Brak informacji.
Sierpień i wrzesień na rynkach Pacyfiku i Atlantyku utrzymały wzrostowy trend cen węgla energetycznego i koksowego. Szczególnie zauważalny był zwłaszcza w przypadku tego drugiego gatunku węgla, gdzie indeksy szybowały z zawrotną wręcz prędkością.
I chociaż w Polsce prowadzone przez Agencję Rozwoju Przemysłu i Towarową giełdę energii wskaźniki PSCMI od lutego (maksymalny w perspektywie ponad dekady dołek jeśli chodzi o ceny na rynkach międzynarodowych) wciąż rosną bardzo wolno, bo o nieco ponad 3 złoty za tonę w okresie luty–lipiec, to jednak warszawska giełda zareagowała na sytuację światową, czego efektem były rekordowe wzrosty wartości lubelskiej Bogdanki i śląskiej JSW. Pochodząca ze starożytności olimpijska dewiza „wyżej-szybciej-dalej” w dwóch pierwszych elementach odzwierciedla zachowania cen węgla, pozostaje więc trzymać mocno kciuki, że „dalej” w tym przypadku będzie oznaczało jak najdłuższą perspektywę czasową.
Zwyżkowy trend z wahaniami
Wciąż utrzymujący się trend zwyżkowy na rynkach ARA i Richards Bay nieco przyhamował w sierpniu, a nawet zaczął notować drobne spadki pod koniec miesiąca, w obu przypadkach o ok. 3 do-larów za tonie. Najważniejsi dostawcy do Europy Zachodniej: Rosja, RPA i Kolumbia zostali zaskoczeni zwiększeniem dostaw z Australii, które w związku z niższymi cenami frachtów na dalekich odcinkach morskich i spadkiem cen ropy naftowej okazały się być konkurencyjne cenowo wobec tych trzech importerów. W samym Newcastle w ostatnim tygodniu sierpnia ceny spadły o prawie 2 dolary za tonę i był to pierwszy spadek cen tego surowca w skali tygodniowej od połowy czerwca. Australijski NEWC zdołał jednak utrzymać przez cały sierpień pozycję lidera, jeśli chodzi o poziomy cen, którą od-zyskał pod koniec lipca po siedmiu miesiącach bycia za plecami południowoafrykańskiego FOB RB.
Australia przeżywa obecnie spore problemy logistyczno-meteorologiczne, które odbijają się już teraz i będą jeszcze bardziej odbijać się na światowych cenach węgla. W Newcastle wybuchł strajk pracowniczy związku zawodowego kolejarzy, który zakłócił dostawy z lokalnych kopalń do portu. Odczuli to przede wszystkim najwięksi i najbliżsi odbiorcy australijskiego węgla, czyli państwa z regionu Azja-Pacyfik, a najbardziej Chiny w związku ze zwiększonym zużyciem energii (o 8,2 proc.), co przełożyło się bezpośrednio na wzrost importu węgla. Australia zmaga się dodatkowo z obfitymi deszczami – już w sierpniu alarmowano, że jeżeli takie warunki pogodowe utrzymają się, ceny FOB NEWC mogą w niedługim czasie osiągnąć poziom nawet 90 dolarów za tonę. Jest to całkiem prawdopodobne, jeżeli mamy na uwadze sytuację sprzed pół dekady, kiedy to ogromne powodzie w Queensland wstrzymały australijską produkcję i eksport oraz spowodowały wystrzał cen w niesamowitym tempie i rekordowe ich poziomy zarówno na rynku Pacyfiku jak i Atlantyku.
Przemoczony i przerażony miś koala siedzący na płocie po-śród wzburzonej wody stał się w ostatnich tygodniach symbolem tegorocznych powodzi w południowej Australii, gdzie ma miejsce większość produkcji węgla i przeładunek w porcie Newcastle. To co przeraża misia, wywoływać może uśmiech na twarzach górników i innych uczestników handlu węglem.
Z deszczem mają też spore problemy wspomniane już Chiny, gdzie do odgórnie narzuconego przez rząd w Pekinie zmniejszenia krajowego wydobycia (ograniczenie dni pracy w kopalniach do 276 z 330 dni w roku) dodatkowo doszły kwestie logistyki, zakłóconej w północnej części kraju właśnie przez opady. Sytuację wykorzystali lokalni producenci węgla i błyskawicznie podnieśli ceny krajowego surowca. To tylko dodatkowo spowodowało wzrost wartości cen węgla australijskiego, a przez korelację również cen ARA i RB. W perspektywie długoterminowej, wartości na rynku NEWC będą tylko rosły w związku ze zwiększającym się zapotrzebowaniem pozostałych importerów w regionie: Tajlandii, Malezji, Wietnamu, Japonii i Korei Południowej (w tych dwóch ostatnich głównie węgiel koksujący dla przemysłu stalowego).
