektywę 2014/34/ UE Parlamentu Europejskiego i Rady w sprawie harmonizacji ustawodawstw państw członkowskich, odnoszących się do urządzeń i systemów ochronnych przeznaczonych do użytku w atmosferze potencjalnie wybuchowej. Tzw. dyrektywa ATEX dotyczy producentów, dystrybutorów i importerów urządzeń, systemów ochronnych i aparatury przeznaczonych do użytkowania w potencjalnie wybuchowej atmosferze i ma zastosowanie do:

1. urządzeń i systemów ochronnych przeznaczonych do użytku w atmosferze potencjalnie wybuchowej,
2. sprzętu zabezpieczającego, sterującego i regulacyjnego przeznaczonego do użytku poza atmosferą potencjalnie wybuchową, który wymagany jest lub przyczynia się do bezpiecznego funkcjonowania urządzeń i systemów ochronnych wobec zagrożeń wybuchowych,
3. komponentów, które mają być częścią urządzeń i systemów ochronnych, o których mowa w punkcie 1.

–Dla nowej dyrektywy nie przewidziano okresu przejściowego, data 20 kwietnia jest datą sztywną – mówił Krzysztof Majewski, dyrektor Departamentu Bezpieczeństwa Gospodarczego w Ministerstwie Gospodarki, podczas warsztatów 26 listopada 2015 r. w Warszawie, które resort wspólnie z Głównym Instytutem Górnictwa zorganizowali dla przedstawicieli firm przemysłowych. Wprowadza ona szereg zmian ważnych dla producentów urządzeń w wykonaniu przeciwwybuchowym. M.in.: wprowadza obowiązki dla importerów i dystrybutorów, a producenci muszą zastąpić dotychczasowe deklaracje zgodności CE, nowymi deklaracjami zgodności UE, które będą miały jednolity wzór.
Nie uległ zmianie zakres normy oraz klasyfikacja produktów na grupy i podgrupy. Bez zmian pozostają: zgodność z zasadniczymi wymaganiami zdrowia i bezpieczeństwa (EHSR), procedury oceny zgodności oraz lista norm zharmonizowanych.

Zachowują zgodność

A co chyba najważniejsze, certyfikaty wydane na podstawie poprzedniej dyrektywy zachowają zgodność z nową dyrektywą ATEX. To dobra wiadomość dla producentów, bo nie będą zmuszeni do ponownego certyfikowania swoich wyrobów. Nowy ATEX rozbudowuje wymagania odnośnie do jednostek oceniających zgodność, m.in mówi o tym, że poziom kompetencyjny i technicznych jednostek notyfikowanych powinien być na tym samym poziomie, a same jednostki powinny stosować procedury bez tworzenia zbędnego obciążenia podmiotów gospodarczych.

Zainteresowanie producentów i importerów budzą szczególnie kwestie obowiązków w zakresie wprowadzania na rynek urządzenia, co do których zastosowanie dyrektywy ATEX jest niejednoznaczne. Takie są np. urządzenia nieelektryczne, które nie zawierają własnych, potencjalnych źródeł zapłonu. W interpretacji wymagań dyrektywy pomocny może być poradnik „ATEX – wytyczne wdrażania”, którego polska oficjalna wersja dostępna jest na stronie www. KDBEx.eu. W przypadku nowej dyrektywy ATEX, taki przewodnik jest właśnie opracowywany – przewiduje się, że będzie wydany wraz z wejściem w życie nowej dyrektywy, czyli w kwietniu 2016 r.

Sylwia Jarosławska-Sobór

Nie ma jednej i prostej recepty na rozwiązanie problemu odwadniania zlikwidowanych kopalń węgla kamiennego.

Na Śląsku możemy mnożyć przykłady zlikwidowanych kopalń węgla kamiennego. To, że dany zakład górniczy zakończył wydobycie, nie oznacza jednak, że nie wymaga on już uwagi. W końcu to nie pierwsze, lepsze przedsiębiorstwo, który zamykamy na cztery spusty, gasimy światło i obwieszczamy, że kończymy działalność.
Zlikwidowane kopalnie muszą być odwadniane. Jak wykazała Najwyższa Izba Kontroli rocznie kosztuje to budżet państwa ponad 200 mln zł. Ponadto stwierdziła, że organizacja i sposób prowadzenia tych działań utrudnia ograniczenie kosztów.