Trochę mniej działo się w południowej Afryce, gdzie węgiel z Richards Bay utrzymywał w sierpniu wartość w granicach 65–66 dolarów za tonę i zaczął notować nieznaczne wzrosty na przełomie sierpnia i września w związku z zakończeniem pory monsunowej w Indiach i zwiększeniem zapotrzebowania z tego kierunku. Nie udało się jednak przekroczyć magicznej linii 70 dolarów za tonę, ponieważ hinduscy importerzy postanowili zwiększyć dostawy gorszego kalorycznie (ale co za tym idzie tańszego) węgla indonezyjskiego.
Pozostając jeszcze na moment na Atlantyku – węgla z Indonezji nie chcą u siebie ostatnio Amerykanie, którzy chociaż są jednym z ważniejszych eksporterów w regionie, to jednak sami również importują ten surowiec z Kolumbii (87 proc. całego importu w USA) oraz Kanady (10 proc.) i Australii (niecałe 3 proc.). Spadająca produkcja w Stanach Zjednoczonych nie idzie jednak w parze z wysokością cen, które utrzymują się na poziomie zbliżonym do cen RB, ponieważ oba kraje operują praktycznie na tym samym rynku.
Ustabilizowane ceny
Wracając do zachodniej Europy – pierwsza połowa września ustabilizowała ceny ponad granicą 60 dolarów za tonę. Od początku miesiąca linia trendu spadła poniżej tylko raz, na początku drugiego tygodnia. Jeszcze w połowie miesiąca kupowany węgiel w kontraktach futures wieścił spadek poniżej granicy 60 dolarów za tonę, dopiero na kwiecień przyszłego roku, ale mało kto przypuszczał, że zacznie przybierać na wartości w takim tempie już teraz. Ceny bieżące wynoszą obecnie ok. 65 dolarów za tonę, a w kontraktach na październik w ostatnich dniach września przeskoczyły kolejną barierę i wynosiły prawie 72 dolary za tonę, zaś z tabel analityków zniknęły wszystkie pierwsze piątki z wartości prognoz cen na CIF ARA.
Na dobrej drodze do przekroczenia bariery 70 dolarów w kontraktach z najkrótszym terminem realizacji jest FOB RB, który po kilku dniach z wynikiem 67 dolarów za tonę, zanotował na 28 września poziom 69,71 dolarów za tonę, co jest jego najwyższym wynikiem od dwóch lat. Analitycy giełdowi już teraz nazywają węgiel tegorocznym hitem inwestycyjnym, a Bloomberg Intelligence w swoim wrześniowym raporcie posunął się do stwierdzenia, że jest on „najgorętszym” towarem na rynku surowców.
Ruda żelaza w dół, koksowy w górę
O ile cieszyć się mogą wszyscy dobrze zaopatrzeni traderzy węgla energetycznego, to jeszcze więcej powodów do radości mają ci, którzy na co dzień handlują węglem koksującym. Jego wartość od marca skoczyła z 90 do ponad 200 dolarów za tonę (ponad 150 proc.). Kosztujący jeszcze pięć lat temu 300 dolarów za tonę węgiel koksujący na pewno częściowo zawdzięcza swój powrót do łask spadkowi cen rud żelaza (o ok. 7 proc. – początek października), które w tym momencie znajdują się na swoim najniższym poziomie w XXI wieku. Wszystko to napędza światowy przemysł stalowy i doprowadziło do wyższej od oczekiwań produkcji w Chinach, które konsumują prawie tyle stali, ile wszystkie pozostałe państwa na świecie razem wzięte.
Domy maklerskie i spółki analityczne rwą włosy z głowy, żeby nadążyć za tą szaleńczą wręcz eksplozją indeksów cen węgla koksującego. Eksperci BMO prognozują, że w IV kwartale ceny ustabilizują się na poziomie 130 dolarów za tonę, niewiele mniej, bo 125 dolarów za tonę przewiduje cytowany już Bloomberg Intelligence.
Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie była w ostatnim czasie wyjątkowo surowa dla polskich producentów węgla tam notowanych, ale i to zaczęło się zmieniać, właśnie z uwagi na to, co dzieje na rynkach międzynarodowych. Produkująca węgiel energetyczny Bogdanka zanotowała wzrost wartości 47,5 proc. w przeciągu ostatnich 6 miesięcy. Jest to wynik naprawdę przyzwoity i oddający rzeczywistą kondycję finansową spółki.
Giełda nie zdążyła jeszcze przyswoić informacji, że za zmianami w strukturze właścicielskiej kopalń śląskich (Polska Grupa Górnicza i ewentualnie Polski Holding Węglowy) pójść może za moment daleko idąca ekspansja tych spółek na terytoria do tej pory zajmowane właśnie przez lubelskiego producenta, czyli elektrownie w Kozienicach i Ostrołęce, co przełoży się bezpośrednio na możliwości sprzedażowe LWB. Póki co GPW cieszy się z dobrych rezultatów i obserwując sytuację na świecie, pozostaje optymistką.
JSW hitem giełdy
O ile wynik 47,5 proc., to wynik bardzo dobry, to w słowniku może zabraknąć określeń na ten, który zanotowała w ostatnim półroczu Jastrzębska Spółka Węglowa. Ze wzrostem wartości o 335,2 proc. JSW stała się absolutnym hitem warszawskiego parkietu. Spółka, której akcja jeszcze kilka miesięcy temu była wyceniana na mniej niż 9 zł, a komentatorzy śmiali się, że cała jest warta mniej niż kupiona w ramach bratniej pomocy od Kompanii Węglowe za półtora miliarda zł kopalnia Knurów-Szczygłowice, chyba na długo zamknęła usta wszystkim żartownisiom. Zarząd już teraz informuje, że przy światowych cenach na poziomie 100 dolarów za tonę Jastrzębska osiąga swój punkt zwrotny i w perspektywie długoterminowej zacznie zarabiać. Oczywiście na taki wynik zapracowało również podpisanie umowy z wierzycielami oraz decyzja o przekazaniu do SRK kopalni Krupiński oraz ostatnio ruchu Jas-Mos, ale bez wątpienia największym czynnikiem generującym zielone strzałki na komputerach inwestorów były właśnie ceny światowe. Tymczasem eksperci DM BZ WBK już teraz prognozują, że JSW zakończy rok z dodatnim wynikiem finansowym na poziomie 21 mln zł, mimo że jeszcze niedawno zmagała się z przepotężnym kryzysem.
W makroskali dało się zauważyć w ostatnich półroczu jeden bardzo pozytywny trend. Ceny węgla na rynkach światowych oderwały się w końcu od ścisłej korelacji z cenami ropy naftowej Brent, WTI i Ural, i to nie z własnej winy, a z powodu problemów i zawirowań na rynku tego drugiego surowca. Dotąd pozostające w ścisłych zależnościach, linie trendu puściły się wzajemnie z uścisku wraz z wiosennymi wzrostami. Ceny ropy szybowały szybko, osiągając swój szczyt na początku czerwca, żeby następnie znów polecieć w dół na przełomie kolejnych kalendarzowo dwóch miesięcy. Od połowy sierpnia wszystkie trzy wskaźniki utrzymują się na tym samym poziomie, z tendencją raczej lekko spadkową. Tymczasem ceny węgla CIF ARA, FOB RB i FOB NEWC rosną od kwietnia tego roku, i z drobnymi tylko odchyleniami stabilnie pną się w górę.
Wydaje się, że jeżeli sytuacja pogodowa w Australii jeszcze się pogorszy, a na rynku ropy dalej będziemy świadkami wojen ce-nowych między Iranem a Arabią Saudyjską (ostatnio ciężko stwierdzić, czy Saudowie częściej stoją pod ścianą, czy nad przepaścią), ceny ropy i węgla na długo rozejdą się w swoich kierunkach i przestaną być bratnimi wskaźnikami na rynku surowców. Cieszyć może to zwłaszcza firmy handlujące węglem, które niejednokrotnie cierpiały z powodu spadków cen obu surowców w wyniku decyzji zapadających w odniesieniu do ropy w ramach rozgrywek politycznych w wymiarze międzynarodowym, nie mających nic wspólnego z sytuacją na rynkach węgla.
Rynek ropy niewiadomą
Obecnie rynek ropy pozostaje sporą niewiadomą. Nawet amerykańska EIA (Agencja Informacji Energetycznej) przyznaje, że rynek jest na tyle niepewny, że ciężko przewidywać, w którą stronę pójdę ceny tego surowca w najbliższych miesiącach. Dużo pewniej Agencja wypowiada się na temat cen węgla, które pomimo spadków, średnio mają być wyższe w przyszłym niż w bieżącym roku.