Chronimy kopalnie i powierzchnię

Kopalnie odwadnia się głównie w celu zminimalizowania zagrożenia wodnego w wyrobiskach. Ale to zdanie nie wyczerpuje tematu. Przekonuje o tym prof. Przemysław Bukowski, kierownik Pracowni Hydrogeologii Górniczej i Środowiskowej w Zakładzie Geologii i Geofizyki Głównego Instytutu Górnictwa.
– Odwadnianie musi być prowadzone również z uwagi na ograniczenie zagrożenia powszechnego, które może wystąpić wraz ze wzniosem zwierciadła wody w wyrobiskach. Mówimy tutaj o zagrożeniach ze strony samej wody, jak również o innych zagrożeniach np. ze strony gazów kopalnianych, wypychanych przez zwierciadło wody ku powierzchni. W ten sposób chroni się nie tylko kopalnie, ale także powierzchnię i warunki naszego bytowania. Na Śląsku dobrze znany jest temat zapadlisk. Niestety, woda jest jednym z czynników powodującym wzrost tego zagrożenia. Dlatego przy pełnym zatopieniu kopalń powstaje ryzyko wystąpienia podtopień i powstania zalewisk na powierzchni terenu, a także zagrożenie dla wód w płytko występujących poziomach wodonośnych, szczątkowo jeszcze wykorzystywanych dla zaopatrzenia ludności lub do celów gospodarczych – uściśla naukowiec.

Dopłaca do każdej tony

Odwadnianie to rzecz konieczna i właśnie tej działalności prowadzonej w latach 2007–2014 przyjrzała się NIK. Wśród skontrolowanych podmiotów znalazły się: Ministerstwo Gospodarki – dysponent dotacji budżetowych na odwadnianie, Agencja Rozwoju Przemysłu – jednostka monitorująca wykorzystanie dotacji, Spółka Restrukturyzacji Kopalń, która odwadnia wyrobiska nieczynnych kopalń węgla kamiennego oraz Centralna Pompownia Bolko, która odwadnia wyrobiska nieczynnych kopalń rud cynku i ołowiu.
Izba w raporcie opublikowanym 12 stycznia wskazała, że działają obecnie takie kopalnie, których zabezpieczenie przed zatopieniem wiąże się ze szczególnie wysokimi nakładami, gdyż dla ich ochrony trzeba pompować wodę z aż kilku nieczynnych już kopalń sąsiednich. Zdaniem NIK, budzi to wątpliwości, zarówno co do opłacalności prowadzonego w ten sposób wydobycia, jak i co do zasadności ponoszenia przez budżet państwa kosztów odwadniania prowadzonego w tych warunkach praktycznie bez względu na rachunek ekonomiczny. W tej sytuacji budżet państwa faktycznie dopłaca (pośrednio dotuje) do wydobycia każdej tony węgla.
„Pomimo starań organizacja i sposób finansowania (niemal w całości dotacjami budżetowymi) odwadniania nieczynnych zakładów górniczych w celu ochrony czynnych kopalń przed zatopieniem utrudniają ograniczanie kosztów. Dzieje się tak dlatego, że interesy czynnych kopalń oraz podmiotu prowadzącego odwadnianie są przeciwstawne. W interesie kopalń jest, aby budżet państwa finansował odwadnianie w jak największej części, bo obniża to ich własne koszty, natomiast spółce prowadzącej odwadnianie nieczynnych wyrobisk zależy na racjonalizowaniu swoich kosztów” – oświadczyła Izba w swoim stanowisku.
NIK oceniła, że brakowało efektywnych działań ministra gospodarki, których celem powinno być ograniczenie lub wręcz rezygnacja z pomocy państwa dla sektora górnictwa węgla kamiennego na rzecz odwadniania wyrobisk nieczynnych zakładów górniczych. Nastąpić to powinno poprzez zmianę źródeł finansowania odwadniania, a tym samym wyeliminowanie pośredniego dotowania wydobycia węgla w czynnych kopalniach. Izba zwróciła uwagę, że obecny sposób finansowania może funkcjonować tylko do 2027 r.

Potrzeba zmian

We wnioskach pokontrolnych NIK zwróciła uwagę na konieczność doprowadzenia do przejęcia przez SRK zadań Centralnej Pompowni Bolko, która jest podmiotem prywatnym. Zdaniem NIK realizowanie przez Pompownię Bolko zadań tożsamych z zadaniami wykonywanymi przez wyspecjalizowany i dysponujący większym potencjałem podmiot (SRK), generuje wyższe i w części zbędne koszty oraz nie sprzyja skutecznej kontroli prawidłowości wydatkowania dotacji budżetowych.
NIK uznała także, że należy uwzględniać w decyzjach dotyczących dalszego funkcjonowania poszczególnych kopalń, uwarunkowania ekonomiczne oraz geologiczne samej kopalni, ale także coroczne kwoty dotacji z budżetu państwa na jej ochronę przed zagrożeniem zalania ze strony sąsiednich, zlikwidowanych kopalń. Konieczne jest także zainicjowanie i wdrożenie rozwiązań zmierzających do ograniczenia lub rezygnacji z pomocy państwa dla górnictwa węgla kamiennego w zakresie odwadniania kopalń.
Izba zwróciła też uwagę, że opracowaniu docelowego modelu odwadniania nie sprzyja brak jednoznacznych kierunków restrukturyzacji górnictwa węgla kamiennego w latach kolejnych, gdyż kontynuacja upraszczania systemów odwadniania oraz związane z tym obniżanie kosztów ich eksploatacji uzależnione są w znacznym stopniu od zamierzeń dotyczących wygaszania wydobycia w kolejnych kopalniach.