Podobnie jak w przypadku polskich producentów i warszawskiej GPW, optymistyczne prognozy przekładają się bezpośrednio na wartość zagranicznych spółek węglowych notowanych na światowych giełdach, które choć jeszcze dalekie od świętowania, to jednak zanotowały w ostatnim czasie zauważalne wzrosty. Stabilnie w górę pięły się m.in. australijskie Whiteheaven Coal i TerraCom, czy amerykańskie Hallador Energy. W samym tylko wrześniu dyna-micznie rosły akcje mongolskiego Mongolian Mining Corp, kanadyjskiej Corsa Coal oraz Aspire Mining i Kangaroo Resources z Australii. Niechlubnym wyjątkiem są tutaj tylko spółki chińskie (Noble Group, Winsway Enterprises Holdings, Kaisun Energy), które z powodu odgórnie narzucanych przez rząd limitów, nie mają pola do popisu i omija je giełdowa hossa w tej branży. Zaskakująco dobrze radzi sobie jednak na tym tle największy chiński producent węgla, China Shenhua Energy, której akcje pozostają na stabilnym poziomie, z tendencją zwyżkową od końca sierpnia.
Dawid Salamądry
Ekspert Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego
i portalu polishcoaldaily.com
Wszyscy na tym skorzystają. Zarówno gminy, jak też spółki górnicze – przekonują samorządowcy z miast zrzeszonych w Górnośląskim Związku Metropolitalnym. Pod koniec września zwrócili się oni do premier Beaty Szydło w sprawie nieruchomości po zlikwidowanych przedsiębiorstwach górniczych oraz ich majątku nieprodukcyjnego.
W skierowanym do szefowej rządu piśmie apelują o „wystąpienie z inicjatywą ustawodawczą w sprawie ustawy o szczególnych zasadach nieodpłatnego przeniesienia na rzecz gmin górniczych” wspomnianego mienia i deklarują gotowość uczestnictwa w pracach nad projektem ustawy.
– Dzięki nieodpłatnemu przejęciu zbędnego spółkom mienia, miasta górnicze otrzymałyby nowe możliwości rozwoju i mogłyby tworzyć strefy ekonomiczne, ośrodki produkcji, przemysłu i usług z nowymi miejscami pracy – argumentuje Związek.
Gotowe są przejąć, ale niekoniecznie zapłacić
– To są setki nieruchomości. Często bardzo niewielkich, ale istotnych z racji swojego położenia – mówi Krzysztof Mejer, wiceprezydent Rudy Śląskiej. To właśnie tamtejszy samorząd był inicjatorem wysłania przez GZM apelu do szefowej rządu. Miasto chciałoby bo-wiem włączyć tereny po zlikwidowanej kopalni Polska-Wirek (później ruch KWK Halemba – Wirek) do Katowickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej, licząc, że dzięki temu pojawią się tam inwestorzy, a wraz z nimi nowe miejsca pracy. Jest tylko jeden problem.
– Ten teren jest poszatkowany. Część należy do miasta, a część do górnictwa – wyjaśnia Mejer. Przyznaje, że między gminą a Kompanią Węglową toczyły się już rozmowy w sprawie przekazania po-górniczych działek, ale utknęły one w martwym punkcie.
– Spółka godziła się na utworzenie na tym terenie Strefy, ale bez przekazania prawa własności do swoich nieruchomości. Te w dalszym ciągu miałyby pozostać w jej gestii. Jeśli by więc pojawił się jakiś kupiec, to Kompania byłaby gotowa sprzedać mu swoje działki. A sprzedaż jakiejkolwiek działki na tamtym terenie oznacza praktycznie koniec dla Strefy – tłumaczy wiceprezydent.
Samorządowcom z Rudy Śląskiej sekundują władze Tychów, które są zainteresowane przejęciem parkingów na kilku „górniczych” osiedlach. Przejęciem – rzecz jasna – nieodpłatnym.
– Nie stać nas na to, by wykupić wszystkie drogi i parkingi – przyznaje wprost Andrzej Dziuba, prezydent Tychów. Taka pro-pozycja nie spotkała się jednak z uznaniem dotychczasowego właściciela parkingów, czyli Kompanii Węglowej. Co więcej, uznała ona, że skoro miasto nie chce kupić wspomnianych parkingów, to może znajdzie się na nie inny kupiec.
– Przy parkingach pojawiły się więc tablice z informacją, że teren jest na sprzedaż. Oczywiście wywołało to zaniepokojenie korzystających z nich mieszkańców, którzy obawiają się, że ewentualny nabywca zlikwiduje te miejsca parkingowe, chcąc w jakiś inny sposób wykorzystać nieruchomość. Mamy świadomość, że jeśli tak się stanie, to całe odium tego spadnie na nas. Wydaje się, że spółka po prostu postanowiła w ten sposób wywrzeć presję na samorząd, licząc, że zmieni on zdanie i jednak wykupi te parkingi – mówi Dziuba. Tyle, że samorząd (jak na razie) zdania nie zmienił. A zatem pat.
Gotowe oddać, ale raczej nie za darmo
Namawiający spółki górnicze do pozbywania się „nieprodukcyjnego mienia” samorządowcy podkreślają, że dalsze jego utrzymywanie oznacza dla górnictwa tylko dodatkowe koszty. Ten sam argument podnoszą zresztą w piśmie do premier Szydło.
– Trwający proces restrukturyzacji górnictwa węgla kamiennego powoduje powstawanie dużych kompleksów nieruchomości, które dla likwidowanych lub modernizowanych przedsiębiorstw górniczych są balastem, generującym koszty związane z ich bieżącym utrzymaniem oraz koszty w postaci podatku od nieruchomości i opłat z tytułu użytkowania wieczystego – czytamy w apelu GZM.
– Na dłuższą metę przekazanie tych nie-ruchomości samorządom jest dla wszystkich korzystne. My zyskujemy teren, a górnicze spółki pozbywają się obciążającego je „balastu” – dopowiada Krzysztof Mejer.
Kierownictwu górniczych spółek tego akurat tłumaczyć nie trzeba. Nacisk na pozbywanie się „nieprodukcyjnego mienia” idzie zresztą z samej „góry”. Ministerstwo Energii wyraźnie zaleciło przechodzącym restrukturyzację koncernom, aby dokładnie przeanalizowały, jaki majątek nie będzie im potrzebny w „nowej strukturze polskiego górnictwa”. Innymi słowy, w celu obniżenia swych kosztów jednostkowych powinny pozbyć się tego wszystkiego, co nie jest potrzebne do produkcji i sprzedaży węgla (m.in. dróg, gruntów), przekazując ów majątek do Spółki Restrukturyzacji Kopalń. Ano właśnie – do SRK a nie w gestię samorządów. Dlaczego? Odpowiedź wydaje się być oczywista.
– My żyjemy z dotacji, a każda sprzedaż przekazanej nam w zarząd nieruchomości powoduje zmniejszenie tej dotacji – mówi Witold Jajszczok, rzecznik Spółki Restrukturyzacji Kopalń. Dlatego, choć spółka może – jak twierdzi Jajszczok – czasem faktycznie przekazuje samorządom pewne tereny „na cele własne”, to zdecydowanie bardziej jest zainteresowana ich sprzedażą.
– Takie cele stawia przed nami właściciel. Jeśli zadecyduje, że ma być inaczej, to my się do tego zastosujemy – stwierdza krótko Jajszczok.
Nie chcą już prosić, apelują do premier
Formalnie nic nie stoi jednak na przeszkodzie, aby górnicze spółki nieodpłatnie scedowały „majątek nieprodukcyjny” na rzecz samorządów. Co prawda one same nie wypracowały jednolitych zapisów, określających (np. w drodze uchwały zarządu) ogólne warunki takiej operacji, ale furtkę taką stwarza ustawa „o funkcjonowaniu górnictwa węgla kamiennego”, jak też ustawa „o zasadach przekazywania zakładowych budynków mieszkalnych przez przedsiębiorstwa państwowe”. W kontekście gruntów kluczowy rzecz jasna jest ten pierwszy dokument. Daje on przedsiębiorstwom górniczym możliwość przekazywania mienia na rzecz gminy górniczej lub spółdzielni mieszkaniowej „na cele związane z realizacją infrastruktury technicznej, a także inne cele publiczne i pobudzenie aktywności gospodarczej w gminie górniczej”. Tyle, że możliwość to jedno, korzystanie z tej możliwości – drugie, a interpretacja tych działań – trzecie.
Faktem jest, że postępowania dotyczące zmian własnościowych toczą się wolno. Wynika to zarówno z konieczności sprawdzenia stanu prawnego przekazywanej działki, jak i tego, że zgodę na taki krok musi każdorazowo wyrazić organ właścicielski spółki (obecnie resort energii), gdyż wszystkie górnicze nieruchomości stanowią własność skarbu państwa. W przypadku Kompanii Węglowej jej Zakład Zagospodarowania Mienia takie właśnie procesy negocjacyjne w sprawie zbycia „kosztochłonnych nieruchomości” tylko w okresie między rokiem 2013, a początkiem roku 2016 prowadził z prawie 40 gminami górniczymi. Efekt?