Sieć wyrobisk

Analizując wnioski NIK można sobie zadać pytanie, jakim zagrożeniem dla czynnych kopalń są te już zlikwidowane.
– To nie jest tak, że każda kopalnia jest donośnych, a następnie będzie się spiętrzać. Oczywiście ten proces jest długotrwały, ale w zależności od przebiegu zatapiania wyrobisk górniczych może w różnym stopniu wpływać na życie ludzi na takich terenach. Należy zaznaczyć, że woda wpływa na zmniejszanie się wytrzymałości skał, co może mieć poważne skutki dla terenów przewidywanych do zagospodarowania, a co gorsza, dla terenów już zagospodarowanych – odrębnym organizmem górniczym i nic nas wokół już nie interesuje. Górnośląskie Zagłębie Węglowe to cała sieć wyrobisk górniczych, które łączą jedną kopalnie z drugą. Dlatego nie możemy sobie w dowolny sposób, czy kiedy chcemy, wyłączyć odwadniania. Żeby to zrobić w kopalniach zlikwidowanych, trzeba najpierw odpowiednio się przygotować. Takie działania muszą poprzedzić badania i ocena tych właśnie połączeń, prawdopodobieństwa wystąpienia przepływów i zagrożeń. Dopiero po tym można stwierdzić, w jaki sposób można dokonać zmian w kreowaniu warunków przepływów tych wód, aby można było część systemów odwadniania wyłączyć, ograniczyć lub uprościć. Te działania pociągają za sobą określone i na ogół niemałe koszty – wyjaśnia prof. Bukowski i przypomina, że już w latach 80. ub. wieku podnoszono temat wyłączenia odpompowywania i konsekwencji, jakie może to wywołać.
– Po wyłączeniu odwadniania wodą wypełnią się wyrobi ska górnicze i inne przestrzenie, które powstały w kopalniach. W uproszczeniu mówiąc: woda będzie pochodzić m.in. z opadów atmosferycznych wnikających do górotworu i warstw wodonośnych, a następnie będzie się spiętrzać. Oczywiście ten proces jest długotrwały, ale w zależności od przebiegu zatapiania wyrobisk górniczych może w różnym stopniu wpływać na życie ludzi na takich terenach. Należy zaznaczyć, że woda wpływa na zmniejszanie się wytrzymałości skał, co może mieć poważne skutki dla terenów przewidywanych do zagospodarowania, a co gorsza, dla terenów już zagospodarowanych – stwierdza ekspert. Dodaje, że w jego opinii wiele obszarów w GZW będzie musiało być w różny sposób odwadniane nawet po zakończeniu eksploatacji górniczej.
– Oczywiście będzie to funkcjonować w innym układzie niż obecnie. Myślę, że będzie to tzw. odwadnianie dedykowane, czyli jeśli dany obszar będzie zagrożony, to na nim będzie się prowadzić konieczne działania – dodał.
NIK w swoim raporcie duży nacisk położył na koszty, które z racji prowadzonego odwadniania ponosi budżet państwa. Prof. Bukowski zaznacza, że Śląsk z tym problemem nie może zostać sam.
– W moim przekonaniu ciężar odwadniania nie może być w pełni przerzucony na kopalnie czynne. W obecnej sytuacji ekonomicznej muszą one przede wszystkim zabezpieczyć swój byt jako przedsiębiorstwa i funkcjonować w sposób zrównoważony – uważa naukowiec.

 

Maciej Dorosiński
Dziennikarz portalu górniczego nettg.pl
i tygodnika Trybuna Górnicza

Zobacz pozostałe numery

Sporo się u nas dzieje.

Bądź zawsze na bieżąco.

ZAPISZ SIĘ DO NEWSLETTERA

Ta witryna jest zarejestrowana pod adresem wpml.org jako witryna rozwojowa. Przełącz się na klucz witryny produkcyjnej na remove this banner.