– W przedmiotowym okresie Kompania Węglowa przekazała na rzecz 14 gmin górniczych 202 działki o łącznym obszarze 54,5385 ha oraz 53 inne środki trwałe, a łączna wartość rynkowa przekazanych nieruchomości wynosi 14 354 862 zł – podaje spółka. Co ciekawe, jak twierdzi KW, prawie wszystkie takie zbycia „wynikały z inicjatywy Kompanii Węglowej, a nie samorządów”.
Tyle, że zdaniem przedstawicieli miast spółki przekazują gminom niemal wyłącznie nieruchomości trudne do zagospodarowania, zadłużone, o nikłej wartości rynkowej, które nie znalazły nabywców. Do oddawania tych lepszych „kąsków” zdecydowanie się nie kwapią, albo – jak oceniają to samorządowcy – boją się ewentualnych konsekwencji takich decyzji. Przedstawiciele miast najwyraźniej mają już dość występowania w roli natarczywego petenta i stąd właśnie apelują, by nieruchomości niezwiązane z produkcją węgla na mocy prawa „z automatu” przechodziły na rzecz gmin, co – jak przekonują – umożliwić ma opracowanie dla nich kompleksowych planów zagospodarowania.
– Niezwykle ważne jest też, aby nieruchomości górnicze, których własność będzie przenoszona na gminy, były wolne od obciążeń i praw osób trzecich – dodaje Małgorzata Mańka-Szulik, prezydent Zabrza i zarazem przewodnicząca zarządu GZM.
Michał Wroński
Publicysta serwisu portalsamorzadowy.pl
Pomysły są. Są także pozytywne efekty
W swym apelu do premier Szydło samorządowcy z GZM jako przykład efektywnego zagospodarowania pokopalnianych terenów wskazują Centrum Edukacji i Biznesu – Nowe Gliwice, które powstało na gruntach dawnej KWK Gliwice. Za kwotę 24 mln euro (z czego 9,5 mln euro stanowiło unijne dofinansowanie) odrestaurowano historyczne zabudowania i zrewitalizowano zdegradowany teren przystosowując go do nowych funkcji. Obecnie w obiektach dawnej kopalni znajduje się m.in. Gliwicka Wyższa Szkoła Przedsiębiorczości, Nowy Inkubator Nowych Gliwic, a także siedziby małych i średnich firm prowadzących działalność w sektorze wysokich technologii (jedną z nich jest specjalizujący się w produkcji samolotów bezzałogowych Flytronic). W sumie na terenie Nowych Gliwic powstało ok. 2000 dobrze płatnych miejsc pracy (prze-ważnie w sektorze IT), co pozwala wykorzystać potencjał generowany przez obecność w mieście Politechniki Śląskiej.
To nie jedyny taki przypadek w regionie. Sztandarowym przykładem tego, jak w nowej roli mogą wyglądać górnicze „mienie nieprodukcyjne” jest Strefa Kultury w Katowicach, czyli miejsce, gdzie obecnie znajduje się Międzynarodowe Centrum Kongresowe, siedziba Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia i Muzeum Śląskie. Odwiedzający to miejsce po raz pierwszy goście, mogą być zaskoczeni informacją, że oto spacerują po terenach dawnej kopalni Katowice. Łączna kwota zrealizowanych w tym miejscu inwestycji przekroczyła miliard złotych.
Górniczą przeszłość ma również katowickie centrum handlowe Silesia City Center, bytomskie osiedle mieszkaniowe „Srebrne Stawy” (powstało na terenach po KWK Szombierki), chorzowski kompleks „Sztygarka” zlokalizowany w obiektach po byłej kopalni Prezydent (w podobny sposób zagospodarowany został zabrzański szyb Maciej, będący pozostałością dawnej kopalni Concordia, a potem Pstrowski), czy Sosnowiecki Park Naukowo-Technologiczny, który znajduje się na terenie po byłej KWK Niwka-Modrzejów.
Krajowe grupy energetyczne powróciły do projektów budowy nowych elektrowni węglowych. Wśród planowanych inwestycji są dwa bloki energetyczne połączone z instalacją naziemnego zgazowania węgla.
W ostatnich tygodniach trzy z największych polskich firm energetycznych: Polska Grupa Energetyczna, Tauron Pol-ska Energia oraz Enea przedstawiły swoje zaktualizowane strategie. We wszystkich widać duży zwrot w kierunku wytwarzania energii elektrycznej i ciepła z węgla. Wśród najciekawszych projektów są instalacje naziemnego zgazowania węgla, których budowę rozważają PGE oraz Enea. Za kilka miesięcy powinny być już znane wyniki wstępnych analiz i będzie wiadomo, czy te inwestycje są opłacalne.
PGE – zgazowanie węgla w Dolnej Odrze
– Inwestycje w nowe bloki energetyczne chcemy przeprowadzić w taki sposób, aby nie było zarzutów ze strony Komisji Europejskiej. Chcemy, aby Komisja Europejska nie zabraniała nam wykorzystywania węgla, a nie może zabronić, jeżeli nowe inwestycje nie będą miały wpływu na klimat. Dlatego będą one oparte na najbardziej nowoczesnych technologiach, tzw. czyste-go węgla. Jest kilka takich technologii, ale skłaniamy się ku technologii zgazowania węgla – mówił Krzysztof Tchórzewski, minister energii.
Jak zapowiada, w roku 2017 można się spodziewać przetargu na nowy blok w Zespole Elektrowni Dolna Odra z grupy PGE, a w roku 2018 być może ogłoszony zostanie przetarg na blok energetyczny przy kopalni Bogdanka, z grupy Enea. O przesłankach inwestycji w ZEDO i Bogdance mówią prezesi PGE i Enei.
– Ok. 95 proc. naszych instalacji wy-twórczych opartych jest o węgiel. Wśród trendów światowych jest stanowisko Unii Europejskiej, a zwłaszcza jej niektórych krajów, które mówią, że węgiel jest paliwem, które powinno odejść w niepamięć i powinniśmy z niego zrezygnować. Tu jest dysonans komunikacyjny. Z jednej strony Niemcy twierdzą, że liczy się tylko OZE, ale jako zabezpieczenie swojego systemu energetycznego nadal używają konwencjonalnych jednostek wytwórczych opartych o węgiel kamienny i brunatny. Innym interesującym trendem z naszego punktu widzenia jest trend japoński. Japończycy stwierdzili, że w ich miksie energetycznym węgiel nadal jest ważnym surowcem i energetykę opartą na węglu nadal chcą rozwijać – wyjaśnił Henryk Baranowski, prezes Polskiej Grupy Energetycznej.
Budowa bloku energetycznego ze zgazowaniem węgla w Dolnej Odrze jest jedną z opcji strategicznych rozważanych przez PGE.
– Analizujemy otoczenie, analizujemy technologie i rozmawiamy o podobnych projektach także z innymi grupami energetycznymi. Mam nadzieję, że wszystkie nasze plany i analizy zakończą się pozytywnie – dodał Henryk Baranowski.
Jak przekonuje PGE, budowa instalacji zgazowania węgla otwiera szereg możliwości dalszego zagospodarowania produktów procesu i dywersyfikacji źródeł przychodów grupy PGE. Preferowanym scenariuszem jest realizacja wspólnego przedsięwzięcia z partnerem przemysłowym przy ścisłej współpracy środowiska naukowego oraz zaangażowaniu dostawcy wybranej technologii.
PGE informuje, że z gazu syntezowego (uzyskanego w procesie zgazowania węgla) można uzyskać amoniak i metanol oraz paliwa płynne i wodór a także nawozy sztuczne oraz olefiny. Produktami ubocznymi mogą być kruszywa, materiały budowlane oraz prefabrykaty. Grupa ocenia, że blok w ZEDO nie powinien być większy niż 500 MW. Nie wiadomo jeszcze, ile taka inwestycja miałaby kosztować. PGE prognozuje, że w zależności od wybranej technologii koszt jednego megawata mocy zainstalowanej może się wahać w granicach od 2,5 mln do 4 mln euro. To daje kwotę od ok. 1,25 do 2 mld euro za cały blok.
Enea – zgazowanie przy Bogdance
Analizy nad zgazowaniem węgla pro-wadzi także Enea.
– Od kilku miesięcy analizujemy technologię zgazowania węgla. Wydaje się ona być korzystna z wielu powodów. Po pierwsze, ze względu na mniejsze oddziaływanie na środowisko i niższą emisję CO2, po drugie – na mniejszą ilość zużywanej wody, a po trzecie – ze względu na wyższą sprawność. Blok ze zgazowaniem węgla potrzebuje także mniej miejsca niż jednostka tradycyjna – mówił Mirosław Ko-walik, prezes Enea S.A.
Enea analizuje polski węgiel pod kątem jego zużycia w reaktorach do zgazowania węgla już pracujących na świecie.
– Te analizy wykazują obiecujące wyniki. Patrzymy na tę inwestycję w perspektywie długoterminowej – dodaje Mirosław Kowalik.
Produktem ze zgazowania węgla jest syngaz, który może być wykorzystywany do produkcji energii w układzie gazowo–parowym. Syngaz może być wykorzystany również do wytwarzania produktów chemicznych takich jak metanol i wodór, a także zastosowany w syntezie chemicznej. Jak podkreśla Mirosław Kowalik z uwagi na to, że Polska posiada bogate zasoby węgla kamiennego, jego zgazowanie jest jedną z bardziej perspektywicznych technologii energetycznych, które można wykorzystać w naszym kraju. Trwają także prace nad finansową stroną inwestycji.
– Analizujemy opłacalność tego projektu, pod uwagę bierzemy m.in. takie elementy, jak jego lokalizacja i koszt paliwa – informował Mirosław Kowalik.
Zwraca uwagę, że obecnie na świecie pracuje wiele reaktorów do zgazowania węgla. Enea zamierza w tym zakresie wykorzystać doświadczenia Japończyków, którzy są jednymi ze światowych liderów tej technologii. Wyniki analiz, dotyczących możliwości i opłacalności budowy instalacji zgazowania węgla przez grupę Enea, powinny być znane za kilka miesięcy.
Nowy blok także w Ostrołęce
To nie jedyne projekty węglowe w nowych strategiach polskich grup energetycznych. W maju br. zarząd grupy Energa uchylił decyzję z 2012 r. o wstrzymaniu budowy bloku energetycznego w Elektrowni Ostrołęka. Energa w Ostrołęce planuje budowę bloku na węgiel kamienny o mocy ok. 1000 MW, czyli tzw. elektrownię Ostrołęka C. W połowie września br. Energa podpisała z grupą Enea umowę o współpracy w realizacji projektu w Ostrołęce. Intencją Energi i Enei jest wspólne wypracowanie efektywnego modelu biznesowego, weryfikacja dokumentacji projektowej oraz optymalizacja parametrów technicznych i ekonomicznych Ostrołęki C. Współpraca obejmie także przygotowanie przetargu i wyłonienie generalnego wykonawcy inwestycji. Energa i Enea przewidują, że budowa Elektrowni Ostrołęka C potrwa ok. 60 miesięcy, a nakłady na realizację tej inwestycji wyniosą około 5,5–6 mln zł na MW mocy zainstalowanej. Obie spółki zakładają, że ustalone w ślad za podpisaniem listu intencyjnego zasady współpracy powinny przyczynić się do podjęcia decyzji o ogłoszeniu przetargu w 2016 r., z celem ukończenia inwestycji w drugiej połowie 2023 r.
Spółka celowa, powołana do budowy bloku elektrowni Ostrołęka C, posiada kompletną dokumentację techniczną i decyzje administracyjne, umożliwiające publikację ogłoszenia o przetargu. Obecnie trwają analizy ekonomiczne, zmierzające do wypracowania efektywnego modelu biznesowego i finansowania tej inwestycji. Głównym założeniem projektu jest jego realizacja jako rentownej inwestycji, która zagwarantuje satysfakcjonującą stopę zwrotu dla akcjonariuszy. Aktualne uwarunkowania rynkowe sprawiają, że dla zapewnienia odpowiedniej opłacalności projektu oczekiwane będzie wypracowanie dodatkowych mechanizmów wsparcia dla działań inwestycyjnych w zakresie budowy nowych źródeł wytwórczych.
Ministerstwo Energii wyszło naprzeciw tym oczekiwaniom i 4 lipca 2016 r. przedstawiło szczegółową koncepcję rynku mocy do dalszych konsultacji społecznych. Rynek mocy ma stworzyć mechanizm wspierania inwestycji w wysoko sprawną energetykę konwencjonalną. Wynagradzane ma być również utrzymywanie dyspozycyjności, które ma wpłynąć na bezpieczeństwo systemu elektroenergetycznego. Wg planów ministerstwa projekt ustawy w tej sprawie miałby być gotowy jeszcze w tym roku, tak aby nowe rozwiązania zaczęły obowiązywać od 2017 r.
Co bardzo ważne, Energa podpisała również list intencyjny z Polską Grupą Górniczą dotyczący długoterminowych dostaw węgla kamiennego. Obie firmy zamierzają podjąć współpracę w zakresie dostaw węgla kamiennego zarówno do planowanej, jak i istniejącej elektrowni w Ostrołęce. Intencją jest zawarcie umowy obejmującej okres od 30 do 40 lat na dostawę ok. 2 mln t węgla rocznie do elektrowni Ostrołęka C. Energa i PGG zakładają, że kontrakt będzie się opierał na formule cenowej zakupu, która zapewni wymaganą rentowność projektu oraz pozwoli dokonać po-działu między spółki przyszłych korzyści płynących z rynku mocy czy przydziału bezpłatnych uprawnień do emisji CO2.
Dariusz Ciepiela
Dziennikarz portalu wnp.pl
i miesięcznika Nowy Przemysł